Dodaj do ulubionych

O winie ciąg dalszy.

03.07.05, 13:23
Prześledziłam uważnie wątek o katalizatorkach, zdradzie, winie i
odpowiedzialności, bo te myśli krążą wokoł mnie nieustannie, ale chcę
poruszyć jeszcze jeden aspekt:
Zdrada - rzecz jasna. Mąż zdradził, żona ma niejako wybór - wybaczyć czy nie,
i ile sytuacji, tyle rozwiązań. Toż samo, gdy odszedł, porzucił.
A jeśli on nie zdradził? Jeśli nie chce odejść? Jeśli jest mu wygodnie mieć w
domu żonę, którą można pobić, zgwałcić, napluć jej w twarz, nazwać (...)? Nie
często - parę razy w roku. Zwłaszcza, że praca w innym mieście, on czasem
wyjeżdża na miesiąc, czasem na trzy, tak samo wraca do domu raz na krócej,
raz na dłużej. Ale nie ma zamiaru rozbijać rodziny. A zeszmacona kobieta,
która kocha go tak, jak nikt inny na świecie jest mu potrzebna do budowania
poczucia własnej wartości (nie zmyślam, słowa psychoterapeuty).
A żona się na to zgadza, bo... wiele można wytrzymać. Bo dzieci, bo pełna
rodzina. Bo to nie jest szczególnie zły człowiek - pełno takich. W końcu on
nie chce odchodzić, w dodatku on ją KOCHA, kocha jak potrafi.
Myślę, że jeśli ta kobieta zdecyduje sie odejść od męża, to uzyska coś w
rodzaju społecznego poparcia.
Idźmy dalej. Rozstanie było dla niego szokiem. Dotarło do niego, co zrobił z
życiem swoim, żony, dzieci. Pobiegł na leczenie. Zainteresował się dziećmi,
które dotąd były przeszkodą w drodze do kariery bądź w odpoczynku.
Przewartościował swój światopogląd, rodzina i małżeństwo są dla niego
najważniejsze. Błaga żonę o powrót.
Idźmy dalej. Żona była oczywiście w stanie załamania nerwowego i depresji. Po
odejściu pozbierała się, stanęła na nogi, podjęła nową pracę. Poznała kogoś,
kto jej w tym pomógł - (katalizatorek!) Nawiązał się romans, który pozwolił
jej znów poczuć się kobietą i zapomnieć o tym , że sama dopuściła do tego, że
czuła się jak ostatnia dziwka i szmata. Dźwiga poczucie odpowiedzialności za
rozbicie rodziny, poczucie, którego nie miałaby, gdyby on ją po prostu
zdradził. Nawet jeśli zdradził, to nie o to tu biega.
Wine ponoszą wszyscy, bez dwóch zdań. Jak już padło, wina jednej strony nie
umniejsza winy drugiej, to nie są procenty.
Ale zauważcie - wina żony rośnie z dnia na dzień. Bo kurna chata - jakim
prawem ona śmie nie przebaczyć??? Skoro on się poprawił? Skoro on obiecał, że
więcej na nia ręki nie podniesie? Skoro on tęskni???
No i jeszce katalizatorek. Zrobił swoje, powinien odejść. Ze swoją żoną nie
żyje wprawdzie od lat, ale ma dwoje ledwo pełnoletnich dzieci, zobowiązania
finansowe i wszelkie inne moralne. A jak oboje - niewierna żona i ten
katalizatorek coś się rozstać nie mogą? I miesiące zamieniaja sie w lata... A
wina rośnie...
To taki życiowy przykład na temat relatywizmu pewnych pojęć, które z natury
swojej nie powinny relatywizmowi podlegać. Jeśli ktoś widzi to wszystko
inaczej, to proszę o wypowiedź.
Pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • edzieckokarenina Re: O winie ciąg dalszy. 03.07.05, 13:48
      Ale zauważcie - wina żony rośnie z dnia na dzień. Bo kurna chata - jakim
      prawem ona śmie nie przebaczyć??? Skoro on się poprawił? Skoro on obiecał, że
      więcej na nia ręki nie podniesie? Skoro on tęskni???
      *********
      nie wiem czy pisałaś to na poważnie czy bardziej żartobliwie?
      bo ja tu winy nie widzę-ani tym bardziej wzrostu winywinkto czy ktoś przebaczy
      to nie jest kwestia prawa, ani tego czy druga osoba się poprawiła(...)
      Przebaczenie to inna kwestia.I tak samo można przebaczyć -ale nie powinno się
      zapomnieć.Tylko takie przebaczenie ma sesn-bo jak już zapomnisz to znowu możesz
      władować się w taki układ.
      na razie tyle
    • lilith76 Re: O winie ciąg dalszy. 03.07.05, 14:33
      > Ale zauważcie - wina żony rośnie z dnia na dzień. Bo kurna chata - jakim
      > prawem ona śmie nie przebaczyć??? Skoro on się poprawił? Skoro on obiecał, że
      > więcej na nia ręki nie podniesie? Skoro on tęskni???

      przebaczenie nie musi od razu oznaczać powrotu. przebacza się za to czego się doświadczyło i dalej idzie swoją drogą. a jeśli były partner wraca do starych nawyków, albo wymaga powrotu partnerki, tzn. że zmiany dokonał instrumentalnie, a nie dla samego siebie i swojego własnego życia.

      wina żony rośnie w niej samej, czy w postrzeganiu jej działań przez innych? jeśli to drugie, to lepiej to zignorować, to jej życie i ma prawo tak je przeżyć. jeśli to pierwsze, to już gorzej.
    • virtual_moth Re: O winie ciąg dalszy. 03.07.05, 14:38
      Powiem Ci jak JA to odbieram. Otóż uważam, że należy zawsze dać drugą szansę
      związkowi, zwłaszcza takiemu, z którego są dzieci. Jasne - jeśli on pił i bił
      to raczej są marne szanse, ale co, jeśli podjął leczenie, ZROBIŁ coś
      konkretnego oprócz obiecanek-cacanek?
      W przypadku alkoholizmu jest chyba o wiele trudniej. Facet może przez rok nie
      pić i nagle coś mu może odwalić i wpaść w kilkutygodniowy ciąg. To jest
      niestety cięzka choroba i nawet podjęte leczenie nie gwarantuje wyzdrowienia. W
      obliczu tego typu "wad" partnera cieżko zatem wymagać od kobiety poświęcenia,
      jakim byłoby wytrzymywanie nawet z leczącym się alkoholikiem.
      Uważam jednak, że choć jedna szansa się cżłowiekowi należy. Warunek - czyny, a
      nie gładkie słówka o poprawie.

      Myślę jednak, ze oprócz poważnych problemów zdrowotnych i psychicznych
      (przemoc, alkoholizm, narkomania) niewiele kobiete usprawiedliwia przed
      zaniechaniem ratowania związku i rzuceniem się w ramiona katalizatorka.
      Kryzysy, nawet poważne, są od tego, aby je pokonywać.

      Nie sadzę jednak, aby kobieta, która szybko znajduje pocieszyciela byłaby
      zdolna do tak ogromnej pracy, jaką jest próba ratowania związku. Zawsze
      przeciez łatwiej powiedzieć "a bo chcę wreszcie żyć normalnie obok kogoś, kto
      mnie naprawdę kocha, a dzieci wolą matkę szcześliwą niż nieszczęsliwa". I cyk,
      wszystko załatwionewink

      Pzdr
      • nangaparbat3 Re: O winie ciąg dalszy. 04.07.05, 00:11
        A jak długo trzeba wg Ciebie trwać w próbach ratowania związku? I czy nie
        zauważyłaś, ze kobieta, o ktorej pisze Magda, tkwiła w tej sytuacji latami?
        O "szybkim znajdowaniu pocieszyciela" nic tam nie bylo.
        A że dzieci wola matke szczęśliwą, wiem od corki. Z tego, co mówi, i z tego,
        jak sie rozwija.
        Znam rodziny, w ktorych rodzice latami uprawiaja fikcje "dla dobra dzieci",
        robiac im z życia piekło. Bo dzieci sie nie oszuka - wyczuja kłamstwo,
        napiecie, skrywaną niechęć. Nie ma lepszej rzeczy dla dziecka niż kochający sie
        rodzice. Ale nie zastąpisz tego gra pozorów, na którą zresztą złapie sie co
        najwyzej przygłucha sąsiadka.
        • virtual_moth Re: O winie ciąg dalszy. 04.07.05, 13:26
          nangaparbat3 napisała:

          > A jak długo trzeba wg Ciebie trwać w próbach ratowania związku? I czy nie
          > zauważyłaś, ze kobieta, o ktorej pisze Magda, tkwiła w tej sytuacji latami?

          Ale zona przez te lata nie próbowała ratować związku, tylko trwała w roli
          ofiary. Gdy w końcu się z roli ofiary wyzwoliła, facet zrozumiał błąd i w
          CZYNACH pokazywał jej, że chce się zmienić, podjął leczenie itd. Kobieta nie
          dała mu jednak ani jednej szansy.


          > O "szybkim znajdowaniu pocieszyciela" nic tam nie bylo.

          magdmaz napisała:
          "Po odejściu pozbierała się(...). Poznała kogoś, kto jej w tym pomógł -
          (katalizatorek!) Nawiązał się romans, który pozwolił
          jej znów poczuć się kobietą"

          Powyższy cytat świadczy o tym, że autorka miała na myśli sytuację, w której
          kobieta znalazła szybko pocieszyciela i do takiej sytuacji mój post się
          odnosił.

          > A że dzieci wola matke szczęśliwą, wiem od corki. Z tego, co mówi, i z tego,
          > jak sie rozwija.

          Ja się z tym argumentem zupełnie nie zgadzam. Sztuka bowiem nie w tym, aby
          uczynić się szczęśliwą po najmnijeszej linii oporu (co zwykle oznacza
          rozwalenie rodziny i rezygnację z prób przezwycziężania kryzysów), ale ODNALEŹĆ
          SZSCĘŚCIE w próbie ratowania rodziny, dotarciu do partnera. Uważam, ze w
          sytuacji, kiedy partner alkoholik i osobnik agresywny podjął leczenie, należy
          mu dać szansę. Oczywiście wtedy, gdy facet nie chce się leczyć, to nie ma co się
          nad nim roztkliwiać - ale moim zdaniem nie może być żadnych wątpliwości, że
          związku uratować się nie da.

          > Znam rodziny, w ktorych rodzice latami uprawiaja fikcje "dla dobra dzieci",
          > robiac im z życia piekło. Bo dzieci sie nie oszuka - wyczuja kłamstwo,
          > napiecie, skrywaną niechęć. Nie ma lepszej rzeczy dla dziecka niż kochający
          sie
          >
          > rodzice. Ale nie zastąpisz tego gra pozorów, na którą zresztą złapie sie co
          > najwyzej przygłucha sąsiadka.

          Nie chodzi o grę pozorów. Chodzi o aktywne leczenie związku, a nie udawanie, ze
          wszystko jest OK, gdy nie jest.
          Pzdr
          • nangaparbat3 Re: O winie ciąg dalszy. 04.07.05, 17:29
            virtual_moth napisała:


            > Ale zona przez te lata nie próbowała ratować związku, tylko trwała w roli
            > ofiary. Gdy w końcu się z roli ofiary wyzwoliła, facet zrozumiał błąd i w
            > CZYNACH pokazywał jej, że chce się zmienić, podjął leczenie itd. Kobieta nie
            > dała mu jednak ani jednej szansy.

            Skąd wiesz, że nie probowała? Ja głęboko wierzę, że próbowała, choc bez skutku.
            Czy miała obowiazek dac mu te szansę? Mogę sobie wyobrazić sytuację, że po
            wszystkim, co przeżyla z nim, nie mogla nawet pomysleć, by ją dotknął.
            >
            > > O "szybkim znajdowaniu pocieszyciela" nic tam nie bylo.
            >
            > magdmaz napisała:
            > "Po odejściu pozbierała się(...). Poznała kogoś, kto jej w tym pomógł -
            > (katalizatorek!) Nawiązał się romans, który pozwolił
            > jej znów poczuć się kobietą"
            >
            > Powyższy cytat świadczy o tym, że autorka miała na myśli sytuację, w której
            > kobieta znalazła szybko pocieszyciela i do takiej sytuacji mój post się
            > odnosił.
            Nie jestem az takim ekspertem od tego, co autorka miala na mysli. Z tego cytatu
            absolutnie nie wynika, czy było to szybko, czy powoli, czy w sam raz. Cokolwiek
            to miałoby znaczyć, bo ja nie wiem.



            > > A że dzieci wola matke szczęśliwą, wiem od corki. Z tego, co mówi, i z te
            > go,
            > > jak sie rozwija.
            >
            > Ja się z tym argumentem zupełnie nie zgadzam.
            Nie masz sie co zgadzać. ONA jest szczęśliwsza, od kiedy mieszkamy osobno. To
            nie jest argument, tylko fakt. Ona jest szczęsliwsza, bo ja jestem
            pogodniejsza, łagodniejsza, weselsza i bardziej wyrozumiała. Bo nie czeka,
            kiedy znow miedzy dwiema najbliższymi jej osobami dojdzie do spięcia. Bo nie
            jest świadkiem rozmow, które są tylko swiadectwem usiłowania i niemoznosci
            nawiazania kontaktu. Powiedziała mi: Kiedy mieszkalismy razem, mialam ochote
            uciec z domu. A u nas nie było awantur, bicia, ponizania. Bylo tylko napiecie.

            Sztuka bowiem nie w tym, aby
            > uczynić się szczęśliwą po najmnijeszej linii oporu (co zwykle oznacza
            > rozwalenie rodziny i rezygnację z prób przezwycziężania kryzysów), ale
            ODNALEŹĆ
            >sZSCĘŚCIE w próbie ratowania rodziny, dotarciu do partnera.
            Rozni ludzie w roznych rzeczach odnajduja szczęscie i nie bedę nikogo pouczać,
            gdzie ma go szukac.

            Uważam, ze w
            > sytuacji, kiedy partner alkoholik i osobnik agresywny podjął leczenie, należy
            > mu dać szansę. Oczywiście wtedy, gdy facet nie chce się leczyć, to nie ma co
            się

            > > Znam rodziny, w ktorych rodzice latami uprawiaja fikcje "dla dobra dzieci
            > ",
            > > robiac im z życia piekło. Bo dzieci sie nie oszuka - wyczuja kłamstwo,
            > > napiecie, skrywaną niechęć. Nie ma lepszej rzeczy dla dziecka niż kochający
            > sierodzice. Ale nie zastąpisz tego gra pozorów, na którą zresztą złapie sie>
            co najwyzej przygłucha sąsiadka.
            >
            > Nie chodzi o grę pozorów. Chodzi o aktywne leczenie związku, a nie udawanie,
            zewszystko jest OK, gdy nie jest.
            Wierzę, że nie o to Ci chodzi. Ale taki maksymalizm jak Twoj właśnie fikcje
            liczne produkuje.

    • poxywka Re: O winie ciąg dalszy. 03.07.05, 17:00
      zwiazek ratuje sie dla dwojga osob; jesli daje sie druga szanse partnerowi
      tylko dlatego, ze mu sie to nalezy to jakie sa rokowania ? zycie nie jest
      sprawiedliwe i nie daje nam gwarancji, ze bedzie egzamin poprawkowy; jesli ta
      kobieta czuje, ze nie posiada uczucia dla tego czlowieka to po co mu owa zona?
      rozstanie daje szanse obojgu na znalezienie miejsca w zyciu; on byc moze nie
      popelni wiecej takich bledow a ona byc moze wybierze lepiej niz poprzednio; nie
      wiem czy dzieci ogladajace przemoc jednego rodzica nad drugim bywaja czesto
      zadowolone z tej pelnej rodziny; znam 3 doroslych dzieci alkoholikow, ktore
      zastanawialy sie przez lata czemu ich matka do diabla tak dlugo zwlekala z
      rozwodem; to byly 3 osobne rodziny; dzieci chyba nie chca pelnej rodziny za
      wszelka cene
      z moich doswiadczen wynika ze to, co robi sie z litosci zwykle obraca sie
      przeciwko obu stronom;
      pozdrawiam
      poxywka
    • nangaparbat3 Re: O winie ciąg dalszy. 03.07.05, 23:56
      Dźwiga poczucie odpowiedzialności za
      rozbicie rodziny, poczucie, którego nie miałaby, gdyby on ją po prostu
      zdradził.

      Na ten temat mam dokładnie przeciwne zdanie. Mogłabym wybaczyć zdradę, nawet
      tolerowac zdrady, bicia, upokarzania - nigdy.
      Źle mówię - wybaczyć bym mogła. Ale mieszkać z kims kto to robił pod jednym
      dachem - nie wyobrażam sobie.
      Jaka miałabym gwarancje, że to sie nie powtórzy? Żadnej. A nie mając jej - czy
      moglabym spokojnie spać, pracować, żyć?
      Co dzieciom, po wiecznie spiętej matce?
      A katalizatorkowi chwała, ze sie pojawił. Mogę go tylko pozazdrościć.
      Juz kiedyś pisałam, że uważam, ze demonizujemy "rozbicie rodziny", ze tkwienie
      razem za wszelką cenę niczego dobrego nie powoduje, tym bardziej dla dzieci.

      • ania_rosa Re: O winie ciąg dalszy. 04.07.05, 02:21
        Cóż, ja odczytuję post Magdmaz jako celowo ironiczny. I zwróciłam uwagę na
        "zamianę ról": w miejsce podłej Eksi pojawia się podły Eks, co- mam wrażenie-
        zmienia nieco odbiór tej historiiwink
        Bo nie da się ukryć, że przyzwyczajone jesteśmy na tym forum do trzepania dobrze
        znanych klisz : wredna Eksia + Szlachetny Facet + Zbawienny Katalizator Żeński.
        Z kolei uzycie tych klisz aktywizuje frakcję Obrończyń, które udowadniają, że
        Eksia miała powody i racje do bycia wredną, Facet był nieodpowiedzialnym i
        infantylnym dupkiem, a katalizator był zwykłą dziwką, która rozbiła "związek
        potencjalnie rokujący na przyszłość".
        Zwróćcie też uwagę, że kiedy kobieta zdecyduje się odejśc to najwyraźniej miała
        ważne motywy. Była z pewnością upokarzana, zdradzana, bita, itd. I analitycznym
        umysłom takie przesłanki wystarczają, aby nie kopać głębiej. Jeśli jednak
        odchodzi facet to zapewnie gacie go świerzbiły. To tez wiele mówi o stereotypach
        myslowych, jakim podlegamy. Zwracam też bezczelnie uwagę, że kilka dni temu
        zjechałysmy Bet za stereotypowe myslenie, he he he...
        Teraz kwestia katalizy.
        Jesli katalizatorem jest kobieta to sprawa jest jasna. Wcisnęła się między
        wódkę, a zakąskę; rozwaliła małżeństwo przechodzące "kryzys, o którym nie
        wiadomo, czy byłby trwały i ostateczny, czy nie"; była ogólnie rzecz biorąc
        amoralną suką.
        Z męskim katalizatorem sprawa wygląda zgoła odmiennie. Po pierwsze męski
        katalizator UWOLNIŁ kobietę, spowodował to szczególne katharsis, po którym
        zrozumiała, że zycie może być jeszcze pięknewink Po drugie: przyszedł na
        pogorzelisko po małżeństwie, gdzie walały się tylko zwęglone szczątki i nie było
        czego ratować.
        No i teraz same powiedzcie szczerze: czy nie jesteśmy my wszystkie podłymi
        sukami, że w innej kobiecie prędzej zobaczymy sukę, niż wyzwalacza katharsis? I
        czy tej sukowatości nie pogłębia fakt, że w mężczyźnie łatwiej dostrzeżemy
        Księcia Oswobodziciela niż dziwkarza? Inna miara, prawda?
        A teraz zestawmy to z szeregiem innych wątków na tym forum, na którym przecież
        piszą macochy i samodzielne (a więc kobiety), i z których jasno wynika, że
        większą frajdę sprawia nam gryzienie kobiet, niż Książąt Udzielnych.
        Motywy macoch są jasne: obnażają kły na alegoryczną Eksię, wielkie Totum pro
        parte, która uosabia wszystkie rzeczywiste i urojone cechy ich realnej eksi.
        Samodzielne z kolei mogą znaleźć tu Wielką Macochę- byt zbiorowy, który uwiódł
        ich męża, sprowadził go na złą ścieżkę i jest gorszą siostrą macochy z Kopciuszka.
        Uogólnienie jest celowe.
        Napisanie, że fortuna kołem się toczy jest banalne. Ale z drugiej strony gdybym
        miała poczuwac się do jakiejś lojalności, to raczej względem innej kobiety, niż
        obcego mi płciowo mężczyzny. NIe zadam oczywiście retorycznego pytania,
        dlaczego wieksza część kobiet woli robić odwrotnie i produkowac oskarżenia pod
        adresem katalizatorków lub pazernych eksi.
        Ale IMHO jest to dośc niemądre podejście. I kłoci się z obiektywizmem, który
        dumnie nosimy na tarczy, ale rzadko wcielamy w praktykę, o czym zresztą świadczy
        znakomita większośc postów.

        Rosa
        • madziaost czy to też stereotyp? 04.07.05, 09:11
          taka oto historyjka:
          pobierają się b.młodo z ogromnej miłości. ona pracuje w banku (raczej słabo niz
          średnio opłacane stanowisko), on po ogólniaku pracuje w sklepie. rodzi się
          dziecko. pieniążków przydałoby się więcej. przyjaciel pana domu proponuje mu
          wspólny wyjazd do roboty do Niemiec. jadą. po kilku miesiącach panu domu
          przewartościowuje się świat. powroty do domu oznaczają zwożenie walizkami
          swoich nowych ciuchów, kosmetyków i butów. czasami czekoladki dla dziecka. za
          każdym razem też skrzynka whiskey i balety ze znajomymi pana i przyjaciela (w
          rewanżu za pracę?) trwajace po kilka dni w mieszkaniu, w którym żona z
          dzieckiem mogą tylko próbowac szukac spokoju.
          przyjaciel pana domu b.sympatyczny, pomaga żonie gotowac i pierze sam swoje
          rzeczy (bo pomieszkuje tam oczywiście), bardzo schludny i uczynny, ma dobry
          kontakt z dzieckiem ( włąściwie te czekoladki to od niego).
          no i niby nic sie nie dzieje. aż pewnego dnia podczas pobytu męża w domu, żona
          prosi o mały remont mieszkania. oczywiscie przyjaciel pomaga. kiedy zona wraca
          z pracy późnym popołudniem zastaje zamknięte drzwi do łazienki, za którym
          słychac wodę lejącą się do wanny i głosy pijanych pana i przyjaciela. po długim
          pukaniu drzwi otwiera przyjaciel i tłumaczy zonie, że chciał aby pan
          przetrzeźwiał do jej powrotu i dlatego chciał go wykąpac.
          ok. żona wierzy. robi dziecku kolację i kładzie się z nim spac, bo nie chce się
          się narażac na awantury pana, który po alkoholu dośc wyrywny jest. jednakże w
          nocy budzą ją dziwne odgłosy. sprawdza i znajduje pana z przyjacielem w bardzo
          niedwuznacznej sytuacji.
          nie potrafi zrobic nic więcej tylko płakac do rana. upokorzona do granic. chce
          rozwodu. pan twierdzi, że jej nie da. a poza tym, któz jej uwierzy?? przecież
          mają dziecko, on jexdzi za granicę żeby zarabiac ciężko na nią (!) i dziecko.
          stereotypowo?
          i czyja wina?
          "lilypie.com/days/050805/4/26/1/+3.5"

          "bobasy.pl/?u=madziaost&s=d5386d49ce6b0943bd59547911dfb792"
        • derena33 Re: O winie ciąg dalszy. 04.07.05, 09:14
          Dzieki ci Aniu za ten post, juz wiele razy zaczynalam pisac w podobnym duchu i
          zawsze rezygnowalam.

          Natomiast, powiem ze dla mnie zdrada zawsze jest zdrada obojetnie czy dotyczy
          kobiety czy mezczyzny i obojetnie jakie sa jej motywy, osobiscie nie akceptuje
          zadnego wytlumaczenia, a kazde usprawiedliwianie brzmi falszywie i dwuznacznie
          w moich oczach jako proba wybielenia sie. Jezeli w zwiazku jest zle, najpierw
          trzeba podjac probe naprawy, jezeli nie wychodzi ( brak uczuc, brak poprawy
          relacji)nalezy swoj stary zwiazek najpierw rozwiazac, ale naprawde rozwiazac
          rozwodem, a potem nawiazywac nowy.

          Tego sie w zyciu trzymam i z osobami zdradzajacymi, czy to kobietami czy
          mezczyznami, nie utrzymuje bliskich kontaktow, nawet jezeli istnialy one w
          przeszlosci(zawsze taka bylam, to zdanie dla tych ktore mysla, ze optyka
          zmienila mi sie dopiero na wskutek wlasnych doswiadczen)
          Mysle a raczej mam nadzieje, ze poniewaz sama nie uznaje relatywizmu w
          stosunkach miedzyludzkich, tego samego naucze mojego syna, ktore moze i bladzi
          w tej chwili, ale kiedys sobie przypomni moj przyklad, taka mam nadzieje

          Osobiscie uwazam, ze nie mozna akceptowac, zdrady, klamstwa, oszustwa bo jak
          bedzie w przyszlosci wygladal swiat, jak wszystko bedziemy usprawiedliwiac?
          Jakie beda nasze dzieci?
          • bet66 Aniu_roso 04.07.05, 09:35
            raczyłaś stwierdzić, ze ja myślę stereotypowo....otóż nie ja myślę stereotypowo
            tylko opisuję zachowania ludzi, którzy postępują i zachowują się w określonych
            sytuacjach w podobny sposób, czyli tworzą swym postępowaniem stereotyp
            zachowania.
            Jeżeli stwierdzam, ze większość facetów i kobiet zresztą tez, jeżeli nadazy się
            okazja, zdradzi lub zachowa się tak , jak robią to inni, to znaczy tylko i
            wyłącznie to , ze ludzkie zachowanie jest przewidywalne, czyli stereotypowe.

            W pełni zgadzam się z tym co napisała Derena33.
            • nangaparbat3 Beth 04.07.05, 16:52
              Jeżeli stwierdzam, ze większość facetów i kobiet zresztą tez, jeżeli nadazy się
              >
              > okazja, zdradzi lub zachowa się tak , jak robią to inni, to znaczy tylko i
              > wyłącznie to , ze ludzkie zachowanie jest przewidywalne, czyli stereotypowe.
              >

              To, ze Ty cos twierdzisz, jeszcze nie znaczy, że tak jest. Co prawda z badań
              wynika, ze rzeczywiście wielu ludzi zdradza swoich partnerow, ale stwierdzenie,
              że "jesli nadarzy sie okazja, zdradzi" - to już Twoja subiektywna wizja swiata.
          • poxywka Re: O winie ciąg dalszy. 04.07.05, 10:58
            derena - to wszystko jest zbyt czarno-biale;
            mam znajomego- kawalera, ktory ma zelazna zasade, ze z mezatkami nawet nie
            pogada zalotnie w pracy - mezatka jest swieta - tak go ksiadz nauczyl;cenie go
            za taka mocno zdecydowana i wyrazna postawe; ale sa i tacy, ktorzy teoretycznie
            mieli zasady podobne a je zlamali; nie sa z tego dumni; sa dla mnie tak samo
            winni jak osoba, ktora zdradza; nie wiem jednak czy winni rozpadu czyjegos
            malzenstwa - po prostu postapili niemoralnie bez wzgledu na to, czy malzenstwo
            trwaloby nadal czy nie;

            jesli odsuniesz sie od kazdego, kto postapi zle nie dowiedziesz tym samym
            swoich zasad moralnych i nie uchronisz przed bledami swoich dzieci; dasz
            jedynie sygnal 'ja nie popelniam bledow' a swoje dzieci nauczysz pogardy dla
            ludzi;
            to wszystko wiadomo - zdrada i klamstwo jest obrzydliwe a nowy zwiazek powinno
            sie zaczac po zakonczeniu poprzedniego; ale to idealy (jak wiele innych)do
            ktorych dazymy i dazymy i dazymy; jesli ktos ma inny system wartosci to nasze
            drogi sie rozchodza (chociaz i to nie zawsze) ale jesli upadl po drodze do tych
            idealow to mam mu pomachac na pozegnanie?

            przetestowalam na sobie teorie psychologiczne- czlowiek faktycznie rozwija sie
            nie tylko w dziecistwie smile mnie sie dalej udaje; rozwoj morlanosci zaczyna sie
            dosc pozno a u niektorych idzie opornie; nie wszystkim dane bylo wyniesc z domu
            dekalog - do tego dekalog stosowany; ludzie potrafia zmienic swoj system
            wartosci ale nie potrafia uniknac bledow;
            rozumiem wiec to tak, ze pietnujemy opisane przez Ciebie postawy ale nie ludzi
            pozdrawiam
            poxywka
            • derena33 Re: O winie ciąg dalszy. 04.07.05, 11:59
              jesli odsuniesz sie od kazdego, kto postapi zle nie dowiedziesz tym samym
              > swoich zasad moralnych i nie uchronisz przed bledami swoich dzieci; dasz
              > jedynie sygnal 'ja nie popelniam bledow' a swoje dzieci nauczysz pogardy dla
              > ludzi;


              Nie chodzi o dowodzenie zasad moralnych, chodzi o nie same. A spotykac sie nie
              musze, bo nie podoba mi sie hipokryzja zdradzajacych, ze nie wspomne tu o
              klamcach czy oszustach. Nie musze tez takich zachowan usprawiedliwiac, ba nawet
              moge rzucic kamieniemsmile Dla mnie jest to ucieczka w latwejsze rozwiazania i
              tchorzostwo, bo trudniej jest brac na kark zycie i starac sie rozwiazywac
              problemy, duzo latwiej jest uciec w czyjes ramiona i stamtad pluc na swoja
              przeszlosc.

              A jezeli chodzi o zasady i kregoslup moralny, wydaje mi sie ze duzo prosciej,
              chociaz moze nie latwiej zyje sie majac go, niz nie majac.
              I nie ma to nic wspolnego z uczeniem dzieci pogardy dla ludzi, bardziej chyba
              uczy szacunku dla siebie, swoich zobowiazan i odpowiedzialnosci, chyba jednak
              zbyt prosto odebralas moje slowa.



              • ajmj Re: O winie ciąg dalszy. 04.07.05, 14:31
                Ok. Zasady moralne. Zasady, których nalezy sie trzymać, zyć według 10 przykazań
                kościelnych. Także uważam, ze tego powinniśmy uczyc nasze dzieci, aby zyły
                uczciwie, aby nie krzywdziły innych itp, itd. Ale widze, ze tym też różnie sie
                od np: Dereny33, iz ja POTRAFIĘ wybaczać, i nie odwracam sie od osoby, która
                zrobiła źle, popełniła błąd. I nie odwrócę sie od przyjaciela, który postapił,
                postepuje niemoralnie i nie wedle NASZYCH, MOICH zasad. Nie przekreślę
                człowieka, który popełnił błąd, a którego popełnienie bardzo żałuje.
                Powiedz mi derena33, domyślam się, iż napisałaś o tym rzuceniu kamieniem w
                przenośni (bo nie te czasy, przynajmniej nie ten kraj i obyczaj), lecz gdy
                byłaby możliwośc uśmiercenia kobiety czy mężczyzny, którzy popełnili
                cudzołóstwo, rzuciłabyś w nich tym kamieniem?
                Powiedz mi jeszcze, czy jesli Twoja ukochana przyjaciólka, który ma ten,
                przynajmniej miała kręgosłup moralny po np: 30 latach takiej prawdziwej
                przyjaźni przychodzi do Ciebie i zwierza |Ci się, ze "zgłupiała" dla
                żonatego... Co robisz?
                Zamykasz na zawsze jej drzwi przed nosem?
                • virtual_moth Re: O winie ciąg dalszy. 04.07.05, 14:58
                  ajmj napisała:

                  > Powiedz mi jeszcze, czy jesli Twoja ukochana przyjaciólka, który ma ten,
                  > przynajmniej miała kręgosłup moralny po np: 30 latach takiej prawdziwej
                  > przyjaźni przychodzi do Ciebie i zwierza |Ci się, ze "zgłupiała" dla
                  > żonatego... Co robisz?
                  > Zamykasz na zawsze jej drzwi przed nosem?

                  Pytanie nie do mnie, ale mam podobne zdanie do dereny, poza tym mam taką
                  znajomąwink
                  Jest dzieciatą mężatką, znamy się od x lat. Co prawda nie porzuciła rodziny i
                  nie zamierza - spotkania z żonatym traktuje w formie rozrywki.
                  Pewnie wiele z was oczekiwałoby, abym nie dość że przestała się z nią spotykać,
                  to jeszcze rzuciła 3 tonowym głazem w jej stronęwink

                  Powiedziałam jej wprost co o tym myślę. Nie przebierałam w słowach. Przyjęła do
                  wiadomosci i stwierdziła, że po prostu się różnimy itedewink Miała rację.
                  Znam ją nie od dziś i to nie jest tak, że NAGLE stała się amoralna i chce się
                  zabawić. Od zawsze przejawia inklinacje ku "ciemnej stronie mocy"wink
                  Przejawiało się to i przejawia w różny sposób, nie chcę o tym pisać. Po prostu
                  nigdy nie była "święta". A ja nigdy nie traktowałam jej jak przyjaciółkę na
                  śmierć i zycie, właśnie z tych względów. Nie zdziwiłam się zatem, gdy wpadła na
                  pomysł "zabawienia się". Ona po prostu już taka jest, a ja nie mam klapek na
                  oczach, aby uważać to za "zdradę naszych ideałów", bo nie mamy zbyt wielu
                  wspólnych ideałów. Może dlatego nasza znajomość nigdy nie miała charakteru
                  zażyłej przyjaźni (nawet w podstawówce, bo lubiła stosować chwyty poniżej pasa;-
                  ). Fajnie się z nią jednak gada. Nie musi mieć zdrowego kręgosłupa, abym mogła
                  ją uważać za znajomą do pogaduchwink

                  Soł, jestem surowa w ocenie zachowań, ale to nie znaczy, że każdego "moralnego
                  inaczej" (według mnie) najchętniej spaliłabym na stosie.

                  Pzdr
                  • ajmj Re: O winie ciąg dalszy. 04.07.05, 15:11
                    dziekuję Ci za odpowiedź. Widzisz mi bardziej jednak chodziło o pewien schemat:
                    wielka przyjaźń, przyjaciólka to naprawdę dobry człowiek i nagle "głupieje"smile
                    Ja jestem w sumie bardzo tolerancyjna, lecz mam koleżankę o tak schorowanym
                    kręgosłupie,(moralnym)wink, ze nigdy nie byłaby moim przyjacielem. Pogadać to i
                    owszem, ale nic ponadto.
                    Lecz mam tez taką właśnie przyjaciółke, która zbądziła i na pewien temat nasze
                    zdanie bardzo sie różniły... i poprostu nie przekreśliłam jej dlatego, że tak
                    było i w efekcie postapiła jak postąpiła. Patrzę na nią przez pryzmat tego jaka
                    jest: a jest WSPANIAŁYM człowiekiem, DOBRĄ mamą, KOCHAJĄCĄ żoną a nie przez tą
                    jedną rzecz, którą zrobiła źle.
                    • virtual_moth Re: O winie ciąg dalszy. 04.07.05, 15:32
                      ajmj napisała:

                      > Widzisz mi bardziej jednak chodziło o pewien schemat:
                      > wielka przyjaźń, przyjaciólka to naprawdę dobry człowiek i nagle "głupieje"smile

                      Wiesz, wydaje mi się, że DOBRY CZŁOWIEK po prostu nie głupieje (czy też mądry
                      człowiek). Co innego NASZA OCENA jego zachowań. To NAM się wydaje, że laska
                      jest super cool, jest dobrym czlowiekiem itd. Tak jak mnie się wydawało, ze mój
                      ex jest dobrym i mądrym człowiekiemwink Wcale nietrudno o tak pochopną ocenę
                      ludzi, nawet jeśli się ich niby dobrze zna. Moim zdaniem osoba, która zdradziła
                      dla rozrywki lub przy walącym się związku bez próby jego ratowania, dobrym
                      człowiekiem po prostu być nie może. Choć moze inaczej - nie może być DOJRZAŁYM
                      człowiekiem.

                      > Lecz mam tez taką właśnie przyjaciółke, która zbądziła i na pewien temat
                      nasze
                      > zdanie bardzo sie różniły... i poprostu nie przekreśliłam jej dlatego, że tak
                      > było i w efekcie postapiła jak postąpiła. Patrzę na nią przez pryzmat tego
                      jaka
                      >
                      > jest: a jest WSPANIAŁYM człowiekiem, DOBRĄ mamą, KOCHAJĄCĄ żoną a nie przez

                      > jedną rzecz, którą zrobiła źle.

                      No ale się poprawiła chyba, z tego co wywnioskowałam? Każdemu moze "odwalić",
                      byleby takie chwilowe zachwianie moralne nie decydowało o kształcie życia
                      naszego czy innych.
                      • ajmj Re: O winie ciąg dalszy. 04.07.05, 15:39
                        tak, poprawiła.smile Nie o zdradę chodziło...
                • derena33 Re: O winie ciąg dalszy. 04.07.05, 15:29
                  .....Powiedz mi derena33, domyślam się, iż napisałaś o tym rzuceniu kamieniem w
                  > przenośni (bo nie te czasy, przynajmniej nie ten kraj i obyczaj)......
                  --------------

                  "Niech pierwszy rzuci kamieniem, kto sam bez winy" - chodzilo mi o to po-
                  wiedzenie. Nie mam zamiaru nikogo kamieniowac. To tylko taka przenosnia.
                  ---------------------
                  Powiedz mi jeszcze, czy jesli Twoja ukochana przyjaciólka, który ma ten,
                  > przynajmniej miała kręgosłup moralny po np: 30 latach takiej prawdziwej
                  > przyjaźni przychodzi do Ciebie i zwierza |Ci się, ze "zgłupiała" dla
                  > żonatego... Co robisz?
                  ------------------------
                  .. moja ukochana dawna przyjaciolka wlasnie w imie milosci rozwalila swoje
                  malzenstwo, ale jej zonaty ukochany nie, i po wielu latach powodem rozbicia
                  malzenstwa dla mojej bylej ukochanej przyjaciolki nie bylo jej zakochanie,
                  tylko rzekomo wredny charakter jej meza, ktorego nota bene znalam i znam do tej
                  pory i jakis szczegolnie wredny mi sie nie wydaje.
                  Tak wlasnie ewoluuja poglady osob, ktore niewinnie zaczynaja od
                  sprzeniewierzenia sie pewnym zasadom moralnym, najpierw tlumacza swoje czyny
                  szlachetnymi pobudkami, a koncza na obrzucaniu blotem wszystkich rzekomo
                  winnych wokol i tu juz osobiscie przestalam byc wyrozumiala.
                  I zamknelam jej drzwi przed nosem moze nie doslownie ale w przenosni, bo nasze
                  poglady wyewoluowaly w innych kierunkach,a nie mozna sie przyjaznic z kims kto
                  wyznaje inne nieakceptowalne dla drugiej strony zasady moralne.


                  I tak to jest z ta moralnoscia, nalezy jej nauczyc nasze dzieci, a mniej
                  bedzie potrzebnych gabinetow psychoterapeutycznych.
                  Twardy kregoslup moralny pozwala na szybsze wydzwigniecie sie z dna, pozwala
                  na szczerosc wobec samego siebie i wobec swiata i nie pozwala sie angazowac
                  uczuciowo w moralnie watpliwie zwiazki, po prostu wtedy czuje sie taka bariere
                  niemozliwa do przekroczenia, znam to uczucie z wlasnego doswiadczenia, wiec
                  wiem o czym mowie.
                  Kazde dzialanie czlowieka mozna zrealizowac dwojako, raz prosto mentalnie
                  zgodnie z zasadami chociaz moze trudniej w szczegolach, a takze w sposob
                  wymagajacy usprawiedliwien i przerzucania winy na innych ale moze bardziej
                  atrakcyjny doraznie.

                  Kregoslup moralny najczesciej wynosi sie z domu.
                  No chyba ze z domu nie ma czego wyniesc oprocz oportunizmu, zaklamania i
                  hipokryzji.
                  Juz jasniej nie potrafie.

          • nangaparbat3 Re: O winie ciąg dalszy. 04.07.05, 16:48
            Tego sie w zyciu trzymam i z osobami zdradzajacymi, czy to kobietami czy
            > mezczyznami, nie utrzymuje bliskich kontaktow, nawet jezeli istnialy one w
            > przeszlosci

            A skąd Ty wiesz, kto kogo zdradza? Nie mozesz wszystkiego wiedzieć, więc
            zrywasz kontakty z tymi, ktorzy robią to jawnie, albo z tymi, ktorych o to
            podejrzewasz - a skąd wiesz, że nie są to Twoje fantazje?
            Znam pary, w których doszlo do zdrady, a teraz są szczęśliwi razem. A moje
            malżeństwo sie rozpadło trwale, choć nie było zdrady, bicia ani picia. Różnie
            może być.
            • derena33 Re: O winie ciąg dalszy. 04.07.05, 19:45
              Nie mowie tu o moich przypuszczeniach, mowie o faktach z zycia niektorych
              znajomych mi osob, ktore na wskutek zdrady rozlozyly swe zwiazki.

              Zreszta jakbys przeczytala moje wczesniejsze wypowiedzi, to wiedzialabys,ze nie
              chodzi mi o powody rozstania jako takie, ktore wiem ze czasem uniemozliwiaja
              wspolne zycie, ale tylko i wylacznie o takie rozstania, gdzie w tle juz jest
              drugi partner do zycia. A partner obecny juz odrzucony zostaje obciazony zlem
              calego swiata. Chodzi mi o te niskie proby usprawiedliwiania siebie i tego co
              sie zrobilo, kosztem drugiej osoby o uciekanie do nowego zwiazku bez prob
              naprawy czy tez ostatecznego zakonczenia starego ukladu, O umiejetnosc
              spojrzenia prawdzie w oczy, chociazby czasem byla niewygodna.

              Ale juz nie bede wiecej moralizowac, skoro to tak rani twoje delikatne uszy.

              • derena33 Re: O winie ciąg dalszy. 04.07.05, 19:51
                Zreszta ja byc moze jestem juz za stara, by znac sie na tej nowej dzisiejszej
                moralnosci. Jedyne co moge zrobic, to starac sie nauczyc moje dziecko tego, co
                starali mi sie wpoic moi rodzice.
                • joanna-walencja Re: O winie ciąg dalszy. 04.07.05, 20:43
                  Nie wiem, czy masz syna, czy córke. Ale jezeli corke - to co zrobisz, jak ona
                  kiedys tak zwyczajnie zakocha sie zonatym mezczyznie? Kazesz jej zrezygnowac ze
                  swojego szczescia, zeby tylko nie rozpadlo sie jakies malzenstwo, udane czy
                  nie? Staniesz po stronie "moralnosci" czy szczescia swojego dziecka?
                  • derena33 Re: O winie ciąg dalszy. 04.07.05, 21:20
                    Mam syna juz doroslego prawie 22letniego. Zakochany jest w dziewczynie, swojej
                    rowiesniczce, sa juz razem 5 lat.

                    A jezeli chodzi o wybor moralnosc, czy szczescie to nie sadze by taki wybor
                    istnial. Nie wierze w to ze wybor szczescia bez moralnosci nie zaowocuje w
                    przyszlosci brakiem szczescia. Bo coz to za szczescie, gdy czlowiek cale zycie
                    odczuwa potrzebe usprawiedliwiania swojego zachowania,lub udowadniania calemu
                    swiatu jaki jest szczesliwy mimo, lub co jeszcze jest gorsze wypiera z siebie
                    moralne zachowania by czuc sie szczesliwym.

                    Zreszta dosyc juz sie nagadalam na ten temat.

                    Wracajac do twojego pytania, nie zaakceptowalabym takiego wyboru mojego syna,
                    nie moglabym spac spokojnie i ubolewalabym nad tym, ze nie umialam go wychowac.

                    Na swoje usprawiedliwienie ( ach te usprawiedliwienia, kazdy ich szuka)
                    mialabym to, ze nie ja sama jestem odpowiedzialna za jego kregoslup moralny i
                    wiernosc zasadom wpojonym w moim domu. Jest jeszcze jego ojciec, na ktorego z
                    przyjemnoscia zrzuce winewink





              • nangaparbat3 Re: O winie ciąg dalszy. 04.07.05, 20:52
                takie rozstania, gdzie w tle juz jest
                > drugi partner do zycia. A partner obecny juz odrzucony zostaje obciazony zlem
                > calego swiata. Chodzi mi o te niskie proby usprawiedliwiania siebie i tego co
                > sie zrobilo, kosztem drugiej osoby o uciekanie do nowego zwiazku bez prob
                > naprawy czy tez ostatecznego zakonczenia starego ukladu, O umiejetnosc
                > spojrzenia prawdzie w oczy, chociazby czasem byla niewygodna.
                >
                Tu po części sie z Toba zgodzę. Zdarzają się ludzie, którzy odchodząc,
                przekreslaja wszystko, co było wczesniej. To sądzę najgorsze, co mozna zrobic,
                zwłaszcza jesli są dzieci. Ale przypuszczam, ze zachowuja sie tak z powodu
                strasznego poczucia winy, z ktorym nie potrafia sobie inaczej poradzic.
                Myslę, ze nasz stosunek do małżeństwa i rozwodu ukształtował sie w czasach,
                kiedy samotna kobietę i jej dzieci pozbawione meskiej opieki i ochrony czekały
                smierc lub niewola. Stad gotowość do płacenia bardzo wysokiej ceny za
                utrzymanie całości rodziny. Strach przed jej rozpadem. Poczucie winy, u obu
                stron. Przerzucanie tej winy na partnera. Granie dziecmi. Zostaja ruiny.
                Katalizator? To jest pewnie tylko ta kropka nad "i". Nie przesadzałabym z jego
                znaczeniem. Mysle, ze jesli małżeństwo jest udane, poznanie kogoś, kto mogłby w
                innych okolicznosciach stać sie katalizatorem, kończy sie przelotna platoniczna
                fascynacja, flirtem, w najgorszym razie romansem. "Katalizator" to bardzo
                odpowiednia nazwa, bo nie ma katalizatora uniwersalnego, nie bedzie działał
                zawsze i wszędzie. W zyciu też.

                Ale juz nie bede wiecej moralizowac, skoro to tak rani twoje delikatne uszy.
                >

                Nie rani, tylko śmieszy. Moze dlatego, ze jak bylam młodsza, tez mialam takie
                skłonności - teraz sie rumienię, jak sobie przypomne, co wygadywałam. Z wiekiem
                widzę coraz więcej odcieni szarości i odkrywam coraz wiecej przesądow, ktore
                nami rządzą. A dojrzewanie widzę jako uwalnianie sie od zasad własnie, poza tą
                jedną - nie krzywdzić.
                • virtual_moth Re: O winie ciąg dalszy. 04.07.05, 21:49
                  nangaparbat3 napisała:

                  > Mysle, ze jesli małżeństwo jest udane, poznanie kogoś, kto mogłby w
                  > innych okolicznosciach stać sie katalizatorem, kończy sie przelotna
                  > platoniczna fascynacja, flirtem, w najgorszym razie romansem.

                  nangaparbat, ale przecież my nie mówimy o sytuacj, kiedy wszystko w małżeństwie
                  jest "cacy". My mówimy o tym właśnie, gdy jest "be". I o tym, że jak jest "be",
                  to zdrada jest pewnie usprawiedliwiona. Z tym na pewno się nie zgodzę.

                  > "Katalizator" to bardzo
                  > odpowiednia nazwa, bo nie ma katalizatora uniwersalnego, nie bedzie działał
                  > zawsze i wszędzie.

                  Ja uważam inaczej - katalizator rozpadu związku, JEST trochę uniwersalny. Mówi
                  się przecież "nie ta, to inna" i w tym stwierdzeniu jest sporo racji. Jednak
                  jeśli TA, to TA dopuściła się spania z żonatym/zajętym a nie inna i w żaden
                  sposób nie usprawiedliwia to tego konkretnego "katalizatora".

                  > jak bylam młodsza, tez mialam takie
                  > skłonności - teraz sie rumienię, jak sobie przypomne, co wygadywałam. Z
                  wiekiem
                  >
                  > widzę coraz więcej odcieni szarości i odkrywam coraz wiecej przesądow, ktore
                  > nami rządzą. A dojrzewanie widzę jako uwalnianie sie od zasad własnie, poza

                  > jedną - nie krzywdzić.

                  Ja mam odwrotnie - gdy byłam młodsza miałam bardziej "rozpasane" poglądy, choć
                  i tak nie pozwoliły mi one sypiać z zajętymiwink Człowiek im starszy, tym
                  łatwiej znajduje w prostych zasadach prawdziwą mądrość. Moim zdaniem
                  relatywizm, czyli "wyszarzanie" rzeczywistości jest domeną tych, którzy nie
                  radzą sobie z własnymi czynami, czy czynami ich bliskich.
                  Dlaczego punktów w dekalogu jest tylko 10? Przecież powinno być ich ze sto, z
                  ponpunktami, załącznikami, warunkami itd.
                  W ogóle dekalog to jedno wielkie generalizowanie i powinni go uzupełnić o
                  przykład Krysiwink

                  Pzdr
                  • nangaparbat3 Re: O winie ciąg dalszy. 04.07.05, 23:06
                    virtual_moth napisała

                    Człowiek im starszy, tym
                    > łatwiej znajduje w prostych zasadach prawdziwą mądrość.
                    Nie "człowiek", tylko Ty. Inny "człowiek", czyli ja, ma na odwrot.

                    Moim zdaniem
                    > relatywizm, czyli "wyszarzanie" rzeczywistości jest domeną tych, którzy nie
                    > radzą sobie z własnymi czynami, czy czynami ich bliskich.
                    A nieładnie. Co ja mam teraz zrobić? Tłumaczyc, ze sobie radzę? Czy wyznać, ze
                    nie? I skąd wiesz, ze tak jest? Gdybys napisała "uważam, sądzę, myslę" - OK.
                    Ale Ty piszesz: jest tak a tak.
                    > Dlaczego punktów w dekalogu jest tylko 10? Przecież powinno być ich ze sto, z
                    > ponpunktami, załącznikami, warunkami itd.
                    Ich jest ze sto, są w Ksiedze Wyjścia, Liczb i Kapłanskiej, cała masa, i w
                    mojej ulubionej - Powtórzonego Prawa. I w którejs z nich jest napisane, żeby
                    dziewczynę, ktorej prześcieradło nie jest po nocy poslubnej zakrwawione,
                    kamienować. Bo cudzołozyła. Tam są naprawdę rozne rzeczy.
                    Ale w tej samej Biblii jest Ksiega Koheleta, przecież uznana za świętą, za
                    natchnioną, podobnie jak Mojzeszowe. A KOhelet mówi dziwne rzeczy, niepokojace,
                    i wie, ze rzeczywistość nie jest czarnoo-biała. A przede wszystkim wie, ze nie
                    dostosowuje sie do naszych wyobrażeń o niej.
                    Ja wolę Koheleta.
                    • virtual_moth Re: O winie ciąg dalszy. 05.07.05, 11:52
                      nangaparbat3 napisała:

                      > >Moim zdaniem
                      > > relatywizm, czyli "wyszarzanie" rzeczywistości jest domeną tych, którzy n
                      > ie
                      > > radzą sobie z własnymi czynami, czy czynami ich bliskich.
                      > A nieładnie. Co ja mam teraz zrobić? Tłumaczyc, ze sobie radzę? Czy wyznać,
                      ze
                      > nie? I skąd wiesz, ze tak jest? Gdybys napisała "uważam, sądzę, myslę" - OK.
                      > Ale Ty piszesz: jest tak a tak.

                      Kpisz?! Cytujesz moje zdanie, na początku którego napisałam "MOIM ZDANIEM" i
                      zarzucasz mi, ze nie piszę "uważam, sądze, myślę"?!
                      Nikt nie każe ci się ustosunkowywać do mojego poglądu, a ja ci go w żaden
                      sposób nie narzucam.


                      > > Dlaczego punktów w dekalogu jest tylko 10? Przecież powinno być ich ze st
                      > o, z
                      > > ponpunktami, załącznikami, warunkami itd.
                      > Ich jest ze sto, są w Ksiedze Wyjścia, Liczb i Kapłanskiej, cała masa, i w
                      > mojej ulubionej - Powtórzonego Prawa.


                      Ja nie mówię o całej biblii, ja mówię o DEKALOGU. W dekalogu jest punktów 10,
                      nie 100 (a w sumie trochę szkoda, ja tam lubie filmy Kieślowskiegowink.


                      > Ja wolę Koheleta.

                      Od czego? Od "nie cudzołóż"?

                      Pozdrawiam
                      • nangaparbat3 Re: O winie ciąg dalszy. 05.07.05, 20:12
                        virtual_moth napisała:

                        > > A nieładnie. Co ja mam teraz zrobić? Tłumaczyc, ze sobie radzę? Czy wyznać,
                        > ze nie? I skąd wiesz, ze tak jest? Gdybys napisała "uważam, sądzę, myslę" -
                        > OK.
                        > > Ale Ty piszesz: jest tak a tak.
                        >
                        > Kpisz?! Cytujesz moje zdanie, na początku którego napisałam "MOIM ZDANIEM" i
                        > zarzucasz mi, ze nie piszę "uważam, sądze, myślę"?!
                        > Nikt nie każe ci się ustosunkowywać do mojego poglądu, a ja ci go w żaden
                        > sposób nie narzucam.
                        > Faktycznie, z przeoczyłam "moim zdaniem", sama sie dziwie, widac emocje mi
                        mózg zalały. A zalały, bo nie o to chodzi, ze narzucasz mi swoj pogląd, ale o
                        to, ze mówisz wprost, iz skoro mysle inaczej niz Ty, cos ze mną nie tak, w
                        sferze etycznej rzecz jasna. I to mi sie nie podoba.>
                        > > > Dlaczego punktów w dekalogu jest tylko 10? Przecież powinno być ich
                        > ze sto, z ponpunktami, załącznikami, warunkami itd.
                        > > Ich jest ze sto, są w Ksiedze Wyjścia, Liczb i Kapłanskiej, cała masa, i
                        > w mojej ulubionej - Powtórzonego Prawa.

                        > Ja nie mówię o całej biblii, ja mówię o DEKALOGU. W dekalogu jest punktów 10,
                        > nie 100 (a w sumie trochę szkoda, ja tam lubie filmy Kieślowskiegowink.

                        A ja lubie czytać Biblie, całą, nie tylko dekalog, ktory zreszta jest
                        zmieniony, jedno przykazanie wywalono, inne podzielono na dwa, co by zostalo
                        10 - trochę smiesznie, nie?
                        >
                        >
                        > > Ja wolę Koheleta.
                        >
                        > Od czego? Od "nie cudzołóż"?
                        >
                        To miał być dowcip? Troche jak na Ciebie zbyt frywolny.
                        > Pozdrawiam
                        • virtual_moth Re: O winie ciąg dalszy. 05.07.05, 20:39
                          nangaparbat3 napisała:

                          > > > Ja wolę Koheleta.
                          > >
                          > > Od czego? Od "nie cudzołóż"?
                          > >
                          > To miał być dowcip? Troche jak na Ciebie zbyt frywolny.
                          > > Pozdrawiam

                          OK. Wracam do mej celi i brewiarzawink
                • derena33 Re: O winie ciąg dalszy. 05.07.05, 09:45
                  Nie rani, tylko śmieszy. Moze dlatego, ze jak bylam młodsza, tez mialam takie
                  > skłonności - teraz sie rumienię, jak sobie przypomne, co wygadywałam. Z
                  wiekiem
                  >
                  > widzę coraz więcej odcieni szarości i odkrywam coraz wiecej przesądow, ktore
                  > nami rządzą. A dojrzewanie widzę jako uwalnianie sie od zasad własnie, poza

                  > jedną - nie krzywdzić.

                  ----------------
                  A ja zgola odwrotnie, im dluzej zyje i patrze wokol tym bardziej widze ze
                  ludzie coraz bardziej skupieni sa na sobie a w celu osiagniecia wlasnych
                  korzysci czy realizacji wlasnych celow, sa w stanie zniszczyc wszystkich i
                  wszystko wokol by uzyskac to co chca.
                  Brak rozmow, brak wzorcow i norm moralnych skutkuje zagubieniem mlodych ludzi w
                  rzeczywistosci i powoduje ze szukaja coraz bardziej goraczkowo ogluszaczy,
                  ktore ukoja ich niepewnosc i strach przed swiatem.


                  To mnie przeraza.
                  • poxywka Re: O winie ciąg dalszy. 05.07.05, 10:24
                    moze z wiekiem czlowiek staje sie tez wiekszym pesymista
                    nie wydaje mi sie aby bylo az tak strasznie; w koncu moralnosc mlodego
                    czlowieka nie zalezy wylacznie od rodziny; powiedzialabym ze czasami wartosci
                    przekazywane w domu sa systematycznie ignorowane w miare dorastania; ja jak
                    najbardziej jestem za kregoslupem moralnym, ale nie ma ludzi, ktorzy maja go w
                    idealnym stanie; czasem nawet jesli sa bardzo porzadni moze sie okazac ze
                    kiedys wcale tacy nie byli; ludzie sie zmieniaja i to nie dlatego, ze w
                    przypadku popelnienia bledow wszyscy sie od nich odwrocili; nie mialam
                    przyjaciolki, ktora by dla chwilowej przyjemnosci z premedytacja uwiodla
                    zonatego i trwala w tym zwiazku z bloga mina na twarzy; znam jednak przypadki
                    trojkatow a nawet czworokatow, ktore glownie wiazaly sie z cierpieniem; to, ze
                    ktos zachowal sie niemoralnie nie oznacza, ze jest z tego zadowolony; mam
                    nadzieje, ze oprocz wartosci, ktore moje dziecko i tak samo sobie zweryfikuje i
                    ulozy na naucze go rozwiazywania problemow - do skutku

                    pozdrawiam
                    poxywka
                    "tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono"
                    • ajmj Re: O winie ciąg dalszy. 05.07.05, 11:18
                      I tak możemy bez końca...wink
                      Prawda jest prawdą, że odejście męża/żony to nie jest koniec świata.
                      Trzeba życ dalej, wierzyć w siebie, starać się zapomnieć i nie żyć w nienawiści.
                      Mnie zycie naprawde nie głaskało. Miałam smutne dzieciństwo. Rodzice wspaniale
                      sie o to postarali. Eh, ale nie o tymsad W każdym bądź razie miałabym spokojnie
                      kogo nienawidzieć. Lista byłaby dosyć długa. Lecz nie jest to mój sposób na
                      zycie. Pewnie, ze gdzies tam we mnie głęboko są sprawy, których nie mogę
                      zapomniec, pewnie, ze ludzie, którzy w jakis sposób przyczynili się do moich
                      łez nie darzę uczuciem miłości. Ale tez i nienawiści.
                      Kobiety, pisałam o tym wielokrotnie. tyle jest nieszczęść, tyle biedy, głodu. A
                      my uparcie skupiamy się na zdradzie. Kochanka-ukamieniować, przeciez to kurw..
                      Mąz zdradzacz-ukaminiować. Nienawidzieć. zniszczyć, zdeptać.
                      A przeciez nikogo do miłości nie zmusimy, nie zmusimy faceta, aby przy nas był
                      do końca życia. Pewnie, ze to smutne, ale każdy ma prawo do własnych wyborów,
                      czy nam się to podoba czy nie... I to, ze ktoś przstał kochać, odszedł, nie
                      oznacza, ze ten człowiek jest ZŁYM człowiekiem. Bo wielokrotnie tak nie jest. I
                      w sumie jedyną rzecz, która można takiemu przypisać to pogwłacenie przysięgi
                      slubnej.


                      Nie wiem co napisać, później cos wymyslęsmile
                    • derena33 Re: O winie ciąg dalszy. 05.07.05, 11:22
                      nie wydaje mi sie aby bylo az tak strasznie; w koncu moralnosc mlodego
                      > czlowieka nie zalezy wylacznie od rodziny; powiedzialabym ze czasami wartosci
                      -----------
                      Nie chodzi o moralnosc jako taka tylko o zagubienie, brak wzorcow moralnych
                      czy tez autorytetow. Mam do czynienia z ludzmi ktorzy dorastali a teraz sa
                      mlodymi doroslymi. Oni nie wiedza jak w zyciu postepowac, szukaja a rodzice?
                      Rodzice no coz,zabiegani, zajeci robieniem kariery, pieniedzy rozwodzacy sie
                      nie sa dla nich zadnym autorytetem. Bo jakim autorytetem dla swojego dziecka
                      moze byc czlowiek, ktory w zyciu nie postepuje zgodnie z normami przez siebie
                      gloszonymi, lub po prostu nie ma czasu na bycie autorytetem?

                      To ciekawe, uczymy dzieci jak sa male, by nie zabieraly innym zabawek uczymy
                      tez innych wzorcow zachowania przydatnych do zycia w spoleczenstwie, kochamy,
                      pielegnujemy, pokazujemy swiat, a jak dojrzewaja, to nasze rady dla nich
                      ograniczaja sie najczesciej do slow ucz sie i to ma byc wszystko?

                      Moralnosc mlodego czlowieka nie zalezy wylacznie od rodziny... hmmm.. i dlatego
                      najlepiej odpowiedzialnosc za wychowanie wogole przerzucic na szkole, kolegow,
                      bo skoro tak malo zalezy od rodzicow? A potem miec pretensje do tych innych ?
                      Dlaczego moje dziecko cpa, pije czy ucieka z domu, ze nie wspomne o
                      zachowaniach kryminalnych.
                      I wtedy tez bedziesz uwazac, ze rodzice sa niewinni, bo przeciez zajeci,
                      rozwodzacy sie, zarabiajacy na zycie, na dziecko, a ono okazuje sie takie
                      niewdzieczne? Taa to szkola winna, to koledzy...
                      -------------
                      moze z wiekiem czlowiek staje sie tez wiekszym pesymista
                      ------------

                      Alez ja nie jestem pesymistka, tylko przestalam byc mlodzienczo naiwna.

                      • ajmj Re: O winie ciąg dalszy. 05.07.05, 11:41
                        > Rodzice no coz,zabiegani, zajeci robieniem kariery, pieniedzy rozwodzacy sie
                        > nie sa dla nich zadnym autorytetem. Bo jakim autorytetem dla swojego dziecka
                        > moze byc czlowiek, ktory w zyciu nie postepuje zgodnie z normami przez siebie
                        > gloszonymi, lub po prostu nie ma czasu na bycie autorytetem?

                        Och, jak ja bym chciała, aby jedynym moim problemem byli rodzice, rozwodzący
                        się nawet dla innych, ale aby kochali mnie wtedy i teraz.

                        To ciekawe, uczymy dzieci jak sa male, by nie zabieraly innym zabawek uczymy
                        > tez innych wzorcow zachowania przydatnych do zycia w spoleczenstwie, kochamy,
                        > pielegnujemy, pokazujemy swiat, a jak dojrzewaja, to nasze rady dla nich
                        > ograniczaja sie najczesciej do slow ucz sie i to ma byc wszystko?

                        ta... ja miałam inny świat, który mi rodzice pokazali... Nie był piękny...

                        Przestają mnie bawić takie dysputy. Bo jest takie ogromne zło na tym świecie ,
                        a my stale ble, ble, ble.
                        Denerwuja mnie ludzie, którzy mają swoje sztywne zasady (twardogłowi), którzy
                        zachowuja się jak kiedyś - inkwizycja.
                        Ok, i jeszcze raz ok.
                        Że trzeba i nalezy mieć ten tzw kręgosłup morlany, że należy byc poprostu
                        dobrym człowiekiem, że należy nasze dzieci wychować na przyzwoitych ludzi,itp
                        Ale byc dobrym cżłowiekeim to przeciez nie oznacza doskonałym! Bo człowiek
                        stale się rozwija, błądząc-uczy się, słowa: przepraszam, wybacz sa wtedy nie
                        obce. I naprawdę wielu jest takich ludzi, którzy zmieniają się ciągle na
                        lepsze... I wierzę, ze Bóg to widzi.
                        • derena33 Re: O winie ciąg dalszy. 05.07.05, 12:04
                          > Och, jak ja bym chciała, aby jedynym moim problemem byli rodzice, rozwodzący
                          > się nawet dla innych, ale aby kochali mnie wtedy i teraz.
                          ------------------
                          Nie moja to wina ze cie rodzice nie kochali i nie kochaja.
                          Uwierz jednak,ze sa tacy co kochaja swoje dzieci.
                          -------------------
                          Bo człowiek
                          > stale się rozwija, błądząc-uczy się, słowa: przepraszam, wybacz sa wtedy nie
                          > obce. I naprawdę wielu jest takich ludzi, którzy zmieniają się ciągle na
                          > lepsze... I wierzę, ze Bóg to widzi.
                          --------------------
                          Ja tez wierze,ale zeby zbladzic i odnalezc droge potrzebny jest drogowskazsmile
                          • ajmj Re: O winie ciąg dalszy. 05.07.05, 12:56
                            Więc widzisz, ze gorsze sa rzeczy niż maz, który przestaje kochać.
                            Bo mąz to niejako obcy twórwink
                            A co powiedzieć o ludziach-rodzicach, którzy swoim dzieciom gotują gorszy los
                            niż w najgorszym horrorze? Słyszałyście zapewne o tej matce-morderczyni co jej
                            dzieci w beczkach znaleźli?
                            A o mordercach seryjnych?(gdzie tam taki mąz zdradzacz ma się porównywać do
                            wampira ze Śląska) Pedofilach?(kilkumiesięczne dzieci wykorzystywane przez
                            psycholi) A o chorobach, które dziesiątkują ludność? To jest prawdziwy horror,
                            to jest ból i cierpienie.
                            A tu nienawidzi się faceta bo śmiał odejść, choć uczciwy i winnę bierze na
                            siebie. Faceta, który kocha dzieci i jest DOBRYM ojcem. Faceta, który zostawia
                            wszystko (majątek)w ramach zadośćuczynienia swojej żonie, który nie uchyla się
                            od obowiązków łożenia na swoje kochane dzieci. podczas małżeństwa nie bił zony,
                            nie pił lecz jedynym jego grzechem jest to, iż pokochał inną kobietę. Ale
                            właśnie takiego się gnoi najlepiej, bo bazuje się na jego wyrzutach sumienia. I
                            wiele Kobiet zostawionych ma jedyny cel: Bo ja mu pokażę i tej jego kurwi. teżwink
                            • derena33 Re: O winie ciąg dalszy. 05.07.05, 13:05
                              A tu nienawidzi się faceta bo śmiał odejść, choć uczciwy i winnę bierze na
                              > siebie. Faceta, który kocha dzieci i jest DOBRYM ojcem. Faceta, który
                              zostawia
                              > wszystko (majątek)w ramach zadośćuczynienia swojej żonie, który nie uchyla
                              się
                              > od obowiązków łożenia na swoje kochane dzieci. podczas małżeństwa nie bił
                              zony,
                              >
                              > nie pił lecz jedynym jego grzechem jest to, iż pokochał inną kobietę. Ale
                              > właśnie takiego się gnoi najlepiej, bo bazuje się na jego wyrzutach sumienia.
                              I
                              ------------------------

                              Ale wskaz mi tu w tym watku gdzie taki biedny nieszczsnik wystepuje?



                              • ajmj Re: Do Deerena 05.07.05, 13:14
                                w tym wątku moze i niewink Lecz w życiu pełno takich.
                            • ajmj Re: O winie ciąg dalszy. 05.07.05, 13:10
                              Więc na zakończenie (Moje). Zdrada jest złem. Lecz ja nie wrzucę do tego samego
                              worka wszystkich zdradzających, ponieważ zalezy to od motywu jakimi zdradzający
                              sie kierował, zalezy jaki m on jest człowiekiem. I nie mówmy, ze My bysmy
                              nigdy czegos tam nie zrobiły - bo idee sa szczytne, lecz życie nieraz pisze nam
                              inny scenariusz, nie koniecznie taki jak bysmy tego same chciały i jaki jest
                              zgodny z naszymi moralnymi zasadami. Więc NIGDY nie mozna mówić NIGDY.
                      • poxywka Re: O winie ciąg dalszy. 05.07.05, 13:06
                        moze nie mlodzienczo naiwna ale zgorzkniala; i przekonana, ze wystarczy
                        odwrocic sie od tych, ktorzy maja zle wzorce aby naprawic swiat; co zrobisz gdy
                        mimo wpojonych zasad Twoje dziecko popelni blad ? poczujesz, ze cale Twoje
                        wychowanie poszlo na marne ? stwierdzisz, ze Twoje dziecko jest zle i lepsze
                        nie bedzie? psychlogia jako nauka nie istnieje dlatego, ze wystarczy komus
                        powiedziec 'nie kradnij'; to niestety bardziej skomplikowane

                        swoje dziecko wychowam najlepiej jak potrafie i na pewno w poszanowaniu dla
                        innych - tych 'lepszych' i 'gorszych'

                        pozdrawiam
                        poxywka

                        -
                        • derena33 Re: O winie ciąg dalszy. 05.07.05, 13:24
                          co zrobisz gdy
                          >
                          > mimo wpojonych zasad Twoje dziecko popelni blad ? poczujesz, ze cale Twoje
                          > wychowanie poszlo na marne ?


                          Moje dziecko mimo mlodego wieku, popelnilo wiele bledow w swoim krotkim zyciu.
                          Nie sadze bys mi pozazdroscila moich zmartwien i klopotow z nim zwiazanych i
                          obys nigdy nie musiala plakac nad zyciem swojego dziecka i nie szukala winy w
                          sobie.
                          • poxywka Re: O winie ciąg dalszy. 05.07.05, 17:32
                            >Moje dziecko mimo mlodego wieku, popelnilo wiele bledow w swoim krotkim zyciu.
                            > Nie sadze bys mi pozazdroscila moich zmartwien i klopotow z nim zwiazanych i
                            > obys nigdy nie musiala plakac nad zyciem swojego dziecka i nie szukala winy w
                            > sobie.
                            obym nie musiala ale tego niestety nie moge byc pewna; wiem z wlasnego
                            doswiadczenia, ze sluchanie rad matki wychodzilo mi dosc slabo; swego czasu
                            mialam pretensje do niej za to jaka jestem, ale to bez sensu; nie szukaj winy w
                            sobie; pewne wartosci matka mi przekazala pewne wyksztalcilam samodzielnie -
                            tyle ze pozniej - i to glownie jako nauke z doswiadczenia ktore kosztowalo; mam
                            takie przekonanie, ze doswiadczenia, ktore ucza kosztuja sporo; zle jesli placi
                            za nie ktos jeszcze ale ja pewnie place za doswiadczenia innych i tak sie
                            toczy; niestety rodzimy sie z pewna osobowoscia, sklonnosciami, temperamentem i
                            czasu trzeba aby je poznac, oblaskawic i wyjsc na czlowieka; odkad uznalam, ze
                            popelnilam x blednych wyborow codziennie lecze sie z poczucia winy wobec
                            wlasnego zycia; bo to poczucie nie daje sily lecz pograza; nauczylam sie
                            wybaczac co przynosi taaaka ulge; kiedys mnie ten problem zzeral;
                            pozdrawiam
                            poxywka
                          • ajmj Re: O winie ciąg dalszy. 05.07.05, 17:46
                            derena33 napisała:

                            >>
                            > Moje dziecko mimo mlodego wieku, popelnilo wiele bledow w swoim krotkim
                            zyciu.
                            > Nie sadze bys mi pozazdroscila moich zmartwien i klopotow z nim zwiazanych i
                            > obys nigdy nie musiala plakac nad zyciem swojego dziecka i nie szukala winy w
                            > sobie.


                            *Pierwszy raz napisałaś tak, ze pomyślałam o Tobie jako o dobrym, współczującym
                            człowieku...
                            Obyś miała więcej uśmiechu w swoim życiu i spróbowała popatrzec nieraz na świat
                            innymi oczyma... Nie tylko w kolorach czarno-białych.
          • nangaparbat3 do Dereny w kwestii technicznej 04.07.05, 16:59
            A skąd Ty wiesz, kto zdradza, a kto nie????????????????????????
            • derena33 Re: do Dereny w kwestii technicznej 04.07.05, 19:46
              patrz wyzej
              • nangaparbat3 Re: do Dereny w kwestii technicznej 04.07.05, 20:06
                Przepraszam, nie widziałam, ze to tak nisko wyskakuje, stąd dwa razy pytam o to
                samo.
        • virtual_moth Re: O winie ciąg dalszy. 04.07.05, 13:47
          Moim zdaniem zamiana ról (ze zdradzającego na zdradzającą) w żaden sposób nie
          zmienia mojego odbioru historii tego typu. Zdrada, czy brak chęci do naprawy
          rodziny jest moim zdaniem czynem złym, niezależnie od plci. Żenski czy męski
          katalizatorek jest w moich oczach osobą również kulawą moralnie. A facet -
          katalizatorek wywołuje u mnie nawet większe odruchy wymiotne niż babka. To po
          prostu osobnik słaby, kóry nie jest w stanie bez całej tej trampoliny flirtu
          czyli "pocieszania" nawiążac bliższych stosunków z kobietą. Trudniej zdobyć
          zainteresowanie kobiety pewnej siebie i szczęsliwej niż tej, która jest
          załamana swoim nieudanym związkiem. Taki facet to po prostu minimalista.

          I tak kobieta, która zdradza, jest dla mnie tak samo godna potępienia jak
          facet. Kiedyś tu na forum rzuciłam się na pewną laskę, która jeszcze przez
          złożeniem pozwu rozwodowego (powody typu nieopuszczanie deski i rutyna w
          związku) marzyła o tym, aby serwisant jej sprzętu komputerowego wziął ją na
          kolanauncertain Pisała posty typu "ach, jak bym chciała aby mnie pocałował" itepe. Do
          tego miała dziecko w wieku mojego i myślałam, że ją na strżepy rozerwę, mimo że
          niedługo miała awansować na exiarę. Skończyło się tym, że sama dostałam łomot
          na forum, bo przecież kobieta miała prawo do szczęścia. Nikt jakoś nie przejął
          sie tym, że powody złożenia przez nią pozwu są co najmniej infantylne.

          Poza tym zgadzam się z dereną.

          Pzdr


    • ajmj Re: O winie ciąg dalszy. 04.07.05, 07:38
      Nie powinnaś czuc sie winna. Choc wiem jakie to trudne... Ja sama obwiniałam
      sie dość długo - za wszystko. Lecz teraz przestałam. I zaczynam przestwac
      martwic sie tym co mówia inni o mnie, moim postępowaniu, moim zyciu. A wiesz
      dlaczego? Bo dlatego, ze jak było mi źle TYLKO moja przyjaciólka wyciągneła do
      mnie rękę i mi pomogła. Rodzina, ludzie mają zazwyczaj innych problemy w tyłku,
      potrafia tylko obgadywać i "DOBRZE" radzić. Przynajmniej tak było w moim
      przypadku. A to jest tylko moje zycie, które mam JEDNO. I zamierzam byc
      szczęsliwa. I mam teraz ja w tyłku gadanie obcych ludzi, którzy jak przyjdzie
      co do czego to mi przysłowiowej kromki chleba nie dadzą. Dobro dzieci. Ile razy
      myślałam o swoim synu. Czy byłby bardziej szczęśliwy jeśli chowałby sie w
      pełnej rodzinie? Myslę, ze może. Teraz tez jest szczęsliwy, choc właśnie może
      właśnie z tatą i mamą byłby bardziej... Czy ja byłabym szczęsliwa? NIE. Czy
      dzieci rosna i w końcu odchodzą z domu? TAK. Zakładają swoje rodziny, a my
      mając 40-50 lat zostajemy z facetami, którzy nas krzywdzili i których przede
      wszystkim nie kochamy. No cóz. Wspaniała perspektywa. Ja byłam więc egoistką i
      wybrałam co wybrałam. I nic komuś do mojego i Twojego magdmaz życia...
    • nangaparbat3 Rzucanie kamieniem 04.07.05, 17:40
      Jakoś mnie nie smieszy to rzucanie kamieniem, co podobno zartem, lecz nie do
      końca.
      Za to troche mnie smieszy śmiertelnie powazny stosunek do seksualnej zdrady,
      tak jakby to było cos najważniejszego na świecie. Hmmm Może gdybym była teraz
      namietnie zakochana, czułabym inaczej. Pewnie tak, szkoda, ze nie jestem.


      Jako zywo nigdy nikogo nie zdradziłam (choc - nie wyprę się - marzyłam czasem o
      tym), kiedy jednak czytam posty Dereny i Virtual, w pełni identyfikuję sie z
      tymi, co grzeszą. Nadmiar moralizatorstwa chyba moralnosci nie sprzyja.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka