kaka_da_parada
07.11.04, 22:48
W związku ze śmiercią (dokładniej zabójstwem)reżysera Theo Van Gogha, którego
wszechtolerancyjny muzułmanin najpierw postrzelił, potem poderżnął mu gardło
i w końcu wbił nóż w brzuch z nadzianą na niego kartką z wersetami koranu,
myślę, że warto jeszcze raz przybliżyć postać kobiety, która współpracowała z
tym reżyserem. Wparwdzie Beduinka zajęła sią już tym tematem w wątku "islam w
Europie", ale myślę że Ayaan zasługuje na odrębny wątek:
Ayaan Hirsi Ali
Sasza Malko 12-04-2003, ostatnia aktualizacja 07-04-2003 12:36
Ayaan przyznała publicznie, że przestała wierzyć w Allaha. W Holandii rzecz
normalna, ponad połowa ludności nie należy do żadnej gminy wyznaniowej. Dla
Ayaan jednak według szariatu, religijnego prawa, jest to podpisanie wyroku
śmierci na siebie. To niesłychana zdrada. Islamska społeczność wybuchła nowym
protestem. O Ayaan Hirsi Ali, Somalijce, która została liberalną holenderską
parlamentarzystką, pisze Sasza Malko
"Ile masz dzieci, babciu?" - pytała mała Ayaan. "Jedno" - odpowiadała babcia,
bo jej osiem córek się nie liczyło. Uważała też, że ma tylko jednego
wnuka. "A my?" - pytały Ayaan i jej siostra. "Wy będziecie naszej rodzinie
rodzić synów". "Mam się stać fabryką synów" - myślała Ayaan.
"Masz być posłuszna - mówiła babcia. - Masz być cierpliwa. Masz słuchać Boga,
ojca, męża, brata, rodziny, klanu. Od tego zależy twój honor. Za to
dostaniesz nagrodę na tamtym świecie. Dla kobiet są tam daktyle i winogrona".
Ayaan i jej siostra były w połowie szkoły, kiedy matka zakazała dziewczynkom
dalej do niej chodzić. Po co im to mieszanie w głowach? I tak za parę lat
zostaną wydane za mąż. Niech się lepiej uczą prowadzenia domu - orzekła. W
obronie córek, ich edukacji stanął ojciec. Zagroził matce, że ją przeklnie na
zawsze. Przeklnie ją też - powiedział - jeśli jego dziewczynki zostaną
obrzezane. Ale ojciec rzadko bywał w domu. "Do tej pory nie wie - mówi Ayaan -
że mama i babcia dopięły jednak swego". Ayaan opowiada po latach chłodno,
pobieżnie. "Islam wymaga, by dziewczyna wychodziła za mąż jako dziewica.
Dogmat dziewicy jest gwarantowany przez wycięcie klitoris, zaszycie warg
sromowych i zamknięcie dziewczyny w domu".
Ayaan urodziła się w Somalii w 1969 r. Jej ojciec, przywódca demokratycznej
opozycji Hirsi Magan, siedział w więzieniu. Zobaczyła go po raz pierwszy, gdy
miała sześć lat. Ojciec wyszedł na wolność i wyemigrował do Arabii
Saudyjskiej. Rodzina pojechała za nim. Po roku przeprowadzili się do Etiopii,
w końcu zacumowali w Kenii.
Ojca prawie nigdy nie było w domu. Znikał na rok, czasami na parę lat, miał
inne żony, które też czekały na niego latami. Bo dla ojca najważniejsza była
sprawa. Od rodziny też wymagał pełnego poświęcenia dla ojczyzny i
opozycji. "Gdy narzekałyśmy, że chcemy mieć tatę jak wszyscy, mówił, że to
zaszczyt być powołanym do wyższego celu, że musimy nieść nasz los z
podniesioną głową" - opowiada Ayaan.
W Nairobi Ayaan poszła do elitarnego liceum Moslem Girls Secondary School.
Były tam dziewczęta z Kenii, Jemenu, Somalii, Pakistanu, Indii. „Zdolne,
inteligentne dziewczyny. Znikały po kolei, na porannym apelu coraz częściej
było słychać »nieobecna «, czyli wydana za mąż. Spotykałam je po roku, dwóch,
grube, w ciąży, z dzieckiem na ręku. Wola walki, światełko w oczach, wszystko
zgasło. Stały się fabryką synów. Dzięki Bogu, że ojciec mieszkał wtedy z
nami, bo i ja zostałabym wydana za mąż w 16. urodziny”.
Była połowa lat 80. Ayaan przez chwilę opanowała - ku uciesze matki -
ortodoksyjna religijność. "To była fascynacja naszą cudowną uduchowioną
nauczycielką islamu. Poddam się bez reszty woli Allaha, powtarzałyśmy za
nią". Zawinięta w czarne płótno hołdowała z całego serca czystości i
powściągliwości. Ale zakochała się, były cielęce zaloty, całowanie po kątach,
wszystko surowo zakazane religijnym prawem. Jej wiara zaczęła się kruszyć.
W 1991 r. Ayaan miała 22 lata. W domu pojawił się nagle daleki kuzyn z
Kanady. "Czas na małżeństwo i dzieci" - oświadczył ojciec. Nawet on, taki
postępowy, nie wyobrażał sobie innego sposobu na wejście w dorosłe
życie. "Wierz mi, to dla ciebie najlepsze". O dyskusji nie było mowy. Ayaan
uciekła w dzień ślubu. Uciekła z Kenii, okrywając hańbą ojca i cały klan. Już
z Holandii napisała list, błagając o zrozumienie. Ojciec list odesłał z
dopiskiem, że dziewczyna, która go zdradziła, nie ma prawa uważać się za jego
córkę. Sześć lat milczał, aż pewnego wieczoru zadzwonił do akademika w
Leiden. "A be - powiedział do słuchawki - moje dziecko".
Pierwsze miesiące w Holandii musiały być szokiem dla zbuntowanej, ale jednak
wierzącej afrykańskiej mahometanki. Cała Holandia wydała się jej kompletnie
nieprzyzwoita. Dziewczyny w spódniczkach ledwie zakrywających pupę, mężczyźni
i kobiety w krótkich spodenkach na rowerach, na trawie obściskujące się pary.
I to przyzwolenie w gruncie rzeczy na wszystko, abyś tylko innym nie
przeszkadzał żyć - absolutna odwrotność jej świata zakazów. "Stanęłam przed
potwornym dylematem: według mojej wiary byłam sto razy lepsza, a musiałam
przyznać, że pogańscy Holendrzy radzą sobie w życiu lepiej niż my".
Najpierw mieszkała w ośrodku dla azylantów. Uczyła się holenderskiego,
pracowała jako sprzątaczka, sortowała listy. Nosiła czarną chustę, najpierw z
trochę odsłoniętym czołem, potem na pół zsuniętą na tył głowy, ku zgorszeniu
lokalnej somalijskiej społeczności. Aż pewnego dnia wyszła na ulicę z odkrytą
głową.
Przeniosła się do akademika. Skończyła politologię w Leiden. Zamieszkała ze
swoim holenderskim chłopakiem. Znalazła dobrą pracę w przedsiębiorstwie
farmaceutycznym. I byłaby, jak się w Holandii mówi, azylowym yuppies, gdyby
nie to, że przez całe studia dorabiała jako tłumaczka somalijskiego w pomocy
społecznej, w klinikach aborcyjnych, w domach dla bitych kobiet. Wstąpiła do
socjaldemokratów.
Wtedy właśnie wybuchła afera imama El Moumni z Rotterdamu. Głosił swoim
wiernym, że Holendrzy to zwyrodnialcy, homoseksualizm to zaraźliwa, groźna
choroba, a cały Zachód stoi niżej niż psy. Ktoś to w końcu przetłumaczył i w
kraju zawrzało. Pod pręgierz go, do sądu - grzmiały organizacje gejów. Do
czego to podobne - wołali politycy - wydajemy miliony na integrację
obcokrajowców, a ich kapłani hodują nam wrogie pokolenia. No tak - mądrzyli
się publicyści - z drugiej jednak strony nie wolno odbierać ludziom ich
kultury; i kto niby ma kontrolować kapłana? Sam imam był zdziwiony
zamieszaniem. "Ja nie uprawiam żadnej polityki - powtarzał w telewizji -
tylko głoszę od lat te same prawdy wiary".
"I wtedy zrozumiałam - mówi Ayaan - że Somalia dopadła mnie w Holandii".
Porzuciła biznes. Zatrudniła się w fundacji Wiardi Beckman, instytucie
naukowym przy partii socjaldemokratów. Zaczęła publikować precyzyjnie
logiczne artykuły o tym, że islamska społeczność w Holandii wcale nie jest
tak zintegrowana, jak by chcieli wierzyć politycy. Że polityka integracyjna
nie może bazować na równości kultur, kiedy hierarchiczna kultura islamu jest
zaprzeczeniem indywidualistycznej kultury Zachodu. Pisała, że dopóki szariat
rządzi umysłami mahometan w Holandii, dopóty kultywowanie "integracji z
zachowaniem własnej osobowości" za pomocą ogromnych subsydiów równa się
popieraniu swoistego apartheidu, a rezultatem jest frustracja. Pisała o
kulcie męskości, o przemocy w rodzinie, o podrzędnej pozycji kobiet, o tym,
że mrzonką jest emancypacja islamskiej młodzieży w Holandii, gdy jest
wychowywana przez matki-analfabetki i wszechwładnych ojców.
Przez dziesiątki lat holenderscy politycy uważali, że pozostawienie
mahometańskiej mniejszości wszystkich jej wartości jest rozsądniejsze niż
przymusowa asymilacja. Nigdzie w Europie nie ma więc tylu meczetów,
islamskich szkół, organizacji i mediów co w Holandii. Efektem był społeczny
spokój nieporównywalny z sytuacj