Dodaj do ulubionych

tlumacz (po)szuka(l) wydawnictwa

13.02.04, 22:16
witam. przejrzalam wlasnie dosc dokladnie watki dyskusji toczacej sie na
niniejszym forum i postanowialam opowiedziec moje wlasne przygody z jednym z
wydawnictw. chcialabym, zeby inni dowiedzieli sie, co mi sie przytrafilo,
choc zdaje sobie doskonale sprawe z faktu, ze to, co tu opisze, nie jest
jakims wyjatkowym przypadkiem.

rzecz dziala sie pare lat temu, kiedy to zglosilam sie do pewnego bardzo
znanego wydawnictwa, majacego swoja siedzibe w poznaniu. wydawnictwo to
istnieje nadal i ma sie dobrze, sadzac po sporej ilosci wydawanych tytulow
(nie tylko beletrystyka). ma swoich licznych wielbicieli, ktorych zyskalo
miedzy innymi dzieki powszechnie znanej serii wydawniczej.

zaczelam od telefonu. porozmawialam z pania, ktora w wydawnictwie owym byla
sekretarzem redakcji. wypytala mnie o pare rzeczy i (jak wowczas mi sie
zdawalo) postanowila dac mi szanse. mialam wybor: albo probka beletrystyki,
albo cos "popularnonaukowego". zdecydowalam sie na beletrystyke, na co pani
wyraznie sie ucieszyla i obiecala podeslac probke w niedlugim czasie.
uslyszalam tez, ze jesli moja praca zostanie oceniona pozytywnie, dostane do
tlumaczenia prawdopodobnie te sama ksiazke, z ktorej pochodzi probka. tekst
dotarl bodajze po dwoch dniach. jak sie okazalo, byl to caly pierwszy
rozdzial pewnej powiesci. przetlumaczylam wszystko i wyslalam. po pewnym
czasie nadeszla mailem krotka odpowiedz, ze tekst sie spodobal. zadzwonilam i
od wiadomej pani odebralam gratulacje, uslyszalam slowa uznania i inne takie,
po czym dowiedzialam sie, ze juz niedlugo powinnam dostac cos "pelnego" do
tlumaczenia ("cos pelnego", czyli cala ksiazke). poprosila o kontakt za
tydzien. wykonywalam wiec kilkakrotnie telefony, co tydzien, co dwa, ale
wciaz nie moglam niczego dostac do przetlumaczenia, bo wydawnictwo albo sie
wlasnie przygotowywalo do targow ksiazki we frankfurcie, albo decydenci
jeszcze z tych targow nie wrocili. potem uslyszalam, ze nastepuje etap
zastanawiania sie nad tym, jakie tytuly do wydania, a wiec i do tlumaczenia,
wydawnictwo ma zakupic i tak dalej. rozmowy byly juz nie takie dlugie i nie
tak bardzo mile, ale ciagle jeszcze grzeczne. pewnego razu, poirytowana cisza
i takim-a-nie-innym traktowaniem mnie, wykonalam kolejny telefon i tym razem
odebral pan, znajacy mnie z poprzednich rozmow (czasem to on odbieral telefon
i przekazywal sluchawke pani x.). troche sie jakal i niewyraznie dukal cos, a
w pewnym momencie zakryl reka sluchawke i po krotkiej konsultacji z kims
wypalil, ze pani x. nie ma, bo poszla do biblioteki i ze z niej juz do pracy
nie wroci. natychmiast wydalo mi sie to naciagane i poprosilam kolezanke,
zeby sama zadzwonila do pani x. i kiedy odebral wiadomy pan, przekazujac
skwapliwie sluchawke pani x., odezwalam sie ja sama. mozna sobie chyba
wyobrazic, jak zmienil sie ton pani x., nieprzyjemnie zaskoczonej takim
obrotem sprawy. warknela na koniec, ze jak cos bedzie dla mnie, to na pewno
podesla mi to do roboty i na tym sie skonczylo. oczywiscie, sama zachowalam
sie dosc dziecinnie, stosujac taki banalny podstep, ale nie ganie siebie za
to. mialam przynajmniej te mala satysfakcyjke z faktu, ze udowodnilam
kobiecie brzydkie krecenie w mojej sprawie. oczywiste tez jest, ze nigdy
przenigdy nic od nich nie dostalam i ze nie moge liczyc na zadne zlecenie z
tamtego wydawnictwa w przyszlosci , ale nie szkodzi. zlecen mi nie brakuje,
wrecz przeciwnie.

a final tej historii jest taki, ze po jakims czasie zobaczylam na polkach
ksiegarni ksiazke o tytule az nazbyt dobrze mi znanym, a kiedy zaczelam
czytac pierwszy rozdzial, mialam nieodparte wrazenie, ze skads znam
skladajace sie na niego zdania, tu i owdzie troche podretuszowane. tlumaczem
powiesci okazal sie jakis pan. potem opowiedzialam te historie paru osobom ku
przestrodze. jedna z nich wiedziala juz wczesniej, ze opisywane wydawnictwo
czasem stosowalo te metode, zlepiajac potem z probek tlumaczen cale ksiazki.

ol69
Obserwuj wątek
    • baloo Re: tlumacz (po)szuka(l) wydawnictwa 14.02.04, 04:17
      hej

      Takie dzialania sa oczywiscie nielegalne, ale oczywiscie nie masz zadnych
      dowodow potrzebnych, aby tych milusinskich poznaniakow pogonic do sadu ?

      Teraz jest juz po meczu, mozna tylko wspolczuc. A jak teraz odpowiadasz , gdy
      jakies nie znajace Cie jeszcze wydawnictwo chce, zebys im cos probnie
      przetlumaczyla ?

      A tak na marginesie, ktos juz cos na tym forum pisal o "duzym i znanym
      wydawnictwie z Poznania". Niekoniecznie w samych superlatywach, o ile pamietam.
      ;o)

      I na drugim marginesie. Wydaje mi sie, ze takie "probne" tlumaczenia trzeba
      gdzies skladac rownoczesnie ze zlozeniem do wydawcy. I nic na gebe. zeby slady
      na papierze zostawiali, dziady kalwaryjskie ;o)


      Klaniam nisko

      B.

    • millefiori Jeszcze raz ku przestrodze 14.02.04, 08:06
      Ol69,
      Obawiam sie ze nie jest pocieszeniem ani dla Ciebie, ani dla innych, ze nie
      tylko Tobie zdarzyla sie taka sytuacja. Mnie przeraza to, ze proceder "probek"
      bezkarnie wykwita co jakis czas to tu, to tam.

      Podobny przypadek zostal opisany w watku

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=11943&w=9384541&v=2&s=0
      Tam tez, w ostatnim poscie, znajduje sie instrukcja obslugi: jak powinien
      wygladac test/"pobranie probki" tlumaczenia.

      I jeszcze jedno, na wszelki wypadek, gdyby okazalo sie, ze praktyka pobierania
      probek rozmiaru rozdzialu jeszcze sie zdarza:

      - jesli wydawca "zadaje" do przetlumaczenia w ramach probki wiecej niz 1 strone
      mszp. znorm., to powinien ci sie wlaczyc sygnal alarmowy,

      - a jesli widzisz plik w postaci rozdzialu,

      - to wtedy NATYCHMIAST zadaj podpisania umowy.

      I zaleznie od rozwoju sytuacji mozna spokojnie zagrozic zlozeniem skargi na
      wydawce w Zaiksie, PTWK, STP i pokrewnych organizacjach.

      To jest praca, za ktora bierze sie pieniadze!

      Pozdrowienia,
      Millefiori
      Wydawnictwa i ich obyczaje
      • ol69 Re: Jeszcze raz ku przestrodze 14.02.04, 11:40
        dzien dobry!

        dziekuje bardzo za odzew. :)

        baloo pyta, jak teraz dzialam, kiedy wydawnictwo prosi mnie o przetlumaczenie
        ich probki. otoz nie dzialam wcale. tak sie sklada, ze moje tlumaczeniowe losy
        po jakichs czterech miesiacach od opisywanych wydarzen potoczyly sie w nieco
        innym kierunku. dostalam prace w pewnej firmie tlumaczeniowej o miedzynarodowym
        zasiegu (takze w sensie lokalizacji wlasnych oddzialow, a nie tylko siedzib
        zleceniodawcow). firma ta, mozna by rzec, wykarmila mnie wlasna piersia. :)))
        kilkuletni staz w niej co prawda nie zblizyl mnie do zadnego z wydawnictw w
        taki sposob, w jaki bym sobie tego niegdys zyczyla, ale zdobylam tam wiele
        umiejetnosci, ktore - systematycznie rozwijane - stanowia obecnie o jakosci
        mojego warsztatu tlumaczeniowego. w duzej mierze zajmuje sie obecnie
        tlumaczeniami tekstow medycznych, ktore bywaja czasem dosc latwe

        teraz wiem, ze w momencie, kiedy zglaszalam sie do poznanskiego wydawnictwa,
        bylam zwykla zielona gesia, jesli chodzi o zabezpieczanie sie przed
        nieuczciwoscia w branzy. teraz juz wiem, jak latwo bylo mnie zrobic na szaro,
        ale przynajmniej zdarzenie to otworzylo mi oczy na realia i nauczylo daleko
        posunietej ostroznosci. obecnie nawet do glowy by mi nie przyszlo potulnie
        tlumaczyc caly rozdzial i odsylac go grzecznie wraz z najglebszymi wyrazami
        szacunku i czekac nie wiadomo ile, az sie okaze, ze moj oraz inne rozdzialy
        przetlumaczyl pan taki czy owaki. przeprowadzilabym to wszystko nieco inaczej.

        rzecz w tym, ze nie przeprowadzam. nie prowadze dzialan makretingowych odnosnie
        wlasnej osoby, jesli chodzi o wydawnictwa. mam sporo zlecen i dzieki bogu udaje
        mi sie zarobic na chleb z maslem, ale przyznaje, marzy mi sie wciaz cos innego,
        cos, gdzie radosc i satysfakcje przyniosloby mi cyzelowanie tekstu, sprawdzanie
        brzmienia poszczegolnych zdan, bawienie sie slowami i ich wyczuwanie. w moich
        obecnych tekstach na przyjemnosc tego rodzaju nie ma wiele miejsca. radosc
        czerpie ze zdobywania wiedzy, z wyszukiwania informacji na konkretny temat z
        dopracowywania tekstu, ktore ma inny charakter niz w przypadku przekladu
        literackiego.

        tuz po przygodzie z poznaniem mialam tez bliskie spotkanie pierwszego stopnia z
        wydawnictwem warszawskim, gdzie po przetlumaczeniu probki (tez jeden pelny
        rozdzial!) uzyskalam tyle, ze wpisano mnie na liste ich tlumaczy. i tyle.

        przyznaje, ze przed kolejnymi probami powstrzymuje mnie cos na ksztalt "fear of
        failure". kto wie, moze to, ze natknelam sie na niniejsze forum, zainspiruje
        mnie do jeszcze jednej proby? :)))

        pozdrawiam serdecznie
        ol69
        • ol69 ERRATA - Jeszcze raz ku przestrodze 14.02.04, 11:44
          jakims cudem w poprzednim poscie urwal mi sie fragment tekstu, ktory (po
          przypomnieniu go sobie ponownie wpisuje w charakterze erraty.

          w duzej mierze zajmuje sie obecnie
          > tlumaczeniami tekstow medycznych, ktore bywaja czasem dosc latwe, ale z
          reguly wymagaja sporego nakladu pracy, a prawidlowo przetlumaczony tekst z
          dziedziny medycyny czy nauk pokrewnych to dla mnie ogromna satysfakcja, o
          ktorej pisze nieco dalej.

          ol69
    • hajota z ciekawości zapytam 14.02.04, 11:48
      czy inkryminowane poznańskie wydawnictwo to to na literę zet czy na literę er?
      • yanga Re: z ciekawości zapytam 14.02.04, 12:45
        Na literę to wywołują w kryminale :-). Przeczytaj uważnie całą opowieść, jest
        dość przesłanek, ja już zgadłam... chyba.
      • ol69 Re: z ciekawości zapytam 14.02.04, 13:27

        > czy inkryminowane poznańskie wydawnictwo to to na literę zet czy na literę er?

        ### na litere er :)
        • yanga Re: z ciekawości zapytam 14.02.04, 14:29
          No to zgadłam. "A łotry, szelmy, a łajdaki, żeby ich piorun trzasł!"
          • tiresias Re: z ciekawości zapytam 16.02.04, 09:46
            w podobny sposób traktują (traktowały) tłumaczy:
            wydawnictwo z warszawy na literę "C'
            wydawnictwo z krakowa na literę "Z"
            myślę, że będą robić tak dalej i trzeba nauczyć się żyć w takim środowisku.
            • jottka Re: z ciekawości zapytam 16.02.04, 10:23
              o wydawnictwie z krakowa to w ogóle niemiłe historyjki krążą, też na marginesie

              ale znam wydawnictwo z warszawy, na litere a :), które płaciło zawsze nad
              podziw i dziękowało jeszcze tłumaczowi za pracę - zapewne fenomen natury


              a co do pracy w ekstazie - tiresias, a nie myślisz czasem, że np. taki
              bankowiec to ma rajskie życie? tylko sobie siedzi i raz w czas komputer za
              niego kilka słupków podsumuje? :) z dala wszystko wygląda uroczo
              • tiresias Re: z ciekawości zapytam 16.02.04, 10:44
                jottka napisała:

                że np. taki
                > bankowiec to ma rajskie życie? tylko sobie siedzi i raz w czas komputer za
                > niego kilka słupków podsumuje? :) z dala wszystko wygląda uroczo


                zawsze najbardziej żal mi było bankowców, bez względu na to ile im płacą (jak
                mówi Edina Monsoon: 'people with a personality by-pass, counting other people's
                money and resenting every minute of it').
                nie pisałem, że praca tłumacza to coś uroczego. wprost przeciwnie. oprócz
                wszystkich problemów poruszanych na tym forum ('niedobre wydawnictwa', mała
                kultura respektowania własności intelektualnej, mówiąc ogólnie) jest to dośc
                niewdzięczna orka i trzeba być pasjonatem (conajmniej), żeby się tym parać.
                trochę naiwne jest tylko idealizowanie tego zajęcia:
                - ah, dziś mam wenę, to może 'wycyzeluję' ze dwie stronki...
              • yanga Re: z ciekawości zapytam 16.02.04, 10:57
                Zadziwiasz mnie, Jottko, z tym wydawnictwem na a. Z jednego wyrywałam honoraria
                po kawałku, nigdy nie wiedząc, czy zdążę do kasy przed kimś szybszym, a potem
                pisząc coraz to bardziej obelżywe listy. O ile wiem, to teraz bardzo
                ograniczyli wydawanie książek. Z drugiego wyszłam po pierwszej rozmowie,
                przeprowadzonej w lustrzanym korytarzu, i raczej tam nie wrócę. Czyżby chodziło
                o to, które kończy się na s??? O nim na razie nic nie wiem poza tym, że
                poczułam się przez nich oszukana jako czytelniczka (wydali okrojoną powieść
                Clavella pod innym tytułem, reklamując ją jako "rozwinięcie wątku" tej
                oryginalnej)A z jednym na z - bardzo znanym - z Krakowa właśnie nawiązałam
                kontakt, ale na razie odnoszę wrażenie, że mnie zwodzą. Czy ta nazwa jest
                jednowyrazowa?
                • jottka uaaa 16.02.04, 11:48
                  właściwie to dlaczego tu takie tajemnice sie robi z paru nazw? i tak już
                  wszyscy wiedzą, o co chodzi :)

                  w jednym wypadku idzie o znak, z którym osobiście nie mam do czynienia, ale po
                  mieście nieprzyjemne ploty latają, a znajomi wzywają do daleko posuniętej
                  czujności - no to bądź czujna :) najpierw umowa, potem zaliczka, dopiero potem
                  siadasz do pracy

                  w drugim wypadku nie o żaden amber czy cuś, tylko adamantan, głównie
                  dydaktycznymi pomocami itp. sie zajmują, ale miewają książki z innych dziedzin -
                  zresztą kolega paweł, o ile sie nie mylę, też dla nich tłumaczył, ciekawe, czy
                  ma zbliżone wrażenia
                  • yanga Re: uaaa 16.02.04, 12:31
                    Dzięki, o adamantanie nawet nie słyszałam, no, ale ja w beletrystyce siedzę. Co
                    do Znaku, dziękuję za ostrzeżenie, tu akurat nie chodzi o przekład, ale
                    czujność jak najbardziej wskazana. Swoją drogą może rzeczywiście zaczęlibyśmy
                    przynajmniej chwalić tych, którzy na to zasługują. Otwieram listę: Prószyński
                    ostatnio punktualnie płaci.
                    • hajota no to chwalimy 16.02.04, 12:44
                      Muza - od lat świetnie mi się z nimi układa współpraca.
                      Bauer (Klub Dla Ciebie) - płacą jak w zegarku, tylko niestety mało ostatnio
                      tłumaczą...
                      Słyszałam dobre opinie o Noir sur Blanc.
                      • jottka Re: no to chwalimy 16.02.04, 12:51
                        no tak, skoro muza, to ja już wiem, kim jesteś w realu :)

                        a z wyd. prószyński miałam do czynienia autorsko, ale też płacił przyzwoicie
                        • hajota Re: no to chwalimy 16.02.04, 18:50
                          hłe, hłe, nie zaprzeczam i nie potwierdzam ;-)

                          Na Prószyńskiego też złego słowa nie mogę powiedzieć, raz coś dla nich robiłam,
                          zapłacili i zaliczkę, i resztę.

                          Trochę mnie zdziwiliście tym Znakiem, ale cóż, człowiek całe życie leczy się z
                          dziecięcej naiwności. Nie miałam do czynienia, ale w prostocie ducha
                          wyobrażałam sobie, że to wyższa kultura, ą, ę + wartości chrześcijańskie.
                          • yanga Re: no to chwalimy 16.02.04, 19:27
                            Żebyż jeszcze wydawali książki... (Prószyński, znaczy)Ale z tym idzie coraz
                            gorzej, literatury przekładowej jak na lekarstwo, mówią, że poza romansami nic
                            teraz nie idzie.
                            • isanda Re: do yangi 17.02.04, 00:55
                              yango, trochę to nie na temat, ale masz ode mnie list w skrzynce
                              bardzo pilne!!!
                      • alia_od_noza Re: no to chwalimy 21.02.04, 15:01
                        hajota napisała:

                        > Muza - od lat świetnie mi się z nimi układa współpraca.
                        > Bauer (Klub Dla Ciebie) - płacą jak w zegarku, tylko niestety mało ostatnio
                        > tłumaczą...
                        > Słyszałam dobre opinie o Noir sur Blanc.

                        Ja ze swej strony polecam Egmont - płacą przyzwoicie i zawsze w terminie,
                        pierwsi wysyłają PITy. Ale żeby nie było tak wesoło, mają sporo tłumaczy i
                        raczej nie szukają nowych.
                  • szwedzka Re: uaaa 20.02.04, 00:36
                    jottka napisała:
                    > właściwie to dlaczego tu takie tajemnice sie robi z paru nazw? i tak już
                    > wszyscy wiedzą, o co chodzi :)

                    Podawanie, o jakie wydawnictwo chodzi, jest niedopuszczalne lub nierozsądne.

                    Niedopuszczalne, jeśli piszący jest anonimowy. Dopóki opisuje jakieś
                    wydawnictwo, to jest to ilustracja pewnych zachowań, które nie odnoszą się do
                    konkretnej firmy. W przypadku podania nazwy jest to oczernianie bez możliwości
                    obrony ze strony obwinionego. Może pisze tłumacz, a może ktoś wpadł na pomysł,
                    jak zdyskwalifikować konkurencję lub ma jakieś porachunki z wydawnictwem. Nie
                    bez kozery na tematycznej liście e-mailowej (i to zamkniętej), gdzie podaje
                    się, jakie biura tłumaczeń kantują, wymagane jest podanie nie tylko nazwiska,
                    ale i pełnych danych adresowych.

                    W przypadku pisania pod własnym nazwiskiem i podania nazwy wydawnictwa może się
                    to skończyć procesem, choćby wszystkie ujawnione łotrostwa były świętą prawdą,
                    a piszący miał na to niezbite dowody. To jest bodajże paragraf o nadszarpnięciu
                    publicznie zaufania czy coś w tym rodzaju. Nie jestem pewien, czy tu
                    rzeczywiście nie wystarczy furtka w postaci wydawnictwo X z miasta Y, które
                    wydało ostatnio słynną książkę Z. Ale swego czasu "GW" podawała, że na jeździe
                    po pijaku zatrzymano Przemysława W., syna prezydenta. Oni chyba wiedzą, co
                    robią (choć po ostatniej publikacji z Wojciechem K. można mieć wątpliwości).

                    > w drugim wypadku nie o żaden amber czy cuś, tylko adamantan, głównie
                    > dydaktycznymi pomocami itp. sie zajmują, ale miewają książki z innych
                    dziedzin
                    > -
                    > zresztą kolega paweł, o ile sie nie mylę, też dla nich tłumaczył, ciekawe,
                    czy
                    >
                    > ma zbliżone wrażenia

                    Potwierdzam, że bardzo przyzwoite wydawnictwo. Dobrze płacili, solidnie
                    wydawali. A organizacja pracy rewelacyjna. Dostawało się szczegółową instrukcję
                    typu "idiotensicher", co i jak robić na poszczególnych etapach prac nad
                    książką. Szalenie wygodne. Podobała mi się też zasada: "nie wiesz, daj w
                    klamrę, sami sprawdzimy, tłumacz nie jest wszechwiedzący, może do czegoś nie
                    dotrzeć, a w książce nie ma prawa być błędów tylko dlatego, że się wstydzi do
                    tego przyznać i zgaduje albo się domyśla."

                    Zdarzyło się, że obiecali mi książkę do tłumaczenia i nie dali, bo nie mieli.
                    Ale zadzwonili, przeprosili, a jeszcze wyraźnie było słychać, że jest im
                    głupio. W tym momencie nie ma dla mnie sprawy, przecież tzw. trudności
                    obiektywne rozumiem, tylko kwestia, jak się takie sprawy załatwia. W
                    Adamantanie podeszli do tego z klasą. W takiej samej sytuacji w wydawnictwie W.
                    z miasta W., do którego sam musiałem zadzwonić (a to inne W. niż moje W., więc
                    jeszcze wybuliłem na telefon), usłyszałem "nic panu nie obiecywaliśmy".

                    I jeszcze kwestia umów. Adamantan właśnie stosował bardzo korzystne dla
                    tłumacza rozwiązanie, że prawa do przekładu tłumacz przekazuje na czas
                    określony. W ogóle ich umowa była raczej korzystna dla tłumacza niż
                    wydawnictwa.

                    Jednym słowem, modelowe wydawnictwo.

                    Paweł
                    • szwedzka Re: uaaa 21.02.04, 00:11
                      > Zdarzyło się, że obiecali mi książkę do tłumaczenia i nie dali, bo nie mieli.
                      > Ale zadzwonili, przeprosili, a jeszcze wyraźnie było słychać, że jest im
                      > głupio.

                      Opuściłem ważną informację: wytłumaczyli się, dlaczego nie mają. To istotne, bo
                      powoływanie się na trudności obiektywne bez wyjaśniania, co to za trudności,
                      nie jest żadnym usprawiedliwieniem. Tym bardziej, że te trudności obiektywne to
                      najczęściej trudny rynek książki, który dalibóg był tak samo trudny w chwili
                      zawierania umowy czy składania obietnicy, więc trzeba od razu było go brać pod
                      uwagę.

                      Paweł
                    • millefiori Re: uaaa 25.02.04, 16:39
                      Pawel ma racje.
                      Zostajemy przy tradycyjnym omawianiu. Jesli czytajacy domyslaja sie lub wiedza,
                      o jakie wydawnictwo chodzi, to ich sprawa, ale skoro nazwa inkryminowanego nie
                      pada, nikt nie moze sie do niczego przyczepic.
                      Mozemy za to chwalic (anonimowo czy nickowo) wydawnictwa, podajac ich pelne
                      nazwy.
                      • jottka Re: uaaa 25.02.04, 20:03
                        obawiam sie, że wiara w to, że jeśli toczy sie ożywiona dyskusja ze szczegółami
                        na temat 'dużego wydawnictwa na er z poznania', to jesteśmy absolutnie kryci w
                        razie gdyby, jest nieco chybiona :)

                        prawo rozróżnia ducha i literę, więc jak ktoś sie bardzo ba, to niech lepiej
                        przejdzie na priva, co skądinąd też bywa pożyteczne
    • nobullshit To mi się w głowie nie mieści 13.08.04, 13:48
      Wywlekam ten starożytny wątek, bo nowa tu jestem (dzień dobry wszystkim),
      właśnie czytam hurtem do tyłu jak leci, i przy tym wątku mnie zamurowało.

      Współpracuję z inkryminowanym wydawnictwem 10 lat. Zawsze grali fair.
      Nigdy nie spóźnili mi się ani z zaliczką, ani z wypłatą zasadniczą,
      ani z wydaniem ksiażki. Sami pilnowali honorariów za wznowienia i tylko
      przysyłali rachunki do podpisu. Chociaż w umowie zastrzegli sobia prawa
      do wydania książki w wersji audio, wystarczył jeden telefon do szefa,
      żeby mi te prawa odstąpili za darmo ("A niech to sobei Pani wydaje na kasetach,
      co mam podpisać?" - to cytat). Jest to jedno z nielicznych wydawnictw,
      które nie wstydzi się przyznać do błędow i wydawania - delikatnie mowiąc -
      kiepskich tłumaczeń na początku swojej działalności (mind you, kto inny był
      wtedy szefem, potem wydawnictwo się podzieliło) - i wydaje te książki
      po raz drugi, w nowym przekładzie, co przeciez kosztuje. Parę lat temu dostali
      nagrodę jako "przedsiębiorstwo fair play" (można się oczywiscie zastanawiać,
      kto tę nagrodę przyznaje, ale jednak...) Podobne do moich - czyli tylko
      przyjemne - doświadczenia, ma moja znajoma tłumaczka (gdy książka
      okazała sie jakąś potworną cegłą wymagającą sprawdzenia tysiąca rzeczy,
      przedłużali jej termin w nieskończoność, a honorarium wypłacili pełne).

      Tak więc, to co napisała ol69 w głowie mi się nie mieści.
      Oczywiście nie zarzucam jej kłamstwa - wygląda to raczej na jakieś
      piramidalne nieporozumienie i niedogadanie.

      Co szanowne gremium na to?
      • domville Re: To mi się w głowie nie mieści 15.08.04, 00:13
        Jeśli mowa tu o rebisie, mogę tylko dołączyć się do peanów nobullshit: firma
        solidna, ciekawe tytuły, brak opóźnień w płatnościach, świetna współpraca z
        redakcją, przemiłe osoby. Gdyby jeszcze mieli wyższe stawki, ale jak wiadomo
        nie od dziś: nobody's perfect...
    • yanga Re: Jak myślicie, o co tu biega? 16.08.04, 10:58
      Pod koniec kwietnia, kiedy tkwiłam po uszy w pilnej robocie, zadzwoniła do mnie
      znajoma redaktorka, zatrudniona obecnie na kierowniczym stanowisku w
      renomowanym warszawskim wydawnictwie. Zaproponowała do tłumaczenia książkę
      znanej autorki bestselerów. Powiedziałam, że będę wolna dopiero w czerwcu i na
      tym rozmowa się zakończyła, ponieważ ponoć rzecz była pilna. Ale pod koniec
      czerwca pani odezwała się ponownie. Z radością (ponieważ lubię tę autorkę)
      dowiedziałam się, że propozycja nadal jest aktualna, honorarium przewyższa o
      niebo stawki w wydawnictwie, z którym stale współpracuję, a termin jak
      najbardziej do przyjęcia. Tylko taki drobiazg, czysta formalność - "wicie,
      rozumicie" - wprawdzie znamy się już, ale u nas koniecznie trzeba najpierw
      zrobić próbkę, więc proszę wybrać sobie kilka stron i jak najprędzej nam
      przesłać. Co też uczyniłam - w dodatku z niekłamaną satysfakcją, bo jak już
      mówiłam, książka wyjątkowo mi "leży". Po czym wyjechałam na 2 tygodnie,
      obiecując sobie po powrocie wiele przyjemności z ciekawej pracy. Ale w domu
      czekała mnie niespodzianka w postaci lakonicznego maila: "Proszę się na nas nie
      gniewać, ale książka pani X sprawia tłumaczom pewne kłopoty. Nasza redaktorka
      wybrała ostatecznie przekład innej osoby, prosimy zatem o jak najszybszy zwrot
      książki". I tu mnie zamurowało: w końcu czekali na mnie przez dwa miesiące,
      sami się do mnie zgłosili, merytorycznych zastrzeżeń nikt nie zgłaszał (ową
      próbkę pokazałam kilku osobom, w tym znanej wszystkim koleżance z naszego
      forum) i nagle okazało się, że brałam udział w jakimś konkursie! W dodatku
      zupełnie nie wiem, na czym miałyby polegać owe wzmiankowane kłopoty, ponieważ w
      próbce na żadne nie natrafiłam. Owszem, w dalszej pracy musiałabym się
      zastanowić nad paroma problemami, ale w końcu każdy przekład stawia nas przed
      jakimiś wyzwaniami. Oczywiście nie wdawałam się w żadne dyskusje, książkę
      natychmiast oddałam, ale uważam, że nie zasłużyłam sobie na takie traktowanie i
      należało mi się co najmniej jakieś merytoryczne wyjaśnienie. Tym bardziej, że
      owo wydawnictwo cieszy się - również wśród tłumaczy - zasłużoną renomą. Teraz
      umieram z ciekawości, kto naprawdę tę książkę przetłumaczy. Nasza koleżanka
      twierdzi, że to już nie pierwszy taki numer owego wydawnictwa...
      • millefiori Re: Jak myślicie, o co tu biega? 16.08.04, 15:51
        Odbyl sie po cichu konkurs lub przetarg bez poinformowania przez organizatora
        poszczegolnych szczesliwych kandydatow-uczestnikow, ze w takowym biora udzial.

        Zdarzylo mi sie cos podobnego 10 lat temu. Tez zglosil sie zleceniodawca,
        powolujac na rekomendacje znanych mi instytucji, termin gardlowy, bo tu obchody
        rocznicowe za pasem, na juz, natychmiast, a najlepiej na wczoraj; jesli chodzi
        o finansowanie - zapewnienie, ze bez zadnych problemow, pieniadze sa. Dojazd 80
        km w jedna strone, 5 godzin pracy na miejscu, nastepnie caly dzien pisanie,
        obliczenia, gotowy projekt faxem, potwierdzenie telefoniczne, ze doszlo,
        obietnice ustalenia dokladnego terminu rozpoczecia prac, przeslania umowy i
        przekazaniea obiektow w nastepnym tygodniu, nastepnie cisza, z mojej strony
        pismo z zapytaniem o aktualnosc zlecenia i jego termin, a tu odpowiedz: "Pani
        to my dziekujemy".
        Z mojej strony - chyba tylko dla wlasnej satysfakcji - pismo z informacja do
        polecajacych czynnikow i niedoszlego zleceniodawcy z prosba o jasne stawianie
        sprawy na przyszlosc, a nie ukrywanie przed angazowanymi w przedsiewziecie
        osobami faktu, za biora udzial w mniej lub bardziej oficjalnym przetargu. Wyraz
        zdziwienia ze strony czynnikow, brak odpowiedzi ze strony potencjalnego
        zleceniodawcy.
        • nobullshit Re: Jak myślicie, o co tu biega? 16.08.04, 21:23
          Skoro mogłaś przetłumaczyć dowolny fragment, a nie wskazany przez nich
          rozdział, nie chodzi raczej o przypadek składania książki z próbek.
          Myślę, że zwyczajnie osoba, której tłumaczenie "wolała" pani redaktor,
          była jej znajomą/ym.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka