sara98
28.09.05, 14:05
Hej
Może ktoś powie jak odcedzić prawde od kłamstwa, gdy meritum problemu
dotyczy spraw emocjonalnie istotnych i gdy jedna prawda jest wypowiadana
przez dzieci, a druga przez teściówm NM.
Dzieci mojego NM spedziły weekend z babcią i dziadkiem (rodzicami jego
eks). Po powrocie wieczorem dzieci w trakcie rozmowy ze swoim ojcem
przekazały fascynujące informacje dotyczące dyskusji, jakie prowadziły z
dziadkami.
I tak jednym z jej nurtów było ich wyprowadzenie się (120 km z miasta
wojewódzkiego do 45 tys) w dużej mierze z uwagi na mnie, a także po troszkę
aby NM mógł nie czuć ciągle ich oddechu na plechach. Powiedziano im, że
ojciec ich nie dba o ich przyszłość, ponieważ ograniczył ich mozliwości
rozwoju, nauki, podjęcia kiedyś interesującej pracy. Syn NM "mały pyskolek"-
odpowiedział, że tutaj też można robić coś ciekawego jego zdaniem podając mój
przykład...
Po drugie spytano- czy ja ich nie biję? (dzieci niby) Odpowiedziały, że
nie dobrze sie nam układa itd. Spytano- czy aby nie śpię czasem w domu NM.
Ponadto - kiedy ślub jest planowany?
Czy to jest właściwe- zadawać takie pytania dzieciom???
Zdaniem dzieci poruszny został też temat finansów rodzinnych. Ich matka
nigdy nie pracowała, NM sam utrzymywał rodzinę, czasowo nawet wspomagając
tesciów (kupił im auto). Jednakże pierwsze mieszkanie NM i jego rodziny
zostało odkupione przez niego od jakiejsć ciotki z tej rodziny za korzystną
cenę. Nawiązując do tego faktu teściowie dzieciom wskazali- że ten nowy domek
to macie dzięki nam bo gdyby nie 10 lat temu...to teraz też nie...
Zdenerwowalismy sie tym strasznie. Takie rozmowy z 10 i 12 latkiem to
chyba mieszanie w głowach, podważanie autorytetu ojca i jego decyzji.
NM odbył w dniu wczorajszym rozmowę ze swoimi teściami -wyparli sie
twierdząć, że dzieci wszystko pokręciły...
Uważam, ze dziadkowie powinni mieć i budować z dziećmi nieco inne relacje
a nie traktować ich jako źródło informacji (pomimo codziennych telefonów do
NM gdzie mogliby spytać o to i owo). Wszelką krytykę powinni kierować do NM a
nie do dzieci. Niezdrowa atmosfera odbiła sie tez na nas, "łzawy wieczór"
wiele pytań o tym jak powinniśmy, co chcemy i jak zrobić aby teściowie NM nie
czuli sie urażeni, dzieci nie buntowane a my nie monitowani, a może wcale...
Komu uwierzyć? A jeśli dzieci koloryzują to dlaczego? A jeśli teściowie NM
traktują te spotkania jak okazje do wylania swoich żalów i pozyskania
informacji to jak zareagować?