Dodaj do ulubionych

Profesor jednej uczelni

27.06.03, 21:31
Z dzisiejszej GW.
www1.gazeta.pl/kraj/1,34308,1547451.html
UJ chce zabronić swym pracownikom naukowym dodatkowej
pracy na innych
uczelniach.
Część pracowników tejże uczelni, jak i innych uczelni
publicznych-uważa to za
słuszny krok i twierdzi, że niektórzy pracownicy,
pracując w kilku miejscach
zanidbują swoje naukowe stanowiska pracy.

Władze prywatnych uczelni twierdzą, ze jest to wyraz
nieuczciwej konkurencji,
jak i łamania konsytucyjnego prawa do wolności zawodu.

Natomiast część-na razie bezimiennych- pracowników
mówi, że zmuszeni są do
rpacy w kilku uczelniach, gdyż nie mogą wyżyć z
państwowych pensji.

Oczywiście to tylko część argumentów.
Czy uczelnie państwowe mają prawo nbakazać włąsnym
pracownikom skupić się na
pracy w jednej uczelni? Czy wykłądowcy pracujący w
kilku uczelniach mogą
potraktować swą pracę jedynie pod kątem zarobkowym, czy
tez odnajdą w ten
sposób wagę naukową tegoż?
Czy te zrobki są naprawde tak niskie?A może za dużo
pracy mają oni?
Obserwuj wątek
    • thomasch Re: Profesor jednej uczelni 28.06.03, 10:34
      Jeszcze gdy studiowałem na UW często były tego typu sytuacje, że wykładowcy nie
      było na zajęciach, bo np. w tym czasie egzaminował na prywatnej uczelni,
      chociaż my też płaciliśmy za studia (wieczorowe, potem zaoczne). Wykładowcy w
      tym czasie, gdy powinni prowadzić wykład na UW, robili to w Pułtusku biorąc
      pieniądze za jedno i za drugie. To się nazywa "etos" elit intelektualnych w
      Polsce. Wspaniały przykład dla młodzieży. Najgorsze było to, że płaciliśmy za
      coś, co się nie odbyło (pieniądze pobierano przed rozpoczęciem każdego
      semestru), zaś wykładowcy na egzaminach wymagali tego, czego nie było na
      zajęciach (formalnie było - lista płac podpisana, pieniądze wzięte, a że
      student przez taką "uczciwość" wykładowcy siedzi przez godzinę bez sensu,
      oczekując na kolejny wykład, a potem musi godzinami ślęczeć w bibliotekach,
      opracowując temat, który miał być na zajęciach za które zapłacił nikogo nie
      obchodziło). Podobnie wyglądały egzaminy w sesji. Stres - wiadomo, ludzie w
      napięciu czekają na egzamin, a gościu sobie nie przychodzi. Później okazuje
      się, że w tym czasie był w szkole prywatnej i mówi to bez ogródek. Dodam, że
      był to "renomowany" Wydział Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW, czesne za
      semestr ponad 2000 zł. O warunkach nauki nie wspomnę. Szkoda słów.
      • ulalka Re: Profesor jednej uczelni 28.06.03, 11:48
        przezylam to samo na UW. tylko na innym wydziale. zajecia nie odbyly sie, albo
        szlismy do punktu pracy jednego z promotorow (na szczescie to bylo dla mnei
        tylko proseminarium!), gdzie przyjmowal nas jego sekretarz... kolacja!.. a
        potem krotka prezentacja, jak pan doszedl i pa pa. a jak sie nie odbywaly
        zajecia, to podawano nam termin odpracowania taki, ze najczesciej musialam
        jeszcze jeden dzien zostac w stolicy, bom nie stad. dobrze, ze mam znajomych, u
        ktorych nocuje, bo nocleg (najtanszy z mi wiadomych), to 25 pln, wiec dodatkowy
        wydatek. a same studia tez pieknie kosztowaly sad
        • thomasch Re: Profesor jednej uczelni 28.06.03, 12:04
          ulalka napisała:

          > przezylam to samo na UW. tylko na innym wydziale. zajecia nie odbyly sie,
          albo
          > szlismy do punktu pracy jednego z promotorow (na szczescie to bylo dla mnei
          > tylko proseminarium!), gdzie przyjmowal nas jego sekretarz... kolacja!.. a
          > potem krotka prezentacja, jak pan doszedl i pa pa. a jak sie nie odbywaly
          > zajecia, to podawano nam termin odpracowania taki, ze najczesciej musialam
          > jeszcze jeden dzien zostac w stolicy, bom nie stad. dobrze, ze mam znajomych,
          u
          >
          > ktorych nocuje, bo nocleg (najtanszy z mi wiadomych), to 25 pln, wiec
          dodatkowy
          >
          > wydatek. a same studia tez pieknie kosztowaly sad

          U mnie było podobnie z "przekładanymi" zajęciami. Dla studentów wieczorowych i
          zaocznych (czytaj: pracujących) o 8.00 rano ze studentami dziennymi. Oczywiście
          tylko garstka mogła na nie przyjść. Po wpisy (nie chciało się nikomu dyżurować -
          chociaż za dyżury też mają płacone) trzeba było jeździć po całej Warszawie po
          różnych firmach i instytucjach, gdzie również byli zatrudnieni. sad
      • gacus2 Re: Profesor jednej uczelni 28.06.03, 17:18
        thomasch napisał:

        . Dodam, że
        > był to "renomowany" Wydział Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW, czesne za
        > semestr ponad 2000 zł. O warunkach nauki nie wspomnę. Szkoda słów.

        Hmmm jestem jeszcze na tym samym wydziale.... i jest minimalnie lepiej ale i
        tak szkoda gadac a na jakim kier. byles?
        • thomasch Re: Profesor jednej uczelni 28.06.03, 19:42
          gacus2 napisał:

          > thomasch napisał:
          >
          > . Dodam, że
          > > był to "renomowany" Wydział Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW, czesne
          > za
          > > semestr ponad 2000 zł. O warunkach nauki nie wspomnę. Szkoda słów.
          >
          > Hmmm jestem jeszcze na tym samym wydziale.... i jest minimalnie lepiej ale i
          > tak szkoda gadac a na jakim kier. byles?
          >
          >
          Witam Gacusiu w wydziałowym klubie! Jaki ten świat mały! Ja byłem na ZMSNP.
          • babazgaga Re: Profesor jednej uczelni 30.06.03, 19:14
            a ja jestem wlasnie na ostatnich podmuchach stypendium doktoranckiego
            We wrześniu obrona
            przez całe studia dok. pracowałam, żeby jakoś wyżyć (normalnie w firmie 8h
            dziennie), było nieźle, kupiłam sobie używany samochód, wziełam kredyt i
            kupiłam kawalerke, zrobiłam ogromny debet na koncie i.... i mnie zwolnili
            Może na szczęście, bo skończyłam doktorat i liczę na to, że mnie zatrudnią na
            uczelni. Bardzo chce pracować na uczelni , pracować naukowo, uczyć.... i co z
            tego, kurcze, jak pensji po doktoracie bede mieć mniej niz teraz stypendium.
            czyli nie starcza nawet na rate kredytu+rachunki. Licze na to że trafia mi się
            jakieś godziny na prywatnej szkole (tzn że będzie ich więcej niż teraz), bo
            inaczej nie wyżyję. Zajęć nie opuszczam, ani na państwowej, ani na prywatnej, a
            jak już trzeba, to zawsze szukam zastępstwa, bo uważam że takie
            sobie "nieprzychodzenie' jest po prostu nieprzyzwoite.
            Ja nie bronię ludzi goniacych za kasą, ja mówię o przyzwoitym poziomie zycia
            młodych pracowników naukowych. Ja nie byłam w kinie od pół roku bo mnie nie
            stać, 15zł za bilet to tyle co żwirek na miesiąc dla mojego kota. Wierzcie mi,
            jak to pisze to mam prawie łzy w oczach.
            To tyle
            chciałam tylko żeby był to głos z drugiej strony
            pozdrówka
            babazgaga
            • thomasch Re: Profesor jednej uczelni 30.06.03, 19:41
              babazgaga napisała:

              > a ja jestem wlasnie na ostatnich podmuchach stypendium doktoranckiego
              > We wrześniu obrona
              > przez całe studia dok. pracowałam, żeby jakoś wyżyć (normalnie w firmie 8h
              > dziennie), było nieźle, kupiłam sobie używany samochód, wziełam kredyt i
              > kupiłam kawalerke, zrobiłam ogromny debet na koncie i.... i mnie zwolnili
              > Może na szczęście, bo skończyłam doktorat i liczę na to, że mnie zatrudnią na
              > uczelni. Bardzo chce pracować na uczelni , pracować naukowo, uczyć.... i co z
              > tego, kurcze, jak pensji po doktoracie bede mieć mniej niz teraz stypendium.
              > czyli nie starcza nawet na rate kredytu+rachunki. Licze na to że trafia mi
              się
              > jakieś godziny na prywatnej szkole (tzn że będzie ich więcej niż teraz), bo
              > inaczej nie wyżyję. Zajęć nie opuszczam, ani na państwowej, ani na prywatnej,
              a
              >
              > jak już trzeba, to zawsze szukam zastępstwa, bo uważam że takie
              > sobie "nieprzychodzenie' jest po prostu nieprzyzwoite.
              > Ja nie bronię ludzi goniacych za kasą, ja mówię o przyzwoitym poziomie zycia
              > młodych pracowników naukowych. Ja nie byłam w kinie od pół roku bo mnie nie
              > stać, 15zł za bilet to tyle co żwirek na miesiąc dla mojego kota. Wierzcie
              mi,
              > jak to pisze to mam prawie łzy w oczach.
              > To tyle
              > chciałam tylko żeby był to głos z drugiej strony
              > pozdrówka
              > babazgaga

              Ale czy to znaczy, że płacących za studia po pon.4000 zł za rok można
              zwyczajnie "olać", bo ma się drugą pracę, albo kazać jeździć komuś po całej
              Warszawie celem uzyskania wpisu, bo gość na dyżury nie przychodzi? Ja np.
              pracowałem w gimnazjum. Lubiłem to, ale z uwagi na śmiesznie niskie płace
              zmieniłem miejsce pracy. Nie wyobrażałem sobie sytuacji, żebym dorabiał sobie
              gdzieś indziej a do szkoły przychodził np. bez konspektu zajęć, klasówki
              oddawał po miesiącu od ich napisania. Nie da się porządnie pracować w kilku
              miejscach jednocześnie. Trzeba wczuć się w sytuację ucznia/studenta, który
              oczekuje profesjonalizmu i przygotowania od wykładowcy,jakiegoś wzorca. Jeżeli
              młody człowiek jest niepoważnie traktowany i widzi, że ktoś pracuje
              nierzetelnie, sam będzie robił za kilka lat tak samo. W ten sposób w Polsce
              ciągle będziemy mieli zupełny upadek etosu pracy - spadek po PRL-u. Teraz mamy
              niestety PRL-bis.
              • babazgaga Re: Profesor jednej uczelni 02.07.03, 19:13
                Oj
                Za mną osobiście nikt nie jeździ bo jestem zawsze tam gdzie mam być. Jak juz
                napisałam, uważam, że niezależnie od tego czy student za studia płaci czy też
                nie trzeba go traktować TAK SAMO NA POWAŻNIE. Nie wyobrażam sobie żeby przyjść
                bez przygotowania na zajęcia. Po prostu - dla mnie nie ma takiej opcji.
                I jak już napisałam, ja nie bronię tych którzy olewają studentów i gonią za
                kasą. Ja bronię tych którzy się wywiązują i chcą przyzwoicie żyć.
                pzdr
                babazgaga
                • ulalka Re: Profesor jednej uczelni 06.07.03, 11:51
                  heh... nie da sie pogodzic kilku funkcji naraz, studiowania, pracowania,
                  nauki, wszystkiego na super poziomie sad( wiem po sobie - jak bylam idealnie
                  przygotowana do pracy, to zawalalam na studiach, no!, moze nie calkiem
                  zawalalam, ale dostawalam urzedowa trojke wink jak na studiach bylo na medal, to
                  z kolei przychodzil ktos w pracy mnie "uswiadomic", ze termin goni.. a jak mam
                  jeszcze jezdzic po Warszawie, na dodatek na rog jakis dwoch ulic i szukac pana
                  doktora po wpis, to naprawde mam prawo sie burzyc sad( Babozgago, ciesze sie,
                  ze sa tacy wykladowcy jak Ty! smile))) pozdrawiam Cie szczerze i serdecznie smile))
    • sloggi Re: Profesor jednej uczelni 30.06.03, 20:10
      Podpisuję się rekoma i nogoma smile
    • geograf Czas na inne uczelnie 01.07.03, 16:00
      Teraz zapewne kolejne uczelnie będą ustosunkowywały się
      do decyzji Jagielonki.

      rektor Uniwersytetu Łódzkiego ma takie zdanie:
      www1.gazeta.pl/lodz/1,35136,1551668.html
      czyli popiera, ale w swojej uczelni nie wprowadzi tak
      ryugorystycznych przepisów. Zapewne to kwestia
      czasu...ciekawe jak postapią inne uczelnie.
    • geograf pomysły i "groźby" 02.07.03, 21:23
      naukowcy i wykłądowcy wręcz grożą, ze w przypadku wyboru
      między lepiej opłacaną uczelnię prywatną, z której mogą
      porzadnie żyć, a państwową uczelnią, która właściwie sama
      w sobie nie zagwarantuje im godziwego życia-wybiorą
      uczelnię pryatną..

      W takim razie pytam: dlaczego jeszcze siedzą na uczelni
      państwowej i marnują sobie czas,m albo się przemęczają?
      Czy tylkod dlatego, ze praca na państwowym to prestuż,
      czy też co innego?
      Nie rozumeim, a o "groźbach" czytałem przy każdym
      artykule o tym.
      • thomasch Re: pomysły i 'groźby' 02.07.03, 21:34
        geograf napisał:

        > naukowcy i wykłądowcy wręcz grożą, ze w przypadku wyboru
        > między lepiej opłacaną uczelnię prywatną, z której mogą
        > porzadnie żyć, a państwową uczelnią, która właściwie sama
        > w sobie nie zagwarantuje im godziwego życia-wybiorą
        > uczelnię pryatną..
        >
        > W takim razie pytam: dlaczego jeszcze siedzą na uczelni
        > państwowej i marnują sobie czas,m albo się przemęczają?
        > Czy tylkod dlatego, ze praca na państwowym to prestuż,
        > czy też co innego?
        > Nie rozumeim, a o "groźbach" czytałem przy każdym
        > artykule o tym.
        >

        Dokładnie tak. Tu chodzi o "prestiż" (ale tylko formalnie). Praktycznie olewają
        od dawna swoje obowiązki na uczelniach państwowych, o czym pisałem powyżej.
        Bycie wykładowcą na szanowanej uczelni z tradycjami to prestiż i tylko dlatego
        tam pracują. Jedna z moich profesorek na UW mawiała: "proszę państwa to jest
        pierwszy uniwersytet w tym kraju" po czym skracała wykład, by zdążyć na zajęcia
        na prywatną uczelnię.
      • rubeus Re: pomysły i 'groźby' 06.07.03, 12:43
        bo na państwowych maja "posady" - [zusy i inne pierdoly]
        a na prywatnych - w wiekszosci przypadkow jakies umowy o dzielo czy cos w tym stylu...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka