Dodaj do ulubionych

Jestem Dulską

29.10.04, 09:55
może dlatego, że od czterech nocy nie mogę spać, jestem notorycznie
niedospana przez cały dzień, za to o 22.00 czuję się rześka, cholera. i rano
wywołałam kłótnię.

jestem Dulską, bo dopytuję sie raz na kilka tygodni, co do cholery z ich
pozwem rozwodowym. żona pisze go od maja i nie ma koncepcji.
jemu rozwód nie jest do niczego potrzebny, bo ważne jest to że się kochamy,
jesteśmy razem i jako para cały czas funkcjonujemy przed światem. to tylko
papierek, nikomu nie potrzebny.
kiedy się rozwiedzie, to na pewno będę chciała go zmusić do małżeństwa,
którego boi się histerycznie. kiedy mówię, że musiałabym na głowę upaść żeby
chcieć być jego żoną, to się obraża. zaofiarowałam się, że dam mu
poświadczoną notarialnie obietnicę nie namawiania do ślubu. nie wiem czy
docenił ten gorzki żart.
kiedy zauważam, że żona może liczy po cichu na jego powrót, to jestem dla
niego paranoiczką.

bo ja go zmuszam, naciskam, szantażuję wyprowadzką.

czytam to forum i cały czas nie mogę zrozumieć dlaczego większość facetów,
kiedy się zakocha w nowej kobiecie dąży do uregulowania swoich poprzednich
spraw, a tej jeden jest k... taki wyzwolny. jak taczanka w stepie (jeśli ktoś
zna stare przeboje T.Love).

odgrażam się, że wezmę fikcyjny ślub z Wietnamczykiem szukającym
obywatelstwa. zobaczy jak to miło. zna któraś z was jakiegoś w potrzebie? wink))

jestem niezależna, liberalna, cenię ten zakres swobody, który sobie dajemy,
ale to już jest przesada!!!!!!!!!!

nie wiem czy rozsądnie jest wyżalać się na faceta publicznie, a potem świecić
oczami jak gniew przejdzie. ale ja staram się go zrozumieć i nie potrafię!
Obserwuj wątek
    • new_live Re: Jestem Dulską 29.10.04, 10:00
      To jie atak. Ja che sie zapytac - a dlaczego dla Ciebie jest tak wazny jego
      rozwod???

      Pozdrawaim
    • bei Re: Jestem Dulską 29.10.04, 10:10
      Lili...czy jestes znakiem ksieżycowym? ja w 2 noce spałam razem 5 godz...a od
      tygodni mam szalone kłopoty- sen po 20 min...a później 4 godz przerwy...
      a facet.....
      ech....
      Mama taką chandrę..że na kozmo piszę od kilku dni- jak to wysiada Anielskosć
      aniołów.....smile
      • jayin BezSennie też. 29.10.04, 10:24
        bei napisała:

        > ja w 2 noce spałam razem 5 godz...a od
        > tygodni mam szalone kłopoty- sen po 20 min...a później 4 godz przerwy...

        Hmmmm... Ja nie wiem, czy ja jestem księżycowy znak, czy nie (ale raczej niesmile bo księżyc to chyba bardziej Rak np.?smile - ale też mam diabelne problemy z zaśnięciem od paru tygodni i też spię chwilę, budzę się, siedzę, biorę książkę czytam, ziewam, zapadam w jakąś drzemkę... potem znowu się budzę.. patrzę na zegarek: 3:42... Znowu siedzę/leżę/w okno się patrzę... Paskudnie jednym słowem. Już się czasem zastanawiam, czy jest sens kłaść się w ogóle spać wieczorem suspicious Tym bardziej, ze w dzień i tak czuję się wyspana (co dziwne).
        • bei BezSennie też. 29.10.04, 10:26
          może założymy klub bezSENsownosci snusmile
        • bei Re: BezSennie też. 29.10.04, 10:26
          home.wanadoo.nl/annekebroenink/maukie2.swf

          lubię gosmile
    • jayin Re: Jestem Dulską 29.10.04, 10:19
      lilith76 napisała:

      > jemu rozwód nie jest do niczego potrzebny, bo ważne jest to że się kochamy,
      > jesteśmy razem i jako para cały czas funkcjonujemy przed światem. to tylko
      > papierek, nikomu nie potrzebny.


      Wiesz, lilith. Każdy ma własny pomysł na życie. On ma taki. Żona, brak rozwodu - i ty z nim. Ty masz inny - i masz prawo do tego, żeby uważać jego pomysł za niewygodny i zły dla CIEBIE.
      Jak nie będzie kompromisu, to ciężko będzie. Albo nie będzie.
      On to rozumie chociaż?

      > kiedy się rozwiedzie, to na pewno będę chciała go zmusić do małżeństwa,
      > którego boi się histerycznie. kiedy mówię, że musiałabym na głowę upaść żeby
      > chcieć być jego żoną, to się obraża. zaofiarowałam się, że dam mu
      > poświadczoną notarialnie obietnicę nie namawiania do ślubu. nie wiem czy
      > docenił ten gorzki żart.

      Może po prostu powiedz mu: "OK. To w takim razie, jak rozumiem, nie będziesz miał nic przeciwko temu, jak wyjdę za mąż za tego bogatego faceta z naprzeciwka - ale oczywiście będę mieszkać razem z tobą, a on będzie TYLKO na papierze. Za to ile korzyści w razie czego!!! (rozwodu/spadku itd...wink

      NA PEWNO się NIE OBRAZI... Taaaa... smile)
      Hipokryci są wsród nas.

      > kiedy zauważam, że żona może liczy po cichu na jego powrót, to jestem dla
      > niego paranoiczką.

      A on jest paranoikiem, że się tak boi zaciągniecia przed ołtarz z twojej strony. Ma pewnie jakąś teorię spisku już gotową...wink

      > bo ja go zmuszam, naciskam, szantażuję wyprowadzką.

      Lilith..
      Jak to SZANTAŻUJESZ???
      Po prostu stwierdzasz, że taki "układ" ci nie odpowiada i na miłość Boską - niby dlaczego masz być tam, gdzie jest ci źle i niewygodnie?? Czy on cię uważa za ortodoksyjną masochistkę? Może jeszcze włosiennicę ci zaoferuje.... Heh...

      Nie rozumiem tego. Jak komuś jest źle to mówi: Słuchaj, jest mi z tym źle. I tyle. I lojalnie uprzedza, że nie wytrzyma w takiej sytuacji. Lojalnie uprzedza, jak to się skończy i tyle. Gdzie tu szantaż? Każdy podejmuje decyzje. Swoje własne. On takie, ty takie. Akcja - reakcja. Pistoletu mu do głowy nie przykładasz przecież.

      > czytam to forum i cały czas nie mogę zrozumieć dlaczego większość facetów,
      > kiedy się zakocha w nowej kobiecie dąży do uregulowania swoich poprzednich
      > spraw, a tej jeden jest k... taki wyzwolny.

      Wiesz, niektórzy dążą dopiero, jak czują, że ta ukochana kobieta może im zniknąć z zasięgu wzroku, zmeczona i zniechęcona całą sytuacją (nie mówię tutaj tylko o poprzednim małżeństwie, ale też o innych historiach z życia wziętych, które sam facet uważa za OK i nie przeszkadza mu to, albo wręcz jest wygodne - a dla jego "ukochanej" jest złe, niewygodne i w ogóle nie potrafi normalnie z tym żyć - konflikt odczuwania niedogodności chyba).
      A jak nie dążą nawet wtedy, kiedy kobieta otwarcie przyznaje "Mam dość, ja tak nie umiem żyć, będzie lepiej dla mnie jak stąd sobie pójdę i zrezygnuję z tego" - to co to za "miłość"?..:]

      > odgrażam się, że wezmę fikcyjny ślub z Wietnamczykiem szukającym
      > obywatelstwa. zobaczy jak to miło. zna któraś z was jakiegoś w potrzebie? wink))


      smile)))) No właśnie....
      Nie znam żadnego Wietnamczyka, ale czy to koniecznie musi być brunte???
      Bo znam jednego fajnego blondyna z Litwy smile))

      > jestem niezależna, liberalna, cenię ten zakres swobody, który sobie dajemy,
      > ale to już jest przesada!!!!!!!!!!

      Też tak myślę.
      Życie w nieuregulowanym świecie jest po prostu niezdrowe.
      Trzeba wiedzieć, że się stoi na twardym gruncie. I jest nam z tym dobrze i wygodnie.
      A jak nie jest - trzeba zmienić albo miejsce stacjonowania, albo niech miejsce stacjonowania dopasuje się chociaż w połowie do naszych oczekiwań i wymagań.

      > nie wiem czy rozsądnie jest wyżalać się na faceta publicznie, a potem świecić
      > oczami jak gniew przejdzie. ale ja staram się go zrozumieć i nie potrafię!

      smile))
      Wiesz, mi się często zdarza "świecić" oczamy. I to przed J. Bo ja się wściekam mocno, acz krótko. A potem opada ze mnie to wszystko i na spokojnie stwierdzam, że to głupie, tak się irytować czymś (bo co to daje? takie użalanie się i złoszczenie). Na szczęście J jest wybitnie wyrozumiały w temacie moich "wścieklizn".

      Ale czasem narzekam okrutnie na niego. Przez tą jego pracę (nadal. bo jeszcze nie pokończył wszystkich zaczętych na kontrakcie spraw. co za szujstwo.). I czasem też miewam ochotę, żeby się spakować i wynieść stąd daleko. Albo znaleźć sobie taką samą prace jak on smile Co na jedno by wyszło i tak - nie widywalibyśmy się wcale.

      Pokręcony ten świat. Ale trzeba mieć kawałek chociaż nadziei na to, że Jutro będzie lepiej. Bo inaczej byłoby łatwiej uciec niż zostać.

      J.
    • lilith76 Re: Jestem Dulską 29.10.04, 10:30
      cha, nev_live: może to i skrawek dulszczyzny we mnie, ale żyjąc z żonatym (będę
      złośliwie dosadna) czuję sie publiczną frajerką. życie z rozwodnikiem to co
      innego. z punktu widzenia życia codziennego, towarzyskiego jesteśmy parą i
      papierek tego nie zmieni. to prawda. boję się tylko złośliwych docinków, że ja
      tylko kochanka, a prawdziwa pani X to tamta.

      bei: ja jestem choleryczny i ognisty Baranek smile

      jayin: dzięki za spokojną i wyważoną odpowiedź smile))

      PS: sięgnęłam już po argumenty ekonomiczne - z punktu widzenia wspólnoty
      małżeńskiej sprzęty agd i rtv zakupywane przez nas na jego nazwisko są ich
      małżeńską właśnością i nawet go to przekonało. ale my nie mamy za wiele
      wspólnego dobytku smile
      • mamaadama4 Re: Jestem Dulską 29.10.04, 10:37
        lilith co do wspólnoty - i bez rozwodu mozna małżonkę zabrać do notariusza i
        zrobic podział majątku i rozdzielność.
      • new_live Re: Jestem Dulską 29.10.04, 10:39
        Rozumiem..
        Skrawek dulszczyzny jest w kazdym z nas smile))
      • jayin Re: Jestem Dulską 29.10.04, 10:49
        lilith76 napisała:

        > może to i skrawek dulszczyzny we mnie, ale żyjąc z żonatym (będę

        ...Lil... Ale ty chyba nie każesz twojemu M spacerować wokół stołu???....smile)))
        • lilith76 Re: Jestem Dulską 29.10.04, 11:30
          nie, ale oboje przed kanarami udajemy, że Mały ma mniej niż 4 lata i prawo do
          bezpłatnego przejazdu smile)) (czwarte urodziny miał w maju).

          przypomina mi się Dulska każąca się garbić w tramwaju jednej z córek, bo
          wygląda na zbyt dużą smile
    • madalenka25 Re: Jestem Dulską 29.10.04, 10:46
      jak zwykle Asia ma racje
      widzis u nas jest taka sama sytuacja tylko ze mi to nie przeszkadza i jakoś
      może jestem nienormalna ale troche wisi czy Domowy zamierza to w końcu prawnie
      uregulować - do wczoraj

      no właśnie do wczoraj, zadzwonił i powiedział że miał wypadek w sumie tylko
      samochód skasowany a on cały i dotarło do mnie ze gdyby mu się coś stało, to
      nikt by mnie nie poinformował o tym - ja po prostu nie mamiałabym nawet prawa
      dowiedzieć się o jego stan zdrowia w szpitalu i tylko to mnie preraża.
      Chyba mi puszczaja nerwy i wczorajszy stres odchodzi bo zamiast pisać to rycze
      jak głupia.
      • lilith76 Re: Jestem Dulską 29.10.04, 11:28
        też czasami o tym myślę. nie dość, że nikt by mnie nie poinformował, to nie
        wiem czy zostałabym wpuszczona do jego pokoju, gdyby był nieprzytomny, czy
        uzyskałabym informacje dotyczące jego stanu zdrowia i rokowań.
        • madalenka25 Re: Jestem Dulską 29.10.04, 11:35
          może mu to uświadom, do mojego to wczoraj też chyba dotarło ale ze on zna mój
          stosunek do jego spraw tzw rodzinno- rozwodowych to nie rozwijał tematu
          • naturella Re: Jestem Dulską 29.10.04, 11:45
            Ja w chwilach zdruzgotania przedłużającą się sprawą rozwodową suszyłam mojemu
            głowę właśnie tym argumentem - że w razie, gdyby coś mu sie stało, to mało
            tego, że by mnie nie wpuścili, to jeszcze by jego żonę poinformowali i ona
            tylko mogłaby do niego iśćsad
          • lilith76 Re: Jestem Dulską 29.10.04, 12:07
            on miał już kiedyś wypadek, w którym o mało co nie stracił życia i uważa, że do
            szpitala wpuszczają każdego chętnego. nie jestem do końca o tym przekonana.
        • wipsania Re: Jestem Dulską 29.10.04, 11:54
          Witajcie
          Również pomyślałam o takiej sytuacji i aczkolwiek nie sądzę, żeby ktoś w
          szpitalu aktu ślubu żądał - podejrzewam, że wystarczyłoby przybiec i
          powiedzieć - jestem żoną, ale gorzej gdyby odpowiedzieli, że przecież żona już
          przyszła i siedzi przy łożu chorego.
          U mnie podejście do rozwodu trwało ponad rok - M. co prawda deklarował z
          zapałem, że chce się rozwieść i natychmiast ze mną ożenić, ale nie robił
          żadnego kroku. Trochę z lenistwa, trochę nie wiedział jak się za to zabrać a
          trochę się bał, że ex się wkurzy i zacznie się korowód z orzekaniem o winie
          itd. Sądzę, że wina jego byłaby orzeczona na 100%, ponieważ wyprowadził się od
          ex do mnie. Można byłoby jedynie walczyć o winę obu stron, ale to wiązałoby się
          z praniem brudów, świadkami itp. Bo dowodów raczej nie miał, chociaż tajemnicą
          poliszynela było, że ona ma romans ze swoim szefem.
          A skończyło się tak - ex uznała, że nie ma co czekać - on raczej do niej nie
          wróci, a jeśli się rozwiodą to dostanie dodatek dla samotnej matki. To było pod
          koniec lat 80 i dodatki wynosiły proporcjonalnie dużo więcej niż dzisiejsze
          170. I zdaje się limitu zarobków nie było.
          Aha - właściwie chodzi o to, jak ja się w tym wszystkim czułam. Tak jak i
          Lilith - nie zależało mi na papierze ślubnym, ale jeśli mieszka i żyje ze mną,
          to dlaczego ma być oficjalnie mężem ex.
          Poza hipotetycznym wypadkiem czy nagłą chorobą jest jeszcze mnóstwo spraw
          bardziej codziennych - kredyt, poświadczenie wysokości zarobków do średniej
          (wtedy były tzw wczasy pod gruszą), właśnie kupowanie różnych "dóbr
          doczesnych"...
          No i trochę Dulskiej rzeczywiście chyba jest w każdym
          W
          PS
          A we mnie było jeszcze coś takiego - czasami, po jakiejś kłótni myśl, że może
          on wcale nie jest taki szczęśliwy, że jest ze mną, że żałuje itd
          Chyba sporo kompleksów wtedy miałam...
          • lilith76 Re: Jestem Dulską 29.10.04, 12:09
            > A we mnie było jeszcze coś takiego - czasami, po jakiejś kłótni myśl, że może
            > on wcale nie jest taki szczęśliwy, że jest ze mną, że żałuje itd

            a mnie przychodzi do głowy, że byłam pretekstem do uwolnienia się od żony i
            jestem na przeczekanie, a potem "się zobaczy".
            wyobraźnia kobieca nie ma granic.
            • jayin Re: Jestem Dulską 29.10.04, 12:40
              lilith76 napisała:

              > a mnie przychodzi do głowy, że byłam pretekstem do uwolnienia się od żony i
              > jestem na przeczekanie, a potem "się zobaczy".
              > wyobraźnia kobieca nie ma granic.

              Ty to już za dużo nie myśl na ten temat!!! smile)
              Myślenie szkodzitongue_out Naprawdę. W nadmiarze oczywiście.

              Na dobrą sprawę, jak mamy nędzny nastrój z czymś związany, to ZAWSZE można wymyślić odpowiednio ponura teorię. Ale po co?...

              No.
              Nie myśl tak.
              Bo sama się nakręcisz negatywnie i będziesz co chwilę do tej myśli wracać.
        • jayin Re: Jestem Dulską 29.10.04, 12:21
          > też czasami o tym myślę. nie dość, że nikt by mnie nie poinformował, to nie
          > wiem czy zostałabym wpuszczona do jego pokoju, gdyby był nieprzytomny, czy
          > uzyskałabym informacje dotyczące jego stanu zdrowia i rokowań.

          Wiecie co, też czasem mam takie obawy. Chociaż J nie ma "aktualnej" żony.
          Bo pewnie prędzej (wg prawa czy tradycji "szpitalnej") poinformowano by rodziców i Ex (bo była żona, no i syn), niż mnie. Ja musiałabym się dowiadywać w "trzeciej turze". Albo w ogóle, jeśli np. ci którzy by się o tym dowiedzieli, nie mieliby czasu, albo by nie pomyśleli o tym, żeby zadzwonić.

          Brrr... Straszne przemyślenia.
          Ale na razie liczę na to, że nie będzie takich sytuacji... Tfu, tfu! Odpukać w niemalowane i w ogóle.

          J.
    • agamagda Re: Jestem Dulską 29.10.04, 13:09

      Dawno nie wchodziłam na to forum ale pojawił mi się prywatny pb z moim ex i
      weszłam znowu poczytać. No i weszłam na ten wątek. Chyba jakaś pomyłka w
      pojęciach u twojego obecnego. Ty -Dulską ? To chyba raczej on jest konformistą.
      Kotku, on ma bardzo wygodna pozycja, tu Cię niby kocha ale jakby coś nie
      wyszło to on ma żonę. Poza tym to Ty jesteś tą wstrętną babą która rozbija
      małżeństwo - co zresztą w oczach innych i prawa jest prawdą.
      Jaka jest różnica między Tobą a nieszczęśliwymi dziewczynami - kochankami???
      Jeśli Cię kocha to niech się trochę zastanowi nad Twoją sytuacją.
      • naturella Re: Jestem Dulską 29.10.04, 13:16
        Dziewczyny, mój mąż nosił w dowodzie karteczkę, że w razie wypadku
        poinformować - i tu były moje dane i tel. Może to jest jakieś wyjście...
        Chociaż na dzień dzisiejszy nadal jest zameldowany we wspólnym mieszkaniu z ex,
        w którym mieszka ona i syn. W razie czego, gdyby np. policja uznała za słuszne
        pofatygować się, to by tam poszli sad
      • adriana26 Re: Jestem Dulską 29.10.04, 13:27
        Trudno nie zgodzic sie z wypowiedzia ,,agamagda".
        To idealny uklad, ktory moze trwac latami a w nim
        Ty bedziesz najgorsza.Oczywiscie, czasami zdarza sie
        ze sa przeszkody, ktore uniemozliwiaja podjecie i
        zrealizowanie rozwodu - jesli widzisz taka, to poczekaj
        a jesli jej nie ma...
        To zastanowilabym sie ile dla niego znaczysz?

        Milosc jest slepa, tylko zazwyczaj w jedna strone!



      • domali Re: Jestem Dulską 06.11.04, 22:57
        agamagda napisała:


        > Poza tym to Ty jesteś tą wstrętną babą która rozbija małżeństwo - co zresztą
        > w oczach innych i prawa jest prawdą.

        Wg prawa niekoniecznie.
    • smallm Re: Jestem Dulską 29.10.04, 14:02
      lilith, a ja wcale nie uważam, że to jest Dulszczyzna.
      Dlaczego mam żyć z facetem, który formalnie jest mężem innej?

      I to nie ze względu na sam papierek, ale na moje poczucie psychiczne.
      Na moje poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji... Itp.
      A dla mnie to nie jest Dulszczyzna...
    • lilith76 Re: Jestem Dulską 29.10.04, 15:08
      pocieszyłyście mnie z tymi problemami ze snem dziewczyny - albo księżyc
      świruje, albo zbliża się apokalipsa smile))

      to zabrzmii absurdalnie, ale dla niektórych stabilizacja i poczucie
      bezpieczeństwa to prawie dulszczyzna, bo ich granica tych dwóch rzeczy jest
      bardziej rozszerzona. teraz tylko jak pogodzić te dwie różne granice.

      on chyba w poprzednim związku co chwila ustępował - dla rodziny, sąsiadów, "co
      ludzie powiedzą" i teraz co chwila mu się przypomina. boi się, że jeżeli teraz
      ustąpi przed momi dąsami, "szantażami", to niedługo przy pomocy tych samych
      skutecznych sztuczek zaciągnę go do USC, urodzę troje dzieci, zacznę budować
      mały biały domek na przedmieściach obok moich rodziców i nagle stanie się
      bezwolnym Felicjanem zakrzyczanym przez rodzinkę żony.

      ostatnio znużyły mnie delikatne sugestie, uwagi i wyskoczyłam z grubej rury, a
      M odruchowo ustawił się na NIE.
    • natasza39 Dulska daj "Dulskiemu" przeczytac watek goszy! 29.10.04, 21:16
      Może i to prawda ze w kazdej z nas tkwi "Dulska", ale ona raczej robila
      wszystko tak aby było "cacy" przed sasiadami.
      A tu chodzi chyba o co innego...
      Jest nam żle, bo niby nasz chłop, ale dla prawa i dla innych TAMTEJ.
      I nie jest wazne, że boli nas co ci inni mysla, tylko same nie wiemy co
      powiedziec, jak sie nas pytaja: A ten pan, to kto to jest dla pani?
      Co mamy powiedziec, żeby nie wyjsc na jakies żdziry?
      Przeciez u nas w społeczenstwie nie funkcjonuja jakies okreslenia takiego stanu.
      Nie bedziemy przeciez na milosc boska tłumaczyc kazdemu ze nie jestesmy
      dziewucha z "doskoku", z która on spi, bo to nieprawda.
      Kochanka sie nie czuje, lilith pewnie tez.
      To my emocjonalnie jestesmy "zonami", ale przeciez nimi nie jestesmy!
      Kim my zatem jestesmy?
      Dla naszych M pewnie ukochanymi kobietami (mój mi mówi czesto: "moja zonko
      kochana"). Maja u nas domy, to my o nich dbamy, to z nami tworza emocjonalnie
      rodzine!
      Ale dla społeczenstwa jest inaczej i to nas pewnie boli!!!
      Mozna sobie do usranej śmierci powtarzac, że mamy w dupie co inni myslą, ale
      mnie osobiscie juz zaczyna wkurzac, jak ONA dzwoni do niego i mam powiedziec,
      że kto dzwoni? TWOJA ZONA, dzwoni kochanie!
      Przeciez to idiotyczne.
      Ja tez powiedzialam mojemu M tak :
      Wiesz co kochany, ja nie chce zebys byl MOIM MEZEM! (tez poznalam, smak tego
      słowa i wcale nie musze byc niczyja zona zeby kochac, szanowac i tworzyc
      rodzine)
      Ale ja nie zycze sobie zebys był kogokolwiek innego MEZEM!!!
      I TAK TO JA WIDZE!!!

      Lilith daj mu przeczytac watek goszy.
      Moze to go przekona....
      • lara27 Re: Dulska daj "Dulskiemu" przeczytac watek goszy 31.10.04, 19:27
        Droga Lili...

        Uważam że skoro planujecie wspólną przyszłość musi się rozwieść!!! Jeżeli nie
        chce zrobić tego dla siebie niech zrobi dla CIEBIE!
        Twoje samopoczucie odpowiada mojemu z przed rozwodu mojego M i nawet po. Mój M
        również panicznie bał się ślubu. Ale nie z tego względu się rozwiódł tylko
        obydwoje chcieli aby to się jak najszybciej skończyło, umówili się że pozew
        złoży ona ale również się ociągała z różnych przyczyn W każdy razie 2 sprawy i
        koniec. Ale nie skończył się dyskomfort związany z jego byłym małżeństwem i
        naszym póżniej konkubinatem (fffuj... jak to brzmi). Pocichutku myślałam o
        ślubie, tylko z tego względu że chciałam być traktowana wreszcie poważnie PRZEZ
        INNYCH ludzi (czyli jako jego żona a przynajmniej ktoś bardzo ważny co by
        odzwierciedlało rzeczywistość.Ale niestety w naszym kraju obowiązuje STATUT
        ŻONY czyli wszystkie inne statuty dla innych ludzi są drugorzędne. Teraz widzę
        zdecydowaną różnicę bycia formalnie kochanką, konkubiną itd. Jest o wiele lżej
        być żoną i posługiwać się "mężem", niż bez przerwy tłumaczyć kim on dla mnie
        jest. Zauważyłam że inne jest spojrzenie na mnie już nie jestem jego
        dziewczyną, partnerką tylko ŻONĄ.
        Minęło trochę czasu (ok 3lata)zanim M dojrzał do tego że chce zalegalizować
        nasz związek. Też bałam się że mu nie przejdzie. Ale przeszło smile
        Między nami po ślubie nic się nie zmieniło. Dalej kochamy się i jest nam razem
        dobrze. Niby nic nie znaczący papierek ale jest mi o wiele lżej żyć w
        społeczeństwie jako żona.


        Pozdawiam serdecznie
        LARA
    • lilith76 Re: Jestem Dulską 02.11.04, 09:52
      w kórejś z prognoz pogody ułsyszałam, że wiał w Tatrach halny i osoby wrażliwe
      na pogodę mogły czuć się rozdrażnione i mieć problemy ze snem. nie wiem, czy ja
      w Polsce centralnej mogę odczuwać halny, ale kto wie smile

      jeszcze raz dzięki za wypowiedzi. na razie sama mam dreszcze na myśl o
      małżeństwie z kimkolwiek, ale chyba jest we mnie spory kawał "posiadaczki" smile
    • nareene Re: Jestem Dulską 05.11.04, 13:49
      Ojejej...Jakbym czytała o sobie smile Mój M do rozwodu podchodzi jak pies do jeża.
      Niby decyzja jest, niby pozew napisany i złożony ale tak naprawde ani on ani
      tym bardziej ja nie wiemy jak jest. Ex ciągle zmienia wersję. Czasem chciałabym
      mu wykrzyczeć w twarz jakie to uczucie być w ciągłym zawieszeniu ale przecież
      on ostatnio taki drażliwy, jeszcze by się obraził tongue_out
      Mam nadzieję, że nasi mężczyźni dorosną w końcu do zmiany swoich poglądów.
      Pozdrowionka smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka