Dodaj do ulubionych

Zła macocha to ja

06.10.09, 16:04
Czy zwykle to właśnie my Macochy jesteśmy złe?
Czy my macochy nie umiemy zaakceptować pasierbów?
Czy jednak nie jest też tak, że akcja czyni reakcję i to nie zawsze
pasierbiątko jest takie miłe, grzeczne i kochające.

Z moim M jesteśmy w związku od kilku lat i mieszkamy w konfiguracji:
ja, on i moja córka. M również ma z poprzedniego związku córkę ...
No i tu zaczynają się schody.
Podobno to było kiedyś miłe dziecko, ale ja nie zaznałam tego
stanu wink)
„Alergią”, niechęcią i wieczną zazdrością reaguje na mnie i moje
dziecko, ponieważ w życiu jej taty pojawiła się (ładnych parę lat
temu) wredna baba i to na dodatek z córką. Dodam, że nie byłam
powodem rozpadu tamtej rodziny, ponieważ z M poznaliśmy się, kiedy
był już parę lat po rozwodzie.

Od niedawna z M jesteśmy małżeństwem. I jak to większość kobiet
chciałabym zajść w ciążę i mieć z nim dziecko. M – czuły i ciepły
mężczyzna – w zasadzie też może by i chciał, ale...
Od momentu kiedy pobraliśmy się, M nie ma kontaktu ze swoją córką,
ponieważ ona nie akceptuje naszego małżeństwa, nie odbiera od niego
telefonu, nie chce się z nim widzieć, a M cierpi z powodu
odrzucenia, oraz nieszczęścia swojej córki. Więc M nie chcąc jeszcze
bardziej jej „ranić” odkłada nasze starania na później. Tylko co to
znaczy później? Ja już dawno przekroczyłam magiczny wiek 35 lat, a M
przekroczył 40. Więc jeśli prostowanie stosunków z jego córką będzie
trwało miesiącami, latami?
A jeśli nie uda się wyjść na prostą?
Mamy czekać i zdać się na jej łaskę bądź niełaskę. Na łaskę i tak
bym raczej nie liczyła, gdyż już rok temu córka M podczas świąt
życzyła mu, abyśmy nigdy nie mieli dzieci .... Ależ on musiał się
wtedy poczuć ;-((
I jak w takiej sytuacji mamy szczęśliwie starać się o dziecko?
A ona – kilkunastoletnia pannica umie świetnie manipulować i grać na
uczuciach ojca, który w poczuciu winy, oraz krzywdy dziecka daje się
wmanewrować w jej rozgrywki i wręcz mnie obwiniać o zaistniałą
sytuacją.
Przy czym nie mówię, że jestem ofiarą całej tej historii, bo nieraz
dałam odczuć jej swoje niezadowolenie, czy wręcz ignorancję w
chwilach już zupełnej niemocy.
Był nawet czas, że nie chciałam jej widzieć w naszym domu – ona jest
na maksa wkurzającą osobą.
Z drugiej strony chcąc uzdrowić odrobinę tą chorą sytuację
niejednokrotnie proponowałam jej robienie wspólnie zwykłych babskich
rzeczy: wspólne zakupy, czesanie, malowanie paznokci itp. Niestety i
to, choć chętnie w tym uczestniczyła, obracała jako argument
przeciwko mnie.
I jak tu zajść w ciążę???
Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • kicia031 Re: Zła macocha to ja 06.10.09, 16:30
      IMHO masz problem z mezem, a nie z pasierbica.
      • pantera_1 Re: Zła macocha to ja 06.10.09, 16:41
        Uwierz, że z pasierbicą też.
        Ale tak, zgodzę się, że i z mężem mam problem, bo nie daje nam
        szansy, póki co.
        • kicia031 Re: Zła macocha to ja 06.10.09, 17:33
          Twoj maz umial wychowac corki, nie umie od niej wyegzekwowac
          szacunku dla swojej partnerki zyciowej i uzaleznia swoje plany
          prokreacyjne od kaprysow nastolatki.

          No jak dla mnie kurwa to jest zasadniczy problem.
    • 333a13 Re: Zła macocha to ja 06.10.09, 19:29
      Rozumiem uczucia nastolatki w stosunku do ojca i jego nowej rodziny. Rodzice dla
      dobra dziecka powinni z Młodą rozmawiać na te tematy, utwierdzać ją w
      przekonaniu że jest kochana i niezastąpiona przez nikogo (zwłaszcza przez Twoją
      córkę). Nie ma się co dziwić, że dziecko czuje się osamotnione, oszukane i
      niekochane gdy nagle rodzice się rozchodzą, pojawia się tęsknota za dochodzącym
      rodzicem i wiele negatywnych emocji związanych z zaistniałą sytuacją. Zdaję
      sobie sprawę, że niejednokrotnie trudno jest męszczyźnie mówić o uczuciach itp,
      ale chyba jest to córce winien... Nie powinien również tak łatwo się poddawać w
      "dogadaniu" się z córką, bo w końcu rodzic jest odpowiedzialny za to co się z
      jego dzieckiem dzieje, a z tego co piszesz, to najlepiej nie jest.
      Oczywiście Ty i Twoja córka niczemu "winne" nie jesteście, ale Ty jako osoba
      dorosła czujesz się pokrzywdzona i urażona postępowaniem dziecka... A co dopiero
      czuje to dziecko gdy nagle ktoś "zabiera" jej tatę... Konkluzja jest taka, że
      nasze uczucia i emocje nie zawsze idą w parze z racjonalnymi argumentami i nie
      ma co oczekiwać, by dziecko zdawało sobie z tego sprawę bez pomocy dorosłych.
      Tak jak dziewczyny uważam, że winę za to m.in. ponosi Twój mąż, który woli
      chować głowę w piasek niż porozmawiać z kobietami swojego życia i utwierdzić je
      w przekonaniu, że obie są tak samo ważne i kochane.
      • edw-ina Re: Zła macocha to ja 06.10.09, 19:52
        Kicia, lubię twoje posty, ale błagam - MĘŻCZYZNA, a nie męszczyzna.
        Wybacz irytującej humanistce, ale ta forma mnie dobija
        • edw-ina Re: Zła macocha to ja 06.10.09, 19:55
          Wybacz Kiciu, chodziło mi o 333 coś tam, pomyłka w nickach, wielkie
          przepraszam!
      • pantera_1 Re: Zła macocha to ja 06.10.09, 20:05
        Mój M zawsze dużo czasu poświęcał swojej córce i do pewnego momentu
        spędzała u nas każdy weekend oraz jakiś dzień w środku tygodnia.
        Zawsze był obecny w jej życiu, każdego dnia kontaktował się z nią,
        jeździł na przedstawienia, w których brała udział, rozpo0częcia i
        zakończenia roku, wspólne wakacje, ferie itd. Natomiast z drugiej
        strony Młoda od samego początku sprawiała problemy mimo naszych
        usilnych starań. Jej rodzice byli z nią u psychologa, ale nic z
        tego nie wynikło poza uświadomieniem takiej oczywistości, że córka
        M zawsze łudziła się, że jej rodzice jednak kiedyś znów będą razem,
        ponieważ mimo, iż nie mieszkali razem, to nie mieszkali też z
        innymi partnerami.
        Ale córka M ma już lat kilkanaście i nauczyła się manipulować
        ojcem, wykorzystywać fakt, że jest z "roabitej rodziny" i ranić go
        nie pozwalając mu na kontakt. To zaś odbija się na naszych
        stosunkach i planach na przyszłość. On przez to obwinia mnie, a ja
        jego. Sytuacja patowa ;-((
        • rybkka24 Re: Zła macocha to ja 06.10.09, 20:45
          Po pierwsze po co taki tytul??uwazasz sie za zla macoche??
          z twojego postu wynika ze staralas sie i mialas dobre checi.
          twoj maz musi postawic jasne granice i jasno sprawe to nie do pomyslenia zeby
          uzaleznial swoje plany prokreacyjne od fochow nastolatki.szok!!
          nastolatki przechodza taki okres zaborczosci, buntu i probuja swoich sil w
          manipulacji, jezeli widza ze dziala to robia to dalej.
          dziewczynie trzeba poswiecic troche czasu, rozmawiac z nia ale nie dac soba
          manipulowac.

          uwazam jak powyzej ze masz problem z mezem..
          i tylko z nim.
          z corka to ma problem maz.
          • pantera_1 Re: Zła macocha to ja 07.10.09, 15:13
            Dobrze by było, żeby mój M nie dał się manipulować i racjonalnie
            osądzał sytuację, ale to moje pobożne życzenie. Przytoczę przykład z
            wakacji: młoda niezadowolona, że znów pojechaliśmy do Chorwacji,
            generalnie nuda, ciągle to samo, powiedziała, że w ogóle nie chciała
            jechać, ale ojciec ją namawiał, na plażę też nie chciała chodzić, aż
            któregoś dnia po kolejnych fochach i ostrzejszej wymianie zdań ze
            mną zaczęła płakać tacie w rękaw, że jaka to ona jest nieszczęśliwa,
            że ja jej nie lubię i ona mnie też i skończyło się na tym, że
            zostałam nazwana ŻMIJĄ! No więc Tato widząc nieszczęście i
            cierpienia córki wrócił z pretensją do mnie, że ja się nie umiem
            wznieść ponad TO! czyli tą chorą sytuację. Więc pytam: skoro nie
            umiem wznieść się ponad TO, to co do cholery robię na wspólnych
            wakacjach?! Choć po ostatnim wspólnym wyjeździe na ferie, gdzie też
            nie obyło się bez awantury powiedziałam, że nigdy więcej. Ale dałam
            się przekonać. I to był błąd.
            A granice??? Jakie granice??? To dziecko nie ma żadnych granic,
            ponieważ jej mama z ukochaną babcią wychowują ją bezstresowo.
            Natomiast dziadek (ze strony taty) jasno te granice wyznacza i za to
            jest przez młodą znienawidzony (co wielokrotnie podkreślała), ja
            zresztą też.
            A jeśli mój M próbuje coś wskórać, to młoda się na niego wypina.
            Doszło nawet do tego, że powiedziała mu w twarz, że nie szanuje ani
            jego, ani jego rodziny...
        • edw-ina Re: Zła macocha to ja 07.10.09, 08:42
          Jaki był powód rozstania twojego męża z poprzednią partnerkę? I czy
          mała zna ten powód?
          Z moich obserwacji wynika, że często rozchodzący się rodzice tak
          bardzo próbują chronić dziecko, że nie mówią mu skąd bierze się dana
          sytuacja. Innymi słowy dziecko widzi dom, rodzinę, ewentualnie
          usłyszy kilka sprzeczek, a raptem tatuś gdzieś indziej, mamusia
          gdzieś indziej. I nic dziwnego, że dziecko dąży do powrotu do
          wcześniejszej sytuacji. A kiedy pojawia się ktoś, kto ten powrót
          swoją osobą skutecznie uniemożliwia, to na nim skupia się niechęć.
          Dzieci mojego M dopiero od babci i to wiele lat po rozstaniu
          rodziców dowiedziały się dlaczego ich rodzina się rozpadła. Prawda
          była dość brutalna, ale przynajmniej pozwoliła im inaczej spojrzeć
          na sytuację, w której się znalazły.
          Pantero, wydaje mi się, że przede wszystkim musisz powiedzieć mężowi
          to, co nam - czyli ile chce czekać? Miesiąć, rok, pięć? Czy zdaje
          sobie sprawę, że kaprys jednej pannicy wpływa na życie wielu osób i
          czy w ogóle, choćby z powodów czysto wychowawczych, nie powinien jej
          pokazać, że nie może manipulować ludźmi? Czy rozmawiał z byłą żoną
          na ten temat? Może ona jest w stanie zaradzić fochom córki?
          • koni42 Re: Zła macocha to ja 07.10.09, 09:03
            Witaj,

            u mnie też jest podobna konfiguracja (my, moja córka i córka M
            dochodząca regularnie+ wakacje, wyjazdy mamy etc.) Powiem tak: mój
            mąż nNIGDY nie pozwoliłby, żeby dziecko wkraczało w jego życie
            mężczyzny, żeby obrażało JEGO żonę, żeby wymuszało posiadanie lub
            nie przyrodniego rodzeństwa!!!! To było k woli wstępu.
            U nas dziewczynki są rocznikowo w tym samym wieku, więc dodatkowo
            pojawia się mnóstwo obciążeń szkolnych zajęcia dodatkowe, dodatkowo
            moja córka jeździ do swojego ojca do Polski na wakacje. A ja jestem
            teraz w 25tyg. ciąży z ....kolejna córą smile Dziewczynki są zgodne,
            ze jest to ICH SIOSTRA. Nie przyrodnia, tylko najzwyklejsza w
            świecie. I choć różnica wieku będzie spora (9 lat), to nigdy nie
            zmieniłabym decyzji. Mój mąż też ma 40 lat i jest to na 100% jego
            ostatnie dziecko...
            Chciałam Ci powiedzieć, że MUSISZ porozmawiać z mężem. Nie można
            budować szczęścia na widzi mi sie lub nie nastolatki!!!! Tym
            bardziej, że dodatkowo jest to trudny wiek i nie omija
            też "normalnych rodzin". Za trzy, cztery lata z naburmuszonej
            nastolatki wyrośnie rozsądna dziewczyna a WY????? Juz bedziecie bez
            szansy na dziecko. Tego chcesz? Ja Ci radzę: nie odkładajcie decyzji
            na później. Tym bardziej, że już i tak Twój organizm nie ma takich
            możliwości jak 15 lat temu sad
            No i jak zwykle musze dodać: dzieci odchodzą z domu a co Wam
            zostanie na POTEM?????
            • 333a13 Re: Zła macocha to ja 07.10.09, 09:42
              Dzięki Edwina smile wiedziałam, że z tym "mężczyzną" jest coś nie tak
              ale jakoś nie umiałam się doszukać błędu big_grin (postaram się poprawićsmile

              Wracając do tematu uważam, że dwoje bliskich sobie osób jest w
              stanie się dogadać jak tylko chcą... I nie różnicuję tu
              rodzin "rozbitych" czy też nie.
              Kiedyś z moim ojcem nie mogliśmy się wspólnie porozumieć, ja
              uważałam że ma mnie w d... i mnie nie kocha, a ojciec o mało co mnie
              nie znienawidził... W całe to piekiełko wkroczyła matka, która
              tłumaczyła zarówno ojcu jak i mi skąd bierze się niesłuszna wzajemna
              niechęć i te negatywne emocje. Poprzez tłumaczenie i pracę nad
              naszymi relacjami i zachowaniami z ojcem jesteśmy teraz w świetnych
              układach i przede wszystkim rozumiemy siebie nawzajem i pobudki
              które nami kierują.
              Myślę, że ten przykład można dopasować do jakiejkolwiek sytuacji
              konfliktowej między bliskimi ludźmi, którzy kochając się wzajemnie
              się ranią.
              Myślę, że Młoda powinna wiedzieć dlaczego ojciec założył nową
              rodzinę i nawet przy tych wszystkich zmianach w jego uczuciach do
              niej nic się nie zmienia. Powinna też wiedzieć, że jej zachowanie
              rani ojca i bardzo mu przykro gdy każe mu wybierać między sobą a
              nową rodziną itp. Że kiedyś Młoda będzie miała chłopaka, wyniesie
              się z domu a on będzie sam jak palec... Twój mąż ze swojej strony
              powinien też pokazać nastolatce, że jest człowiekiem dorosłym i
              potrafi konsekwentnie realizować to o czym mówi.
              Więc jeszcze raz, oczywiście nie obwiniając Twojego mężczyzny
              powiem, że za całą sytuację jest odpowiedzialny on. A może to tylko
              Ty chcesz dziecka, a Młoda jest tylko wygodną wymówką i przykrywką???
            • pantera_1 Re: Zła macocha to ja 07.10.09, 16:14
              Gratuluję córeczki i cieszę się Twoim szczęściem.

              Rozmawiałam z M o naszym dziecku, ale nie jestem w stanie go
              przekonać dopóki sytuacja z jego córką się nie wyprostuje ...
              Ja od siebie dodałam, że ma czas do końca roku i zaczynamy się
              starać. Tylko prawdę mówiąc cóż ja będę mogła zrobić, jeśli stosunki
              z jego córką do tego czasu nie będą lepsze. Boję się, że odpowie mi,
              że jeszcze nie ...
          • pantera_1 Re: Zła macocha to ja 07.10.09, 15:48
            Nie wiem czy młoda zna powód rozstania rodziców. Ale rzeczywiście
            dla niej powodem, że rodzice nie są razem, jestem ja. Choć jak
            pisałam wcześniej mojego M poznałam kilka lat po jego rozwodzie. Ale
            dziecko nie analizuje sytuacji w ten sposób.
            A co do rozpoczęcia starań o nasze wspólne dziecko, to rozmawiałam z
            M kilkakrotnie i mimo świadomości różnych zagrożeń wynikających z
            naszego wieku, odwleka tą decyzję do momentu unormowania stosunków z
            jego córką.

            Natomiast jego była żona powiedziała, że "palcemu w bucie nie
            kiwnie", bo córka, choćby nie wiem co wyczyniała, musi mieć
            przynajmniej w niej opokę. Generalnie nie chce córce się narażać.
            Nie chce również być "zamieszana" w całą tą naszą próbę naprawiania
            relacji z młodą. A kiedy M do niej w tej sprawie dzwoni, ona
            wychodzi rozmawiać na korytarz, żeby młoda nie słyszała ...
            • chalsia Re: Zła macocha to ja 07.10.09, 16:28
              > relacji z młodą. A kiedy M do niej w tej sprawie dzwoni, ona
              > wychodzi rozmawiać na korytarz, żeby młoda nie słyszała ...

              i BARDZO dobrze robi wychodząc na korytarz.
              • pantera_1 Re: Zła macocha to ja 07.10.09, 18:44
                Dlaczego dobrze? Ojciec dzwoni, żeby dowiedzieć się co u jego
                córki, więc z czego tu tajemnicę robić?
            • koni42 Re: Zła macocha to ja 07.10.09, 21:14
              Teraz tak mi przyszło do głowy...a może jego córka jest po prostu
              wygodna przykrywką. Przepraszam, ale muszę: może twój mąż nie chce
              juz więcej dzieci i ie umie Ci tego powiedzieć wprost. Nastolatka i
              tak go w tym wyręcza...
              Druga sprawa...często mężczyźni zatracają się w poczuciu winy. Jest
              na tyle duże, że przysłania wszystko, co dotyka życia obecnego.
              Partnerki, pracy, rodziny...Gdyby to było dziecko do 12 roku życia
              byłabym w stanie zrozumieć, ale tak...A co na to rodzina Twojego
              męża? Rozmawiałaś z teściami? Czy to temat tabu? Jak traktują Twoja
              córkę? Jak pdchodzą do Waszego projektu "dziecko-dziękuję później"?
              Jak było u nas...mój mąż też na początku nie chciał. Było to
              uwarunkowane sytuacja materialną. Niestabilnością zawodową etc.
              dodatkowo ja jestem 1500km od Polski i miałam na głowie wszystko, co
              tyczy sie dokumentów, papierów itd. Poza tym "podobno" trzy pokoje,
              to mało dla modelu 2+1+1 i czasem +1...Na końcu naszych dyskusji nie
              było przyjemnie, ale mąż się przekonał i udało się! Teraz czeka na
              swoją córeczkę, choć miał byc Hugo wink
              • pantera_1 Re: Zła macocha to ja 08.10.09, 09:46
                Moją córkę traktują jak własną wnuczkę co mnie ogromnie cieszy. Mnie
                również bardzo dobrze traktują, o czym świadczy wiele ciepłych słów
                i gestów.

                Rozmawiałam z M nt. naszego wspólnego dziecka i jest na "tak",
                ale ... nie teraz. To dla niego nieodpowiedni moment ze względu na -
                tak jak piszesz - poczucie winy i niemożność dogadania się z córką.
                A czas mija nieubłaganie.

                Z młoda problemy są od dawna i rodzina M niejednokrotnie była
                zdziwiona jej takim czy innym zachowaniem, agresją.

                A o wspólnym dziecku rozmawiam tylko z M, nie będę angażować w to
                jego rodziny. Zresztą i tam mam wrażenie, że pół rodziny jest
                zaangażowane w sprawy z młodą. Wczoraj dowiedzieliśmy się, że ciocia
                mojego M widziała się z go Ex, tak na marginesie - bez naszej wiedzy.
                A dziś M jedzie do tej cioci dowiedzieć się szczegółów i pogadać.
                Jedzie sam, na życzenie ciotki, bo swobodniej im będzie się
                rozmawiało beze mnie. Ale ja sobie nie życzę, aby ktoś za moimi
                plecami rozmawiał na nasze tematy i o mnie, o czym M poinformowałam.
                Powiedział, że nie będzie o mnie rozmawiać, ale przecież tak się nie
                da, bo ja też jestem odpowiedzialna za to co się dzieje z jego córką
                i wiele jej zachowań jest wymikiem moich reakcji i złych stosunków
                między nami.
                Podsumowując: M nie radzi sobie z całym tym bałaganem, a ja mu chyba
                tego nie ułatwiam.
                • chalsia Re: Zła macocha to ja 08.10.09, 11:06
                  > A dziś M jedzie do tej cioci dowiedzieć się szczegółów i pogadać.
                  > Jedzie sam, na życzenie ciotki, bo swobodniej im będzie się
                  > rozmawiało beze mnie. Ale ja sobie nie życzę, aby ktoś za moimi
                  > plecami rozmawiał na nasze tematy i o mnie, o czym M
                  poinformowałam.
                  > Powiedział, że nie będzie o mnie rozmawiać, ale przecież tak się
                  nie
                  > da, bo ja też jestem odpowiedzialna za to co się dzieje z jego
                  córką
                  > i wiele jej zachowań jest wymikiem moich reakcji i złych
                  stosunków
                  > między nami.


                  nie wpierniczaj sie między wódkę a zakąskę. To nie Twoja
                  odpowiedzialność. To jest sprawa ojca dziecka. Niech jedzie sam. Ty
                  się od niego dowiesz o co chodzi (jesli będzie chciał powiedzieć) i
                  możesz pomóc jedynie "z boku".
                  A skoro jestes świadoma, że wiele zachowań jego córki to wynik
                  TWOICH reakcji, to zmień swoje reakcje. A które - to pewnie się od
                  partnera dowiesz po jego rozmowie z ciotką.

                  > Podsumowując: M nie radzi sobie z całym tym bałaganem, a ja mu
                  chyba
                  > tego nie ułatwiam.


                  rzeczywiście nie ułatwiasz, a wpychając się tam, gdzie Cię nie
                  chcą, jeszcze bardziej utrudniassz.
                  • edw-ina Re: Zła macocha to ja 08.10.09, 11:45
                    Ufff, ostro!
                    Jak dla mnie za ostro. Kobita, w tym wypadku Pantera ma prawo wypowiedzieć się na temat kwestii, które dotyczą jej rodziny. Nie musi przepraszać za to, że tatuś danej pannicy wziął ją sobie za żonę. Chociaż ja bym olała spotkanie z ciotką i wypytywanie. A co mi do tego? Im mniej wiem, tym krócej będę przesłuchiwana wink
                    Ja wychodzę z założenia, że jak nie można wejść drzwiami, to trzeba próbować oknem. Innymi słowy jeśli dyskusje i prośby nic nie dały, to zaczynam szykować się na wojnę. Ale to ja. Pewnie w dość ostrych słowach uświadomiłabym delikwenta męża, że jak nie zrobi czegoś, co przyniesie konkretne skutki, to skończy się to 100- procentową wygraną córeczki i odzyskaniem przez nią tatusia w całości. Tylko czy ten facet tego chce? Czy chce rozwalić sobie kolejny związek.
                    A w ten wiek Pantera to się tak strasznie nie wkręcaj. Twój mąż ma 40 i co? Teraz to już nie stary facio. Chyba, że to kwestia tego, że to ty już nie możesz wytrzymać bez malucha.

                    • koni42 Re: Zła macocha to ja 08.10.09, 12:08
                      A gdybyś postawiła sprawę na ostrzu noża?
                      Zresztą co dziecko może zmienić (patrz pogorszyć) w relacjach z
                      ojcem.
                      Przepraszam, jeszcze dodam: facet po przejsciach często by chciał
                      mieć i to i to. Czyli spokój dziecka z pierwszego zwiazku i udane
                      małżeństwo z nową partnerką. Niestety wszystko, to kwestia
                      kompromisów! Dlaczego to TY masz iść na układ i odkładać ciążę w
                      nieskończoność? (no właśnie, ile konkretnie o tym już gadacie, bo to
                      ma znaczenie). Wiesz, ja jestem jedynaczką, ale też nie wiem, jakbym
                      zaragowała mając te 13/14 lat, gdyby rodzice oznajmili mi, że będę
                      siostrą!!!!
                      Czyżby ziecko z poprzedniego zwiazku było dzieckiem "większej
                      protekcji"? A co na to nasze dzieci? To znaczy w tym przypadku NASZE
                      córki? Moja też widzi ojca raz na dwa-trzy miesiące (1500km),
                      mieszka z mamą i jej mężem i dodatkowo będzie miała siotrę, a
                      druga "dochodzi"? Czy wogóle Twój mąż (a czasem i inni partnerzy)
                      zastanawiają się nad innymi osobami w takim układzie?
                      A i jeszcze jedno pytanie: Czy matka dziecka kogoś ma? czesem tak
                      jest łatwiej- dziecko rozumie, że obydwoje rodziców ma prawo do
                      ponownego szczęścia.
                      I nie zapominaj: człowiek w swojej naturze jest bardzo egoistyczny.
                      Począwszy od dziecka...Każdy "ciągnie" w swoją stronę.
    • koni42 Re: Zła macocha to ja 08.10.09, 12:09
      Jeszcze dodam smile
      Czy aby nie ma w Tobie zbytniej służalności? Tzn. napisałaś w
      tytule: Zła macocha..dlaczego? Każdy ma prawo do swojego szczęścia!
      • pantera_1 Re: Zła macocha to ja 08.10.09, 16:57
        Jestem odbierana przez córkę M jako ta zła i unieszczęśliwiająca ją
        macocha i stąd ten tytuł. A służalczość, to zdecydownie nie moja
        domena. To raczej mój M jest za miękki i niekonsekwentny w swym
        postępowaniu. I niejednokrotnie powinien "tupnąć nogą" w różnych
        sytuacjach, ale tego nie robi. Wg mnie ma wyrzuty sumienia, że córka
        i tak już jest pokrzywdzona, bo na co dzień go przy niej nie ma.
        Prosty przykład, który w skali obecnego problemu jest totalnie
        błahy, to chociażby fakt, że kilkunastoletnia pannica nie umie
        zachować się przy stole, prawie nie umie jeść nożem i wydelcem,
        zgarbiona wisi nad talerzem, a włosy maczają się jej w zupie, wstaje
        od stołu i zostawia chlew. Oczywiście jak normalny człowiek reaguję
        na coś takiego i mówię M, żeby ją nauczył (!) posługiwać się
        sztućcami. No i on ją uczy ... od kilku lat, tak jakby to była
        wieeelka sztuka!
        Chodzi w podartych i nieświeżych ciuchach, że o higienie osobistej
        nie wspomnę. Na wakacje jedzie bez mydła, szamponu, szczoteczki i
        pasty do zębów. Czy matka nie może jej tego wrzucić do walizki???
        I obok tego wszystkiego ja, która wymaga, nakazuje, wymierza karę,
        ale przecież nie tylko jej, również i mojej córce. Pochwalić też
        potrafię. Ale czasem tak mi się ulewa, że jak nie krzyknę, to
        przynajmniej oczami przewrócę wink A mój M pewnych rzeczy nie
        dostrzega, a może nie chce się narażać ... To tylko wierzchołek góry.
        Ech, do bani!
        • jayin Re: Zła macocha to ja 08.10.09, 17:47
          nawet jeśli byłabyś najsłodszą i najwspanialszą z macoch - i tak jego córka uważałaby cię zapewne za "tą złą" - bo "zabrałaś jej ojca". tzn. "niby nic nie zrobiłaś, ale swoją obecnością uniemożliwiłaś mu powrót na jedyną słuszną stronę Mocy, czyli do jej i jej matki".

          to nie twoje zachowanie jest problemem dla niej, tylko twoja obecność. sama obecność - to, że JESTEŚ z jej ojcem. niezależnie, czy jesteś wredną małpą, czy zaje**stą babeczką, która uwielbia wszystkie dzieci na swiecie. masz zamiar przepraszać, że żyjesz, albo po cichutku spakować walizki i się wynieść, żeby jego córka była szczęśliwa? bez przesady.

          a ona nie jest twoim problemem - tylko problemem twojego męża i to on jako ojciec powinien się zająć jej wychowywaniem, zwracaniem uwagi, nauką jedzenia itp. dopóki nie brudzi w waszym domu, a tylko sama się brudzi, albo nie może normalnie zjeść - nie wtrącaj się. skoro jej ojciec tego nie robi - to nie wnikaj i nie naprawiaj jego błędów wychowawczych. wiem, że to czasem irytuje - ale jaki masz na to wpływ?

          a z meżem rozmawiaj bez emocji, na spokojnie, bez pretensji. daj mu proste info, że ty potrzebujesz tego i owego, teraz i tutaj, a nie będziesz czekać Bóg wie ile. np. na dziecko wasze wspólne. Nie jest to łatwe, ale jak najbardziej wykonalne: Być jednocześnie i ojciem i mężem / mężczyzną. Tak samo: matką i żoną / kobietą. Dbać o dzieci i dbać o swoją żonę/partnerkę. JEDNOCZEŚNIE. a nie na zasadzie: "Dobra, to do 2011 roku dbam o dzieci, a potem kolej na ciebie - wtedy się tobą zajmę kochanie!"...smile

          Dzieci się kocha, dba się o nie, opiekuje nimi, zapewnia im się (dobro)byt... Ale nie można WYŁĄCZNIE na nich opierać swojego życia. Bo któregoś dnia wyląduje się z ręką w nocniku, samemu w domu, żona odeszła, bo zmęczyło ją życie "w kolejce do pana męża", a dzieci będą już od dawna mieszkać w swoim domu, ze swoją własną rodziną, partnerem, mężem, dziećmi. I co wtedy. Wtedy pozostaje klub emeryta i szachy smile
          • pantera_1 Re: Zła macocha to ja 08.10.09, 19:30
            Ooo, zdecydowanie najsłodszą i najwspanialszą z macoch nie jestem.
            Był czas, że młoda tak mnie irytowała, że kiedy nas odwiedzała
            zwyczajnie ignorowałam ją. Potem było jeszcze gorzej. Potem czyli
            po wspólnie spędzonych feriach. Nie chciałam jej widzieć, więc M
            włóczył się z nią po mieście, do kina czy restauracji. Z drugiej
            strony mieli wtedy czas tylko dla siebie, a młoda też nie musiała
            oglądać wrednej baby.
            Ja nie godzę się z jej beznadziejnymi zachowaniami, agresją czy
            brakiem jakichkolwiek zasad. Przecież sama mam córkę, która na to
            patrzy. A młoda jest maksymalnie wkurzająca, absorbująca, no i
            wygłasza takie mądre i dojrzałe opinie.
            Ona mnie nienawidzi (tak powiedziała) i realacji z nią chyba nie da
            się odbudować. Nienawidzi również swojego dziadka i innych osób,
            które mówią, że coś jest nie tak. A swojemu ojcu oprócz tego, że
            nie szanuje jego i jego rodziny, powiedziała również, że jest
            ŚWINIĄ. Nie mieści mi się w głowie, aby tak komuś w twarz krzyknąć,
            a zwłaszcza swojemu rodzicowi.
            Boję się, że M któregoś dnia mi powie, że nie możemy starać się o
            dziecko, bo nie może jeszcze bardziej "skrzywdzić" młodej. Ale
            jeśli tak się stanie, to spakuję mu walizki.
            • nangaparbat3 Re: Zła macocha to ja 11.10.09, 16:30
              Ale
              > jeśli tak się stanie, to spakuję mu walizki.

              Na jego miejscu sama bym je spakowala.
    • rybkka24 Re: Zła macocha to ja 08.10.09, 15:30
      trudno wymagac cos od dziecka ktore nie ma zadnych granic ktore paradoksalnie
      daja dziecku bezpieczenstwo zeby cokolwiek zrozumialo lub wspolpracowalo.
      rodzice sami kreca bicz na tylek dziecku bo odpowiednich zasad nauczy ja
      zycie.przedewszystkim tego ze nie jest pepkiem swiata ze w jej otoczeniu sa tez
      inni ludzie z ktorymi musi sie liczyc i ze innych uczucia tez sa wazne nie tylko
      jej!

      matka dziecka powinna wam pomoc nawet dla dobra dziecka ale widac umywa rece..a
      potem jak bedzie miala problemy z nastolatka to moze bedzie oczekiwac pomocy i
      wsparcia od ojca???
      jak teraz pozwala na brak szacunku???

      mloda nie zadowolona ze pojechala do chorwacji??
      nastepnym razem wyslac ja na kolonie na mazury to dziewczyna doceni.
      ciekawe czy ona matke bedzie szanowac, a mloda nie tyle co nie szanuje tylko
      wylewa swa zlosc ze nie wszystko jej wolno u ojca.

      trzeba wytyczyc ogolne zasady dla wszystkich i je respektowac.
      jak mloda wydoroslej to zrozumie i moze doceni.

      moim zdanie ojciec powinien usiasc z corka wytlumaczyc jej powod rozstania
      rodzicow, wyjasnic co do niej czuje, zapewnic o uczuciach zwrocic uwage ze sa
      tez inni ludzie na swiecie i postawic jasno zasady.
      nich sie obraza wypina. skoro wczesniej nikt ja nie wychowywal to trzeba zaczac
      troche pozno..

      dzwonic, pisac ze teskni czeka na nia interesowac sie co u niej byc gotowym na
      kontakt trzymac wyciagnieta reke ale do niczego nie zmuszac...nie przekupywac
      nie dac sie manipulowac.

      miec dziecko z toba chyba ze niechce a corka to przykrywka.

      jezeli chodzi o rozmowe z ciotka to jezeli tylko rozmowa o jego dziecku to nie
      musisz tam byc.mozesz zastrzec ze nie chcesz zeby rozmawiano o waszym
      malzenstwie i planach nt. waszego wspolnego dziecka bo tylko wasza sprawa.

      ogolnie uwazam ze sprawy dotyczace dziecka powinny byc miedzy rodzicami tylko i
      wylacznie gdyz osoby postronne moga wprowadzic balagan.
      mozna pomoc ale mieszanie sie caly czas babc ciotek wojkow moze wrecz zaszkodzic.

      on musi to poukladac bo to jego dziecko i jego nowa rodzina.

      mozecie usiasc w 4 i ustalic co i jak.
      stawianie jednego czlonka na pidestale i dostosowywanie calej rodziny pod niego
      rodzi niezdrowe podzialy.
      trzeba z mloda duuuzo rozmawiac, ale nie pozwalac jej na rzady i fanaberie ktore
      sa swego rodzaju wyrzuceniem zlych emocji ale nie w te strone co trzeba.
      twoj maz powinien pomoc dziecku uporac sie z zalem nie zaniedbujac nowej rodziny.
      moze psycholog??

      chyba nie bedzie czekal do pelnoletnosci dziecka albo do skonczenia studiow z
      poukladaniem sobie zycia?

      az dziw ze wzieliscie slub to sie corce napewno nie podobalo.
      postow o malych ksiezniczkach juz troche bylo.
      to nigdy nie wychodzi nikomu na zdrowie.

      zycze powodzenia poukladania wszystkiego na wlasciwym miejscu.
      najwazniejsze jest malzenstwo i zwiazek dzieci to ciaglosc wychowuje sie je dla
      swiata i dla innych ludzi.




    • koni42 Re: Zła macocha to ja 09.10.09, 08:58
      Przepisuję terapię wstrząsową...jednak.
    • koni42 Re: Zła macocha to ja 09.10.09, 09:03
      Ja też na początku próbowałam zrobić "drugi dom u siebie". Byłam
      wychowawcą nie tylko swojej córki, ale i córki mojego męża, co
      niosło za sobą liczne konsekwencje.
      1. Byłam tą złą, bo "akurat" zauważyłam jak zlizuje z noża sos.
      2. Chciałam, żeby składała pidżamę i słała łóżko - jak moja córka.
      3. Gotowałam zdrowo (warzywa,owoce) a ona je TYLKO makaron z sosem
      pomidorowym.
      ETC. ITD.
      Jednak któregoś dnia przestałam się tym jakoś specjalnie zajmowac
      i "wkraczam", jak jej zachowanie dotyka mnie, mojego dziecka, mojego
      domu i ogólnie pojętego spokoju. Nie mwię, ze nie pomagam, czy nie
      opiekuje się nią, czy razem nie oglądamy filmów (bardzo często moja
      córka jedzie na ferie do Polski, wtedy córka mojego męża jest z
      nami), ale nie WYCHOWUJĘ. W końcu od tego ma matkę i ojca.
    • annjen Re: Zła macocha to ja 14.10.09, 14:58
      abstrahując od problemów z pasierbicą, jeśli chcesz mieć dziecko, to nie trać
      czasu, bo w twojej sytuacji naprawdę nie ma na co czekać. z Młodą jest źle i nic
      nie wskazuje, ze miałoby być lepiej. dziecko niewiele tu moze zmienic. chyba, ze
      bierzesz pod uwagę rozstanie z mężem.
      • pantera_1 Re: Zła macocha to ja 15.10.09, 11:48
        Dziś M idzie do psychologa w spr. młodej, naszych z nią relacji i
        ew. starania się o dziecko. Zobaczymy z czym wróci.
        Poprzedni psycholog - z którym my się nie widzieliśmy, a jedynie
        ciotka - stwierdził, że młoda tak naprawdę nigdy nie pogodzi się z
        tym, że jesteśmy małżeństwem. A szczęśliwa byłaby dopiero, gdyby M
        rozstał się ze mną. Chora sytuacja!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka