chris-joe
11.09.04, 22:20
Nagle zatesknilem -niemal bolesnym skurczem- za Buenos Aires. Cos gdzies
musialem zobaczyc, poczuc jakis zapach, swiatlo musialo pasc pod pewnym katem.
Taka dziecieca niemal -zwierzeca- tesknota, jak za lsniacym rowerkiem; albo
starcza- jak za pewna wiosna przed laty.
Moze jest to objaw niezaleczonego nawyku do Europy- waskich, brukowanych ulic
europejskiej metropolii, neobarokowych kosciolow w srodmiejskich zaulkach,
zastyglych kafejek okolo poludnia, gdzie tylko stary barman, ja, i pewna dama
przegladajaca wczorajsza gazete nad filizanka espresso; staromodnych pomnikow
lokalnych bohaterow lub poetow zastyglych w dekoracyjnej pozie, ktorej
symbolika jasna jest tylko dla lokalnych mieszkancow.
Dziwne, ze wlasnie Buenos stalo sie dla mnie wyrazem tej tesknoty- nie
Amsterdam, Berlin, czy Ateny, lecz miasto po tej stronie Atlantyku; badz
Pacyfiku- bo pamietam swietnie, ze w Japonii takze czulem sie "jak w Europie"
snujac sie wzdluz fosy Cesarskiego Palacu, odkrywajac wieczorem stare uliczki
Nary.
Czyli- przenioslem juz moja Europe do Nowej Ziemi, tu ja odnalazlem.
I tak oto, po raz pierwszy popelniam nostalgiczny wpis.