Dodaj do ulubionych

Problem z wigilią

03.12.04, 20:16
Mój m. od jakiegoś czasu marudzi, że może rodzinna wigilia u nas w domu. Ja
jestem przeciwna. Przede wszystkim nie czuję się w tym domu (jego domu, ktory
jednak był kiedys rodzinnym domem jego żony, ktora zmarła)na tyle dobrze,
żebym mogła spędzic tu Wigilię. Dziś m. powiedział, że jeśli tak stawiam
sprawę to spędzimy Wigilię sami w domu. Na to oczywiście się nie zgadzam.
Chcę spędzic ten dzień ze swoimi rodzicami, tym bardziej że oni będa sami.
Oczywiscie zgadzam sie też na wizytę u teściów. Nie bardzo wiem jak z tego
wybrnąć. Nie chcę na siłę sprowadzać tu swoich rodziców, bo wiem, że by sie
tu źle czuli, podobnie zresztą jak ja. M. tego nie rozumie. Na razie po
krótkiej wymianie zdań przestałam się do niego odzywać (i on do mnie też).
Rozmawiamy tylko oficjalnie. Czy potraficie coś doradzić? Pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • m-m-m Re: Problem z wigilią 04.12.04, 09:55
      W temacie odczuć trudno coś doradzać, bo one są...
      Wiesz, ja wyszłam z zalożenia, że jeśli mam faceta z dzieckiem pod jednym
      dachem, to ze względu na owo dziecko (szkoła, rówieśnicy, poczucie trwałości)
      zamieszkałam w domu, w którym kiedyś była ex. Co prawda moich rodziców już nie
      ma , ale tak jak teściowa i oni zapewne byliby do nas zaproszeni i nie bardzo
      sobie wyobrażam, byśmy chodzili od jednych do drugich w Wigilię.
      Poczucie wyobcowania w "cudzym" domu są różnorakie: jeśli twój M. nie usunął
      np. rzeczy po zmarej, albo np. oczekuje od Ciebie podobnego zachowania,
      gotowania, czy postepowania jak czyniła to zmarła, to faktycznie jest to
      problem. Jest mi on jednak nie znany, dlatego trudno mi cokolwiek na temat
      powiedzieć.
    • capa_negra Re: Problem z wigilią 04.12.04, 11:08
      Może jednak warto zrobic tą wspólna wigilie właśnie w tym domu???
      To jest teraz twoj dom...
      I może warto to zaakcentowac i faktycznie "obiąc we władanie" królestwo byłej
      żony.
      Jej nie ma - sa wspomnienia.
      Czy nie pora zacząć tworzyc nowe ???
      Nie po to, żeby pogrzebac wspomnienia o byłej...tylko po to, żeby za pare lat
      usiąśc przy jakiejś okazji przy stole i powspominac : a pamietacie pierwszą
      wigilie u X????
      Zacznij tworzyc wlasne wspomnienia zwiazane z tym domem i rodziną.
      • geos Re: Problem z wigilią 04.12.04, 12:14
        Ja w sumie chciałam nawet zrobic wigilię w domu M, ale idziemy do jego rodziców
        gdzie co roku spotyka sie cała rodzina.
        W sumie od miesiaca, troche więcej mieszkam z nimi - wczesniej miałam dłuzsze i
        krótsze pobyty - i nie czuję "ducha przeszłości" Oprócz zdjęc.
        Sama powoli wprowadzam własny swiat.
        Nie da sie inaczej.
        Ja bym sie nie bała tej wigilii w domu, włansie niech tak bedzie, pierwszy raz u
        nas.
        No bo co zmienicie mieszkanie ze wzgledu na twoje wyobcowanie?
        Jesłi jest taka mozliwośc to super ale czy dla dziecka to bedzie dobrze, chodzi
        mi o jego poczucie bezpieczenstwa.

        a skąd wiesz, że twoi rodzice będa sie źle czuli w tym domu?
        powiedzieli ci to? Bo może to tylko twoje wyobrazenie?
        Moi rodzice jeszcze sie do konca nie oswoili z sytyacja wiec, swieta spedzam
        raczej z moim M. Im potrzeba więcej czasu na osowjenie sie więc to szanuje i
        daje czas

        Sobie tez daj czas, może zobacz jak to bedzie jak jednak bedzie ten dom twoim
        królestwem?
    • lideczka_27 Re: Problem z wigilią 04.12.04, 14:14
      alfa, trudno mi coś radzić, bo choć pod pewnymi względami sytuację mamy
      podobną, to jednak jest inaczej. Też żyjemy w mieszkaniu, w którym swoje
      małżeńskie lata spędził M. To mieszkanie jest ojcowizną mamy M, następnie
      ofiarowane jemu. Nie wiem, ale z Twojego opisu wynika, że mieszkasz w Waszym
      mieszkaniu, ale nie "żyjesz". Jest coś takiego w kobiecie, a może i ogólnie - w
      człowieku, że chce urządzać swój świat wokół, chce zaznaczyć własny teren,
      chce, by było "po swojemu". Chyba kobiecie, jako gospodyni domu, bardziej na
      tym zależy. Ponieważ gdy zamieszkaliśmy razem, mieszkanie było w fatalnym
      stanie, zrobiliśmy już większość remontów - teraz jest to "moja ręka", mój
      gust, moje pojęcie "funkcjonalności" itd. Niedługo się stąd przeprowadzamy z
      powodu mojej ciąży, gdyby nie to - kułabym płytki w kuchni, bo są totalnie nie
      w moim stylu. Łazienkę zdzierżę, choć kolory mnie denerwują, no ale kuchnia to
      już moje królestwo i źle się tu czuję... Czy pozwoliłaś sobie na generalne
      porządki, na przestawienie sprzętów, a może ich wymianę? I co na to Twój mąż?
      Tu nie chodzi o to czy to była żona, babcia, czy ciocia Gienia - żywi muszą żyć
      wg zasad jakie wyznają. Od tego chyba powinnaś zacząć - od porządków, od
      remontów. Pamiętam, że zasuwałam całymi dniami i ten dom był coraz
      bardziej "mój". W kwestii świąt miałam bardzo łatwe zadanie - przez wszystkie
      lata małżeństwa M, NIGDY nie było w tym domu świąt - ani Wielkanocy, ani Bożego
      Narodzenia. Młodzi chodzili do jednych lub drugich rodziców na świąteczne
      obiady, kolacje itd, eksia nie gotowała, nie sprzątała, nie przybierała
      mieszkania uroczyście. Pierwszymi domowymi świętami, jakie mój mąż miał we
      własnym domu jako mąż a nie kawaler to była nasza pierwsza Wielkanoc. I kolejne
      wszystkie święta, które urządzam sama - zapraszamy na nie mamę M (jej drugi syn
      chodzi do swoich teściów). Chyba czas, byś właśnie zrobiła coś dla siebie i
      uczyniła to mieszkanie własnym królestwem - a jeśli się nie da - proponuję
      zamianę. Ponieważ macie teraz ciche dni, spróbujcie problem ugryźć głębiej.
      Powiedz, co czujesz i co chciałabyś zmienić, zrobić. Teraz już jest mało czasu,
      bo święta za pasem, ale sądzę, że tak właśnie było by OK. A później
      zaprosiłabym na Twoim miejscu rodziców do siebie trochę wcześniej i poprosiła,
      by mama pomogła mi w kuchni. Świąteczna krzątanina, zapachy potraw, rodzinna
      atmosfera, goście - to wszystko mogłby sprawić, że przestałabyś się tam czuć
      jak sublokatorka, a zaczęła jak pani domu. Takie jest moje skromne zdanie.

      Jeśli wszystko, co napisałam, jest dla Ciebie nie do przeskoczenia, bo gryzie
      Cię to "miejsce", któremu nie pomogą warstwy farby; jeśli problemem są
      sąsiedzi, wspomnienia, które wyzierają z każdego kąta - jedynym sposobem i 100%
      skutecznym jest przeprowadzka - nawet za jakąś cenę. Samopoczucie we własnym
      domu to dla mnie warunek dobrego życia i funkcjonowania na co dzień.

      PS. Czy mi się zdaje, czy to Ty pisałaś, że bardzo mało czasu spędzasz w domu,
      uciekasz w pracę? Teraz już chyba wiem dlaczego...

      pozdrówki
      lidka
      • lara27 Re: Problem z wigilią 05.12.04, 22:51
        Zgadzam się z Lideczką. Ja przechodziłam przez to samo. Czułam się strasznie
        żle w tym domu. Ale kochana po remontach, nowych meblach, panelach a nawet
        kafelkach i wymianie okien, firan, rolet - wszystkiego. To jest to MÓJ DOM!
        Uwierz to pomaga! Trochę to czasu trwało, bo kredyt na wszystko nie wystarczył.
        Bądz dobrej myśli. Jeżeli nie masz ochoty na wigilię to jej nie rób. Może w
        przyszłym roku...a mąż i tak tego nie zrozumie więc nie ścieraj się, bo mój
        zupełnie nie wiedział o co mi chodzi. Faceci tacy są nie rozumieją że dom to
        przede wszystkim królestwo kobiety to ona przeważnie w nim przestawia,
        przesuwa, zmienia wizerunek, wybiera kolor ścian, w kupnie mebli lub innych
        główne zdanie ma kobieta bo MUSI SIĘ DOBRZE CZUĆ W TYM DOMU. Jeżeli nie jest
        możliwa przeprowadzka to zrób z niego własne królestwo.

        Trzymaj się ciepluteńko
        lara
        • alfa36 Re: Problem z wigilią 06.12.04, 21:22
          Dzięki dziewczyny. Pomyślę o tym, co napisalyście. Jakoś nie wyobrażam sobie
          wigilii w towarzystwie moich rodziców i teściów. Co prawda zupelnie nie mam nic
          przeciwko tesciom, ale utrzymujemy z nimi luźne kontakty, wiec mogę powiedzieć,
          że wlasciwie to ich nie znam. Podobnie luźne kontakty utrzymują moi rodzice z
          teściami, więc... oni też sie nie znają właściwie. Można powiedzieć oczywiście,
          że czas sie poznać. I moze bylaby to racja. Tak naprawdę to chodzi również o
          moich rodziców, którzy dlugo nie mogli pogodzić sie z tym, że wyprowadzilam się
          z domu i to do "tego domu" (domu zony męża)
    • alfa36 Re: Problem z wigilią 21.12.04, 21:45
      Wracam do wątku, bo jeszcze nie podjęłam decyzji. W tym domu prawie nic nie
      przypomina, ze mój m. mieszkal tu ze swoją pierwszą żoną. Owszem dziecko wiesza
      sobie zdjęcia mamy w pokoju, gdzieś jakieś zdjęcia, sprzęty. M. nigdy mi nie
      opowiadał, a kiedy mu sie zbierało, to go gasiłam. Czasem dziecko, ale rzadko.
      I pewnie zrobimy tę pierwszą wigilię... Boję się.
      • capa_negra Re: Problem z wigilią 22.12.04, 08:05
        Alfo droga - weź byka za rogi i zrób Wigilie.
        Napewno gdy siadziecie do stołu stres minie - choćby dlatego, że kazdy w ten
        dzień stara się byc miły i dobry.
        I mam nadzieję, że gdy wstaniecie od stołu stwierdzisz, że nie było tak
        naprawdę czego sie bac.
        Zycze powodzenia, usmiechu na twarzy i wesołych świat smile
      • triss.m Re: Problem z wigilią 22.12.04, 08:18
        Alfo smile przylaczam sie do zdania Capy. To jest Twoj dom , kiedys trzeba sie w
        koncu przelamac. Zobaczysz, wszystko bedzie dobrze smile Dla mnie najwiekszym
        problemem byloby przygotowanie tyle jedzenia, bo przyznaje szczerze, moj M
        gotuje lepiej niz ja wink Szczesliwych Swiat smile
    • alfa36 Re: Problem z wigilią 30.12.04, 00:01
      Była . U nas w domu. Z rodzicami i teściami. M.był szczęśliwy, biegal po kuchni
      i gotowal, a nawet zmywał. Resztę doniosła teściowa. Stół ubral mlody. Ja
      malowałam paznokcie i denerwowalam sie. Zupelnie niepotrzebnie. Mogę
      powiedzieć;pierwsze koty za płoty. Pozdrawiam sylwestrowo.
      • nooleczka Re: Problem z wigilią 30.12.04, 09:15
        No i widzisz?
        No i po co było się tak martwić na zapas???

        Bardzo się cieszę że wszystko się tak szczęśliwie skończyło;
        pewnie jeszcze wiele takich rodzinnych wigilii przed Wami smile
      • capa_negra Re: Problem z wigilią 30.12.04, 09:36
        I chciało by sie rzec : a nie mówiłam???
        Super, że wszystko wyszło jak trzeba - teraz juz będzie górki.
      • triss.m Re: Problem z wigilią 30.12.04, 11:31
        No to super, ze sie udalo smile
        • cz.wrona Re: Problem z wigilią 30.12.04, 12:37
          Fajnie, że się ułożyło ;-D
          • gosza26 Re: uff 31.12.04, 11:57
            ale sie wkurzyłam własnie wykasowałam sobie cały tekst , który napisałam sadno
            nic teraz będzie w skrócie.

            Wracam do problemu mieszkania u M. i co za tym idzie nie zawsze dobrym
            samopoczuciem.

            Miło wiedzieć że nie jestem z Marsa z wydumanymi przz siebie problemami. Tak
            właśnie było z mieszkaniem z niemężem. Wstyd sie przyznać ale dopiero po @
            latach moge powiedzieć TERAZ TO JEST MÓJ DOM. Było to dla mnie ogomnym
            obciążeniem psychicznym. Wszystkie pieniądze jakie pojawiały sie w domu szły na
            nowe meble i w końcu remont (trwał 3 miesiące). Jestem za to bardzo wdzięczna
            chłopakom, że schowali swoje potrzeby do kieszeni i zgodzili się na takie
            rozwiązanie.

            ufff strasznie mi ulżyło dziękuję!!!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka