Dodaj do ulubionych

Ach ....te dziewczyny

21.12.03, 00:27


www.nbp-info.ru/girls/zaglavnaya.htm
Obserwuj wątek
    • yigor Re: Ach ....te dziewczyny 21.12.03, 00:50
      Niektore "limonki" sa bombowe...
      • fanta-girl Re: Ach ....te dziewczyny 21.12.03, 12:33
        A niektore opaski na ramionach kojarza mi sie z faszystowskimi niestety sad

        A i niektore dziwczyny sa po kilka razow.

        Ot tak bywa w takich группировках na calym swiecie wiela ladnych babek
        szukajacych prawdziwych emocji, prawdziwej idei i prawdziwego mezczyzny.
        A tam na ogol tak tez bywa, ze te marzenia sie okazuja tylko marzeniami.
        Ot taka refleksja.
        • hajota Re: Ach ....te dziewczyny 21.12.03, 12:47
          fanta-girl napisała:

          > A niektore opaski na ramionach kojarza mi sie z faszystowskimi niestety sad

          To obejrzyj sobie jeszcze ich ulotki
          www.nbp-info.ru/listovki/zaglavnaya.htmMoocne!
          A ja w ciągu ostatnich wakacji przeczytałam książkę Limonowa "Kniga miortwych"
          i muszę przyznać, że talent literacki to on ma.
          • hajota Re: Ach ....te dziewczyny 21.12.03, 12:53
            Znów autokorekta. Mój komentarz zlał się z adresem strony. Najmocniejsze ulotki
            są tu:
            www.nbp-info.ru/new/partia/listovki/
            • fanta-girl Re: Ach ....te dziewczyny 21.12.03, 14:01
              Mocne.

              A nazwisko Limonowej mi obce.Musze nadrobic sad
              • jr1000 Re: Ach ....te dziewczyny 21.12.03, 22:40
                Fanta, Ediczka jest rodzaju męskiego!! Choć zdaje się, że w burzliwych latach
                70. różnych rzeczy próbował wink))
                Ja niestety bezskutecznie poluję na "Eto ja, Ediczka" - w Rosji w księgarniach
                półki uginają się pod jego knigami, a "Ediczki" ciągle brak! Sprzedawca mówił,
                że gość za dużo za to zażądał i żaden wydawca się ostatnio nie pokusił. Może
                ktoś to ma? Pożyczycie??
                • hajota Re: Ach ....te dziewczyny 21.12.03, 22:47
                  jr1000 napisała:

                  > Fanta, Ediczka jest rodzaju męskiego!! Choć zdaje się, że w burzliwych latach
                  > 70. różnych rzeczy próbował wink))

                  Trafiłam kiedyś przypadkiem na stronę internetową, gdzie imputowano, że cała
                  partia Ediczki to "gołubyje". Może stąd te dziewczyny, jako kamuflaż wink

                  > Ja niestety bezskutecznie poluję na "Eto ja, Ediczka"

                  Też bym chciała przeczytać!
                  Na stronie partii jest kilka książek Wodza, ale tej nie ma.
                • hajota Re: Ach ....te dziewczyny 25.12.03, 10:55
                  Tak coś przeczuwałam... No i rzeczywiście, jest "Ediczka" w Bibliotece Moszkowa
                  lib.ru/PROZA/LIMONOV/edichka.txt
                  Dla lubiących się umartwiać czytaniem z ekranu. Przyznaję, że przeczytałam w
                  ten sposób dwa kryminały Anny Małyszewej, ale trzeciego jakoś nie mogę
                  dokończyć.
        • stefan4 Re: Ach ....te dziewczyny 07.05.05, 13:23
          fanta-girl:
          > Ot tak bywa w takich группировках na calym swiecie wiela ladnych babek
          > szukajacych prawdziwych emocji, prawdziwej idei i prawdziwego mezczyzny.
          > A tam na ogol tak tez bywa, ze te marzenia sie okazuja tylko marzeniami.
          > Ot taka refleksja.

          Coś mi ta refleksja niedobrze brzmi. Nie mówisz przecież o kotkach czy
          chomikach przywiązujących się do swojego karmiciela, tylko o dorosłych ludziach.
          Dopóki nie wykażesz jakiegoś gigantycznego oszustwa, którymi zwiedziono te
          dziewczyny, to one nie są żadnymi marzycielkami tylko, tak jak tam jest
          napisane, БОЕВЫЕ ПОДРУГИ НБП.

          Każdy służy Sprawie, jak umie. I takiej Sprawie, jakiej chce.

          - Stefan

          www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
    • paula1870 Re: Ach ....te dziewczyny 22.12.03, 03:33
      jeszcze kilka ulotek

      nbpnm.narod.ru/pavel7.htm
    • fanta-girl Limonow 06.05.05, 18:11
      wykopuje, bo wlasnie robie porzadek w zaleglej prasie i trafilam na postac, co
      to jej kiedys nie znalam, a w tym topiku mnie uswiadomiono smile)

      Art jest z gazety - z kwietenia.
      Wklejam calosc (bo zaraz zniknie do archiwum) a pod tytulem daje link.

      To ja, łajdak
      Aleksander Kaczorowski 25-04-2005, ostatnia aktualizacja 25-04-2005 18:48

      serwisy.gazeta.pl/ksiazki/1,19970,2674256.html

      "P... was, sk.. j.... Ch.. wam wszystkim w d..!" - litanią takich bluzgów kończy
      się "To ja, Ediczka", znakomity, prowokacyjny debiut powieściowy Eduarda
      Limonowa, który w tym tygodniu ukaże się po polsku. Limonow to utalentowany
      poeta i prozaik, a jego życie i twórczość to jeden wielki skandal



      Limonow nadaje się na bohatera skandalu jak mało kto. Urodził się w 1943 r. w
      rodzinie enkawudzisty. Wychował się w Charkowie (jego matka była Ukrainką), ale
      sławę awangardowego poety i doskonałego krawca zdobył na początku lat 70. w
      Moskwie. Utrzymywał się tam ze sprzedaży szytych własnoręcznie spodni i spędzał
      czas w gronie moskiewskiej bohemy. W tym czasie leningradzki poeta Josip Brodski
      już od kilku lat przebywał na emigracji w USA, a Wieniedikt Jerofiejew, autor
      słynnej powieści "Moskwa - Pietuszki", zapijał się na śmierć.

      Limonow należał do całkiem innego, młodszego pokolenia. Nie tęsknił za absolutem
      w takiej czy innej postaci, lecz za światowym życiem. Marzenie to w warunkach
      sowieckich nie było łatwe do spełnienia, toteż Limonow w przeciwieństwie do
      swych przyjaciół, z których wielu skończyło na zesłaniu bądź w szpitalach
      psychiatrycznych, zdecydował się na emigrację. W 1974 r. wyjechał do Izraela
      (choć nie jest Żydem), skąd szybko dał drapaka do Nowego Jorku. I tam właśnie w
      1976 roku napisał książkę, która przyniosła mu międzynarodową sławę.

      Słowiański darmozjad

      Bohatera powieści - Ediczkę - poznajemy w samym środku upalnego nowojorskiego
      lata, gdy siedzi nago na balkonie pokoju hotelowego, wcinając prosto z garnka
      kapuśniak. I wtedy uświadamia sobie, jak wielką krzywdę wyrządziła mu władza
      radziecka, wyganiając z kraju. W Rosji, kraju Puszkina i Gorkiego, był
      przynajmniej poetą, czyli kimś. A w USA jest nikim, słowiańskim darmozjadem
      utrzymywanym przez amerykańskich podatników.

      W dodatku opuszcza go żona. Piękna Jelena, bożyszcze Moskwy, najzwyczajniej w
      świecie sprzedaje się bogatemu Amerykaninowi. Dla Ediczki to kolejny powód, by
      znienawidzić "zgniły Zachód".

      Swym uczuciom daje wyraz w artykule opublikowanym w rosyjskim piśmie
      emigracyjnym. Przestrzega w nim podobnych sobie pięknoduchów w ZSRR przed
      wypinaniem się na ojczyznę proletariatu. Ma się rozumieć, radziecka prasa
      skwapliwie przedrukowuje artykuł. Ediczka wylatuje z pracy w piśmie i zostaje
      uznany przez rodaków za agenta KGB. Poznajemy go w momencie, gdy zostaje sam jak
      palec na nowojorskim bruku. A raczej na balkonie.

      Życiorys abnegata

      Największą zaletą tej jawnie autobiograficznej powieści jest kompletny brak
      zahamowań. Bohater książki nie może pogodzić się z utratą żony, ze swoją
      emigrancką biedą i z tym, że świat ma w nosie jego wiersze. Postanawia więc
      pójść w ślady Jeleny i zostać męską utrzymanką. Wchodzi w krąg bogatych
      nowojorskich pederastów (ale jego niepokorna rosyjska dusza daje o sobie znać,
      bo dziewictwo traci gratis z poznanym w jakimś zaułku Murzynem). Udziela się
      także politycznie w kręgach radykałów wszelkiej maści. Mimo wszystko poznaje
      nowe kobiety. I pisze o sobie powieść.

      Przygody Ediczki składają się na życiorys kompletnego abnegata, któremu źle w
      każdym ustroju. W swoim żywiole byłby pewnie tylko podczas jakiejś rewolucji.
      Nic dziwnego, że zaczyna o niej marzyć. Z braku innej broni miele swym
      niewyparzonym ozorem, bluzgając w sposób zupełnie nieprawdopodobny (i znakomicie
      spolszczony przez Jerzego Czecha).

      "Co ze mną właściwie będzie? (...) Może trafię na uzbrojoną grupę ekstremistów,
      takich samych odszczepieńców jak ja, i zginę przy próbie opanowania samolotu
      albo ekspropriacji banku. Może nie trafię i pojadę gdzieś do Palestyńczyków,
      jeśli ocaleją, do Libii, do pułkownika Kaddafiego albo jeszcze gdzieś indziej".

      Piewca Miloszevicia

      Życie dopisało pointę do tej opowieści. W latach 90. Eduard Limonow wrócił do
      Rosji i stanął na czele Partii Narodowo-Bolszewickiej. To ugrupowanie skupia w
      większości skinów. Przed kilkoma laty spalili oni polską flagę pod naszą
      ambasadą w Moskwie. Już za prezydentury Władimira Putina Limonow trafił do
      więzienia za nielegalnie posiadanie broni. W jego obronie stanęli obrońcy praw
      człowieka i koledzy pisarze, dzięki czemu po kilkunastu miesiącach odzyskał wolność.

      W więzieniu napisał kilka nowych książek po dłuższej przerwie spowodowanej
      działalnością "polityczną". W jednej z nich wychwala Slobodana Miloszevicia,
      którego uważa za ofiarę zachodniego spisku.

      Innych swoich idoli, ściganych międzynarodowym listem gończym przywódców
      bośniackich Serbów - Radovana Karadżicia i gen. Ratko Mladicia - Limonow poznał
      osobiście przed dziesięcioma laty. Paweł Pawlikowski, autor filmu dokumentalnego
      "Serbski epos", zrealizowanego dla telewizji BBC, zarejestrował jego wizytę u
      serbskich watażków oblegających Sarajewo. Rosyjski pisarz i polityk nie
      przepuszcza okazji, by postrzelać sobie z CKM-u. Widzimy, jak oddaje kilka serii
      w stronę bośniackiej stolicy.

      Żal nam tego łajdaka

      Nie byłoby warto zaprzątać sobie głowy 62-letnim dziś Limonowem, gdyby nie jego
      debiutancka powieść. Dowodzi ona niepośledniego talentu, świetnego słuchu i
      umiejętności narratorskich. Portrety rosyjskich emigrantów, amerykańskich
      radykałów, bon vivantów i pederastów są doprawdy znakomite. Dosadność scen
      erotycznych, hetero-i homoseksualnych, przyćmiewa osiągnięcia Michela
      Houellebecqa. I - co najdziwniejsze - bohatera tej książki jakoś jednak daje się
      lubić i trochę nam go żal, choć to przecież łajdak i ladaco.

      Jak słusznie zauważa Limonow w odautorskim posłowiu: "Ediczki - typa w różowych
      półbutach, na 13-centymetrowych koturnach, w białym garniturze, z krzyżykiem na
      szyi (spójrzcie, jak z bezczelnie zakłopotaną twarzą kroczy Broadwayem!...) -
      nie da się już wyrzucić z literatury. On, twór ducha rosyjskiego, w tej
      literaturze już pozostanie. Razem z dziewczynką imieniem Lolita i dońskim
      Kozakiem Grigorijem Melechowem".

      Eduard Limonow (wł. Sawienko) urodził się w 1943 roku w Dzierżyńsku. Opinię
      skandalisty zyskał już na początku lat 70. w niezależnych środowiskach
      artystycznych Moskwy. W 1974 r. wyemigrował do Izraela, a następnie do Nowego
      Jorku; ostatecznie osiadł w Paryżu. Po 1989 r. wrócił do Rosji, gdzie założył
      ekstremistyczną Partię Narodowo-Bolszewicką. Spędził dwa lata w więzieniu za
      nielegalne posiadanie broni. Debiutancką powieść Limonowa "To ja, Ediczka"
      (1976) odrzuciło 36 amerykańskich wydawnictw. Furorę zrobiło dopiero wydanie
      francuskie z 1980 roku. Książka doczekała się przekładów na kilkanaście języków;
      po 25 latach od pierwszego wydania - także na język polski. Inne utwory Limonowa
      to m.in.: "Dziennik nieudacznika", "Wyrostek Sawienko" i "Młody łajdak".



      Autor jest zastępcą redaktora naczelnego tygodnika "Forum".



      Eduard Limonow "To ja, Ediczka", przełożył Jerzy Czech, wydawnictwo Świat
      Książki, Warszawa

      Aleksander Kaczorowski
      • fanta-girl a i wywiad bo widze, ze w wersji pisanej jest 06.05.05, 18:15
        Liczę tylko członków partii - rozmowa z Limonowem
        Rozmawiała Anna Żebrowska 25-04-2005, ostatnia aktualizacja 25-04-2005 18:49

        Anna Żebrowska: Trzymam w ręce polskie wydanie "To ja, Ediczka". Niestety,
        okładki nie zdobi fotografia autora.

        Eduard Limonow: I bardzo dobrze! To moja stara książka, niech tam ją sobie
        wydawnictwa po cichu rozprowadzają, płacą pieniądze, ale wolę, by nie była ze
        mną kojarzona. Dzisiaj patrzę na nią z wielką niechęcią. Owszem, przyniosła mi
        sławę, dla wielu jest książką kultową, zburzyła tabu obyczajowe. "Zmiotła
        wiktoriańską pajęczynę w literaturze rosyjskiej" - jak napisał któryś z
        recenzentów. Ale rosyjska mentalność nie przetrawiła tej powieści, zrozumiano ją
        dosłownie, uosabiając narratora Ediczkę ze mną. Jako rosyjski autor odniosłem
        sukces światowy, ale jako rosyjski polityk zbieram baty. Na spotkaniach z
        wyborcami zdarzają się nieprzyjemne sytuacje, słyszę pytania, czy to wyznanie
        homoseksualisty itd. Przede wszystkim książkę zawsze mogą wykorzystać moi
        przeciwnicy polityczni.

        Pan się wyrzeka swojego Ediczki?!

        - Owszem, myślę nawet o tym, czy nie pokajać się publicznie za grzechy
        pierwszych książek. Być może wkrótce ogłoszę drukiem, że wyrzekam się "Ediczki"
        i "Kata", gdzie bohater za pieniądze obsługuje kobiety o masochistycznej
        orientacji. Wyrzeknę się przynajmniej tych dwóch pierwszych powieści, które
        uznano w Rosji za nieprzyzwoite.

        A tego, co powstało w więzieniu?

        - W ostatnich latach wydałem osiem książek, głównie eseistycznych. Trzy dotyczą
        pobytu w więzieniu, gdzie spędziłem dwa i pół roku. W "Moich więzieniach" piszę
        głównie o spotkanych tam ludziach. "W niewoli u umarlaków" dotyczy pobytu w
        Lefortowie, więzieniu FSB, gdzie siedziałem najdłużej, piętnaście miesięcy, a
        "Zwycięstwo metafizyki" - obozu pracy w Obwodzie Saratowskim. Napisałem też
        "Moją biografię polityczną". Najważniejszą moją książką jest jednak "Inna
        Rosja". Powstała na podstawie kursu wykładów dla nacjonalbolszewików. Zawiera
        bardzo ostrą krytykę rosyjskiego społeczeństwa, rosyjskiej przestarzałej
        kultury, oświaty, modelu rodziny.

        Katechizm nacjonalbolszewizmu?

        - Coś w tym rodzaju. Z próbą wyznaczenia kształtu najbliższej przyszłości Rosji.

        Więzienia nie złamały polityka Limonowa?

        - Raczej wzmocniły mnie i moją pozycję.

        A skazany Limonow wykazuje skruchę?

        - Nie przyznałem się do winy. Uważam, że sąd nie miał wystarczających dowodów,
        by mnie skazać.

        Pańska partia jeszcze istnieje?

        - Jeszcze? Ona wreszcie naprawdę istnieje, jest wszędzie i coraz silniejsza. Gdy
        mnie więziono, partia rozszerzyła się, zdobyła ogromną popularność. Niedawno
        wraz z KPRF i blokiem Rodina występowaliśmy z żądaniem referendum. Mimo że nie
        mamy reprezentacji w parlamencie, jesteśmy największą radykalną partią Rosji.
        Istniejemy w 57 na 89 regionów Rosji.

        Ilu macie członków?

        - Miesiąc temu było nas 17 tys. 400 osób. Teraz prowadzimy aktywną kampanię
        agitacyjną i partia na pewno się powiększy. Aby utrudnić nam start, wprowadzono
        nowe prawo, według którego status partii może otrzymać organizacja co najmniej
        50-tysięczna. Sądzę, że na jesieni będzie nas tyle. Wtedy partia będzie mogła
        uczestniczyć w najbliższych wyborach do Dumy. Bo obecna władza tworzy fałszywe
        partie i nie mamy możliwości trafienia do wyborcy. Nie jesteśmy krajem wolnym,
        grupa Putina kontroluje wybory.

        Nadal mieścicie się w tej piwniczce niedaleko od parku Kultury?

        - Nie, mamy nowe pomieszczenie, ale władze w najbliższych dniach nas stamtąd
        najprawdopodobniej wygonią.

        Powieści po Eduardzie Limonowie nie możemy się już spodziewać?

        - Nie, po 1990 r. porzuciłem beletrystykę. Ostatnia moja powieść miała tytuł
        "Cudzoziemiec w czasie smuty". Jako pisarz zrobiłem swoje - mam na koncie chyba
        37 książek, kilka naprawdę niezłych. Zająłem jakieś miejsce w literaturze
        rosyjskiej. I wystarczy. Nie warto bez końca wymyślać historii, gdy życie jest
        takie ciekawe. Nie piszę kryminałów ani powieści w odcinkach. Piszę wtedy, gdy
        mam coś naprawdę ważnego do powiedzenia. A najważniejsza teraz jest polityka.

        Jak się Panu podoba w Rosji?

        - Nie podoba mi się i dlatego staram się ją zmieniać, ulepszyć. Proszę
        przeczytać moją książkę "Inna Rosja".

        Chciałby Pan, aby ZSRR wrócił?

        - Skądże, nigdy nie idealizowałem epoki radzieckiej, nieprzypadkowo emigrowałem
        i nie jestem człowiekiem opętanym przez radzieckie resentymenty.

        Można zapytać, jak wygląda Pana życie osobiste?

        - Niedawno pojawiła się w moim życiu kobieta, która ogromnie mi się podoba i w
        której się zakochałem. To piękna i wrażliwa aktorka Katia Wołkowa.

        A co z piękną Jeleną?

        - Bóg z nią, żyje, gdzieś tam mieszka, chyba we Włoszech. Nie widujemy się.

        Na jaki adres mam wysłać tę publikację?

        - Nie mam stałego adresu. Tylko internetowy. Nie mam mieszkania w Moskwie,
        wynajmuję. Po co miałbym tracić pieniądze na takie głupstwo jak własne mieszkanie.

        Książkowy Ediczka też nie chce obrastać w rzeczy.

        - I ja też nie chcę. Wyszedłem z więzienia, zacząłem nowe życie. Wszystkie
        rzeczy mam nowe, stare utraciłem, odrzuciłem. Zawsze tak było i tak będzie.

        Zatem nowe życie po raz który - szósty, siódmy?

        - Nie liczę kobiet, żon. Liczę członków partii. Na jesieni powinno nas być 50
        tysięcy.

        Rozmawiała Anna Żebrowska

        serwisy.gazeta.pl/ksiazki/1,20748,2674257.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka