wiez z pasierbem

17.11.04, 10:11
troche mnie natchnelo po watku 'skad ten lek' ale juz dawno mnie to nurtuje
moj syn ma 3.5 roku i mieszka ze mna; mam nexa, ktory sie stara zajmowac
dzieckiem, ale nigdy jeszcze nie mial dziecka; ex bardzo dba o kontakty z
synem i bardzo sie obaj kochaja (choc przed naszym rozstaniem z ex sie
dzieckiem w ogole nie zajmowal); jednakze bardzo mi zalezy zeby kontakt
dziecka z nexem rowniez byl mozliwie jak najblizszy; czy pasierb z ojczymem
moga nawiazac prawdziwa wiez? - z macocha jest penie inaczej, bo to kobieta a
kobiety zawsze jednak bardziej czule i uczuciowe; ale czy Wy czujecie cos
cieplejszego do swoich pasierbow ?
chcialabym zeby to byla po prostu rodzina; to nie bedzie nigdy jego ojciec
ale moze to byc bardzo dobry przyjaciel; zastanawiam sie ktoremu z nich moze
byc trudniej
moze duzo tez zalezy ode mnie ?
czy to sie da ??
nie wyobrazam sobie aby nex stal z boku
teraz dziecko wie, ze powinno sluchac nas obojga, ale co bedzie pozniej?
wytoczy argumenty "nie jestes moim ojcem" ? nex sie boi...

pozdrawiam
poxwyka
    • kamila77 Re: wiez z pasierbem 17.11.04, 10:16
      Poxywko, przy okazji tego watku wygrzebalam jeden z samomamy. Polecam.

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=571&w=13167913
    • domali Re: wiez z pasierbem 17.11.04, 10:53
      Ja mysle, ze relacja z macocha, ktora zazwyczaj widzi dziecko co ktorys tam
      weekend jest zdecydowanie inna niz z ojczymem, ktory mieszka z matka.
      Niekoniecznie dziecko jest silniej zwiazane z ojczymem, ale jednak te uklady
      sie roznia. I nie da sie porownac chociazby wkladu ojczyma i macochy w
      zajmowanie sie dzieckiem, tak jak nie da sie porownac tego wkladu ze strony
      matki i ojca, ktorzy sie rozstali. Swiadomie pisze 'w zajmowanie', bo
      wychowanie to zadanie rodzicow dziecka, nie obcego mezczyzny.
      Mysle, ze matka, dziecko i ojczym moga jak najbardziej stworzyc rodzine, ale
      ona 'normalna' nie bedzie, bo zawsze bedzie (a przynajmniej powinno byc) w niej
      miejsce dla ojca. No moze nie w rodzinie, ale w swiadomosci dziecka. Ojczym,
      tak jak macocha, powinien byc obecny w zyciu dziecka, ale nie grac pierwszych,
      meskich skrzypiec. Oczywiscie dotyczy to sytuacji, gdy dziecko ma regularny
      kontakt z ojcem.

      poxywka napisała:

      > ale czy Wy czujecie cos cieplejszego do swoich pasierbow ?

      Szczerze mowiac, trudno mi jest powiedziec, co 'czuje' do syna mojego meza...
      Na pewno nie to samo, co do naszego Wiktorka, ale tez i nie to, co do dziecka
      sasiadow. Mysle, ze za wczesnie na jakies deklaracje uczuc, bo widzialam go
      bodajze trzy razy. W kazdym razie emocje, ktore we mnie wzbudza, sa jak
      najbardziej pozytywne.
    • gosza26 Re: wiez z pasierbem 17.11.04, 11:12
      poxywka napisała
      ale czy Wy czuje cie cos cieplejszego do swoich pasierbow ?

      Skoro mam swój watek nie będę sie powtarzała smile, bo co za duzo to i .... nie
      chcesmile

      ale pisze w związku z wątkiem który podała ci jedna z forumowiczek POLECAM,
      właśnie go sobie drukuje...

      A tobie radzę jedno: daj wszyskim do zrozmumienia partnerowi, eks że są ważni
      w zyciu dziecka i że nie zamierzasz zamieniać roli. Wszyskto co zrobi sie pod
      przymusem odbije sie czkawką.

      A że nex się boi...ja też ale albo sie kocha dziecko, albo trzeba szukac nowego
      związku...

      Pozdrawiam
      • m-m-m Re: wiez z pasierbem 17.11.04, 11:29
        Dwóch "tatów" naraz mieć się nie da. Jeśli biologiczny ojciec dziecka zajmuje
        się nim, interesuje i posiada pełną władzę rodzicielska, to na swoim
        przykładzie wiem, że next mamusi jest drugoplanowy i raczej szanse na to, że
        będzie ważny w życiu dziecka są małe.
        Co do moich uczuć względem pasierba: na pewno mam mniej tolerancji dla niego
        niż gdybym była jego matką biologiczną, aczkolwiek nie jest mi wszystko jedno,
        czy np. jadł śniadanie, robi postępy w nauce i czy jego ojciec, a mój M.
        wywiązuje się ze swoich obowiązków wychowawczych wobec niego.
        Jednakże bronię te macochy, które pasierbów nie kochają, ale są im zwyczajnie,
        po ludzku życzliwe i nie działają na ich szkodę (a w dorosłym świecie to już
        bardzo dużo) i nie zgadzam się z twierdzeniem, że albo się kocha cudze dziecko,
        albo się szuka nowego związku, bo nie zawsze taka miłość jest potrzebna, jeśli
        dziecko otrzymuje ją od obojga, choć rozwiedzionych rodziców.
        • gosza26 czyżby? 17.11.04, 11:49
          Dziecko doskonale wyczuje czy jest tylko tolerowane przez partnera rodzica, czy
          czuje sie akceptowane i kochane -to po pierwsze

          po 2 ) nawet jesli oboje (rozwiedzeni) rodzice kochają dziecko i o nie dbają to
          ich partnerzy powinni róznić sie od tych co na całym etapie sa zastepczymi
          rodzcami, ciężarem obowiązków i decyzji w stosunku do dziecka (ale nie
          uczuciami)..

          po 3)bardzo mi się podobało zdanie w jednym z wątków, że ojczymom łatwiej
          zaakcepotwać dziecko, niż macochom, bo te często widzą w dzicku ,,przeszłość,,
          swojego partnera z inną kobietą

          ps..wiem, wiem , zawsze są wyjątki, a każdy przypadek życiowy może zrodzić nową
          regułę
          • domali Re: czyżby? 17.11.04, 11:57
            Ja mysle, ze to facetom raczej trudno jest zaakceptowac, ze nie sa pierwszymi
            pod kazdym wzgledem. I tez moga w dziecku widziec dowod na to, ze nie sa
            pierwsi.
            • gosza26 Re: czyżby? 17.11.04, 13:13
              domali napisała:

              > Ja mysle, ze to facetom raczej trudno jest zaakceptowac, ze nie sa pierwszymi
              > pod kazdym wzgledem. I tez moga w dziecku widziec dowod na to, ze nie sa
              > pierwsi.

              -------------------------------------------------------------------------------

              że chyba facet bywa zaborczy, a takich w stosunku do ilości zaborczych
              (=zadrosnych ) kobiet chyba jest mniej, a poza tym generalnie facetom trudniej
              jest nawiązywac emocjonalne więzi niz kobietom...ale to juz inny i nie co
              sliski teata
          • m-m-m Re: czyżby? 17.11.04, 13:43
            Dziecko doskonale wyczuje czy jest tylko tolerowane przez partnera rodzica, czy
            > czuje sie akceptowane i kochane -to po pierwsze


            Ale nie każdemu dziecku zależy na tym , by byc akceptowanym i kochanym przez
            partnera rodzica. Mnie nigdy nie zależało na tym, by mój ojczym mnie kochał, bo
            miałam tatę i moje potrzeby w tym wzgledzie były zaspokojone. Jakoś nigdy też
            nie interesowało mnie czy ojczym mnie toleruje czy nie, bo wychowywała mnie
            mama i nie zrzucała nigdy na niego tych obowiązków.


            ich partnerzy powinni róznić sie od tych co na całym etapie sa zastepczymi
            > rodzcami, ciężarem obowiązków i decyzji w stosunku do dziecka (ale nie
            > uczuciami)..


            Nie, bo uczucia się dzieją, nie mamy na nie wpływu, możemy jednak korygować
            swoje zachowanie. Nie da się kogoś kochać na rozkaz, natomiast można być np.
            życzliwym i dobrym dla takiego dziecka, jest to o tyle łatwiejsze jeśli taką
            życzliwość ma się także dla innych ludzi.

            często widzą w dzicku ,,przeszłość,,
            > swojego partnera z inną kobietą


            A ojczymowie, myślisz, nie widzą w pasierbach pzrzeszłości zwiąku swojej
            kobiety z innym mężczyzną?
    • madalenka25 Re: wiez z pasierbem 17.11.04, 11:15
      poxywka napisała:

      > teraz dziecko wie, ze powinno sluchac nas obojga, ale co bedzie pozniej?
      > wytoczy argumenty "nie jestes moim ojcem" ? nex sie boi...
      >
      tak możesz mi wierzyć, że padnie nie raz i dwa gdzies w okolicach dojrzewania
      ale wg mnie to wszystko zalezy od relacji dorosłych

      u nas wygląda to tak, że Młoda wykonuje bez szemrania wszystkie polecenia
      Domowego - fakt droczy się z nim, próbuje lawirować, bierzen na przetrzymanie
      ale jest świadoma, że to nie sa jego wymysły tylko najczęściej moje polecenia (
      ale to strasznie brzmi - polecenia)
      wiem, że każdą decyzje podejmujemy razem i trzymamy wspólny fron - jesli ja
      owiem, że jesli nie sprzątnie pokoju to nie pojdzie do kolezanki a jestem w
      pracy i nie mam mozliwości sprawdzenia to sprawdza Domowy i choćby padła trupem
      a nie zrobi to szlaban i już.

      czasem mnie serce zaboli gdy Domowy zwróci jej uwagę na coś ale nie odzywam się
      bo wiem, że ma racje a jesli uważam, że przegioł to mu wieczorem gdy Młoda spi
      to mówię ale nigdy nie zwracam mu uwagi przy dziecku

      stosunki w takim układzie w dużej mierze zależą od postawy matki bo to ona
      powinna regulowac relacje na lini dziecko- ukochany
      • kamila77 Re: wiez z pasierbem 17.11.04, 11:28
        Slowa "nie jestes moim ojcem" to tak na dobra sprawe tylko stwierdzenie faktu.
        Oczywiscie sytuacja, w ktorej takie slowa padaja jest nerwowa, nieprzyjemna,
        trudna. Ale przeciez nie o biologie, nie o wiezy krwi tu chodzi. Przeciez na co
        dzien czujemy sie odpowiedzialni tez i za tych, z ktorymi nie łączą nas wspolne
        geny. Zatem - "nie jestem twoim ojcem, ale czuje sie za ciebie odpowiedzialny".
    • poxywka Re: wiez z pasierbem 17.11.04, 11:29
      wiem dziewczyny, ze normalnie to nie bedzie
      a podany watek przeczytalam jednym tchem
      dziecko teraz jest male i guzik je teraz obchodzi, kto jest biologicznym ojcem
      natomiast zapewne bezblednie wyczuwa, kto je kocha...
      nex sie bardzo stara, ale ze nie ma tej unkalnej wiezi dziecko-rodzic wiec do
      nerwowych zachowan synka podchodzi z cierpliwoscia nieporownywalna do mojej;
      nigdy nie krzyczy, ale zamyka sie w sobie; i po kazdym lepszym wystepie
      zastanawia sie czy syn nie bedzie tym gorszy im starszy
      bo tak sie sklada, ze moje dziecko ma charakter silniejszy niz nex - ale obaj
      sa wrazliwi
      jesli przyjazn, lub milosc to pewnie daleka droga...
      pozdrawiam
      poxywka
    • lilith76 Re: wiez z pasierbem 17.11.04, 11:50
      przeczytałam wątek na "samodzielnej" i trochę zrobiło mi się przykro sad. ale
      kolejne wypowiedzi pocieszyły mnie.
      choćbym nie wiem co zrobiła, zatańczyła na rzęsach flamenco, to nie obudzi się
      we mnie ogromna miłość do pasierbów. lubię je, martwię się o nie, o ich rozwój
      emocjonalny, intelektualny, popycham M do wynajdywania im odpowiednich zabaw
      zamiast "zapychania" którąś z kolei bajką na komputerze, myślę o ich
      przyszłości. nie ma cierpliwości do ich wybryków i zawsze mi się wydaje, że
      tylko instynkt macierzyński powstrzymuje biologiczną matkę przed spraniem
      dziecku tyłka.
      sama nie wiem jak by to było gdybym urodziła własne dziecko - mam nadzieję, że
      to uczucie do nich nie zmaleje. staram się aby ta więź z pasierbami była jak
      nacieplejsza i najlepsza, ale dla niektórych i tak będzie to niedostateczne, bo
      powinnam "kochać". w 100% podpisuje sie pod wypowiedzią judytyk w wątku
      na "samodzielnej" na temat społecznych oczekiwań od mężczyzny i kobiety. kiedy
      facet zajmuje się pasierbem z cierpliwością, jest to "miłość", kiedy robi to
      macocha jest to "chłód" sad
      • gosza26 Re: wiez z pasierbem 17.11.04, 12:04
        lilith76 napisała:

        >facet zajmuje się pasierbem z cierpliwością, jest to "miłość", kiedy robi t
        macocha jest to "chłód" sad
        -------------------------------------------------------------------------------
        Moja opinia na temat miłosci do pasierba wynikła również z podejścia na tut.
        forum. Wqrzało mnie jak czytałam np. olej Młodą(Młodego) to nie Twoje
        dziecko..itp. Jeśli nawet ktoś styka sie z dzieckiem kilka godz. w miesiącu to
        nie powinno go olewać bo jest nie moje...

        A co skutków owej miłości...są tacy którzy z ,,miłosci,, potrafią wyrządzić
        dziciom mnóstwo krzywdy, a sa tacy którzy szacunkiem i uwagą potrafią zbudować
        z dzieckiem bardzo dobre i trwałe więzi...

        Kiedys powiedziałam Młodemu (co prawda w złości),że jeśli kiedykolwiek
        przestanę mu zwracać uwage to znaczy że on może się wtedy zacząć martwić.
        • lilith76 Re: wiez z pasierbem 17.11.04, 13:49
          Wqrzało mnie jak czytałam np. olej Młodą(Młodego) to nie Twoje
          > dziecko..itp.

          trochę rozumiem takie wypowiedzi - w wyjątkowych sytuacjach, kiedy relacje z
          dzieckiem są trudne bezgraniczne angażowanie się w jego wychowannie może być
          frustrujące. dziecko ma ojca i to on jest od wychowywania.
          "olej" w tym kontekście dla mnie nie oznacza "ignoruj", "krzywdź", "nie bierz
          pod uwagę", tylko "nie denerwuj się", "nie trać panowania nad
          sobą", "zdystansuj się".
          • m-m-m Re: wiez z pasierbem 17.11.04, 13:56
            Wqrzało mnie jak czytałam np. olej Młodą(Młodego) to nie Twoje
            > dziecko..itp.


            A dla mnie to oznacza: pogoń swojego M. do zajmowania się swoim dzieckiem, bo
            faceci są wygodni i często robią z macochy darmową opiekunkę, w czasie np.
            weekendowych wizyt dziecka u ojca, a sami idą np. do pracy, albo do własnych
            spraw.
            • gosza26 Re: wiez z pasierbem 17.11.04, 14:48
              m-m-m napisała:

              > A dla mnie to oznacza: pogoń swojego M. do zajmowania się swoim dzieckiem, bo
              > faceci są wygodni i często robią z macochy darmową opiekunkę, w czasie np.
              > weekendowych wizyt dziecka u ojca, a sami idą np. do pracy, albo do własnych
              > spraw.

              no własnie wszystko zależy od faceta.. Młody kilka lat temu przyłapał M. że nie
              je kolacji od jakiegoś czasu (Młody miał 9 lat). M. skrzętnie to ukrywał żeby
              Młody miał co zjeść -drastyczny przykład i poniżej pasa ??!! może ale mam
              jeszce kilka innych i wolę ich tu nie cytować
              • m-m-m Re: wiez z pasierbem 17.11.04, 17:20
                Nie, takich przykładów ja nie posiadam, bo M. dobrze zarabiał, a o dom
                troszczyła się jego matka (wszytstko za panów robiła) i właściwie mój punkt
                wyjścia, to ropieszczony chłopak lat 9, któremu zawsze wszystko się należało
                bez względu na to jaki był. M. nie stosował nagród i kar, wszystko było
                constans, a panowie zachowywali się jak jak starszy brat z młodszym bratem, a
                nie jak ojciec z synem.
    • nooleczka Re: wiez z pasierbem 17.11.04, 15:38
      poxywka napisała:

      >jednakze bardzo mi zalezy zeby kontakt
      > dziecka z nexem rowniez byl mozliwie jak najblizszy; czy pasierb z ojczymem
      > moga nawiazac prawdziwa wiez?

      tak tak i jeszcze raz tak - mówię z autopsji.
      Znajdź też na "samodzielnej" wpisy dziewczyny o nicku kubowa; moim zdaniem więź
      jej obecnego męża z jej synkiem jest nie do przecenienia

      pozdrawiam
Pełna wersja