Dodaj do ulubionych

wiesci z tunezji

23.10.07, 15:58
Aslema, jestem juz z powrotem. Jeszcze raz dzieki dla Gaji i Tetysa za rady i
porady :-)
Było super i oczywiscie za krotko ;)
Ogolnie wrazenia pozytywne, powrot do Maghrebu po 20 latach pelen emocji.
Znane smaki, zapachy, widoki powrocily...
Pod wzgledem krajobrazowym natomiast Tunezja odpada calkowicie i to w
przedbiegach w konkurencji z Algeria.
Mielismy tez niespodziewane atrakcje pogodowe - conocne ulewy i burze,
gradobicie. W kraju od Tunisu po Mahdie powodz, w dzienniku podawali, ze
zginelo kilka osob.
Na forum zdjeciowym kraje arabskie wrzucilam troche zdjec, dla tych co chca
powspominac znane widoki.
Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • gajasirocco Re: wiesci z tunezji 23.10.07, 16:11
      Tunezję warto zobaczyć, lecz nigdy nie przebije innych krajów
      arabskich- pełnego zabytków Egiptu, tajemniczego Maroka, gościnnej
      Syrii, czy wyjątkowej Jordanii!
      No i tam napewno nie spotkają nas ulewy i burze (co najwyżej
      piaszczyste)...
      Więc następnym razem namawiam na coś ciekawszego!
    • tetys Re: wiesci z tunezji 25.10.07, 20:57
      Aslema!
      Gdzie jeździliście? Gdzie sie zatrzymaliście? Mężowi się podobało? O burzach
      dochodziły mnie wieści od Niqaab. Czekam na więcej zdjeć:)
      Pozdrawiam
      • sahteene Re: 25.11.07, 21:11
        Aslema :)

        Bylismy tylko tydzień, ale...tyle emocji biorąc pod uwagę, ze był to powrót do
        Afryki po tylu latach :))
        Zatrzymaliśmy sie w Sousse.
        Dolecieliśmy z 6-godzinnym opóźnieniem - eh nie ma to jak wyjazd z biura podroży ;[
        Biorąc pod uwagę fakt, iż połowa współtowarzyszy podniebnej podróży była w takim
        stanie, ze ja osobiście nie wpuściłabym do samolotu tylko wywaliła na
        zbity.....było to pewnego rodzaju "przeżycie".
        Ale nic to, juz jak zobaczyłam tunezyjskie światełka z gory prawie wyszłam z
        radości przez okno samolotu ;)
        Jedno z najważniejszych wspomnień - uderzenie nocnego, ciepłego, pachnącego
        morzem i solą, klejącego sie powietrza :))) To dziwne uczucie znaleźć sie w
        środku nocy w nieznanym sobie miejscu, ale czuć sie tak, jakby sie wróciło do
        domu.....wyszłam z samolotu i stanęłam jak wryta z uśmiechem dookoła głowy. Bo
        wdychałam w końcu to arabskie powietrze, poraz pierwszy z mężem (od tej pory
        zamęczając go wciąż pytaniem: no i jak? i jak?) a jednocześnie byłam znów mala
        dziewczynką trzymającą za rękę mame na algierskim lotnisku, w tłumie dziwnych
        ludzi, głośnych dźwięków i wysokich palm. Stałam sobie w holu lotniska w
        Monastirze ciesząc się do męża i jednocześnie widziałam siebie jak stoję przy
        tamtej niebieskiej mozaice ściskając ukochanego misia....Mąż podawał chusteczki
        ;-)))

        Chłonęłam więc przez te kilka zaledwie dni ile wlezie, a na to wszystko
        nakładały mi się wciąż dawne obrazy, zapachy, dźwięki, smaki.
        To fantastyczne uczucie - wszystko jest nowe, ale jednocześnie znajome.
        Odkrywasz np. słodycze z dzieciństwa - niebieskie migdały, nadziewane zielonym
        daktyle, nugaty, makroud i takie tam. (Mąż był w słodkim niebie ;) W sklepie
        pachnie tak samo jak kiedyś, dźwięki na ulicy i chaos wydaja sie czymś zupełnie
        naturalnym. To, co męża wprowadzało w wielkie zadziwienie, dla mnie było
        oczywiste. Pomyśleć, ze nawet ten wszechobecny odorek kanalizacyjny wywoływał u
        mnie uśmiech, bo był czymś tak znajomym ;)

        Pogoda płatała figle, ale w sumie wcale nam to nie przeszkodziło w niczym.
        Uznalismy, że Tunezja wita nas po prostu wszystkim co ma - tak więc
        wygrzewaliśmy sie w słoneczku, skakaliśmy przez wysokie morskie fale, mokliśmy
        do ostatniej nitki w ulewach, sypało nam piaskiem w zęby, waliło piorunami co
        noc, rzucało gradem wielkości śliwki :-) Pełna oferta ;))) No i mieliśmy powódź.
        Hotelowy ogród zalany, ogrodnicy kręcili się bezradnie z łopatami rozkładając
        ręce i tyle ;-) Codziennie podciągała nam woda w łazience przez fugi w podłodze
        (bo w nocy zawsze lało) – ale rano przychodziła pani, sprzątała kałużę, więc
        problemu nie było.

        Jesli chodzi o to, co widzieliśmy. Mało było czasu, wiec nie chcieliśmy go
        przeznaczać na dalsze wycieczki. Na miejscu było na co patrzeć - dla męża
        wszystko było ciekawe bo nowe, dla mnie z wiadomych juz powodow wszędzie było
        dobrze.
        Dzień w dzień zasuwaliśmy wiec na nóżkach do centrum - ze 2,5 km w jedna stronę.
        Tam kręciliśmy sie po uliczkach, sklepach itd.
        Wybraliśmy sobie budkę z jedzeniem i codziennie gdy byliśmy w pobliżu
        wskakiwaliśmy już jako przyjaciele na małe conieco. Merguezki po 20 latach
        potrafią człowieka uszczęśliwić! (nie mówiąc juz o tym człowieku, co to sie z
        nimi właśnie zapoznał ;-))) Niech sie chowają podróbki w naszych
        supermarketach....Zajadaliśmy więc pieczone na miejscu pyszne buły z czarnuszką
        – raz lunęło okrutnie więc ktoś otworzył bramę do domu obok i tam nam kazali się
        schować. Innym razem kiedy zamawiałam kolejną bułkę z merguezkami jakaś starsza
        pani odwróciła się do mnie i strasznie się cieszyła, ze je lubię. Łapała mnie za
        łokieć, uśmiechała się do mnie i pokazywała na swoje dziecko, z tego co
        zrozumiałam on nie chciał jeść chyba ;-) Jakie miłe są tego rodzaju kontakty z
        ludźmi :)

        Przy okazji jedzenia - oczywiście trzeba bylo nabyć pewna ilość prawdziwego w
        koncu!! couscousu, briki, slodycze, oliwę, przyprawy.....nooo na szczęście
        kilkanaście kilo nadbagażu okazało sie nieistotne kiedy zagadałam do pani na
        lotnisku po arabsku :-)

        Byliśmy też oczywiście w Porcie Kantaoui. Pierwszy raz wieczorem, po kolacji,
        wybraliśmy sie na piechotkę. Po całym dniu chodzenia te 8 km poczuliśmy w nogach
        oj tak ;-)
        Aaa no właśnie. Tego dnia był Aid el-Fitr. Było wiec bardzo dużo ludzi - całe
        rodziny spacerowały, elegancko ubrane, dzieciaki biegały z nowymi zabawkami,
        było wesołe miasteczko i różne atrakcje.
        Zresztą, z tej okazji, co zapomniałam napisać - przywieźliśmy ze soba słodycze,
        którymi obdarowaliśmy połowę obsługi hotelowej. Od razu po przyjeździe
        wiązaliśmy złote wstążeczki, ja wypisywałam życzenia na karteczkach i tak
        przygotowaliśmy malutkie, symboliczne słodkie paczuszki. Jak skończyliśmy (o 4
        rano) mąż, który wykuł na pamięć swoje pierwsze arabskie słowa "Aid Mabrouk"
        poszedł do recepcji. Pan mało nie padł za kontuarem z wrażenia - strasznie sie
        ucieszył i zdziwił. Rano zaprzyjaźniliśmy sie tez z pania sprzątaczka, która dwa
        razy nam potem przychodziła dziękować. Wszystkim słodycze i zyczenia sprawiły
        przyjemność, widać było błysk zadowolenia w oku, bardzo to było miłe.
        • sahteene Re:c.d. 25.11.07, 21:15
          Co zauważyliśmy, i BARDZO nam sie nie podobało - zachowanie Polaków. Oczywiście,
          nie wszystkich, ale jednak zdecydowanej większości.
          Dlaczego niech mi ktoś wytłumaczy, przeciętny Polak w Afryce zachowuje sie, jak
          cholerny kolonizator czy inny wielki "pan"?
          Skąd tyle wyższości i ignorancji w ludziach? Obrzydliwe. Na nas nasi rodacy
          patrzyli jak byśmy z księżyca spadli. Bo wszyscy sie do nas uśmiechali,
          zagadywali, my sie witaliśmy z każdym po arabsku, rozmawialiśmy z kelnerami, na
          stole mieliśmy codziennie kwiaty itd. A reszta w ogóle nie zauważała nikogo - od
          sprzątaczek odwracali głowę, w recepcji mówili gloosnoo i wyraaaznie numer
          pokoju po polsku i wściekali się, ze ktoś nie rozumie, do restauracji
          przychodzili ubrani jak na basen....No i wszędzie te nasze polskie panienki ze
          wszystkim na wierzchu, co tylko mają do pokazania…..kelnerzy mieli niezły ubaw,
          dla mnie osobiście przerażające było widzieć, że tylu ludziom brak kultury. Brak
          kultury osobistej to raz, a dwa to brak chęci poznania czegoś nowego. Grunt to
          basen hotelowy, plastikowa obraczka all inclusiv, fajka wodna i wodka. I po co
          jechać do Tunezji? No ale może to ja się czepiam.
          Najgorszy z tego wszystkiego był pilot, który nas odebrał na lotnisku. Powinien
          stracić prace natychmiast!!!! Bezczelny gówniarz – wiem, co mówię, bo sama
          jestem pilotem wycieczek. Pomijając fakt, w jaki sposób się odzywał w ogóle
          kiedy jechaliśmy do hotelu, do powiedzenia miał tyle: „ooo tam jest medina,
          taaakaa dzielnica”. „a teraz jest ten no ramadan, jakieś ich święto, to będzie
          wszystko nieczynne”. Na moje pytanie, kiedy dokładnie jest aid el fitr (bo
          pomylily mi się dni) warknął do mnie dosłownie: „coooo?” No wiec mu mówie, ze
          chodzi mi o zakończenie Ramadanu, prychnął na mnie, więc stwierdziłam, że skoro
          jest pilotem to chyba powinien wiedzieć takie rzeczy, na co on podniesionym
          głosem: ” a co mnie to, to nie jest moja religia, ja nie jestem muzułmaninem,
          mnie to nic nie obchodzi ” odwrócił się do mnie plecami i poszedł. Gratulacje
          dla biura podróży EXIM Tours za waszych pracowników! Żenujące.
          • sahteene Re:c.d.2 25.11.07, 21:17
            Ale wracając do miłych wspomnień. My w każdym razie staraliśmy się korzystać ile
            się da z wszystkiego, co miejscowe. Przy okazji przypomniałam sobie parę słów po
            arabsku, a i mąż się naumiał ;) Ciągle powtarzał w kółko różne nowe słówka, żeby
            zapamiętać i – jaka radość, kiedy poszedł do recepcji i poprosił o klucz nr 21
            po arabsku ! Pani się zdziwiła i pochwaliła, ze świetnie powiedział, wiec bardzo
            był z siebie dumny i codziennie już prosił o klucz ;-))))

            W porcie Kantaoui byliśmy kilka razy w sumie. Jako że zawsze musimy wściubić nos
            za ostatni róg, zobaczyliśmy tam wiele ciekawych miejsc. Przepiękna jest tam
            min. dzielnica willowa. No może to moje skrzywienie zawodowe, ale na te domy nie
            mogłam się napatrzeć. A wszystko tonęło do tego w kwiatach. Bugenwille we
            wszystkich kolorach, oleandry, i inne, jaka szkoda ze nie kwitła akurat mimoza,
            uwielbiałam ją jako dziecko.
            Zrezygnowaliśmy dwa razy z kolacji hotelu i chodziliśmy do restauracji
            tunezyjskiej w porcie. Jedzenie było tam pycha, a w hotelu choć również dobre,
            to nastawione jednak na turystow. My natomiast zawsze preferujemy kuchnię
            miejscową, zresztą dla mnie było to w końcu moje ulubione jedzenie.

            Jednego dnia pojechaliśmy do Monastiru pociągiem. Ponieważ było wybite okno, w
            drodze mogliśmy sobie spokojnie przez nie filmować ;) Na miejscu zwiedziliśmy
            medinę i oczywiście mauzoleum. Bardzo nam się podobało. Później zrobiliśmy sobie
            dość długi spacer po mieście, z przerwą na miętową herbatkę bo nas nieźle
            przygrzało. Cudownie stawia na nogi. W Monastirze w przeciwieństwie do Sousse
            mniej jest turystów, więc i miejscowi sklepikarze nie nachalni. Ludzie wszędzie
            są mili, ale w Monastirze jakoś bardziej czuło się moim zdaniem taką zwykłą
            życzliwość i ciepłe zainteresowanie. W Sousse wszędzie jednak „interesy”.

            Ogólni wrażenia zdecydowanie pozytywne. Dlaczego ja się wybrałam do Tunezji
            dopiero teraz, zachodzę w głowę ;)
            Porównanie z Algerią wypada jednak zdecydowanie na niekorzyść Tunezji.
            Krajobrazowo w ogóle nie ma porównania. Tak samo, jeśli chodzi o architekturę i
            urbanistykę. W innych kwestiach jest bardzo podobnie, ale mimo wszystko to nie
            to samo. Tunezja jest super, ale el-Dzazair jest niekwestionowanym rajem na
            ziemi. A przynajmniej kiedyś był.

            Pozdrowienia i jeszcze raz podziękowania za rady dla Gai i Tetysa :D
            • gajasirocco PIękne- powinni wszyscy przeczytać! 26.11.07, 10:48
              Miło się czytało...cieszę się, że pomimo....masz wiele miłych
              wspomnień! Pozdrawiam cieplutko z Karawanseraju!
            • gajasirocco Pozwoliłam sobie przenieść na forum Karawanseraju 26.11.07, 17:16
              Tak mi się spodobało, więc przerzuciłam...

              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=44645&w=53056326&a=72538118
        • beduinka Re: 26.11.07, 15:07
          z niezwykłą radością czytałam twoje wspomnienia z pobytu w Tunezji
          fajnie, że umiesz znaleźć tyle pozytywnych rzeczy (pewnie wielu z twoich
          współtowarzyszy podróży - innych turystów, tylko narzeka, że 6 godzin
          opóźnienia, że pogoda nie taka, że zalewa woda pokoje)... a ty we wszystkim
          potrafisz znaleźć pozytywy... i tak powinno być... ludzi miejscowych powinno się
          traktować jak ludzi... cieszy mnie, że tobie wyjazd się udał, a teraz roznosisz
          wokół siebie tyle dobrych tunezyjskich/arabskich wspomnień
          pzdrw z Sudanu
    • drzewko_szczescia Świetna relacja!! 26.11.07, 12:45
      Miło czytać :)))
      • tetys Re: Świetna relacja!! 26.11.07, 17:14
        Świetnie się czytało:))
        Pozdrawiam!
    • drzewko_szczescia Gwoli sprawiedliwości: Algieria vs Tunezja ;) 26.11.07, 21:46
      Ja wracałam kiedyś (5 lat temu) z Algierii przez Tunezję i muszę powiedzieć, że
      jak zobaczyłam lotnisko w Tunisie i jak potem jechałam autostradą do jakiegoś
      innego miasta na nocleg (lot do Polski następnego dnia), to miałam szczękę
      opadłą przez całą drogę. Z wrażenia. Ten fragment Tunezji w porównaniu z
      odpowiednim fragmentem Algierii (stare lotnisko i trasa z lotniska do centrum
      Algieru wiodąca koło gigantycznego wysypiska!) to tak, jakby porównywać Okęcie z
      lotniskiem we Frankfurcie :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka