Piłkarska Liga Mistrzów 2011/2012.Połfinały:)

17.04.12, 13:48
Czołemsmile

I zaczyna sie to, co piłkarskie tygrysy lubią najbardziej. Półfinały Ligi Mistrzówsmile Już za miesiąc poznamy najlepszą klubową drużyne Europy.

Na polu bitwy zostały cztery zespoły:

FC Barcelona
Real Madryt
Chelsea Londyn
Bayern Monachium

Dziś spotkanie pierwsze. Wytrącony z biegu po mistrzostwo Niemiec Bayern Monachium kontra rozpędzona maszyna z Madrytu - Real.

Transmisja: nSport, skrót jutro o 23 w Polsacie, i tu w wersji opisowej na żywo:
www.sport.pl/sport/2,93148,,Bayern_Monachium___Real_Madryt,,157619568,6735.html
A tu dwa komentarze. Pierwszy autorstwa Pana Rafała Steca:

"Monachijczycy desperacko chwytają się ostatniej szansy na ocalenie sezonu, rywale z Madrytu chcą odwetu za blisko dekadę, w której Liga Mistrzów przynosiła im upokorzenia.

Kolosami obaj przeciwnicy są od zawsze, czyli odkąd istnieją międzynarodowe rozgrywki klubowe. Real z dziewięcioma zdobytymi Pucharami Europy króluje w klasyfikacji wszech czasów, ponadto trzykrotnie przegrywał dopiero w finale. Bayern ma w dorobku cztery najcenniejsze na kontynencie trofea, w finale też przegrywał czterokrotnie. Jeśli przejrzymy jeszcze mniej prestiżowe, nieistniejące już Puchar UEFA i Puchar Zdobywców Pucharów, to okaże się, że przez półwiecze z okładem tej międzynarodowej zabawy nie zdarzyły się dłuższe okresy, w których ani klub z Madrytu, ani monachijczycy nie docierali do finałowych kulminacji.

Ale ostatnio ich fani wiele frajdy nie mieli. Bayern przez przeszło dekadę ledwie raz doczłapał do finału Champions League, a w rodzimej Bundeslidze właśnie musi pogodzić się z tym, że panowanie utrzyma znacznie uboższa Borussia. Dwusezonowej podrzędności nie musieli znosić Bawarczycy od połowy lat 90., więc prezesowi Uli Hoenessowi pozostaje tylko pusta sofistyka – wmawianie publice, że wśród dortmundczyków nie widzi graczy światowej klasy, lecz wyłącznie głodnych sukcesu."

I całość:

rafalstec.blox.pl/2012/04/Bayern-Real-Madryt-wersje-niecodzienne.html
A tu komentarz drugi. Paweł Wilkowicz i dziennik "Rzeczpospolita":

"– Wtorek, 20.45 – rzucił Jupp Heynckess, opędzając się od mikrofonów i kamer po ostatnim ligowym meczu Bayernu. Jakby chciał powiedzieć: Przestańcie mi zawracać głowę przyziemnymi sprawami, bo dzień prawdy dopiero się zbliża.

A właściwie cały tydzień prawdy. To może być najlepsze kilka dni futbolu tej wiosny: wtorek, 20.45, w Monachium. Środa, 20.45, w Londynie. Sobota, 20, w Barcelonie. Czyli Bayern kontra Real, Chelsea kontra Barcelona i Barcelona – Real w lidze hiszpańskiej. Przelicytować ten zestaw może tylko majowy finał Ligi Mistrzów w Monachium, o ile awansują do niego Barcelona i Real. Ale Bayern wierzy, że znajdzie sposób, by do tego nie dopuścić.".....

I całość:
www.rp.pl/artykul/576012,861236-Witajcie-w-koszmarze.html
C.Ronaldo
https://i.telegraph.co.uk/multimedia/archive/01635/cristiano_ronaldo_1635013c.jpg

Jutro półfinał drugi: Chelsea - Barcelona

Pozdro
Krzysztof
    • kriss67 Re: Piłkarska Liga Mistrzów 2011/2012.Połfinały:) 17.04.12, 20:40
      Czołemsmile

      No, to zaczynamy:

      Bayern Monachium - Real Madryt

      www.sport.pl/sport/2,93148,,Bayern_Monachium___Real_Madryt,,157619568,6735.html
      ps.Kibicuje madryciakomsmile

      Pozdro
      Krzysztof
      • keepersmaid Re: Piłkarska Liga Mistrzów 2011/2012.Połfinały:) 17.04.12, 22:13
        Real, Real!
        (mam nadzieje, jest remis i 20 min do konca)
    • kriss67 Chelsea - Barcelona. Półfinał numer dwa:) 18.04.12, 19:19
      Czołemsmile

      Pierwsza półfinałowa batalia za nami. Niemiecka machina z Monachium wygrała z Realem Madryt 2-1. Czyli "do przerwy" prowadzi Bayern.

      Dziś Chelsea - Barcelona.

      A tu komentarz Pana Pawła Wilkowicza z dziennika "Rzeczpospolita":

      "Dziś półfinał Ligi Mistrzów Chelsea – Barcelona. Sposób na Barcę każdy zna: dorwać Leo. To się już na Stamford Bridge udawało

      Nikt ich tak jeszcze za rządów Pepa Guardioli nie wystraszył, jak Chelsea w tamten wieczór w Londynie. Dani Alves nazwał półfinałowy rewanż w 2009 roku najtrudniejszym meczem Barcelony. Nie byłoby pierwszego Pucharu Europy pod ręką Guardioli i wielu rekordów, gdyby wtedy w doliczonym czasie Messi nie zdążył dobiec do piłki po złym podaniu Samuela Eto'o, nie oddał jej Andresowi Inieście i gdyby ten nie wyrównał na 1:1, dając awans.

      Złośliwi powiedzą, że nie byłoby też awansu bez wsparcia sędziego Toma Henninga Ovrebo, ale tak już z Barceloną jest: wtedy w pierwszym meczu z Chelsea przeszkadzał jej Wolf-gang Stark, w drugim pomagał Ovrebo. Niedawno w ćwierćfinale z Milanem było podobnie: najpierw jeden sędzia zabrał, w rewanżu inny oddał.

      A Chelsea sama była sobie wtedy winna. Grała tak, jakby pomyliły jej się mecze. To na Camp Nou powinna ruszyć do ataku po bramkowy remis, a w rewanżu u siebie zabijać futbol, chroniąc 0:0. A tak awans uciekł, mimo że Chelsea w obu meczach pokonać się nie dała. Nie przegrała zresztą z Barceloną już od pięciu spotkań: cztery zremisowała, raz wygrała. Jeśli zapomnieć o szaleństwie otaczającym Gran Derbi (już w sobotę o 20), to bardziej Chelsea niż Real miałaby prawo nazywać się rywalem godnym Barcelony. I jednym z niewielu, któremu Messi jeszcze nie strzelił gola. W tym ostatnim meczu z 2009 roku był jednym z bohaterów. Ale pozostał w cieniu Iniesty. Leo i cień – zdążył się od tego przez ostatnie lata odzwyczaić.

      Ciasno na pomniku

      Jest największy, nikt chyba nie ma co do tego złudzeń. Strzela, podaje, ratuje, współpracuje, nie ma kontuzji. Jest w drodze po czwartą z rzędu Złotą Piłkę. Od wielkich czasów Chicago Bulls nie było w sporcie drużyny, która rozkochałaby kibiców ponad podziałami tak jak Barcelona. I od Michaela Jordana nie było tak niekwestionowanego króla z piłką jak Leo.

      Ale, choć może to zabrzmi jak bluźnierstwo, Barcelona ma z nim coraz większy problem. Messiego jest na pomniku Barcy tak dużo, że nie starcza miejsca dla innych. Na pomniku dobrego futbolu zresztą też, skoro nawet Cristiano Ronaldo uważamy za geniusza wybrakowanego – tylko dlatego, że nie jest Messim.

      Każdy rok pod ręką Guardioli przynosi kolejny rekord goli Leo, teraz jest ich już 63, a do końca sezonu jeszcze miesiąc. Ale jest i inna prawda o tym sezonie: taka, że Real uciekał Barcelonie w lidze przede wszystkim wtedy, gdy Messi był w kryzysie. Albo nieskuteczny, albo odcięty od drużyny. Jeśli Barcelona nie wygrywała, to tylko wtedy, gdy Messiemu nie udało się strzelić gola. Był jeden wyjątek w całym sezonie: remis 2:2 z Athletic-Bilbao, z jedną jego bramką. Z ostatnich 15 meczów Barcelona wygrała 14, jeden zremisowała, Messi strzelił w tych spotkaniach aż 26 goli, ale ten jeden remis, w ćwierćfinale z Milanem, zdarzył się akurat wtedy, gdy Leo do siatki nie trafił. Zaskakująca statystyka, jak na drużynę pełną geniuszów.

      Guardiola nigdy nie ukrywał, że jego Barcelona będzie planetą obracającą się wokół Messiego. To pod niego układa taktykę i dobiera współpracowników. Tylko jemu pozwała ostatnio grać właściwie bez przerwy. A piłkarzy, których ponosi fantazja, upomina: nie staraj się przyćmiewać Leo. Isaac Cuenca czy Pedro nigdy o tym nie zapominają, znają swoje ograniczenia. Ale pewnym siebie Thiago Alcantarze czy Cristianowi Tello Guardiola musiał za to od czasu do czasu zmyć głowę.

      Nie każdy wchodząc do barcelońskiej szatni wiedział, jaka tam jest hierarchia. Że rządy króla Messiego są ciche (choć potrafi i krzyknąć, jak na Tello w meczu z Milanem), ale twarde. Że bywa zazdrosny o gole innych i o dobry kontakt z Guardiolą. Że trzeba zniszczyć swoje ego, by wytrzymać blisko tronu.

      Alexis chciał uciec

      Zlatan Ibrahimović tego nie potrafił, Thierry Henry też nie. Nawet David Villa miewał problemy z Messim, choć Guardiola mówi o Hiszpanie, że to człowiek, z którym nie sposób się pokłócić. A sprowadzony przed obecnym sezonem Alexis Sanchez po pierwszych miesiącach zastanawiał się, czy nie uciekać, bo Messiego drażnił jego szalony futbol i słabość Guardioli do Chilijczyka.

      Dopiero Xavi i inni starsi piłkarze przerzucili między Alexisem i Messim most. Na tyle mocny, że świetnie teraz współpracują. W meczu z Chelsea ta współpraca będzie bardzo potrzebna. Nikt jeszcze w tym roku nie wywiózł zwycięstwa ze Stamford Bridge. Piłkarze Chelsea zresztą, choć wspominają o rewanżu za 2009 rok, nie są tak szaleni, by rzucić wszystko do walki o zwycięstwo. Wystarczy im w meczu u siebie remis. Byle tym razem bezbramkowy."

      Półfinał Ligi Mistrzów:

      • Chelsea – Barcelona (20.45, Polsat, nSport).
      Rewanż 24 kwietnia.
      O 23 w Polsacie skrót wczorajszego półfinału Bayern Monachium – Real Madryt.

      Pozdro
      Krzysztof
      • morfeusz_1 Re: Chelsea - Barcelona. Półfinał numer dwa:) 18.04.12, 20:29

        remis obstawiam

        ale bardziej 2:1 dla Barcy

        www.sport.pl/pilka/f,3112,FC_Barcelona.html
        • kriss67 Re: Chelsea - Barcelona. Półfinał numer dwa:) 19.04.12, 08:11
          Czołem Morfiismile

          No widzisz, tym razem nie trafiłeś.

          Barca miała przewage, ale... w futbolu liczą sie bramki i szczęscie, fart.

          Popatrz, cały świat odtrąbił , że majowy final Ligi Mistrzów to kolejne Gran Derbi, a tu może być całkiem na odwrót i pojedynek angielsko - niemiecki.

          No, zobaczymy za tydzieńsmile

          Pozdro
          Krzysztof
          • morfeusz_1 Re: Chelsea - Barcelona. Półfinał numer dwa:) 19.04.12, 14:18

            pożyjemy zobaczymy jeszcze jest rewanż na Camp Nou smile)))
Pełna wersja