szwedzka
29.11.05, 00:36
Właśnie dostałem propozycję wynagrodzenia za tłumaczenie książki 300 zł za
arkusz. Kiedyś zgodzono się na tym forum, że średnie niezłe tempo to 100
stron miesięcznie, czyli około 4,5 arkusza (choć przyznam, że ja pracuję dużo
wolniej). Daje to 1350 zł miesięcznie brutto, przy czym jest to brutto bez
urlopów, składki zusowskiej itd. Zeszłotygodniowa "Wyborcza" podała, że
grabarz w dużym mieście zarabia 2000-2500 zł na rękę. Jest znane powiedzenie,
że państwo, w którym policjant zarabia więcej od nauczyciela, jest państwem
policyjnym. Jak nazwać więc państwo, w którym grabarz zarabia dwa razy więcej
od tłumacza literatury pięknej? Przecież ze strony wydawnictwa nie jest to
już nawet próba udawania, że płaci za pracę.
Paweł