nobullshit
10.10.14, 20:56
Czytam tu od jakiegoś czasu jęki, że wydawca nie płaci, ale do sądu nie pójdę, bo ponieważ - tu już cytat autentyczny "adwokat twierdzi że praktycznie nie mam szans na odzyskanie tych pieniędzy, bo koszty sądowe wyniosą więcej niż moje honorarium". A poza tym do sądu mam daleko, więc się jeszcze wykosztuję na pociąg / hotel / whatever. Oraz mam chory kręgosłup / serce / boli mnie noga w biodrze.
W związku z tym tylko marudzę na forum, szukam "haków na wydawcę" (jakich? że nie płaci podatków albo jest pedofilem?) oraz innych oszukanych, to może wniesiemy pozew zbiorowy. Albo pójdziemy z transparentem pod siedzibę wydawcy. Jasne, w tak rozdrobnionym środowisku na pewno kogoś znajdziecie. Zwłaszcza jeśli boicie się napisać, co to za wydawnictwo. Oczekujecie wparcia, a nie chcecie ostrzec kolegów i koleżanek przed nieuczciwym wydawcą? Ze strachu, że tenże nieuczciwy wydawca już nie da Wam pracy?
I żadne konkretne forumowe rady nie pomagają, marudzimy dalej, pod kilkoma nickami. Więc może od początku, łopatologicznie.
1. W przypadku tak prostej sprawy jak niewypłacenie honorarium należnego z tytułu umowy często wystarcza samo wezwanie do zapłaty.
2. Jeśli nie wystarczy i musimy wnieść pozew:
- możemy zrobić to sami, bez adwokata, może nawet przez e-sąd - do sprawdzenia
- koszty sądowe to 5% "wartości zaskarżenia", a jeśli będzie to postępowanie uproszczone (nie wiem, aż tak się nie znam - do sprawdzenia), opłata wynosi 30 zł. Poza tym sąd na ogół nakazuje stronie przegranej pokryć koszty sądowe. Nie ma więc takiej możliwości, aby "koszty sądowe wyniosły więcej niż honorarium".
- jeśli jednak chcemy wziąć adwokata, żeby napisał za nas tych kilka pism, uczciwy prawnik z góry bierze ewentualnie zaliczkę. I umawia się na procent od wygranej.
Poza tym przeczytajcie, co napisała Nomina:
forum.gazeta.pl/forum/w,11943,154868044,154938054,Re_Pozew_przeciwko_wydawnictwu_odszkodowanie_.html
- nie musimy nigdzie jeździć! Chyba że sąd wezwie nas na świadka, co w tak prostych sprawach jest mało prawdopodobne. Nie będzie też musiał jeździć adwokat, nasz "pełnomocnik procesowy", patrz wyżej. Wystarczy pismo. Sądy nie są najmądrzejsze, ale nie są aż tak głupie, żeby dokładać sobie roboty przesłuchiwaniem kogokolwiek.
Poza tym przeczytajcie, co napisała Julka:
forum.gazeta.pl/forum/w,11943,154868044,155047098,Re_Pozew_przeciwko_wydawnictwu_odszkodowanie_.html
Nie wiem, czy to prawda, ale warto się dowiedzieć.
Nie jestem prawnikiem ani Duchem Świętym, jestem tłumaczką, jak Wy. Dlatego wyżej napisałam kilka razy "do sprawdzenia".
Ale a) jest to prostsze, niż myślicie, b) nikt nie załatwi tego za Was. c) lepiej - nawet jeśli będzie to wymagało trochę zachodu - dostać 80% tego, co się nam należy (po odliczeniu mizernych kosztów) niż mieć 0% i jęczeć.
Procesowałam się z wydawcami dwa razy, o sprawy bardziej skomplikowane, i dwa razy wygrałam. Do sądu wezwano mnie dwa razy na cztery rozprawy w dwóch procesach. Nie wysłałam adwokata nawet do sądu apelacyjnego w innym mieście - i miałam rację, wystarczyło pismo. Odszkodowania z nawiązką pokryły koszty sądowe, adwokat wziął procent i zostaliśmy przyjaciółmi.
Może Skaj mnie zgani, bo jako moderatorka nie powinnam pisać takich krytycznych postów, ale nie mogę się pochylić nad jęczącym towarzystwem, mówiąc "Tak, jesteście biedni". Jesteście biedni, bo nie walczycie o swoje. Więc spróbujcie się ogarnąć. :)