28.01.12, 17:58
Prawdziwa inwazja trznadli ma miejsce od kilku dni pod moimi karmnikami.
Codziennie przylatuje stadko ok. 20-30 ptaków, które operują pod dwoma karmnikami w ogrodzie niemalże przez cały dzień. W okresie przerw w jedzeniu siadają na pobliskich drzewach i spędzają tam długie chwile.
Jest to dla mnie o tyle dziwne, że od kiedy dokarmiam ptaki, nigdy w latach poprzednich nie było tylu trznadli. Jeżeli przyleciało 3-5 ptaków co jakiś czas, to uważaliśmy to za wielki sukces. Tym bardziej, ze trznadel jest w moim regionie gatunkiem zanikającym.
W tym roku ptaki te są jednymi z najliczniejszych beneficjentów zimowej stołówki.
Wyraźnie mniej natomiast jest dzwońców oraz wróbli. Dopiero w ostatnich dniach "normę" zaczynają wykonywać grubodzioby. Sikorki oczywiście na stałym poziomie ilościowym, podobnie jak modraszki. Co do wróbli, to nie tylko domowych mniej, ale wcale nie widać mazurków.
Na początku dokarmiania (grudzień) kilka razy przyleciały pojedyncze zięby, ale teraz słuch po nich zaginął. Nie widziałem tego roku również ani jednego szczygła, które jakkolwiek nieliczne, w ubiegłych latach pojawiały się jednak w okolicy karmnika.
Co do kwiczołów, to kilkakrotnie był na jabłku, siedząc praktycznie przez cały dzień i jedząc swój posiłek. Kilkakrotnie, co też uważam za dziwne, przyleciały małe stadka szpaków. Szpaki robiły zawsze wielkie zamieszanie, odganiając biednego kwiczoła ze swojego jabłka. Zupełny brak kosów tej zimy, jak dotychczas przynajmniej.
Zdecydowanie więcej niż w latach poprzednich jest też krukowatych: wrony, gawrony, sroki i kawki używają sobie bez żadnego skrępowania, niejednokrotnie wchodząc do karmników. Gawrony i kawki również od czasu do czasu nie pogardzą jabłkiem wystawionym dla drozdowatych. Chętnie zabierają się też za sikorkową słoninę, dokonując sztuczek technicznych aby podciągnąć ją, zwisającą z drzewa, przytrzymać pazurem i umożliwić swobodną konsumpcje. Bezbłędne są w tym gawrony i kawki, podczas gdy sroki zupełnie tego nie potrafią. Raz zdarzyła się sytuacja, gdy sroka przyleciała na kawałek słoniny, którą poprzednio gawron tak podciągnął na gałąź, że po jego odlocie, jakimś cudem pozostała w tej pozycji na gałęzi. Sroka miała swój posiłek tak długo, aż słonina nie zsunęła się spowrotem. Zdziwiona obrotem sprawy sroka stala na gałęzi długo, nie wiedząc, co się stało. W ogóle nie próbowała żadnego działania. Po chwili na to samo miejsce przyleciał znów gawron i znów skutecznie wykonał sztuczkę ze słoniną.
Aha, zapomniałbym jeszcze o parze sierpówek, która przylatuje do karmnika od czasu do czasu. Nie wiem, czy jest to ta sama para co w roku ubiegłym, ale jest.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka