Dodaj do ulubionych

pasztet z zająca

24.03.05, 13:50
święta tuż tuż i w związku z tym przypomniała mi się taka historia. wprawdzie
miało to miejsce przed świętami Bożego Narodzenia, ale przytoczę...

Miałam może z 5-6 lat. Jakimś dziwnym trafem (nie pamiętam jakim...) znalazł
się u nas w domu zając. Zając niestety był nieżywy (upolowany sad
Rodzina wymyśliła, że z zająca trzeba zrobić pasztet. Zając był duży, więc
potrzebna była duża kuchnia. Kuchnię taką miała w swoim domu siostra mojej
mamy....Trzeba było zwierzę przetransportować kilkanaście ulic dalej...

Z powodu braku samochodu, zając wylądował na moich sankach, został
przywiązany i ruszyliśmy w drogę...

Z całej wycieczki pamiętam tabuny dzieciaków, które przez całą drogę szły za
nami i krzyczały - MORDERCY!! MORDERCY!!

To było straszne...wtedy... biedny zajączek...
Jednak z perspektywy lat
wszyscy mamy z tego niezły ubawsmile)

Czy Wy też macie podobne przedświąteczne wspomnienia?
Obserwuj wątek
    • f.l.y Re: pasztet z zająca 24.03.05, 14:12
      z dzieciństwa pamiętam takiego podobnego zająca wiszącego za oknem na sznurku w
      bloku na przeciwko...
      straszne wspomnienie 8letniej dziewczynki....

      ach! i jeszcze mi się przypomniało (też z dzieciństwa) jak ciotka na wsi
      biegała z siekierą za biednymi kurami i obcinała im głowy na pieńku i one bez
      tych głów tak skakały...brr.....

      niestety nic wesołego nie pamiętam! sad
      • sloggi Re: pasztet z zająca 24.03.05, 14:19
        Kiedyś Babcia przyniosła znalezionego zimą jeża, potrąconego przez samochód,
        zimnego i sztywnego.
        Położyła go w przedpokoju, żebym poszedł go zakopać w ogródku.
        Po kilku godzinach jeż nam ożył, Babcia jeża w koszyk i do weterynarza.
        Śmieszny był z gipsem na tylnych łapach, jadł jabłka, obrane orzechy, gotowane
        ziemniaki. Po Wielkanocy wypuściliśmy go do lasu, długo do nas wracał, do
        ogródka po kawałki marchewki zostawiane przy krzaku peonii.

        (nie kulinarny, ale pozytywny akcent w tym wątku)
    • groha Re: pasztet z zająca 24.03.05, 14:16
      Trochę te dzieci rozumiem... Kiedy przed Bożym Narodzeniem, tuż przed maską
      naszego samochodu pojawił się taki zmęczony osobnik z fuzją na ramieniu,
      ciągnący za sobą biednego, martwego zająca, też krzyknęłam do męża: przejedź
      mordercę! Na szczęście, mój kierowca ma więcej rozumu, niż ja emocjismile)
      • agnie_szka9 Re: pasztet z zająca 24.03.05, 14:32
        ja całą drogę płakałam nad tym zającem sad
        • barwa1 Re: pasztet z zająca 24.03.05, 14:42
          Z dzieciństwa pamiętam, kiedy moja mama próbowała zamordować karpia. Ojciec
          stał z boku i patrzył, jak ta biedna kobieta z maleńkim młoteczkiem w ręku
          doskakiwała do karpika podskakującego na schodach do domu. Co go palnęła to
          uciekła i tak walka trwałaby do dziś, gdyby ojciec nie przejął pałeczki (znaczy
          wziął nóż i po sprawie).
          Ale z tymi karpiami to okazało się dziedziczne. Kiedy pierwszy raz odważyłam
          się kupić karpia żywego, udałam się po drodze do domu do koleżanki. Karp szalał
          w torbie, więc galopem wpadłam do koleżanki i wyryczałam z obłędem w oczach,
          żeby to wzięła ode mnie i wsadziła do zamrażarki. Koleżanka z najświętszym
          oburzeniem obrzuciła mnie licznymi obelgami ( w tym : ty morderco!
          zwyrodnialcu!), na co wszedło jej ojciec, zabrał szamocącego się karpia i
          humanitarnie zgładził go.
          Teraz kupuję filety.
    • grazia.eni Re: pasztet z zająca 24.03.05, 16:01
      Zajączka upolował mój tata niechcący syrenką. Upłakałam się najpierw nad nim, a
      potem pałaszowałam z wszystkimi. Co zrobić, żal żalem a obiadek... pychawink

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka