Dodaj do ulubionych

pocieszenie

26.10.04, 23:56
Chorowałam wiele lat. Zaczynało sie od dziwnego samopoczucia (od
poddenerwowania, poczucia nierealności i odcięcia od ciała, aż po ostrą
panikę), zaburzeń słuchu (jakbym trzymała głowę w szklanym słoiku, słyszałam,
że coś się do mnie mówi, ale nie potrafiłam zrozumieć znaczenia słów- po
prostu strumień dźwięków), potem pojawiał się dziwny
smak w ustach, zaburzenia widzenia (mroczki -zostawał mi tylko b.wąski pasek
pola widzenia pod dziwnym kątem), nadwrazliwość skóry na dotyk, gałki oczne
mogłam sobie wyjąć - były jak kamień - bez czucia, plątały mi się nogi,miałam
problemy z mówieniem, mdłości ( ale nie mogłam zwymiotować). Potem
pojawiał się przerażliwy ból głowy, nawet minimalny ruch potęgował ból. Ataki
raz na 4-6 tygodni. Bałam się zasnąć - że wtedy nie odzyskam wzroku - wiem,
że to głupie. Po ataku ze zmęczenia nie mogłam wstać.Cierpiałam ze
strachu w szkole (jarzeniówki) - bałam się, że moje dziwne zachowanie
przedmigrenowe sprawi, że wezmą mnie za wariatkę. Bałam się pójść do
supermarketu - ilość towarów na półkach prowokowała atak, podobnie czerwony
kolor -po prostu bolał, jakby ktoś wwiercał mi świder w głowę. Wyeliminowałam
z diety winogrona, żółty ser, glutaminian sodu. Starałam się spać zawsze tyle
samo (często ataki miałam w soboty, kiedy pospałam ze 2-3 godz. dłużej).
Wizyty u neurologa i przyjmowanie divascanu nie pomogły. Kiedy miałam 22
lata miałam trwający z przerwami tydzień atak (głowa nie bolała mnie cały
czas, ale bałam się, że oślepłam na stałe), podczas którego myślałam, że
umrę. Miałam niedowład jednej strony ciała, bełkotliwą mowę, ogólny brak
koordynacji. Neurolodzy podejrzewali nawet guza mózgu,szybko zrobili mi 2
tomografie, ale te wykazały, że to "tylko" ostra migrena. Ten ATAK się
skończył i... od tego czasu mam spokój, już ładnych parę lat! To było moje
pożegnanie z chorobą po 12 latach cierpienia.Czasem tylko w polu widzenia
pojawia się jakiś samotny mroczek, ale nie rozwija się to w migrenę. Życzę
wszystkim chorującym, by mieli tyle szczęścia, co ja. Każdy atak może być
ostatni, jestem tego najlepszym przykładem.Pozdrawiam i życzę Wam zdrowia. A
także zrozumienia otoczenia. Mówcie im, jak Wam mogą pomóc. W akademiku
mieszkałam z dziewczyną, która od czasu do czasu miała słabe - w porównaniu z
moimi ;)- ataki migreny. Przez 2 lata mi pomagała. Kiedy miałam atak, dbała o
zaciemnienie pokoju:), ciszę, wietrzenie pokoju, nikogo nie wpuszczała i nie
gotowała sobie nawet herbaty
( sic!), bo wiedziała, że każdy zapach to dodatkowe cierpienie.Jestem jej
bardzo wdzięczna. Jej wsparcie bardzo mi pomagało.
Pamiętam, jak bolało, kiedy mówiłam o migrenie,a ktoś sobie podkpiwał (masz
globusa?)
Teraz świadomość ludzi się poprawiła, to też ważne, wierzcie mi. Czy ktoś Was
traktuje jak histeryczki? Mi się zdarzało...
Obserwuj wątek
    • ania261 Re: pocieszenie 27.10.04, 09:13
      Droga symulacrum!
      Jakie to wazne gdy ktos o nas mysli przed, w trakcie, i pomiedzy atakami
      migreny. Podtrzymanie na duchu to wazna sprawa, ale przede wszystkim liczy sie
      ZROZUMIENIE drugiego, cierpiacego czlowieka. A z tym, ze ludzi cierpiacych na
      migrene traktuje sie jak histeryków, hipochondryków, nadwrazliwcow - spotkalam
      sie nie raz. Sama sobie takze zycze aby ten kolejny, albo ten, który juz byl -
      atak - byl tym ostatnim.
      Pozdrawiam
      • venus22 Re: pocieszenie 27.10.04, 18:28
        Witaj, Symulacrum!

        czytajac twoj post w duchu kiwalam glowa - tak, ilez to razy kiedys
        slyszalam "poddajesz sie za latwo", "nie przesadzaj", "wmawiasz sobie te bole
        glowy" "to nie moze byc od migreny" "ja jakby mnie przestala glowa bolec to
        wstalabym i wziela sie do roboty" itp.

        Zawsze krew mnie wtedy zalewala ale bylam bezradna, zwlaszcza ze na poczatku
        trafilam na malo zorientowanych lekarzy a zreszta ponad 20 lat temu malo co
        bylo wiadomo o migrenie.
        Teraz na szczescie jest lepiej, migrena w dalszym ciagu jest omotana roznymi
        mitami, brakiem dostatecznych informacji, starymi (blednymi) pogladami, ale
        mimo wszystko cos posunelo sie do przodu.
        najgorzej jest w dalszym ciagu pod wzgledem leczenia doraznie bolu i postawa
        naszych rodzin, znajomych, czasem samych lekarzy, ktorzy nie doswiadczajc tego
        nie moga zrozumiec co to jest za cierpienie.

        Dlatego wazna jest bezwgledna postawa samego chorego aby domagac sie naleznego
        szacunku i zrozumienia, i pomocy. Jest to trudne bo migreny moga sie ciagnac w
        nieskonczonosc, i my czujemy sie winni ilez mozna wymagac od otoczenia- otoz
        mozna, nie jest to nasza wina, nasz wybor, ze mamy taka chorobe i tyle.

        Ciesze sie ze tobie juz przeszlo - jaka to musi byc ulga. Czytajac takie posty
        jak twoj mam nadzieje ze mzoe i mnie to spotka.
        dzieki za budujacy wpis,
        :)
        Venus

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka