edw-ina
05.02.10, 21:22
Za kilka godzin pojadę po męża i jego dzieci. I jakoś się boję.
Zastanawiam się, czy usłyszę, że chciałby mieć je bliżej, że może
się stać, że z nami zamieszkają. I co mu na to odpowiem? Że powinien
być bliżej? Powinien, to mogę powiedzieć, to zresztą myślę. Ale
wiem, że ja nie dam rady żyć w takim wielotorowym układzie. I jest i
tak źle i tak nie dobrze. Bo ja się nie przemogę i nie będę
zastępstwem dal matki. A on nie ma w sobie wystarczająco dużo
samozaparcia, by zająć się nimi sam. I on wiem, że w sytuacji my
plus one, odejdę. I gdzieś momentami żałuję, że nie zostawił mnie
dla nich. Ja bym tak zrobiła. I może przez to mam jeszcze większe
wyrzuty sumienia.
Durne to może i nieskładne. I wiem, że wcale nic się nie musi stać.
Ale od tak dawna to wisi nad nami, że czasami wolałabym, aby już się
przelało.