politanczykowianeczka
13.07.10, 13:23
czytam czasem to forum i narzuca mi sie taki wniosek, że wy, młode kobiety
wstępujące w związki z dzieciatymi mężczyznami, mimo początkowych
trudności z pasierbami wierzycie, że później to już tylko będzie lepiej,
że wszystko się ułoży. Nie chcę tu wprowadzać jakiegoś, złowrogiego
pesymizmu, chcę jednak zasygnalizować, że warto brać pod uwagę również i
inny scenariusz.
Ja weszłam w związek małżeński z dzieciatym facetem. Było cudownie. Jego
dzieci w wieku mojego dziecka (jedno tylko rok młodsze). Pełne
porozumienie, radość z powiększenia rodziny, oboje po przejściach.
Niemalże cud, miód. Wspólne wakacje, świeta itp.
Problem tylko finansowy. Bo mój mąż finansuje siebie i swoje dzieci, ja
muszę siebie i swoje (były mąż nie płaci alimentów i nie ma możliwości
wyegzekwowania). Obiecywanie latami, że kiedyś się to zmieni, że ma
obowiązki finansowe wobec niepełnoletnich dzieci, bajońskie kwoty za
prywatne szkoły. Ja ze skromną pensją utrzymująca siebie i swoje dziecko.
Jak święta to ja wyprawiam, no bo mieszkamy u mnie. Jak wakacje jego
samochodem, to połowę za benzynę muszę oddać, no bo jadę ze swoim
dzieckiem. Oczywiście muszę te wakacje sobie i dziecku opłacić. Zresztą
nie o mężu chcę teraz mówić. Przez kilkanaście lat świetny kontakt z jego
dziećmi (nie mieszkają z nami ale często bywają).
I jaki efekt?
Teraz mają prawie po 30 lat i mnie nienawidzą. Ojciec cały czas ich
utrzymuje finansowo, bądź w drugim przypadku bardzo pomaga. (Moje dziecko
od ponad 10 lat samo na siebie już zarabia).
Ja jak nie mogłam liczyć na pomoc męża finansową, tak też liczyć nie mogę.
Nawet mi nie o to chodzi, tylko o jakieś wspólne cele, inwestycje, wyjazdy
itp. Ponieważ zaczęłam się buntować przeciw temu, i nie trzymać tego tylko
w sobie, i przez przypadek te, jego dzieci się o tym dowiedziały. Tzn, że
żona taty śmie mieć jakieś wymagania!!!! Zaczęli się trząść o jego majątek
czy czasem na mnie nie przepisał. Potajemne dochodzenia, żałosne.
No i obraza na całego! Przestały przychodzić na moje zaproszenia, nie
znają mnie. I oczywiście co mój mąż uważa??? Moja wina.
Nasze małżeństwo wisi na włosku, ja mam nerwicę żołądkową.
Doszło do tego, że nie mogę nawet o nich słuchać, dostaję drgawek jak
rozmawia z nimi przez telefon.
Tak więc chcę przestrzec, że nie zawsze czas działa na korzyść. I nawet
może minąć 20 lat, żeby się zorientować, że się jest samej, a ten
wyśniony, drugi mąż wciąż przy pierwszej rodzinie.