yorda_e
18.10.07, 01:21
Szanowni Panstwo,
Wczoraj wieczorem zdechl, po operacji, w czasie wybudzania sie z narkozy, nasz
najukochanszy pies, jamniczek. Bardzo cierpial przez ostatnie dni swojego
zycia, a my wraz z nim. To niewyobrazalny dramat - widziec swojego pupila, tak
zawsze zywotnego, wesolego, radosnie merdajacego ogonkiem - nagle
sparalizowanego, ciagnacego polowe swojego ciala ostatkiem sil, z
nienaturalnie wygietym ogonkiem, i probowac mu pomoc, duszac wlasny ludzki
szloch.
To juz nawet nie chodzi o te szalone jazdy po nocy po weterynarzach, o koszty,
o rozpaczliwa probe pomocy. O te wszystkie etapy rozpaczy, nadziei, wyrzutow
sumienia, poczucia winy i buntu przeciwko losowi. Nie o ten mocz, cieknacy z
niego, bo sparalizowany nie kontrolowal fizjologicznych czynnosci - gotowi
bylismy wszystko zrobic i na wszystko sie zgodzic, byle mu przyniesc ulge,
byle zmniejszyc jego cierpienia. Nie o nieprzespane noce, czuwanie do rana,
wycie nasze psie po wiadomosci z kliniki o jego smierci. Nie o nasza histerie,
rozpacz, bol, zal niezmierzony. Nie o kredyty zaciagniete na jego leczenie,
nie o nasza opieke, ktora - wydawaloby sie - powinna mu zapewnic spokojna psia
starosc.
Wybralismy psa ulubionej rasy bardzo rozwaznie. Przygotowujac sie do tego.
Majac odpowiednie warunki. Szukajac godnej hodowli, zajmujacej sie chowem psow
nie dla pieniedzy, ale dla idei. Sprawdzilismy panstwa hodowle najpierw
dyskretnie (przepraszamy). Wierzymy, ze Panstwa, tak jak nas, fascynuje ta
rasa, wyglad, charakter, jak rowniez rozumiemy, ze Panstwo zajeli sie bardzo
profesjonalnie ta pasja. Nam co prawda bardziej chodzilo o kumpla wymarzonego,
najpierw mial byc jakikolwiek psi czworonog ze schroniska, przypadek i los
jednak zdarzyl, ze moglismy sobie pozwolic na zakup u panstwa drogiego
wymarzonego szczeniaczka. Ktory okazal sie w dodatku potomkiem championow,
mistrzow, jego rodowod przyprawil nas o zawrot glowy. Tym dzielniej moglismy
stawic czola zarzutom, ze psy rasowe (z Polski) to nie jakas produkcja dla
pieniedzy, ale powazna sprawa.
To, ze pies okazal sie na wyraz chorowity, nie zmienilo w nas przekonania, ze
nie wolno popuszczac wymaganiom rasy. Nigdy nie wiadomo, jaki osobnik, ludzki
czy zwierzecy, ulegnie przypadkowym czynnikom, genom, zawirowaniom
biologicznym i wbrew oczekiwaniom nie bedzie tak silny, jak by sie chcialo
oczekiwac. Pech i tyle. Nie chcielismy uzyczac naszego psa do przypadkowych
kryc, tylko dlatego, ze komus sie podobal (a zachwycal wielu). Bylismy
swiadomi sprawy. Nigdy go nie wykorzystalismy jako nosiciela genow. I cale
szczescie.
Po jego smierci, okupionej (nie)wyobrazalnym bolem ludzkim, i psim (mozna
sie zakatowac myslami, co pies, zostawiony w klinice, sam, osamotniony, czul,
i co czul, kiedy wyjac z bolu sparalizowany probowal instynktownie zyc, jak
przed choroba, i jak cierpial, nie jedzac wiele dni, mimo podsuwania mu
najlepszych dietetycznych kaskow przez zrozpaczona pania, ktora sama umiera
na mysl o tym, ze jej najukochanszy pies zdechl w poczuciu glodu i pragnienia
- pic tez juz przeciez nie mogl, moczu nie mogl juz oddawac, kroplowki,
zastrzyki, cuda, nie pomagaly), tak wiec po jego smierci takie nachodza jego
pania mysli.
Nie moglam w pierwszych chwilach patrzec na jego zdjecia, nie moglam, bo juz
nawet plakac nie bylam w stanie. Zycie sie zmienilo, rytm dnia, sens. A potem
- odwrotnie - zachlannie ogladalam wszystkie zdjecia, filmiki z nim. I szlam
na strone Waszej hodowli, szukajac tam ukojenia, podobienstw w wygladzie, w
fascynacji, w zozumieniu. Zalana lzami ogladalam u was jamniki, podobne
mojemu. Ktorego juz nie ma...
Nie wiem, moze sie myle, ale wydaje mi sie, ze wiekszosc tej linii, z ktorej
moja najukochansza mordka sie wywodzi, juz nie zyje? Piec, szesc, dziewiec lat
- i co, juz nie zyja? Nie ma ich juz? Jak to? Moj jamniczek mial byc
wyjatkiem, chorobliwym, przypadkiem, wczesnie zdechl, zdarza sie. Jesli jednak
cala jego linia jest wyeliminowana, to juz chyba nie jest przypadek? Znam
chore jamniki, lub stare, ale jednak dozywajace wiekut 12, 15, 17 lat. A tu
"stryjeczna ciotka" mojego psa zapadla jednak na chorobe w wieku 6 lat - do
uspienia, inne psy z tej linii - gdzie sa??? Przeciez psy normalnie dozywaja
dluzszego wieku?
Krzyzujecie Panstwo odpowiednie cechy, dobieracie nosicieli genow,
sprowadzacie psy z zagranicy, placicie za to, chcecie uzyskac pozadane efekty,
szczycicie sie otrzymaniem wyjatkowych rezultatow w umaszczeniu, wygladzie,
proporcjach, zdobywacie nagrody i medale. Jezdzicie po zagranicy, jestecie
uznana hodowla.
Pieknie. Tyle ze... PRODUKUJECIE wciaz ZYWE istoty, gwoli efektow,
sprzedajecie je. Cale szczescie, jesli kazda z tych istot znajdzie dobry dom,
za jaki uwazam ten nasz. Kazda z tych zywych istot jednak odczuwa bol, strach,
instynktownie chce przezyc, a opiekunowie swiadomie zapewniaja im to lub nie.
Ogrom cierpienia, ktore moze przyjsc, choc nie musi, was nie interesuje.
Przeciez nie interesujecie sie dalej, co z "waszymi"szczeniakami sie dzieje?
Produkujecie dalej, dla medali. Swietnie, ze zwracacie uwage na pewne cechy,
ale czy myslicie przy tym o takim drobiazgu, jak to, ze kazdy pies - CZUJE?
Strach, potrzebe bezpieczenstwa, bol, zagrozenie? I ze jego - uczciwi pan,
pani tez to czuja w odniesieniu do niego?
W ciagu ostatnich 6 miesiecy uzyskaliscie panstwo 15 szczeniat, kazde z takim
rodowodem, ze glowa boli. KAZDE z tych szczeniat to jednak ZYWA ISTOTA. Az nie
chce myslec, ze moze to byc kolejne zrodlo cierpien. Psia istota jest
wyjatkowa uczulona na instynktowne, to prawda, ale jednak ogromne potrzeby
bezpieczenstwa. Ile z tych zywych istot, wyprodukowanych przez was, dozyje
psiej starosci? Ile z nich trafi na ludzi odczuwajacych psia dole? Jak mozna -
majac kilkadziesiat jamnikow, a tyle macie - byc pewnym, ze sie im da to,
czego pies potrzebuje? Jak mozna skontrolowac i pomoc w cierpieniu?
Nasz jamnik, od was, przybyl do nas z zakazeniem. Poinformowalam was o tym,
bez cienia pretensji, bo mi sie wydawalo, ze to dobrze, by poinformowac i
leczyc inne psiaki. Nie uzyskalam zadnej na to reakcji. Ciekawa jestem, czy
waszych kilkadziesiat jamnikow juz jest wyleczonych. Oczywiscie, mozemy nie
przesadzac i nie przejmowac sie drobiazgami.
Nie moge sie jednak pogodzic z tym, ze panstwo nadal produkujecie zywe istoty,
odczuwajace, na potrzebe swoich medali. Wy sie w ogole nie liczycie z tym, ze
kazde z tych szczeniat z waszej produkcji to zywa istota, potrzebujaca milosci?
Wiem, ze bedziecie produkowac psy nadal i mnozyc swoje medale. Nie chodzi o
nasze koszty, tylko o cierpienie, ludzkie i psie, i o zdumienie, ze nic was to
dalej nie obchodzi. Was - wielbicieli jamnikow krotkozyjacych i medali.
Nienawidze hodowli i produkcji zywych czujacych istot. Hobby ludzkie -
produkowac psy, nie zwazajac na to, co te istoty czuja. Umierajace
przedwczesnie acz rasowo.
Duzo czasu mi zajelo, by dojsc to tego punktu.
Zrozpaczona