surita
23.08.10, 09:39
Waga lekko drgnęła poniżej 65, ale tak lekko, że można to wziąć za
przywidzenie, tak że na razie bez świętowania.
Kilku drobnych grzeszków się nie ustrzegłam, niestety.. Ale były naprawdę
drobne i wymuszone sytuacją, nie zamierzam zatem zaprzątać sobie głowy
nadmiernymi wyrzutami sumienia ;)
"Sernikobrownie" było pyyycha, choć niedukanowcy stwierdzili, że za mało
cukru.. :)
Dopadło mnie okropne, przeokropne zaparcie... Brrr.. ale po pierwszym poranku
w domu już jest lepiej, na szczęście :)
Przy okazji koleżanka-dukanka podzieliła się ze mną dobrą radą: na zaparcia
herbata z dużą ilością soku z cytryny i trzema łyżkami ksylitolu - podobno
działa jak złoto :)
Podróż powrotna z przygodami - pobiliśmy zdaje się rekord trasy: 200 km w 4.5
godziny... Plus konieczność stania w polu i przeczekiwania takiej nawałnicy,
że widoczność była zerowa a na drogę rzucało konarami z drzew... Na koniec
władowaliśmy się w przecudny korek na obwodnicy Trójmiasta.. ale w końcu
dotarliśmy do domu :)
Aha, i kupiłam sobie pierwsze w życiu, przecudnej urody szpilki :)
Zabieram się teraz za nadrabianie forumowych zaległości :)
A przynajmniej spróbuję :)