Dodaj do ulubionych

"Fryderyk Chopin" na żyletki?

01.12.10, 17:38


PZU nie chce płacić za remont uszkodzonego, szkoleniowego żaglowca "Fryderyk Chopin" - powiedział kapitan Krzysztof Baranowski, pomysłodawca i założyciel fundacji prowadzącej "Szkołę pod Żaglami", korzystającej ze statku.

- Taką wiadomość otrzymaliśmy od armatora. Nie wiem, jak to komentować. W pierwszym odruchu armator (Europejska Wyższa Szkoła Prawa i Administracji w Warszawie) zapowiedział pozew przeciwko ubezpieczycielowi, ale nie widział jeszcze uzasadnienia, które ma być dostępne w piątek - zaznaczył.

- Brzmi to bardzo niepokojąco. Statek jest ubezpieczony w PZU od 20 lat. Sam go ubezpieczałem. Wydawało mi się, że PZU to dobry ubezpieczyciel. Odmowa pokrycia kosztów remontu może oznaczać, że statek zostanie pocięty na żyletki - dodał Baranowski.

www.rp.pl/artykul/571815_-Fryderyk-Chopin--na-zyletki-.html
PZU zarty sobie robi.
Obserwuj wątek
    • pam_pa_ram_pam Chyba nie... 01.12.10, 19:51
      Kadłub jest OK. Nawet stengi chyba też i część żagli. Może reje...
      Jak ta Szkoła pod Żaglami nie ma kasy, to niech żaglowiec sprzeda. Ktoś go wyremontuje i będzie pływał. Przecież to prawie nowa jednostka.
      Rzucanie haseł "na żyletki" dowodzi, że to czcza propoganda jest i liczenie na to, że naiwni ludzie dadzą kasę.
      PZU robi sobie najgorszą możliwą reklamę tą odmową. Nawet, jeżeli naprawdę zgodnie z umową mają jakiś powód, by nie płacić. Teraz cała Polska będzie wiedziała, że PZU potrafi nie zapłacić ubezpieczonemu. Mogło się zdarzyć "Chopinowi", może i zdarzyć mnie z moim samochodem lub domem - pomyśli każdy, kto będzie rozważał ubezpieczenie się w PZU.
      • matt.j Re: Chyba nie... 02.12.10, 07:53
        Żadna firma ubezpieczeniowa przy dużych odszkodowaniach nie wypłaca odszkodowania a przeciąga sprawę i ostatecznie idzie na ugodę, która oczywiście jest korzystniejsza dla niej niż wypłata odszkodowania. Bardziej się to ubezpieczycielowi opłaca niż wypłata od razu i całości odszkodowania.
        A co na to np. właściciel ubezpieczonej firmy, który poniósł szkodę? Ma możliwość sądzić się z ubezpieczycielem co oznacza, że szybko nie otrzyma pieniędzy z ubezpieczenia i np. firma padnie, albo iść na ugodę, dostać mniej ale przynajmniej szybciej.
        • airjanek82 Re: Chyba nie... 02.12.10, 11:23
          A jeśli z OWU wynika , że odszkodowanie się jednak nie należy? Poczekałbym z tak radykalnymi opiniami.
          • matt.j Re: Chyba nie... 21.12.10, 14:53
            To nie opinia a przytoczenie faktów.
            • white_mouse Re: Chyba nie... 27.12.10, 13:33
              Ok, może tak jest, ale jeśli ubezpieczenie się nie należy to wątpię, by ubezpieczyciel je wypłacał. Kiedykolwiek
      • koralina5 Re: Chyba nie... 02.12.10, 11:35
        Musimy poczekać co powie PZU, przecież nic nam nie wiadomo jaki był zakres polisy i co w ogóle ujęte w ogólnych warunkach ubezpieczenia. tego kapitan nie mówi.
      • ala1-23 Re: Chyba nie... 02.12.10, 19:00
        Chyba chce zastraszyc PZU,a oni sie i tak nie bojabig_grin
        • kinman ... 19.12.10, 22:23
          Skoro ewidentnie, armator zawiódł to kogo chcecie zastraszać ?
      • mercedes_4 Re: Chyba nie... 20.12.10, 11:17
        pam_pa_ram_pam napisał:

        > Kadłub jest OK. Nawet stengi chyba też i część żagli. Może reje...
        ........
        myzeglarze.pl/news/wypadek-na-chopinie-infografika.html

        Kiedy je wymienialiśmy, łamały się w rękach

        A ten statek pływa już dość długo, aby to oceniać. Wiosną 2002 roku zaczęły pękać dwie liny trzymające przedni maszt od strony dziobu. Jest ich pięć, a ponieważ pracują podobnie, należałoby wymienić wszystkie, ale wymieniono tylko te dwie. Można wywnioskować, że te liny są wystarczająco mocne przez około 6 lat, a potem nie wiadomo. Następnego roku skończyła życie jedna z lin bocznych; wymieniliśmy. W kolejnym roku puściła następna, a więc ich wytrzymałość można ocenić na około 8-9 lat. Wtedy postanowiłem sukcesywnie wymieniać wszystko. Zdążyłem wymienić mniej więcej połowę i odszedłem z pracy na tym statku. Wróciłem po dwu latach, aby poprowadzić Kanadyjską Szkołę pod Żaglami. Nie musiałem sprawdzać, że przez dwa lata nic więcej nie zrobiono. Przy pomocy bosmana i oficerów, a także młodzieży kanadyjskiej wymieniliśmy wówczas wszystkie liny stalowe, na których wiszą reje. Te liny były w takim stanie, że łamały się w rękach po zdjęciu. A przecież po rejach chodzi załoga, aby zwinąć lub rozwinąć żagle.

        Na tym statku ciągle jest bardzo dużo lin o metryce zgodnej z metryką żaglowca, a ja słyszę z ekranu radosną nowinę, że bardzo dużo elementów z połamanych masztów na "Fryderyku Chopinie" da się zastosować ponownie. I jestem przerażony. Nie dziwię się armatorowi, bo statek ma podpisane kolejne kontrakty, a bez dopływu pieniędzy po prostu stanie. Nie wystarczy pieniędzy z ubezpieczenia na przyzwoite odtworzenie jednostki. Nie dziwię się organizatorom Szkoły, bo dysponują statkiem tylko przez określony czas, który może zająć remont. Nie dziwię się także młodzieży, ale jestem w rozterce, gdy pomyślę, dlaczego rodzice nie próbują wniknąć w ewentualne przyczyny i nie są ciekawi, czy one na pewno zanikną po tak ekspresowym remoncie.

        Od 2001 roku odbyło się dziesięć edycji Szkoły Pod Żaglami; sam przeprowadziłem siedem z nich i mam wrażenie, że powinienem mieć dwa serca. Jedno po stronie młodzieży, bo doskonale rozumiem ich chęć, ale drugie po stronie statku, do którego zachowałem olbrzymi sentyment i wolałbym, aby jak najdłużej służył właśnie młodzieży i to jak się da najbardziej bezpiecznie. Tymczasem opowiadanie w telewizji o wielkim remoncie statku wiosną tego roku jest zwyczajnym nadużyciem. Ten remont miał cele estetyczne, a nie miał nic wspólnego z jakością tego, co najważniejsze. Moje wyobrażenie o przygotowaniu statku widać daleko odbiega od obecnie obowiązujących.

        Rozwinęła się piękna akcja przeróżnych darowizn na rzecz remontu i dokończenia tej Szkoły. To jest naprawdę wspaniałe i może przez ten wypadek ludzie zauważą, jak pożyteczna jest taka działalność. Ale spójrzmy na to trzeźwo. Pomóżmy przede wszystkim armatorowi w przyzwoitym remoncie, a potem w doposażeniu statku, a z drugiej strony może dla tej grupy na Szkołę pod Żaglami, ale w przyszłym roku. Tak byłoby bardziej rozsądnie, a na pewno bardziej bezpiecznie. I spróbujmy zrozumieć, że takie wychowanie jest wysokiej próby i warte poważnych nakładów.
        szczecin.gazeta.pl/szczecin/1,34959,8707931,_Fryderyk_Chopin____myjemy__czy_robimy_nowe_.html
        • chaladia Re: Chyba nie... 20.12.10, 20:13
          Pozwolę sobie wyrazić zdziwienie.
          Ten tekst NIE BYŁ PISANY PRZEZ ŻEGLARZA. Nawet nie przez osobę choć trochę znającą się na żaglach. Bo nikt żeglujący nie napisze "lina trzymająca maszt od przodu", tylko "sztag" i odpowiednieo "z boku" - "wanta".

          To jedno. Drugie: żaglowiec był szkolny, nie regatowy i zdziwiłbym się, gdyby p. Choreń tak zaprojektował olinowanie stały, by nie miało kilkukrotnego zapasu wytrzymałości. O "łamaniu się w rękach" to ja jeszcze nie słyszałem. Może jakaś jedna pokrętka mogła pęknąć, jeżeli ktoś linę "złamał". Pachnie mi to wszystko jakąś piramidalną bzdurą.
          • mercedes_4 Re: Chyba nie... 21.12.10, 14:04
            W Szczecinie jest słabe dziennikarstwo i trudno powiedzieć jak faktycznie przebiegał wywiad, a jak dziennikarz przetworzył.
            • pam_pa_ram_pam Re: Chyba nie... 21.12.10, 20:28
              W Szczecinie, mieście portowym, o rzut beretem od Trzebieży, kuźni całych pokoleń żeglarzy, miejsca gdzie dobrze zdany egzamin na sternika równał się niemal egzaminowi na j.k.ż.b zdanemu gdzie indziej nie ma żeglujących dziennikarzy?!?!
              • mercedes_4 Re: Chyba nie... 22.12.10, 19:43
                www.youtube.com/watch?v=hjzVoTYHQus
                ......
                A tutaj zobacz sobie linka,jakie pojęcie mają żeglarstwa w Szczecinie. Zostawiam to bez komentarza.
                • pam_pa_ram_pam Re: Chyba nie... 23.12.10, 20:12
                  Ale to harcerze są, nie żeglarze...
                  Taki harcerzyk to teraz tylko polityką i religią się zajmuje, jak każdy mundurowy.
                  XXI-wieczny Hitlerjugend.
                  Od czasów Gen. Zaruskiego i "Zawiszy Czarnego I" dużo się zmieniło (na gorsze).
                  Poza tym, harcerzyki to też nie dziennikarze.
                  • mercedes_4 Re: Chyba nie... 27.12.10, 18:14
                    Tylko ten "harcerzyk ma zarządzać ponoć Trzebieżą. Chodzi o to, że do tej pory tak nie było, a ten ośrodek miał dobrą kiedyś renomę. A dziennikarze nawet tego tematu nie złapali.
                    • chaladia Re: Chyba nie... 27.12.10, 20:37
                      Cóż, żeglarstwo w PRLu miało się, o dziwo, całkiem nieźle - od L.Teligi poczynając (komunisty i rusofila zresztą, nie tylko wielkiego żeglarza). Budowano jachty i one żeglowały, nawet dookoła świata. Wyszkolono paręnaście tysięcy naprawdę niezłych żeglarzy. Więc w nowej RP3/4 należy żeglarstwo jako pozostałość komunizmu zniszczyć i wykorzenić. I to się niniejszym czyni. Z sukcesem.

                      Zaczęto od zniesienia obowiązku posiadania na wodzie karty pływackiej (jako przeżytku z lat PRL ograniczającego wolność jednostki). Potem było "roszerzanie uprawnień". Bez patentu można dziś prowadzić po śródlądziu jednostkę z silnikiem 13 KM. Taka łódź, jeśli solidnie naładowana może naprawdę narobić sporo szkody, gdy jest prowadzona przez osobę nieodpowiedzialną i bez odpowiedniego przeszkolenia. Patent sternika motorowodnego (NB wdawany od 12 roku życia) uprawniał kiedyś do prowadzenia łodzi z silnikiem 1000 ccm. Dziś ograniczenie jest 60 kW czyli 81 KM.

                      O uprawnieniach żeglarza u sternika jachtowego nie ma co wspominać - dziś sternik jachtowy (któemu ukazem odpowiednich władz "dostemplowano" to, co nazywało się "rozszerzeniem uprawnień" bez zadania sobie trudu sprawdzenia, czy kiedykolwiek żeglował po morzu) może szczęśliwie prowadzić 12-metrowy jacht nie tylko po całym Bałtyku (jeszcze niedawno zastrzeżonym dla j.k.ż.b) ale i po Morzu Śródziemnym, Czerwonym, Czarnym, Karaibskim, Kaspijskim, Zatoce Perskiej i gdzie tak jeszcze, byle było to "morze zamknięte". Przy okazji nikt nie "zauważył", że 12-metrowy monohull, to jest jach średniej wielkości, ale 12 metrowy katamaran to już kawał łodzi jest - vide Lagoon 38.

                      www.youtube.com/watch?v=sGAsEbuh1YM&feature=related
        • matt.j Re: Chyba nie... 21.12.10, 15:12
          W 2004 pływałem przez 2 tygodnie na tym jachcie, przeżyliśmy 2 dniowy sztorm, prawie 10 stopni w skali Beauforta (wiatr dochodził do 46 węzłów), żadna lina nie poszła smile czyli chyba w tak tragicznym stanie nie był smile
    • mercedes_4 Re: "Fryderyk Chopin"będzie remont 09.01.11, 22:56
      www.radio.szczecin.pl/index.php?idp=1&idx=66851
      I prawdopodobnie odzyskają od PZU ubezpieczenie
      • mercedes_4 Re: "Fryderyk Chopin"będzie remont 11.01.11, 17:22
        szczecin.gazeta.pl/szczecin/1,34939,8928778,Brytyjczycy_remontuja_Chopina__W_Polsce_bylo_za_drogo.html......
        idzie ku rozwiązaniu problemów

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka