Dodaj do ulubionych

Chciałabym się przywitać i ...

27.04.15, 11:38
umieścić ten sam wątek który wrzuciłam na emamę kilka dni temu (chciałam zadać to pytanie tutaj ale czekałam na dostęp od moderatorki tego forum).

Tutaj link forum.gazeta.pl/forum/w,567,157382215,157382215,Majowka_z_dzieckiem_partnera.html

Nie wdając się w szczegóły, chociaż jeżeli ktoś z Was miałby pytania chętnie odpowiem, partner ma z pierwszego małżeństwa syna 7 letniego, wspólnie mamy 3 latka. Partner sprawuje opiekę nad pierwszym synem w systemie tydzień na tydzień.

Zostaliśmy zaproszeni do mojej kuzynki do Wawy na weekend majowy, niestety przypada to na tydzień kiedy syn partnera miałby byc u nas.

Jako że rozwinęła się dyskusja miedzy mną a partnerem i mam wrażenie, że jesteśmy w jakimś impasie dlatego proszę o pomoc, o obiektywne spojrzenie z boku.

Zasadnicze pytanie jest takie: czy mam prawo nie chcieć wyjazdu razem z pasierbem, mam wrażenie ze partner nie rozumie mojego stanowiska.

Przepraszam za chaos ale pierwszy raz się wypowiadam na forum i trochę się tym denerwuję.

Dziękuję.
Obserwuj wątek
    • edw-ina Re: Chciałabym się przywitać i ... 27.04.15, 12:41
      Ale przecież już w tamtym wątku wyszło, że tak naprawdę weekend majowy to tylko wierzchołek góry lodowej i to, czy pojedziecie z pasierbem czy bez i tak niczego nie zmieni. Anyway, ty się zajmij prawdziwymi problemami w swojej relacji, problemami ze sobą, a nie pierdołami. Bo jak na razie to twardo próbujesz przypudrować mięsaki Kaposiego, udając, że to tylko pieprzyki, bo przecież nie Aids.
      • optymist75 Re: Chciałabym się przywitać i ... 27.04.15, 13:00
        Cześć.
        Zajrzałam na tamten wątek ale komp nie przyjął takiej ilości informacji i nie wiem co mamy napisały,domyślam się tylko,że pojechały po Tobie.
        Czy masz prawo?To kwestia dogadania w związku .
        Ja jeśli nie planuję spędzać czasu wolnego z pasierbami to umawiam nas bez dzieci wtedy kiedy ich nie ma u nas i tyle,problem z bani.
        • konstancja16 Re: Chciałabym się przywitać i ... 27.04.15, 13:40
          Omg, Anyway Ty powiedz lepiej o co tak naprawde chodzi, bo zeskanowalam pare pierwszych wypowiedzi w tym watku z emamy, ale potem sie zorientowalam, ze tam jest ponad 400 wpisow! To nie na normalna zarobiona macochę.

          Wiec o co chodzi? Ty nie lubisz tego pasierba, zle wychowany jest czy to Twoja rodzina (kuzynka) go nie akceptuje? Czy problem lokalowy? W ogole nic z tego nie rozumiem.

          Optymist, tu nie jest tak jednoznacznie, bo jest tez dziecko wspolne. wiec dla wspolnego dziecka jest wycieczka weekendowa, a dla regularnego pasierba ma nie byc. wiec to nie jest opcja: jedziemy bez dzieci.
          • edw-ina Re: Chciałabym się przywitać i ... 27.04.15, 13:51
            No nie lubi, jest to otwarcie wyrażone w tamtym wątku. Nie lubi i nie może się przemóc, by nawet o tym porozmawiać, więc trudno ustalić skąd tak naprawdę ta niechęć.
    • anyway33 Re: Chciałabym się przywitać i ... 27.04.15, 14:02
      Już odpowiadam:

      mieliśmy jechać do wawy na zaproszenie mojej kuzynki, wypadło to wtedy kiedy syn partnera będzie u nas (opieka naprzemienna tydzień na tydzień).

      Zaproponowałam chłopu żeby możne zamienił tygodnie bo zależy mi na wyjeździe ale nie chcę jechać z jego synem.

      Tak, syna partnera nie lubię, drażni mnie okropnie. Wiem, przyznaję to jest irracjonalne ale nie potrafię się przemóc.

      Kuzynka zna moją niechęć, zresztą nie padła propozycja żebyśmy przyjechali wszyscy.

      Partner jest świadomy mojej antypatii do swojego syna aczkolwiek z uporem maniaka próbuje "wciskać" swoje dziecko i niespecjalnie rozumie, że do swojej kuzynki to może jechać ale niekoniecznie do mojej.

      To tak w telegraficznym skrócie.

      • konstancja16 Re: Chciałabym się przywitać i ... 27.04.15, 15:23
        no to masz problem. wyobraz sobie, ze jedziesz gdzies razem z Twoim nowym partnerem, a on Ci proponuje, zebys Twojego syna zostawila, bo mu nie pasi jego towarzystwo.

        biorac pod uwage, ze opieka tydzien na tydzien to nie jest tylko wizyta dzieciaka od swieta tylko to chyba lepiej zebys potraktowala dzieciaka jako czlonka rodziny. inaczej ciezko Wam bedzie ulozyc Wasze zycie rodzinne.

        wiem, ze moze byc trudno.
        • anyway33 Re: Chciałabym się przywitać i ... 27.04.15, 19:21
          Konstancja, oczywiście ja wiem i pewnie gdyby hipotetycznie odwrócić sytuację to rwałabym włosy z głowy że nowy partner nie zyczy sobie obecności mojego dziecka.

          W sumie edwina ma rację, wyjazd to wierzchołek góry lodowej.
    • mw144 Re: Chciałabym się przywitać i ... 28.04.15, 07:56
      Oddaj swoje dziecko na weekend do pogotowia opiekuńczego i jedźcie z partnerem i jego dzieckiem do jego kuzynki.
    • tully.makker Re: Chciałabym się przywitać i ... 29.04.15, 10:27
      Szkoda mi bardzo obojga dzieci – najbardziej syna twojego partnera, który musi obcować z kimś, kto go szczerze nienawidzi. Straszna, potwornie niszcząca sytuacja dla dziecięcej psychiki. Szkoda mi młodszego dziecka, bo widzi, ze najbliższa osoba, mama, może bez żadnego powodu darzyć nienawiścią jego brata, ot, za to, ze jest. Demoralizacja i konflikt wewnętrzny. Szkoda mi wreszcie twojego męża, bo jest w potrzasku – związał się z osoba podłą i zapewne już to widzi, ale jeśli odejdzie od tej podlej baby, to zostawi swoje drugie dziecko na jej pastwę Z kolei pozostawanie w związku z tobą to tak naprawdę straszna krzywda dla obojga dzieci, z powodów wymienionych powyżej. Straszny pat na miarę tragedii greckiej.
    • mikawi Re: Chciałabym się przywitać i ... 29.04.15, 12:52
      Niestety niewiele Ci pomogę, choć sytuacja podobna, bo ja mam na stanie własnego dwulatka i pasierba 10 lat również z opieką naprzemienną. U nas nie ma problemu niechęci z mojej strony do młodego, bo młodego lubię, choć irytuje mnie oczywiście jego roztrzepanie, zapominalskość i brak "ogarnięcia", a jego obecność w naszym domu wymaga więcej zaangażowania - również mojego. Ale to są wady typowe dla wieku, jak sądzę. Młody jest po prostu pełnoprawnym członkiem rodziny, więc jeśli mamy jakiś wyjazd rodzinny (np. do mojej rodziny), to młody jedzie z nami, moi rodzice zawsze mają dla niego jakiś drobiazg, nie tylko dla "rodzonego" wnuka. Dodatkowo mój mały jest w starszego brata zapatrzony i tęskni za nim i pyta, więc często to z mojej inicjatywy wychodzi propozycja przedłużenia pobytu pasierba - tak, robię to wyłącznie z egoistycznej chęci zadowolenia mojego dziecka, pewnie gdyby nie ono, nie miałabym zapędów na tak częste pobyty starszaka, gdybym była bezdzietna, ale jest inaczej i biorę pod uwagę potrzeby mojego dziecka w tej kwestii. Chciałabym, żeby byli dla siebie prawdziwym, wspierającym się w przyszłości rodzeństwem a nie da się tego osiągnąć bez budowania codziennej więzi.
    • liz-beauty I co? 03.05.15, 21:21
      Ciekawa jestem, czy pojechaliscie i w jakim skladzie. Na poczatku naszej znajomosci zawsze jezdzilismy z dziecieciem M (on wychowuje), nie przeszkadzalo mi, bylam ciekawa chlopca. Kiedy chcialam "po swojemu" i bez Mlodego, jezdzilam z kolezankami. Szybko sie okazalo, ze i dla nas dwojga cos tam mozna czasem wyczarowac... No ale Ty masz juz dziecko. To zupelnie inny uklad.
    • korowody11 Re: Chciałabym się przywitać i ... 05.05.15, 14:23
      Witam
      Nigdy jeszcze nie pisałam, ale czytam regularnie od lat. Nie pisałam bo .... odczucia moje podobne do autorki wątku wobec pasierba, a i sytuacja nieco podobna ( pasierb 1/mc na weekend + wspólne dziecię) . Bałam się takiej właśnie dyskusji, oceny jaka wybuchła na e-mamie. Sama miałam zresztą wyrzuty sumienia.
      Jednak próbowałam pracować z tą niechęcią na terapiach - najpierw sama, potem wspólnie z partnerem.
      To jednak nie jest tak ,że dla dziecka trzeba wszystko. Nie, nie trzeba. Można wypracować kompromis , być może niełatwy, ale w pewnych warunkach jedyny możliwy.
      i na terapii to nie było tak, że tylko ja musiałam ustępować, rozumieć, zmieniać , przepraszać i akceptować. Pewnych rzeczy nie umiałam przeskoczyć , i to partner zaakceptował pewne moje ograniczenia. Wiele też zrozumiał i zmienił swoje oczekiwania wobec mnie. A ja wobec niego i jego dziecka.
      W moim związku mam prawo nie chcieć wspólnych eskapad do mojej rodziny i jest to szanowane.
      Autorko wątku - jedyna rada to jawna komunikacja z partnerem, co ważne - bez złości. Jeżeli trudno ci rozmawiać bez emocji - poszukaj pomocy (psycholog lub terapeuta) najpierw sama.
      Nawet jeśli osiągniecie status, który nie jest modelowy dla rodzin patchworkowych, to wiedza o sobie nawzajem , o potrzebach i ograniczeniach może dać wystarczającą równowagę.
      Pozdrawiam

      • sofija_biala Re: Chciałabym się przywitać i ... 05.05.15, 18:05
        ja myślę, że to przepracowanie niechęci do pasierba w Twoim przypadku i niechęć do przepracowania tematu w przypadku autorki to są przeciwległe bieguny macochowania.

        Obce dziecko, to obce dziecko. Niektóre się kocha, inne lubi, jeszcze inne toleruje, a pozostałych nie znosi. Normalna sprawa. Natomiast nienormalne jest uciekanie przed problemem, jeśli to obce znienawidzone dziecko już nie jest obce, bo jest domownikiem co drugi tydzień.
        Nie trzeba miłości do pasierba. Nie każdy potrafi - ja też nie. Myślę, że wystarczy mądry szacunek i życzliwość.
        Nikt nigdy nie wymagał ode mnie zabierania pasierba na wszystkie wyjazdy, czasem jeździmy z nim, czasem sami. Nikt nigdy nie wymagał jakiegoś poświęcenia się dla pasierba.

        Ale jeśli w danym momencie jest u nas - automatycznie staje się pełnoprawnym członkiem naszej rodziny - wtedy jeździ z nami na wycieczki, chodzi z wizytą czy pomaga przy obiedzie. Może też zaproponować swoje plany. Nikt mnie do takiego podejścia nie zmuszał - dla mnie to był oczywiste. Szanuję go jako gościo-domownika, jako syna mojego męża i brata mojego dziecka, a on szanuje mnie.
        I kurcze to działa - młody mnie po prostu lubi.
        • anisr Re: Chciałabym się przywitać i ... 06.05.15, 10:33
          Myślę,że kluczowa jest odpowiedź na pytanie" Kto wg Ciebie jest członkiem rodziny " A kto wg Twojego partnera? W tym temacie nie wyobrażam sobie żeby nie było zgody...i to musicie przepracować. Zwłąszcza ty, bo partner syna się nie pozbędzie przeciez...
          Pytanie serio i bez łośliwości- czemu się zdecydowałąś na ten związek? Przeciez wiedziałąś o synu...
      • edw-ina Re: Chciałabym się przywitać i ... 06.05.15, 12:15
        Ależ ty napisałaś o czymś totalnie różnym, twoja sytuacja jest kompletnie inna niż autorki wątku, poza niechęcią do pasierba. W twoim przypadku pasierb pojawia się w domu raz w miesiącu na weekend - w jej jest to dwa tygodnie z miesiąca. Twój jest bardziej jak gość, jej jest domownikiem. Naprawdę nieporównywalne. Ty możesz tak ustawić życie, by ten jeden weekend w miesiącu spędzić poza domem, jeśli nie chcesz spotykać się z chłopcem, ale trudno jest emigrować z domu na dwa tygodnie w każdym miesiącu. Nawet pod względem tych wspólnych wyjazdów jest to inaczej, bo macie zwyczajnie więcej czasu tylko dla siebie. To naprawdę dwie bardzo różne sytuacje, które łączy posiadanie nielubianego pasierba i dziecka z tatusiem owego pasierba.
        • froshka66 Re: Chciałabym się przywitać i ... 06.05.15, 18:12
          tym bardziej ważne byłoby "przepracowanie" tego z kimś , kto pomoże w osiągnięciu poprawy, bo do "stracenia" nie jest jeden weekend na miesiąc tylko pół życia...
          • edw-ina Re: Chciałabym się przywitać i ... 06.05.15, 19:36
            Wiesz, ja nie mam pojęcia jak można tak żyć. A sama nie jestem osobą, która pała wielką miłością do swoich pasierbów i zazwyczaj oddycham z ulgą, kiedy ich pobyt się kończy, a sposób funkcjonowania domu wraca na wcześniejsze tory. I myślę, że wylądowałabym w psychiatryku, gdybym musiała żyć w domu, w którym są niemal nieustannie takie napięcia, jakie muszą być w domu autorki wątku. Chyba zrobiłabym wszystko, co tylko możliwe, by się z tego wyrwać - poszła na terapię, zakończyła relację, cokolwiek. A na pewno w takiej sytuacji nie powoływałabym do życia dziecka, bo po co komuś na starcie chrzanić życie? Nie rozumiem tego wszystkiego.
    • korowody11 Re: Chciałabym się przywitać i ... 07.05.15, 09:59
      Witajcie. Oczywiście sytuacja zewnętrzna inna , ale emocje - bardzo podobne. Bardzo mnie poruszył ten post, właśnie ze względu na to co przezywałam niegdyś. Też chciałam pisać na forum szukając potwierdzenia że mam prawo do czego czy tamtego, bo wszyscy utwierdzali mnie w przekonaniu że nie.I też oczywiście była góra lodowa nierozwiązanych spraw z partnerem. Chciałam jakoś pocieszyć autorkę wątku bo ją rozumiem. Oprócz niechęci do pasierba, walki z partnerem, walczy się też ze sobą, z wyrzutami sumienia, z rozmaitymi uczuciami wstydu, żalu , krzywdy itd. To mieszanka wybuchowa i bardzo destrukcyjna. Nam pomogła dopiero osoba trzecia.
      A co do zdecydowania się na dziecko - różne są sytuacje. Nie warto gryźć się przeszłością, tylko rozwiązywać teraźniejszość. Ja poznałam pasierba po kilku latach, jak już mieszkałam z partnerem i naszym wspólnym dzieckiem. Przez ten czas oczami wyobraźni widziałam mega szczęśliwy , wzorowy patchwork. A jak doszło do spotkania - przeżyłam wewnętrzny kataklizm emocjonalny.
      Takich spraw nie rozwiązuje się też natychmiast, to długi i żmudny proces.
      Anyway33 - forum nie pomoże, nikt nie udzieli ci gwarancji praw. Dojście do ładu z emocjami, stawianie granic i kompromis z partnerem musisz wypracować w rzeczywistości. Poszukaj pomocy kompetentnej osoby. Włącz w to partnera. Można smile
      • anyway33 Re: Chciałabym się przywitać i ... 07.05.15, 21:19
        Korowody bardzo, bardzo dziękuję za Twoje posty, to wiele dla mnie znaczy.

        W międzyczasie wydarzyło się po drodze jeszcze kilka innych dla mnie trudnych sytuacji i stety - niestety ten związek zmierza już tylko w jednym kierunku.

        Bardzo dziękuję za zainteresowanie się moją sytuacją życiową i za wszelkie wsparcie.
        • edw-ina Re: Chciałabym się przywitać i ... 11.05.15, 15:56
          Anyway, czy ty naprawdę wolisz załatwić masę problemów swojemu dziecku, niż wziąć się za siebie? Nie czujesz się odpowiedzialna za dobro tego 3-latka? Nie rozumiesz, że dla niego, dla jego uśmiechu i dobrego dzieciństwa warto jest ruszyć tyłek, poprosić o pomoc specjalisty, powalczyć ze sobą, porozumieć się z partnerem i ułożyć tę całą układankę tak, by funkcjonowała? Sprowadziłaś to dziecko na świat i jesteś za nie odpowiedzialna. W każdym jednym momencie. A dopóki to dziecko nie może podejmować własnych decyzji jesteś mu winna przede wszystkim poczucie bezpieczeństwa. Rozwalając związek z jego ojcem, odbierasz mu to poczucie bezpieczeństwa.
          Poza tym sądzisz, że jak się rozstaniecie będzie lepiej? Jak zaczną pojawiać się w twoim życiu kolejni panowie, którzy być może wcale nie będą pałali miłością ani nawet sympatią do twojego dziecka? Ile kolejnych rozstań chcesz mu zafundować? Widziałam to po własnych pasierbach, którym mama zmieniała ojczymów średnio raz w roku. Sądzisz, że to takie łatwe zacząć od nowa? Może i tak, kiedy ma się 20 lat i zero obciążeń. Wiesz ile 30-kilku latek, jakie znam nie może znaleźć sensownych partnerów całymi latami?
          Zachowaj się odpowiedzialnie, weź się za siebie i przez swoją niemoc nie niszcz innym życia. Nie mam pojęcia jak spojrzysz sobie w twarz, kiedy dotrze do ciebie, co robisz. Bo dla mnie świadome, wynikające z uporu niszczenie życia własnemu dziecku jest po prostu rzeczą niewybaczalną. Ale nie przez kogoś, tylko przez siebie. I nie wiem, jak można żyć z taką świadomością.
          • anyway33 Re: Chciałabym się przywitać i ... 11.05.15, 21:16
            Edwina, dziękuję za ten post. Pisałam Ci już na emamie, że cenię Twoje wypowiedzi i na prawdę głęboko je biorę do siebie.

            Liz też się wyżej pytała, jak wyszło z tym wyjazdem, więc pozwolicie że odpowiem tak zbiorczo.

            W czwartek się przełamałam, porozmawiałam z kuzynką, ona w dalszym ciągu namawiała oczywiście, zapytałam czy syn partnera nie będzie problemem, pościel oczywiście weźmiemy ze sobą itd - oczywiście, nie będzie problemem. Super, no to ustalone w piątek rano mamy wyjeżdżać.

            W czwartek wieczorem, partner poszedł do toalety na dłuższy moment (naprawdę dziewczyny bardzo przepraszam, że tak "obrazowo" opisuję ale nie chcę niedomówień) i w międzyczasie chłopcy się pobili jak to zwykle bywa (to jest też spory problem w tych relacjach ale to chyba na inny post), więc mówię że obaj proszę wyjść do swojego pokoju i możecie wyjść ale tylko pogodzeni. Partner wyszedł z posiedzenia i do mnie z buzią, że co ja wymyślam, że na pewno nasz syn zaczął a tamten niewinny ... Przyznam, że zdębiałam, zaniemówiłam i wysłuchałam sporo inwektyw pod swoim adresem.

            Słuchajcie, nie mija dosłownie z 10 - 15 minut, dochodzi mnie darcie buzi z kuchni "gdzie jest mleko", partner chciał zrobić starszemu kakao i nie ma mleka. Więc mówię zgodnie z prawdą, że zrobiłam OBU chłopakom zupę mleczną wtedy jak partner uciął przysłowiowego komara po pracy. To usłyszałam że mam "wysuwać do sklepu". ..

            Jak możecie sobie wyobrazić, o żadnym wyjeżdzie już nie mogło być mowy.
            Ja mam dosyć.

            Rozumiem oburzenie, jak to można pałać niechęcią do niewinnego dziecka ale proszę zrozumcie z drugiej strony, po takim a nie innym zachowaniu (te przykłady dotyczą jedynie wyjazdu na majówkę, życie przynosi codziennie nowe zaskakujące sytuacje) partnera ja nie mam żadnej ale to żadnej motywacji aby w sposób konstruktywny to rozwiązać.

            Tak odchodzę od niego. Moje dziecko też jest ważne w tym układzie i nie chcę żeby przebywał w takim środkowisku.

            Jeszcze raz dziękuję wszytskim.
            • mozambique Re: Chciałabym się przywitać i ... 12.05.15, 12:40
              no i dobrze - dbaj o swoej samopoczucie

              nie sluchaj sfrustrowanych macoch , ktore chetnie by poszly w twoje slady ale sie boją
              • edw-ina Re: Chciałabym się przywitać i ... 12.05.15, 14:03
                Masz rację, jestem strasznie sfrustrowana i chętna do tego, by rozbić dziecku rodzinę. A powstrzymuje mnie przed tym wrodzony masochizm.
            • edw-ina Re: Chciałabym się przywitać i ... 12.05.15, 14:06
              Anyway, w związkach, w których przez długi czas funkcjonuje się w napięciu awantury potrafią wybuchnąć o nic, o źle postawione buty, ostatnie jabłko czy papierek, który wypadł z torby. Te same sytuacje, kiedy wyeliminuje się napięcie, nie wzbudzają jakichkolwiek emocji lub minimalne. A wy ile lat funkcjonujecie w atmosferze napięcia?
              • anyway33 Re: Chciałabym się przywitać i ... 12.05.15, 14:26
                Ponad 4 lata ale z przerwami. Ostatni rok spędziliśmy osobno.
                • edw-ina Re: Chciałabym się przywitać i ... 13.05.15, 14:28
                  Przepraszam, że dopiero odpisuję.
                  Anyway, zrobisz to, co uznasz za słuszne. Nie musisz kierować się moją opinią, sama najlepiej znasz swoją rodzinę, siebie, partnera. Ale napiszę ci, czego ja się nauczyłam o związkach: nie ma związków idealnych, w których nie dochodzi do nerwów, złości, czasami przykrych słów. To część dynamiki bycia razem. Jeśli nie dochodzi do przemocy, czy tej fizycznej, emocjonalnej czy ekonomicznej, nie ma tak silnych zaszłości, że miłość przerodziła się w nienawiść, to warto się pochylić nad relacją. Zwłaszcza taką, której wynikiem są dzieci. Warto poszukać rozwiązań problemów, zdefiniować sam problem. Choćby dlatego, że często wydaje się, że jeśli ta osoba zniknie z naszego życia, to problem sam się rozwiąże. Dochodzi do rozstania, moja czas, pojawiają się nowi partnerzy i okazuje się, że scenariusz się powtarza. Bo tak naprawdę problem nie został określony, uświadomiony i zwalczony/przepracowany, a jedynie usunięto jego widoczną część. Pozwól, że przyrównam to do amputacji: rak zaatakował organizm, a lekarza zamiast z nim walczyć odcinają pacjentowi kolejne kończyny udając, że choroba nie odrodzi się w następnej.
                  Mieliśmy z M kilka ładnych lat, kiedy na siebie warczeliśmy. Dosłownie. Kłótnie wybuchały o takie idiotyzmy, że aż trudno uwierzyć. I było to kłótnie na śmierć i życie. Wynikały z trudności z porozumieniem i niemożności przepracowania problemów. Przez to atmosfera była analogiczna do tej, jaka musi panować w bombie wodorowej. Do wybuchu potrafił doprowadzić drobiazg - kawa postawiona na oparciu sofy, książka zostawiona na kuchennym blacie. Prawdę powiedziawszy to mogło to być cokolwiek, bo w takiej atmosferze jakiś powód zawsze się znajdzie. I kiedy już myślałam, że wszystko skończone, że nie mamy szansy na porozumienie, trafiliśmy na terapię małżeńską. Tak naprawdę to poszłam tylko dlatego, by nie wyrzucać sobie kiedyś, że nie zrobiłam wszystkiego, by dać temu związkowi szansę. Pierwsze spotkania z terapeutą były druzgoczące. Dosłownie łza łzę mi wyciskała z oczu, M był rozdygotany. Ale powoli, krok po kroku zaczęliśmy sprzątać tę stajnię Augiasza, która była naszym życiem. Nauczyliśmy się komunikować - to był największy przełom. Bo każde z nas było przekonane, że mówi, zachowuje się w sposób w pełni zrozumiały dla tej drugiej strony, więc jak t możliwe, że się nie rozumiemy. I dopiero terapeuta pokazał nam na przykładzie naszych własnych słów, jak różnie kodujemy informacje, a co za tym idzie - rozkodowujemy również w sposób odmienny, bardzo odmienny. Później przyszedł czas na kolejne aspekty związku. Nie chcę tu przytaczać całej kilkuletniej terapii, to nie ma sensu, ale pokazać ci, że czasami jeden krok, nawet zrobiony nieco przeciwko sobie, może odmienić nasze życie, naszą relację. Ja się cieszę, że zdecydowałam się na ten krok, bo w konsekwencji jestem w naprawdę udanym związku i mimo różnych problemów, nerwów itp. nie zmienię o nim zdania.
                  Łatwo jest zakończyć relację, powiedzieć: dość, już mi się nie chce, nie mam siły. Trudniej jest ją budować, wyleczyć. A czasami naprawdę warto jest to zrobić. Dla siebie, ale przede wszystkim dla swojego dziecka, które chce mieć oboje rodziców. Tak po postu jest mu to potrzebne i tyle. Widzę po własnym dziecku, jak jest szczęśliwa, kiedy ma nas oboje jednocześnie. Jaką radość, poczucie bezpieczeństwa i przyjemność to daje. Wówczas nic nie jest jej straszne i może zdobywać cały świat.
                  • anyway33 Re: Chciałabym się przywitać i ... 16.05.15, 20:43
                    Przepraszam, że dopiero teraz odpisuję.

                    Dziękuję za tego posta ale ...

                    Jak wróciliśmy do siebie po ponad rocznej przerwie od razu poszliśmy na terapię małżęńską, zresztą to był nasz wspólny cel i warunek powrotu. Wytrzymaliśmy 2 spotkania i to nawet nie samej terapii a konsultacji ... i co ? i rozmyło się ... Także u nas niestety terapia nie sprawdziła się. Aha na konsultacji problem pasierba nie był w żaden sposób poruszany.

                    Znalazłam antidotum na tą całą sytuację w postaci biletu na samolot i w piątek wracam za granicę, z czego się bardzo cieszę, bo jedyne co dostałam w tym układzie to zszargane nerwy.

                    Bardzo, bardzo serdecznie dziękuję za wszytskie wypowiedzi.
                    Trzymajcie się ciepło
                    Anyway
                    • nangaparbat3 Re: Chciałabym się przywitać i ... 17.05.15, 00:55
                      Szczęśliwej podróży...
                      Ta historia z mlekiem wiele tlumaczy i masz rację nie chcąc, żeby Twoje dziecko chowalo się w takiej atmosferze. Myślę, ze wcale nie pasierb byl prawdziwym problemem, a jego tatuś.

                      Wszystkiego, co najlepsze, zyczę.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka