Dodaj do ulubionych

Pora przypływu

19.09.06, 19:38
Właśnie przed chwilą obejrzałam kolejny odcinek z Poirot. Nie jestem
zwolenniczką zmian, a w tym filmie jest ich sporo. Niestety, dla mnie ta
ekranizacja jest kiepska. Aktorzy są wyjątkowo niedobrani, jedynie aktorka
grająca Lynn jest ok. Tak czekałam na ten odcinek i bardzo się rozczarowałam.
Jestem ciekawa Waszego zdania.

Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • escott Re: Pora przypływu 20.09.06, 12:46
      Hm, ja zaczęłam i po pół godzinie postanowiłam przełożyć oglądanie na dzisiaj.
      Te nowe ekranizacje jakoś mi się dłużą - a już najgorsze były dla mnie świnki,
      przez które ledwo przebrnęłam... Nic to, dzisiaj drugie podejście.
    • tgosia44 Re: Pora przypływu-spoilerek 20.09.06, 15:18
      no mnie też rozczarowała ekranizacja... a najbardziej Rosaleen :-( zmiany w
      treści, delikatnie mówiąc, niepotrzebne... wszyscy jacyś niesymatyczni się
      zrobili... Psychopata David, niepotrzebny, obrzydliwy wątek z telefonami do R.,
      a David w chustce- co to miało być?!
      • tom_beresford Coraz gorzej 20.09.06, 20:50
        Widzę, że ta najnowsza seria zaczyna sięgać poziomu podłogi. Nie dość, że
        twórcy pozmieniali bardzo dużo i to najczęściej na niekorzyść filmu, to jeszcze
        nie oddają klimatu panującego w kryminałach.
        "Pora przypływu" to bardzo fajna powieść, może nie najlepsza, ale podoba mi się
        jej treść i wątki. Natomiast film jest kiepski, zupełnie jakby chcieli
        sparodiować Agathę Christie. Nie do przyjęcia.
        • ladyhawke12 Re: Coraz gorzej 21.09.06, 07:55
          A ja poza tym wszytkim , bylam rozczarowana mieszkaniem i kamerdynerem, to nie
          to, nie to.
        • escott Re: Coraz gorzej 22.09.06, 01:50
          Film taki sobie, chociaż dla mnie dnem były "Świnki...", a teraz przechodzimy
          etap "odbijania się". Podobał mi się mroczny klimat i surowy, przejęty Poirot -
          przypomniałam sobie jeden z najulubieńszych moich Suchetów czyli "Ackroyda".
          Zmiany trochę dziwne. (UWAGA MAŁE SPOILERY będą ;)


          Za nic nie pojmuję, dlaczego z Davida Huntera zrobili takiego opryskliwego,
          odstręczającego gbura. Aktor też przeszarżował. Nie mam również pojęcia, na co,
          po co i dlaczego ten dziki namiętny romans z Lynn... A już historia z blizną -
          chyba komuś zabrakło odrobiny dystansu. Prawdę mówiąc, cały flashback w finale
          balansuje na krawędzi farsy. O absurdalnym numerze z zapalniczką (chyba
          zaopatrzoną w jakieś łącze na podczerwień?) nawet, z litości, nie wspomnę...;)
          • ancza7 Re: Coraz gorzej 22.09.06, 09:14
            Były takie historie,na które narzekacie: i zapalniczka i szminka i chustka i
            dziwne telefony - ale to wszystko w innym kontekście, z wyczuciem i w agatkowym
            klimacie. Niby zgadza się, David BYŁ psychopatyczny (dlatego zresztą Lynn się w
            nim zadurzyła), namiętność też BYŁA. Początkowo, na przekór Waszych narzekaniom
            i mimo oczywistej bzdury z wybuchem oglądało mi się to nieźle. Najtragiczniejsze
            jest zakończenie. Nie chcę spoilerować, ale autorzy filmu chcieli może być
            poprawni politycznie i podjęli aktualnie dyskutowany temat. Może dlatego Poirot
            był też do siebie niepodobny, jakiś agresywny i paskudny. Dno faktycznie. A
            George! zgadzam się nie ten, oj nie ten :)
            • escott Re: Coraz gorzej 22.09.06, 10:42
              SPOILERÓW JESZCZE WIĘCEJ

              Że zapalniczka była, to mnie przeraziłaś (a nie mam tekstu, żeby sprawdzić).
              SERIO? Szminkę i chustkę pamiętam, ale to w filmie też zagrało. David był
              psychopatyczny, ale jak dalece - to wyszło na jaw dopiero pod koniec, przecież!
              Nie odstraszał od początku i jeśli odstraszał - to nie chamstwem. Lynn się w
              nim zadurzyła, ale, że tak powiem, "nie w tym tonie" - autorzy filmu zupełnie
              niepotrzebnie usiłowali stworzyć jakiś niezdrowy klimat chorobliwej, niszczącej
              pasji. "Choćby mnie bił, będę go całować po rękach..." U Christie? To przecież
              nie ta skala. Ja wiem, że w filmie pewne rzeczy muszą być wyrazistsze, ale
              mogli w takim razie skoncentrować się na procesie rozwiązywania zagadki, a nie -
              telegramik nie wiadomo skąd i YES nie wiadomo na co. Tu akurat wierzę, że
              analogicznie było u Christie, bo niestety Poirotowi zdarza się nie dawać
              czytelnikom równych szans.
              A zakończenie - masz rację. Tyle tylko, że w moim odczuciu nie zachowali
              politycznej poprawości, a raczej dali jakiś manifest na modłę obrońców życia...
              • ancza7 Re: Coraz gorzej 22.09.06, 23:48
                Była,ale nie w ostatniej scenie i nie w takim zastosowaniu!!!
    • ikkala Re: Pora przypływu 22.09.06, 09:09
      Jakbym nie czytała książki to film bardziej by mi się spodobał. Nie jestem
      jednak pewna, czy wierność oryginałowi jest aż tak ważna.
    • april02 Re: Pora przypływu 26.09.06, 08:40
      David Hunter to jeden z moich ulubionych bohaterów Agaty. Lubię takie typy (ale
      tylko w literaturze :)). Tu mi nie pasował ani aktor ani jak już wspomnieliście
      agresja i chamstwo bohatera.
      Mimo wszystko film mi się dosyć podobał do momentu samóbójstwa Rosaleen. Od tej
      chwili wszystko było nie tak, a już pomysł z wybuchem to kompletna porażka. Na
      litość boską, David owszem był łotrem, złodziejem i osobą dosyć bezwzględną ale
      mordercą stał się dopiero później. Na początku on tylko wykorzystał okazję,
      tytułową "porę przypływu"... W filmie ten tytuł traci dla mnie sens.
      Mistyfikacja jest tu zaplanowana i wykonana z zimną krwią.
      I jeszcze pomniejszy zarzut. W oryginale Rosaleen była brunetką, aktorka nie
      pasowała mi do tej roli w ogóle.
      • escott Re: Pora przypływu 26.09.06, 10:45
        > mordercą stał się dopiero później. Na początku on tylko wykorzystał okazję,
        > tytułową "porę przypływu"... W filmie ten tytuł traci dla mnie sens.

        Świetne spostrzeżenie! U Christie ludzie są tylko ludźmi - popełniają zbrodnie,
        bo ulegają pokusie, dużą rolę odgrywa splot okoliczności. Przy okazji
        popelniają błędy i wpadają w kłopoty. Tutaj mamy "nadludzkiego" psychopatę,
        który zdecydował się wymordować cały dom z powodu zazdrości o pieniądze
        siostry... Wyobrażam sobie kilka łatwiejszych sposobów, żeby podobny problem
        załatwić...
        • april02 Re: Pora przypływu 26.09.06, 11:57
          Otóż to! Dlatego tak lubię czytać Agatę, bo jej mordercy to NIE są psychopaci.
          nawet w A.B.C było drugie dno mimo zapowiedzi. Książki, gdzie ktoś morduje "bo
          musi" szczerze mówiąc mnie męczą. Taki motyw często przewija się u Mary Higgins
          Clark. Ja lubię mieć zbrodnię uzasadnioną, i że tak powiem kameralną.
          A co do "pory przypływu" to wczoraj zaraz po obejrzeniu filmu zaczęłam czytać
          ksiażkę, po raz n-ty zresztą. Na początku David jest wręcz miły i sympatyczny,
          jego gwałtowność i bezwzględność rośnie wraz ze wzrostem jego uczuć do Lynn i
          nasileniem się wyrzutów sumienia Rosaleen. Ma to przynajmniej jakieś
          uzasadnienie.
    • zoe125 Re: Pora przypływu 16.12.06, 14:26
      Nie wiem, czemu zrobiono z Rosaleen narkomankę. W powiesci była sliczną
      brunetką, niepewną siebie skromną katoliczką, natomiast w filmie zrobiono z
      niej znarkoityzowaną kukłę. I jeszcze ta scena, w której siostra Davida
      przyłapuje go z "Rosaleen" w piwnicy - dla mnie była jakaś obrzydliwa. Rosaleen
      absolutnie mi się nie podobała (mówię o filmie, w książce budziłą litość i
      sympatię).
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka