Dodaj do ulubionych

żeby polubić trzeba znać, żeby nie lubić

11.07.05, 17:00
w innym wątku natknęłam się na wielką prawdę, że macocha nie może pisać iż
lubi dzieci M, bo ich nie zna, nie ma z nimi kontaktu. to co - ma je nie
lubić???
jak napisze, że żywi sympatię, to też będzie dialektycznie niesłuszne.
jak napisze, że są jej obojętne, to pewnie niszczy kruche relacje dzieci z
ojcem.

PS: to były przemyślenia na temat dyskusji pomiędzy mikawi i megan.
PS: mikawi - ja wierzę, że ty lubisz te dzieci, nawet bez powodu wink
Obserwuj wątek
    • jayin Re: żeby polubić trzeba znać, żeby nie lubić 11.07.05, 17:25
      Ja tak z doskoku, bo dopiero z trasy wróciłam.

      lilith76 napisała:
      > w innym wątku natknęłam się na wielką prawdę, że macocha nie może pisać iż
      > lubi dzieci M, bo ich nie zna, nie ma z nimi kontaktu. to co - ma je nie
      > lubić???

      Nie wiem jak tam szła ta dyskusja... Ale.. Pozwolę sobie się nie zgodzić z tym, że nie można kogoś lubić, bo się go nie zna, więc "niby jakie podstawy do lubienia??". Oczywiście, że można lubić. Albo nie lubić. Na podstawie tego co się: słyszy, czyta, słucha. Jak najbardziej to lubienie i nielubienie nie jest wtedy wymierne w sensie takim, że lubimy, bądź nie lubimy osoby, jaka nam się jawi na podstawie jakichś informacji. Ale każdy z nas ustawia się w pewnej pozycji do tego co wie na temat czyjś - mimo, że go nie zna i automatycznie odnosi się do tych informacji, a zatem i do osoby pośrednio - z konkretnym nastawieniem - pozytywnym lub nie. Czy to znajomi znajomych, czy nigdy nie widziana ciotka z USA, czy np. pisarz jakis, czy muzyk - których nie znamy, a o ktorych slyszymy, widzimy na zdjęciach - i wyrabiamy sobie w ten sposób opinię o nich - nawet mimowolnie.

      Nie można być NEUTRALNYM / obojętnym w przypadku gdy kogoś nie znamy osobiście, ale wiemy o nim to i owo. Pomijając to, czy to co wiemy jest prawdą, czy też nie. Wtedy real nam konforntuje później i tak to nastawienie.

      Ja bardzo polubiłam syna Osobistego od początku, mimo, ze go wtedy nie znałam.
      Właśnie dlatego, że to co Osobisty o nim opowiadał mi - stworzyło mi w głowie obraz osoby, którą w realu bez problemu bym również bardzo polubiła.

      Tak to chyba działa.

      I nie sadzę, żebym brała poważnie teksty czyjeś o tym, że mi NIE WOLNO lubić, albo nie lubić kogoś (np. syna J) - bo go nie znam. Jak najbardziej mogę. To moja sprawa wink A jak te lubienia i nie lubienia konfrontowane są z rzeczywistością - to już inna bajka. I ja raczej na to nie mam wpływu. Chociaż oczywiście łatwiej jest potem w realu pozytywnie podchodzic do osoby, ktorą się "zdalnie" polubiło, niz gdyby się jej nie znosiło juz od początku "wirtualnie".

      pozdr.

      J.
    • megan58 Re: żeby polubić trzeba znać, żeby nie lubić 12.07.05, 08:32
      Lubisz wobrazenie, Obraz człowieka jaki sobie stowrzyłas na podstawie
      opowiadan - natomiast trudno powiedziec czy lubisz tego człowieka naprawde
      takim jak on jest.
      • megan58 Re: żeby polubić trzeba znać, żeby nie lubić 12.07.05, 08:43
        Do tego trzeba z nim byc przebywac , spedzac czas, trzeba go poznac.. A poznaje
        sie nie tylko w zabawie ale i chorobie.,zmartwieniu ..
        Sa Tu macochy ktore naprawde znaja i maja dobry kontak z dziecmi, sa macochy ,
        ktore znaja - na zasadzie wspolnej własnie zabawy a sa takie ktore nie znaja..
        Jesli ja pocztam o kims - to moge powiedzie pododba mi sie osbowisc - ciekawa
        jaka była w zyciu - czy bym ja lubiła. Tak wydaje mi sie ze lubie..
        A w wielu sytuacjach okazuje sie ze jednak to nie ta ososba..
        Dlatego uwazam ze jesli sie kogos nie zna - nie przebywa sie z nim- spedziło
        sie z Nim w ciagu zycia 2-3 dni i to w roxzerwaniu - to trudno powiedziec czy
        sie go lubi - mozna byc pozytywnie nastawiony . Natomiast lubi to dla ,mnie za
        mocne stwirdzenie....
        Ale Wy mozecie lubic nie znajac.. Ale czy aby na pewne lubiceic tego
        człowieka???
        • jayin Re: żeby polubić trzeba znać, żeby nie lubić 12.07.05, 08:59
          megan58 napisała:
          > Ale Wy mozecie lubic nie znajac.. Ale czy aby na pewne lubiceic tego
          > człowieka???

          Megan, to już zahacza o czystą semantykę. Lubić, nie lubić, pozytywnie się nastawiać itd... Można długo dyskutować o tym jak kto rozumie sens słowa "lubić" i zawsze będzie ciężko osiągnąć konsensus. Chyba, ze na potrzeby np. forum stworzymy jeden jedyny wspólny słownik/encyklopedię i wg niego będziemy się dostosowywać do określania pewnych uczuć, odczuć czy zachowań, żeby dla każdego było jasne O CO NAM CHODZI. Ale czy jest sens?
          smile
          • megan58 Re: żeby polubić trzeba znać, żeby nie lubić 12.07.05, 09:02
            No tka - ale zgodzisz sie , ze stwierdzeni lubie kogos - a jestm pozytywnie
            nastawion ama roznice . Przynajmniej dla mnie.
            Jesli lubie kogos- to lubie całos - akceptuje i słabosci i moznece stronyu
            itd.. A ciezko o kims tak powiedziec jak sie nie zna jego zachowan , badz nza
            tylko z prasy..
            To tak jak z miłoscia nastolatek do aktorów..
            • jayin Re: żeby polubić trzeba znać, żeby nie lubić 12.07.05, 11:35
              megan58 napisała:

              > No tka - ale zgodzisz sie , ze stwierdzeni lubie kogos - a jestm pozytywnie
              > nastawion ama roznice . Przynajmniej dla mnie.
              > Jesli lubie kogos- to lubie całos - akceptuje i słabosci i moznece stronyu
              > itd.. A ciezko o kims tak powiedziec jak sie nie zna jego zachowan , badz nza
              > tylko z prasy.. To tak jak z miłoscia nastolatek do aktorów..

              Oczywiście. Ale dla mnie POZTYWNE NASTAWIENIE jest po prostu przychylnym patrzeniem na kogoś, na to co robi - nawet jak się go nie zna. Może być preludium do polubienia. Jak najbardziej. O tym, czy kogos polubimy decyduje nastawienie emocjonalne - lubimy, gdy angazujemy sie w cos mocniej. A przychylnosc to dosc płytkie - w sensie zaangazowania się emocjonalnego - uczucie. Jak dla mnie wiec - dziecko partnera MOŻNA polubić, nawet jak się go nie zna. Oczywiscie mozna byc tylko przychylnie nastawionym, ale JESZCZE nie lubic - chociaz tu granica jest płynna. MOŻNA polubić, gdy: nastawienie emocjonalne jest głębsze od "przychylności" - czyli w pewien sposob angazujemy sie mocniej w tą osobę (dziecko) np. poprzez rozmowy o niej z jego ojcem/matką, interesujemy się jego osiągnięciami/porażkami, staje się nam w jakis sposb bliska poprzez związek z jego rodzicem, a ponadto te wiadomosci na podstawie ktorych "wiemy, ze lubimy" - są na tyle w naszych oczach (uszach?smile pewne i prawdziwe - bo pochodzące od najblizszych dziecku osob - czyli rodzicow - że mozemy uznac je za realną podstawę naszych odczuc co do tego dziecka.

              Przynajmniej mi się tak wydaje i u mnie tak to działa.

              Milosc do aktorow to inna bajka - wiadomosci na ich temat jakie posiadaja nastolatki sa w glwonej mierze efektem marketingu (info, zdjęcia itd.) i nie pochodzą ze źrodel "bezposrednich" (z wyjątkami). Dlatego wtedy ten wymiar "milosci" jest zupelnie mnie realny, niz lubienia dziecka partnera.

              pozdr.

              J.
            • magdalens Re: żeby polubić trzeba znać, żeby nie lubić 12.07.05, 20:13
              co za bzdura gdzie ty się uchowałaś chyba na pustyni, gdzie przebywałaś z dwoma
              osobami które poznałaś na wskroś i dopiero po 20 latach życia mogłaś
              stwierdzić, że znasz go wystarczająco żeby powiedzieć że go lubisz czy też nie.
              Dziewczyno przecież o takim poznaniu drugiej osoby można mówić kiedy się z taką
              osobą mieszka a te setki osób które znasz z którymi rozmawiasz widzisz w
              telewizji itd co o nich już nie można stwierdzić że się ich za coś tam lubi
              albo wogóle się ich lubi. Nie mogę mówić mojej koleżance wieloletniej że ją
              lubię bo nie byłam z nią w zdrowiu i chorobie ? Dziewczyno o czym ty mówisz???
              I powiedz mi jeszcze jaką szansę ma macocha na poznanie takiego pasierba skoro
              eks zazwyczaj broni się od ich kontaków rękami i nogami, żeby się przypadkiem
              nie wydało że kurcze ta nowa Pani co jest z moim tatą nie jest taką wiedźmą jak
              mówi mama i mi oczu nie wydłubie jak ją spotkam.
              • megan58 Re: żeby polubić trzeba znać, żeby nie lubić 13.07.05, 09:10
                Nie mieszka- ale porzynajmniej spotyka i przebywa przez jakis czas.. Widac
                lubienie ma dla kazdego inne znacznie. Sa ludzi ktorzy lubia i nie lubia co
                chwila sa tacy ktorzy podchodza ostroznie do takich wyzana i maja one dla nich
                jakies znaczenie.
      • e_r_i_n Re: żeby polubić trzeba znać, żeby nie lubić 12.07.05, 09:15
        Nie mowimy ogolnie o ludziach, tylko o dzieciach.
        A wg Virtual, dzieci nie mozna nie lubic - bo nawet jesli sie zle zachowuja,
        to dlatego, ze taki etap rozwoju maja. Tak wiec kazda macocha z gory zaklada,
        ze dzieci swojego meza lubi.
        • jayin Re: żeby polubić trzeba znać, żeby nie lubić 12.07.05, 11:45
          e_r_i_n napisała:

          > Nie mowimy ogolnie o ludziach, tylko o dzieciach.
          > A wg Virtual, dzieci nie mozna nie lubic - bo nawet jesli sie zle zachowuja,
          > to dlatego, ze taki etap rozwoju maja. Tak wiec kazda macocha z gory zaklada,
          > ze dzieci swojego meza lubi.

          W życiu...wink
          Ja znam wiele dzieci. Rodzinnych i obcych. I nie ma znaczenia, czyje są. Niektóre są świetne, inne są okropne. Tu nie ma nic do rzeczy ich wiek. Biorę poprawkę na "kryzysy dorastania" i "efekty przedszkolne" - ale i tak na jedno wychodzi. Są dzieci, które te "garby wieku" w postaci drażliwości, złosci, anarchii, negacji itd. znoszą inaczej niż ich rowiesnicy. Lżej i potrafią łatwiej "podporządkować" się dorosłym mimo wszystko - w sensie wychowania i zachowania. To już jest kwestia charakteru. "Uroki dojrzewania" i inne po prostu pewne rzeczy wyolbrzymiaja na pewien czas. I tyle.

          A obowiązku lubienia nie ma. I nie rozumiem tych wołań o pomstę do nieba, jeśli ktoś nie lubi dziecka jakiegoś. Co to w ogóle za zdalne sterowanie czyimiś uczuciami i nakazy odgórne kogo lubić a kogo nie?...wink

          Lubisz, to lubisz. Nie, to nie. Lubienie na siłę, albo "bo tak wypada" mija się z celem.
          Więc po co ta afera.
          • capa_negra Re: żeby polubić trzeba znać, żeby nie lubić 12.07.05, 12:24
            A ja od dawna wiem i się do tego przyznaje, że córke meza lubie " od pierwszego
            wejrzenia" i gdyby była tu na miejscu w PL to bylybyśmy przyjaciółkami.

            Na tomiast syna męza nie lubie - tak na oko od trzeciego wejrzenia.
            Nie będe się rozpisywac dlaczego - nie chodzi w tym jednak o kontakty na lini
            macocha - dzieci męza, tylko o tematy "powszechne" i ogólno ludzkie"
          • nangaparbat3 Re: żeby polubić trzeba znać, żeby nie lubić 12.07.05, 20:41
            jayin napisała:
            >
            > A obowiązku lubienia nie ma. I nie rozumiem tych wołań o pomstę do nieba,
            jeśli
            > ktoś nie lubi dziecka jakiegoś. Co to w ogóle za zdalne sterowanie czyimiś
            ucz
            > uciami i nakazy odgórne kogo lubić a kogo nie?...wink
            >
            > Lubisz, to lubisz. Nie, to nie. Lubienie na siłę, albo "bo tak wypada" mija
            się
            > z celem.
            > Więc po co ta afera.

            Może obowiązku lubienia nie ma, ale na pewno jest zakaz nielubienia. W pewnych
            relacjach nielubienie kogoś po prostu szkodzi, na przykład nauczyciel
            nielubiący ucznia, lekarz nielubiacy pacjenta, fryzjerka nielubiaca klientki -
            jak bys sie czuła na miejscu tych nielubianych? Fryzjerkę czy lekarza można
            zmienić, nawet nauczyciela, ale macochę?
            I ja mam taki zawód, że jak nie lubie - porażka. Tak bywa. Nauczyłam sie nie
            nie lubić - i to jest mozliwe tylko przez poznanie. Nie zmuszam się, żeby
            polubić kogoś - to oczywiście brednia i niemozliwe. Ale staram się patrzeć na
            niego okdładając na bok moje uprzedzenia, być świadomą, czy to, co mnie w nim
            drażni, to jego czy moze raczej mój problem, staram sie spojrzeć na świat z
            jego strony - i wiesz, praktycznie nie ma osoby, której by tak patrząc nie dało
            sie polubić. Oczywiście wymaga to pewnego wysiłku uwagi przede wszystkim, i
            czasami brak mi cierpliwości, a czasem ktoś dokuczy mi tak bardzo, że nie mam
            ochoty ani zamiaru - ale wiem, ze to moja decyzja.
            Dziecko czy nastolatek w konfrontacji z dorosłym zawsze jest tym słabszym (no
            chyba ze nie jest, wtedy ten dorosły powinien coś zrobić ze swoim zyciem, bo to
            ewidentny sygnał, ze jest źle), wiec na dorosłym spoczywa odpowiedzialność za
            jakość relacji. I tyle.
            • jayin Re: żeby polubić trzeba znać, żeby nie lubić 12.07.05, 21:21
              Jasne, że są takie zawody i układy, w których NIE MOŻNA nie tyle nie lubić, ile afiszować się z tym uczuciem. Bo szkodzi i nie pozwala na właściwe wykonywanie zawodu.

              Ale o ile nauczycielka/fryzjer/lekarz mają "z urzędu" kontakt z dziećmi np. i charakter zawodu wymusza na nich pewne zachowania i odkładanie na bok emocji wobec ucznia/klienta/pacjenta - to jednak NIE WIERZĘ, żeby nie trafiało się im nie lubić któregoś z tych swoich "podopiecznych". Po prostu nie uzewnętrzniają tego. A i to nie zawsze.

              W przypadku macochy jednak NIE MA nakazu przebywania z dziećmi - ani zajmowania się nimi - więc kwestia nielubienia jest dużo bardziej lajtowa. Mają większą swobodę w rozporządzaniu swoimi uczuciami w tym temacie. I tyle.

              Oczywiście - dorosłość zobowiązuje do wielu rzeczy - jak na przykład do pewnej dojrzałości w stosunkach dorosły-dziecko i odkładanie na bok jakichś tam uczuć złych, gdy właściwie dziecko niczemu nie zawiniło, a nawet bycie ponad jakieś dziecięce wybryki i ekscesy - i wykazywanie się taką "dorosłą mądrością" i dystansem do wielu spraw związanych z dziećmi (cudzymi/swoimi) jest jak najbardziej pożądana - i DOBRZE by było, gdyby tak zawsze było. Co nie znaczy że TRZEBA zmuszać wszystkich do jej stosowania. Potrafię sobie jednak wyobrazić, że macocha też człowiek i do ideału daleko. Nerwy ponoszą czasami, ludzkie zwykłe niechęci, złości itd. też mogą się zdarzyć- czasem wbrew woli i chęciom. Więc może nie lubić jeśli nie potrafi ani polubić, ani być neutralna, bo coś w zachowaniu dziecka jej "nie leży", albo drażni. Nie ma na świecie robotów (chyba?smile, które potrafią sobie zaprogramować odczucia i uczucia co do joty - i założyć, że "od dziś w nieskończoność lubię wszystkie dzieci, a conajmniej jestem neutralna i mnie nie ruszy nic, nie będę źle reagować na jakies sytuacje, ani na dzieci". Pięknie. Ale nierealnie.

              Oczywiście jeśli niechęć do dziecka jest bezpodstawna - np. "no, bo JEST" i tyle - to wg mnie jest paranoja lekka i lepiej się jej pozbyć. Ale dajmy każdemu prawo do własnych emocji. Ja odczuwam coś tak, ty inaczej, inni jeszcze zupełnie na odwrót.

              I nie zgodzę się, że dziecko, czy nastolatek jest w konfrontacji z dorosłym zawsze tą słabszą stroną. Nierzadko bywa wręcz przeciwnie. Choćby z racji tego (sytuacja: macocha-dziecko), że dziecko nie ma żadnych "zobowiązań" wobec tej obcej osoby, nie podlega jej "jurysdykcji"smile i nie czuje obowiązku do tolerowania jej odczuć, czy próśb, czy uwag. A gdy jeszcze w przypadku nastolatków dojdzie do tego "własne zdanie" i pewne cechy charakteru - wtedy łatwo o zmianę ról w tych konfrontacjach.

              Dziecko - dzieckiem. Pewną pobłażliwość i wyrozumiałość trzeba mieć. Bo młodsze, niedoświadczone, nie poradzi sobie z emocjami tak jak dorosły (chociaż bywają wyjątki). Najlepiej, gdy wiąże się to z pozytywnymi relacjami z dzieckiem. Ale wszędzie są granice. I każdy ma je w inny miejscu. Jedni mają alergię nawet na swoje dziecko, inni wołają "Wszystkie dzieci nasze są!". A pomiędzy nimi cała gama różnych zachowań.
              • nangaparbat3 Re: żeby polubić trzeba znać, żeby nie lubić 12.07.05, 22:42
                W przypadku macochy jednak NIE MA nakazu przebywania z dziećmi - ani zajmowania
                się nimi - więc kwestia nielubienia jest dużo
                bardziej lajtowa. Mają większą swobodę w rozporządzaniu swoimi uczuciami w tym
                temacie. I tyle.

                Ma swobodę, zawsze sie ją ma. Ale nikt nikomu nie każe brac sobie dzieciatego
                chłopa. A jeśli tak sie stalo, to warto pamietac, ze on to dziecko raczej kocha
                (jak nie, to juz naprawdę nie ma co sie z nim zadawać). wiec jesli ktoś jest
                tak ważną, bliską osobą dla kogoś, kogo kocham, a ta osoba jest taka dla niego,
                głupio po prostu dawac sobie zgodę na "nielubienie". I oczywiscie zdarzaja sie
                rodzone matki, które nie lubia własnych dzieci, o wiele częściej sie zdarzają,
                niz nam sie zdaje - ale my tu nie mówimy o tym, co jest, ale co powinno być.
                • jayin Re: żeby polubić trzeba znać, żeby nie lubić 12.07.05, 22:51
                  nangaparbat3 napisała:


                  > Ma swobodę, zawsze sie ją ma. Ale nikt nikomu nie każe brac sobie dzieciatego
                  > chłopa. A jeśli tak sie stalo, to warto pamietac, ze on to dziecko raczej kocha(jak nie, to juz naprawdę nie ma co sie z nim zadawać). wiec jesli ktoś jest tak ważną, bliską osobą dla kogoś, kogo kocham, a ta osoba jest taka dla niego,głupio po prostu dawac sobie zgodę na "nielubienie".

                  Oczywiście, że głupio. Też o tym pisałam, że jeśli od razu "nie lubimy" dzieci tylko za to, że SĄ, to bez sensu to jest. Ale jeśli zrazimy się do dzieci w jakis sposob - odczuwalny dla nas - to dużo trudniej ZMUSIĆ się do wykazywania pozytywnego nastawienia, a juz tym bardziej lubienia. Muru Chińskiego nie przeskoczysz. Jeśli kogos nie lubisz, to nie lubisz. Można starać się o polubienie, lub chociażby neutralność, ale po pierwsze NIE MA takiego obowiązku, po drugie NIE ZAWSZE się to udaje, nawet jeśli są chęci, a po trzecie - i tak każdy jak sobie pościele tak się wyśpi. Niechęć do dzieci odbije się w końcu w jakiś tam sposób zawsze nanas samych. I odwrotnie. Niechęć dzieci do nas - też wpływa negatywnie na większosći spraw związanych z "układami wielorodzinnymi".

                  > I oczywiscie zdarzaja sie rodzone matki, które nie lubia własnych dzieci, o wiele częściej sie zdarzają, niz nam sie zdaje - ale my tu nie mówimy o tym, co jest, ale co powinno być.

                  No, właśnie ja myślałam, że mówimy o tym JAK JEST...;=) I że w zwiazku z tym każdy ma prawo mieć te ludzkie słabości, jeśli nie umie ich zwalczyć to wcale nie jest przez to jakimś podgatunkiem człowieka. I tyle. Nie lubi - to nie. Może się starał polubić, może nie. Nie wyszło. Trudno. Ma udawać?

                  Bo JAK POWINNO być - to już pewnie łatwiej byłoby dojść do porozumienia wszystkim nam. Jednomyślnie wręcz. Że powinno być jak najlepiej. Że faceci są OK, płacą alimenty i zarabiają majatek na obie rodziny, że kobiety są wyrozumiałe, boskie i zadowolone z życia, a dzieci lubią swoich ojczymów i macochy - z wzajemnością.

                  Tylko, że mi się wydaje, że mimo wszystkich naszych starań itak to pozostaje w sferze utopii. Niestety. Wolałabym, żeby świat był ładny i zgodny, no ale... Jest jak jest. Starajmy się to zmieniać, ale żeby UDAWAĆ i NA SIŁĘ? To kompletnie nie ma sensu. Po prostu.
                  • nangaparbat3 Re: żeby polubić trzeba znać, żeby nie lubić 15.07.05, 00:21
                    Starajmy się to zmieniać, ale żeby UDAWAĆ i NA SIŁĘ? To kompletnie
                    > nie ma sensu. Po prostu.
                    >
                    Nigdy ani przez chwilę nie domagałam sie, zeby UDAWAĆ. Akurat w tej sprawie
                    zgadzam sie w 100%. Udawanie innych uczuć prowadzi tylko do nieszczęść, nie mam
                    co do tego wątpliwości. Ale to nie znaczy, ze w porządku jest nakręcanie
                    własnej niecheci, złości etc. Kiedy czytam niektore posty o pasierbach, aż
                    cierpnę. Miewałam czasem wrażenie, ze pielegnuje sie nichęc do dzieci - to
                    oczywiście pojedyncze przypadki, ale sie zdarzają. I to nie jest w porządku.
                    Ale przede wszystkim chciałam w tym wątku podkreślic coś, o czym wielokrotnie
                    sama sie przekonałam ( a z racji zawodu i wieku miałam mnóstwo okazji) - im
                    lepiej kogoś znamy, tym trudniej jest go nie lubic, nawet jesli wiele mozna mu
                    zarzucić. Przez "poznawanie" rozumiem sytuacje, w której dystansujemy sie od
                    własnych fantazji i uprzedzeń co do tej drugiej osoby. Właśnie to jest istotą
                    sprawy, i tym można kierować, jesli tylko sie chce.
    • mikawi Re: żeby polubić trzeba znać, żeby nie lubić 12.07.05, 12:14
      lubię dzieci M. z założenia, bo: po pierwsze to są dzieci a ja lubię dzieci smile,
      po drugie są to dzieci mojego M., po trzecie - jakiż miałabym mieć powód żeby
      ich nie lubić? pewnie, że może gdybym je miała na codzień i okazało się że ich
      zachowanie jest nie do wytrzymania (było parę postów o tym) uznałabym że mnie
      irytują, nie pochwalam takiego zachowania, ale czy nie lubię... wkurza mnie jak
      syn sąsiadki bawiąc się na balkonie wydziera się w niebogłosy o siódmej rano w
      niedzielę, ale dzieciaka bardzo lubię bo jest przefajnym chłopcem.
      • natasza39 Re: żeby polubić trzeba znać, żeby nie lubić 12.07.05, 20:41
        Wcale nie trzeba kogoś znać, żeby go lubić, albo nie lubić.
        Ludzi lubimy nie tylko za to czy sa dla nas, w kontakcie bezpośrednim
        sympatyczni, ale również za to co mówią, jacy są dla innych, czy mają podobne
        co my systemy wartości i wreszcie... ale to już jest moje osobiste kryterium,
        czy sa mądrzy czy głupi. Osobiscie głupków nie lubię i jest to ode mnie
        niezależne, niestety.
        Nawet tu na tym forum mam osoby które lubie, a których nie.
        I to, że czasem zgodzę się w niektórych watkach z moja antypatia, nie oznacza
        że ta osobę lubię.

        Ale do rzeczy....
        Widze tutaj pewna niekonsekwencję naszych forumowych "niemacoch".
        Jesli uważa się, że aby kogoś lubieć nalezy go poznać, to po co mieć pretensje
        że next nie lubia pasierbów, skoro większość ex nie życzy sobie kontaktów
        dzieci z jej następczynią.
        A z drugiej strony, jeśli większość nie zna osobiście next, to dlaczego tak jej
        nie cierpi. Może i te next to cudowne kobiety, tylko poznac sie nie dały.

        Wiem, że to przewrotne co napisałam, ale chodzi mi o to, że ja ani nie lubię,
        ani lubię dzieci mojego M. Sa mi aktualnie OBOJĘTNE.
        W przyszłości może i będę je lubiła, albo nie cierpiała, ale nie dlatego, że są
        pasierbami ale dlatego, że będą mi odpowiadali, wewntualnie nie odpowiadali
        jako ludzie.
        Inna sprawa jest to, że nawet jak nie będę któregoś trawiła, to mam zasadę, że
        po prostu z takiego człowieka unikam i tyle.
        A jak się w skończy? Zycie pokaże....
        • lilith76 Re: żeby polubić trzeba znać, żeby nie lubić 12.07.05, 21:01
          natasza, brawo ty moja królowo logiki smile
          popieram.
          • megan58 Re: żeby polubić trzeba znać, żeby nie lubić 13.07.05, 09:08
            Jedno ale , ja nigdzie nie napisałam ze macocha ma lubic dziecko - albo
            kogokolwiek...
            • natasza39 Re: żeby polubić trzeba znać, żeby nie lubić 13.07.05, 09:11
              megan58 napisała:

              > Jedno ale , ja nigdzie nie napisałam ze macocha ma lubic dziecko - albo
              > kogokolwiek...

              Drugie ale... ja nigdzie nie napisałam, że to Ty megan tak napisałaśsmile))
              • megan58 Re: żeby polubić trzeba znać, żeby nie lubić 13.07.05, 09:12
                Ale na tej postawie napisałas ze nasza logika jest niespojan. Poniewaz to ja
                naipisałam o lubieniu - wiec logika moja nie jest niespojna...
              • megan58 Re: żeby polubić trzeba znać, żeby nie lubić 13.07.05, 09:43
                Co do next .. Wiesz nie znam jej ososbicie i nie zamierzam poznawac , ale jest
                kilka czynow , ktore dokonała wobec moje ososby
                1. Guche nocne telfony ( pod koniec małzenstwa i zaraz po rozsataniu) .
                2. "omyłkowe" sms na moja komorke ...
                3. Pewne demonstracje pod moim domeme ..

                Wiesz kilka takich kwitakow i tak naprawde nie wiem czy w innych
                okolicznosciach bym ja polubiła - moze tak, Ale w tych nie chce ani lubic ani
                nie lubic. chce trzymac sie z dala...
                • magdalens Re: żeby polubić trzeba znać, żeby nie lubić 13.07.05, 10:39
                  jakoś kurcze kompletnie ci nie wierzę
                  i wydaje mi się że te rzeczy o których opowiadasz są raczej twoim dziełem wobec
                  tej kobiety bo sposób w który się wypowiadasz dokładnie o tym świadczy
                  Zresztątakie porzucone kobiety maj atendencjędo wymyslania histori które niby
                  im next robiły, opowiadają o tym i później same w to wierzą że tak jak
                  rzeczywiscie to się zdarzyło. Albo rzeczy które same robiły przypisująim i tak
                  właśnie chyba stało się z tobą . Może potrzebna jest ci pomoc specjalisty?
                  • megan58 Re: żeby polubić trzeba znać, żeby nie lubić 13.07.05, 10:47
                    Trudno dyskutowac - gdy w dyskusji kots mowi- nie wierze ci - bo nie podoba mi
                    sie twoj styl pisana - pewnie to ty jestes taka..
                    Wiesz mozna i tak. Ale wtedy rady specjaklisty to nie ja potrzebuje.

                    I z Twoim przypuszczeniami i ocenami moje ososby przez .. njo własnie - "styl
                    moich wypowiedzi" dyskutowac nie bede.
                    • megan58 Re: żeby polubić trzeba znać, żeby nie lubić 13.07.05, 10:48
                      Natomias chetnie pporozmaiwam z pania ktora to robiła- o ile znajdzie w sobie
                      tyle odwagi by nie chowac sie za plecami innych.
                      • magdalens Re: żeby polubić trzeba znać, żeby nie lubić 13.07.05, 10:58
                        megan prosze jak cię ruszyło czyżby odrobina prawdy, a może prawda kole w oczy?

                        Moja wypowiedź służyła tylko sprawdzeniu gruntu ale twoja odpowiedź tylko
                        potwierdza możliwość takiej sytuacji.

                        Megan ty masz prawo być zła i wylewać żale za swoją sytuacje ale nie musisz
                        tak walecznie uswiadamiać macochy na ich własnym forum, że robią źle że będą
                        żałować itp.

                        Może faktycznie trafiłaś na osobnika psychicznego w postaci next ale to
                        powinnaś się tylko cieszyć że twój mąż układa sobie życie z taką osobąi że to
                        życie od początku zapowiada się na koszmar - to przecież nie twoja sprawa ty
                        możesz się od niej i niego uwolnić ułożyć sobie życie według własnych zasad bez
                        koszmarków fundowanych przez ludzi których przecież "nie lubisz"

                        Daj tylko szansę własnemu dziecku na zadecydowanie kogo ono lubi a kogo nie bo
                        według twoich norm to nigdy nie będzie miało szans na normalne kontakty z ojcem
                        i macochą.
                        • megan58 Re: żeby polubić trzeba znać, żeby nie lubić 13.07.05, 11:00
                          Magdalnes - skad wiesz ze moje dzieckotakiej szansy nie ma...
                          Skad wiesz jak ukadja sie kontakty ..???
                          • magdalens Re: żeby polubić trzeba znać, żeby nie lubić 13.07.05, 11:02
                            nie wiem dlatego nie wydaje definitywnej opini
                            ale wiem napewno że od ciebie obiektywnej informacji nie dostanę
                            bo dla ciebie obiektywne jest tylko twoje myslenie a jak widzę z twoich
                            wypowiedzi ty wogóle nie dajesz szans wytłumaczenia i przedstawienia swojej
                            strony tej drugiej stronie
                            • megan58 Re: żeby polubić trzeba znać, żeby nie lubić 13.07.05, 11:08
                              Ja nie mowie macochom ,ze robia zle. To nie tak..
                              Ja chynba nie umiem przelac mysli na papier.
                              Dla mnie macocha , nie machocha, lkolezanka itd.. Kotkolwiek jak mowie lubie -
                              w jakims zwiazku kojazy sie ze znam .., akceptuje..Itd.
                              I jesli by mi np. moja kolezanka powiedziała ze lubie moja sisotre -
                              powiedzłabym ze lekko przesadza- nie dlatego ze nie zasluguje na lubienie - ale
                              dlatego ze jej nie zna. Nie umiem tego wytłumaczyc- dla mnie to jest pozytywne
                              nastawinie - jak najbardziej DOBRE!!! Ale nie moze przesadzac o efekcie
                              koncowym. Cos jak napisłam NATASZA- nie wie jak bedzie , trzeba wierzyc ze
                              dobrze ,, ale nie mozna tego powiedziec na starcie w 100%
                              • magdalens Re: żeby polubić trzeba znać, żeby nie lubić 13.07.05, 13:00
                                tzn że nigdy nikomu nie można mówić że sięgo lubi dopóki sięgo dobrze nie
                                pozan - ok. twoje podejście do życia
                                Moje jest takie że jak czuję że kogoś lubię i chcę mu czy komuś innemu o tym
                                powiedzieć to mówię - jeśli później przestanę go lubieć bo się okarze inny niż
                                sobie wyobrażałam to teżmogę mu o tym powiedzieć i koniec problemu
                        • megan58 Re: żeby polubić trzeba znać, żeby nie lubić 13.07.05, 11:02
                          Zeby było jasne nigdy nie powiedziałam , ze nie zycze sobie jej w czasei
                          spotkan.
                          Nie ingeruje kto jest w czasei spotkan ojciec dziecko.
                          • magdalens Re: żeby polubić trzeba znać, żeby nie lubić 13.07.05, 11:03
                            megan to się chwali - gratulacje
                        • megan58 Re: żeby polubić trzeba znać, żeby nie lubić 13.07.05, 11:04
                          Nie jestm zla i nie wylewam zali - nipsiałm tylko dlaczego mimo ze nie znam
                          pani next - to nnie chce jej poznac i nawet trudno mowic o lubieniu bedz nie i
                          to było raczej dla wyjasnienia ze nie ma wyłomu w logidze - co napisała
                          natasz...
                          • magdalens Re: żeby polubić trzeba znać, żeby nie lubić 13.07.05, 11:07
                            nie megan od początku piszesz że nie możliwe jest żeby next mogła lubić twoje
                            dziecko bo przecież go nie zna nie mieszka z nim nie śpi nie leczy i tysiące
                            rzeczy które robi matka - ale podstawowa informacja ona nie bedzie nigdy lubić
                            go tak jak ty bo to ty jesteś matkąi ty je kochasz ona może je lubić - lubić z
                            nim przebywać cieszyć się z tego że takie spotkania sącudownym przeżyciem dla
                            jej M że jest im razem dobrze
                            • megan58 Re: żeby polubić trzeba znać, żeby nie lubić 13.07.05, 11:11
                              Nie pisłam o moim dziecku - sadze ze ono ma jakis kontak z nia i pewnie jakies
                              relacje sa ..Czy dobre?? Ja starm sie w nie wtracac - wiem ocen zostawie im.
                              Natomisat dyskutował z Mikawi - ktora chyba nie czetso - lub bardzo zadko
                              widuje wogole te dzieci - powiem szczerze ze z tego co wyczytał to widzie je
                              bardzo zadko lub wclae.
                              Co do mojego dziecka- jesli jest z tata mysle ze jesti z ta pania. WIec maja
                              sie mozliwosc poznac i w czasie zmeczenia i w czasie zabaw i w czaei dobrego i
                              złego samopoczucia.
                            • megan58 Magdalenas 13.07.05, 11:41
                              Zarzuciłas mi wiele zecycz , ze zjied do nie wrogosca , ze jej nie lubiec- choc
                              ja npisłam cos inenego itd..
                              Napisałas ze nie daje mojemu dziecku itd.. Choc ja nigdzie nie pisąłm o moim
                              dziecku
                              I wiesz tak ja zarzuciłas mi przenoszenie - mysle ze to własnie Ty utozsamiłas
                              mnie z eks swego M...

                              Wiesz miec kontka o jakim piśłam z dzieckiem nie trzeb na stałe znim mieszkac -
                              wystarczy duzo - albo choc sredni przebywac..
                              Wyraziłamto dosc jasno i sprawy sie maiły od razu jasno było postawione ze
                              kots wogole nie makontaktu z druga ososba..
                              I pisąłm nie tylko o dziecku ale wogole o ludziach..
                              Wiec chyba to wszystko co napsiałs i te zarzuty ktore mi postaiłas wynikaja
                              bardzej z Twoich osobistych przezyc niz znajomosci mojej sytacji ..

                              Twoje tekst m, ze powinnam układac sobbie zyci - skad pewnosc ze tak nie jest??
                              Powiedz mi gdzie napisalm ze macochy beda załowac??

                              To raczej ty przenosisz na mnie swoj siwat.
                              Na tym koncze.

                              I Zycze udanego zycia smile
                              • magdalens Re: Magdalenas 13.07.05, 12:53
                                megan jeszcze raz i powoli bo nie mogę tego przeczytać

                                acha napisałam na początku postu że nie znam ciebie i nie wiem jaką masz
                                sytuacje bo ty o tym nigdy nie piszesz przynajmniej ze mną w każdym razie skoro
                                jest tak jak mówisz no to super, gratulacje zdrowego podejścia do rozstania
                                pozdr.
                                • megan58 Re: Magdalenas 13.07.05, 13:59
                                  Jakos nie moge tego znalesc.
                                  Znalazłam za to posadzenie ze kłamie + posadzenize dodatkowe ze kłamei bo
                                  powiedsziaam ze udowoadniac tego nie bede - na pewno nie na froum . Potem liste
                                  zarzutow pod pstem - dosc dziwnych bo w zaden sposob nie wpływajacych z tego
                                  co napisąlm tu w tym watku czy wogole na forum ...


                                  Jedyne z Ostatnim Twoim stweirdzenim jestaem wstanie sie z gdziec , ze inaczej
                                  pojmujemy pojcec lubie Cie .I tyle...

                                  Uwazam temat za skonczony .

                                  • magdalens Re: Magdalenas 13.07.05, 14:04
                                    Re: żeby polubić trzeba znać, żeby nie lubić
                                    magdalens 13.07.2005 11:02 + odpowiedz


                                    nie wiem dlatego nie wydaje definitywnej opini

                                    tutaj napisałam że cięnie znam i nic nie mogę o tobie powiedzieć

                                    natomiast nigdzie nie napisałam że kłamiesz tylko że jakośnie mogę ci uwierzyć
                                    a to znaczna różnica
                                    • megan58 Re: Magdalenas 13.07.05, 14:07
                                      Magdalens - wszystkie te rzeczy powiedzałas najpier - a ptem gdziez z boku
                                      napisałs to ..

                                      To tak jak kogos nies;łusznie obrazic a potem małym druczkiem napisac
                                      sprostowanie.
                                      Alle jak mowie dla mnie to nie ma znaczenia . Uznałaby za słusze jedynie
                                      zaczecie od tego .
                                      Ale jak widac na tem tema tez mamy rozne zdania .

                                      To i tak niczego nie zmieni.
                                      • magdalens Re: Magdalenas 13.07.05, 14:28
                                        megan dobrze że w tym się zgadzamy
                                        masz rację przykładam do twoich oskarżeń wobec twojej next dużo emocji bo takie
                                        same opowiadania słyszałam od koleżanek które rozmawiały z ex mojego M -
                                        opowiadały że ponoć wydzwaniałam do niej po nocach wysyłałam sms, które ona
                                        wszystkim pokazywała (oczywiście wysłane z internetu nie z mojego telefonu)
                                        twierdziła że nasze rozmowy ma nagrane tylko nie wie gdzie położyła kasetę ale
                                        jak trzeba będzie to znajdzie ( tymczasem nie romawiałam z nią od 1,5 roku a
                                        zresztą wogóle nasze rozmowy które były odbywały się w taki sposób że ona mnie
                                        wyzywała a ja mówiłam dwa słowa przykro mi i rozumiem - tyle)
                                        Czytałam wszystkie twoje wypowiedzi jeszcze raz w żadnych nie przedstawiasz
                                        swojej sytuacji, jedynie radzisz i twoje rady są dosyć zmienne przeważnie
                                        trzymasz się zdania że next nie jest potrzebna dziecku i wogóle trzeba
                                        jąodtrącićod spotkań - forum samodzielne, ale są też posty gdzie
                                        chwalisz "jedną ze swoich next" - dlatego ci nie ufam twoje zdanie zmienia się
                                        • megan58 Re: Magdalenas 13.07.05, 14:41
                                          Tak moje zdanie na temat NEXT- było tkaie w specyficzenj sytuacji gdy next jest
                                          w duzym konflikcie z eks i publkicznie wyraza sowej bardzo negatywne zdanie -
                                          Wg .moje oceny nie jest ona Konieczna..
                                          Ale przeciz zycie nie sklada sie tylko z koniecznych rzeczy iczy ludzi kotrych
                                          sa nam koniecznie..
                                          Jesli sytauacja jest bardzoe knflikotwa jestem w stanie zrozumiec kobiete ktora
                                          nie chce kontkaktu dziecka z next , ale..
                                          No własnie to nie znaczy zawsze . Po prostu w takim konflikcie i sytuacji
                                          kryzysowej trzeba zapewnic dziecku to co konieczne - a co jest
                                          konieczne .kontakt z ojcem
                                          Punkt natspeny to coo zorbic by wyjsc z trudnej sytuacji - moznanp.zacisnac
                                          zeby i starc sie wogole niekomentowac next ani ext .. WIadomoze obie strony od
                                          razu tego nie zorbia , ale jesli choc jedna storna jest madrzejsza - to da sie
                                          uspokoic choc sytuacjie.
                                          Po drugie - w miare jak sytuacja bedzie sie uspakajac- wdorzyc w to mediatora -
                                          psycholga dziecicego ktory pozowli rozszerzyc kontakty..
                                          I teraz te czesc po poznaniu - zostawiłabym dziecku czy chce czy nie ..
                                          kontaktu z ta osoba..


                                          Widzisz jak mamy ostra sytuacje kryzysowa - brak jedzeni e to nie mowimy o
                                          szynce i jak powinno sie jadac - ale by zdobyc to pozywienie ktore potrzebne
                                          jest do zycia. Moje wypowiedzi były takie.


                                          Co do Twoje next - ona tez tak pisała ..
                                          Widzisz ja jasno napisłam keidy moje zdarzeni miały mijesce .
                                          Ze nie teraz tylko wtedy - w okresie rozstanie(troche przed i troche pot).
                                          Nie mieszkałam wtedy sama - wiec nie ma zwid..
                                          Po drugie J atez czytam na tym forum rzone rzeczy kotre piszecieo eks i wiem ze
                                          moja tez tak mowie - ale wiem tez ze nie jest to prawda i co mam mowic ze wy
                                          wymyslacie????

                                          Czy tY uwazasz , ze zwariowane zachowania słuszne sa tylko po jedenj stronie ??

                                          Sugerujesz mi ze nie powinnam tu pisac. Przyjełam sugestie do wiadomosci .


                                        • megan58 Re: Magdalenas 13.07.05, 14:50
                                          Co do chwalenia .
                                          To jest tak starm sie byc obiektywna.
                                          To znaczy. Jesli moje dziecko jest zadowolone - nie bbedemowiła ze nie jest.
                                          Jesli dzieki niej ..cos sie zmiena na plus to mowie.
                                          Natomiast - jesli sytuacja jest taka ze dziecko nie chce kontaktu , lub
                                          unika ,lub cos nie jest ok - to tez mowie , ze to nie jest konieczne...

                                          Konieczne jest kontak ojca z dzieckiem - ( wiadomo - nie roególa)lae w
                                          wiekszosci przypadkow natomiast kontak z NEXT - bo jest czyms ponad
                                          koniecznosc , Patrzac na niekotre macochy jest dobry i wnosi cos , czasem
                                          lepiej zeby go nie było..
                                          Nie ma jedengo zdania - bo wszytsko zalezyt od sytuacji....i to jest bardzo
                                          jednostkowy problem dla ktoregonie ma jednych dorbych zasad...
                                          • magdalens Re: Magdalenas 13.07.05, 15:06
                                            > Nie ma jedengo zdania - bo wszytsko zalezyt od sytuacji....i to jest bardzo
                                            > jednostkowy problem dla ktoregonie ma jednych dorbych zasad...

                                            bardzo dobre stwierdzenie i zgadzam się w pełni - jak dokładniej napiszesz o co
                                            ci chodzi to można zrozumieć sens i logike ( po tym co piszesz muszę
                                            przyznaćzdrowe podejście do życia i pozdrawiam)
    • leeya Re: żeby polubić trzeba znać, żeby nie lubić 13.07.05, 10:38
      No to ja dziwny twor jestemsmile Nie lubie okresowo, jak mi ktos/cos na odcisk
      nadepnie. Ostatnio jestem na etapie nielubienia mojego mieszkania, bo goraco w
      nim i nie ma klimatyzacji. Ale czy to wina mieszkania, ze jest na poddaszu i
      nie ma klimatyzacji? Nie!! Ja je wybralam kilka lat temu, ono mi sie nie
      narzucalosmile Kupilam je, a moglam nie kupowac. Moge tez je sprzedac i miec z
      glowy. Ale tak na prawde to ja uwielbiam moje mieszkanie i to nielubienie jest
      tylko czasowe. Przejdzie mi i znow bedziemy razem szczesliwi.
      wink

      Leeya

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka