madau
11.01.13, 15:44
Skonczyla mi sie chandra z powodu opuszczenie rodzinnego domu. Teraz wstaje rano, narzucam sobie rytm i higiene zycia. Do pelni szczescia brakuje mi jeszcze rzucenie fajek ale nie moge, na razie). Mam terapie, psychiatre, prace w bibliotece. Co dwa dni trzeba gdzies wychodzic, ale wychodze codzienie, chocby po fajki, zmuszam sie kupowac tylko jedna paczke zeby nazajutrz znow wyjsc na slonce.
Zrobilam generalne porzadki w mieszkaniu. Poczulam sie lepiej chociaz tak mi sie nie chcialo ze cos.
Stawiam pod znakiem zapytania moj przyjazd na Wielkanoc. Wtedy bowiem (31 marca) bede musiala zlozyc podanie w agencji mieszkaniowej czy zostaje czy tez opuszczam lokum. Chcialabym zostac ale jak B. mi nie pomoze to nie bedzie mnie na nie stac. A mi naprawde jest w nim dobrze.
Tak ze przyjazd do Polski odlozylam sobie na kwiecien. Trzy tygodnie bo koncem kwietnia rodzice leca na Krete ( nie mogliby mnie wziac ze soba? ;)))), lot przez Warszawe oczywiscie.
Czuje sie dziwnie. To znaczy jakos tak dobrze, moze za dobrze. zalatwiam sprawy w banku, pisze listy do operatora. Wszystko sama. Moze zdrowieje?