może dlatego, że od czterech nocy nie mogę spać, jestem notorycznie
niedospana przez cały dzień, za to o 22.00 czuję się rześka, cholera. i rano
wywołałam kłótnię.
jestem Dulską, bo dopytuję sie raz na kilka tygodni, co do cholery z ich
pozwem rozwodowym. żona pisze go od maja i nie ma koncepcji.
jemu rozwód nie jest do niczego potrzebny, bo ważne jest to że się kochamy,
jesteśmy razem i jako para cały czas funkcjonujemy przed światem. to tylko
papierek, nikomu nie potrzebny.
kiedy się rozwiedzie, to na pewno będę chciała go zmusić do małżeństwa,
którego boi się histerycznie. kiedy mówię, że musiałabym na głowę upaść żeby
chcieć być jego żoną, to się obraża. zaofiarowałam się, że dam mu
poświadczoną notarialnie obietnicę nie namawiania do ślubu. nie wiem czy
docenił ten gorzki żart.
kiedy zauważam, że żona może liczy po cichu na jego powrót, to jestem dla
niego paranoiczką.
bo ja go zmuszam, naciskam, szantażuję wyprowadzką.
czytam to forum i cały czas nie mogę zrozumieć dlaczego większość facetów,
kiedy się zakocha w nowej kobiecie dąży do uregulowania swoich poprzednich
spraw, a tej jeden jest k... taki wyzwolny. jak taczanka w stepie (jeśli ktoś
zna stare przeboje T.Love).
odgrażam się, że wezmę fikcyjny ślub z Wietnamczykiem szukającym
obywatelstwa. zobaczy jak to miło. zna któraś z was jakiegoś w potrzebie?

))
jestem niezależna, liberalna, cenię ten zakres swobody, który sobie dajemy,
ale to już jest przesada!!!!!!!!!!
nie wiem czy rozsądnie jest wyżalać się na faceta publicznie, a potem świecić
oczami jak gniew przejdzie. ale ja staram się go zrozumieć i nie potrafię!