Dodaj do ulubionych

Jednak bedę wstrętną macochą

15.08.05, 19:17
Nie bedę opisywać całej mojej historii z pasierbem. Jakiś czas temu
zastanawiałam się tu na forum, czy pomóc jemu i jego nowo narodzonemu
dziecku, czy nie.... Może pamiętacie. Moje relacje z dorosłym pasierbem były
bardzo złe,ale odkąd wyprowadził się, zdecydowanie uległy poprawie, choć
dawne urazy ciągle tkwiły i we mnie i chyba w nim. Bez stałej pracy, bez
średniej szkoły - on i ona, zamieszali razem, pojawiło się dziecko, chyba (?
co za szczyt głupoty) planowane. Pomóc, nie pomóc.... jednak zdecydowałam się
pomóc. Woziłam do szpitala (ciężka ciąża), podarowałam prawie całą wyprawkę,
odebrałam malutką, pomogłam w pierwszy dzień....wszytko w dodatku tuż przed
moją obroną. Czasowo także kosztem mojego dziecka. To było w czerwcu.
Myślałam: może w końcu będzie z nas jakaś rodzina. Kilka dni temu ,
przypadkowo, jakby od niechcenia młody zakomunikował swojemu ojcu który wpadł
w odwiedziny do wnuczki, że 3 dni temu wzięli ślub. Nie zaprosił, bo
skończyła mu się karta w telefonie i nie mógł się skontaktować.....szok dla
mnie i dla męża. Od siebie dodam że możliwości kontaktu było kilka i to
takich które nie stwarzały problemu, chociażby przez gadu, czy przez mnie
(mieszkają niedaleko mojej pracy). Koniec. Przestali dla mnie istnieć. NIE
obchodzi mnie młody i jego rodzina. Po prostu - koniec. Może ślub dla nich
nie był ważna sprawą, raczej papierkowym ułatwieniem w urzędowych sprawach. A
jednak żyjemy w pewnym środowisku, gdzie aby mieć dobre relacje z ludźmi
należy utrzymywać jakieś pozory dyplomacji i przyzwoitości. Oni poraz kolejny
zrobili na nas totalną olewkę. Będę teraz wstrętną macochą. I nawet cieszę
się bo mam ten problem z głowy. Nie oczekuję rad. Chciałam się tylko wygadać.
Obserwuj wątek
    • maxxi26 Re: Jednak bedę wstrętną macochą 15.08.05, 20:48
      Johano, dla niektórych osób ślub w dzsisiejszych czasach to nie powód zeby
      robić z tego wielką fetę, szczególnie jak juz się ze sobą długo mieszka, lub ma
      sie dziecko. Ja sama, mimo że rodziców bardzo kocham i mam z nimi świetny
      kontakt, ślub wziełam sama z ukochanym za granicą, uprzedzajac ich 3 dni przed
      ślubem. Jeszcze też nie zdążyłam, mimo chęci zawiadomić pozostałej czesci
      rodziny, a ci co sie dowiadują są w lekkim szoku. Oczywiście u co poniektórych
      powstał też syndrom "cieżkiej obrazy majestatu:.

      MOże pasierb, nie chciał dodatkowego stresu powodować. Pewnie jak byś usłyszała
      o slubie, to też połączyłabyś to właśnie wydatkami. Skoro dla młodych to czysta
      formalność, to pewnie nikogo nie zaprosili i uznali, ze jest to dla nich ważny
      dzień, który chcą przeżyć sami.

      Pozdrawiam

      M
      • judytak Re: Jednak bedę wstrętną macochą 15.08.05, 21:48
        maxxi26 napisała:

        > sie dziecko. Ja sama, mimo że rodziców bardzo kocham i mam z nimi świetny
        > kontakt, ślub wziełam sama z ukochanym za granicą, uprzedzajac ich 3 dni
        przed
        > ślubem.

        ale przynajmniej uprzedziłaś

        jakby moje dziecko kiedyś powiedziało mi przed ślubem, że
        > to czysta
        > formalność, (że) nikogo nie zaprosili i uznali, ze jest to dla nich ważny
        > dzień, który chcą przeżyć sami
        to bym powiedziała OK
        ale jakby mnie poinformowało po fakcie, to miałabym kryzys
        autentyczny kryzys, a nie "obrazę majestatu"
        taki kryzys przeżył mój mąż, kiedy jej córka wróciła z USA i oświadczyła, że
        wyszła za mąż...

        pozdrawiam
        Judyta


    • lilith76 Re: Jednak bedę wstrętną macochą 16.08.05, 09:48
      johano, to ich życie, które sami sobie budują - niech robią to jak chcą i ami
      ponoszą tego konsekwencje.
      rozumiem twoją irytację i żal, choć sama pewnie miałabym pokusę podobnego ślubu
      dla siebie.

      I nawet cieszę
      > się bo mam ten problem z głowy.

      właśnie, teraz czas na własne życie.
    • mikawi Re: Jednak bedę wstrętną macochą 16.08.05, 10:00
      moim zdaniem zachowanie pasierba i jego żony to świństwo; chcieli mieć ślub
      sami - ok, ale w tym wypadku to nie o takie zamierzenie chodziło tylko o to że
      nie znaleźli możliwości powiadomienia najbliższych o ślubie. Dla mnie to egoizm
      i tyle - jak im potrzebna była pomoc to i mozliwość kontaktu się znalazła.
      Johana - są dorośli, są. Niech żyją jak chcą. W każdym tego słowa znaczeniu.
      Pozdrawiam ciepło.
    • johana2 Re: Jednak bedę wstrętną macochą 16.08.05, 10:10
      Dokładnie tak mikawi
    • poxywka Re: Jednak bedę wstrętną macochą 16.08.05, 10:18
      a ja mam takie wrazenie, ze oni nie chcieli nikogo na tym slubie widziec; nie
      jest to planowane i przemyslane malzenstwo ale efekt wpadki i niekoniecznie
      byli w tym dniu szczesliwi;ja rodzicow bym zaprosila (albo tez po prostu nie
      brala slubu wcale), ale oni widac zostali wychowani, tak a nie inaczej; gdyby
      mnie wlasne dziecko nie zaprosilo na slub bylabym w ciezkim szoku ale tez
      pomyslalabym 'dlaczego'; to nie Ty pasierba wychowywalas wiec ani nie musisz
      czuc sie obrazona ani odpowiedzialna za pomoc w takim przypadku
      pozdrawiam
      poxywka
      • m-m-m Re: Jednak bedę wstrętną macochą 16.08.05, 11:26
        ale oni widac zostali wychowani, tak a nie inaczej; gdyby
        mnie wlasne dziecko nie zaprosilo na slub bylabym w ciezkim szoku ale tez
        pomyslalabym 'dlaczego'; to nie Ty pasierba wychowywalas wiec ani nie musisz
        czuc sie obrazona ani odpowiedzialna za pomoc w takim przypadku



        Oczywiście.


        Tu jest pytanie do ojca pasierba, dlaczego JEGO - OJCA nie poinformował? Bo to,
        że nie Ciebie to nie dziwne. Nie czuje się związany i tyle. Ale ojciec akurat
        powinien być poinformowany dla tzw. przyzwoitości. Może to nie będzie
        przyjemne: czy ten ojciec tej przyzwoitości go nauczył? Bo to, że sam jest
        przyzwoity, to za mało. Dobry przykład to 50% sukcesu, ale TYLKO 50%, bo drugie
        50% to wychowanie w szacunku do niego jako ojca. Przepraszam za te nieprzyjemne
        słowa, ale to tak wygląda.


        Co do pomagania pasierbowi: ja zawsze mówiłam Ci, że to bez sensu, zarzucałąś
        mi brak zrozumienia i to, że sama dzieci nie posiadam. Nie, daruje sobie stary
        jak świat tekst : a nie mowiłam?
        Ja z góry wiem, ze mpojemu pasierbowi pomagała nie będę w budowaniu jego
        rodziny. Jeśli on by się żenił, to na ślub powinien iść przede wszystkim jego
        ojciec, ja nie muszę. I o to, że np. mnie by nie zaprosił nie miałabym
        pretensji. Gdyby ojca nie zaprosił zapytałabym tego ojca: a jakim TY dla niego
        byłeś rodzicem?

        • poxywka Re: Jednak bedę wstrętną macochą 16.08.05, 13:01
          ja i tak bylam za pomaganiem, bo to taki ludzki odruch smile
          johana pisala w poprzednich watkach, ze ich pomieszkiwanie z pasierbem bylo
          burzliwe; do tego pewnie jeszcze chlop nie dorosl bo mlody a dla facetow czesto
          slub to wiele halasu o nic; skoro olal rodzine to niech sie teraz przekona jak
          to jest gdy rodzina oleje jego; nie jest jednak wykluczone, ze on w koncu
          kiedys dorosnie; i o ile pomoc finansowa i organizacyjna bym wstrzymala to nie
          odsunelabym sie od niego; zeby zasze mogl przyjsc i powiedziec 'troche
          zmadrzalem'; bo przeciez to mozliwe
          a w otoczeniu znam pojedyncze przypadki osob, ktore nie poinformowaly rodziny o
          slubie - ze strachu, ze beda sila odciagane od takiej decyzji; wtedy to nie byl
          brak przyzwoitosci i szacunku ale tchorzostwo lub niedojrzalosc;
          jak dobrze, ze moj synek jeszcze taki maly...

          pozdrawiam
          poxywka
          • m-m-m Re: Jednak bedę wstrętną macochą 16.08.05, 13:16
            ze strachu, ze beda sila odciagane od takiej decyzji; wtedy to nie byl
            brak przyzwoitosci i szacunku ale tchorzostwo lub niedojrzalosc;


            To tez wynik kierunku wychowania: tchórzostwo, brak zaufania do rodzica.
    • lilith76 Re: Jednak bedę wstrętną macochą 16.08.05, 12:33
      na pocieszenie napiszę ci historyjkę kumpla mojego ojca.
      otóż pan dowiedział się przypadkiem, od znajomego na ulicy, że jego syn...
      bierze za trzy tygodnie ślub. i to nie taki cichy, skromny, ale z przytupem -
      kościelny, wielkie wesele. tylko jakoś bez rodziny pana młodego.
      okazało się, że miesiąc wcześniej ojciec wykupił za duże pieniądze syna od
      wojska i zapowiedział, że to ostatnia inwestycja w niego. a szczeniak wpadł,
      musiał szybko brać ślub i ze strachu nie wspomniał o tym rodzicom.
      to dopiero była awantura rodzinna. na ślubie, w kościele, była tylko matka.
      • johana2 Re: Jednak bedę wstrętną macochą 16.08.05, 13:04
        No właśnie. A gdzie tutaj tkwił błąd wychowawczy m-m-m?
      • m-m-m Re: Jednak bedę wstrętną macochą 16.08.05, 13:14
        i ze strachu nie wspomniał o tym rodzicom


        Tutaj tkwi ten błąd.
        • e_r_i_n Re: Jednak bedę wstrętną macochą 16.08.05, 13:22
          M-m-m, zeby to wszystko było takie proste, jak myslisz smile
          • m-m-m Re: Jednak bedę wstrętną macochą 16.08.05, 13:27
            Erin, to nie jest proste.
            Ale jeśli ktoś ze strachu czegoś nie robi, to znaczy, że ma zaburzoną relację z
            ta osobą. W wypadku dziecko - rodzic za tę zabourzoną relację odpowiada przede
            wszystkim rodzic. Bo to on nie nauczył dziecka otwartości i zaufania do siebie.
            Dziecko (choć dorosłe) dalej się go boi: jak w czasach gdy był mały i
            nieporadny szkrab.
            • e_r_i_n Re: Jednak bedę wstrętną macochą 16.08.05, 13:39
              Wiem z własnego doświadczenia, ze bardzo dobre relacje nie powoduja mniejszego
              strachu w sytuacji stresowej. Na własnej skórze to odczułam.
              • m-m-m Re: Jednak bedę wstrętną macochą 16.08.05, 13:48
                ze bardzo dobre relacje nie powoduja mniejszego
                > strachu w sytuacji stresowej. Na własnej skórze to odczułam.



                Strach jest odczuciem. Na jego istnienie nie masz wpływu, ale na działanie pod
                jego wpływem - masz. To, że czujesz strach, lub np. obawę, że rodzina Cię
                odrzuci, bo postępujesz niezgodnie z jej priorytetami to co innego, to odczucie-
                ono się dzieje, a to, że w sumie wiesz, że tak może być, ALE pomimo to
                informację przekazujesz, bo jesteś na tyle wychowana w duchu zaufania, że się
                nie uzależniasz od osądu innych, w tym najbliższych.
                Pomimo to, że nie postępujesz zgodnie z oczekiwaniem rodziców MASZ ZAUFANIE do
                nich, że po chwilowej konsternacji - oni nie odwrócą się od Ciebie i pogodzą
                się z Twoim wyborem.
            • pom Re: Jednak bedę wstrętną macochą 16.08.05, 14:31
              Wiesz, M-m-m, są dzieci i dzieci. W tym samym domu, tak samo chowane. A tak
              różne, że aż wierzyć się nie chce. Nie próbuję podważyć generalnej mocy
              sprawczej wychowania ale dzieciaki to nie materiał do obróbki-skrawania tylko
              delikatna i złozona materia psychiczna.
              • m-m-m Re: Jednak bedę wstrętną macochą 16.08.05, 14:40
                Wiesz, M-m-m, są dzieci i dzieci. W tym samym domu, tak samo chowane. A tak
                > różne, że aż wierzyć się nie chce.


                Wiem o tym, Pom. Wiem, że czasem można mieć pięcioro dzieci, a to szóste to
                jakby od listonosza. Nic na niego nie działa. Wiem o tym, ale to są wyjątki
                potwierdzajace regułę. Jednak uważam, że rodzic wychowujący odpowiada za
                naprawdę lwią część postępowania swojego dziecka w świecie dorosłym (chyba, że
                trafi się taki okaz dziecko-wyjątek).
                • pom Re: Jednak bedę wstrętną macochą 16.08.05, 14:48
                  Kurczę, no to ja same wyjątki się natykam.smile Sama nim chyba bedąc. Bo gdyby mój
                  ojciec był dla mnie wzorcem osobowym do naśladowania byłabym zupełnie w innym
                  kosmosie.smile
                  Nie, no jasne, trochę żartuje w tej chwili. Fakt niezaprzeczalny: co włożysz to
                  potem wyjmujesz. Dziś zaniedbasz, jutro miej pretensje tylko do siebie.
                  Ale przychodzi taki moment, taki czas, że dorosły juz dzieciak zaczyna MYŚLEC,
                  wyciągac wnioski, obserwować. No i winien pracowac nad sobą. W przeciwnym
                  wypadku powinnam uznać za oczywiste, że błedy moich pra-do-kwadratu przydków
                  usprawiedliwiają całe pokolenia, które ukształtowały moich rodziców a potem
                  mnie. I mam luz - wychowanie mego dziecka to kontynuacja, będzie cierpieć jak ja
                  kiedyś, bo rodzice nie nauczyli mnie czegoś-tam.
                  Pasierb Johanny jest już kawałkiem faceta, więc coś tam jednak należy wymagać,
                  tak myślę.
                  • m-m-m Re: Jednak bedę wstrętną macochą 16.08.05, 14:58
                    Pasierb Johanny jest już kawałkiem faceta, więc coś tam jednak należy wymagać,
                    tak myślę.


                    Oczywiscie. Tak samo jak od mojego pasierba, choć todopiro kandydat na faceta:
                    ma 16-elat.
                    Tu myśle o czyms innym: o tym, by potem w dorosłym zyciu pasierba jego ojciec
                    nie miał sam do siebie pretensji , zecoś zaniedbał. dlatego tak gonię M. do
                    wychowywania syna, by ten nie mógł ojcu powiedzieć kiedyś, ze: ty mnie nie
                    przypilnowałeś, ty mnie nie uprzedziłeś.
                    Jesli ojcec zrobił wszystko co w jego mocy, to cóż, taki charakter syna i już.

                    Myślę zresztą, że co do tego nie mówienia o ślubie to była być może i inna
                    wersja: jeśli panna rodziców nie ma (bo nie żyją) mogła nie chcieć widzieć
                    rodziców lubego na swoim ślubie. To może absurdalne, ale ją rozumiem (jeśli
                    oczywiście akurat taki motyw miała), bo sama rodziców dawno nie mam i jak
                    wychodziłam za M. było mi potwornie przykro, ze ich nie ma, a jest np. matka M.
                    Gdyby nie to, ze juz nie byłam taka młodziutka, a teściowa w podeszłym wieku,
                    być może też prosiłabym M., aby jego matki nie było.
                    • pom Re: Jednak bedę wstrętną macochą 16.08.05, 15:05
                      Jaka by to wersja nie była - chłopak uzasadnił to głupio. Może cos przemilczał,
                      może zrobił to niezdarnie. Tego nie wiemy. może po prostu zapytać? Czy było coś,
                      co sprawiło, że nie chceli widzieć ojca na ślubie a nie chcą mu powiedzieć wprost?
                      Jest taki gatunek młodych ludzi-zlewaczy totalnych, którzy prawdziwie i szczerze
                      maja wszystkich gdzieś. Sama zobacz - szybkie zamieszkanie razem, wpadka, ślub
                      na dziko. Byle było byle jak byle co. I podobnie może być z podejściem do
                      wszystkich ludzi, w tym ojca. Czy oni w ogóle myślą? Wątpię.
                      • m-m-m Re: Jednak bedę wstrętną macochą 16.08.05, 15:13
                        Czy oni w ogóle myślą? Wątpię


                        Nie iwem, Pom.
                        Na ile uda się mojemu M. system zabezpieczeń to też czas pokaże. W każdym razie
                        młodemu M. zapowiedział, ze jego dzieci utrzymywał nie bedzie. Niańczył też
                        nie. I żeby na pomoc (czyli de facto wzięcie odpowiedzialności) nie liczył jak
                        na oczywistość.
                    • johana2 Re: Jednak bedę wstrętną macochą 16.08.05, 16:32
                      m-m-m: pisałam o moich teściach, że nie żyją. Młoda ma oboje rodziców, ale nie
                      dopuśliśmy łaski żeby ich poznać do tej pory, a mój małżonek uważa ze nie do
                      nas należy wyjście z taką propozycją. Skoro młodym nie zależy.... Naprawdę
                      dziwny układ. I ja i mąż byliśmy wychowywani w zupełnie innych rodzinach,
                      dlatego to wszystko nas zadziwia i poraża.
                      • m-m-m Re: Jednak bedę wstrętną macochą 16.08.05, 16:53
                        Ale pogodzić się z tym trzeba: nie chcą to nie. Byle konsekwentnie: płacenia za
                        nich też nie.
                        No trudno - głową muru nie przebijesz.
                      • kasia_kasia13 Re: Jednak bedę wstrętną macochą 22.08.05, 15:22
                        > I ja i mąż byliśmy wychowywani w zupełnie innych rodzinach,
                        > dlatego to wszystko nas zadziwia i poraża.


                        Na moj gust syn Twojego meza wychowal sie w takiej rodzinie, jaka stworzyl
                        stworzyl mu m.in. Twoj maz.
    • johana2 Re: Jednak bedę wstrętną macochą 16.08.05, 13:40
      No tak: albo się za bardzo boi, albo nie boi się wcale (jak u mnie). Jaki na to
      złoty środek? Mnie jest przykro, ze tak sie stało, bo dużo myślałam jak się
      zachować na wiadomość o ciąży. Postanowiłam być fer i pomóc, gdy było trzeba,
      mimo całej tej przeszłości.Głównie to ja pomagałam, bo mąż brał leki i nie mógł
      wtedy jeździć. Wszystko co dostali dla dziecka po naszym maluchu było
      zasponsorowane przez moich rodziców (teście nie żyją), więc tak jakby też ode
      mnie. Zainwestowałam też sporo swojego czasu w nich, mimo że był to okres,
      kiedy go naprawdę nie miałam. (Kończyłam studia, praca itd). Jest mi przykro,
      ze mój mąż który ma wielkie serce i jest bardzo za swoim starszym synem, został
      tak potraktowany. Jest mi przykro, bo zawsze(!)gdy potrzebują pomocy znajdują
      kontakt. Pominę fakt, że mieszkają w mieszkaniu mojego męża i to my, chociaż
      się nam nie przelewa, płacimy czynsz. Może nie chcieli nikogo na ślubie? Może.
      Nie zmienia to faktu że dla nas jest to wstrętne zachowanie, nie pierwszy raz
      zresztą. To tylko dopełniło czarę goryczy.
      • m-m-m Re: Jednak bedę wstrętną macochą 16.08.05, 13:54
        Czyli są po prostu niewdzięczni i dodatkowo egoistyczni.

        Mój M. zawsze mówi: nadgorliwość gorsza od faszyzmu...

        Może to i dobrze, że Twój mąz otrzymał taką przykrą lekcję od syna: może
        zrezygnuje z inwestycji w dorosłych ludzi. Może niech oni sami płacą ten
        czynsz, może niech sami o siebie dbają.
        • jayin Re: Jednak bedę wstrętną macochą 17.08.05, 11:26
          m-m-m napisała:
          > Może niech oni sami płacą ten
          > czynsz, może niech sami o siebie dbają.

          A no właśnie. Skoro byli na tyle dorośli, żeby się "ślubić" i mieć dziecko - niech będą też na tyle dorośli, żeby o tą swoją rodzinę zadbać samodzielnie.
    • bei Re: Jednak bedę wstrętną macochą 16.08.05, 14:09
      Szanuję Twoje uczucia...rozumiem, ze jest Ci przykro....


      ale powiem Ci....tylko się nie gniewaj- ta sytuacja ma i dobre
      stronysmile....np....np- nie musieliscie fundowac weselasmile....ja nie żartuję-
      wiesz- rozmawiałam z moją koleżanką..jej córka zakomunikowała, ze w grudniu
      biorą ślub i chce wesela.....a przyjacilka już taka zadłużona...to ona
      powiedziała, ze w dalekiej rodzinie jakas dziewczyna wzięla "cichy ślub" i
      poinformowała rodzicó "po".....i ona byłaby szczęśliwa- gdy tak u niej było....


      no stało się....ale powiedz- pewnie ten ich maleństwo jest słodkie....długo nie
      wytrzymasz...przeciez dziadek powinin miec kontakt z wnuczkąsmilesmile


      rozumiem Twój żal....no widzisz- można tylko sarkastycznie westchnąć "ach ta
      młodzież"
    • johana2 Re: Jednak bedę wstrętną macochą 17.08.05, 11:50
      Niestety na razie musimy my płacić czynsz dopóki mieszkanie jest na męża. Oni
      zaraz zrobią długi a wtedy to mój małżonek będzie pociągany za to a nie oni sad.
      To nie takie proste. Ale oczywiście wstępne rozmowy poczyniłam i będziemy
      przepisywać mieszklanie. Acha - nie będę wstrętną macochą. Wcale nią nie będę -
      po prostu. Przestałam się poczuwać zupełnie. Dzięki za szeroki odzew
      • m-m-m Re: Jednak bedę wstrętną macochą 17.08.05, 12:19
        Johana, nie wtrącam się, ale zgadzasz się by mieszkanie męza było tylko dla
        pasierba? A wasze dziecko wspólne? Jemu też się po ojcu należy. I to, że np. Ty
        masz lokum własne nie oznacza, że Twoje dziecko ma mieć tylko po Tobie.

        Jesli sa nieopowiedzialni i moga narobić długoów to moze lepiej zrobic forme
        pisemna jaka jest użyczenie immieszkania, a oni tez pisemnie zobowiążą się do
        pokrywania wszystkich jego kosztów. Wtedy można ich pociągnąć do sądu za długi.
        Wtedy robi to Twój mąż jako właściciel mieszkania.

        Albo po przepisaniu im mieszkania zawarować (tyle, że nie wiem w jakiej
        formie), że pasierb (ani jego dzieci) nie będzie w razie śmierci ojca dopominał
        się o spadek po nim, bo miezkanie wyczerpuje należną mu część. Żebys potem nie
        została na lodzie: pasierb nie dosyć, że ma mieszkanie to jeszcze będzie się
        domagał spadku po ojcu na równi z Tobą i z przyrodnim bratem.
    • johana2 Re: Jednak bedę wstrętną macochą 18.08.05, 08:59
      Dzięki za podpowiedź. Staram się dbać o interesy własne i mojego dziecka. Nasze
      wspólne mieszkanie jest tylko na mnie więc pasierb nic z niego nie dostanie -
      będzie dla małego. Mamy zresztą rozdzielność majątkową, więc tu mój syn jest
      naprawdę zabezpieczony, żeby nie musiał się dzielić niczym z niewdzięcznym
      bratem. Natomiast mieszkanie męża jest po prostu komunalne, którego nie mozna w
      dodatku wykupić bo jest w starej kamienicy i nie spełnia warunków na lokal
      mieszkalny wg ustawy (ma za cienkie ściany między sąsiadami). Nie można go
      podnająć. jedyne co to mąż może zdać je do lokalówki a lokalówka przyzna je
      pasierbowi na jego wniosek. Teraz, gdy jest tam malutkie dziecko, nie będą
      mogli odrzucić wniosku.
      • kasia_kasia13 Re: Jednak bedę wstrętną macochą 22.08.05, 15:25
        johana2 napisała:

        > Dzięki za podpowiedź. Staram się dbać o interesy własne i mojego dziecka.
        Nasze
        >
        > wspólne mieszkanie jest tylko na mnie więc pasierb nic z niego nie dostanie -
        > będzie dla małego.

        A dlaczego wasze wspolne mieszkanie jest tylko na Ciebie, jesli jest WSPOLNE?
        Jesli kupilas je przed slubem lub tylko za swoje srodki to sprawa oczywista,
        ale zapiswanie wspolnego mieszkania na Ciebie zeby pasierb nic nie dostal? Bo
        pasierb nic nie dostal i nie dostanie po ojcu, jednynie PRAWO do MIESZKANIA w
        mieszkaniu komunalnym.


        >Mamy zresztą rozdzielność majątkową, więc tu mój syn jest
        > naprawdę zabezpieczony, żeby nie musiał się dzielić niczym z niewdzięcznym
        > bratem. Natomiast mieszkanie męża jest po prostu komunalne, którego nie mozna
        w
        >
        > dodatku wykupić bo jest w starej kamienicy i nie spełnia warunków na lokal
        > mieszkalny wg ustawy (ma za cienkie ściany między sąsiadami). Nie można go
        > podnająć. jedyne co to mąż może zdać je do lokalówki a lokalówka przyzna je
        > pasierbowi na jego wniosek. Teraz, gdy jest tam malutkie dziecko, nie będą
        > mogli odrzucić wniosku.
        • johana2 Re: Jednak bedę wstrętną macochą 23.08.05, 11:57
          Ano dlatego że to ja przez długi okres utrzymywałam pasierba, a także
          spowodowałam zapłatę długów które właśnie on narobił (m.im kilkutysięczne
          rachunki telefoniczne przez internet w czasach gdy jego tata więcej przebywał u
          mnie). Większość z tego co należałoby mu się po ojcu poszo właśnie na takie
          sprawy. Tak jest właściwie niestety do dziś i w tym wypadku nie mam zadnych
          wyrzutów sumienia. A mieszkanie zapisaliśmy na mnie właściwie dlatego, żeby
          jego szanowna mamusia nie mogła się doczepić jak się na starość ocknie bez
          środków do życia. Co do atmosfery w jego domu rodzinnym, to życzyłabym takiej
          każdemu. On był na pierwszym miejscu i wszystko było pod niego. Dlatego właśnie
          teraz się wypina bo nie musiał doceniać tego, co zrobił dla niego ojciec
          wychowując go przez lata samemu.
          • m-m-m Re: Jednak bedę wstrętną macochą 23.08.05, 14:03
            On był na pierwszym miejscu i wszystko było pod niego


            No szok dla mnie...
          • kasia_kasia13 Re: Jednak bedę wstrętną macochą 23.08.05, 14:08
            johana2 napisała:

            > Ano dlatego że to ja przez długi okres utrzymywałam pasierba, a także
            > spowodowałam zapłatę długów które właśnie on narobił (m.im kilkutysięczne
            > rachunki telefoniczne przez internet w czasach gdy jego tata więcej przebywał
            u
            >
            > mnie).

            Trzeba bylo tego nie robic.

            > Co do atmosfery w jego domu rodzinnym, to życzyłabym takiej
            > każdemu. On był na pierwszym miejscu i wszystko było pod niego.

            Moze wlasnie na tym polegal blad wychowawczy Twojego meza?

        • natasza39 Zawsze mnie poraża ta walka o majatki 23.08.05, 12:24
          W nierozwiedzionych rodzinach jest tak, że rodzice wcale nie maja obowiazku
          przepisywać swego majatku równo wszystkim posiadanym dzieciom.
          Normalne jest, że jednemu dziecku daja więcej niż innemu.
          Np. jedno jest mniej zaradne, czy potrzebujące, bardziej mu się wtedy pomaga.
          Jedno z dzieci okazuje się wredne, wtedy się mu wogóle nic nie daje.
          Jednemu dziecku się pomaga wykształcić, a drugie siłą rzeczy zostaje przy
          rodzicach i dostaje wtedy np.dom i mieszka z tymi rodzicami na starosc.
          Sa to normalne, ludzkie układy. Nikogo nie dziwią.

          Ale nie w przypadku dzieci z pierwszych i drugich związków.
          Chocby nie wiem jak te dzieci były wredne, głupie, nieodpowiedzialne to się im
          NALEŻY!!!
          A moim zdaniem gówno prawda!
          • maxxi26 Re: Zawsze mnie poraża ta walka o majatki 23.08.05, 13:19
            natasza39 napisała:

            > W nierozwiedzionych rodzinach jest tak, że rodzice wcale nie maja obowiazku
            > przepisywać swego majatku równo wszystkim posiadanym dzieciom.
            > Normalne jest, że jednemu dziecku daja więcej niż innemu.
            > Np. jedno jest mniej zaradne, czy potrzebujące, bardziej mu się wtedy pomaga.
            > Jedno z dzieci okazuje się wredne, wtedy się mu wogóle nic nie daje.
            > Jednemu dziecku się pomaga wykształcić, a drugie siłą rzeczy zostaje przy
            > rodzicach i dostaje wtedy np.dom i mieszka z tymi rodzicami na starosc.
            > Sa to normalne, ludzkie układy. Nikogo nie dziwią.
            >
            > Ale nie w przypadku dzieci z pierwszych i drugich związków.
            > Chocby nie wiem jak te dzieci były wredne, głupie, nieodpowiedzialne to się
            im
            > NALEŻY!!!
            > A moim zdaniem gówno prawda!


            Zgadzam sie całkowicie. Zawsze u mnie w rodzinie od niepamiętnych czasów tak
            właśnie było, że kto opiekował się rodzicami dostawał WSZYSTKO. Nie było nigdy
            z tym żadnych problemów. Ale w takich rodzinach uruchamiają się inne względy.
            nie ważne wszystko inne - MNIE SIE NALEŻY.

            Trochę to wina prawa, która nie pozwala w pełni rozdysponować swoim majątkiem.
            Wkurza mnie to niepomiernie. Bo to moja praca, moja kasa i chciałabym wedle
            mojego życzenia przeznaczyć ją np na karmę dla kotów. Chyba lepiej żyć sobie z
            dnia na dzień i korzystać z życia. problem spadków odpadnie.
          • kasia_kasia13 A mnie poraza 23.08.05, 14:15
            Gdy ojciec wypina sie na wlasne dziecko z pierwszego malzenstwa, nie interesuje
            sie nim, robi co moze, zeby jak najmniej uczestniczyc w jego wychowaniu. A
            potem jest zdzwiwiony, gdy dorosle dziecko ma w d..e jego i opowiada calemu
            swiatu o swojej krzywdzie i niewdziecznosci dzieka, dla ktorego on tyyyyle
            zrobil. Nie wiem jak bylo o joahany, ale wiem, jak bylo u mnie i u znajomych
            pasierbow. Dlatego, jak czytam o niewdziecznych dzieciach z pierwszego
            malzenstwa, to mi sie noz w kieszeni otwiera. Bo z reguly czesto takie dzieci
            nie dostaja od ojcow NIC, ani emocjonalnie ani finansowo, no a potem jako
            niewdzieczne dzieci sa wydziedziczane.
            • maxxi26 Re: A mnie poraza 23.08.05, 14:26
              Wiesz, nie zazdroszczę bycia dzieckiem rozwiedzionych rodziców. Moja ukochana
              siostrzenica ma rozwiedzionych rodziców i wiem jak mocno to na nią wpływa. Ale
              wciąż mam wrazenie że takie dzieci uzurpują sobie wieksze prawa niż dzieci
              nierozwiedzionych rodziców. MOze to kwestia alimentów, które "zawsze mały być"
              niezależnie od tego w jakim dołku jest rodzic.Może kwestia bycia pokrzywdonym i
              chęci rekompensaty za krzywdę.
              • m-m-m Re: A mnie poraza 23.08.05, 14:42
                Może kwestia bycia pokrzywdonym i
                chęci rekompensaty za krzywdę.



                Tak maxii - poczucie krzywdy u dziecka z rozbitej rodziny jest dominujące. Ale
                tu nie finanse są potrzebne, tylko dobra terapia zakończona pogodzeniem się z
                rozwodem rodziców i ewentualnymi tego skutakmi: porzuceniem przez ojca też.
                Czyli wybaczenie rodzicom jest podstawą.
                • maxxi26 Re: A mnie poraza 23.08.05, 14:48
                  Przerabiałam to ostatnio z moją siostrzenicą. tam ewidentnie był chory związek
                  dwóch nienawidzących siebie osób. Ona co prawda ma świentny kontakt z macochą i
                  jest tak kochanym dzieckiem, ze wszyscy ją kochają, ale widzę jej wewnętrzne
                  dylematy i smutek. Wydaje się być pogodzona, ale nie wie do końca jak się
                  odnaleźć w tak spomplikowanej rodzinie : nienawizący rodzice, przyrodnie
                  rodzeństwo i macocha. I tak jestem dla niej pełna podziwu. Ale slubu
                  powiedziała, nigdy nie wyprawi. Nie da się żeby tak skłócone rodziny się
                  spotkały.
                • kasia_kasia13 Re: A mnie poraza 23.08.05, 14:59
                  > Tak maxii - poczucie krzywdy u dziecka z rozbitej rodziny jest dominujące.
                  Ale
                  > tu nie finanse są potrzebne, tylko dobra terapia zakończona pogodzeniem się z
                  > rozwodem rodziców i ewentualnymi tego skutakmi: porzuceniem przez ojca też.
                  > Czyli wybaczenie rodzicom jest podstawą.

                  Dokladnie, pomoc psychologiczna. Dziecko po rozwodzie potrzebuje _wiecej_ uwagi
                  ze strony rodzicow. Uwazanie tego za postawe rozszeniowa dziecka jest pomylka.
                  Rodzice maja obowiazek pomoc dziecku z poradzeniem sobie w tej sytuacji.
                  • maxxi26 Re: A mnie poraza 23.08.05, 15:03
                    jasne, ze tak. Tylko jak to widzisz. Szczególnie w sytuacji, gdy każde z
                    rodziców spotykając się z dzieckiem nie chce słyszeć o tym "drugim rodzicu". co
                    chciałabyś usłyszeć. dlaczego się rozstali? Kurcze - nikt nigdy nie wybiera tak
                    paskudnej drogi bo chce. każdy w takim układzie ma przerąbane, nie tylko
                    dziecko. Rodzic też musi lawirować np nie wypowiadać się źle o drugim, choć go
                    szczerze nie cierpi. chyba jedynym wyściem dla takiego dziecka jest to, zeby
                    choć starać się nie powtórzyć błędów rodziców. Choć pewności nie ma. Bo nigdy
                    nie wiadomo na jakiego partnera się trafi.
                    • kasia_kasia13 Re: A mnie poraza 23.08.05, 15:08
                      Kazdy ma przerabane, jasne. Macocha tez, nie chcialabym byc macocha. Roznica w
                      tym, ze dziecko nie jest dorosle. I nie mozna od niego oczekiwac, zeby
                      zrozumialo sytuacje, zachowywalo sie jak dorosly, bo ono tego po prostu nie
                      potrafi.
                      • maxxi26 Re: A mnie poraza 23.08.05, 15:13
                        Wiesz, wiele rzeczy dziecko nie mając doświadczenia życiowego nie rozumie. Ale
                        to nie oznacza, ze skoro nie rozumie to dorośli mają postępować tak jak ono
                        chce. Myślę, że z chwilą osiągniecia dorosłości też zrozumie wiele kwestii.

                        Pozdrawiam

                        M.
                        • m-m-m Re: A mnie poraza 24.08.05, 07:57
                          Myślę, że z chwilą osiągniecia dorosłości też zrozumie wiele kwestii.
                          >



                          Oczywiście i wtedy świadomie samo zapisze się na terapię.
                  • m-m-m Re: A mnie poraza 24.08.05, 09:53
                    Rodzice maja obowiazek pomoc dziecku z poradzeniem sobie w tej sytuacji


                    Jeśli rodzic dziecko kocha, a tak jest w przytłaczającej wiekszosci przypadków,
                    to nie trzeba mu o obowiązkach przypominać. Z regułuy instynktownie dziecko
                    chroni.
                    Jednakże ochrona ta moze mieć różne postacie, często rodzic nie zdaje sobie
                    sprawy jakie rzeczywiste konsekwencje jego rostania z partnerem wpływają na
                    dziecko.
                    Rozwody są w różnych środowiskach: czasem zdarzy się, że rodzic nie ma
                    dostatecznej wiedzy choćby psychologiznej, nawet nie ma podstw by uważać, że
                    coś z tym można zrobić. Dopiero teraz jest, moim zdaniem, pokolenie rodziców,
                    którzy maja wiekszą świadomość psychologiczną, jest łatwiejszy dostęp do
                    psychoterapii. Za komuny funkcję tę pełnił ksiądz, chodzenie ówcześnie do
                    psychologa oznaczało...chorobę psychiczną. Nie było takiej wiedzy, że depresję
                    można i trzeba leczyć, ze gama zaburzeń psychicznych nie ma nic wspólnego z
                    konkretnym odchyleniem psychicznym trwałym. Do tej pory w wielu srodowiskach
                    taka postawa dominuje. Wielu rodziców postrzega też pójście do pychologa z
                    dzieckiem jako porażke wychowawczą, jako informacje, że jest on złym rodzicem,
                    że sobie nie radzi.
                    Czyli, aby dziecko zaprowadzić na psychoterapię trzeba mieć świadomość, że
                    takowa jest potrzebna i trzeba pokonać opór przed przyznaniem się przed samym
                    sobą, że sytuacja jego - rodzica po prostu przerosła.
            • natasza39 Re: A mnie poraza 23.08.05, 14:27
              Więc nie generalizuj.
              Wiekszosc ludzi ma tendencję do przypisywania wszystkim sytuacjom własnych
              doświadczeń.
              Ty znasz ojców wypinających się na dzieci z 1-go mażeństwa.
              Ja znam takich co sie nie wypinaja, oraz takich co sie wypinaja.
              Wypinanie się na własne dzieci jest naganne, ale włażenie im do dupy bez
              względu na to jakimi są ludźmi jest głupie.
              A z tego co pisze johana akurat w tym przypadku ojciec dziecka się na niego nie
              wypiął, bo je wychowywał.
              Teraz syn jest dorosły i powinien sam się zatroszczyć o mieszkanie dla swojej
              rodziny.
              Jesli jest na tyle dorosły, aby zakładac rodzinę własną powinien być na tyle
              dorosły aby zadbać o mieszkanie dla niej.
              W aspekcie wychowawczym, jak dla mnie nie ma to znaczenie czy to pasierb, czy
              rodzone dziecko.
              W przypoadku rodzonego dziecka, które nie zaprosiłoby mnie na własny ślub, nie
              czułabym się w obowiązku pomagać mu w czymkolwiek.
              Nie jestem godna uczestniczyc w urpoczystości typu slub, w takim razie pewnie
              nic ode mnie nie potrzebują i finał!
              • kasia_kasia13 Re: A mnie poraza 23.08.05, 15:05
                >Ty znasz ojców wypinających się na dzieci z 1-go mażeństwa.
                >Ja znam takich co sie nie wypinaja, oraz takich co sie wypinaja.

                Znam wielu ojcow co sie wypinaja. Znam tez takich co sie nie wypinaja (mniejsza
                grupa, ale jest). Ale tylko na ojcow z grupy pierwszej wypinaja sie potem ich
                dzieci.


                > A z tego co pisze johana akurat w tym przypadku ojciec dziecka się na niego
                nie
                >
                > wypiął, bo je wychowywał.

                Nie wiemy jak je wychowal. Znamy opinie johany. Moze wersja syna jest inna.

                > Teraz syn jest dorosły i powinien sam się zatroszczyć o mieszkanie dla swojej
                > rodziny.

                Zgadzam sie.

                > W przypoadku rodzonego dziecka, które nie zaprosiłoby mnie na własny ślub,
                nie
                > czułabym się w obowiązku pomagać mu w czymkolwiek.

                A ja bym sie zastanowila, co takiego zrobilam, ze wlasne dziecko nie chce mnie
                widziec na swoim slubie. Na prawde, nie znam ani jednej sytuacji, zeby
                dziecko "wypielo sie" na rodzicow, ktorzy je kochali, wychowali itd. W takich
                sytuacjach zawsze cos jest nie tak ze strony rodzicow.
                • natasza39 Re: A mnie poraza 23.08.05, 15:18
                  kasia_kasia13 napisała:

                  >Na prawde, nie znam ani jednej sytuacji, zeby
                  > dziecko "wypielo sie" na rodzicow, ktorzy je kochali, wychowali itd. W takich
                  > sytuacjach zawsze cos jest nie tak ze strony rodzicow.

                  W takim razie proponuję przejść się do najbliższego w okolicy "domu starców".
                  Swojego czasu chodziłam tam często jako wolontariuszka.
                  Starym ludziom jak bezdomnym zwierzakom, czy dzieciakom w domach dziecka jest
                  potrzebna miłość i uwaga.

                  Ten dom, do którego chodziłam był pełen "złych rodziców", którzy swoim dzieciom
                  za życia poprzepisywali domy, majątki, a potem dostal;i za to "zło"
                  które "wspaniałym" dzieciakom wyrządzili kopa w dupe.
                  Te "biedne" i "skrzywdzone" dzieci przychodziły przeważnie raz w miesiącu do
                  tych "złuych" rodziców żeby im resztę renty wydrzeć, która zostawała po
                  opłaceniu tego domu.
                  Kasia_kasia, życie jest niestety nie czarno - białe i nie należy mądrej miłości
                  rodzicielskiej od włażenia dzieciom do dupy!
                  • kasia_kasia13 Re: A mnie poraza 23.08.05, 15:26
                    > Kasia_kasia, życie jest niestety nie czarno - białe i nie należy mądrej
                    miłości
                    >
                    > rodzicielskiej od włażenia dzieciom do dupy!


                    Nie myle. Nalezy wychowywac a nie wlazic do dupy. Ale jesli rodzic wlazil do
                    dupy, a nie madrze wychowywal, to pretensje o takie a inne konsekwencje moze
                    miec tylko do siebie.
                    • natasza39 Re: A mnie poraza 23.08.05, 15:31
                      I o tym właśnie mówiłam na początku!!!

                      Owszem rzeczy materialne dać - w granicach rozsądku, a nie dlatego że się
                      należy jak chłopu ziemia!
                      O tym była moja dygresja, a nie o miłości, uwadze, której dziecko powinno mieć
                      bez ograniczeń!

                      Nie dlatego należy mu się bo jest ale dlatego że na to zasłuży.
                      Nie omiłości była dygresja, więc proszę nie odwracać kota ogonem.
                      Dzięki!
            • m-m-m Re: A mnie poraza 23.08.05, 14:35
              Dlatego, jak czytam o niewdziecznych dzieciach z pierwszego
              > malzenstwa, to mi sie noz w kieszeni otwiera. Bo z reguly czesto takie dzieci
              > nie dostaja od ojcow NIC, ani emocjonalnie ani finansowo

              Nikt nie przeczy, że i tacy ojcowie sa na świecie, których los ich własnych
              dzieci zupełnie nie intersuje. Aczkolwiek nie mogę się zgodzić, że to reguła.
              Też znam kilkoro dorosłych pasierbów (i sama pasierbicą też byłam) i tylko w
              jednym znanym mi przypadku ojciec dziecko faktycznie porzucił, rozwiódł się z
              matką i z nim przy okazji też.
            • joanna-walencja Re: A mnie poraza 23.08.05, 14:48
              kasia_kasia13 napisała:
              Bo z reguly czesto takie dzieci
              nie dostaja od ojcow NIC, ani emocjonalnie ani finansowo, no a potem jako
              niewdzieczne dzieci sa wydziedziczane.

              mnie się nóż w kieszeni otwiera, jak czytam takie teksty... bo są też takie
              dzieci, które otrzymują od swoich ojców BARDZO wiele, chociaż nie wszystko, co
              im się ich zdaniem powinno należeć... i takie dzieci też lubią opowiadać, jakie
              to są potwornie skrzywdzone i NIC od ojca nie otrzymują
              • maxxi26 Re: A mnie poraza 23.08.05, 14:54
                Teraz też się zastanawiam co od rodziców (nierozwiedzionych) dostałam. Byli ze
                mną na co dzień, choć czasami serdecznie miałam ich dość. Matka kochała
                najbardziej starszą siostre, ojciec mnie. Finansowo wszystko dostała siostra,
                ja wykształcenie. Zarabiałam na siebie od ukończenia 18 lat. Dostawałam jakąś
                cześć kasy rzedu 400 zł. nie pamiętam, zebym podejmowała decyzje wspólnie z
                rdzicami. Typowa zosia - samosia. czy to wiele co dostałam. nie śmiałabym
                powiedziec, że nic. MOże też takie dzieci idealiuja, co by było gdyby i jak
                wiele by dostały gdyby...
                • kasia_kasia13 Re: A mnie poraza 23.08.05, 15:13
                  Moim zdaniem dostalas bardzo wiele.
          • poxywka Re: Zawsze mnie poraża ta walka o majatki 23.08.05, 16:34
            natasza - tak wcale nie jest; w nierozwiedzionych rodzinach jest taka sama
            walka o majatki; jak przychodzi do podzialu majatku to okazuje sie, ze siostra
            staje sie wrogiem numer 1 jesli dostala zlotowke wiecej; i jesli nie dostanie
            spadku to idzie po zachowek; przypadki sa tak samo czeste w rozwiedzionych jak
            i nierozwiedzionych rodzinach; sa oczywiscie przyklady, gdzie dzieci nie
            wydrapuja sobie oczu, szanuja wole rodzicow itp. - ale jesli jedno z dzieci
            jest wredne lub nieodpowiedzialne to czy myslisz ze ono popusci? nie - wlasnie
            daltego,ze takie jest; sprawiedliwosci nie ma i nie bedzie; sa jedynie rozne
            odmiany niesprawiedliwosci

            pozdrawiam
            poxywka
            • natasza39 Re: Zawsze mnie poraża ta walka o majatki 23.08.05, 17:59
              poxywka napisała:
              >sprawiedliwosci nie ma i nie bedzie; sa jedynie rozne
              > odmiany niesprawiedliwosci

              Ale ja własnie o tym mówię!

              Tyle tylko, że jesli rodzice nierozwiedzeni pomina wredne dziecko w
              testamentach, to pretensje i walki o zachowek uskutecznia pominieta "wredota".

              a jak pominie sie wrednego pasierba i niewdziecznego potomka po rozwodzie, to
              wtedy podnosi sie larum, ze krzywdzi sie biedna sierotke!
              I to mnie własnie wkurza, po prostu kazdy przypadek trzeba traktowac
              indywidualnie!
    • johana2 Re: Jednak bedę wstrętną macochą 23.08.05, 14:51
      Niestety - ojciec mojego pasierba mimo wszystko nadal się nim interesuje i
      wydzwania do niego. Niestety. I teraz nie wiem co mu odpowiedzieć gdy będzie
      chciał ( a może zaistnieć taka ewentualność) zaprosić ich na urodziny do
      naszego dziecka. Zaznaczam, że mały jest traktowany przez swojego starszego
      brata totalnie jak powietrze. Po prostu on patrzy wręcz "przez niego"
      niewidzącym wzrokiem, kiedy jest u nas. Tak - nie trawię gpasierba już
      zupełnie. Ciężko sobie na to zapracował.
      No i co byście odpowiedziały?
      • lilith76 Re: Jednak bedę wstrętną macochą 23.08.05, 15:04
        > Niestety - ojciec mojego pasierba mimo wszystko nadal się nim interesuje i
        > wydzwania do niego.

        to ojciec, nie zmusisz go by dzieciaka nie kochał, choć ten już wyrośnięty.
        czasami takie przywiązanie daje klapki na oczach.

        Zaznaczam, że mały jest traktowany przez swojego starszego
        > brata totalnie jak powietrze. Po prostu on patrzy wręcz "przez niego"
        > niewidzącym wzrokiem, kiedy jest u nas

        czyje to święto - młodszego, czy starszego syna? niech mały ma dookoła siebie
        osoby, którym zależy na pojawieniu się.
      • lilith76 Re: Jednak bedę wstrętną macochą 23.08.05, 15:06
        wyżej opisywałam przypadek chłopaka, który nie poinformował rodziców o ślubie i
        weselu. myślisz, że gniew ojca trwał długo??? niedługo potem kupił synowi dom,
        który został już zapełniony czwórką wnucząt.
        rodzicielska miłość bywa trudna do odgadnięcia. może czasem o to chodzi?
      • kasia_kasia13 Re: Jednak bedę wstrętną macochą 23.08.05, 15:23
        johana2 napisała:

        > Niestety - ojciec mojego pasierba mimo wszystko nadal się nim interesuje i
        > wydzwania do niego. Niestety

        Moze sobie po prostu odpusc pasierba. Ale do konca, to znaczy nie tylko nie
        pomagaj mu w zaden sposob ale tez nie interesuj sie kontaktami miedzy ojcem a
        synem. To nie Twoje sprawy.
        A na urodziny chyba maly powinen zaprosic kogo chce.
      • m-m-m Re: Jednak bedę wstrętną macochą 24.08.05, 09:30
        ojciec mojego pasierba mimo wszystko nadal się nim interesuje i
        wydzwania do niego.


        Czyli robi stale ten sam błąd: jak za dawnych czasów stawia syna na pierwszym
        miejscu i pokazuje mu, że on nic nie musi robić , bo i tak miłośc rodzicielska
        mu się należy. W ten sposób to nigdy ten facet nie odczuje, że robi cos źle.
        Twojego męża przytłacza jakieś nie wiem skąd wziete ogromne poczucie winy:
        czemu ono jest nie wiem. Z tego co piszesz wziął na siebie odpowiedzialność za
        wychowanie syna - to matka odeszła i się nie interesowała dzieckiem zupełnie, a
        nie on więc spełnił wszystko, co powinien i gruntu do takiego poczucia winy byc
        nie powinno.

        Co do urodzin: zapytaj małego, czy chce by brat przyszedł (pewnie będzie
        chciał, bo może dostanie prezent - jak to dziecko). Jeśli pasierb przyjdzie
        obserwuj jak się zachowuje wobec małego: np. jak złoży mu życzenia. To
        ugruntuje Twoja opinię i wtedy po takiej wizycie będziesz mogła ostatecznie
        powiedziec mężowi co myślisz o kontaktach z pasierbem.
    • johana2 Re: Jednak bedę wstrętną macochą 24.08.05, 10:48
      Ja też nie jestem ani pedagogiem ani psychologiem, więc nie będę robiła
      psychoterapi ani dla ojca ani dla syna - dlaczego tak a nie inaczej postępują.
      Niech sobie robią co chcą. Co do urodzin: mały nigdy w życiu nie dostał żadnego
      prezetu od brata, a jeśli przyjdzie na urodziny to będzie zachowywał się tak,
      jakby oczekiwał, że powinniśmy być zachwyceni że wogóle przyszedł. Nie będę
      więc pytała małego czy chce żeby brat przyszedł bo dostanie od niego prezent,
      ponieważ tu może być rozczarowanie. Pozatym odpowiedź małego będzie bardzo
      prawdopodobnie negatywna. Nikt nie lubi, kiedy przychodzący gość olewa
      mieszkańców a dziecko taką właśnie szkołę dostało od brata.
      • m-m-m Re: Jednak bedę wstrętną macochą 24.08.05, 10:58
        Ja też nie jestem ani pedagogiem ani psychologiem, więc nie będę robiła
        psychoterapi ani dla ojca ani dla syna - dlaczego tak a nie inaczej postępują.



        Nie, no oczywiście. Ja pisząc o psychoterapii dla dziecka myślałam o tym, że to
        należy do rodzica by takową zorganizować, a nie do macochy/ojczyma.
        Jeśli uważasz, że mały nie chce widzieć brata - to nie zapraszaj pasierba i
        mężowi powiedz, że sobie nie życzysz by i on zapraszał, i tworzył fikcję
        szczęśliwej rodzinki.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka