Dodaj do ulubionych

Dziadkowie c/a dzieci

28.09.05, 14:05
Hej
Może ktoś powie jak odcedzić prawde od kłamstwa, gdy meritum problemu
dotyczy spraw emocjonalnie istotnych i gdy jedna prawda jest wypowiadana
przez dzieci, a druga przez teściówm NM.
Dzieci mojego NM spedziły weekend z babcią i dziadkiem (rodzicami jego
eks). Po powrocie wieczorem dzieci w trakcie rozmowy ze swoim ojcem
przekazały fascynujące informacje dotyczące dyskusji, jakie prowadziły z
dziadkami.
I tak jednym z jej nurtów było ich wyprowadzenie się (120 km z miasta
wojewódzkiego do 45 tys) w dużej mierze z uwagi na mnie, a także po troszkę
aby NM mógł nie czuć ciągle ich oddechu na plechach. Powiedziano im, że
ojciec ich nie dba o ich przyszłość, ponieważ ograniczył ich mozliwości
rozwoju, nauki, podjęcia kiedyś interesującej pracy. Syn NM "mały pyskolek"-
odpowiedział, że tutaj też można robić coś ciekawego jego zdaniem podając mój
przykład...
Po drugie spytano- czy ja ich nie biję? (dzieci niby) Odpowiedziały, że
nie dobrze sie nam układa itd. Spytano- czy aby nie śpię czasem w domu NM.
Ponadto - kiedy ślub jest planowany?
Czy to jest właściwe- zadawać takie pytania dzieciom???
Zdaniem dzieci poruszny został też temat finansów rodzinnych. Ich matka
nigdy nie pracowała, NM sam utrzymywał rodzinę, czasowo nawet wspomagając
tesciów (kupił im auto). Jednakże pierwsze mieszkanie NM i jego rodziny
zostało odkupione przez niego od jakiejsć ciotki z tej rodziny za korzystną
cenę. Nawiązując do tego faktu teściowie dzieciom wskazali- że ten nowy domek
to macie dzięki nam bo gdyby nie 10 lat temu...to teraz też nie...
Zdenerwowalismy sie tym strasznie. Takie rozmowy z 10 i 12 latkiem to
chyba mieszanie w głowach, podważanie autorytetu ojca i jego decyzji.
NM odbył w dniu wczorajszym rozmowę ze swoimi teściami -wyparli sie
twierdząć, że dzieci wszystko pokręciły...
Uważam, ze dziadkowie powinni mieć i budować z dziećmi nieco inne relacje
a nie traktować ich jako źródło informacji (pomimo codziennych telefonów do
NM gdzie mogliby spytać o to i owo). Wszelką krytykę powinni kierować do NM a
nie do dzieci. Niezdrowa atmosfera odbiła sie tez na nas, "łzawy wieczór"
wiele pytań o tym jak powinniśmy, co chcemy i jak zrobić aby teściowie NM nie
czuli sie urażeni, dzieci nie buntowane a my nie monitowani, a może wcale...
Komu uwierzyć? A jeśli dzieci koloryzują to dlaczego? A jeśli teściowie NM
traktują te spotkania jak okazje do wylania swoich żalów i pozyskania
informacji to jak zareagować?


Obserwuj wątek
    • lilith76 Re: Dziadkowie c/a dzieci 28.09.05, 14:44
      czasami własni rodzice są z lekka toksyczni i nabijają wnukom różne ciekawostki
      do głowy. moja koleżanka przez pewnie okres musiała w tygodniu wieźć córkę do
      teściów, a zabierać na weekendy. kiedy słyszała, to co dziadkowie mówili
      wnuczce też jej włosy na głowie stawały.

      w waszej sytuacji są dobre dwie rzeczy - dzieci wszystko opowiedziały, co dało
      szansę na wytłumaczenie i naprostowanie rzeczy. M rozmawiał z byłymi teściami i
      ci dostali sygnał, że ich rewelacje i tak do was trafiają (czy to coś ich
      nauczy?).

      mam nadzieję, że inne macochy 24-ro dobowe wniosą coś bardziej kontruktywnego.
    • geos Re: Dziadkowie c/a dzieci 28.09.05, 19:38
      Skoro Niemąz porozmawiał no to dobrze.
      Dzieciom trzeba chyba delikatnie wytłumaczyć, bez krytykowania dziadków, że to
      nieładne zachowanie jest.
      Cos w podobnym kształcie mamy i my z byłą teściową Niemęża. Tyle tylko, że nie
      dopytujemy siędzieci co od niej usłyszą, ufamy, że albo same zapytają albo
      zobaczą jak jest i same wyciągną wnioski.

      Faktem jest że "twoi" dziadkowie zbyt natarczywie ciekawscy są. Nie wiem jak
      czesto dzieci tam nich bywają, bo jeśłi często to może warto na jakiś czas
      ograniczyć liczbę spotkań, a jeśłi nie to trzeba ich przetrzymać, jak chorego
      psychicznie i z dziecmi rozmawiać, tłumaczyc to czego sie dowiecie. Ale chyba
      nie trzeba krytykowac dziadków przy nich. Bo może sie to obrócic przeciwko wam.
      Ja się straznie wściekam jak się dowiaduję co to się nadziało kiedy dzieci były
      u babci, i chociaż na początku wracałay zdystansowane do mnie, to z czasem to
      się zmieniło i wracają i witaja się jak zawsze. Tłumaczę tylko czasem, że babcia
      jest w żalu po stracie i takie tam, żeby podeszły do sprawy ze zrozumieniem.
      Czeka was sporo dyplomacji i tłumaczenia dzieciom. ZDiadkw nie zmienice -
      chociaz wiem, że by się chciało :o))) - widocznie czuja silna potrzebę
      zaspokojenia swojej wiedzy na Twój temat. Może by tak zaproponować żeby zapytali
      was wprost? :o)) tak trochę złosliwie
      Ja ostatnio z babką wymieniłam kilka opinii, które miałysmy sprzeczne i mam
      nadzieję, że jej na jakis czas przejdzie.
      Dzieci raczej nie koloryzują. Zaufałabym im. NIe maja powodu by tak koloryzować.
      Zresztą z tego co piszesz wiedzą o rzeczach o kórych pewnie nawet nie myśla -
      kupno mieszkania po ciotce.
      A z tego co pisze to dzieciaki umieja sie bronić i dobrze, to znaczy, że można
      im zaufać tez w kwestii ich wiary w was a nie w to co mówia dziadkowie.
      Chyba tez zostaje wam wziąć nerwy na postronek i przetrwać.
      Pozdrawiam Gosia
    • kicia031 Re: Dziadkowie c/a dzieci 20.10.05, 21:17
      A ja mysle, ze jest to cudowna okazja, z wychowawczego punktu widzenia, by
      pokazac dzieciom, dosc juz przeciez chyba duzym - sorki nie moge znalesc ile
      maja lat, ale sadzac po rezolutnych odpowiedziach, z 10 pewnie musza miec - ze
      rozne osoby na rozne poglady maja rozne sprawy. Dziadkowie moga miec inne
      zdanie niz rodzice, nie ma w tym nic zlego. Wazne jest, by dzieci wiedzialy, ze
      wysluchanie innych opini nie oznacza nielojalnosci wobec rodzicow. Kiedys w
      koncu wyrobia sobie wlasne zdanie, ktore niekoniecznie bedzie zblizone do
      waszych pogladow na rozne sprawy. Musza sobie tez zdac sprawe, ze ludzie maja
      rozny poziom znajomosci faktow, i ze w zwiazku z tym roznia sie w kwestii ich
      interpretacji. To nie tragedia, z takimi sytuacjami beda sie stykac na codzien.
      Dziadkowie maja tez prawo troszczyc sie o dobro wnuczat, zadajac pytania
      dotyczace ich trybu zycia, sytuacji domowej i tak dalej. W koncu zdarza sie, ze
      gdy rodzice nie sa w stanie sprawowac opieki nad dziecmi, powierza sie taka
      opieke dziadkom na drodze sadowej - wiem ze to nie wasz przypadek, ale chyba
      lepiej ze dopytaja, czy wszystko w porzadku niz gdyby mieli miec wszystko w
      nosie.
      A ze to wszystko jest irytujace, to doskonale rozumiem. Sama mialam doczynienia
      z podobnymi sytuacjami i bylam zirytowana. Ale niezaleznie od tego jak
      beznadziejni sa dziadkowie (np moj byly tesc alkoholik) dzieci potrzebuja
      kontaktu z nimi (moj synek wrecz chce tego kontaktu, ja zreszta nigdy nie
      zabranialam, choc nie jestem zbyt szczesliwa dgy do nich jezdzi) do
      prawidlowego rozwoju. Tak wiec cierpliwosci. Wasze dzieci nie sa glupie i to na
      pewno nie wyrzadzi im szkody!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka