debest3
16.09.07, 21:07
..ech co za czasy...wzięło mnie na wspomnienia przy okazji przejazdu pociągu
turystycznego na trasie Wolsztyn-Lubben-Wolsztyn...pociąg przejeżdżał także
przez moje miasto..z tej okazji moje osobiste zwłoki przybyły na stację Żary
żeby go popodziwiać..mmm...dym z parowozu ma specyficzną woń..i kapiąca z
niego oliwa...pan maszynista w nieodłącznej leninówce albo jak kto woli w
kaszkiecie...i pomocnik maszynisty umazany jak Arnold błotem w
Predatorze..tylko nie sprawdzałem czy też był pod parą..bo jakoś dziwnie
spowolnione ruchy miał..kupa narodu była w pociągu..i cudzoziemców masa..ale
ja się nie dziwię tym ludziom którzy przyjeżdżają z całego świta żeby sie
parowozem przejechąć..ta kupa żelaza ma duszę..a który chłopak w moim wieku
nie marzył aby sie w parowozie przejechać..mnie spotkało te szczęście
spotkało..dziadek mojego kumpla z klasy był jak to się mówiło ładnie nie
maszynistą lecz starszym mechanikiem...i woził nas od czasu do czasu..ile tam
było wajh i różnych cudów...i jakiś tajemnych wihajstrów..zegarów...no czarna
magia..kokpit odrzutowca to chyba pikuś..bo tam nic nie syczy ,nie puka i nie
klekocze,o gwizdaniu nie wspomnę..taaaaa jakoś tak miło mi sie zrobiło jak
tego samowarka zobaczyłem...kurde mieszkałem obok torów i naoglądałem sie
trochę tego żelastwa..jak to miło było kiedy o drugiej w nocy chałupa chodziła
na wszystkie strony jak w czasie wstrząsów w Tokyo i szklanki dzwoniły w
kredensie bo akurat osobowy leciał na Wrocław...wprawdzie nie był to
Shinkansen ale jakas namiastka zawsze...pamiętam jak kładło sie monety na
torach i potem wymiana barterowa z kumplami w szkole w zamian za lany proch
który przywozili odważni nielegale z poniemieckiej fabryki amunicji w
Brożku,lub historyjki obrazkowe z gum Donald...a te podróże na Mazury
pociągiem,co to była za walka...o jakiekolwiek miejsce..w miare jak dorastałem
i byłem postawniejszy miejsce było coraz lepsze..tam poznałem prawo dżungli..z
czasem udawało się na nasze plecaki zająć kibelek lub umywalnię,do dzisiaj
pamiętam faceta który z obolałą i pełną cierpienia miną leciał przez wagony z
okrzykiem"nosz ku... mać juz trzecia zajęta..gdzie się mam odlać?"i
odpowiedź"Było tyle nie chlać piwa w Warsie tępaku"noooo piekne to były
czasy...łezka się w oku kręci....jakie tam życie sie toczyło...cudo..kiedyś
jadąc z Poznania do Warszawy jechałem ze studentami ..ja czternastoletni stary
wyjadacz(?)a oni coś tam sobie pociągali..patrze piwo..dopóki mnie nie
poczęstowali..normalnie oczy z orbit i po korytarzu zaczęły
skakać...spirytus...ech..zycie..albo jak jechałem do armii wypełnić obowiązek
wobec ojczyzny...karnawał zaczął sie już w okolicach Poznania..dosiadało nas
coraz więcej..konduktor piwo sprzedawał..zabawa była przednia..zrobiliśmy węża
przez wszystkie wagony..w Warsie została sie butelka mineralnej...susza jak na
pustyni..no cóż wspomnienia..i to przez jedną ciuchcię na odrapanym peronie
mojego dworca...
www.dieseleldorado.prv.pl/para3.html