yenna_m
10.02.06, 11:48
Niby wszystko gra. Akcja wartka, proza swietna.
Tylko... cholera, czuje sie tak, jakby ktos mi podal odgrzewanego kotleta,
wciaskajac jako prolog do calej historii przerobionego "Tkacza Iluzji",
wzbogaconego o publikowane w "NF" opowiadania.
I jakos mi z tym tak nijak.
Bo Białołęcką wielbię (co za pióro!, co za wyobraznia!), a nie spodziewalam
się powtorki z rozrywki...
Nie szkodzi, że czyta się z zapartym tchem.
Liczyłam na więcej.
I na to, że zetknę się z nowością wydawniczą.
A nie z udoskonalonym, dopiszczonym, dwutomowym juz ;) "Tkaczem Iluzji"