Dodaj do ulubionych

Kazdy ma swoje granice wytrzymalosci.......

24.01.14, 20:05
a ja po 12-stu latach stwierdzilam, ze naleze jednak do tych najbardziej wytrzymalszych.....

W sktocie do tych co mnie nie znaja; rozstalam sie z ex przed 12-stoma laty i mamy wspolnie 3-jke dzieci (naprzemienna opieka, bo przebaczylam rozstajac sie z nim). Moj terazniejszy maz z ktorym jestem juz od 12 lat (tak, nie tracilam czasusmile, ma 2-jke (pierwsze biologiczne (nie sprawdzone), a drugie "kukulcze jajo" (na 100%, sprawdzone), ktore bylo i jest najbardziej holdowane przez nassmile.

Ja od poczatku stawialam granice moim dzieciom i nie obchodzilo mnie, ze moj ex bedzie ze mna konkurowal o wzgledy, gdyz chcialam je wychowac na ludzi do zycia. Wiedzialam, ze milosc dana dzieciom zaowocuje, ale tylko pod jednym warunkiem, jak wpoje im ludzkie humanitarne zachowania min. z zakazami i upomnieniami (co mi sie chyba udalo).

Nie raz psioczylam na moje dzieci, pokazujac im droge......,bylo wszystko; od obrazenia sie po zerwaniu kontaktu na pare tygodni........

A moj maz przez wiele lat na drastyczne odchylenia zachowan swoich dzieci nie reagowal (ja tylko mowilam, pokazywalam droge, upominalam, ale nie interweniowalam), zaczynaly z biegiem czasu "sra_ mu na glowe", a on mowil; "ze deszcz pada".......
Na poczatku naszej znajomosci z moim teraz. mezem nie moglam sobie pozwolic np. na urlop z moimi dziecmi, wiec spedzalam je w domu z roznymi rozrywkami, ktore ja inicjowalam.

A moj maz musial zawsze je spedzac na Majorce, Grecji, Turcji, Tajlandi itd..

Widzialam, i mu mowilam, ze nie tedy droga prowadzi, a on mnie zawsze odprawial z kwitkiem; "ze jestem zazdrosna".........Dalam spokuj....., powiedzialam: "rob co chcesz"

Na dzien dzisiejszy; mam wspaniale, dobrze wychowane dzieci (juz dorosle, (szkodawink), ktore maja codziennie ze mna kontakt (telefoniczny, albo internetowy). Zaprszaja nas co weekend na jakies uroczystosci, imprezy, zwykle odwiedziny....itd.

Sytuacja mojego meza jest katastrofalna, .......biologiczna cora po odmowieniu sponsorowania wyjazdu za granice (wakacje) na 1 miesiac do Australi w wysokosci 4.000,- Euro zerwala calkowicie kontakt z ojcem!!!! co to jest????, gdzie jest milosc, poswiecenie i uwaga?........"adoptowany" nagle odmawia wizyt u nas......

Sorry, mam lzy w oczach i nie moge dalej pisac..
Ale przyznam sie, ze teraz po tylunastu latach jestem zmeczona i mi ten stan odpowiada,...
Obserwuj wątek
    • edw-ina Re: Kazdy ma swoje granice wytrzymalosci....... 25.01.14, 10:07
      Powinnam dać twój post do przeczytania M. Tak na wszelki wypadek. By jeszcze mocniej dotarło do niego, że super wakacjami itp. dzieci się nie wychowa, nie zbliży się do nich i nie stworzy podwalin dobrej relacji.
      Jest mi przykro. Bo wiem, jak boli patrzenie na bliskiego człowieka, któremu pęka serce. Czasami potrzeba czasu, by relacje weszły na właściwy tor. Trzeba poczekać, aż nastolatek z głupiomądrego stanie się po prostu mądry. I inaczej spojrzy na rzeczywistość oraz zweryfikuje swoje oczekiwania.
      Mogę ci tylko życzyć wytrwałości.
      • luna67 Re: Kazdy ma swoje granice wytrzymalosci....... 28.01.14, 20:59
        Edwina, nawet jakbys dala setki podobnych watkow twojemu M do przeczytania, to i tak nie wywarlo by na nim zadnego wrazenia...... Ja osobiscie buszowalam po zagranicznych forach i mialam setki takich przykladow, niektore kopiowalam i dawalam do czytania mojemu M bez renozansu......
        Dopiero teraz "jak mleko sie juz rozlalo" mowi mi: "dlaczego sie ciebie nie posluchalem".......
    • proszepani13 Re: Kazdy ma swoje granice wytrzymalosci....... 27.01.14, 14:43
      Zawsze się zastanawiam, gdzie ojcowie mają głowy w takich sytuacjach. Przecież to są proste rzeczy. Skoro robię przez lata za bankomat, to tak jestem postrzegany. Robię za worek do bicia, to takim się staję. Cieszę się, że moj PO bardzo szybko to dostrzegł, bo chyba nie umiałabym w takim związku żyć, kiedy najbliższa osoba robi z siebie łysą kobyłę do jeżdżenia.
      Luna szczerze współczuję.
      • luna67 Re: Kazdy ma swoje granice wytrzymalosci....... 28.01.14, 21:10
        Prosze pani1 3, o to chodzi, ze moj maz nie byl tylko bankomatem przez ostatnie 11 lat; byly wspaniale weekendy, wycieczki, urlopy do egzotycznych krajow, wspolne zakupy, upominki, itd. (przeciez napisalam).......Sytuacja zaczela sie od odmowy mojego M sponsorowania wakacji corki M, ktora jest juz pelnoletnia.
        Nie, nie musisz mi wspolczuc, ja teraz naprawde "oddycham" (sorry za szczerosc, ale tak jest), chociaz mi mojego M bardzo szkoda,......

        Ps.
        Moj maz powiedzial mi wczoraj: "dobrze, ze przynajmniej ty wiedzialas jak wychowac dzieci....". Najpierw myslalam, ze mowi to cnicznie, ale po dluzszej rozmowie widzi swoje bledy.....No ale, zobaczymy co dalej....
        • violadamore Re: Kazdy ma swoje granice wytrzymalosci....... 29.01.14, 08:32
          Dorzuce swoje trzy grosze - u nas temat wychowywania dzieci przez pryzmat wyrzutow sumienia (czytaj schlebianie i uslugiwanie im na kazdym kroku) jest niestety glownym polem konfliktow miedzy nami. Sprawa bardzo trudna, dla obu stron. Nie bez znaczenia jest tez roznica mentalnosci miedzy nami, ja bylam wychowywana dosc rygorystycznie i nie rozumiem tego zaglaskiwania dzieci i niewymagania od nich czegokolwiek. Co nas ratuje to wizyty u terapeuty: ja laduje tam co kilka tygodni, bo sama nie wiem czy na pewno moj punkt widzenia jest "jedynie sluszny", a NM widzi, ze staram sie tez cos u siebie wyprostowac, wiec tez jest gotow do ustepstw ze swej strony. Sytuacja zaostrza sie mimo wszystko, bo jego dzieci wchodza w dojrzewanie i zaczynaja sie typowe jazdy nastolatkow. W zwiazku z czym moj NM tez ma umowione spotkanie u terapeuty wink. Czasem wydaje mi sie, ze to ponad nasze sily, na szczescie NM ma optymizmu i energii za nas dwoje. Ale wydaje mi sie, ze bez pomocy kogos w rodzaju mediatora, kto stoi ponad stronami (i ponad emocjami), bardzo trudno jest taki patchwork bezkolizyjnie prowadzic. Mnie raczej by sie nie udalo... uncertain
        • proszepani13 Re: Kazdy ma swoje granice wytrzymalosci....... 29.01.14, 10:45
          Tylko że wspaniałe wycieczki, urlopy, upominki etc. (czytaj zainteresowanie i zaangażowanie w życie dzieci) nie wykluczają tego, że ktoś jest traktowany jako bankomat. Chodzi czasem o powiedzenie NIE - nie mam pieniędzy, nie mogę, dziś nie dam rady, jestem zmęczony. Kiedy po latach dopiero pojawi się pierwsze nie, jest dramat.
          W naszym przypadku, dopiero po 2-3 latach zauważyliśmy, że w głowach dzieci zrobił się taki schemat (niestetey u nas jeszcze doszła rodzicielka przepełniona nienawiścią i wrzucająca swoje cztery grosze): mama nie ma pieniędzy, tata ma zawsze; mama nie ma czasu, tata ma; mama musi odpocząć, tata nie odpoczywa nigdy; mama może sobie coś kupiś extra, tata nie może. I mimo, że to były tylko 2-3 lata, to rozbicie tego schematu wcale nie było takie łatwe (i zresztą do końca i tak się to nie udało).
          • edw-ina Re: Kazdy ma swoje granice wytrzymalosci....... 29.01.14, 11:36
            hihihi, mnie to również wielokrotnie rozbrajało. Każdy jeden dzień spotkania z chłopcami musiał być pełen atrakcji, z których najdrobniejszą było ekspresowe organizowanie np. biletów na mecze łącznie z kartami kibica. Dzień zaczynał się od: co dzisiaj robimy. Jeśli nie była zaplanowana super-hipper atrakcja, to siadali przed komputerem/gierką/telefonem itp. i na tym kończyła się wszelka aktywność. A M dwoił się i troił by ich rozbawić. Normalnie KO-wiec.
            Oczywiście wszystkie rozrywki powinny być stosownie kosztowne. Gdzie tam jakieś np. spacery po górach czy popływanie rowerami wodnymi po zalewie.
          • karolana Re: Kazdy ma swoje granice wytrzymalosci....... 29.01.14, 11:39
            proszepani13 napisał(a):

            > Tylko że wspaniałe wycieczki, urlopy, upominki etc. (czytaj zainteresowanie i z
            > aangażowanie w życie dzieci) nie wykluczają tego, że ktoś jest traktowany jako
            > bankomat. Chodzi czasem o powiedzenie NIE - nie mam pieniędzy, nie mogę, dziś n
            > ie dam rady, jestem zmęczony. Kiedy po latach dopiero pojawi się pierwsze nie,
            > jest dramat.

            Ja się z tym "muszę" zgodzić.
            Tam, gdzie nie ma stawianych przez naście lat granic, tam w pewnym momencie pojawi się dramat.
            Dziecko uczy się nie przekraczania granic jak jest małe. Są sławetne okresy buntu - dwulatka (właśnie przerabiam z pełnym wykopem big_grin ), czterolatka, itd.
            To są właśnie momenty, kiedy dziecko uczy się gdzie są granice, których nie wolno mu przekroczyć. A zadaniem rodzica jest postawienie tych granic i konsekwentne trzymanie się tego.
            Jeśli dziecko jest uczone, że granic nie ma lub są elastyczne, nie uczy się mechanizmów radzenia sobie z zawodem, rozczarowaniem, nie wie jak się zachować w sytuacji odmowy. No bo, do cholery, zawsze "się dało", a teraz "się nie da". I co tu zrobić?
            Więc uderza w ton, który do tej pory skutkował - płacz, żądanie, szantaże.
            Jak poskutkuje, kolejna granica się uelastyczni, utrwali się mechanizm wymuszania.
            Jak z przyczyn obiektywnych granica pozostanie, jest szok i foch.
            Problem w tym, że im młodsze dziecko, tym szybciej foch mija.
            To są naprawdę proste mechanizmy. I wiem jak trudno stawiać granice. Ale taka rola rodzica, w odróżnieniu od hodowcy.
            I problem w tym, że dorosłych dzieci już się nie wychowa.
            Powtarzam sobie to milion trzysta dwadzieścia pięć razy dziennie patrząc w błękit oczu mego synka, który używa wszystkich, ale to WSZYSTKICH metod żeby postawić na swoim. A mnie serducho pęka, bo zrobiłabym to wszystko, a nawet więcej wink Dzięki Bogu jest niemąż, który trzyma w garści nas oboje wink
        • ksieznapodolska33 Re: Kazdy ma swoje granice wytrzymalosci....... 31.01.14, 12:16
          luna67 napisała:

          > Prosze pani1 3, o to chodzi, ze moj maz nie byl tylko bankomatem przez ostatnie
          > 11 lat; byly wspaniale weekendy, wycieczki, urlopy do egzotycznych krajow, wsp
          > olne zakupy, upominki, itd. (przeciez napisalam).......

          No właśnie przecież wyraźnie widać, że był bankomatem....
    • rybkka24 Re: Kazdy ma swoje granice wytrzymalosci....... 29.01.14, 11:44
      Z Twoich wcześniejszych wpisów pamiętam, że sytuację którą opisujesz przewidywałaś już dość dawno, niejednokrotnie były sygnały,że dzieci są roszczeniowo nastawione i niewychowana.ale jak sama piszesz M dopiero teraz "bije się w piersi" , ale niestety trochę za późno na takie wnioski.dziewczyna pewnie prędzej czy później odezwie się do was.ciężko będzie sprowadzi na ziemię roszczeniową księżniczkę, ale da się.wystarczy konsekwencja i spokój.
      Twój M musi sobie wypracować nową płaszczyzną w kontakcie z dziećmi.musi jakby zacząć od początku na innych zasadach.wiadomo że bez buntu i złości się nie obędzie.
      schematy powstające w dzieciństwie są b.silne.jest to bardzo odczuwalne i trudne do zmiany już u 8-latka (np.naszego). to co dziecko nauczyło się/zaobserwowało do 5-6 r.ż.uważa jako niepodważalne i prawdziwe. dlatego nie liczyłabym na cuda u 18-latki.
      • luna67 Re: Kazdy ma swoje granice wytrzymalosci....... 03.02.14, 18:17
        Dobrze sobie przypominasz Rybkko,....
        Wczoraj dowiedzialam sie od tescia (przez przypadek, bo tesc nie chcial wczesniej rozmawiac o dziewczynie, (za duzo go upokozyla)); ze dziewczyna odezwala sie do jego syna pare dni temu z prosba o sponsorowanie wakacji zimowych. Co z tego wyjdzie nie wiem, (ja tylko przypuszczam) i nie chce wiedziec zeby sobie nerwow nie psucwink.....A niech dalej sponsoruje, mnie to juz nie obchodzi...Ja teraz odpracowuje zaniedbane wakacje z moimi dziecmi; jedziemy wszyscy w marcu na narty!!!!!smile)) Moj maz, po wysluchaniu moich bolaczek przywital to z checia.
    • liz-beauty Re: Kazdy ma swoje granice wytrzymalosci....... 29.01.14, 14:15
      A pelnoletnia pasierbica ile ma lat - 18, czy dwadziescia pare? Fochy u nastolatki to raczej normalne i ja tez bym pewnie takiego focha strzelila rodzicom, gdyby mi nagle nie chcieli dac czegos, a zawsze bylo... A jesli jest naprawde dorosla (pracuje), to niech sama zarobi/zaoszczedzi czesc, moze wtedy tato zechce dolozyc? Nie piszesz nic o powodach odmowy, tata nie moze, nie chce, dziewczyna nie zasluguje? Nie wiem, czy to dla Was duzo czy malo, te 4000 euro. Pamietam, ze mieszkasz w Niemczech i nie wiem, czy tam wakacje w Australii to cos normalnego dla mlodej osoby. Bo w Polsce raczej nie, przynajmniej w moim srodowisku.
      • violadamore Re: Kazdy ma swoje granice wytrzymalosci....... 30.01.14, 16:35
        Ja tez mieszkam w Niemczech, z widokiem na Szwajcarie i nawet na szwajcarskie standardy 4000€ na wakacje to spora ekstrawagancja. W Niemczech ta kwota to wiecej niz miesieczna akademicka pensja, wiec niewiele jest chyba takich rodzin, dla ktorych podobny wydatek (na wyjazd jednej tylko osoby!!) to pryszcz.
      • luna67 Re: Kazdy ma swoje granice wytrzymalosci....... 03.02.14, 18:35
        Liz-beauty, dziewczyna nie zasluzyla na sponsorowanie, gdyz bardzo zle sie zachowala w stosunku do dziadkow, ktorzy sa juz w podeszym wieku, ciagla odmowa kontaktow z ojcem, i inne bardzo nieprzyjemne rzeczy (np.: wymyslanie i opowiadanie dookola niestworzonych rzeczy, ktore nigdy nie zaistnialy, itd.).
        Nigdy nie pisalam o pieniadzach przez te 10-11 lat na tym forum, ale jak chcez wiedziec; moj maz jest dyplomowanym inzynierem na kierowniczym stanowiskiem, ja prowadze prywatna firme, ktorej dochody przekraczaja kilkakrotnie zarobki mojego meza, a wiec stac nas napewno...Wychowanie nie ma nic wspolnego ze statusem zarobkowym!....
    • ksieznapodolska33 Re: Kazdy ma swoje granice wytrzymalosci....... 31.01.14, 12:15
      > Na poczatku naszej znajomosci z moim teraz. mezem nie moglam sobie pozwolic np. na urlop z moimi dziecmi, wiec spedzalam je w domu z roznymi rozrywkami, ktore ja inicjowalam.
      A moj maz musial zawsze je spedzac na Majorce, Grecji, Turcji, Tajlandi itd.. <

      Przepraszam, nie rozumiem... On jeździł ze swoimi dziećmi na superwakacje, a Was (Ciebie Z dziećmi) zostawiał w domu?? Czy uważasz, że to symetryczna relacja???
      • karolana Re: Kazdy ma swoje granice wytrzymalosci....... 31.01.14, 13:14
        ksieznapodolska33 napisał(a):

        > > Na poczatku naszej znajomosci z moim teraz. mezem nie moglam sobie pozwol
        > ic np. na urlop z moimi dziecmi, wiec spedzalam je w domu z roznymi rozrywkami,
        > ktore ja inicjowalam.
        > A moj maz musial zawsze je spedzac na Majorce, Grecji, Turcji, Tajlandi itd.. &
        > #60;
        >
        > Przepraszam, nie rozumiem... On jeździł ze swoimi dziećmi na superwakacje, a Wa
        > s (Ciebie Z dziećmi) zostawiał w domu?? Czy uważasz, że to symetryczna relacja?
        > ??

        Przede wszystkim tam, gdzie są rodziny rekonstruowane NIE MA symetrycznych relacji.
        Tj. one mogą występować jeśli oboje mają taki sam stan majątkowy i mają tyle samo dzieci oraz dzieci wszystkie mieszkają z nimi. Wtedy wszyscy mogą mieć "po równo".
        W przeciwnym razie zawsze ktoś będzie miał więcej, a ktoś mniej, ktoś będzie musiał wydawać więcej, itd.
        W rodzinie nuklearnej wszystko idzie do wspólnej puli. W rodzinie rekonstruowanej nie.
        Jest twoje, jest moje i jest, ewentualnie, nasze.
        Więc w przypadku, kiedy faceta było stać na wypasiony wyjazd dla JEGO dzieci, a kobiety nie było stać na taki wyjazd dla JEJ dzieci, oczywiście, że facet jeździł osobno.
        Czy może miał sponsorować też wyjazd dla cudzych dzieci? Bo dzieci żony to nadal cudze, tak jak dzieci męża.
        No, chyba że wychodzisz z założenia, że facet ma obowiązek sponsorować dzieci żony. Tylko że to oznacza, że żona ma obowiązek sponsorować dzieci męża... A ile macoch na to pójdzie?
        Czy też może mąż miał obowiązek odmówić sobie i dzieciom wyjazdu, bo jego żony na to nie stać?
        Jak jest głoszone wszem i wobec - dzieci mają swoich rodziców i ci rodzice mają obowiązek wobec tych dzieci, a nie macocha czy ojczym. Dzieci dostają tyle, na ile stać rodziców, a nie macochę czy ojczyma.
        • chalsia Re: Kazdy ma swoje granice wytrzymalosci....... 31.01.14, 14:25
          > Czy też może mąż miał obowiązek odmówić sobie i dzieciom wyjazdu, bo jego żony
          > na to nie stać?

          nie, ale mógłby zamiast na Majorkę pojechać ze swoimi dziecmi, żoną i jej dziećmi w miejsce, na które JĄ stać
          • karolana Re: Kazdy ma swoje granice wytrzymalosci....... 31.01.14, 14:59
            chalsia napisała:

            > > Czy też może mąż miał obowiązek odmówić sobie i dzieciom wyjazdu, bo jego
            > żony
            > > na to nie stać?
            >
            > nie, ale mógłby zamiast na Majorkę pojechać ze swoimi dziecmi, żoną i jej dzieć
            > mi w miejsce, na które JĄ stać

            Po pierwsze Luna pisała, że jej w ogóle nie było stać na wyjazdy: Na poczatku naszej znajomosci z moim teraz. mezem nie moglam sobie pozwolic np. na urlop z moimi dziecmi, wiec spedzalam je w domu, a po drugie, skoro jego było stać, jego dzieci były do tego przyzwyczajone, dlaczego miał rezygnować?
            Czy macocha też ma rezygnować z wyjazdów ze swoimi dziećmi (lub sama) jeśli ma czas i ją stać tylko dlatego, że jej facet nie może sobie na to pozwolić?
            Czy ja nie mam prawa wyjechać ze swoim dzieckiem nad morze dlatego, ze niemęża nie stać na wyjazd w jego dziećmi?
            • konstancja16 Re: Kazdy ma swoje granice wytrzymalosci....... 31.01.14, 15:17
              na poczatku znajomosci ludzie sa zakochani i staja na glowie, zeby spedzac wolny czas razem. nawet jesli to oznacza, ze jedno musi zrezygnowac z wypasu, a drugie zacisnac pasa. szuka sie wspolnie rozwiazania dla wszystkich. podkreslam, szczegolnie na poczatku znajomosci. dopiero pozniej przestaje zalezec i kazdy walczy o swoje przede wszystkim. niekiedy. bo czasami ludzie dbaja o siebie nawzajem do konca.

              Karolana, troche mi trudno sobie wyobrazic, ze jedziesz sama ze swoim synem na safari do kenii, a Twoj partner zostaje ze swoimi dzieciakami na dzialce w Plochocinie. naprawde uwazasz to byloby fair? moim zdaniem takiego ukladu nie mozna nazwac rodzina zrekonstruowana, bo to nie ma nic wspolnego z zadna rodzina. ot, luzny zwiazek miedzy rodzicami co najwyzej. bardzo luzny. kazdy mieszka osobno, maja osobnych znajomych i dzieci sa moje lub Twoje lub nasze. wtedy to jest do obrony. w rodzinie, przynajmniej czesc wakacji rodzina spedza RAZEM. jasne, ze to nie oznacza, ze swietnie zarabiajacy ojciec nie zafunduje swoim dzieciom jakies ekstrasa. ale chyba patnerke tez moglby czasem zabrac do Mlocin, nie? gdyby chcial.
              • karolana Re: Kazdy ma swoje granice wytrzymalosci....... 31.01.14, 15:29
                Konstancja, chyba przewartościowałam wszystko, co do tej pory działo się w mojej głowie i w moim życiu i...
                Ja już nie wiem co to jest "rodzina". Chyba zacznę przyjmować, że "rodzina" to człowiek plus dziecko, które spłodził/urodziła. Względnie dziecko i jego ojciec/matka.
                Miałam kiedyś tam wyobrażenie, że wszystko wspólne. Cóż, w sytuacji, kiedy facet ma walniętą ex i dzieci (nawet fajne), nie ma czegoś takiego jak "wspólne". Jest właśnie moje-twoje i ewentualnie nasze co do dziecka, które sobie razem sprawią.
                Wcale nie trzeba mieszkać osobno i czasem tylko się spotykać, można mieszkać razem i mieć część wspólnych spraw.
                I wiesz co... tak, gdyby mnie było stać, pojechałabym ze swoim dzieckiem na safari do Kenii (serio, jaka różnica czy safari czy Międzyzdroje?), a niemęża z jego dziećmi zostawiłabym w domu. Zresztą, przecież ja to w ub. roku zrobiłam! Nie było kasy na wyjazd "całą rodziną", uznałam, że nie po to zapieprzam od rana do wieczora żeby moje dziecko gniło w domu tylko dlatego, że niemęża nie stać na wyjazd z jego dziećmi, spakowałam się i pojechałam. I nie uważam żeby to było naganne.
                • konstancja16 Re: Kazdy ma swoje granice wytrzymalosci....... 31.01.14, 17:01
                  Widzisz sama piszesz mialas KIEDYS wyobrazenie, ze wszystko wspolne. Kiedys czyli na poczatku, tak? Kiedy czlowiek wierzy w wielka milosc nieskonczona i swietlana przyszlosc zakochanych. I stara sie wszystko razem robic, nawet na poczte po znaczek razem. A co dopiero na drugi koniec swiata.

                  Rozgoryczenie przez Ciebie przemawia – troche wiem dlaczego, troche sie domyslam. Przykro mi. I nie mowie, ze naganne, ze sama pojechalas. Ale pojechalas, bo Ci sie przelalo tak? Bo inwestujesz w te rodzine duzo wiecej i moze u Ciebie jest wiecej uczuc do dzieciakow niz do niemeza? Bo juz Cie wkurzyl ktos w tej rodzinie, bo po raz kolejny zderzylas sie ze sciana.

                  A roznica miedzy Kenia / Australia / Bali itede a Miedzyzdrojami jest taka, ze buduje wieksza przepasc. Jedziesz do Miedzyzdrojow, bo musisz sie wyrwac, odpoczac. Pozostanie zal, ale relacja do odbudowania. Ale jak wywalasz 4000 euro na wyjazd dla siebie / swojego dziecka, a reszta rodziny nie ma nawet na Miedzyzdroje to – moim zdaniem – jest tez demostracja pt. mam Was w dupie, sami sie o siebie troszczcie. Kupie sobie co bede chciala, palacyk nad Loara, puszke diamentow i nic mnie nie obchodzi, ze Wam na bilet miesieczny nie zostaje. Ja chyba nie czulabym sie komfortowo na Bali wiedzac, ze czesc mojej bliskiej rodziny (w tym partner) nie moze nawet nad Zegrzem posiedziec. A jesli siegnelabym etapu, ze czulabym sie z tym komfortowo tzn, ze odpoczywam bez tej rodziny i oddycham z ulga, ze jestem sama na koncu swiata to znaczy ze cos jest z nami nie halo. Sygnal alarmowy.
                  • karolana Re: Kazdy ma swoje granice wytrzymalosci....... 31.01.14, 17:16
                    Wiesz trochę tu wszystkiego. I rozgoryczenia i zmęczenia i zniechęcenia i rozczarowania.
                    I chyba tak jest że bardziej na dzieciach mi zależy niż na chłopie.
                    Ale też chodzi o to że już nie wierzę że "jakoś to będzie" i wystarczy kochać. Nie wierzę też że przeciwieństwa się przyciągają. Uważam że łączyć się powinni ludzie podobni sobie. Czyli z podobnym stanem majątku, wykształcenia, rodzinnym.
                    Wtedy nie ma zgrzytów.
                    • konstancja16 Re: Kazdy ma swoje granice wytrzymalosci....... 31.01.14, 17:44
                      Karolana, a Ty naprawde wierzylas w przeciwienstwa????

                      Oczywiscie, ze teoria o przeciwienstwach sprawdza sie tylko w krotkich szalonych romansach. Jesli chodzi o zwiazek na cale zycie i wspolne budowanie rodziny to zdecydowanie musza ludzie byc do siebie podobni. Podobny system wartosci, podobne wyksztalcenie, podobne formy spedzania wolnego czasu. Jesli poza goraca namietnoscia nic ich nie laczy to jak namietnosc wygasnie nie zostanie nic. Jedno bedzie chcialo w gory, a drugie nad morze. Jedno grac mecz, a drugie ogladac mecz w telewizji. I w koncu wyjada na wakacje oddzielnie. I bedzie fajniej niz na tych, ktore spedzali wspolnie. Wtedy chyba lepiej sie rozstac. Poszukac kogos z kim mozna wspolnie. Albo samemu ciagnac, ale po swojemu....
                      • karolana Re: Kazdy ma swoje granice wytrzymalosci....... 31.01.14, 21:30
                        Konstancja... nooo naiwna byłam i wierzyłam że miłość bla bla bla...
                        Życie zweryfikować potrafi wszystko wink
                        I także to że miłość nie wystarcza. I że pieniądze są cholernie ważne. I że była żona to jednak jest żona do końca życia nawet jeśli była. Jak nie dla faceta to dla jego rodziny.
                        I to że w trójkącie ciężko się żyje. I że bycie "tą drugą" jest do dupy. I wiele innych rzeczy z których wynika niezbicie że taki paczłork to jednak nie dla wszystkich. Nie dla mnie. Tylko już za późno smile


                        --
                        "Mysle ze bez mezczyzn zycie kobiety bylo by o wiele trudniejsze,
                        jesli nie niemozliwe." Waldi na FF
                        • edw-ina Re: Kazdy ma swoje granice wytrzymalosci....... 01.02.14, 09:32
                          Hmmm, za późno nie jest. Jeśli jest ci źle i czujesz, że nie możesz funkcjonować w takiej relacji, a wszelkie próby przetransformowania je do relacji jaką jesteś w stanie zaakceptować nie dały rady, to zostaje przykra, ale jednak możliwość - rozejść się.
                          Dla mnie punktem nieprzekraczalnym jest dobro dziecka. Tj. jeśli czuję, widzę, wiem itp., że relacja rodzinna/szkolna itp. zagraża rozwojowi mojego dziecka, jego szczęściu, poczuciu bycia kochanym, bezpieczeństwu itp. to moim obowiązkiem jako opiekuna jest to zmienić. Nie mówię, by ulegać dziecięcym fanaberiom, ale o realnych zasadach, które nie pozwalają innym, choćby bliskim, niszczyć mojego życia i życia osób, za które jestem odpowiedzialna.
                          Innymi słowy - jeśli czujesz, że obecna sytuacja sprawia, że twoje dziecko jest poszkodowane, że układ w jakim jesteś, a w jakim ono wyrasta nie daje mu poczucia bezpieczeństwa, odbiera mu radość itp. a w dodatku męczy ciebie (co nie oszukujmy się nie jest bez wpływu na dziecko), to może niestety czas zastanowić się nad tym, czy nie lepiej byłoby ci samej. Niestety nie zawsze się wygrywa. Szczytne ideały i wiara to nie oręż, który daje 100 proc. szansę na zwycięstwo, choć bez wątpienia przydaje się w trudnych chwilach.
                          • karolana Re: Kazdy ma swoje granice wytrzymalosci....... 01.02.14, 10:00
                            No i widzisz problem polega na tym że w tym układzie moje dziecko jest absolutnie szczęśliwe. Ma ukochanego tatusia i rodzeństwo, dziadków ze strony taty którzy są o niebo lepsi niż moi rodzice.
                            A ja mam kontakt z pasierbami których kocham.
                            Dlatego układ trwa i będzie trwał.
                            • edw-ina Re: Kazdy ma swoje granice wytrzymalosci....... 01.02.14, 10:21
                              Ok, nie żebym cię namawiała do rozstania. Jestem ostatnią osobą, która sugeruje rozstanie, kiedy tylko związek, szczególnie długotrwały, przestaje przynosić satysfakcję. Jak w każdej maszynie używanej przez długi czas, psują się w nim tryby, ścierają zębatki itp. i po prostu raz na jakiś czas trzeba taką relację przeserwisować wink Ale - co jest dla ciebie samej granicą nieprzekraczalną? Czujesz, że przestajesz sobie radzić, po twoich postach widać, jak bardzo się miotasz, ile złości wywołuje w tobie obecna sytuacja. Może warto zadać sobie pytanie, gdzie leży nieprzekraczalna dla ciebie granica? A gdzie w drugą stronę granica akceptowalna?
                              • karolana Re: Kazdy ma swoje granice wytrzymalosci....... 01.02.14, 13:14
                                Edw-ina moja granica to dzieci. Wszystkie. Nie chcę żeby moje dziecko straciło tatę i rodzeństwo. Decydując się na dziecko straciłam prawo do dowolnego przetasowywania swojego życia. Nie mam już prawa sobie odejść bo tak mi pasuje.
                                Związek miał mankamenty od początku ale sądziłam że damy radę.
                                Ale nie dajemy. Ja nie daję rady. Tylko teraz to mój problem.
                                Nie widzę możliwości żeby odejść od faceta który mnie nie bije, nie zdradza, nie ma nałogów i jest fantastycznym ojcem tylko dlatego że nie jest tak, jak bym chciała. Mam rozwalić kolejnemu dziecku dom bo związek nie spełnia moich oczekiwań?
                                A samotność będzie spełniała?
                                Jest jak jest. Tak jest mi ciężko i jestem rozgoryczona i zła. Bo nie potrafię sprawić żeby moje pragnienie stało się rzeczywistością. Trudno. Muszę sobie poradzić.
                                • chalsia Re: Kazdy ma swoje granice wytrzymalosci....... 01.02.14, 13:29
                                  > Jest jak jest. Tak jest mi ciężko i jestem rozgoryczona i zła. Bo nie potrafię
                                  > sprawić żeby moje pragnienie stało się rzeczywistością. Trudno. Muszę sobie
                                  > poradzić.

                                  a może skorzystałabyś z psychoterapii ?
                                  Może Ci to pomoże, nawet jeśli miałoby ci to tylko polepszyć samopoczucie, przynieść ulgę?
                                • edw-ina Re: Kazdy ma swoje granice wytrzymalosci....... 01.02.14, 14:46
                                  W pewien sposób cię podziwiam. Bo choć dzielę z tobą przekonanie, że kiedy kocha się swoje dziecko trzeba zrobić wszystko, by nie dopuścić do rozstania jego rodziców, z drugiej strony mam świadomość, że nieustanna frustracja niszczy życie i w moim przypadku zadziałała by pewnie silniej niż potrzeba scalania. Ale - kiedy dochodzę z czymś do ściany to staram się wypunktować wszystkie rzeczy, sprawy, które mnie męczą. Ale tak konkretnie. Czyli: zamiast "denerwuje mnie M" wypunktowuję czym i kiedy dokładnie mnie wkurza. Zamiast: wkurza mnie ciągły bałagan - denerwuje mnie, że buty są często porozrzucane, że nie wstawiamy naczyń do zmywarki, a trzy swetry leżą w koszu na pranie od miesiąca. Itd. Później dzielę tę listę na sprawy, które można zmienić i na te, których nie da rady zmienić, więc trzeba z nimi jakoś żyć. Te, które można zmienić wdrażam w życie, np. codziennie wieczorem raz jedno, raz drugie z nas wstawia brudne naczynia do zmywarki. Kupuję piętrową szafkę na buty. Po raz n-ty w możliwie przystępnych słowach tłumaczę M czym i dlaczego mnie wkurza oraz pytam, czy mogę jakoś pomóc mu w tym, by przestał. Np. ustalamy, że do środy każdego tygodnia musi mi powiedzieć, czy ma w weekend jakiś dłuższy trening. Na wszelki wypadek w środę go o to pytam. Jeśli do środy tego nie potwierdził, to z dłuższego treningu nici, następnym razem musi się streścić. W ten sposób on jak najbardziej może sobie coś zaplanować z wyprzedzeniem, ja się nie wkurzam, że słyszę coś w ostatniej chwili i możemy wszystko poukładać. To oczywiście tylko trywialny przykład, swego rodzaju równanie, pod które możesz spróbować podstawić własne cyfry i własną niewiadomą.
                                  • karolana Re: Kazdy ma swoje granice wytrzymalosci....... 01.02.14, 22:02
                                    Edw-ina wszystko super i logiczne. Tylko że moje problemy nie dotyczą spraw typu brudne naczynia czy bałagan w przedpokoju. Dotyczą emocji oraz osób obecnych w moim życiu w związku z niemężem.
                                    I nie da się tego rozwiązać w sposób praktyczny. Te osoby i ich zachowanie oraz moje emocje z tym związane nie znikną tak długo jak długo będę z tym człowiekiem. Moja frustracja związana jest z niemocą i niemożnością zmiany. Mogę tylko trwać. I to mnie niszczy. Bierność i bezsilność.
                          • chalsia Re: Kazdy ma swoje granice wytrzymalosci....... 01.02.14, 11:54
                            > Hmmm, za późno nie jest. Jeśli jest ci źle i czujesz, że nie możesz funkcjonowa
                            > ć w takiej relacji, a wszelkie próby przetransformowania je do relacji jaką jes
                            > teś w stanie zaakceptować nie dały rady, to zostaje przykra, ale jednak możliwo
                            > ść - rozejść się.

                            zgadzam się w 100%

                            > Dla mnie punktem nieprzekraczalnym jest dobro dziecka. Tj. jeśli czuję, widzę,
                            > wiem itp., że relacja rodzinna/szkolna itp. zagraża rozwojowi mojego dziecka, j
                            > ego szczęściu, poczuciu bycia kochanym, bezpieczeństwu itp. to moim obowiązkiem
                            > jako opiekuna jest to zmienić. Nie mówię, by ulegać dziecięcym fanaberiom, ale
                            > o realnych zasadach, które nie pozwalają innym, choćby bliskim, niszczyć mojeg
                            > o życia i życia osób, za które jestem odpowiedzialna.
                            > Innymi słowy - jeśli czujesz, że obecna sytuacja sprawia, że twoje dziecko jest
                            > poszkodowane, że układ w jakim jesteś, a w jakim ono wyrasta nie daje mu poczu
                            > cia bezpieczeństwa, odbiera mu radość itp. a w dodatku męczy ciebie (co nie osz
                            > ukujmy się nie jest bez wpływu na dziecko), to może niestety czas zastanowić si
                            > ę nad tym, czy nie lepiej byłoby ci samej. Niestety nie zawsze się wygrywa. Szc
                            > zytne ideały i wiara to nie oręż, który daje 100 proc. szansę na zwycięstwo, ch
                            > oć bez wątpienia przydaje się w trudnych chwilach.'

                            bardzo mądry post Edwino
                            i akurat dzisiaj dla mnie szczególnie istotny
                  • chalsia Re: Kazdy ma swoje granice wytrzymalosci....... 31.01.14, 18:44
                    > A roznica miedzy Kenia / Australia / Bali itede a Miedzyzdrojami jest taka, ze
                    > buduje wieksza przepasc. Jedziesz do Miedzyzdrojow, bo musisz sie wyrwac, odpo
                    > czac. Pozostanie zal, ale relacja do odbudowania. Ale jak wywalasz 4000 euro
                    > na wyjazd dla siebie / swojego dziecka, a reszta rodziny nie ma nawet na Miedzy
                    > zdroje to – moim zdaniem – jest tez demostracja pt. mam Was w dupie
                    > , sami sie o siebie troszczcie. Kupie sobie co bede chciala, palacyk nad Loara
                    > , puszke diamentow i nic mnie nie obchodzi, ze Wam na bilet miesieczny nie zost
                    > aje. Ja chyba nie czulabym sie komfortowo na Bali wiedzac, ze czesc mojej blis
                    > kiej rodziny (w tym partner) nie moze nawet nad Zegrzem posiedziec. A jesli si
                    > egnelabym etapu, ze czulabym sie z tym komfortowo tzn, ze odpoczywam bez tej ro
                    > dziny i oddycham z ulga, ze jestem sama na koncu swiata to znaczy ze cos jest z
                    > nami nie halo. Sygnal alarmowy.

                    zgadzam się w 100%
            • luna67 Re: Kazdy ma swoje granice wytrzymalosci....... 05.02.14, 19:05
              Ksrolina napisala;
              "skoro jego było stać, jego dzieci były do tego przyzwyczajone, dlaczego miał rezygnować?"

              A to dlategeo, ze sytuacja niezaz sie przewraca, i nalezy brac zawsze to pod uwage, bo to teraz ja moge sobie pozwolic na urlop z moimi dziecmi kilka razy w roku w egzotycznych krajach. Czy mialo by to znaczyc, ze dzieci mojego meza nie mialy by z nami podrozowac, tylko dlatego, ze moj maz malo zarabia?????? bardzo smieszne....., ha, ha....




              A jeżeli przyjdą Ateiści - powiedział Bóg. - To mnie nie ma...,

              no i jak ktos tobie powie, ze czas leczy rany, to uderz go z calej sily w morde i powiedz, ze zaraz przejdzie..........
              --
          • luna67 Re: Kazdy ma swoje granice wytrzymalosci....... 05.02.14, 18:24
            Chalsia, nie o to chodzilo. Ja po przezyciu prawie 18 lat z moim exem myslalam, ze wszystko co jest jego; jest moje (bylam mloda, szczera, naiwna, i myslalam, ze jak dam to dostane tez cos w zamian....., a kuku, nie napisze jakie bylo moje rozczarowanie w sprawie rozwodowej ale doszlam do wniosku; chcez miec dobrze to nie mysl o innych....i ja wtedy z moim teraz. mezem po tej traumie zrezygnowalam ze spojnosci, moje motto wtedy bylo: ja sobie, a on sobie......, co bylo totalnym fiaskiem, ale o tym w nastepnych postach...

            Ps.: moje dzieci lubia dzieci mojego meza, co jest nie odwzajemnione, i tu jest peoblem, no i roznica wieku gra tez pewna role....
        • ksieznapodolska33 Re: Kazdy ma swoje granice wytrzymalosci....... 31.01.14, 19:35
          karolana napisała:

          > Przede wszystkim tam, gdzie są rodziny rekonstruowane NIE MA symetrycznych rela
          > cji.
          > Tj. one mogą występować jeśli oboje mają taki sam stan majątkowy i mają tyle sa
          > mo dzieci oraz dzieci wszystkie mieszkają z nimi. Wtedy wszyscy mogą mieć "po r
          > ówno".
          > W przeciwnym razie zawsze ktoś będzie miał więcej, a ktoś mniej, ktoś będzie mu
          > siał wydawać więcej, itd.
          > W rodzinie nuklearnej wszystko idzie do wspólnej puli. W rodzinie rekonstruowan
          > ej nie.
          > Jest twoje, jest moje i jest, ewentualnie, nasze.
          > Więc w przypadku, kiedy faceta było stać na wypasiony wyjazd dla JEGO dzieci, a
          > kobiety nie było stać na taki wyjazd dla JEJ dzieci, oczywiście, że facet jeźd
          > ził osobno.
          > Czy może miał sponsorować też wyjazd dla cudzych dzieci? Bo dzieci żony to nada
          > l cudze, tak jak dzieci męża.
          > No, chyba że wychodzisz z założenia, że facet ma obowiązek sponsorować dzieci ż
          > ony. Tylko że to oznacza, że żona ma obowiązek sponsorować dzieci męża... A ile
          > macoch na to pójdzie?
          > Czy też może mąż miał obowiązek odmówić sobie i dzieciom wyjazdu, bo jego żony
          > na to nie stać?
          > Jak jest głoszone wszem i wobec - dzieci mają swoich rodziców i ci rodzice mają
          > obowiązek wobec tych dzieci, a nie macocha czy ojczym. Dzieci dostają tyle, na
          > ile stać rodziców, a nie macochę czy ojczyma.<

          To niewiarygodnie smutny wpis....

          Wychowałam się w pełnej rodzinie i nie mieści mi się w głowie podobne założenie sad
          Próbowałam tworzyć rodzinę patchworkową, ale musiałam zmierzyć się z w nim z podobnymi problemami: moje-Twoje, nasze-Wasze... Nie podołałam temu, dla mnie rodzina, związek to jedność... Być może nie nadaję się do tych czasów, do tych układów. Ale po prostu nie potrafię myśleć o partnerze, ukochanym jako o oddzielnym zespole.
          To złamało mi całkiem niedawno wielką miłość, ale wiem, że nigdy nie będę umiała zgodzić się, by w związku, w miłości była więcej niż jedna pula. To kohabitacja, a nie miłość sad
          • karolana Re: Kazdy ma swoje granice wytrzymalosci....... 31.01.14, 21:32
            Smutny wpis to prawda.
            Też miałam ideały. Kiedyś wink
            • luna67 Re: Kazdy ma swoje granice wytrzymalosci....... 05.02.14, 19:07
              Karolina, smutny wpis to nie jest, ja tylko napisalam, ze oddycham;.)
          • edw-ina Re: Kazdy ma swoje granice wytrzymalosci....... 01.02.14, 09:45
            Po prostu miłość, kiedy w grę wchodzi więcej niż dwoje ludzi, to relacja nieco inna. Możesz lubić, cenić, szanować, ba - nawet kochać swoich pasierbów/pasierbice, ale jest nikła szansa, że oddasz im nerkę, jeśli będą tego potrzebowali. Pewnie przyjdzie ci do głowy, że wolisz tę nerkę zachować, bo być może będzie potrzebowało jej twoje dziecko, a ono ma jednak dla ciebie samej sygnaturę: priorytet. Czy masz pieniądze, które pozwalają ci kupić dodatkowe mieszkanie. I teraz: czy dzielisz te pieniądze pomiędzy swoje dziecko i pasierbów, czy też kupujesz za nie mieszkanie dla swojego dziecka? Pewnie to drugie, bo twoim obowiązkiem jest zapewnienie przyszłości swojemu dziecku. tak nas uwarunkowała natura.
            Altruizm nie leży w ludzkiej naturze. Niestety, a może i stety. I jedną rzeczą jest dbanie o partnera, a drugą o jego dzieci posiadające inny zestaw genów.
            Ja mogę lubić moich pasierbów, martwić się o nich, wspierać w trudnych chwilach, smażyć ich ulubiona placki itp. itd. Ale nawet dla ich ojca oczywistym jest, że w sytuacji wyboru, zawsze wybiorę swoje dziecko.
            • karolana Re: Kazdy ma swoje granice wytrzymalosci....... 01.02.14, 11:23
              jedną rzeczą > jest dbanie o partnera, a drugą o jego dzieci posiadające inny zestaw genów. 

              Tjaaaaa no to ja mam problem z głowy bo żadne z dzieci nie ma moich genów wiec mogę wszystkie traktować równo tongue_out
            • mazoko Re: Kazdy ma swoje granice wytrzymalosci....... 04.02.14, 08:53
              Proszę bardzo a jak kiedyś jednej z macoszek pisałam że co się chłopu dziwić że biega i świruje dla swojego dziecka że dzieci tak naprawdę są naj .... to mnie co niektórzy objechali ...
              Karolana - tym co robisz i jak to robisz zastanów się jakiego człowieka wychowujesz ..... Twoje dziecko przepada za swoim rodzeństwem? rób tak dalej - oni was znienawidzą .....
              • karolana Re: Kazdy ma swoje granice wytrzymalosci....... 04.02.14, 08:56
                mazoko napisała:

                > Karolana - tym co robisz i jak to robisz zastanów się jakiego człowieka wychowu
                > jesz ..... Twoje dziecko przepada za swoim rodzeństwem? rób tak dalej - oni was
                > znienawidzą .....

                Że co???? Możesz jaśniej, bo nie ogarniam - jakiego niby człowieka wychowuję i kto ma kogo znienawidzić i dlaczego?
                • mazoko Re: Kazdy ma swoje granice wytrzymalosci....... 04.02.14, 10:39
                  Twoje pasiorbiątka :]
                  czym wg Ciebie jest rodzina?? Ty twierdzisz że TY swojego m dzieci kochasz???? że Tobie na nich zależy a kompletnie nie liczysz się z ich uczuciami .....
                  • karolana Re: Kazdy ma swoje granice wytrzymalosci....... 04.02.14, 11:26
                    mazoko napisała:

                    > Twoje pasiorbiątka :]
                    > czym wg Ciebie jest rodzina?? Ty twierdzisz że TY swojego m dzieci kochasz????
                    > że Tobie na nich zależy a kompletnie nie liczysz się z ich uczuciami .....

                    Mazoko, o czym Ty do cholery piszesz?
                    Może o tym, że pojechałam ze swoim dzieckiem nad morze? Dzieci niemęża były w tym czasie ze swoją szanowną rodzicielką.
                    Czy może jeszcze o coś Ci chodzi?
                    • mazoko Re: Kazdy ma swoje granice wytrzymalosci....... 04.02.14, 12:04
                      Zresztą, przecież ja to w ub. roku zrobiłam! Nie było kasy na wyjazd "całą rodziną", uznałam, że nie po to zapieprzam od rana do wieczora żeby moje dziecko gniło w domu tylko dlatego, że niemęża nie stać na wyjazd z jego dziećmi, spakowałam się i pojechałam. I nie uważam żeby to było naganne.

                      że pasierbiątka były z eks nie napisałaś ... a tak w ogóle to mamy bardzo podobne odczucia .....
                      • karolana Re: Kazdy ma swoje granice wytrzymalosci....... 04.02.14, 12:11
                        Coś się ze stroną chyba dzieje, bo znikają mi wpisy uncertain

                        To już sprawa wyjaśniona wink
                        I tak jeszcze dodatkowo - w czasie tych wakacji, dzięki swoim znajomościom oraz częściowej pomocy dziadków, załatwiłam dla starszego z dzieci (drugie było za małe) obóz sportowy na ponad 2 tygodnie w okolicy naszego miejsca zamieszkania.
                  • karolana Re: Kazdy ma swoje granice wytrzymalosci....... 04.02.14, 12:07
                    Mazoko, naprawdę nie wiem o co Ci chodzi i chciałabym żebyś mi wyjaśniła, bo na razie Twoje słowa niczego nie wyjaśniają.
                    Nie zauważyłam w którym momencie nie liczę się z uczuciami dzieci niemęża. Może faktycznie tak jest, a ja nie jestem tego świadoma, więc, proszę, rozwiń.
            • luna67 Re: Kazdy ma swoje granice wytrzymalosci....... 05.02.14, 19:20
              O to chodzi, ze dzieci kobiety zawsze trzymaja jej strone, obojetnie od przypadku........, i po tym co przezyla podkreslam to dwukrotnie. Dzieci mojego M nigdy nie beda mu podpora w starosci, ale wiem, ze moje dzieci pomoga mojemu M predzej niz genetycznne dzieci......, czy musze dalej mowic?
      • luna67 Re: Kazdy ma swoje granice wytrzymalosci....... 03.02.14, 18:38
        ksieznapodolska33, nigdy nie chcialam, zeby drugi maz mnie (moje dzieci) sponsorowal, a on tez nie wnosil entuzjazmu w rozmowach na ten tematwink, wiec bylo ok.
    • liz-beauty Dyskusja troche 02.02.14, 14:14
      zboczyla z toru, a Luna sie nie odzywa. Chcialabym powrocic do kwestii, czy to ok wydac spora kase na jedna osobe (tutaj dorosla corke partnera Luny), ktora wymyslila sobie egzotyczne i kosztowne wakacje. W moim odczuciu - tak, czasami tak. Nie mowie, ze to musi byc akurat Australia, ale moze chodzi o nauke angielskiego? Czy to na pewno kaprys, czy dziewczyna ma jakis konkretny plan, pomysl? Moi rodzice zafundowali mi dawno temu kosztowne wakacje (3 tyg. w Wielkiej Brytanii), te wakacje baaardzo dlugo przynosily zyski (pozniej juz sama jezdzilam i nawet zamieszkalam w Londynie na poltora roku). Nie bylabym kim jestem, gdyby nie tame wakacje. Dodam, ze rodzice na wakacje sami nie jezdzili, ale nas, troje swoich dzieciakow, wysylali zawsze. Nie twierdze, ze tak ma byc!
      Druga sprawa - czy osoba wyjezdzajaca na wakacje bez partnera/partnerki, ktorego akurat nie stac na wyjazd czy z innych powodow nie moze jechac, postepuje samolubnie. Moim zdaniem niekoniecznie.
      Poczatek mojej znajomosci z M - szalenczo zakochana jade z nim i jego dziewieciolatkiem nad polskie morze, bo oni tylko tam. Wszystko jest do bani. Nie podoba mi sie kwatera, sposob spedzania czasu, kupowanie nadmorskiego badziewia, pogoda, nic. O malo nie wrocilam sama, ale jakos wytrwalam. W nastepne wakacje pojechalam do Toskanii z przyjaciolka. Oni sami nad polskie morze. Wszystkim to dobrze zrobilo, na nastepny rok okazalo sie, ze mozemy jednak spedziec choc kilka dni sami, bez dziesieciolatka. A pozniej jeszcze na wszelki wypadek polecialam na Krete z przyjaciolka. wink Po slubie juz wspolnie - nawet polskie morze bylo ok po dopracowaniu szczegolow. W tym roku panowie pojechali sami na splyw kajakowy, ja i poltoraroczniak zostalismy w domu. Za to w ferie zimowe ja i syn mojego M polecielismy do Londynu - obiecalam mu wycieczke za to, ze dostal sie do dobrego liceum. I bylo super!
      • konstancja16 Re: Dyskusja troche 02.02.14, 19:06
        liz, mysle ze roznica polega na tym, ze Wasze plany robiliscie wspolnie i szukaliscie opcji, zeby kazdy mial wakacje i kazdy byl zadowolony. i przede wszystkim planowaliscie RAZEM
        • chalsia Re: Dyskusja troche 02.02.14, 23:19
          a ponadto jeździłaś z przyjaciółką a nie swoim dzieckiem
      • luna67 Re: Dyskusja troche 03.02.14, 19:15
        Kochana Liz, nie odzywalam sie z braku czasu i mialam urwanie glowy w firmie (bardzo duzo wypadkow), wracajac o 19:00-21:00 godz. do domu nie mialam ani woli ani sily.

        Nie, nie chodzilo o nauke angielskiego, gdyz placimy od roku prywatna nauke angielskiego i przez nastepne 2 lata (pomimo bieglosci mowy angielskiej mojego meza, bo cora nie ma czasu.......).

        Liz, fajnie, ze twoi rodzice tobie "przyszlosc" (wakacje) zafundowalismile, ktore przynioslo owoce, widocznie mieli "niucha". Rodzice mojego meza zafundowali jemu kilkakrotnie wakacje do Azji, Ameryki, Australi na 1-2 miesiace, ktore nie zaowocowalywink, wrecz przeciwnie; moj maz zaczol podchodzic do zycia w sensie: "co sie odwlecze, to nie uciecze"smile

        Fajniewink, ja tez mego meza zaciagalam nad Baltyk, i mu sie zawsze podobalo.......(a najbardziej ryba z rozna z salatkami.., autem osiagalismy bezludne plaze (ach jak bylo to romantycznie)......
        Ale jak zabralam ze soba pasierbiatka, to byly grymasy: "nie ma dzieci mowiacych po nimiecku!, nie ma swimmingp., itd., ale te grymasy nie trwaly dlugo, gdyz zawsze znalezlismy jakies rekreacje dla dzieci, przez nas wymyslone.....(szukanie bursztynow (ktore tez znalezlismywink, plazowe cwiczenia i skoki w dal, budowanie zamkow (co zajelo nam pol dnia), opowiadania/improwizacja wymyslonych sytuacji...., itd. bylo (dla mnie) naprawde fajnie....
        Tylko szkofda, ze dzieci mojego M tego nie szanuja.......
    • edw-ina Dołączam się, też mam dość 05.02.14, 09:32
      Chrzanię to. Postanowiłam, że przestaje mnie całkowicie interesować relacja M i chłopaków. Chce im fundować wczasy za pały, niech funduje. Chce nad nimi skakać, nich skacze. Niech robi wszystko, co mu się podoba, ale beze mnie i nie na moich oczach.
      Skoro nie potrafią zachować się w normalnym domu, to niech z nimi wyjeżdża i ich do tego domu nie bierze, bo ja nie akceptuję i nie zamierzam akceptować nóg na stole i tekstów: kobieta jest wielozadaniowa. Niech się cieszy, że za to ostatnie nie kazałam się im pakować i wynosić, bo każda inna osoba dokładnie to by ode mnie usłyszała.
      Także od dzisiaj drogie macoszki jestem po prostu babą, której mąż raz na jakiś czas z kimś znika i nie jest to kochanka. Koniec. Kropka.
      • karolana Re: Dołączam się, też mam dość 05.02.14, 14:06
        edw-ina napisała:
        > Skoro nie potrafią zachować się w normalnym domu, to niech z nimi wyjeżdża i ic
        > h do tego domu nie bierze, bo ja nie akceptuję i nie zamierzam akceptować nóg n
        > a stole i tekstów: kobieta jest wielozadaniowa. Niech się cieszy, że za to osta
        > tnie nie kazałam się im pakować i wynosić, bo każda inna osoba dokładnie to by
        > ode mnie usłyszała

        Szczerze mówiąc kapcie mi spadły... Mają szczęście, że nie pokazałaś im drzwi, naprawdę...
        Ehhhh... Trzymaj się.
        • konstancja16 Re: Dołączam się, też mam dość 05.02.14, 14:36
          OJP.... kto ich tak wychowal, babcia? a Twoj facet co na to, jakas reakcja? po takim tekscie, nawet w zartach, tez bym miala ochote wykopac towarzystwo.
          • edw-ina Re: Dołączam się, też mam dość 05.02.14, 14:46
            Hook wie kto ich tak wychował. Pewnie babcia się do tego przyczyniła, choć z tego co wiem, to już też położyła laskę i ma dość. M reaguje, ale jak nie on. Tj. cicho, grzecznie, spokojnie, jakby bał się kogokolwiek urazić. W życiu go takiego nie widziałam.
            • karolana Re: Dołączam się, też mam dość 05.02.14, 14:59
              Edw-ina, porażona Twoim postem zapytałam niemęża co by zrobił gdyby jego dziecię wyskoczyło z podobnym zachowaniem/tekstem. Najpierw stwierdził, że to MUSIAŁ by głupi żart, a potem, że gdyby jednak nie był, zamawiałby grabarza.
              Niestety, pokutuje brak tzw. kindersztuby sad I już się nie nadrobi tego, za późno. Kurcze, szkoda sad
        • edw-ina Re: Dołączam się, też mam dość 05.02.14, 14:43
          Mnie to przerosło. Sorry, mam dość. Doprowadziłam do tego, że M i chłopcy mają niemal nieustanny kontakt, że ich ojciec przestał nieustannie "łatać dziury" w kontaktach z nimi i na tym koniec. Pluję sobie w brodę, że ich tłumaczyłam, że w ogóle interweniowałam, usuwałam się na bok, żeby mieli tatę tylko dla siebie choć przez chwilę. Dość. Jak chcą się zachowywać jak udzielni książęta, to nie w moim domu. Droga wolna. M może jeździć do nich, mogą wyjeżdżać - jeśli tylko ustali terminy również ze mną, to nie widzę żadnego problemu. Ale tutaj ich po prostu nie chcę. Nie zamierzam tolerować chamstwa, niezależnie kto się go dopuści.
          • konstancja16 Re: Dołączam się, też mam dość 05.02.14, 15:14
            Edw-ina, spoko. Wez gleboki oddech. Dobrze, ze tak sie stalo, ze maja kontakt i ze siedza w chacie i MUSZA rozmawiac i sie poznawac. Bo skoro jak na razie tylko sie widzieli przy atrakcjach to takiego kontaktu nie mieli. Tylko wspolne zadania, sciganie sie. To dobrze, ze facet wreszcie poznaje swoich synow. Nie jako wybitnych sportowcow tylko jako ludzi. Niezbyt fajnych ludzi, niestety.

            Ty sobie pomedytuj, pomysl ze za tydzien czy dwa wyjada i wszystko wroci na swoje miejsce. Ale M moze sie zastanowi. Ze cos zawalil. Ze moze chociaz z mlodszym cos da rade nadrobic. A Ty spakuj Nelke i wypad na caly dzien. Na joge z dziecmi, na basen z dziecmi, na seans dla mam z maluchami, do przyjaciolki. Moze na pare dni w ogole ich zostaw samych jak masz u kogo niekrepujaco pomieszkac z Mala. A jak nie to nastepnym razem to sobie rozplanujesz lepiej przed ich przyjazdem. To bylo nieuniknione.

            Utkwil mi w pamieci taki nie-zart (niestety), z wywiadow z ludzmi po urlopie. I jakis facet wrocil z wczasow niezadowolony, bo ‘musial ciagle rozmawiac z zona’. Wiec oni to wlasnie przechodza. ‘MUSZA’ rozmawiac. Niech sie troche pomecza. A Ty – melisa, maseczka i serdeczny usmiech. Czy moglibyscie zrobic kolacje dzis, bo mam swiezy manicure. Dasz rade.
            • edw-ina Re: Dołączam się, też mam dość 05.02.14, 15:33
              No co ty, przecież wyjechali, na kilka dni, ale zawsze, bo przecież zima itp, itd. W odwłoku to mam. Przynajmniej mam spokój w domu .Nie mieszam się, nie wtrącam. Medalu mi za to i tak nie dadzą, więc koniec. Świata nie zbawię.
              I jeszcze odnośnie tego, co napisała Karolana, tj. braku kindersztuby. Ja bym napisała o braku umiejętności społecznych i to ogromnym braku, takim łącznie z najprostszymi zasadami savoir vivre. Widziałam picie herbaty z łyżką, krojenie nożem spaghetti na talerzu i jedzenie pokrojonego łyżką itp. Jakbym widziała dzieci z trzeciego świata, a nie z jednej z kulturalnych stolic Europy.
              • konstancja16 Re: Dołączam się, też mam dość 05.02.14, 15:46
                a, nie doczytalam ze jednak wyjechali. na narty, tak? M nie zdzierzyl sam na sam z chlopakami bez atrakcji? eeech.

                co do kindersztuby... no, coz, nie obrazaj trzeciego swiata. stolica kulturalna czy niekulturalna wioska nie ma nic do rzeczy, kindersztube wynosi sie z domu, a nie ze stolicy... no, sama wiesz kto zawalil, co Ci bede gadac. jak oni do tych wytwornych restauracji après ski chodza to tez tak? czy tam sie wysilaja, a w domu wszystko jedno, bo brak szacunku do ludzi w tym domu przebywajacych czyli bankomatu i wielozadaniowej kobiety?

                mam nadzieje, ze juz nie karmisz piersia i mozesz sie spokojnie napic wina. niekulturalnie czytajac ksiazke przy jedzeniu wink
                • edw-ina Re: Dołączam się, też mam dość 05.02.14, 16:24
                  Właśnie taki mam zamiar - wypić wieczorem kieliszek dobrego wina i obejrzeć film. Potrzebuję relaksu.

                  Czy nie zdzierżył z chłopakami bycia sam na sam? Nie wiem. M chyba po prostu nie wyobraża sobie, że można inaczej. Powtórzę - wisi mi to. O brakach w wychowaniu M też mi słowa nie powie. Co ciekawe on sam przykłada do tego dużą wagę. Jeździ po całym świecie, robi interesy z różnymi ludźmi i nigdy nie omieszka pochwalić jeśli ktoś z kontrahentów potrafi zachować się z odpowiednią klasą oraz zganić, jeśli nie radzi sobie z pewnymi zasadami. U synów nie widzi. Ślepnie normalnie.
                  • konstancja16 Re: Dołączam się, też mam dość 05.02.14, 16:47
                    Sluchaj, a tak z reka na sercu, to nie jestes teraz bardziej krytyczna wobec chlopakow, bo masz swoje dziecko? I jak kwoka chcesz je chronic i zagarnac co lepsze dla Nel, nawet nieswiadomie?

                    Ja chyba przez chwile tak mialam. Jak Starszak zamieszkal z nami, a krotko potem Maly sie urodzil to sie czepialam wszystkiego (NM mi zwrocil uwage i chyba mial troche racji). Chcialam, zeby bylo czysto, cicho i idealnie, jak najlepiej dla noworodka. Ale potem sie zorientowalam, ze noworodek ma kochajacego starszego brata, ktory moze czasem nie jest 100% higieniczny, sterylny, cichy i idealny, ale za to serdeczny i zakochany w maluchu z wzajemnoscia. I jakos przeszlam do porzadku dziennego nad niektorymi zachowaniami Starszaka. Bez akceptowania syfu i braku kultury oczywiscie. Ale czasem mu odpuszczamy sprzatanie po kolacji aby w tym czasie pobawil sie z bratem. W tygodniu nie maja siebie za duzo.

                    No i teraz dla odmiany NM zaczyna wymagac wiecej. Uzywania noza i widelca, a nie widelca i paluchow, nie porzucania odziezy gdzie popadanie. Glownie dlatego, ze zorientowal sie, ze Maly juz zaczyna byc kumaty i kopiuje wszystkie zachowania: solimy cos na talerzu, on tez chce, zdejmujemy buty, on tez. Znosimy ze stolu – on tez, zostawiamy cos byle gdzie on tez. No, ale u nas to ma wieksze znaczenie, bo mamy wszystkich na stale. Wiec Starszak musi dawac dobry przyklad wink

                    Odkopalam taki filmik, dawno temu ogladalam. Strzal w dziesiatke w kwestii wychowania, moim zdaniem. Chociaz czasem rzeczywistosc rodzica okazuje sie duzo bardziej skomplikowana. Jak to mowia: bylam ekspertem od wychowania dzieci dokad nie mialam wlasnych...

                    napcan.org.au/children-see-children-do/
                    • edw-ina Re: Dołączam się, też mam dość 05.02.14, 17:16
                      Czy jestem bardziej krytyczna przez małą? Nie wiem, trudno mi ocenić. Z pewnością ciężko jest mi zaakceptować, że chłopcy chociaż coraz starsi, zachowują się coraz gorzej. Ja nie oczekuję cudów. Oczekuję najprostszych, najbardziej oczywistych rzeczy. Odniesienia szklanki do kuchni. Poprawienia narzuty z łóżka, skoro się ją zrzuciło. Powieszenia ręczników tam, skąd się je wzięło, a nie rzucenia ich na umywalkę. Umycia po sobie toalety, jeśli się ją wybrudziło (sic!!!!!!!). Zachowania względnej ciszy, kiedy w pokoju obok śpi ząbkujące niemowlę, a nie darcie się do siebie z salonu do łazienki. I to nie raz czy dwa, bo się zapomniało, tylko regularnie. Moim zdaniem nie wykracza to poza najprostsze zasady, jakimi powinien kierować się każdy człowiek zarówno we własnym domu, jak i odwiedzając kogoś.
                      • mazoko Re: Dołączam się, też mam dość 06.02.14, 13:40
                        nie odnieśli talerzy, kubka, filiżanki - wypisałam rachunek ..... jak nie potrafią się zachować powiedzieć dziękuje niech płacą chociaż - pomogło.
                        Nogi na stole, o proszę bardzo nie ma jak koło bucika położyć jakiś przysmak albo upsss na buciku/stópce smile)) a co do toalety to albo wy myjecie albo tatuś - chociaż mi się zdażyło taki kibel (cały deska klapa wszystko) na pół dnia zalać domestosem - oo siku ci się chce to sobie posprzątaj big_grin
              • optymist75 Re: Dołączam się, też mam dość 05.02.14, 17:57
                "Karolana, tj. braku kindersztuby. Ja bym napisała o braku umiejętności społecznych i to ogromnym braku, takim łącznie z najprostszymi zasadami savoir vivre. Widziałam picie herbaty z łyżką, krojenie nożem spaghetti na talerzu i jedzenie pokrojonego łyżką itp. Jakbym widziała dzieci z trzeciego świata, a nie z jednej z kulturalnych stolic Europy."

                To pewnie byly moje pasierby,wypisz,wymaluj smile
                Moglabym przykladami rzucac jak z rekawa.
                Wstyd z nimi wyjsc z domu,o siedzeniu w knajpie juz zapomnialam.
                Kobiet nie nazywaja kobietami tylko babskami lub...(inny epitet)Za babsko oberwalo im sie ode mnie na poczatku poznania.Przy mnie sie hamuja ale gdzie indziej...boze drogi....

                .I nikt nie widzi w tym nic nienaturalnego,to ja jestem czepialskauncertain

                Wyglada na to,ze wieksza czesc z nas pewnego dnia mowi D
              • optymist75 Re: Dołączam się, też mam dość 05.02.14, 17:57
                "Karolana, tj. braku kindersztuby. Ja bym napisała o braku umiejętności społecznych i to ogromnym braku, takim łącznie z najprostszymi zasadami savoir vivre. Widziałam picie herbaty z łyżką, krojenie nożem spaghetti na talerzu i jedzenie pokrojonego łyżką itp. Jakbym widziała dzieci z trzeciego świata, a nie z jednej z kulturalnych stolic Europy."

                To pewnie byly moje pasierby,wypisz,wymaluj smile
                Moglabym przykladami rzucac jak z rekawa.
                Wstyd z nimi wyjsc z domu,o siedzeniu w knajpie juz zapomnialam.
                Kobiet nie nazywaja kobietami tylko babskami lub...(inny epitet)Za babsko oberwalo im sie ode mnie na poczatku poznania.Przy mnie sie hamuja ale gdzie indziej...boze drogi....

                .I nikt nie widzi w tym nic nienaturalnego,to ja jestem czepialskauncertain

                Wyglada na to,ze wieksza czesc z nas pewnego dnia mowi DOSC.Ja juz powiedzialam .
      • luna67 Re: Dołączam się, też mam dość 05.02.14, 18:49
        Kochana Edwino, dawno od ciebie nie czytalam slow az takiej "rezygnacji"......, nogi na stole? mialam kilka razy taki przypadek!!!! wzielam wtedy najwiekszy noz z kuchni i sie pytalam kto pierwszy ze skroceniem?...., funkcjonowalo....., nogi po moim "przedstawieniu" zawsze byly na ziemi....wink

        A ze maz znika?, jest normalne, ja odpoczywalamwink....
        • edw-ina Re: Dołączam się, też mam dość 06.02.14, 11:32
          Poddaję się, bo zamiast walki, która nie przyniesie mi niczego dobrego zdecydowałam się wybrać konformizm. Doprowadziłam do tego, że M nareszcie ma dobry kontakt z synami. Oczywiście oni nie wiedzą ile kołków ociosałam na głowie ich ojca by było tak, jak jest teraz. Dla nich być może jestem największym możliwym złem, bo zabieram im ojca. Diabli wiedzą. Nie okazują szacunku mi, temu domowi, tej rodzinie. A ja nie jestem ani świętą, ani masochistką by to znosić w imię..., no właśnie sama nie wiem nawet w imię czego. Mam własne dziecko i to na wychowaniu oraz edukacji tegoż malucha powinnam się skupić. Cóż, mleko się rozlało.
        • rybkka24 Re: Dołączam się, też mam dość 06.02.14, 12:28
          Klasyczny,niemal książkowy przykład rodzica który nie myśli racjonalnie i jasno tylko jego postepowaniem i wyborami kieruje poczucie winy i wyrzuty sumienia.
          Wg mnie Twój m nie poradził sobie psychicznie z decyzją podjętą przez niego ileś lat temu o pozostaniu w Polsce z dala od dzieci.na rozum wszystko zostało racjonalnie poukładane w sferze emocjonalniej natomiast może mieć facet przekonanie że porzucił własne dzieci.
          Emocje nie kierują się logiką.
          Zresztą prawdy w tym porzuceniu jest.za braki w wychowaniu chłopaków w dużej części ponosi i on.
          Szkoda tylko że konsekwencje jego decyzji w postaci dwóch niekulturalnych młodzianów ponosisz Ty.
          Twój m musi popracować nad poczuciem winy inaczej jeszcze nie raz złapiesz się za głowę jak będziesz obserwować co robo m i na co się zgadza.
          • rybkka24 Re: Dołączam się, też mam dość 06.02.14, 12:35
            Miało być trochę prawdy w tym porzuceniu jest.
            tzn.po odrzuceniu wszystkich racjonalnych argumentów.w końcu dla dzieci które miały mało rodziców nawet najbardziej wzniosły powód dlaczego tak się stało nie niweluje żalu.
          • edw-ina Re: Dołączam się, też mam dość 06.02.14, 22:24
            Tylko co ja mam zrobić z tym jego poczuciem winy? Udawać, że nie słyszę obraźliwych żartów, że nie przeszkadzają mi krzyki w domu, kiedy w pokoju obok śpi ząbkujące niemowlę, znikać nieustannie w sypialni, bo tak się jakoś dziwnie składa, że kiedy są chłopcy to dla mnie nigdy nie ma miejsca w salonie? Ja nie wiem co zrobić, poza wypisaniem się z interesu. Zabrałam M do psychologa - specjalisty ds. młodzieży, kiedy ze starszym zaczęły się pierwsze poważne problemy, zawsze odpowiadam na wszystkie jego pytania, wątpliwości, w związku z tym, że M szanuje zasady w jakich mnie wychowano, regularnie przeszukuję czeluści pamięci, by przypomnieć sobie jak wyglądało moje nastoletnie życie w danych sytuacjach, bo wyjątkowo często mnie o to wypytuje. Nie zabraniam mu spotkań, nie rzucam się w progu, by go powstrzymać. Jedyne, czego wymagam, to tego, by terminy tych spotkań ustalał również ze mną, bo odkąd nie odpowiadam tylko za siebie, ale za dom, psy, a teraz dziecko i mam wszystko przez jakiś tam czas ogarnąć sama, to nie może to tak wyglądać, że nie bierze mnie pod uwagę.
            • rybkka24 Re: Dołączam się, też mam dość 07.02.14, 09:17
              Najlepiej by było jakby Twój m przejrzał na oczy i zobaczył co się dzieje i co on wyprawia.
              Jak juz by do niego dotarł faktyczny stan sytuacji mógłby zacząć nad tym pracować nawet z psychoterapeutą.
              Tylko jak go uświadomić że kieruje nim poczucie winy?
              Kubel zimnej wody?Ty wiesz co na niego działa.
              Ja jak bym była pod ścianą,zaszantazowałm
              • rybkka24 Re: Dołączam się, też mam dość 07.02.14, 09:28
                Użyłabym szantażu o wyprowadzce i rozwaleniu rodziny najmłodszemu dziecku.
                Musiałabym być wściekła.niech facet pokaże jajawink.
                Nie może być tak żeby przeszłość determinowala całe życie.pewne decyzje zostały podjęte,na tamten moment wg niego było to najlepsze co mógł zrobić
                Mogło też być tak że facet widząc obecne postępowanie i zachowanie synów uświadomił sobie że jego przeszłe decyzje były błędne i tak naprawdę poszedł na łatwiznę i myślał głównie o sobie.musi sobie uświadomić co kryje się za tym poczuciem winy i to przerobić bo gotów jeszcze bardziej nieracjonalne działania podejmować.będzie dobrzesmile
                • rybkka24 Re: Dołączam się, też mam dość 07.02.14, 09:31
                  tYlko mówiąc brzydko trzeba faceta "walnąć w głowę/łeb"
                  • edw-ina Re: Dołączam się, też mam dość 07.02.14, 11:28
                    Ale Rybko, dlaczego ja mam nim wstrząsać? Z jakiego powodu mam stawiać na szali swoje małżeństwo, pełną rodzinę dla mojego dziecko? Po to, by był mądrym ojcem dla swoich synów? By pojął, że wyrzutami sumienia i zapewnianiem atrakcji niczego ich nie nauczy? Dlaczego ja mam to robić? Dlaczego mam się bić o de facto nie moją sprawę? Gdyby jeszcze M był w tym wszystkim paskudny dla mnie czy dla małej, gdyby np. wyszedł z założenia, że synów zabierze na wycieczkę objazdową po Japonii, a z nami to co najwyżej do Pcimia na działkę lub uznawałby, że skoro mała mam mamę, to on nie musi nic robić, tylko powinien skupić się na synach, wówczas walka faktycznie miałaby sens. A tak, po co? Dlaczego mam kruszyć kopie o nie swoje sprawy? Bo wiem, że to się źle skończy? Wiem, nie raz o tym powiedziałam. Ale mój mąż jest dorosłym człowiekiem, sporo starszym ode mnie i to on sam niech podejmuje decyzje. Ja jedynie zawalczę o to, by nie musieć ponosić konsekwencji tych decyzji, vide - postawić ultimatum, że dopóki nie nauczy dzieci szacunku do tego domu i panujących w nim zasad, dopóty niech spotyka się z nimi na innym gruncie. Dodatkowo zamierzam mu wyjaśnić w krótkich żołnierskich słowach, że skoro nie rozumie, że złych wyników w nauce i fatalnego zachowania się nie premiuje, to nie będzie miał żadnego wpływu na edukację córki.
                    Dlaczego ja mam się z nim bić? I tak w oczach jego synów jestem wrogiem, bo ojcu można wejść na głowę, a mi nie. Bo perfidnie i paskudnie go buntuję. Mam się dać pochlastać dla idei?
                    • karolana Re: Dołączam się, też mam dość 07.02.14, 12:58
                      Edw-ina, problem z chłopakami jest taki, że oni są już w wieku, w jakim ojciec nie ma za bardzo wpływu na ich zachowanie.
                      W tym wieku jest za późno na "wychowanie". Wychowuje się małe dziecko, nastolatek, tym bardziej 18-latek już tylko może ponosić konsekwencje swojego zachowania. Nikt poza samymi chłopcami nie jest w stanie wpłynąć na ich zachowanie. Im szybciej Twój mąż to zrozumie, tym lepiej dla Was.
                      I uważam, że podejmujesz słuszną decyzję o wymiksowaniu się, o postawieniu granic i nawet w zakazie wstępu do Waszego domu. Nie ma sensu walić głową w mur. To już nie ten moment, już nie ma o co walczyć.
                      Trzymaj się.
                    • liz-beauty Re: Dołączam się, też mam dość 07.02.14, 16:53
                      Bardzo mi przykro, ze tak sie podzialo. sad Moim zdaniem Mlodzi sa podswiadomie zazdrosni o Mala, czuja zal do ojca, ze ich zostawil, gdy zabraklo mamy (wlasciwie to chyba juz wczesniej?), a wtedy sami byli dziecmi. Ty jestes "wrogiem", bo wg nastolatkowego rozumowania zostawil ich przez/dla Ciebie...
                      • liz-beauty Tez mnie wkurza 07.02.14, 16:58
                        glosne zachowanie Mlodego gdy Maly spi. Ale baaardzo sie staram zwracac uwage delikatnie. Mlody - lat 17 i ponad 190cm n.p.m. bywa zazdrosny o Malego... Ale bardzo sie kochaja i to jest dla mnie najwazniejsze. smile
                        Ale nie wyobrazam sobie, ze Mlody mnie obraza... O nie.
                      • edw-ina Re: Dołączam się, też mam dość 07.02.14, 17:44
                        Mieszkali w dwóch różnych krajach długo przed śmiercią mamy. Kiedy mama zginęła to nie stanowili już pełnej rodziny od około 10 lat. Ale możesz mieć rację nt. żalu. Tym bardziej, że nie wiedzą tego wszystkiego, co wiemy my. Całkowicie abstrahując od mojej osoby w życiu M, bo jak nie raz pisałam dałam mu wolną rękę w związku z zaistniałą sytuacją, z tym jednym zastrzeżeniem, żeby mnie nie brał pod uwagę. Mógł wyjechać do nich, gdyby się uparł mógł ich zabrać do PL i zamieszkać z nimi beze mnie (powiedziałam, że przynajmniej przez rok musieliby mieszkać sami, bo byłam pewna, że w innym wypadku po prost zrzuci na mnie większość spraw, a na to się nie godziłam). tak naprawdę to wziąłby ich do Polski lub wyjechał do nich tylko pod warunkiem, że ja bym to zrobiła razem z nim. Ponieważ miałby kogoś, czyimi rękoma zrobiłby większość, jeśli nie wszystko. Więc pod tym względem mogę powiedzieć, że jestem winna. Tak, nie chciałam ściągnąć z ich ojca odpowiedzialności za nich, obowiązków związanych z rodziną itp.
                        Tak, jak nie wiedzą, ile zdrowia i wysiłku kosztowało mnie wyprowadzenie ich ojca na prostą. Ponieważ po rozstaniu z ich matką miał tak pocharataną psychikę, że tylko kompletny egoizm pozwalał mu jako tako funkcjonować. I fakt, że mają teraz ojca, który potrafi się przed nimi otworzyć, zawalczyć o coś, okazać uczucia, a nie tylko łatać dziury jest w znacznym stopniu moją zasługą. Bo to ja z nim walczyłam, ja mu wbijałam do głowy różne rzeczy, wreszcie ja go zaciągnęłam na terapię, która pozwoliła mu zobaczyć pewne mechanizmy i wziąć się z nimi za rogi.
                        Jednak tak, jak już pisałam, to i wiele innych rzeczy wiemy my. W ich oczach mogę być babą, która widocznie jest tak świetna w łóżku, że ich ojciec wybrał ją zamiast nich, w dodatku mam dziwne wymagania i jeszcze w pełnej perfidii urodziłam temu ojcu córkę, za którą przepada. A w takiej sytuacji, przy takim oblężeniu wojsk nieprzyjaciela, to nawet Napoleon by złożył broń i rozkazał swojej armii się wycofać.
                    • rybkka24 Re: Dołączam się, też mam dość 11.02.14, 14:46
                      Cześć.Edwina moja rada tyczy się sytuacji gdy stan obecny nie odpowiada Tobie i chciałabyś go zmienić.
                      Jeżeli uznasz że możesz parę razy w roku usunąć się na bok,przymkniesz oko na irracjonalne decyzje męża czasowe/finansowe.i wreszcie jeżeli masz możliwość nie gościć u siebie w domu pasierbów (duża część kobiet nie ma jednak przywileju nie życzyć sobie obecności dzieci męża w domu choćby były najbardziej niewychowane) to moje rady są zbędne.
                      mój post tyczył się sytuacji gdy chciałabyś aby stanowisko męża uległo zmianie bo jego zachowanie wpływa niszcząco na ciebie i wasze dziecko.
                      Ale jeżeli sprawę jego synów można oddzielić gruba krechą i pozatym jest dobrze, wasza rodzina nie odczuwa zachowania męża to tak.można się odseparować i tyle.
                      Zależy co jest lepsze dla Ciebie i twojego dziecka.
                      Swoją drogą to przerażające że za decyzje jednych ludzi(decyzje twojego męża)cierpi ktoś inny (na tobie skupia się przykre zachowanie pasierbów).twój maz rozmawiał o tym z chłopakami czy jest zbyt zajęty nielogicznymi działaniami?
                      • edw-ina Re: Dołączam się, też mam dość 11.02.14, 15:05
                        Na szczęście możemy sobie pozwolić na to, by widywali się w inny sposób niż w naszym domu i co więcej mam dziwne wrażenie, że synowie M będą wręcz z tego zadowoleni. Ja płakać nie będę. Już kilka razy słyszałam, że najbardziej lubią kiedy widują się sami i zamierzam ten argument wykorzystać.
                        M zwraca chłopakom uwagę, ale wszystko widzi "po czasie". Np. zauważył, że starszy trzyma nogi na stole dopiero po tym, jak kazałam mu te nogi ściągnąć. Dostrzegł, że nie potrafią posługiwać się sztućcami dopiero, kiedy zapytałam dlaczego robią to tak, a nie inaczej. Itp. itd. Dlatego napisałam wcześniej, że przy okazji ich wizyt ślepnie i głuchnie jednocześnie.
                        On jest przewrażliwiony na wszystko, dosłownie na wszystko co jest choćby pośrednio związane z nimi i chyba już podświadomie wywołuje konflikty. Takie dwie drobne sytuacje: grają w coś na ławie przed tv. Mówię, że na górze jest duży stół, przy którym byłoby im wygodniej. Po czym następuje litania: ale czego ja chcę, dlaczego się czepiam, o co mi chodzi itp.? Logiczna i w pełni prawdziwa odpowiedź, że o to, iż łatwiej by się grało siedząc przy dużym stole w jadalni, nie dociera. Lub: dzwoni z drogi, pytam dlaczego tak późno wyjechał. Na co nie słyszę: bo się zasiedziałem, później wyszedłem czy 500 innych odpowiedzi, jakie mogłyby paść na takie pytanie, tylko: dlaczego uważam, że późno? A kiedy wracał wcześniej? O co mi chodzi?

                        I tak wygląda nasza rozmowa nt. chłopców, ich zachowania i wszystkiego, co się z nimi wiąże. Abstrakcyjny przy tym jest fakt, że na inne tematy potrafi rozmawiać bez zarzutu. Nie jest wobec mnie nie fair, dla o rodzinę, o dom, kocha córkę. I właśnie dlatego nie zamierzam z nim rozmawiać o chłopcach. Niech robi co chce i jak chce. Być może kiedyś przy jakimś terapeucie skuszę się na rozmowę, ale to też nie jest pewne.
                        • rybkka24 Re: Dołączam się, też mam dość 12.02.14, 21:47
                          W takim razie skoro pan taki wrażliwy na punkcie synów rzeczywiście najlepszym rozwiązaniem będzie omijanie tego tematu szerokim łukiem.
                          Szczęście że organizacyjnie masz tak dogodną sytuację że możecie się omijać, niemniej jest to Napewno wszystko przykre,zwłaszcza że nigdy swoim zachowaniem nie zaszkodziłaś chłopakom a wręcz przeciwnie.
                          Takie przewrażliwienie faceta na punkcie chłopaków odbieram jako wielki ból i poczucie winy że tak nawalił w ich wychowaniu poczucie że zawalił w jednej z najważniejszych spraw w życiu
                          Ale jak pisałaś sprawa do ominięcia.
                          ale facet też cholernie się pewnie męczy.
                          • edw-ina Re: Dołączam się, też mam dość 13.02.14, 16:13
                            Nie wątpię, że się męczy. Ale cokolwiek ja bym zrobiła, być może poza adoptowaniem jego dzieci i służeniem im za podnóżek, nie pomoże umniejszyć tej jego męki. Teraz chwilami żałuję, że tak go cisnęłam w kwestii kontaktów z nimi. Ale nie ważne.
                            Powiedziałam M, że nie zamierzam z nim rozmawiać o chłopcach, ani o niczym co się z nimi wiąże, a nie ma bezpośredniego wpływu na mnie. Poprosiłam, żeby nie mówił mi o ich problemach szkolnych, kłopotach z relacjami itp., bo ja się tym przejmuję, szukam rozwiązań, po czym on robi coś przeciwnego. Że każde moje zdanie na ich temat automatyczne odczytane jest jako zarzut. Początkowo próbował wywołać kłótnię, na szczęście udało mi się opanować dyskusję. I na razie tyle. Padło też często używane w takich sytuacjach: nie chcę, żeby byli zazdrośni o to, że siostra ma go cały czas, a oni nie. Na co przypomniałam mu, że kiedy byli w jej wieku też mieli go cały czas. A czy ona go będzie miała w ich wieku, o tym nie ma pojęcia, więc niech nie zakłada.
                            • rybkka24 Re: Dołączam się, też mam dość 13.02.14, 17:30
                              matko.jak to się może chłopom w głowie poprzestawiać.tacy racjonalni, rozsądni i co?
                              dobrze mu powiedziałaś.życzę aby facet nie miał jeszcze głupszych pomysłów aby wynagrodzić chłopakom to i owo.3maj się.
                            • 13monique_n Re: Dołączam się, też mam dość 06.05.14, 15:17
                              Hej, Edwino - gratuluję (bo nie miałam jeszcze okazji) córeczki. Podpisuję się pod Twoimi wnioskami i decyzjami w kwestii chłopaków.
                              (Na marginesie, sama nie pisałam taki kawał czasu, bo moja córka miała takie pomysły, że miałam co robić i absolutnie nie czułam się na siłach, by siły i odporność trwonić gdziekolwiek - nie tylko pasierbowie miewają pomysły na życie, od których jeży się włos na głowie wink )
                              Nie możesz uszczęśliwić na siłę. Nikogo. Mąż chce wciąż coś nadrabiać psuciem chłopaków - szkoda, ale niech SOBIE tak robi. Chłopcom to życia nie ułatwi, niczego nie wynagrodzi, a utrudni przystosowanie się do świata. Bo zasadniczo świat będzie miał w poważaniu, czy ktoś ma mamusię, czy nie ma, czy rodzice się rozstali, czy tatuś nie kochał córeczki. Po stwierdzeniu faktu trzeba przejść do tego, jak w sytuacji takiego, a nie innego braku żyć. Bo przecież jakoś trzeba żyć. A miło byłoby, gdyby to życie cieszyło.
                              Tak mnie naszło smile I trzymam kciuki
    • luna67 Re: Kazdy ma swoje granice wytrzymalosci....... 07.02.14, 23:11
      Przepraszam, nie mam czasu na komentowanie/odpowiedz wszystkich postow....a sa bardzo interesujace bo dozwierciedlaja moja przeszlosc....i obojetnie jak bym nie wykombinowala, czuje sie dobrze z moim postepowaniem...

      Taaaaak teraz usiadlam i zadumalam sie..., i pomyslalam: ....nie warto bylo?, albo sie za malo udzielalam......?;
      z jednej strony: ile ja przez dzieci meza nie przespalam nocek, bo maly np. sikal w nocy do 5-ciu lat (byl/jest pod psych. opieka: podobno autyzm i nadpobudliwosc). Ja wstawalam jak glupia o 4:00 w nocy, wpadalam do pokoju chlopca ze swieza pidzama i posciela, ktora przebieralam......, albo wolanie (ryk) o picie o 3:00 w nocy (a szklanki z piciem zawsze staly na nocnych szafkach u dzieci). Zakupy gadzetow na urlop, albo do szkoly...., odrabianie lekcji, korepetycje, itd.......

      .....a z drugiej strony bylam tez samolubna, bo jak robilismy wypad myslalam od czasu do czasu o sobie (zeby mi sie tez podobalo i w p..ie mialam fochy jego dzieci)..., a jak chcialy rolady na obiad, robilam kotlety, bo bylo szybciej....Wybrzydzaly?..., wysylalam do restauracji (M-D)

      I biorac pod uwage moje "przewinienia" i udzial w wychowaniu mowie nie!;.....nie mam sobie nic do zarzucenia....

      Z moim mezem juz dawno bym sie rozeszla, jakbym mu fochy (po drastycznych sytuacjach z udzialem jego dzieci) nie pokazala! (a bylo ich wiele, nie napisze ile razy spalam w moim malarskim warksztacie)). Wiem, ze on tez byl rozdarty, ale bylam samolubna nie tylko w stosunku do jego dzieci, ale tez moich.......

      Podsumowalam wszystko; .....a pamietam sytuacjeuacje o ktorych moj M nie pamieta (ale inni pamietaja),....... i mowie; niech "macochy", ktore nie "lubia obcych dzieci" nie zasmiecaja sobie zycia z M z przeszloscia, a te ktore lubia stawiaja od razu granice, bo potem moze byc "za pozno...."

      Ps.
      Napisze wiecej jak znajde czaswink



    • luna67 Re: Moje "zadumy"...... 24.03.14, 23:50
      - wprostproporcjonalnie......., zdrowo rozwijajacy sie zwiazek polegal u mnie na tym, ze; im wiecej mialam pewnosci siebie, tym mniej mial go moj maz....

      I teraz pluje sobie troche w brode, ze wczesniej nie bylam na tyle egoistyczna i pewna siebie......, zaoszczedzilabym sobie moze tyle nerwow i rozczarowan z jego "pierwsza" rodzinka..... nie pisalam tutaj, ale jego byla rodzinka miala szczescie ze mna, ze nie zrobilam sprawy o zniewazenie i oczernienie (nie znajac mnie nawet z widzenia). Olalam to totalnie z usmiechem.

      A moze tak mialo byc, moze ta wspolna wybojowa droga, doprowadzila nas obojga do tego blogiego stanu? a moze nie mamy wspolnie juz na tyle sily do walki? a moze znowu jakis odruch nie od nas uzalezniony zniewali ta nasza sielanke, jakies niesnaski?....Pal licho!....

      Obojetnie co przyjdzie; na terazniejszy czas jest naprawde wspaniale i bede ten stan bronila rekami i nogamiwink.
      Nie jestem hetera (czytaj poprzednie posty), ale ten kto nie chce sie do naszej sielanki dopasowac jest poza naszym osiagnieciem, i jak moj maz zmieni zdanie i zakloci ten nasz spokoj odejde od niego, bo mam wszystkiego (co przeszlam) po uszy.......

      CNN.....

      Ps.
      To sa moje rozmyslania, a jak ktos chce to moze cos od siebie dodacwink

      Bycie rodzicem jest najwspanialsza przygoda dwojga ludzi, jaka moga przezyc, dopoki dopoty ich drogi sie nie rozdziela...........


      • litera29 Re: Moje "zadumy"...... 22.05.14, 21:21
        Luno, to całkiem normalne, co piszesz. Zwyczajnie chronisz ognisko domowe, chronisz spokój w rodzinie, nawet jeśli próbujesz Ty, bądź On tę rodzinę mieć drugi raz. Może nawet teraz bardziej bronisz rodzinnych relacji, ciepła i miłości, bo bardziej je cenisz. I masz rację - wara od nowych rodzin!Wszystkie Ex Panie i Ex Panowie niech trzymają się z daleka i dadzą ludziom żyć. I najlepiej jakby sobie gęby nie wycierali wspólnym dzieckiem, bo zwyczajnie może się zdarzyć,że zniechęcą całkowicie do siebie i nie daj Boże do dzieciaka. Wszystkie Panie i Panowie Ex proszeni sa o zamknięcie furtek za sobą i samodzielność w dalszym życiu, które przecież mają na własne życzenia!smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka