sowca
25.02.12, 23:23
Dziwny może ten wątek, ale nie bardzo wiedziałam, jak go zatytułować. Chodzi mi o to, że dla mnie - a widzę, że i dla wielu z Was! - książki Agathy stanowią jednak jakąśtam cząstkę życia. Ja w ogóle jestem przywiązana emocjonalnie do moich książek, ale Agathę uwielbiam szczególnie, jej książki czytam nałogowo i już po prostu wrosła w moją codzienność... I tak sobie ten wątek utworzyłam, żeby móc się gdzieś uzewnętrznić i przypomnieć sobie drobiazgi z mojego życia, ściśle związane z kryminałami mojej ukochanej autorki.
Na przykład moje pierwsze zetknięcie z Agathą to dość zabawna historia. Byłam wtedy w wieku bardzo wczesnoszkolnym, moja siostra, dużo ode mnie starsza, pracowała wtedy w szkole wieczorowej, a dnie spędzała w domu ze swoim małym synkiem. I wtedy zaczęła czytać Christie, zresztą nie tylko po polsku, również w oryginale i po niemiecku. Bardzo je wtedy przeżywała, co bardziej smakowite historie nawet mi opowiadała (z reguły starając się nie spoilerować, chyba, że bardzo ją błagałam). Pamiętam, że szczególne wrażenie wywarło na niej "Zwierciadło pęka w odłamków stos". Ja sama fascynowałam się tytułami, wydawały mi bardzo zagadkowe, ale bałam się po prostu książki przeczytać - dziwiłam się nawet, że moja siostra nie boi się potem spać sama w pokoju! Pamiętam też do dzisiaj, jak pewnego razu moja siostrunia musiała już koniecznie szykować się do pracy, a tu nie zdołała skończyć "4:50 z Paddington", zostało jej jeszcze parę stron, na które jednak absolutnie nie miała czasu! Ubłagała mnie wtedy, żebym czytała jej na głos, podczas gdy ona będzie szykowała się do wyjścia. Pamiętam, że stałam nad nią jak kat nad dobrą duszą, z książką w ręku, kiedy ona myła i układała włosy, ubierała się i robiła sobie makijaż... I faktycznie, zdążyła poznać nazwisko mordercy!
Inna zabawna historyjka przytrafiła mi się parę lat później, kiedy byłam nad morzem z rodzicami. W miasteczku było stoisko taniej książki, kryminały Agathy sprzedawano tam po dziesięć złotych i udało mi się nabyć "Zerwane zaręczyny" (zresztą do dzisiaj bardzo lubiana przeze mnie powieść). Czytałam ją z ogromnym przejęciem, szczególnie sceny z rozprawy sądowej... i w pewnym momencie mama przyniosła mi kolacją. Podniosłam oczy znad książki i ujrzałam trzy kanapki z pastą rybną ze słoiczka! Mało trupem nie padłam na sam widok i w pierwszym momencie nie chciałam ich jeść, przekonana święcie, że pasta rybna napchana jest trucizną! Potem w końcu zjadłam :P
Też macie jakieś zabawne, drobne historyjki związane z Agathą?