edw-ina
27.01.11, 21:53
to nie koniecznie macosze tematy, ale mam pytanie - jak radzicie sobie z różnymi zobowiązaniami własnego faceta?
Tj. może doprecyzuję. Po raz n-ty okazało się, że wyjazd M zbiega się z trudną i ważną dla nas sprawą. I po raz kolejny spada ona w 100 proc. na mnie, chociaż nie jestem obyta w temacie, mam również inne zobowiązania niż zajęcie się tym i muszę wszystko temu podporządkować. I ja wiem, że jest to swego rodzaju zbieg okoliczności, ale fakt, że pojawia się to po raz któryś tam sprawia, że mam - brutalnie rzecz ujmując - tzw. wkurwa.
Po prostu czuję się postawiona pod ścianą, bo przecież on musi - i chociaż jak mnie przekonuje, to do niczego mnie nie zmusza - mimo wszystko ja nie mam wyjścia i muszę to wykonać.
Macie takie sytuacje? Jak sobie z tym radzicie?
Od razu napiszę, że to nie jest tak, że ja jestem melepotą kompletną i sobie z niczym nie radzę, jak również zdawałam sobie sprawę z tego, że życie M w ostatnich latach się zmieniło. Ale jednak po każdej tego typu sytuacji jakoś irracjonalnie próbowałam wierzyć, że następna nie przyjdzie. Wiem, że to w dużym stopniu moja wina, bo naiwnie myślałam i to powoduje, że tym bardziej się wkurzam na własną naiwność.
przepraszam mało składną wypowiedź.