Dodaj do ulubionych

Życie jak telenowela

06.07.04, 10:55
Gdyby na podstawie mego zyciorysu napisano scenariusz, nikt z oglądających
film nie uwierzyłby zapewne, że to "samo życie". Nieprawdopodobne wydają się
moje losy. Szczęśliwe dzieciństwo w sennym podlaskim miasteczku. Prawie
szczęśliwe, bo jako dziecku przeszkadzały mi moje rude włosy. Uszczypliwość
kolegów bolała i wpędzała w kompleksy. Tatuś mówił mi wtedy - Lenuńka ty się
nie martw, mądra dziewczynka jesteś. Ty sobie poradzisz. Studia. Pierwszy
chłopak "na poważnie". Czy to była miłość? Dzisiaj nie umiem odpowiedzieć na
to pytanie. Czasem wydaje mi się, że bardziej niż miłość w ramiona mego męża
popchnął mnie strach, zakompleksionego rudzielca z prowincji, przed
samotnością. Lata małżeństwa leciały jak szlone. Nie było bardzo szczęśliwe,
ale też nie było to najgorsze z najgorszych. Czasem kłotnie, ale bez cichych
dni. Zrozumienia i współnych spraw niewiele. Z tego związku urodził się mój
syn. I to on przez wiele lat nadawał sens mojemu życiu. Tuż obok była
satysfakcjonująca chociaż niezbyt dobrze płatna praca na uczelni. Toczyły się
dni. Raz dobre raz złe. Wracając z pracy prorafiłam zajść na Wzgórze
Magdaleny i np. brodząc po kostki w opadłych liściach myśleć - Cudny jest
ten świat, i czuć beztroską radość z faktu, że jest piękny jesienny dzień.
Tak było ....... Obrona pracy doktorskiej. Wtedy myślałam, że odniosłam
sukces i teraz będę w spokoju mogła konsumowac efekty kilkuletniej pracy.
Niestety, po czterech miesiącach okazało się, że mój Mały Książę ma poważną
chorobę serca - kardiomiopatię przerostową. Zaczęło się życie z lękiem.
Szpitale. Najpierw miejscowy kliniczny. Potem CZD. Tygodnie leżenia i badań.
Tygodnie moich nieprzespanych nocy i panicznego strachu. Efekt - decyzja o
przeszczepie. Szpital w Zabrzu. Znowu wiele badań i kilkakrotnie zmienianych
decyzji lekarzy. Ostatecznie - na razie nie przeszczepiamy, do obserwacji.
Oboje z synem płakaliśmy wtuleni w siebie. Później poradnia kardiomiopatii w
Klinice w Aninie. Wyniki Małego Księcia bardzo dobre. Przerost duży, ale bez
zaburzeń rytmu i z dobra wydolnością. Sytuacja zaczęła się normalizować.
Wracałam do życia, do ludzi, do pracy. Wydawało mi się, że nic złego nie może
mu się stać, że moja miłość go obroni. Myliłam się. Syn umarł w niewiele
ponad trzy lata po wykryciu choroby. Nagle. W tydzien po przeprowadzeniu się
do nowowybudowanego domu. Nie potrafię opisac mego bólu. Mego i męża też. On
zagoniony pracą niewiele miał czasu dla syna i jak mówił żałuje tego bardzo.
Wcześniej, jesienny słoneczny dzień wywoływał u mnie radośc życia. Dzisiaj
nawet nie umiem przypomnieć sobie tego uczucia. Pierwsze miesiące po
teragedii prawie w całości przesypiałam. Jak mogła pomagała mi męża siostra i
Paweł - kumpel, powiernik przyjaciel. Mąż był gdzieś blisko, ale nie do końca
ze mną. Inaczej przeżywał śmierć syna. Nie potrafiliśmy o tym rozmawiać ze
sobą. Wydawało mi się, że nie rozumie co czuję. Okazałam się silną
psychicznie osobą. Tak bardzo jak sama sie po sobie nie spodziewałam. Po
drobnych niepowodzeniach łzy szybko leca mi po policzkach. W obliczu
największej tragedii jaka może spotkać matkę okazałam się "człowiekiem z
żelaza". Fakt, wydaje mi się, że teraz zamiast serca mam pipiół. Niewiele
odczuwam. Syn był dla mnie nie tylko moim dzieckiem, ale też przyjacielem i
już partnerem w dyskusji. Miał 14 lat. Nie raz teraz wyobrażam sobie jaki
byłby po tym już ponad 1,5 roku..... Później umarł mój tata. Najkochańszy
ojciec pod słońcem. Moja ostoja. Nie potrafiłam przeżyć jego śmierci tak, jak
na to zasługiwał. Tęsknota za synem przesłaniała wszystko.
Trzeba było jakoś żyć dalej. Szukać nowego sensu istnienia. Po prawie roku od
śmierci syna adoptowaliśmy malusieńką dziewczyneczkę. Cudną kruszynkę. Nie
zastąpi mi syna, ona sama w sobie jest najwyższą wartościa. Jej uśmiech
rozjaśnia świat. Nie potrafię jeszcze cieszyć się wiosną na powrót, ale
potrafię się już uśmiechać Do niej i dla niej. Wydwało mi się, że udało mi
się podnieśc z riun. Wydawało się ...... Osiem miesięcy po adopcji
dowiedziałam się, że mój mąż od dwóch miesięcy spotyka się z inną kobietą, że
bardzo się zakochał. Na razie, jak podkreśla, nie chce rozwodu. Oczekuje ode
mnie "życia jak dotychczas". On tylko parę razy w tygodzniu spotka się ze
swoja ukochaną, a poza tym bedzie na razie normalnie przychodził do domu, bo
chce być ojcem dla córki. Ja się nie liczę. Jak twierdzi liczy się tylko
córka i Ona - ukochana od 2 miesięcy kobieta. Nie wiem jak mam żyć. Nie
wyobrażam sobie przyszłości. Słyszałam już słowa z ust męża, że odbierze mi
dziecko, bo stworzy nową , pełną rodzinę. A ja? Co ze mną dalej? Jak mam żyć?
Wsłuchuję się czasem w ciszę i dobiega mnie głos mego taty - Lenuńka ty sobie
poradzisz... Być może tato poradzę, tylko powiedz mi jeszcze jak mam to
zrobić ....


Lena
Obserwuj wątek
    • dan8 Re: Życie jak telenowela 06.07.04, 13:23
      No coz,zycie nie zawsze uslane jest rozami a i one maja kolce.
      Przeszlas najgorszy moment w zyciu i dalas sobie rade,z pewnoscia poradzisz
      sobie teraz.
      Coreczka da Ci duzo radosci,masz dla kogo zyc i opiekowac sie.
      Trzymaj sie cieplo i badz dobrej mysli.
    • a.erie Re: Życie jak telenowela 06.07.04, 13:32
      Lenunka ...
    • sorta Re: Życie jak telenowela 06.07.04, 14:55
      Lena, przetrwasz smile
      Nie wiem ale jest jakos tak , ze w obliczu wielkiego nieszczescia, najwiekszego
      bo smierc dziecka , rozpadaja sie malzenstwa . Nie potrafia dzielic sie bolem
      i rozmawiac ze soba. Kobiety zawsze sa silniejsze a mezczyzni czesto odchodza.
      Moze wiez byla zbyt slaba ? Ale niekoniecznie to .
      Podziwiam Ciebie , jestes wspaniała i bardzo silna.
      O córeczke walcz, nie masz prawa sie poddac. Nie czekaj, uprzedz go,
      skontaktuj sie z organizacjami, które moga Ci pomoc a potem poprowadzic w tej
      walce. To on zawiódł, nie Ty. Nie zapominaj.
      Jestem z Toba, przychodz tu, mów co sie dzieje, pytaj, pros o pomoc...

      Trzymaj sie cieplutko..
      • foxal Re: Życie jak telenowela 06.07.04, 16:02
        > O córeczke walcz, nie masz prawa sie poddac. Nie czekaj, uprzedz go,
        > skontaktuj sie z organizacjami, które moga Ci pomoc a potem poprowadzic w tej
        > walce. To on zawiódł, nie Ty. Nie zapominaj.<sorta

        Mnie sie wydaje, ze problem rozpadu malzenstwa lezy gdzie indziej. W tego
        rodzaju tragediach rodzinnych, przewaznie nie ma recepty na prawidlowy sposob
        postepowania w stosunku do siebie i do otoczenia. Bol wewnetrzny dla rodzicow
        jest nie wymierny i przewaznie ludzie zamykaja sie w sobie traktujac swojego
        partnera jak osobe nie potrafiaca zrozumiec co przezywamy. Byc moze
        nieuzasadniona swiadomosc, ze ta druga osoba nie rozumie matki (meza) po takiej
        utracie dziecka powoduje, ze ludzie zamiast byc otwartym na potrzebe
        zrozumienia tej drugiej osoby, odwracaja sie od siebie, bedac zasklepieni w
        swoim bolu. I w takiej sytuacji maz czy zona znajduje "to zrozumienie" w
        obecnosci obcej sobie osoby, zwierza sie, szukajac pocieszenia i kiedy
        znajdzie, to nastepuje rozklad malzenstwa i wzajemne obwinianie sie.

        Z punktu widzenia matki i zony to maz jest ten ktory poszedl i znalazl sobie
        powierniczke, przyjaciolke. Takie postawienie sprawy jest dosc prostolinijne,
        zeby bylo prawda. Nikt sie zastanawia, dlaczego zabraklo tego zrozumienia zony
        czy meza na potrzeby duchowe, powiernicze i fizyczne, co wlasciwie bylo
        przyczyna wzajemnego oddalania sie, az eureka - on ma kochanke. Gdzie byla zona
        wieczorami, bo w ciagu dnia on byl zajety praca i nie mogl nieustannie pograzac
        sie w bolu i rozpaczac nad utrata syna, bo zycie wokol nie zatrzymalo sie,
        tylko biegnie ustalonym torem, pozostawiajac nas i nasze cierpienia samym
        sobie, a skutki naszego bolu przezywanego w samotnosci, nie daja na siebie
        czekac.

        Warto to sobie przemyslec i poszukac rozwiazania wewnatrz juz rozpadajacego sie
        malzenstwa, bo tu lezy zarowno przyczyna jak i rozwiazanie. Walka o dziecko w
        takiej sytuacji doprowadz do absolutnej izolacji rodzicow i ruiny finansowej
        obojga, a agencje pomocy pojda swoja droga, bez wzgledu na koszty moralne
        rodzicow i dziecka. Odbudowa takiej sytuacji musi rozpoczac sie od wewnatrz a
        nie od zewnatrz.

        Lenko, przemysl to sobie, zanim zrobisz nastepny krok, od ktorego juz nie
        bedzie powrotu. To nie maz Cie zawiodl, zawiodl Cie dziwny splot uwarunkowan
        zwiazany z choroba syna. Latwo jest oskarzac, ale bardzo trudno jest wziac swoj
        ciezar i spojrzec prawdzie w oczy tam, gdzie ona jest.
        • sorta Re: Życie jak telenowela 06.07.04, 16:22
          Tak, tylko ze on cos mówi o zakochaniu. Moze mu sie wydaje ale jesli nie ... to
          zakochany ma duzo siły... teraz wiele zalezy od jego nowej partnerki, mam
          nadzieje, ze jest madra kobieta.
          Zawsze warto naprawiac. Nigdy nie zachecałabym do zaprzestania czynienia prób
          na zgode.

          Tez mam nadzieje, ze miłość do coreczki ich na nowo związe ze soba.
          Minął dopiero rok od tragedii- może za szybko to wszystko sie działo....
          Ale moim zdaniem zabezpieczyc i przygotowac sie trzeba , ot na wszelki
          wypadek..
          Ona jest sama i nieszczesliwa a jemu urosły skrzydła i przez to jest
          niebezpieczny, grozi przeciez. Ma stać w miejscu i biernie czekac na grozby
          spełnienie ?

        • instant Re: Życie jak telenowela 06.07.04, 16:37
          Jestes madrym czlowiekiem, Foxalu. Tak to wlasnie jest z tym bolem po utracie
          bliskiej osoby, ze zasklepia on wiekszosc z nas w swej wlasnej skorupce i jesli
          juz z kims chcemy sie z nim podzielic, to z kims kto tego nie przezywa, moze
          dlatego, ze podswiadomie boimy sie, ze czesc bolu drugiej cierpiacej osoby
          zostanie przerzucona na nas i nie wytrzymamy tego. Mialam dokladnie to samo po
          smierci ojca. Mama, ktorej swiat sie zawalil wciaz mnie wolala, zebysmy
          sobie "razem poplakaly". A ja nie chcialam...nie moglam, wolalam byc z tym
          sama, albo gadac o tym w nieskonczonosc komus, kogo to nie dotyczylo, kto umial
          wysluchac, kto nie ugial sie pod moim bolem. Zarzucila mi kiedys, ze jestem
          nieczula, kiedy i jej zaproponowalam spotkanie z kims, z kim nie bedzie mogla
          rozdrapywac ran, bo dla mnie takie wspolne plakanie tym wlasnie bylo.
          Leneczko...mam i ja taka swoja kochana Leneczke, ktora pare lat temu stracila
          13 letniego synka. Na szczescie jeszcze przed jego smiercia zdecydowali sie na
          drugie, pozne dziecko i teraz ona ma dla kogo zyc. Jej maz nie uciekl do inej
          kobiety, on nadal jest, ale jakby go nie bylo. Uciekl w prace, robi kariere
          naukowa i jednoczesnie duze pieniadze. I to go trzyma, ale juz nie jest tak jak
          bylo kiedys, nie wielbi jej tak, jak wielbil przed smiercia dziecka. Od czasu
          pogrzebu juz nigdy nie widzialam w jego oczach tego nieustannego zachwytu, gdy
          na nia patrzyl, ktorego tak jej wszystkie kolezanki zazdroscily. Zreszta ona
          sama mowi, ze juz nie jest tak jak kiedys, poswiecila sie pracy naukowej i
          swojej corce, ktora zaczyna wchodzic w okres dojrzewania, wiec juz tez nie
          zawsze i nie wszystko chce robic z mama. A jednak, jak sama mowi, mimo
          wszystkich zaszczytow i tytulow naukowych , to corka jest jej najwiekszym
          sukcesem w zyciu.
          Walcz o corke, Leneczko, miej przyjaciol, nie szukaj zbyt gorliwie milosci, ona
          sama do Ciebie przyjdzie, przekonasz sie. Moze odejscie meza zamknie ten
          niedobry rozdzial w Twoim zyciu? Sprobuj tak na to spojrzec. Badz dzielna
          teraz, po to, zeby pozniej moc sie troche porozpieszczac i zaczac zyc bardziej
          dla siebie, biorac z zycia to, co najlepsze.
          Jestem z Toba
          i.
          • mammaja Re: Życie jak telenowela 06.07.04, 16:48
            To i tak udalo sie z ta adopcja.Normalnie ludzie i po trzy lata czekaja na
            dziecko i sa przeswietlani na dziesiata strone, czy rokuja dobrze jako
            rodzina.Zwlaszcza po takiej tragedii.
            • omeri Re: Życie jak telenowela 06.07.04, 17:04
              Nie ma tego zlego, co by nie wyszło na dobre.
              • omeri Re: Życie jak telenowela 06.07.04, 17:12
                P.S. Pisz powieści, masz talent pisarski.
                • warum Re: Życie jak telenowela- do autorki 06.07.04, 17:36
                  Po przeczytamiu tej historii mam dziwne uczucie splotu niekorzystnych
                  okolicznisci. Calkiem prawdopodobne, bo kleski przychodza stadami, a o sukces
                  trzeba walczyc. Nie odwazylabym sie radzic - walcz o dziecko, bo dziecko to nie
                  majatek, nie jest do podzialu. Zreszta ta szybka adopcja to jakas rekompensata?
                  Dla ukojenia bolu? Tez uwazam,ze za wczesnie, sama piszesz,ze bol po stracie
                  syna jest nadal ogromny. A zakochanie meza? To tez reakcja na kryzys. I jak
                  napisal Fx problem byl juz wczesniej, tylko niezdefiniowany . A smierc syna
                  tylko go obnazyl. Zycze odnalezienia sensu w zyciu. I swiadomosci,ze dziecko,
                  ktore adoptowaliscie nie jest towarem przechodnim. Roznie sie w zyciu uklada,
                  ale ...jak juz sie podjelo decyzje o dziecku to nalezy byc za to
                  odpowiedzialnym. Bez wgledu na to jak zachowa sie maz. Pozdrawiam i... happy
                  endy sie zdarzaja choc nie zawsze tak szybko i jakie sobie wymyslilismy.
              • ewelina10 Re: Życie jak telenowela 06.07.04, 17:19
                Ulkar przeczytałam sobie również wcześniejsze Twoje posty - tyle jest w nich
                Twojej miłości, która wydaje mi się, że powinna pomóc Tobie w tym najcięższym
                okresie. Teraz to już chyba czas musi odegrać tutaj swoją rolę.
                Mogę tylko przyłączyć się do poprzednich wypowiedzi osób, które wcześniej
                napisali Tobie od serca. Pozdrawiam serdecznie.
                • marialudwika Re: Życie jak telenowela 06.07.04, 18:42
                  Twoj post byl wstrzasajacy,czytalam go rano.Dzis myslalam duzo o Tobie i Twojej
                  malej coreczce.Teraz najwazniejsza jest ona,musi zyc wsrod zywych!!Musisz
                  otrzasnac sie,wyjsc z tego dna rozpaczy i dac jej szczesliwe
                  dziecinstwo.Wiem,ze to nie jest latwe,ale ona Ciebie potrzebuje.Moze jakos uda
                  Ci sie tak ulozyc kontakty z mezem by mala jak najmniej na calej sytuacji
                  ucierpila.Serdecznie Ciebie pozdrawiam!!Badz z nami,wyzal sie.To pomaga!
                  ml
                  • antyproton Re: Życie jak telenowela 06.07.04, 23:13
                    To ze maz chce odejsc od Ciebie moge jeszcze zrozumiec.
                    Boi sie przezyc reszte swojego zycia w cieniu tragedi.
                    Ale ze chce zabrac od Ciebie dziecko ktore trzyma Cie przy zyciu -
                    tego nie moge pojac.
                    Nie miesci mi sie to w ludzkich kategoriach .

                    Na pewno jeszcze slonce zaswieci tez dla Ciebie .
                    • iwonnkaa Re: Życie jak telenowela 06.07.04, 23:45
                      Żadne pocieszenia tu nic nie pomogą i tak masz świadomość że wszyscy którzy
                      piszą słowa pociechy jutro zajmą się swoimi sprawami a Ty zostajesz z paskudnym
                      życiem sama , znam to z autopsji.Miałam chwile że rano wstać mi się nie chciało
                      nie miałam celu.........Niby jestem śilna ale ile można i Ty też tak napewna
                      odczuwasz,ja czułam że stoję przy ścianie i ani kroku
                      dalej..............Jesteśmy silniejsze od koni, musimy podołać chociaż
                      chciałoby się już zakrzyknąć basta!!!!!!!!!!111Musisz być silna nie masz po
                      prostu innego wyjścia i tyle, Walcz o córcię a pewnie życie wyprostuje te swoje
                      fałdy przed Tobą i cóż słonko zaświeci................Trzymaj się.musisz dla
                      samej siebie i ..olej chłopa nie podołał. Konflikty są wszędzie ale nie wszyscy
                      dorasstają do codzienności. Trwaj przy córci i pamiętaj o synu a facet niech
                      spada , zobaczysz jak szybko wróci a podkulonym ogonem .Bądż asetrywna trudne
                      to ale czyż mamy inne wyjście Dobranoc Ruda Iwona z czewy
    • ada296 Re: Życie jak telenowela 07.07.04, 00:26
      Ulkar
      znam Cię z innego forum
      widziałam Twojego Synka
      był ślicznym chłopcem
      i pewnie równie śliczna jest Agnieszka
      warto o nią walczyć
      ale do walki potrzeba dużo siły
      więc życzę Ci, żebyś tę siłę znalazła
      byś znalazła życzliwych Ci dobrych ludzi, którzy Ci pomogą
      • maryna04 Re: Walcz o dziecko (?!) 07.07.04, 04:35
        Wiekszosc radzi ci - walcz o dziecko. W praktyce wyglada to tak, ze najpierw w
        sadzie okregowym ( rozwod ?!), a potem jesli bedzie ciag dalszy sprawy dziecka
        w sadzie rodzinnym zniszczycie i znienawidzicie sie do konca. Pierwsze pytanie
        _ czy ma on zamiar sie z toba rozwiesc? Jesli tak, to w sadzie powiesz, ze nie
        wierzysz w trwalosc tamtego zwiazku, ze dziecko potrzebuje obojga rodzicow i
        wierzysz, ze jemu sie odmieni, a ty go kochasz. Nie skarz sie specjalnie na
        niego. A Sad ze wzgledu na dobro dziecka oddali jego wniosek. I niech sie
        wtedy kocha, wyprowadza a ty masz coreczke ze soba. Znam przypadek, ze to bylo
        jednak nie fair ze strony zony, ale rozwod przeciagnela do 12 lat. Napisz, jak
        precyzuje ta walke o dziecko twoj maz.Pamietaj, tak na wszelki wypadek musisz
        teraz swietnie sie "prezentowac", tzn. nie tylko zajmowac sie dobrze
        dzieckiem, ale tez byc pogodna, nie plakac nigdy i nigdzie (panie biegle i sad
        nie lubia placzacych matek), nie denerwowac sie, nie spedzac za duzo godzin w
        pracy, zadnych depresji (co, latwo to napisac, ale sama wiesz, ile czlowiek
        moze. Napisz konkretnie jakie on ma pomysly, Ty ze swej strony milcz i nic mu
        nie podsuwaj. Moze jestem troche cyniczna, ale z takich czy innych wzgledow
        znam temat w realu.
        • maryna04 Re: Walcz o dziecko (?!) 07.07.04, 05:44
          Dopiero teraz rzucilo mi sie w oczy zdanie : on na razie nie chce rozwodu,
          bedzie wychodzil i przychodzil ...itd. Skoro potrafi tak mowic ta znaczy, ze
          czuje sie silniejszy od Ciebie, nie mozesz stac sie ofiara, a w takich
          warunkach nia zostaniesz. Czyje jest mieszkanie i jak duze ? Postaw mu
          warunki, albo zrywa tamta znajomosc i jestescie dalej razem dla dziecka, albo
          rozdzielacie sie, oczywiscie to jest prawdopodobnie w Polsce niemozliwe do
          wykonania. Ale zrozum - nie mozesz zyc na warunkach, ktore ci wtedy
          przedstawil. P.S. Moje wszystkie dzieci sa rude i tez mialy kompleksy. Odezwij
          sie koniecznie!
        • foxal Re: Walcz o dziecko (?!) 07.07.04, 05:58
          Trudno sie nie zgodzic z niektorymi postulatami stawianymi, przez na swoj
          sposob zyczliwych Ci forumowiczow. Jednak mnie sie wydaje, ze przede wszystkim
          nalezy usiasc i spisac wedlug Ciebie najwaznejsze argumenty za i przeciw. W
          poprzednim komentarzu zapomnialem zasugerowac Ci, zebys wszystko co przychodzi
          Ci do glowy spiasala. Nie przejmuj sie, ze to moze zle brzmiec teraz, ale to
          jest najlepsza terapia dla Ciebie i ewentualnego rozwiazania tych uwarunkowan w
          ktorych sie znajdujesz.

          Kazdy kto Ci sugeruje, zeby chlopa zostawic, to pewnie nie uwzglednia Twojej
          obecnej sytuacji i juz z nim przezytych szczesliwych lat, oraz tego, ze Ty
          napewno masz do niego duzo zalu z powodu smierci syna i teraz, ze znalazl sobie
          kogos, kto chetnie go slucha, wspolczuje mu i potrafi go pocieszyc w obecnej
          sytuacji. Wiem, ze to boli, ale trudno zapomniec szczesliwie przezytych chwil,
          ktore trzymaly Was razem, az nastapil ten krytyzcny moment smierci syna.
          Nagromadzony gniew przeslania mozliwosc pomyslnego rozwiazania sytuacji.

          Zastanow sie dlaczego on to zrobil, co go zmusilo do podjecia takiej decyzji i
          czym sie powoduje, ze mowi o zabraniu coreczki. Czyzby ta nowa kobieta
          potrafila obiecac mu stworzenie lepszych warunkow do jej wychowania? Jesli tak
          jest, to on musi wiedziec cos czego Ty nam tu nie mowisz, co bylo przyczyna
          roznicy pogladow na te sama strate syna. W naturze nic sie nie dzieje bez
          przyczyny, w przeszlosci mogly miec miejsce jakies niepozorne wydarzenia
          miedzy wami, ktore zawazyly na takiech a nie innych decyzjach i to nalezy
          przeanalizowac. Zaden sad nigdy nie bedzie wiedzial tak dobrze szczegolow
          rozdzwieku, jak wy obydwoje wiecie,tylko nikt nie chce sie do tego przyznac, bo
          to bylo by nastepna porazka wlasnego zranionego ego.

          Napewno te wszystkie rozwodowe wygrane w sadzie nie wynagrodza Wam obojgu tego
          co mozna osiagnac polubownie, przy odrobinie dobrej woli z obu stron, nie
          mowiac juz o dziecku, ktore niby male, ale wszytko widzi i slyszy i buduje
          sobie wlasny wypaczony swiat, z ktorego pozniej nie bedzie moglo sie wyplatac -
          pomysl o tym rowniez. Straconego dzicinstwa i braku milosci, ze strony obojga
          rodzicow, nikt nie jest w stanie przywrocic a tego rodzju problem nie maleje w
          miare wieku a narasta.

          W zadnym wypadku coreczka nie powinna byc zakladnikiem dla wygrania lub
          przegrania sprawy. Jej los obecny i przyszly nie powinny byc waluta przetargowa
          dla zaspokojenia wlasnego "ego" czyjejkolwiek strony.

          Popytaj samotnych matek, jakie jest zycie po rozwodzie,zakladajac, ze maz jest
          winny obecnie posiadania pary uszu do wyzalania sie i zywej piersi do
          wyplakania sie. Zakladam, ze przed smiercia syna, byl normalnym facetem,
          pracujacym, aby zapewnic swojej rodzinie to, co uwazal za stosowne w danej
          chwili. Jestem przekonany, ze nie zakladal takiego rozwoju sytuacji, w ktorej
          obydwoje straciliscie do siebie zaufanie, chec wyladowania swoich zalow i byc
          moze wzajemny pociag fizyczny znikl, bez ktorego wiekszosc ludzi nie moze sobie
          poradzic w takich sytuacjach.

          Postaraj sie przemyslec caly ten okres i nie poddawaj sie lzom, bo lzy sa tylko
          sila napedowa osobistej rozpaczy, ktora nie prowadzi do pomyslnego rozwiazania
          i poprawy zdrowia psychicznego, bez ktorego nigdy nie bedziesz wstanie
          zauwazyc, ze jutro jest nastepny dzien.
    • ulkar Re: Życie jak telenowela 07.07.04, 12:32
      Na razie nic nie robię. Czekam, myślę. Trochę gram. Powiedziałam mu, że skoro
      tak kocha "niunię", tzn te druga, to nie ma sprawy, bierzemy rozwód i po
      baletach. Ale nibymąż twierdzi, że na rozwód sie nie zgodzi, przynajmniej na
      razie bo musi najpierw spłacić dom. Dom nowy, 50 tys długu jeszcze - rok
      spłaty. W przypadku rozwodu tylko sprzedaz wchodzi w rachbę - nie bedzie w
      stanie mi splacic polowy. Tym bardziej, że firma ktora przynosi dochody jest na
      mnie. Z roznych wzgledow sam nie moglby jej prowadzic. Zreszta ja sama tez nie.
      No i niby kocha corke. Juz sie dowiadywałam, w przypadku rozwodu z jego winy
      realne jest co najmniej ograniczenie mu praw rodzicielskich. Pol roku wczesniej
      oswiadczyl przed sadem, ze zapewni corce normalna rodzine i szczescliwe
      dziecinstwo. Ja poczekam. Zobaczymy co sie bedzie dzialo dalej. Na razie
      Poprawiam sobie humor fryzjerka i tipsami smile Niestety moj nibymąż jest mało
      sprytny. dzisiaj rano zamiast do pracy pojechal do "niuni" ale heheh niestety
      sie wydalo calkiem przypadkiem. Glupia mine bedzie mial dzisiajszego wieczorasmile
      • maryna04 Re: Brawo Ulkar 07.07.04, 23:21
        Widze, ze jestes madra kobieta, tak trzymaj, to on jest w potrzasku. Nic, ale
        to kompletnie nic mu nie ulatwiaj. To on jest w potrzasku, z ktorego nie ma
        jak sie wydostac i ciebie straszy. Prowadz swoje zycie, z malutka, znajomymi,
        badz uprzejma dla niego i naprawde nic mu nie sugeruj. Nie wierz tez w rady,
        zeby porozmawiac, kiedy on przezywa druga mlodosc, to jest jeszcze bardziej
        niedorzeczny niz w pierwszej. Jemu nikt nie radzi, zeby porozmawiac z Toba nie
        w formie straszenia ciebie jak dotychczas, dlaczego to proponuje sie ofiarze,
        zeby usilowala negocjowac? Badz cierpliwa, to nie ty dusisz sie. Napisz
        jeszcze. Po tym twoim poscie wierze, ze wszystko bedzie dobrze tylko nic mu nie
        proponuj. Acha, zycie samotnej kobiety z dzieckiem w calym cywilizowanym
        swiecie nie jest tym czym cie straszy foxal, zwlaszcza jesli jestez energiczna,
        madra niezalezna kobieta. Niech ci nie pisza farmazonow o tym jak to zle bez
        chlopa, (ktory jest taki jak twoj maz?!)
        • sorta Re: Brawo Ulkar 07.07.04, 23:31
          Swieta racja smile)) Własnie tak. Od poczatku mówiłam - bez poddanstwa smile))
          Tez brawo bije smile)
          Dodatkowo zrób sie na wystrzał, dla siebie na wystrzałowa przyszłość smile
      • igwiazdka Re: Życie jak telenowela 07.07.04, 23:46
        Droga ulkar,
        sama wychowuje nastoletnia panne.od siedmiu lat jestem po rozwodzie.I uwazam,ze
        to byla wlasciwa decyzja.Nieprawda jest,ze czuje sie samotna!!!To zupelnie co
        innego.Mam wspaniala corke, realizuje sie zawodowo,mam wielu przyjaciol, szukam
        swojjej drugiej polowy, ale nic na sile!Jesli ktos chce odejsc to nie nalezy go
        na sile zatrzymywac.Jestes wspaniala kobieta, ktora zasluguje by ktos ja
        docenil!Dla siebie jestes najwazniejsza!Nie on wbrew pozorom!Bardzo trzymam za
        Ciebie!Zeby Wam wszystkim sie ulozylo jak najlepiej!
        • kornikuno Re: Życie jak telenowela do Ulkar... 08.07.04, 00:17
          Prosze, przeczytaj posty Foxal/a...przeczytaj uwaznie....
          sa bardzo wywazone, po prostu "zmuszaja" do myslenia..nie tylko o wlasnym
          bolu..samotnosci bycia z tym...ale tez o wielu aspektach zycia z takim wlasnie
          problemem.

          Nic nie dzieje sie bez przyczyny...a przyczyn musimy szukac w nas samych...byz
          ze soba cholernie szczerzy ( bo jezeli nie: to z kim?)

          Tak sie sklada,ze zupelnie przypadkowo kilka dni temu ( moje poczatki na forach
          (!) GW, trafilam na F.Samodzielne..i Macochy...
          Zaintrygowalo mnie spojrzenie (z tak dwoch roznych przeciez punktow widzenia,
          zalezacych od miejsca...siedzenia...

          No, wlasnie...wszyscy patrzymy na sprawy poprzez pryzmat wlasnego
          zycia/doswiadczen etc. I tutaj wlasnie wypowiedz Foxal/a jest ciekawa.

          Pozdrawiam serdecznie
          IzaBella

          • maryna04 Re: Życie jak telenowela do Ulkar... 08.07.04, 02:19
            Ja nawet cie nie prosze Ulkar o cos odwrotnego - a mianowicie zebys nie brala
            pod uwage teksow foxala. Swoj rozum masz. A ja zapytuje dlaczego to ofiara
            nieuczciwego i slabego meza ma szukac w czym nie stanela na wysokosci zadania.
            Przeciez to jest oczywiste dlaczego to sie stalo - jak bardzo wielu innych
            mezczyzn maz Ulkar ma delikatna nature, juz w czasie choroby dziecka odsunal
            sie na bok (i najprawdopodobniej zgodnie z tym co pisze foxal skarzyl sie do
            ucha i wyplakiwal na piersi swojej bogdanki) zostawiajac zone sama w tak
            tragicznej sytuacji, Jak duzo ojcow nie moze patrzec na cierpienia dziecka i
            po prostu zwiewa zostawiajac matki bohaterki o ktorych od czasu do czasu
            napisze jakies czasopismo. Glowa do gory Ulkar, trzymaj go w szachu.
            • foxal Re: Życie jak telenowela do Ulkar... 08.07.04, 03:42
              > Ja nawet cie nie prosze Ulkar o cos odwrotnego - a mianowicie zebys nie
              brala pod uwage teksow foxala.<maryna4

              Z postawy jaka przybralas, musisz miec gleg\boko zakorzeniony zal do mezczyzn,
              ktorego niemozesz sie pozbyc, co jest latwo zrozumiec, ale zeby ten zal
              emanowac dalej, to tak naprawde nie widze zadnego uzasadnienia, jako, ze zycie
              kazdego z nas uklada sie niby tak samo, ale inaczej.

              > Swoj rozum masz. A ja zapytuje dlaczego to ofiara nieuczciwego i slabego
              meza ma szukac w czym nie stanela na wysokosci zadania.<maryna4

              Nikt nie kwestionowal posiadania wlasnego rozumu przez Ulkar. Co dalej jest dla
              mnie nie zrozumiale, to fakt, ze TY (maryna4) zakladasz, ze wina lezy po
              stronie meza Ulkar i nie chcesz przyjac do wiadomosci, ze oni obydwoje znalezli
              sie w takiej sytuacji, bez bezposredniego udzialu jednego z rodzicow - syn mial
              wrodzona wade, z ktorej nie mogl sie wyleczyc. Dzieci sie rodza z wrodzonymi
              wadami nie koniecznie przekazywanymi genetycznie. Nieznane sa losy
              nienarodzonych dzieci a jesli cos sie koms przytrafi to dlaczego obwiniac jedna
              ze stron.

              W obliczu ososbistych tragedii, kazdy osobnik reaguje inaczej niz my bysmy
              sobie tego zyczyli, wiec jesli maz i zona nie cierpieli "unisono" razem, to jak
              mozesz tak apriori twierdzic, ze to jest jego wina, bo byl/jest slaby. Czy nie
              przyszlo Ci do glowy, ze moze Ulkar przedstawia sprawe tak, jak ona to widzi,
              bo maz jest nieobecny i w dodatku podobno znalazl sobie przyjaciolke, co
              oczywiscie stawia go w nie dwuznacznej pozycji krzywdziciela "matki i dziecka".
              Nie chcialabys uslyszec opis tej samej tragedii z pozycji ojca i meza? Byc
              moze, taka drugostronna opowiesc wprowadzila by jakis niepokoj w Twojej
              jednostronnej postawie, skierowanej przeciwko mezowi, ktory na nieszczescie nie
              zabral jeszcze glosu w tej sprawie. A co by bylo jak bys usyszala glos dziecka,
              jak ono teskni za tatusiem - czy taki glos tez bys zignorowala?

              Sprawy nigdy nie sa takie jak pozornie wygladaja, dlatego moje sugestie ida w
              kierunku zidentifikowania bledow przeszlosci, przyjecia odpowiedzialnosci za
              ich skutki i nastepnie poszukiwania rozwiazan. Nie mozna skazywac czlowieka bez
              wysluchania jego glosu w tej sprawie.
              >
              > Przeciez to jest oczywiste dlaczego to sie stalo - jak bardzo wielu innych
              > mezczyzn maz Ulkar ma delikatna nature, juz w czasie choroby dziecka odsunal
              > sie na bok (i najprawdopodobniej zgodnie z tym co pisze foxal skarzyl sie do
              > ucha i wyplakiwal na piersi swojej bogdanki) zostawiajac zone sama w tak
              > tragicznej sytuacji<maryna4

              Tu wlasnie wydalas wyrok bez wysluchania meza - slabego, ale opresora. Nie moza
              porownywac meza Ulkar do reszty mezczyzn, ktorzy nie sprawdzili sie wedlug
              Twojej recepty. Prosze nie zapominac o starym polskim porzekadle: ze widzialy
              galy co braly. Czy to stracilo juz na wartosci bo malzenstwo przezywa kryzys z
              powodu nglej smierci syna? Z Twojej postway wynika, ze juz w czasie choroy
              zarowno matka jak i ojciec powinni ubolewac na losem dziecka w taki sam sposob?
              Przeciez to sa dwie rozne osoby - niby takie same a inne i to im daje naturalne
              prawo reagowac inaczej.

              Jesli chodzi o wprowadzenie trzeciej osoby przez meza, nie koniecznie moze
              wynikac z jego slabosci, a braku dostepu do zony, ktora w swoim smutku, tak sie
              obwarowala murem zalu i nienawisci do meza, ze on nie mial wyjscia tylko
              znalesc sobie kogos zeby sie wyplakac. Byc moze, ze jego znaleziono
              zmaltretowanego sytuacja i jedno cieple slowo, ktore moglo by byc od Ciebie
              zmienilo caly przebieg jego reakcji i dalszych uwarunkowan sytuacji.

              Zawsze najlatwiej jest znalezc winnego, bez zadnego sledztwa, byle szybko, nie
              zwazajac na skutki takpochonej decyzji - tam jest dziecko, ktore powinno byc
              nawieksza troska calego zajscia a nie osobista wygrana jednej ze stron.

              > Jak duzo ojcow nie moze patrzec na cierpienia dziecka i
              > po prostu zwiewa zostawiajac matki bohaterki o ktorych od czasu do czasu
              > napisze jakies czasopismo.< maryna4

              Szkoda,ze nie zauwazylas ile jest ojcow/mezczyzn, walczacych o dobro swoich
              dzieci, bez wzgledu na swoje osobiste zaniedbania - ale o nich naogol prasa jzu
              nie pisze.

              > Glowa do gory Ulkar, trzymaj go w szachu.<maryna4

              Ta sugestia "trzymania go w szachu" jest wyraznie nacechowana raczej zemsta
              zranionej kobiety, niz zrozumieniem potrzeby dobrego rozwiazania uwarunkowan z
              korzyscia dla obu stron a przedewszystkim dziecka.

              Mam nadzieje, ze Ty Maryna4 nie bedziesz lawnikiem lub sedzia w tej sprawie jak
              zajdzie taka potrzeba, i czego nalezaloby uniknac.
              • axsa Re: Życie jak telenowela do Ulkar... 08.07.04, 08:13
                Zgadzam się - jak telenowela.

                Ja nie dam Ci żadnej rady, bo zajrzałam do Twojego albumu
                i wydaje mi się, że zrozumiałam bardzo dużo.
                Nie wiem jak to napisać, żeby Cię Ulkar nie urazić.
                Rozumiem, że chciałaś, żeby miał najpiękniej jak można.
                I prawdopodobnie idąc tak daleko i tylko w tym kierunku,
                nie zauważyłaś,
                że po drodze gubisz inne sprawy,
                bo nie potrafiły, nie umiały, nie dały rady, nie chciały dotrzymać Ci kroku.
                • maryna04 Re: Życie jak telenowela do Ulkar... 08.07.04, 23:58
                  naogol nie ciagne dyskusji, kiedy widac, ze nie ma wspolnego punktu. Jednak
                  sprawa jest szersza niz ten konkretny przypadek dlatego po raz ostatni w tym
                  temacie zabieram glos. Oczywiscie nie ma obowiazku czytac, ani tym bardziej
                  przyznawac mi racje. Autorka watku przedstawila sytuacje, w ktorej nie bardzo
                  widac szanse na ratowanie zwiazku i jej lek polega glownie na tym, ze boi sie,
                  ze straci coreczke. W tym momencie nalezalo sobie zadac pytanie: Jesli dojdzie
                  do walki o dziecko, kto wg ciebie powinien dostac opieke nad nim. W mojej
                  opinii matka - bo 1. dziecko jest jeszcze bardzo malutkie i jest dziewczynka
                  2. W czasie choroby syna to matka wykazala sie wieksza determinacja 3. Dziecko
                  nie potrzebuje nowej mamusi w postaci przyjaciolki meza - ma juz swoja. I w
                  tej kwestii wypowiedzialam sie, a nie ocenialam autorki i jej meza, bo za
                  rodzicow nie moze byc karane dziecko. Jak pisalam pod slowami walka o dziecko
                  kryje sie cos strasznego, dlatego trzeba zrobic wszystko aby jej nie bylo. Moj
                  sposob: nie robic nic. Przeczekiwac jak najdluzej. Oprocz przemocy fizycznej i
                  psychicznej wszystko lepsze niz ciaganie sie po sadach. Jesli juz to nastapi
                  wyciaga sie wszystko, czesto drobiazgi, azeby zaszkodzic drugiej stronie.
                  Dlatego trzeba dbac o swoje ewentualne "Cv" do sadu - co napisalam. Mozna sie
                  zgadzac z tym lub nie, ale uwazalam, ze los juz wystarczajaco skrzywdzil
                  kobiete, ze mozna oszczedzic jej pouczen, nawet jesli uwaza sie je za sluszne,
                  bo one mowia o przeszlosci, a nie co ma robic, zeby utrzymac dziecko.
                  Natomiast foxal zwrocil uwage na to, ze zona nie jest bez winy, bo nie dala
                  wystarczajacego ciepla mezowi, bo zajmowala sie chorym dzieckiem a potem swoim
                  bolem po stracie i nie byla westalka rodzinnego ogniska az musial znalezc
                  pocieszenie gdzie indziej. Czy wogole mozna porownywac to z jego
                  wiarolomstwem? Widocznie mozna, ale we mnie sie zagotowalo, ze znow widze
                  double standart. On moze zdradzac, ale i jej w tym wina bo j. w. Jesli on by
                  napisal ze zajmowal sie dzieckiem a potem byl w ciezkim stanie psychicznym a
                  zona zamiast go ratowac znalazla sobie kochanka to bylaby usprawiedliwiona
                  czy k....? Jesli zona by powiedziala, ze stworzy dziecku lepsze warunki i nie
                  potrzebuje juz ono tatusia, bo przeprowadza sie do kochanka i bedzie pelna
                  rodzina, to byloby dla niej zrozumienie? W drugim poscie Ulkar nie jest juz
                  taka bezbronna, zrobila sobie paznokcie, smieje sie, ze maz pojechal do
                  kochanki i juz nawet cos sie dowiadywala u prawnika (nie chce ja smucic, nie
                  jest tak rozowo jak mysli) i juz nie wzbudza takiego wspolczucia. Nie odpowiada
                  stereotypowi - wydaje sie zdeterminowana kobieta a nie bezbronna ofiara.
                  Nie przedstawiajac danych statystycznych niestety w dalszym ciagu sie upieram,
                  ze ogromna wiekszosc mezow nie wytrzymuje presji psychicznej i zostawia zone z
                  dzieckiem specjalnej troski, jak rowniez to, ze w czasie pielegnacji
                  umierajacej zony mezowie znajduja sobie pocieszycielki i w kilka miesiecy po
                  smierci juz sa na slubnym kobiercu.
                  Dodam, ze jestem sama, ale nie samotna, moj maz umarl. Nigdy nie zastanawialam
                  sie jakim jestesmy malzenstwem, bylismy sobie potrzebni jak powietrze. Dopiero
                  dorosle dzieci, ktore opowiadaja do innych o nas uswiadomily mi, ze oboje
                  wygralismy nasz los na loterii. Zal, ze to odeszlo. Nie bede wyjasniac dlaczego
                  dosyc duzo wiem o sprawach z tego watku.
                  • warum Re: Życie jak telenowela do Ulkar... 09.07.04, 06:56
                    Jak zauwazylas Maryno kazdy ma wlasna ocene sytuacji i wnioski wysnuwa na
                    podstawie wlasnych doswiadczen. Nie ma lepszych i gorszych rad. Bo to wlasne
                    sumienie bedzie podgryzac lub nie, a sad to koniecznosc gdy ludzie walcza i
                    przestaja sluchac. Pozdrawiam, gdybys przeczytala post Fx w innych
                    okolicznosciach / a moze "wsluchala sie" co do tresci/moze i Ty
                    przyznalabys ,ze wiele w nim racji. Zycze wszystkim spokojnego dnia.
                    PS.Zycie - to nie telenowela.
              • ulkar Re: Życie jak telenowela do Ulkar... 09.07.04, 09:01
                bardzo krótko, bo chwilowo nie mam czasu. Foxal - nikt nikogo nie obwinia w
                przypadku smierci naszego syna. Nie mam pretensji o to do mego męża. NIKT nie
                byl winien, Bóg tak chciaqł albo los. Zależy kto wybiera jaką opcję. Więcej, ja
                go nie nienawidzę. Nie umiem nienawidzić, zwyczajnie nie potrafię nienawidzić
                nikogo. Ja mam tylko żal, że wystawia mnie na jeszcze jedną próbe i tym razem
                nie los ślepy a świadomie mój nibymąż - jak go teraz nazywam. Wcale nie
                twierdze, że ja jestem bielusienka jak śnieg a on "idealnie czarny". Widzę
                swoje błędy. Ja widzę, niestety on nie. Cóż, na razie traktuję go jak
                psychicznie chorego, to sie w psychiatrii ponoć nazywa " ostry stan
                ograniczenia świadomości". Co będzie dlaej? Nie wiem. Czas pokaże, jak mawia
                mój przyjaciel, jeśli jedno głupieje- drugie musi być mądre za oboje. To bardzo
                trudne, ale spróbuję. Nie dla niego, nie dla siebie nawet, dla córki. Bo to nie
                jej wina, że miała idiotów rodziców biologicznych, a teraz ma niedorosłych do
                tej roli rodziców adopcyjnych. ONA jest tu najważniejsza. Fakt, mój niby mąż
                jest w potrzasku. Jak dziecku tłumaczę mu co sobie szykuje, jakie przeżycia i
                jakie dylematy nie do rozwiązania. I to, że im dłużej to ciągnie tym bardziej
                krzywdzi wszystkich. Siebie, "niunie", mnie, swoich rodziców , wszystkich. Ale
                cóż "pomroczność jasna" .... A finansowo nie ma szans wyjśc bez szwanku... ot
                i "zagwozdka" smile
                • foxal Re: Życie jak telenowela do Ulkar... 10.07.04, 05:20
                  Sluchajcie mile Panie: Ulkar i Maryna4,

                  Caly moj glos w telenowelowej dyskusji, staralem sie prowadzic po linii
                  znalezienia rozwazania miedzy stronami w sposob polubowny, jako ze, w podobnych
                  sytuacjach nie wszystko jest tak przejrzyste jak nam czytelnikom sie wydaje.
                  Dlatego chyba jedyna moja sugestia a nie rada bylo, abys Ulkar spisala te swoje
                  przezycia, spisala swoje zale, pretensje oraz ewentualnie intencje co
                  chcialabys, aby z tego wyszlo, jako jedyne rozwiazanie. Zawsze mowilem, ze
                  dziecko jest najwazniejsze, co teraz potwierdzasz - > ONA jest tu
                  najważniejsza.<Ulkar, czyli ja nie sugeruje jakichs herezji jako rozwiazanie.

                  > Fakt, mój niby mąż jest w potrzasku. Jak dziecku tłumaczę mu co sobie
                  szykuje, jakie przeżycia i jakie dylematy nie do rozwiązania. I to, że im
                  dłużej to ciągnie tym bardziej krzywdzi wszystkich. Siebie, "niunie", mnie,
                  swoich rodziców , wszystkich. Ale cóż "pomroczność jasna" .... A finansowo nie
                  ma szans wyjśc bez szwanku... ot i "zagwozdka" smile <Ulkar

                  Z powyzszymi konkluzjami, zgadzam sie w zupelnosci. Dodam, ze on prawdopodonie,
                  nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji swojego wyboru, dlatego sugerowalem, aby
                  znalezc wspolna plaszczyzne porozumienia i to polubownie, bo sady to
                  napewno "orzekna", ale nie naprawia i nie wynagordza krzywd zadnemu z Was.

                  Jesli np Marynie 4 po tak krotkim opisie sytuacji, latwo przechodzic do rad na
                  podstawie swoich obserwacji, to ja staralem sie naprowadzic strony(e) na
                  spojrzenie wstecz i wyszukanie dobrej strony tego ukladu, bo trudno uwierzyc,
                  ze od samego poczatku malzenstwa byly tylko same zle sytuacje.

                  Historycznie jest dowiedzione, ze kobiety przy wyborze partnera z wadami
                  charakteru lub jego brakiem, uwazaja, ze taki facet da sie wychowac, naprawic i
                  wszystko po slubie bedzie OK. Dosiadczenia nas pouczaja, ze tak nie jest i nie
                  jest latwo znalezc wysjcie z tej blednej decyzji. Byc moze Ulkar przedstawia
                  nam taki przyklad.

                  Ulkar natomiast jest rowniez w slepym zaulku, bo nie chce sie pogodzic ze
                  status quo, ale jednoczesnie musi podjac taka czy inna decyzje, bo zycie w
                  niepewnosci i ciaglym zawieszeniu jest nie do wytrzymania na dlugo mete.

                  Z ostatniego Ulkar listu dowiadujemy sie, ze "niby maz" nie chce wysluchac rad
                  swojej "niby zony" i brnie dalej, by sie nie poddac w obawie przed nie rozowa
                  przyszloscia. Jesli to co piszesz o jego postawie, to ta jego "niunia"
                  zdecydowanie usiluje upiec swoja pieczen jego i Twoim kosztem, nie mowiac mu,
                  ze on (ten maz) i tak za wszystko zaplaci.

                  Powodzenia i cierpliwosci w rozwiazaniu tego rebusu.
                  • ulkar Re: Życie jak telenowela do Ulkar... 10.07.04, 09:14
                    Znowu w trzech zdaniach. ech ten czas .... goni i zatrzymac się nie aje na
                    chwilkę choćby na forumsmile Ja mam psychikę Tytana (nie wiem czy to dobre
                    porównanie). Przeżyłam takie tragedie, że obecny stan mego "niby męża" nie jest
                    dla mnie tragedią, jest kamyczkiem dorzuconym przez niego świadomie do mojej
                    górki stresów. Niezależnie od rozwoju wypadków "Leniuńka sobie poradzi", a
                    on ... cóż, albo przejrzy na oczęta, albo się zagrzebie. Nie powiem, że to miła
                    sytuacja i że mnie nie rusza, ale ja już to przemyślałam. Nie umiem być wrogiem
                    niczyim, a tym bardziej faceta (chociaż nadal twierdzę, że bez sumienia) z
                    którym przezyłąm w lepszy lub gorszy sposób niemal połowę swojego życia. Ja
                    sobie poradzę, tylko "niuńki" trochę mi żal. Funduje sobie , niezależnie od
                    rozwoju sytuacji traumatyczną przyszłość. Jeśli "ukochany" zostanie z rodziną,
                    mimo, że ona taka dobra i w imieniu MOJEJ córki (to jest dopiero blues) daje mu
                    karteczkę na dzien ojca, to panna ma traumatyczne przeżycie. (tak na marginesie
                    to wcześniej tatuś dostał kartkę z "rysunkiem" od córki i jej matki- czyli
                    mnie). Jeśli "ukochany" zwiąże się z nią na stałe to też lekko jej nie bedzie,
                    bo w porównaniu do niego jest nikim, bez wykształcenia i pozycji zawodowej i
                    społecznej. A facet jest apodyktyczny i przeżyuje z nim jako tako tyko silna
                    kobieca oaobowośc. No chyba, że rola "podnóżka" pannie będzie pasowała do konca
                    życia. Heh... ot historia, brazylijska telenowela smile
                    • iwonnkaa Re: Życie jak telenowela do Ulkar... 10.07.04, 10:02
                      Witaj Tytanie , toteż pisałam że z podkulonym ogonem wróci. Ma swoje nawyki i
                      upodobania a pannica niekoniecznie to wytrzyma i tyle na ten temat.My po tylu
                      latach to już o tym Wiemy ale te nowe NIE.Niech SPRÓBUJĄ . Trzymaj się jesteśmy
                      z Tobą . Ruda
                    • axsa Jeśli do telenoweli.... 10.07.04, 12:44
                      ... do tego brazylijskiej porównujesz swoje przypadki i przeżycia to zaczynam
                      się zastanawiać jaki Ty masz stosunek do siebie. Bo jeśli silna, zorientowana i
                      zdecydowana, a do tego "tytaniczna" jesteś to ta telenowela jakos tak tu nie
                      pasuje.

                      Wiem, że sytuacja się jakoś rozwiąże, a nawet myślę, że dla Ciebie pomyślnie.

                      Ja nie mam takich doświadczeń, dlatego pewnie myślę, że na takiego wracajacego
                      z podkulonym ogonem, to nawet pies z kulawą nogą nie spojrzy, więc mnie też by
                      nie zainteresował. I to wcale nie znaczy, że takie psy są dla mnie wyrocznią.
                      • instant Re: Jeśli do telenoweli.... 10.07.04, 13:14
                        Wsrod tych wszystkich rad, prognoz i spekulacji zabraklo mi odpowiedzi Lenki na
                        jedno, podstawowe pytanie: czy chcialaby, aby maz zerwal z panienka i wrocil na
                        lono rodziny, czy kocha go jeszcze i mimo wszystko jest gotowa z nim pozostac,
                        czy tez nie?
                        Pytam, bo z zadnego Jej postu jasno to nie wynika.
                        • ulkar Re: Jeśli do telenoweli.... 12.07.04, 10:24
                          Instant - nie wynika, bo ja sama nie wiem. Mimo, iż mówię, że psychikę mam
                          Tytana, to nie znaczy, że nie mam żadnych emocji dotyczących sytuacji. mam,
                          całe mnóstwo. Raz wydaje mi się, że najlepiej jak najszybciej to to zakończyć,
                          niech idzie w szmaty , bo ja chcę spokojnie żyć. Innym razem wydaje mi się, że
                          córce najlepiej jest w pełnej rodzinie a mój nibymąż "owidzi" z czasem,
                          ochłonie i życie dalej potoczy się spokojnie. Nic specjalnego nie robię, bo
                          sama na razie nie wiem czego tak naprawdę chcę. Wiem tylko, że chce spokojnie
                          wychowywać moją córeczkę, której oboje obiecywaliśmy szczęśliwe dzieciństwo.
                          Najzabawniejsze jest to, że mimo nienormalnej sytuacji umiemy MY (ja i nibymąż)
                          usiąśc wieczorem i wspólnie pracować, rozmawiać o pracy, dniu codziennym, lelku
                          kozodoju, nszej córce i ... o naszej chorej sytuacji oraz "niuni" . Wychodząc z
                          domu cmokamy się w policzki, nie ... inaczej on mnie cmoka w policzek. Gra dla
                          świetego spokoju? Heh .. chore to wszystko ....
                          • iwonnkaa Re: Jeśli do telenoweli.... 12.07.04, 15:19
                            Witaj myślę ze otorbiłaś się obojętnością, tak czasem też mam i rozumiem co
                            czujesz lub czego nie czujesz!!!!!!!Człowiek sam siebie chwilami nie rozumie ,
                            widać to trzeba przejść jak świnkę i ząbkowanie.Ale myślę że zmęczysz się tą
                            grą a i mała wyczuje fałsz, to kwestia czasu. Wybacz że to dodam od siebie ale
                            nie wybaczyłabym zdrady uczuciowej bo wyro to może i przełknęłabym.Nic tak nie
                            boli jak zdeptane uczucie i nie ma możliwości tego zapomnieć tym bardziej że
                            strach czy znów nie zadurzy się ????????Porozmawiaj sama ze sobą , napisz na
                            kartce za i przeciw i bądż szczera do bólu , zobaczysz co Ci wyjdzie.Pozdrawiam
                            Ruda
    • ulkar Re: Życie jak telenowela 10.09.04, 10:47
      Mogłabym napisac co się dzieje dalej .... ale chyba jeszcze sama do końca nie
      wiem. Nie ufam... nikomu. Heh... ma to coś z obsesji.. aż sama sie dzieiwe , że
      on to znosi ...
      • no_no Re: Życie jak telenowela 10.09.04, 11:26
        Przygnębiająca ta telenowela...
        Najbardziej żal mi w niej
        Twojej "córeczki"...

        Leno, odszukaj wszystkie barwy życia,
        naucz się z nimi żyć na nowo.
        Czy zauważasz, że świeci słońce?

        No - też Podlasiaksmile
        • no_no Re: Życie jak telenowela - Smugi i promień 10.09.04, 12:22
          Jesteś za blisko
          za naocznie jesteś
          żebym cię mogła zobaczyć raz wtóry.

          Oto liść jeden przybył
          w naszym drzewie
          a nie wiem - który.

          Tak zacieramy się. Im bliżej siebie
          jesteśmy dalsi wciąż
          do zobaczenia.

          Zbyt odsłonięte mamy twarze.
          Przecież coś pozostało w nich
          do odgadnienia.

          Zatem jedź wyjedź i bądź mi z powrotem
          bowiem gdzie oczy za blisko są oczom
          błogosławiony rozjazd - i powroty.

          A tak się właśnie do obrazu
          wygląda
          cofając kroki.

          Urszula Kozioł
          • ulkar Re: Życie jak telenowela - Smugi i promień 10.09.04, 14:00
            Nie wiem tylko, dlaczego córeczki, było w cudzysłowie, ona jest moją córką bez
            cudzysłowu, po prostu JEST ... kochana, najważniejsza, najmilsza i Ona i
            Tomek ...reszta.... niech ją diabli wezmą ... tylko jakoś nie chcą jej nawet
            one .......
            • no_no Re: Życie jak telenowela - Smugi i promień 10.09.04, 14:18
              Chciałbym, by Twoja córeczka stała się najważniejsza w Twoim życiu.
              Ale póki co, tak nie jest. Twoje myśli tylko błądzą wokół niej.
              Co do resztysmile Jeśli nie chcą jej wziąć diabły,
              może przygarną ją dobre anioły...

              Pozdrawiam Cię moja rodaczko. Twój i mój ród z tej samej,
              podlaskiej ziemi...

              No - uśmiech proszęsmile
    • jowoj Re: Życie jak telenowela 10.09.04, 14:42
      Witaj Ulkar.Twój list przeczytałem juz z samego rana.Później wsiadłem na rower,
      pojechałem do lasu aby go przemyśleć. I ja, prześmiewca forumowy
      Stańczyk (oby nie Ostrózka -następca Stańczyka) powiem tak. Starannie wczytałem
      sie w głosy Pań, i :
      Twój mąż okazał sie zwykłym tchórzem.Tak tchórzem, i podlecem. Przepraszam za
      mocne słowa. W tym przypadku nie chodzi o psychiczne dywagacje. On po prostu
      uciekł od odpowiedzialności. Śmierć dziecka jest straszliwa traumą. Ale teraz
      pozostała Matka tego dziecka i drugie dziecko. A on sie ZAKOCHAŁ! Wybacz, ale
      ten człowiek nie zna znaczenia tego słowa. Goń go jak najdalej od siebie.
      Będzie bolało. Będzie bolało jak cholera. Ale każdy ból ma to do siebie, że
      mija. Facet okazał się szmaciarzem bez krzty męskości. Bo meskość to nie tylko
      cochones. Przede wszystkim ODPOWIEDZIALNOŚĆ. Zostawia Cie w momencie krytycznym.
      A moze dla Ciebie lepiej, ze własnie teraz? Juz wiesz, że na niego nie możesz
      liczyć. Piszesz, ze Tytan jesteś. Wierzę. Pogoń gumisia,i nawet jak go wywali
      Twoja następczyni, a wywali na pewno, to nie przyjmuj go. Bo znowu rozdrapiesz
      rany, a on i tak kiedyś odejdzie do następnej. BO TO SŁABY CZŁOWIEK JEST. A Ty
      słonko (przepraszam, ale wiek mnie upoważnia wink)walcz o siebie a nie o
      rozterki faceta. On już teraz zawsze bedzie rozterkowy. Będzie przeżywał dramat
      na tle osnuty. Do sądu z nim, alimenty wysokie, podnoszone co dwa miesiące. Ty
      masz PRAWDZIWE KŁOPOTY. Spowoduj aby on miał jeszcze większe. DIXI
      A teraz mnie ukamienujcie wink
      ==============
      Jeżeli mijasz się z prawdą - przynajmniej się jej ukłoń...
      • ulkar Re: Życie jak telenowela 10.09.04, 14:52
        Jo ..... pokomplikowało się ... Już nie zostawia... panna najwyraźniej już mu
        kopa dała. Że tchórz i łajdak to ja wiem nie od dzisiaj. Jednego mi się tylko
        nie chce przerabiać. Chandryczenia się o majątek sad Wzdrygam sie. sad Też jestem
        tchórz jak widać. Sorry ... dupa, dupa to wszystko i tyla. Chcę z Agnisią na
        wycieeczkę na rower !! Ale to dopiero za roksmile Kupie jej siodełko dla dzieci i
        będziemy śmigać sobie we dwie smile
        A w sprawie rzeczonego gumisia ( mmm... zbyt fajne określenie) to jak na razie,
        wyprowadziłam pana na góre, odłączyłam wszelakie serwisy, zabrałam swoje
        pieniądze i ustalone samowolnie (hehe) alimenty na maluszka. Pierwszy raz od 19
        lat sama rządzę swoimi pieniędzmi i podoba mi sie to jak choolera ! smile
        • jowoj Re: Życie jak telenowela 10.09.04, 14:59
          Buźka słonko!!!!!!!!
          Tak trzymaj. Moje prawdy nie z książek, a z życia.
          Taką Cie chcę widzieć! Głowa do góry, bo masz prawo ją tak nosić. TY masz to
          prawo. W imieniu większości mężczyzn odbieram prawo noszenia głowy do góry
          gumisiowiwink)
          Jesteś tak dzielna, że niech Cię diabli. A gumisia nie dopuszczaj do SIEBIE na
          odległość strzału z pistoletu. Mam w sobie gorącą krew ukraińską. Więc moze
          stąd mój brak manier w poprzednim liście.
          Jakby co, to ja tu jestem on line. smile)
          • ulkar Re: Życie jak telenowela 13.09.04, 09:59
            Heh ... szczególnie podobało mi sie to "jakby co" smile pozdrawiam. I miło
            wiedzieć, że tu jakowiś krajanie (można to tak określić?) bywają smile
            A tak na marginesie ....
            foto.onet.pl/albumy/album.html?id=22823&q=Taki%20był&k=2
            • jowoj Re: Życie jak telenowela 13.09.04, 10:03
              Witaj Ulkar. Jak toczy sie Telenowela? Są jakieś zmiany? Oczywiście dopuszczam
              tylko opcję in pluswink))))))))
            • jowoj Re: Życie jak telenowela 13.09.04, 10:08
              Dopiero w tej chwili wszedłem na stronę albumową. Dopóki żyje w Twojej
              pamięci...
              • ulkar Re: Życie jak telenowela 13.09.04, 10:37
                smile Jo ...... tylko co to znaczy "in plus"? Bo ja sama nie jestem w stanie
                określić smile Nic się specjalnie nie dzieje, a może inaczej. Nie wszystko się
                nadaje na forumsmile Na razie odwiedzam "ukochaną" smile Ot tak jakoś sobie lubię z
                nia pogadać smile bardzo ciekawy przypadek psychologiczny....
                • jowoj Re: Życie jak telenowela 13.09.04, 10:41
                  Miałem nadzieję, ze sprawa potoczyła sie ku dobremu, ale widzę, że na zachodzie
                  bez zmian. Psychologiczny? Raczej klinicznywink)
                  • maryna04 Re: Życie jak telenowela 13.09.04, 14:45
                    Nigdy, przenigdy nie wolno napisac o twojej coreczce w cudzyslowiu. Ona jest
                    Twoja corka, nie wiem czy dziecku, ktore zaufalo ci pokochalo cie byloby milo,
                    ze niektorzy uwazaja, ze jestes jej tylko "mamusia". Mam nadzieje, ze ten
                    pojedynczy glos, ktory wyrokuje, ze jest ona tylko "coreczka" nie reprezentuje
                    wiekszosci opinii.
    • mede4 Re: Życie jak telenowela 13.09.04, 18:56
      Droga Ulkar! Kilak luźnych refleksji:
      1.sama piszesz,ze nigdy nei było między Wami prawdziwego porozumienai a ono
      jest sola dobrego partnerstwa zatem pozegnaj go bez bólu!!
      2nie sądzisz,ę on jeszcze raz chce miec własne dziecko i ze to jakis ukryty
      bunt przeciw waszej adoptowanej dziewczynce? tak to ajkoś odczytuje z jego
      zachowania , tym bardziej,ze popelnai swoisty mezalians.
      3.ulituj sie nad nim , po prostu kazde z Was wybralo inny sposob walki z tym
      strasnym bolem jaki Was spotkal.Pozdrawiam serdecznie.
    • ulkar Re: Życie jak telenowela 20.09.04, 09:49
      Dopiero teraz zaczęłam się zastanawiać, kim, czy też jaka musi być kobieta,
      która znając sytuacje, wiedząc, że zmarło nam dziecko, że teraz jest
      malusieńkie drugie, adoptowane, wpuszcza faceta do swojego łóżka? po trupach?
      nieważnie jaki byle był? Czy zastanowiła sie kogo wpuszcza? Kim musi być taki
      gość, który w ten sposób traktuje swoją obolałą po tragediach rodzinę? A może
      to dzisiaj norma? Tylko ja o niej nie wiem? Hmm.... kim ONA jest? .......
      • jamajka10 Re: Życie jak telenowela 20.09.04, 10:11
        Litościwa, myślę że litościwa.Są na to schematy. On przeżył tragedię,traumę, a
        żona go nie rozumie.On ma delikatną psychikę, jest zdruzgotany,a ona..?Bardzo
        Cię proszę, nie rozważaj jej motywów, po co Ci to?
        • ulkar Re: Życie jak telenowela 20.09.04, 10:18
          Litościwa? To znaczy można dokopac dziecku nie wspominając o mnie? Litościwa?
          Hmm... pewnie mam inny punkt widzenia ....
          • jamajka10 Re: Życie jak telenowela 20.09.04, 10:24
            Ulkar, jesteś rozsądna i mądra, nie wiem, czy umiałabym w podobnej sytuacji.
            Ale teraz sama się pogrążasz. "Normalność" jest poza tym układem.
          • ewelina10 Re: Życie jak telenowela 20.09.04, 10:32
            Ona:
            A co mnie jego osobiste sprawy obchodzą. Jego życie, jego sprawy. Czy Tą, która
            mi odebrała wcześniej "Mojego" obchodził mój los ?
            Odszedł od niej, widocznie była nieodpowiednia w łóżku.

            Tak nam odpowiedziała na naszym babskim spotkaniu nasza przyjaciółka, która
            miała "rolę" tej drugiej czyt. kolejnej.
            Młodsze panie, pełniące rolę tej następnej potrafią odpowiedzieć jeszcze
            dosadniej.
            Szkoda mi dzieci, których rodzice podejmują nieprzemyślane decyzje.
            Nie lubię komukolwiek w tych sprawach radzić, ale uważam, że powinnaś bardziej
            skoncentrować się na tej małej istotce.
            • ulkar Re: Życie jak telenowela 20.09.04, 10:35
              EW... tu nie miejsce dla Agnieszki. Ona ma swoje miejsce w moim sercu i mojej
              realności. Cóż... pisanie o swoich sprawach na takim forum, zawsze niesie ze
              sobą ryzyko niezrozumienia. punkt widzenia zależy od punkyu siedzenia. może
              takie zachowanie starzejącej sie panienki jaką jest była kochanica mego męża
              jest normalny. Być może ... nic i nikt sie nie liczy smile Takie życie smile
              • jowoj Re: Życie jak telenowela 20.09.04, 11:00
                Wart Pac pałaca, a pałac Paca. to podsumowanie Twojego osobistego i jego
                panienki (podstarzałej)
                • ulkar Re: Życie jak telenowela 20.09.04, 11:05
                  Jo smile do tegom doszła już dawno smile Dokładnie tak sobie myslę. Hmm... ciekawe
                  ile kosztuje bilet na podróż w kosmos? W jedną stronę smile))))))
                  Wiem wiem.. sama sobie wydaję świadectwo (jak tu ktoś napisał), ale ciśnie mi
                  się na palce jedno określenie ... smile Nie napiszę bo niegodne by było...heh
                  • ewelina10 Re: Życie jak telenowela 20.09.04, 11:17
                    Ulkar ja Ciebie rozumiem, chociaż nie siedzę na Twoim miejscu.
                    Większość czasu przebywam w towarzystwie mężczyzn, pracuję z nimi i słyszę o
                    czym oni rozmawiają.
                    Wierz mi, części z nich nigdy nie uda się tego zrozumieć. Dlatego uważam, że to
                    strata czasu.
                    • ulkar Re: Życie jak telenowela 20.09.04, 11:27
                      EW smile Cóż, to mamy chyba podobne zajęcia. Hmmm... inne za to odczucia. Zresztą,
                      co innego kolega a co innego mąż smile Z tym, że teraz nie o facetach, mężach
                      itp ... teraz chciałam o kobietach ... kochankach ... kim są, kim chcą być ...
                      Chociaż może to nie jest temat na to forum .. smile
                      • ewelina10 Re: Życie jak telenowela 20.09.04, 11:41
                        ulkar napisała:
                        > ... teraz chciałam o kobietach ... kochankach ... kim są, kim chcą być ...

                        Kim są, kim chcą być ...
                        Przypuszczam, że nie różnią sie od nas smile Zapewne "zadra" jakowaś też w nich
                        pozostaje ... nie da się chyba tak "zamknąć" spędzonych lat w poprzednim
                        związku.
                        Mężczyzna po przejściach, kobieta z przeszłością ... sama też chętnie bym się
                        dowiedziała....
                        Pozdrawiam
                        • ulkar Re: Życie jak telenowela 20.09.04, 11:45
                          Eeeeeee EW .. o parę lat młodsza ode mnie kobita po 30... bez przeszłości,
                          przynajmniej oficjalnej, wcześniej podobnie, zonaty facet z którym nic sie w
                          koncu nie udało, i teraz (chociaż chyba też już nie i bez sukcesu) .. mój niby
                          mąż .. heh ... na coś chyba liczyła... nie?
                          • jowoj Re: Życie jak telenowela 20.09.04, 11:46
                            Kobieta bez przeszłości liczyła na przyszłość wink)
                            • ulkar Re: Życie jak telenowela 20.09.04, 11:52
                              Jo .... a tak poważniej i odcinając się od faktu, że sprawa dotyczy mnie.. To
                              na jaką przyszłość? Z kim? W jakiej sytuacji? Heh ...
                              • jowoj Re: Życie jak telenowela 20.09.04, 11:55
                                Nigdy nie starałem się zrozumieć kobiet. Je mozna tylko kochaćwink
                                p.s. Nie znam uwarunkowań które doprowadziły tamtą panią do takiego kroku.
                  • jowoj Re: Życie jak telenowela 20.09.04, 11:25
                    To Ci podpowiem. Paszoł won skatinawink)
                    Ja tam mogę tak powiedzieć. Po pierwsze primo, żem chłop. Po drugie primo, żem
                    chłop nieskomplikowany
                    • ulkar Re: Życie jak telenowela 20.09.04, 11:56
                      Określenie "skatina" bardzo mi pasi smile I takie znajome jakieś smile smile
                      • maryna04 Re: Życie jak telenowela 20.09.04, 21:32
                        Ulkar, absolutnie nie bronie tej kobiety, ale jej wina jest nieporownanie
                        mniejsza niz twojego meza. Ona jak sama powiedzialas, chce miec wrescie tez
                        swojego faceta, swoje zycie. Piszesz: czego ona oczekiwala wiedzac to i to i
                        tamto, ale rowniez piszesz, ze jest to wiecej szara myszka, ktorej sie nie
                        udalo zrealizowac jako kobieta, a nie urodzona uwodzicielka. Jest jakies
                        uzasadnienie tego jej niemoralnego postepowania. Natomiast twoj maz mial
                        rodzine dziecko, zone, wspolne straszliwe przezycia, wspolna nowa radosc i
                        prace, on tez wiedzial to i to i wiele innego i jego nic nie usprawiedliwia. A
                        on co oczekiwal, mial wszystko co ona dopiero mogla oczekiwac. Czy wiesz kto od
                        kogo odszedl i kto kogo wczesniej uwiodl. Nieraz mowia matki: to koledzy
                        sprowadzili mojego syna zla droge, nie probuj sobie tlumaczyc, ze to zla
                        kobieta sprowadzila twojego meza na taka droge. Mysle, ze sama nie wiesz co
                        dalej, jak zwykle w trudnych chwilach wszystko jest poplatane. Nie spiesz sie,
                        idz do dobrej, ale naprawde dobrej terapeutki. Znam rewelacyjna terapeutke -
                        kobiete w Warszawie, spoza grupy "slynnych" kolesiow.
                        • ulkar Re: Życie jak telenowela 22.09.04, 10:01
                          Ależ ja nie szukam mu usprawiedliwienia smile Zastanawiam się tylko, kim musi byc
                          taka kobita ... tak bardzo niedowartościowana, że weźmie wszystko? tak
                          zdesperowana, że nic nie ma znaczenia oprócz "portek" ... Tak bez sumienia i
                          głucha na wszystko? Wiesz dlaczego pytam? bo zemsta słodka jest ... a ja bywam
                          mściwa smile dostając coś dobrego oddam podwójnie, dostając zło oddam
                          pięciokrotnie ... ot taka swołocz ze mnie heh
                        • ulkar Re: Życie jak telenowela 22.09.04, 10:02
                          Maryna ... nie potrzebuje terapeutki ... to wydarzenie, to tylko wydarzenie i
                          nie pojmuję go w kategoriach tragedii. Moja życiowa tragedia już się zdarzyła.
                          Tomek miałby dokładnie dzisiaj 16 urodziny ... miałby ...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka