ciri1971
17.02.11, 09:29
Dziewczyny, proszę o pomoc, bo dzieje się ze mną coś dziwnego- od poczatku roku moja waga systematycznie idzie w górę.
Zakończyłam 3 fazę diety z wagą wahającą się między 56,5 a 57 kg. Taki był mój cel i byłam bardzo zadowolona. Zaczęłam odżywiać się zgodnie z zasadami diety dr. Pape- rano węglowodany bez białka zwierzęcego, na obiad i kolację posiłki białkowe z warzywami. W weekend jadłam coś słodkiego, ale bez specjalnych szaleństw i waga nawet nie szalała za bardzo. Nawet w święta nic mi nie przybyło, chociaż dałam czadu z makowcem i piernikami:)
A po Sylwestrze, czyli jednym, no, może półtora dnia niezbyt dietetycznego jedzenia (ale nie takiego, jak w święta i nie tak długo) nagle wskoczyło mi ok. 1,5 kg. Pełna optymizmu wróciłam do moich zasad, przekonana, że to zaraz spadnie. Po tygodniu było nastepne pół kilo więcej:(
Od tego czasu nie tylko nie mogę zbić nadwyżki, ale waga jeszcze podskoczyła i dziś mam o jakieś 2,5kg więcej, niż po świętach BN. Nawet protodzień nie przyniósł spadku.
Nie ukrywam, że jestem załamana. Nie podjadam między posiłkami, nie jem słodyczy, nie jem tłusto, bo nie lubię. Nie mam pojęcia, co robić. Jak tak dalej pójdzie, to za 3 miesiące będę w punkcie wyjścia, przy naprawdę bezgrzesznym jedzeniu.
Nie wiem, czy wrócić na 3 fazę? Czy na modyfikowaną drugą, z i dniem P i resztą PW? Czy zostać przy moim schemacie i czekać, co będzie? Ale boję się czekać...
I czy ktoś ma pomysł, co właściwie się dzieje? Jak po niecałych 2 dniach nie tak znów grzesznego jedzenia mogłam dorobić się nadwyżki nie do zbicia, podczas gdy wcześniejsze odstępstwa i to o wiele większego kalibru, nie miały żadnych konsekwencji? Ten schemat, który teraz stosuję, przeznaczony jest dla chcących schudnąć, a ja na nim tyję...:(
Zaczynam bać się jedzenia:(