Czy zwykle to właśnie my Macochy jesteśmy złe?
Czy my macochy nie umiemy zaakceptować pasierbów?
Czy jednak nie jest też tak, że akcja czyni reakcję i to nie zawsze
pasierbiątko jest takie miłe, grzeczne i kochające.
Z moim M jesteśmy w związku od kilku lat i mieszkamy w konfiguracji:
ja, on i moja córka. M również ma z poprzedniego związku córkę ...
No i tu zaczynają się schody.
Podobno to było kiedyś miłe dziecko, ale ja nie zaznałam tego
stanu

)
„Alergią”, niechęcią i wieczną zazdrością reaguje na mnie i moje
dziecko, ponieważ w życiu jej taty pojawiła się (ładnych parę lat
temu) wredna baba i to na dodatek z córką. Dodam, że nie byłam
powodem rozpadu tamtej rodziny, ponieważ z M poznaliśmy się, kiedy
był już parę lat po rozwodzie.
Od niedawna z M jesteśmy małżeństwem. I jak to większość kobiet
chciałabym zajść w ciążę i mieć z nim dziecko. M – czuły i ciepły
mężczyzna – w zasadzie też może by i chciał, ale...
Od momentu kiedy pobraliśmy się, M nie ma kontaktu ze swoją córką,
ponieważ ona nie akceptuje naszego małżeństwa, nie odbiera od niego
telefonu, nie chce się z nim widzieć, a M cierpi z powodu
odrzucenia, oraz nieszczęścia swojej córki. Więc M nie chcąc jeszcze
bardziej jej „ranić” odkłada nasze starania na później. Tylko co to
znaczy później? Ja już dawno przekroczyłam magiczny wiek 35 lat, a M
przekroczył 40. Więc jeśli prostowanie stosunków z jego córką będzie
trwało miesiącami, latami?
A jeśli nie uda się wyjść na prostą?
Mamy czekać i zdać się na jej łaskę bądź niełaskę. Na łaskę i tak
bym raczej nie liczyła, gdyż już rok temu córka M podczas świąt
życzyła mu, abyśmy nigdy nie mieli dzieci .... Ależ on musiał się
wtedy poczuć ;-((
I jak w takiej sytuacji mamy szczęśliwie starać się o dziecko?
A ona – kilkunastoletnia pannica umie świetnie manipulować i grać na
uczuciach ojca, który w poczuciu winy, oraz krzywdy dziecka daje się
wmanewrować w jej rozgrywki i wręcz mnie obwiniać o zaistniałą
sytuacją.
Przy czym nie mówię, że jestem ofiarą całej tej historii, bo nieraz
dałam odczuć jej swoje niezadowolenie, czy wręcz ignorancję w
chwilach już zupełnej niemocy.
Był nawet czas, że nie chciałam jej widzieć w naszym domu – ona jest
na maksa wkurzającą osobą.
Z drugiej strony chcąc uzdrowić odrobinę tą chorą sytuację
niejednokrotnie proponowałam jej robienie wspólnie zwykłych babskich
rzeczy: wspólne zakupy, czesanie, malowanie paznokci itp. Niestety i
to, choć chętnie w tym uczestniczyła, obracała jako argument
przeciwko mnie.
I jak tu zajść w ciążę???
Pozdrawiam