Dodaj do ulubionych

cudze dzieci

13.07.10, 13:23
czytam czasem to forum i narzuca mi sie taki wniosek, że wy, młode kobiety
wstępujące w związki z dzieciatymi mężczyznami, mimo początkowych
trudności z pasierbami wierzycie, że później to już tylko będzie lepiej,
że wszystko się ułoży. Nie chcę tu wprowadzać jakiegoś, złowrogiego
pesymizmu, chcę jednak zasygnalizować, że warto brać pod uwagę również i
inny scenariusz.
Ja weszłam w związek małżeński z dzieciatym facetem. Było cudownie. Jego
dzieci w wieku mojego dziecka (jedno tylko rok młodsze). Pełne
porozumienie, radość z powiększenia rodziny, oboje po przejściach.
Niemalże cud, miód. Wspólne wakacje, świeta itp.
Problem tylko finansowy. Bo mój mąż finansuje siebie i swoje dzieci, ja
muszę siebie i swoje (były mąż nie płaci alimentów i nie ma możliwości
wyegzekwowania). Obiecywanie latami, że kiedyś się to zmieni, że ma
obowiązki finansowe wobec niepełnoletnich dzieci, bajońskie kwoty za
prywatne szkoły. Ja ze skromną pensją utrzymująca siebie i swoje dziecko.
Jak święta to ja wyprawiam, no bo mieszkamy u mnie. Jak wakacje jego
samochodem, to połowę za benzynę muszę oddać, no bo jadę ze swoim
dzieckiem. Oczywiście muszę te wakacje sobie i dziecku opłacić. Zresztą
nie o mężu chcę teraz mówić. Przez kilkanaście lat świetny kontakt z jego
dziećmi (nie mieszkają z nami ale często bywają).

I jaki efekt?
Teraz mają prawie po 30 lat i mnie nienawidzą. Ojciec cały czas ich
utrzymuje finansowo, bądź w drugim przypadku bardzo pomaga. (Moje dziecko
od ponad 10 lat samo na siebie już zarabia).
Ja jak nie mogłam liczyć na pomoc męża finansową, tak też liczyć nie mogę.
Nawet mi nie o to chodzi, tylko o jakieś wspólne cele, inwestycje, wyjazdy
itp. Ponieważ zaczęłam się buntować przeciw temu, i nie trzymać tego tylko
w sobie, i przez przypadek te, jego dzieci się o tym dowiedziały. Tzn, że
żona taty śmie mieć jakieś wymagania!!!! Zaczęli się trząść o jego majątek
czy czasem na mnie nie przepisał. Potajemne dochodzenia, żałosne.
No i obraza na całego! Przestały przychodzić na moje zaproszenia, nie
znają mnie. I oczywiście co mój mąż uważa??? Moja wina.
Nasze małżeństwo wisi na włosku, ja mam nerwicę żołądkową.
Doszło do tego, że nie mogę nawet o nich słuchać, dostaję drgawek jak
rozmawia z nimi przez telefon.
Tak więc chcę przestrzec, że nie zawsze czas działa na korzyść. I nawet
może minąć 20 lat, żeby się zorientować, że się jest samej, a ten
wyśniony, drugi mąż wciąż przy pierwszej rodzinie.
Obserwuj wątek
    • edw-ina Re: cudze dzieci 13.07.10, 13:47
      Nie zrozum mnie źle, ale teraz płacisz za wynik braku reakcji przez
      ostatnich naście lat. Wiesz co, mamy z mężem oddzielne konta, mamy
      ustalone opłaty (kto za co), ale mimo wszystko nie wyobrażam sobie
      sytuacji, w której ja urządzam święta, bo to teoretycznie moje
      mieszkanie, a jemu dokładam do benzyny, kiedy gdzieś mnie wiezie.
      Strasznie późno zaczęłaś reagować, zdaje mi się, że po nastu latach
      razem jest zwyczajnie za późno na takie "rewolucje".
      Nie rozumiem, dlaczego zgodziłaś się na taką sytuację. Rozumiem, że
      mieszkaliście razem w twoim mieszkaniu i co? Szanowny mąż może
      chociaż rachunki płacił, czy tego również nie robił, bo to twoje?
      Wygodnie mu było, a ty mu w tym porzyklasnęłaś. Byłaś kobietą
      idealną: do łóżka, do sprzątania, zajęcia się dziećmi, a dodatkowo
      sama na siebie zarobi.
      Może to zbyt drastyczne wnioski, może się mylę (mam szczerą
      nadzieję, że się mylę), ale same "obrażone" dzieci nie są tu
      problemem. Problemem jest fakt, że pozwoliłaś na taką sytuację oraz
      to, że twój partner tak temu przyklasnął.
      • tully.makker Re: cudze dzieci 13.07.10, 14:00
        Nie pozostaje mi nic innego, jak zgodzic sie z edwina. Moze powinnas obciazyc
        pana czynszem za zamieszkiwanie U CIEBIE?

        Sprawy finansowe w zrekonstruowanej rodzinie sa trudne. Sama staje przed
        problemem, jak uniknac sytuacji, gdy dziecko mniej zarabiajacego rodzica
        finasuje sie kosztem dziecka tego lepiej zarabiajacego.

        Ale mozna znalezc sposob, by zalatwic te sprawy sprawiedliwie i tak, by nikt sie
        nie czul wycyckany.
      • konstancja16 Re: cudze dzieci 13.07.10, 14:02
        dziwny post.

        >>czytam czasem to forum i narzuca mi sie taki wniosek, że wy, młode
        kobiety wstępujące w związki z dzieciatymi mężczyznami, mimo
        początkowych trudności z pasierbami wierzycie, że później to już
        tylko będzie lepiej, że wszystko się ułoży.

        no prawda. kazdy wchodzi w zwiazek wierzac ze sie ulozy. i kazdy
        zwiazek ma jakies problemy. bezproblemowe nie istnieja, chyba tylko
        w literaturze dla grzecznych dziewczynek. albo w (nie)
        rzeczywistosci wirtualnej. problemy sa od tego zeby je rozwiazywac,
        a nie mnozyc.

        >>Problem tylko finansowy. Bo mój mąż finansuje siebie i swoje
        dzieci, ja muszę siebie i swoje (były mąż nie płaci alimentów i nie
        ma możliwości wyegzekwowania).

        no i tego nie rozumiem. spodziewalas sie, ze Twoj nowy maz bedzie
        utrzymywal Twoje dziecko? w miejsce nieplacacego alimentow
        biologicznego ojca? albo ze bedzie sponsorowal Ciebie? to juz
        chyba nie te czasy. co innego jesli facet nie doklada sie do
        WSPOLNEGO gospodarstwa domowego (piszesz ze mieszkacie u Ciebie i te
        rozliczenie samochodowe brzmia niesympatycznie, nie wyobrazam sobie
        takiej sytuacji z partnerem). dla mnie sprawa jest prosta jak drut:
        facet nie ma obowiazku dokladania sie do Ciebie i Twojego dziecka,
        ale ma obowiazek partycypowania w kosztach wspolnych. no i wspolny
        rezim finansowy warto sobie dogadac na wczesnym etapie.
        • edw-ina Re: cudze dzieci 13.07.10, 14:15
          Konstancja, zgadzam się, że to już nie te czasy, kiedy kobiety się
          finansowało, jak również podzielam zdanie, że facet nie powinien
          utrzymywać pasierba. Ale.
          Prowadząc wspólne gospodarstwo domowe trudno jest wszystko dzielić.
          A facet, skoro zdecydował się na związek i ślub (nie wiemy nawet czy
          mają rozdzielność majątkową, czy nie) też musiał mieć świadomość, że
          wraz z połączeniem łóżek doszło np. do połączenia finansów,
          koniecznośc zweryfikowania swojego podejścia.
          W ubiegłym roku Annjen pisała o tym, jak jej facet bez machnięcia
          ręką wydaje wielkie sumy na syna, a jej nie kupił żakiecika za
          kilkanaście euro. Na szczęście Annjen szybko zobaczyła tę cechę, a
          politańczykowianeczka (jak się doda konstantyno- to wychodzi ponoć
          najdłuższe słowo w języku polskim) godziła się na ten podział zbyt
          długo. Stąd teraz nieprzyjemna sytuacja.
          • politanczykowianeczka Re: cudze dzieci 13.07.10, 14:35
            Edwina ma rację, tak to trochę było. Pewnie moja wina, nie umiałam pewnych
            rzeczy wyegzekwować. A moje twarde upieranie kończyło się kilkukrotnym
            rozstaniem. Potem wracanie do siebie itd. A potem to już chciałam uniknąć
            tej huśtawki emocjonalnej i nie zgłaszałam pretensji.
            Nie, nie mamy rozdzielności majątkowej. Ale wszystkie nieruchomości są
            kupione przed ślubem, choć jak byliśmy razem. Na szczęście moje też, więc
            w tym nie ma problemu. Dla mnie, ale jego dzieci widać nie są pewne.
            Ojciec biologiczny bardzo zachorował, stąd to jemu bardziej należała się
            pomoc.
            Nawet nie chodzi mi w tym wszystkim o stosunki z mężem, bo to osobna
            sprawa do przerobienia, tylko o podejście jego już dorosłych dzieci do
            mnie. Jak nic nie chciała, to była super (ja). A teraz (konkretnie
            chciałam sprzedać swoje i jego mieszkanie i kupić większe) jak zwęszyły,
            że im coś może uciec (nie wiem nawet co, no chyba, że jak by jemu coś się
            stało, to im ucieknie mieszkanie - ale i tak przecież bym musiała ich
            spłacić).
            Nie mam pretensji, że mąż mnie nie utrzymywał. Zresztą nie było takiej
            potrzeby. Ale mam pretensję teraz, że nadszedł czas abyśmy wreszcie
            pomyśleli wspólnie o sobie. Że czas alimentów się skończył. I to z jednej,
            jak i z drugiej strony. Że może byśmy coś zbudowali razem.
            No ale on nie może, bo dzieci sie obrażą.
            • konstancja16 Re: cudze dzieci 13.07.10, 14:43
              fakt, ze finansowanie trzydziestolatkow to lekkie przegiecie.

              ale ciekawa jestem... masz dziecko w tym samym wieku co dzieci
              Twojego meza, jak napisalas. dokladasz mu / jej czy juz nie?

              nie wiem co Ci poradzic, bo skoro tyle czasu godzilas sie na taki
              stan rzeczy i chowalas glowe w piasek dla swietego spokoju to trudno
              to zmienic. powoli, ale stanowczo to jedno co mi przychodzi do
              glowy.
              • politanczykowianeczka Re: cudze dzieci 13.07.10, 14:53
                ja już swojemu dziecku nie finansuję życia. Owszem robię prezenty, ale to
                już co innego.
                Nie szukam nawet porady, bo to jest teraz trudne do zmiany. Chcę tylko
                pokazać jak się mogą w przyszłości pasierbowie odwdzięczyć. Że nawet jak
                przez lata stosunki wydają się być dobre, to i tak górę wezmą dobra
                materialne czy inny strach, że nie daj Boże macocha będzie miała lepiej,
                kosztem ich ojca.
                • nangaparbat3 Re: cudze dzieci 14.07.10, 00:07
                  Pasierbowie sa po prostu tacy sami jak ich tatuś.
            • karolana Re: cudze dzieci 13.07.10, 14:51
              politanczykowianeczka napisała:
              > Ale mam pretensję teraz, że nadszedł czas abyśmy wreszcie
              > pomyśleli wspólnie o sobie. Że czas alimentów się skończył. I to z jednej,
              > jak i z drugiej strony. Że może byśmy coś zbudowali razem.
              > No ale on nie może, bo dzieci sie obrażą.

              No cóż, to masz problem z mężem.
              Mam świetne relacje z pasierbiątkami, ale nie łudzę się i wiem, że nie raz
              usłyszę wykrzyczane przez nie "nie jesteś moją matką", że nie raz w odruchu
              buntu stwierdzą, że jestem wredna, paskudna i okropna. Zaboli, jasne, ale to
              dzieci. A obowiązkiem męża jest stać murem za żoną (no, chyba że dzieciom
              naprawdę dzieje się krzywda, ale to inna bajka).
              Natomiast jeśli kiedykolwiek mój mąż okaże się nielojalny wobec mnie... będzie
              to oznaczało, że źle wybrałam męża i będziemy musieli zastanowić się nad naszym
              związkiem i sensem jego istnienia.
              Od momentu ślubu (a nawet wcześniej, bo od decyzji o wspólnym życiu) nie ma
              "moje-twoje", jest "nasze".
              Oddawanie kasy za paliwo mężowi?? Brzmi jak kiepski żart...
              Generalnie współczuję, ale faktycznie, Ew-ina ma rację, że procentują całe lata
              wcześniejszych zaniedbań w Waszym związku sad
            • ajeje Re: cudze dzieci 14.07.10, 10:29
              Problem polega na tym że Twój mąż rozpuścił dzieci dając im do
              zrozumienia że im się wszystko należy. Teraz gdy dotarło do nich że
              inni też mają potrzeby to uważają ze ich prawa zostaną ograniczone.
              Moim zdaniem Twój mąż nie wychowywał swoich dzieci i to właśnie
              wychodzi.
            • edw-ina Re: cudze dzieci 14.07.10, 12:54
              Doprowadziliście oboje do sytuacji absurdalnej, w której staliście
              się zakładnikami dzieci. Twój facet nie postawił granicy i nadal nie
              chce tego zrobić. Ty, mimo momentów buntu, wolałaś dla świętego
              spokoju się na to zgodzić. Dzieci trzymają ojca w szachu, a on nie
              ma nic przeciwko.
              A dorosłym dzieciom męża powiedz wprost: byłam przy was, pomagałam
              jak mogłam, jestem żoną waszego ojca i należy mi się szacunek. A wy
              swoim zachowaniem pokazujecie, że nie szanujecie ani mnie, ani
              swojego ojca, który przez tak wiele lat starał się wam zapewnić
              dobre życie. Przemyślcie to, bo nie jesteście już dziećmi, tylko
              dorosłymi ludżmi, którzy muszą podejmować dorosłe decyzje i liczyć
              się z konsekwencjami swoich zachowań.
    • ajmj Re: cudze dzieci 13.07.10, 21:39
      Bo co tylko na początku wydawało Ci się, ze pieniądze to "niewielki
      problem" - wcale niewielki nie był. Nie wyobrażam sobie życia moje -
      Twoje. Zawsze, ZAWSZE musi być : NASZE, WSPÓLNE. Gdy tak nie jest -
      jest/będzie problem.
      Cóż...masz już długi staż małżeński. Trudno będzie zmienić męża,
      który przyzwyczajony do super wygodnego układu - nic zapewne
      zmieniać nie będzie chciał.
      Chyba, ze piszesz ku przestrodze...
      Pozdr
    • erillzw Re: cudze dzieci 14.07.10, 00:41
      politanczykowianeczka napisała:

      > czytam czasem to forum i narzuca mi sie taki wniosek, że wy, młode
      kobiety
      > wstępujące w związki z dzieciatymi mężczyznami, mimo początkowych
      > trudności z pasierbami wierzycie, że później to już tylko będzie
      lepiej,
      > że wszystko się ułoży.

      Daleko mi od takiego optymizmu smile
      Ja zawsze zakladam, ze moze sie cos z hukiem zepsuc i sie mile
      rozczarowac niz naiwnie wierzyc, ze bedzie pieknie jak w bajce.
      Jesli sa trudnosci ktorych nie udaje sie rozwiazywac na biezaco to
      ostatnia rzecza jaka pomysle bedzie "bedzie dobrze, JAKOS sie ulozy".


      > Nie chcę tu wprowadzać jakiegoś, złowrogiego
      > pesymizmu, chcę jednak zasygnalizować, że warto brać pod uwagę
      również i
      > inny scenariusz.

      Pewnie. Ale racjonalosci nie kazdego nauczysz. Mimo, ze bedzie
      obrywal po tylku.


      > Problem tylko finansowy. Bo mój mąż finansuje siebie i swoje
      dzieci, ja
      > muszę siebie i swoje (były mąż nie płaci alimentów i nie ma
      możliwości
      > wyegzekwowania).

      To nie jest TYLKO problem finansowy. To jest AZ problem finansowy.
      Nie twierdze, ze nalezy utrzymywac dziecko z poprzedniego malzenstwa
      zony ale dziwnym i tracacym skapstwem jest dla mnie rozdzielnosc -
      moje oplaty i moje utrzymanie siebie/twoje oplaty i twoje utrzymanie
      siebie. WTF?!

      > Obiecywanie latami, że kiedyś się to zmieni, że ma
      > obowiązki finansowe wobec niepełnoletnich dzieci, bajońskie kwoty
      za
      > prywatne szkoły.

      Jak dla mnie jesli ktos od razu nie wykonuje pewnych ruchow
      (wspolnota majatkowa) to znaczy ze po prostu nie chce tego zrobic zas
      obiecywanie to tylko gra na zwloke. Co to za sciema, ze on nie moze
      miec wspolnej kasy bo na dzieci musi placic?! O_o

      > Ja ze skromną pensją utrzymująca siebie i swoje dziecko.

      Abstratkt dla mnie.


      > Jak święta to ja wyprawiam, no bo mieszkamy u mnie. Jak wakacje
      jego
      > samochodem, to połowę za benzynę muszę oddać, no bo jadę ze swoim
      > dzieckiem.

      Boze co za sknerus! A za wode tez Cie rozlicza? Albo kupiona za swoje
      pienidze herbate? Od listka czy od ilosci zaparzen?


      > Oczywiście muszę te wakacje sobie i dziecku opłacić.

      Niedowierzam.. naprawde..

      > Zresztą
      > nie o mężu chcę teraz mówić. Przez kilkanaście lat świetny kontakt
      z jego
      > dziećmi (nie mieszkają z nami ale często bywają).
      >
      > I jaki efekt?
      > Teraz mają prawie po 30 lat i mnie nienawidzą. Ojciec cały czas ich
      > utrzymuje finansowo, bądź w drugim przypadku bardzo pomaga. (Moje
      dziecko
      > od ponad 10 lat samo na siebie już zarabia).
      > Ja jak nie mogłam liczyć na pomoc męża finansową, tak też liczyć
      nie mogę.
      > Nawet mi nie o to chodzi, tylko o jakieś wspólne cele, inwestycje,
      wyjazdy
      > itp. Ponieważ zaczęłam się buntować przeciw temu, i nie trzymać
      tego tylko
      > w sobie, i przez przypadek te, jego dzieci się o tym dowiedziały.
      Tzn, że
      > żona taty śmie mieć jakieś wymagania!!!! Zaczęli się trząść o jego
      majątek
      > czy czasem na mnie nie przepisał. Potajemne dochodzenia, żałosne.


      Dziwisz sie? Mieli high life na koszt tatunia, kosztem jego zycia.
      tatus jest niewyczerpana studnia z kasa. Niestety ale nie dziwi mnie
      to, ze po tylu latach chowania w mysl "macie ode mnie wszystko, moja
      kasa to wasza kasa, nikt inny nie ma do niej dostepu" oni Cie
      nienawidza bo dla nich stan w ktorych tatulek ich utrzymuje, za nich
      placi a jego zona potulnie placi za siebie jest norma. A kazdy inny
      powoduje u nich strach przed zmiana tej wygodnej sytuacji.
      Niestety musze zgodzic sie z dziewczynami, ze sama zapracowalas na
      taka sytuacje. A tatulek (Twoj maz) tak wlascie wychowal swoje
      "pociechy", na metarialistow ktorzy nie potrafia sie usamodzielnic bo
      de faco nie musza.

      > No i obraza na całego! Przestały przychodzić na moje zaproszenia,
      nie
      > znają mnie. I oczywiście co mój mąż uważa??? Moja wina.

      A spodziewalas sie ze pomysli ze jego? On -ten - super - tata, ktory
      pomimo 30 na karku dzieci nadal je utrzymuje? Ze czlowiek ktory od
      lat nie chce miec z Toba wsponoty nagle stanie po Twojej stronie i
      zrozumie, ze cos mu sie pomylilo w sposobie wychowywania dzieci?
      Mowisz o tym, zeby ostrzec inne dziewczyny by nie patrzyly naiwnie..
      ale chyba sama tak patrzysz niestety..

      > Nasze małżeństwo wisi na włosku, ja mam nerwicę żołądkową.

      Twoje malzenstwo - nie chce Cie martwic - bylo takie od kiedy Twoj
      maz wyznaczal granice 'moje-twoje-plac na siebie - nie insteresuje
      mnie wspolnota z Toba".
      Czyli de facto od poczatku. To, ze teraz to ma konkretne skutki to
      juz jest odrebna rzecz.

      > Doszło do tego, że nie mogę nawet o nich słuchać, dostaję drgawek
      jak
      > rozmawia z nimi przez telefon.

      Dziwie sie ze na niego nie masz takiej reakcji.


      > Tak więc chcę przestrzec, że nie zawsze czas działa na korzyść. I
      nawet
      > może minąć 20 lat, żeby się zorientować, że się jest samej, a ten
      > wyśniony, drugi mąż wciąż przy pierwszej rodzinie.

      Troche dlugo czasu zajelo Ci zrozumienie, ze jestes sama.. Biorac pod
      uwage wszystkie przeslanki ktore opisalas..
    • rybkka24 Re: cudze dzieci 14.07.10, 12:16
      zgadzam się ze wszystkimi przedmówczyniami..
      miałaś i masz problem Z MĘŻEM pasierbowie to efekt.
      mąż ich nie wychował nie wpoił im odpowiedniej hierarchi wartości.
      nie nauczył ich szacunku do ciebie wyhodował sobie
      materialistycznych roszczeniowych ludzi.
      i ten tekst że on nie może bo się dzieci obrażą daje obraz całkiem
      zaburzonych relacji i stosunków z dziećmi który sie tworzy i
      wypracowywyuje latami.
      ten facet nie ma własnego życia własnych planów, nie traktuje cię
      jak równorzędną i równoważna partnerkę,jest niejako "uzależniony" od
      dorosłych dzieci.
      to co poczytuje się jak dzieci są małe jako obraz idealnego
      poświęcającego sie ojca póżniej wypada żałośnie.
      a dzieci uczą się że ojciec oprócz nich NIE MA PRAWA o nikogo dbać
      że świat sie na nich zaczyna i na nich kończy i im sie wszystko
      należy..
      niech sobie ten wpis poczytają osoby które tak gorliwie wypisją żeby
      nie liczyć się z partnerem tylko poświęcać wszystko dla dziecka i
      być na każde jego pstryknięcie palcem a o własne życie nie dbać.

      teraz nie wiem czy można jeszcze liczyc na zmiane postawy życiowej
      męża.
      on już sobie wypracował jakiś model i ty już dobrowolnie zajęłaś
      pewne miejsce..dla świętego spokoju jak to napisałaś.
      zmiana tego miejsca wywołuje bunt i wściekłość wynikający z lęku.
      ale to wina ojca że tak dzieciom pokazał i tak je nauczył.
      pewnie dla świętego spokoju zostaniesz już w tym związku na pozycji
      trzecioplanowej..
      • politanczykowianeczka Re: cudze dzieci 14.07.10, 15:20
        dziękuję wam za wszystkie słowa. Niektóre mną mocno potrząsnęły i dały
        pewność, że upominam się o słuszną sprawę, a nie czepiam się, jak to mąż
        nazywa.
        • ajmj Re: cudze dzieci 16.07.10, 09:08
          politanczykowianeczka napisała:

          > dziękuję wam za wszystkie słowa. Niektóre mną mocno potrząsnęły i
          dały
          > pewność, że upominam się o słuszną sprawę, a nie czepiam się, jak
          to mąż
          > nazywa.

          CZEPIASZ SIĘ???

          On chory jest czy cóś?wink

          Im więcej ludzi łączy - tym taki związek ma większe szanse na
          przetrwanie. A Kasa - podejście do tematu: WSPÓLNE - jest bardzo
          istotnym spoiwem.
    • tully.makker Cos jeszcze dodam 14.07.10, 20:15
      Lubie swoja pasierbice, odnosze sie do niej pozytywnie, ale niczego sie od niej
      nie spodziewam. Daje jej tyle z siebie ile mam ochote dla swojej wlasnej
      przyjemnosci i nagroda jest dla mnie moje zadowolenie z siebie, a nie jej
      wdziecznosc.

      Oczywiscie nie zawsze tak bylo, ale nauczylam sie juz jakis czas temu bolesnie
      ze nie ma co robioc z siebie meczennicy a potem oczekiwac wdziecznosci za swoje
      poswiecenia, bo raczej sie jej nie doczekasz.
      • nangaparbat3 Re: Cos jeszcze dodam 15.07.10, 11:48
        Ale to dotyczy własnych dzieci dokladnie tak samo smile
        • konstancja16 Re: Cos jeszcze dodam 15.07.10, 12:57
          dokladnie tak samo to jednak nie. wobec wlasnego dziecka ma sie
          obowiazek. prawny. i jeszcze cos tam co sie przestawia w glowie i
          w sercu u wiekszosci normalnych ludzi, ktorzy maja dzieci. milosc,
          poczucie odpowiedzialnosci i takie tam bajery.

          w przypadku pasierbow - odpadaja te uczucia i obowiazek prawny.
          moze byc sympatia i dobra wola w najlepszym przypadku.

          a ze zwrotu to nie ma co oczekiwac to inna sprawa. w wiekszosci
          rodzin, ktore znam jednak ten 'zwrot' nastepuje. w postaci
          bliskiej, latami budowanej relacji. w ktorej jest miejsce na
          wzajemnosc, zaufanie, pomoc w razie potrzeby. i szczodrosc pod
          kazda postacia (finansowa i emocjonalna).
          • edw-ina Re: Cos jeszcze dodam 15.07.10, 13:37
            Konstancjo, ale nie zauważyłaś, że wśród kilku osób wypowiadających
            się na tym forum panuje pogląd (w uproszczeniu), że: ty daj z siebie
            jak najwięcej, nie oczekuj niczego w zamian, wszelkie złe, a nawet
            paskudne zachowania pasierbów odrzuć, ba!, nawet zrozum, bo to w
            końcu dzieci z rozbitych rodzin.
            I tak dochodzimy do wniosku, że wszyscy są równi, ale świnie są
            najrówniejsze...
            • tully.makker Re: Cos jeszcze dodam 15.07.10, 16:38
              Ludzie w ogole na ogol zachowuja sie paskudnie, nas samych z tego nie
              wylaczajac, to co sie dziwic, ze pasierbowie zachowuja sie w ten sposob do
              obcych przeciez ludzi jak macocha czy ojczym? Ilez podlosci bywa w relacji
              rodzicow z wlasnymi dziecmi - w obie strony, to dziwic sie nalezy, ze w
              relacjach w zrekonstruowanych rodzinach ludzie sie calkiem nie zabijaja.
              • konstancja16 Re: Cos jeszcze dodam 15.07.10, 18:24
                to mialo byc ironicznie czy co? czy czegos nie zrozumialam?

                • tully.makker Re: Cos jeszcze dodam 16.07.10, 09:18
                  Calkiem powaznie.

                  Ludzie zachowuja sie paskudnie, a pasierbowie naleza do zbioru ludzi (tak, tak wink))

                  Ergo paskudne zachowania pasierbow nie powinny nikogo dziwic.

                  To smo stosuje sie do macoch, dzieci, rodzicow,i przede wszystkim, nas samych.
                  • konstancja16 Re: Cos jeszcze dodam 16.07.10, 12:04
                    a to wspolczuje. szczegolnie tego 'na ogol'.
                    • tully.makker Re: Cos jeszcze dodam 17.07.10, 08:57
                      Wspulczucie nalezy sie raczej osobom zawiedzionym w swych nierealistycznych
                      oczekiwaniach, ktorych niemalo na tym forum.

                      Moje zycie jest pelne przyjemnych niespodzianek.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka