Cześć macochy
Bawiłem tu u Was całkiem niedawno w sprawie rad związanych z 'oswajaniem'
synka ukochanej. Wiele z nich wykorzystałem w praktyce - prezenty do wspólnej
zabawy (te kolejki na szynach, to rzeczywiście fajna sprawa

), popisywanie
się umiejętnościami w celu uzyskania autorytetu (pomagam w angielskim),
wspólne tajemnice (co kupimy mamie na urodziny) - i zadziałało znakomicie.
Jestem Wam zobowiązany.
Malca podbijałem powolutku, przyzwyczajał się coraz bardziej, aż ostatnio,
kiedy zapowiedziałem, że już muszę iść, wdrapał mi się na kolana (!) i
zakrzyknął: "No Jaaaacek, juuuuuuż? Zoooostań z nami". Widziałem tylko jak
moja luba pokraśniała z zaskoczenia, ja sam pokraśniałem z dumy, no i
zostałem jeszcze trochę

Teraz zostało już tylko oswajanie lubej... I, niestety, wydaje się to być
znacznie trudniejszym zadaniem... No właśnie - jesteście kobietami - może mi
doradzicie? Co zrobić, żeby zmniejszyć dystans? Znamy się od roku, spotykać
się zaczęliśmy miesiąc temu, a wciąż jesteśmy na wyciągnięcie dłoni. Chyba
niedługo będę sobie musiał przywiązywać ręce do tułowia, żeby się na nią nie
rzucić... Cholera, wczesniej nie miałem żadnych takich problemów, ale o nią
tak się wystarałem, że boję się, że ją spłoszę. Jak wyczuć odpowiedni moment
i wiedzieć, że nie będzie miała nic przeciwko?
Oj, biedny, ja biedny...

Kochane macochy, poradźcie....
Jacek