Macochy, pomóżcie!

30.09.05, 09:36
Nie wiem, gdzie pójść z moim problemem. Odważyłam się po przeczytaniu
postu "mieszkam z dziećmi męża".
U mnie problem jest odwrotny.
Jestem rozwiedziona, mam dwoje dzieci w wieku 6 (córka) i 4 (syn). Dzieci
mają kontakt z ojcem, ale mieszka on 300 km od nas, a pracuje w zupełnie
innym zakątku Polski -po 450 km od nas i od swojego domu. Więc ten kontakt
jest świąteczno - wakacyjny.
Związana jestem z mężczyzną starszym ode mnie - bardzo mi ten układ odpowiada
i dobrze nam ze sobą. To znaczy byłoby nam dobrze, gdyby nie fakt, że mam
dzieci i przeszłość w postaci exa. Jego rodzina nie jest tu problemem, jego
synowie są już pełnoletni, mieszkają prawie 500 km od nas, poznałam tylko
jednego i starałam się być bardzo miła (był u nas przez miesiąc wakacji).
Problem stanowią kontakty na linii Niemąż - Moje Dzieci. Jest fatalnie, coraz
gorzej. Dwa aspekty - 1. moje dzieci są bardzo żywe, wszędzie ich pełno,
bawią się zawsze głośno, syn czasem zapamięta się w szaleństwie zabawy,
natomiast córka jest aż za bardzo inteligentna, do tego jękliwa, płaczliwa
("nudząca się"), pyskata i bez szacunku dla autorytetów, ambitna i
przewrażliwiona, złośliwa i "moje musi być na wierzchu". A do tego jest
bystra i ma ogromną fantazję. 2. Mój Niemąż uznaje zasadę "dzieci i ryby
głosu nie mają", mają byc bezgłośne i bezwonne i nie mają praw. Żelazna
dyscyplina, całkowity posłuch i żadnego "ale". Nie wolno zaadawć pytań.
Dziecku należy dobrze dać po dupie, bo inaczej będzie miało do rodziców
pretensje, jak się okaże, że nie jest pępkiem świata.
Jak widzicie - to nie może grać. Za duże rozbieżności. Jeszcze z synem jest w
miarę, chociaż Niemąż nie potrafi zwracać się do dzieci inaczej jak
podniesionym głosem i mały po prostu się go boi. Z córką jest gorzej, bo gdy
syn przerażony umielknie, to ona odpyskuje. Nie da się przegadać i już!
(Obiektywnie - jest trudnym dzieckiem, ale ma szansę wyrosnąć z niej człowiek
o silnej osobowości. Ja sama często nie wiem, jak z nią postępować, ale na
pewno poniżanie i upokarzanie nie jest dobrą metodą, bo wywołuje strasznie
silną reakcję zwrotną i zacięcie się zamiast refleksji).
Niemąż nie uznaje metody "tłumaczyć, tłumaczyć, tłumaczyć" Uważa, że jest
nieskuteczna, a dzieci sobie ze mnie bimbają. Ja myślę, że jest po prostu
długofalowa i efekty nie są natychmiastowe. Natomiast faktem jest, że dzieci
często "włażą mi na głowę", ale ja przymuję to za cenę dobrego kontaktu, jaki
z nimi mam - i oby to procentowało w okresie dorastania.
Osobiście uważam, że nie jestem matką pobłażliwą, tylko mało konsekwentną, co
wynika z mojego temperamentu (no, po kimś dzieci to mają) i przesadnej
nerwowości (wiecznie się spieszę).
Ostatnio - od powrotu z wakacji - Niemąż traktuje córkę okropnie. Potrafi
zignorować ją zupełnie, nie odpowiedzieć na pytanie czy "zaczepkę" (ona
wstydzi się często zwrócić z prośbą bezpośrednio, ukrywa to pod maską
NONSZALANCJI - nie żartuję. (czasem wydaje mi się że mam w domu
trzynastolatkę). Sprawia wrażenie, jakby jej nie zależało, a potem mi się
wypłakuje. Ale duma nie pozwoli jej się "upokorzyć", a Niemąż tylko taką
postawę dziecka akceptuje. Dziecko ma być pokorne.
Jeśli dzieci chwalą się czymś, np obrazkiem czy budowlą, Niemąż ewentualnie
pochwali synka, ale na pewno wyśmieje córkę.
Wczoraj zażądał, żeby zwracała się do niego per "pan", jeśli nie umie zwracać
się z szacunkiem. (Dotąd dzieci mówiły mu po imieniu, no bo jak???)
Tu się już wkurzyłam. Też się będę zwracać "pan".
Dziewczyny. Mamy. Macochy. Jest źle. Ja to widzę tak - ktoś się musi
wyprowadzić - Niemąż lub córka. A może jest inne rozwiązanie? Czy uważacie,
że powinnam inaczej wychowywać córkę? Czy wasze dzieci też próbują
uczestniczyć w rozmowach dorosłych? (Niby wie, że nie ma prawa, ale jest
ciekawa (tak się przejawia inteligencja) i wtrąca pytania: "Mamusiu, a co to
jest destabilizacja?" Niemąż jest oburzony. W dodatku on nie ma skrupułów
rozmawiać głośno w trakcie dobranocki, a sam żąda ciszy gdy je kolacje (pokój
dzieci wychodzi na kuchnie i nie ma drzwi.
Jak zwykle Niemąż nie widzi problemu. Tak można żyć. Unikać się, nie odzywać
się do siebie. Ja uważam, że nie można. Moje dzieci nie mogą się go BAĆ -
widać to w ich oczach, gdy się pojawia lub odzywa. Niemąż uważa, ze dzieci
MUSZĄ się bać, bo tylko wtedy będą przejawiały szacunek.
Dla mnie rozwiązanie jest jedno - rozstanie. A będę żałować. I nie chciałabym
obarczać kiedyś córki odpowiedzialnością, ze przez nia nie ułożyłam sobie
życia. A dziś wiem, że wypłoszy każdego absztyfikanta. Tyle, ze to moje
dziecko i za jej rozwój jestem odpowiedzialna.
Co radzicie?
Magda

Moje Robaki:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=26013313
    • lilith76 Re: Macochy, pomóżcie! 30.09.05, 09:58
      mój M ma podobne temperamentem dzieci i podobną córkę (zbyt energiczna, azaraz
      potem płaczliwa, wygadana).

      > Osobiście uważam, że nie jestem matką pobłażliwą, tylko mało konsekwentną, co
      > wynika z mojego temperamentu (no, po kimś dzieci to mają) i przesadnej
      > nerwowości (wiecznie się spieszę).

      sama widzisz, że problem gdzieś jest i nawet z tym, czy innym partnerem dzieci
      za kilka lat dadzą wam do wiwatu. dla dzieci powinnaś być bezdyskusyjnym
      autorytetem - dużo rozmów i tłumaczenia, ale w razie przewinienia konsekwentnie
      wyegzekwowana kara (nie fizyczna).

      nie zmienia to faktu, że twój partner wyznaje zasadę tresury oraz pomnikowej
      nieomylności Ojca, nie wychowania (stara, dobra pedagogika XIX- to wiecznych
      Prus, dzięki której podobno Hitler uwiódł potem setki tysięcy karnie
      wychowanych Niemców).

      nie wiem na ile twój partner jest gotowy do kompromisu. on nie jest ich ojcem i
      nigdy nie będzie mógł wymagać ich absolutnego posłuszeństwa, podporządkowania i
      podległości. jeśli to mu trudno zrozumieć, to marne szanse.
      jeśli ma ochotę na wspólne rozmowy o wychowaniu, to zawsze możesz ty bardziej
      zaostrzyć swoje metody, a on złagodzić swoje.

      Ja to widzę tak - ktoś się musi
      > wyprowadzić - Niemąż lub córka.

      mam nadzieję, że to było pytanie retoryczne smile
      • zonka77 Re: Macochy, pomóżcie! 30.09.05, 10:16
        Pewnie nie tego się spodziewasz ale musze to napisać.
        Po przeczytaniu Twojego postu wydaje mi się że masz totalnie rozpieszczone i
        źle wychowane dzieci i nie radzisz sobie z nimi sad tak to wygląda przynajmniej.
        Musisz być autorytetem dla swoich dzieci. To nie do pomyślenia żeby takie
        maluchy właziły ci na głowę, pyskowały. Nie bierz tego jako przejaw dobrego
        kontaktu tylko ocknij się i zobacz że Twoje dzieci ciebie nie szanują i nie
        resprktują.
        Moja 4 letnia córka gdyby do mnie pyskowała, wymądrzała się czy ze mną kłóciła
        dostałaby porządną karę bo musi rozumieć kto jest szefem a szefem jestem ja i
        mój mąż a nie moje 4 letnie dziecko.
        Pachnie mi tu "bezstresowym" wychowaniem - czy rzeczywiście jest ono
        bezstresowe...hm
        Dzieciaki czują się dobrze i bezpiecznie mając konkretne granice, i widząc
        konsekwencję rodziców.
        Nie wiem czy twój niemąż nie popada w skrajnośc dlatego że ty popadłaś w
        skrajność w pozwalaniu dzieciom na takie zachowania.
        Ja bym nie zniosła złośliwych i niegrzecznych dzieci, uważam że dzieciaki
        trzeba wychowywać, same się nie wychowają!
        Dodam że moja córka mając w domu dyscyplinę ma też niesamowicie dużo miłości i
        ciepła i mimo swojego niezwykle upartego i żywiołowego charakteru zaskakuje
        mnie swoim posłuszeństwem i grzecznością, bywa oczywiście zwariowana i szaleje
        ale nigdy nie jest złośliwa ani nie pyskuje, po prostu wie że nie może i już.
        Myślę że dzięki temu śpi spokojnie i nie toczy wojny ze światem - ma poukładane
        miejsce w życiu.
        • zonka77 Re: Macochy, pomóżcie! 30.09.05, 10:38
          wiesz co, nie odbieraj mojej pierwszej wypowiedzi jako atak, może za ostro
          trochę pojechałam wink
          po prostu mam do czynienia wśród znajomych z takimi dziećmi
          wychowywanymi "bezstresowo", dzieciaki są po prostu rozwydrzone i ciężko je
          lubić tylko za to że są dziećmi, dlatego jestem cięta na rodziców którzy
          uważają że każdy musi lubić i znosić ich niegrzeczne dzieci bo są dziećmi i
          trzeba je za to kochać...
          • zawsze-w-drodze Re: Macochy, pomóżcie! 30.09.05, 10:52
            A ja się nie zgadzam! I nigdy nie zgodziłabym się na takie traktowanie dzieci.
            Ostatnim wspólnym dniem w domu z kimkolwiek -mężem, niemężem, narzeczonym,
            partnerem itd byłby dzień w którym zobaczyłabym w oczach moich dzieci strach
            przed nim. Milczenie w czasie kolacji?! Totalna krytyka i wyśmiewanie?! Jakie
            poczucie własnej wartości w nich zbudujesz?! Szacunek nie opiera się na
            strachu!!! Autorytetów nie buduje się terrorem i upokorzeniem. To partner i Ty
            macie przekonać dzieci do tego związku i jego akceptacji. To dzieci ucierpiały
            na rozstaniu, nie oklaeczj ich dodatkowo bo przyjdzie dzień kiedy to one odejdą
            od Ciebie - emocjonalnie albo wręcz fizycznie - do ojca. Żeby nie yło
            wątpliwości - odeszłm od ojca dziecka bo nie pasowaliśmy do siebie, mam
            partnera, kóry choć wychowuje mojego syna i czasem jest dla niego surowy, to
            przede wszystkim Go KOCHA i AKCEPTUJE. Nie aprobuję bezstresowego wychowania
            ale nie akceptuję też wojskowego drylu i dyscypliny - to wypacza charaktery. A
            poza wszystkim - dzieci mają prawo pytać - tak uczą się świata. Ja byłabym
            dumna z takiej córki! Związek jest WAŻNY ale nigdy kosztem dzieci - odpowiadasz
            za ich szczęście tu i teraz ale przede wszystkim za ich przyszłość - a ta
            zależy od tego ile miłości, akceptacji, mądrości i wiedzy wyniosą z domu. I
            jeszcze jedno - tylko ludzie niepewni isłabi nie potrafią ustąpić czzy
            przeprosić - nawet dziecka.
          • zonka77 Re: Macochy, pomóżcie! 30.09.05, 10:53
            obawiam się ze zgadzam się ze zdaniem że dziecko będzie miało pretensję do
            rodziców jak się ocknie że nie jest pępkiem świata. Sama jako maluch byłam
            wychowywana na pępek świata i kiedy przestałam być słodkim maluchem zderzenie z
            rzeczywistością (szkoła i środowisko) a także z nowymi oczekiwaniami rodziców
            (kocham ich strasznie mimo wszystko wink było baaardzo bolesne.
            Problem w tym że z rozpieszczonych małych dzieci wyrastają rozpieszczone i
            niegrzeczne większe dzieci i wtedy rodzice się budzą i są w szoku czemu
            majątakie okropne dzieci i wtedy się zaczyna dyscyplina i wychowanie a
            dzieciaki cierpią...znam to z własnego doświadzczenia dlatego swoją córkę
            wychowuję z wielką konsekwencją i sporą nutką dyscypliny choć bez przesady
            oczywiście. Kary cielesne to ostateczność ostateczne. Już na 3 latka doskonałym
            sposobem jest utalanie zasad i w związku z ich przestrzeganiem dostep do
            przyjemności a w związku z ich łamaniem - brak dostępu.
            Po córce mojego M widzę że troszkędyscypliny działa cuda! Mój M się obudził jak
            młoda miała 7 lat i myślę że rok był dla niej cięzki (właśnie musiała się
            przestawić z bycia koszmarnie rozpieszczonym pępkiem swiata na normalność) ale
            zrobiło jej to świetnie. Zmieniła się niesamowicie i śmiem twierdzić że ona
            lubi kiedy jest jak teraz. Przedtem wiecznie się nudziła i smęciła, obrażała na
            wszystko i ciągle była niezadowolona. Teraz jest uśmiechnięta, sama rwie się do
            pomocy, opiekuje się młodszą siostrą (moją i M córką) i ma oczywiście humorki
            czasem ale ogólnie to nie to samo dziecko co 4 - 5 lat temu
          • mara73 Re: Macochy, pomóżcie! 30.09.05, 11:00
            co innego znosic rozwydrzone dzieci i akceptowac kazdy wybryk bez mrugniecia okiem a co innego
            zwyczajnie akcetowac dzieci partnera, traktowac je przynajmniej z sympatia, zrozumieniem i okazywac im
            swoje zainteresoowanie wtedy mozna sie wlaczyc w wychowanie miec prawo do krytyki zachowania
            tychze dzieci i probowac zastosowac inne metody wychowawcze niz "bezsterowe wychowanie".
        • marialaskipelna Re: Macochy, pomóżcie! 02.10.05, 18:20
          Na litość, to sa jakies średniowieczne poglądy. Ja byłam szalona, nawet czasem
          pyskowała, a mimo to zawsze znałam swoje granice. Nie zawszłam w ciąże mając 17
          lat, nie jestem narkomanką. Skończyłam studia i tak dalej. Moim rodzicom może i
          było trudno ze mną, ale żadnemu z nich nie przyszło do głowy żeby mnie
          traktować tak jak to opisuje autorka tego tematu. Jej niemąż to psychopata. W
          ten sposób napewno nie zjedna sobie tych dzieci.
      • bei Re: Macochy, pomóżcie! 01.10.05, 15:31
        ..to tylko dzieci...które trzeba wychować...

        myślę, ze partner popelnia błąd- bo autorytet można zbudować, będąc w
        doskonałej komitywie partnerskiej.....

        ja też zbyt wiele wymagam...ale zauważyłam, ze efekty wychowawcze po srogiej
        reprymendzie- czy po zartobliwym kwitowaniu są podobne- ale...ale jest
        przyjemniejsza atmosfera- gdy wprowadzam restrykcje na wesolosmilesmile...

        charaktery...charakterki....- swiat jest różnorodny- to co by działało na mnie-
        nie musi podziałac na inny organizm...

        przeszła kinder- sztubę pod opieka babci- ajk dobrze, ze rodzice- wprowadzali
        luzik do mego zyciasmile

        Oni- Twoi bliscy....przyzwyczaja sie do siebie..i pewnei relacje się zmienią...
    • mara73 Re: Macochy, pomóżcie! 30.09.05, 10:51
      Magdmaz no to mozemy sobie podac rekewink u mnie bylo podobniesad Tez poruszylam na tym forum
      problem z ojczymem....I niestety to, ze sie nie uklada na lini dzieci-niemaz to na pewno nie jest wina
      zywiolowosci dzieci. Sa w takim wieku, ze dla mnie przynajmniej bylo by bardzo niepokojace gdyby
      dziecko 4 czy 6 letnie przez kilka godzin sie nie odzywalo. Moj syn tez jest baaaaardzo energiczny i
      "pyskaty" i taka chyba jest wiekszosc dzieci w jego wieku tak mi sie wydaje a to, ze niemaz nie potrafi
      tego zrozumiec to zdaje sie wynika tylko z braku akceptacji tychze dziecisad Za co Twoj NM chce, zeby
      dzieci go szanowaly? Za krzyczenie, dlatego, ze wzbudza w nich strach? To chyba nie tedy droga? z
      Twojego postu wynika, ze dla niego najwygodniej byloby gdyby dzieci nie istnialy a jak juz sa to
      chociaz, zeby byly niewidoczne, nieslyszalne a przeciez do szafy ich nie schowasz, zeby "Panu" nie
      przeszkadzaly, prawda? Moj tez mial takie podejsie do mojego syna ale w zwiazku, ze sam ma syna i
      wcale nie zauwazylam, zeby swojego traktowal tak surowo jak mojego rozpoczelam "swieta wojne" smile I
      tak zabronilam kategorycznie odzywac sie do mojego dziecka jezeli nie ma mu nic do powiedzenia
      oprocz opiernicza za wszystko, nie ma prawa wtracac sie do tego jak wychowuje moje dziecko jezeli nic
      nie robi w kwestii " zblizenia" sie do malego czyli: nie ma wspolnej zabawy, spacerow, sprawiania
      drobnych przyjemnosci dziecku, nie widzi dobrych cech charakteru malego, nie pochwali to rowniez nie
      ma prawa krytykowac ani moich metod ani mojego dziecka bo sam nie jest ok. Zapraszam do
      ponownego przeczytania postu "problem z ojczymem...." Mnie bardzo pomogly odpowiedzi macoszeksmile
      Przeczytaj odp Kaliny81 ona opisuje jak czuje sie dziecko, ktore nie jest akceptowane prze partnera
      swojej mamy....Ja tego dla swojego nie chce niemeza tez nie chce przekreslic natychmiast wiec
      tlumacze mu za kazdym razem co, jak i dlaczego maly zachowal sie tak anie inaczej i baaaaaaardzo
      czesto o tym rozmawiamy. Moj niemaz wie doskonale, ze jak zle sie odnosi do mojego dziecka to rani
      moje uczucia. Spoko nie wsiadajcie zaraz macoszki, ze dzieciak nie powinien rowniez wlazic na glowe i
      tego tez pilnuje jak maly "przegina" to JA go karam i tlumacze, ze nie wolno i nie nalezy i ze niemaz tez
      ma prawo troche odpoczac ale NM nie pozwalam krzyczec na malego i stosowac tresury bo to bardzo
      nie w porzadku kiedy oprocz dyscypliny nie ma mu nic innego do zaoferowania. Jest lepiej przestal
      tresowac malego, czasem sie z nim pobawi, powyglupia no jeszcze nie bardzo czesto, porozmawia i jak
      maly cos zrobi lub powie nie tak stara sie mu wytlumaczyc dlaczego tak nie wolno juz bez krzykow
      czyli chyba krok do przodusmile Na forum wychowanie przeczytalam post "ojczyma" jak postrzega dziecko
      swojej partnerki- oczywiscie ma z nim problem i az wlos zjezyl mi sie na glowie chwala Bogu
      forumowicze wylali mu kubel zimnej wody na glowe. Magdmaz rozmawiaj ze swoim NM, tlumacz mu i
      jak trzeba to opiernicz porzadnie bo uwazam, ze nie ma prawa tak traktowac twoich dzieci.
      Pozdrawiam bardzo serdecznie i cieplutkosmile
    • mara73 Re: Macochy, pomóżcie! 30.09.05, 11:07
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=575&w=29708532 przeczytaj to koniecznie jak nasi
      partnerzy moga postrzegac nasze dzieci jezeli sie wobec nich tak zachowuja jak opisalas. Straszne.
      • zonka77 Re: Macochy, pomóżcie! 30.09.05, 11:22
        ojejku, ja to po prostu znam od drugiej strony. I pamiętam teksty mojego M że
        chcę zrobić jego córce krzywdę i że wg mnie to dzieci i ryby głosu nie mają...i
        że ja mam jakieś średniowieczne poglądy.
        A prawda była taka że każdy który poznawał młodą prędzej czy później dawał do
        zrozumienia że dziecko jest niewychowane. Nie dało się przy niej odezwać,
        wchodziła doroslym w każde słowo bo była najważniejsza, nie potrafiła podzielić
        się nawet jednym ciasteczkiem mając ich całą pakę bo były JEJ, obrażając się za
        nic właziła pod stół i wyprawiała histerie, pamiętam, scenę na imprezie gdzie
        byłam ja, mój m jego ex i młoda. Młodej coś się nie spodobało i weszła pod stół
        i na siłę ją z tamtąd wyciągali. Pamiętam jak ex prosiła, żebrała - daj mamusi
        buziaczka i powiedz że się nie gniewasz. Koszmar.
        Teraz mój M jest pierwszy do trzymania dyscypliny, aż czasem za ostro i go
        muszę stopować, bo widzę że się boi żeby z naszą małą nie było jak z młodą.
        każdy kij ma dwa końce, a rodzice patrząc przez pryzmat dzieci są często
        zaślepieni. Może racji nie mam i w tym przypadku jest inaczej. Ale skoro
        wszyscy ci Magdamaz napiszą co innego to ja piszę to co piszę mówiąc ci - tylko
        się zastanów i tyle.
      • lilith76 Re: Macochy, pomóżcie! 30.09.05, 12:11
        wypoweidź acornsa w tym wątku postawiła mi włosy na głowie - facet dał córeczce
        kontrolę nad rodziną i najbliższe szanse na życie osobiste ma jak smarkula
        wyprowadzi się z domu (chyba, że wtedy też będzie przeganiać kobiety tatusia).
        • mara73 Re: Macochy, pomóżcie! 30.09.05, 12:26
          mnie raczej chodzilo o wypowiedz suczynskiegowink
          • lilith76 Re: Macochy, pomóżcie! 30.09.05, 13:16
            wiem, wiem, wiem smile
    • sara98 Re: Macochy, pomóżcie! 30.09.05, 12:05
      Odnosząc sie do Twojego problemu wydaje mi sie, że w żadnym wypadku nie
      możesz sobie pozwolić na samodzielne i egoistyczne podjęcie decyzji
      o "odesłaniu dziecka " do tatusia. Po pierwsze - co na to powiedziałby ojciec
      dziecka. Po drugie rodzeństwo jest z sobą od zawsze, niewątpliwie istnieje
      miedzy nimi silna bratersko-siostrzana więź. Podział na synka mamy i córeczkę
      taty podziałałby niekorzystnie na psychikę córki, poczułaby się nie chciana,
      odepchnieta przez Ciebie, sądzę że mogłaby zaniechać w przyszłości kontaktów z
      Tobą. I nie możnaby sie jej dziwić. Taka decyzja niosłaby za sobą same złe
      reperkusję - Ciebie też chyba troszkę sumienie by gryzło albo nawet mocno.
      Córka ma poprostu "charakterek", nie chce odpuścić, a Niemąż to despota,
      który pomimo wieku i faktu, że odchował już swoich synów nie potrafi, a raczej
      nie chce zbudować pozytywnych relacji z Twoimi pociechami.
      Sprawa jest złożona i naprawienie sytuacji wymaga wiele dyplomacji przede
      wszystkim od Ciebie. Przede wszystkim powinnaś porozmawiać ze swoim Niemężam,
      przekonać go, że trochę czasy sie zmieniły i teraz dom to nie "garnizon
      wojskowy". Aby wychować dzieci nie można je tylko karać i zastraszać bo wyjda z
      nich potwory o skrzywionej psychice, które nie poradzą sobie w życiu bo albo
      będą się wszystkich i wszystkiego bały albo będą powielać sytuacje domową czy
      przede wszystkim starać sie po trupach wybić nad innych i ignorować ludzi oraz
      ich potrzeby. Od tego czy on zechce zmienić swoje podejście zależy dalszy
      scenariuszu. Dużo może pomóc jakieś wspólny rodzinny wypad do lasu, moze
      wydarzy sie coś co złamie niechęć itp. Skoro uważasz, że masz dobre kontakty z
      dziećmi sprawdz czy zaowocuje to już teraz. Porozmawiaj z córą spokojnie na
      osobności, spytaj czy zależy jej na szczęściu Twoim, podkreśl, że jeśli Ty
      będziesz czuła sie dobrze z mężczyzną, którego kochasz bedziesz też lepsza dla
      nich. Przekonaj ją, że niegrzecznie jest "odpyskowywać" i zaczepiać słownie.
      Sytuacja nie jest łatwa i wymaga checi zmiany i poprawy od wszyskich, ale
      przede wszystkim zmiany podjeścia Twojego Niemęża. Odesłanie córki to najgorsze
      wyjscie z możliwych. "Zabawka przestała pasować do koncepcji" i musi zmienić
      półkę.
      Pozdrawiam
    • johana2 Re: Macochy, pomóżcie! 30.09.05, 12:39
      Pomimo ze b. kocham swojego M, gdyby tak się zachowywał do moich dzieci, to
      niestety: pa pa, ale moje dzieci są dla mnie najważniejsze i nie pozwolę aby
      przez kogokolwiek cierpiały. Albo zmieniasz podejście, albo się rozstajemy.
      Tyle.
    • cleopa Re: Macochy, pomóżcie! 30.09.05, 12:41
      zabrakło mi tchu....
      KIlkarazy sprawdzałam ile Twoje dzieci mają lat..wcale nie uwarzam że masz
      rozpieszczone dzieci..Twój facet to drań..jak mozna wyśmiewać jedno dziecko a
      drugie chwalić,jak mozna żądać by 6-latka była wystraszoną ofermą i złościć się
      gdy zadaje pytania..Tak moja córka też pyskowała (zawsze reagowałam ostro)była
      płaczliwa itp-toż to kobietka, toż to jeszcze małe dziecko!chcesz ją
      ztłamsić,chcesz żeby miałam poczucie niższoci??Nie widzę aby Twoje dzieci były
      jakieś bardziej szczególne i niegrzeczne niż inne widzę natomiast że Twój facet
      jest wredny i bez uczuć...sama piszesz że nie umie inaczej jak krzykiem..
      Nie wolno dziecku zadawać pytań??? to chore-w tym wieku dzieci zadają
      pytania..Nie sądzę też żeby 6-latka mogła być złośliwa...Raczej będzxie za lat
      10 w takim domu..
      Wytłumacz mi jak dziecko ma się do niego zwracać z "szacunkiem"???głupi?? ma
      mówić "Pan"??Moim zdaniem facet sobie za dużo pozwala..w życiu bym nie
      pozwoliła poniżać moje dzieci!
      Postaw się w sytuacji córki,syna co czują i jak czują się we własnym domu...i
      czy chciałbys takie dzieciństwo..żal mi Twoich dzieci z całego serca..
      Ja bym sie pożegnała z takim facetem..
      • mrs_ka Re: Macochy, pomóżcie! 30.09.05, 13:11
        Wiesz co, Magdmaz?
        Ja bym Ci zadała jedno pytanie: czy są jacyś inni ludzie, ktorzy uważają Twoje
        dzieci za nieznośne oprócz Twojego Niemęża? Pytam się tutaj o rodzinę i znajomych.
        Bo choć facet ma metody rodem z pruskich koszar, to prawda może leżeć pośrodku.
        I jeszcze jedno: nie obraź się, ale nie można tłumaczyć własnej nieudolności
        wychowawczej niekonsekwentnym charakterem i temperamentem.
        Mogłabym się całym sercem podpisac pod postem Cleopy, gdyby nie mała wątpliwośc,
        czy sytuacja aby na pewno jest tak oczywista i na niekorzyść Twojego niemęza.

        a.
        • cleopa Re: Macochy, pomóżcie! 30.09.05, 13:17
          mrs_ka ja bym miała wątpliwość co do dzieci gdyby facet zachowywał się jak
          dorosły a nie jak wredny malolat bez ciania uczuć do słabszych i uzależnionych
          od niego i jego widzimisię..Gdyby próbował zaprzyjaźnić się z malcami a on nie
          szanuje ani dzieci ani uczuć swojej kobiety..
          a na szacunek trzeba sobie zasłużyć ..
          • mrs_ka Re: Macochy, pomóżcie! 30.09.05, 13:19
            Mimo wszystko poczekam na odpowiedź Magdywink
            To, że facet zachowuje się jak żandarm nie wyklucza tego, że dzieci mogą być
            nieznośne. Historia naprawdę zna dziwniejsze przypadkiwink
            a.

            ps. poza tym rzadko kiedy wynika coś dobrego z tak różnych podejść
            wychowawczych, jakie prezentuje Magda i Jej niemąż. Myslę jednak, że te różnice
            były widoczne juz przed wspólnym zamieszkaniem.
      • zonka77 Re: Macochy, pomóżcie! 30.09.05, 13:35
        Cleopa, moja córka 4 letnia zwraca się z szacunkiem do mnie i do swojego taty i
        zdecydowanie uważam że tak powinno być.
        moja córka jest uparta i emocjonalnie podchodzi do życia. Też próbuje swoich
        sił i nie jest ideałem. Może z nami już nie próbuje bo wie na co sobie może
        pozwolić a na co nie, ale poza domem próbuje a owszem. U babci usiłuje rządzić.
        W przedszkolu usiłuje rządzić. Tyle że ja kiedy pani w przedszkolu mówi mi że
        moje dziecko zachowuje się źle nie stwierdzam że taki ma wiek i już i że to
        pani ma problem i nie zmieniam przedszkola, tylko rozmawaim poważnie z córką,
        tłumaczę jej dlaczego jej zachowanie jest złe i wymagam od niej poprawy.
        Wymagam też od Pani wszelkich informacji czy poprawa nastąpiła. Wszystko obywa
        się bez jednej łezki u mojej córki. Dodam że córcię uwielbiam i kocham ponad
        wszystko!!Ale dyscyplinke ma, właśnie dlatego że z charkteru jest uparta, chce
        rządzić i jeśli bym jej na to pozwoliła wlazłaby mi na głowę i trzęsła by domem
        wedłuk jej malutkiego 4letniego widzimisię i myślę że gdybym jej na to
        pozwoliła zrobiłabym jej krzywdę smile
        • cleopa Re: Macochy, pomóżcie! 30.09.05, 13:54
          moja też zawsze była zywa ,wszędzie jej pełno,trajkotała bez przerwy,masę
          pytań,uparta jak osioł..pyskowanie też ukracałam..i też jestem tą od dyscypliny
          w domusmile Ale nigdy przenigdy nie zbylam pytania dziecka..poza tym pytanie :jak
          może "wychowywać " dziecko facet który;
          -obraża sie i ignoruje dzieciaka
          -celow wywołuje strach
          -ośmiesz dziecko i wysmiewa
          -nie potrafi powiedzieć nic spokojnie tylko podniesionym glosem itp itd

          Moim zdaniem dzieci żyją w ciągłym strachu i stresie i strasznie im współczuję..
          • zonka77 Re: Macochy, pomóżcie! 30.09.05, 14:12
            powiem Ci Cleopa skąd moje wątpliwości.Podkreślam że nie wiem czy tu jest tak
            samo i nie mam monopolu na rację, poddaję to tylko do przemyślenia:
            rodzice bywają zaślepieni i wyolbrzymiają reakcję partnerów. Wiem bo przezyłam.
            Jestem ostatnią osobą która nie szanowałaby dziecka czy uważała że głosu nie ma
            prawa mieć a od męża (wtedy jeszcze niemęża) usłyszałam nie raz że jestem
            jakimś potworem, mam średniowieczne metody, że uważam że dzieci i ryby głosu
            nie mają itd...Każdą moją uwagę czy prośbę odbierał jako atak i sam sobie
            dopisywał co miałam na mysli. Pozatym w nerwach człowiek powie różne rzeczy i
            też jest tylko człowiekiem i jeśli widzi że w domu jest na marginesie i nie ma
            nic do gadania bo przegaduje go 6 letnia panna to nie wiem jaki facet to
            zniesie. Może nie mam racji i to rzeczywiście jakiś tyran...ale ja bym się
            mocno zastanowiła na miejscu Magdymaz
            Pamiętam czas kiedy było mi ciężko lubić córkę M i jak przychodziła to mnie od
            rana bolał brzuch bo była naprawdę nieznośna i nieakceptowalna z zachowania dla
            mnie. wiem że to nie była jej wina tylko jej rodziców ale ja też miałam zapędy
            wychowawcze i przynajmniej w stosunku do mojej osoby nie pozwalałam na takie
            zachowanie. Kiedy wchodziła mi w każde rozpoczęte zdanie i zakrzykiwała mnnie
            cokolwiek chciałam powiedzieć (robiła tak ze wszystkimi) ja się wkurzałam i
            mówiłam wyraxnie żeby dała mi skończyć i już po 2 tygodniach bylam jedyną osobą
            której młoda nie wchodziła w słowo ale też był to powód wielkiej złości mojego
            ukochanego i przyczyna wielkich oskarżeń o to jaka jestem zła.
            • cleopa Re: Macochy, pomóżcie! 30.09.05, 14:26
              ale zonka ,jak to dziecko ma byc inne i wyciszone,spokojne skoro facet nie dość
              że tyran (żelazna dyscyplina ,bez slwa i sidu) to jeszcze najzwyklej
              zlośliwy..wprowadza zasady które sam lamie..czemu kłapie jadaczką jak dzieci
              oglądają dobranockę??
              Synek jest "lepszy" bo boi sie milknie wystraszony lub nie odzywa się..a
              córeczka walczy..walczy o zrozumienie, o prawo do glosu i do istnienia-do
              swobodnego istnienia! ..Moim zdanie dziecko aż "krzyczy" że dzieje się coś nie
              tak..
              ..skoro tak bardzo PAN nie toleruje dzieci to po co związal się z kobietą z 2
              dzieciaków..
              • zonka77 Re: Macochy, pomóżcie! 30.09.05, 16:32
                WSZYSTKO zalezy od tego czy facet jest żeczywiście taki zly czy Magdamaz się
                wyolbrzymia.To że mąż mówi w trakcie dobranocki ja np też przerabiałam - gadał,
                nawet potrafił naszej małej przełączyć tv jak coś oglądała bo już "za długo"
                jego zdaniem. Porozmawialam z nim, pomyślał trochę i teraz nie gada i nie
                przełączy aż sie bajka nie skończy. Miał w pewnym momencie taki przerost
                potrzeby dyscypliny kiedy nasza panienka zaczęła pokazywać różki i nawet jak
                dla mnie przesadzał ale wiem że on to robił ze strachu i wielkiej potrzeby
                wychowania i wiem że jeśli ja zamiast pogadać spokojnie stanęłabym przeciw i
                celowo pozwalała córce na wszystko to on traktowałby ją jeszcze ostrzej, a to
                przecież nasze wspólne dziecko.
                Faceci z zasady (przynajmniej ci których znam) nie są skłonni do
                psychologicznych przemyśleń i jeśli ktoś z nimi stale walczy odpowiadają ostrą
                walką, przmyśleń trzeba ich uczyć i im tłumaczyć, podsunąć książkę,
                zaproponować psychologa.
                Zdaje mi się że mama która sama mówi że jej dzieci włażą jej na głowę i nie wie
                co z nimi zrobić ale jednocześnie nie widzi potrzeby zmiany tego a od partnera
                wymaga żeby się na to godził albo won, ma konflikt murowany.
                Ale to wszystko mi się może tylko zdawać wink
                • zonka77 sorki za błędy ort ;) 30.09.05, 16:35
                  stukam w pracy pomiędzy obowiązkami więc szczelam błędy okropne wink
                • cleopa Re: Macochy, pomóżcie! 30.09.05, 17:12
                  zonka masz wiele racji w tym co piszesz ja jednak po przeczytaniu pierwszego
                  postu upieram sie że problem lezy w facecie. To on prowokuje u jednego dziecka
                  strach,przerażenie a u drugiego bunt i negatywne postawy..Czytalam ten post
                  kilka razy i za każdym razem serce mi sie ściskało i lopotało jak szalone-tak
                  mi żal tych dzieciaków..Bo jak corak ma sie obronić przed taka postawą Pana??
                  Jest pod każdym wzgledem uzależniona od niego a jej niegrzeczne zachowanie to
                  tylko próba zwrócenia na siebie i na swoje nieszczęście uwagi.
                  Proponuję autorce wątku iść z dziećmi do psychologa ...zobaczysz ....to wcale
                  nie jest takie czarno-białe... Twoja córka cierpi...synek też...
    • johana2 Re: Macochy, pomóżcie! 30.09.05, 13:26
      Nawet sobie nie próbuję wyobrazić, jak te dzieci się czują...... terror we
      własnym domu i to w dodatku przez obcego faceta. To prawda - na szacunek trzeba
      sobie zasłużyć. Kto tego nie unie zrobić w naturalny sposób , robi to przez
      manifestację siły i wyższości. Pan w domu? A Ty jak do niego mówisz? Też: mój
      Panie? No po prostu ruszyło mnie. Jak na to możesz pozwalać! Po prostu niech
      mówią :Wujku, a najlepiej to go wyflancuj z chałupy!
    • magdmaz Re: Macochy, pomóżcie! 30.09.05, 14:54
      Kochane, ja Wam bardzo dziękuję za odzew. Mam dzięki Wam sporo do myslenia i
      jeszcze więcej do zrobienia (jak już pomyślę, oczywiście). Odezwę się za jakie
      dwie godzinki, jeszcze pracuję.
      Pozdrawiam i dziękuję Wam BARDZO.
    • nangaparbat3 Re: Macochy, pomóżcie! 30.09.05, 22:19
      Magda,
      piszesz, ze facet ma zwyczaj upokarzac Twoja córkę (a upokarzanie nie ma nic
      wspolnego z dyscyplina i nic, ale to nic go nie usprawiedliwia).
      Ty jestes od niego sporo młodsza. Czy nie przyszło Ci do głowy, ze w jego
      stosunku do Twojej córki moze sie przejawiać cos bardziej ogolnego, jego
      stosunek do kobiet? Ty jestes chwilowo wyłączona, pewnie jest zakochany, ale to
      przecież mija i potem człowiek jest, jaki jest. Więc może córka nie tyle
      przeszkodzi Ci w ułożeniu sobie zycia, co uratuje? Bo naprawdę jest całkiem
      mozliwe, ze z czasem zacznie Ciebie traktowac tak jak ją.
      To, co piszesz (na przykład nieodpowiadanie, kiedy córka się do niego zwraca)
      robi wrażenie, ze facet jest z lekka sadystyczny - ja bym sie pilnowała.
    • magdmaz Re: Macochy, pomóżcie! 01.10.05, 10:02
      Dziewczyny kochane! Odpisuję hurtowo:
      zonka77: Twoje uwagi odbieram jako bardzo cenne i się wcale nie czuję urażona.
      Widzisz - miałaś w pewnym sensie szczęście, że zanim urodziłaś swoje dziecko,
      miałaś bliską styczność z dzieckiem partnera i umiałaś to potem wykorzystać. Ja
      na pewno NIE JESTEM SUPER MATKĄ, popełniam dużo błędów i dostrzegam je dopiero,
      gdy zbieram ich skutki. Ale jakoś tak nie ma szkół dla matek i macierzyństwa,
      czy raczej wychowania naszych dzieci uczymy się na własnych błędach, niestety.
      Powiem tak:czuję, że jestem autorytetem dla moich dzieci i moje dzieci są mi
      posłuszne, to znaczy wypełniają moje polecenia, choć niektóre - np. porządek w
      pokoju (częściowa wina warunków egzystencjalnych, ale to później), czy
      naganianie do spania (całkowita wina mojego braku czasu wieczorem i
      niedopilnowania) wymagaja kilkakrotnych powtórek, czasem wzięcia za kołnierz i
      wyprowadzenia do łazienki lub pomocy. Natomiast zwykle polecenie nie jest
      wykonane NATYCHMIAST. Córka zaczyna pertraktacje - dlaczego musi, a dlaczego
      tyle, a czy nie można mniej itd itp. Już się nauczyłam nie wciągać w długie
      wyjaśnienia - ze dwie odpowiedzi i "ale już". Więc marudzi i komentuje, ale
      robi. Syn czasem zaczyna od "o, nie!", ale ogólnie jest znacznie bardziej
      uległy i posłuszny.
      Ja nie widzę, żeby dziecko mi pyskowało. Pewnie tak jest. Problem w tym, że
      dyskusji z nią nie odbieram jako pyskowanie, a inni tak. Czy są to ci - jak
      Niemąż, którzy uważają, że dziecko nie ma prawa do własnego zdania, bo na pewno
      wyrośnie na bandytę? Trudno mi odpowiedzieć. Ostatecznie to ja zwracam uwagę
      córce na ton jej wypowiedzi, nikt nigdy mi nie powiedział, ze ona zwraca się
      (choćby do mnie) brzydkim tonem (bo do tego chyba sprowadza się pyskowanie,
      nie?).
      Nigdy nie jest złośliwa w stosunku do mnie. Dotyczy to jej relacji z bratem.
      Ale konflikty między rodzeństwem to w ogóle osobna historia i te z nas, które
      mają pociech przynajmniej dwoje mogłyby grube księgi pisać.
      Czy moje dziecko chowane jest bezstresowo? Co to znaczy? Ma prawo do
      przeżywania i wyrażania własnych uczuć. Ma prawo śpiewać, kiedy jej przyjdzie
      ochota. Ma prawo wypowiedzieć swoją opinię, co nie zmienia faktu, że mogę jej
      nie wziąć pod uwagę. Ma obowiązek wypełniać polecenia dorosłych. Ma obowiązki
      wynikające z zasad współżycia społecznego (pomagamy sobie wzajemnie). Chodzi do
      przedszkola i mimo moich ciągłych zapytań nikt nie zauważył, by zachowywała się
      niepoprawnie. Ma prawo powiedzieć, ze nie chce iść do szkoły muzycznej tylko
      sportowej i nawet pewnie się zgodzę, bo co mi tam. Ma obowiązek mówić "proszę,
      dziękuję, przepraszam". Ma obowiązek posprzątać, jak nabrudzi. Ponosi
      konsekwencje swoich czynów. Ma obowiązek wrócić z podwórka na czas (wychodzi z
      zegarkiem) i od czasu wprowadzenia tej zasady nie spóźniła się.

      Teraz przerywnik, opowiem sytuację.
      Moja córka namawia brata, zeby zrezygnował z oglądania dziś swojej ulubionej
      bajki. Zdaje się że dlatego, że w domu kuzynostwa tej bajki oglądać nie można.
      Wchodzę do pokoju, mówię: Jeśli Filip ma zrezygnować dziś z bajki, to ty oddaj
      mi dziś swoją lalkę (jest to wytęskniona, wymarzona lalka baby-born, na którą
      złożyła się rodzina i którą córka dostała przedwczoraj na imeniny, i którą
      opiekuje się namiętnie). I córka wybucha płaczem, ale natychmiast, bez
      sprzeciwu oddaje mi lalkę.
      podsumowanie: Mam wredne, sadystyczne dziecko, lubiące pastwić się nad młodszym
      bratem. Co więcej - po tatusiu (tak uważam!!!) odziedziczyła dar demagogii i
      umiejętność manipulacji. Jej skłonności, temperament, geny - są złe (choć ma i
      zalety i talenty). Ale to nieprawda, ze robi co chce. Jest karna.
      Ciąg dalszy: Przychodzi do mnie Filip z pistoletem i tekstem "DAWAJ DZIECKO!".
      Poważna rozmowa. Czy wolno tak mówić do mamy? Nie. Czy wolno słuchać Michaliny,
      jeśli namawia do złego? Nie, ale ona kazała. Filip za karę stoi w kącie.
      Podkówka, ale żadnych sprzeciwów. Michalina - kazanie i kara - dziś żadnych
      słodyczy (słodycze są tylko w soboty i niedziele). Kazanie (czy kara???)
      skutkuje płaczem (ale nie jękiem, tylko żalem). Po chwili puk puk, "mamusiu,
      chciałam Cię przeprosić. Ja tak chcę być grzeczna, ale mi nie wychodzi". Dziś
      Filip wyjeżdża do ojca, obiecałam jej więcej czasu dla niej i więcej rozmów.
      Ona obiecała się starać. Oczywiście kara jest utrzymana.
      Dzień, jak co dzień. A co według Was należało zrobić? ( bo wiem, co sugerowałby
      Niemąż - lańsko jednemu i drugiemu na wszelki wypadek).

      Jeszcze komentarz Michaliny: To jaką będę miała karę? -Nie dostaniesz dziś
      słodyczy. -To nic, i tak nie chciałam dziś nic jeść. Chociaż nie wiem, czy
      wytrzymam.

      Zonka, ja nie chcę mieć rozwydrzonych dzieci, naprawdę! I naprawdę sobie z nimi
      ni radzę, tylko niech ktoś mi pomoże konkretnie.
      Acha, ważne. Mam ich dwoje. Oboje mają te same geny. Oboje wychowuję
      praktycznie sama, z pomocą dziadków i babć, które naturalnie rozpieszczają. Od
      obojga wymaga się tego samego, z tym, że od córki więcej - zawsze tak było. No
      i syn na przykład pamięta, że mmówi się: mamusi, proszę, daj mi... a córce
      trzeba ZA KAŻDYM PRAWIE RAZEM przypominać o proszę, dzękuję, dzień dobry. Są
      różni - są dzieci łatwiejsze i trudniejsze do prowadzenia. Jeśli u Filipa to
      ogólnie styka, to może nie błędy wychowawcze są tu problemem?
      A inna sprawa - Niemąż czasem używa np. przekleństw. Typu "cholera". Co
      odpowiadać córce na pytania -" przecież nie mówi się "cholera"? Że dorosłych
      to nie obowiązuje? Że co wolno wojewodzie, to nie tobie, smrodzie?

      zawsze-w-drodze: same mądre rzeczy piszesz. Podpisuję się obiema rękami i
      nogami. A problem mam nadal. Bo pozbyć się niemęża najłatwiej - jedno słowo i
      on się pakuje. A co dalej? Testować każdego następnego, czy zrezygnować na
      zawsze ze związków? Trudno mi podjąć taką decyzję i ponosić jej konsekwencje.

      mara73: Niemąż nie ma zamiaru wtrącać się w ich wychowanie - "jeśli nie umie
      odnosić się z szacunkiem, niech sie nie odzywa wcale". On się zamknie w pokoju
      (mamy w sumie dwa!) i mogą się nie widywać. A co z kuchnią i łazienką, pytam???
      On nie chce uczestniczyć w ich wychowaniu, on chce mieć świąty spokój. A ja
      muszę go przekonać, ze nie da się żyć, unikając sibie nawzajem i ledwo się
      tolerując zamiast akceptując. No nie wierzy mi, drań. Ale ja też nie chcę go
      przekreślić tak od razu. A że wolałby , żebych ich nie było - cóż, szczerze
      mówiąc trudno go za to winić.


      sara98 - nie ma takiej opcji, ze córkę wychowuje ojciec - z wielu względów, i
      nikt tego nie chce. nawet ojciec. Więc moje pytanie, kto ma się wyprowadzić
      jest tylko wskazaniem, że chyba jednak będę zmuszona wyprosić Niemęża z mojego
      życia. Bo nie mam pomysłu, jak zabrać się do "zmiany jego podejścia".
      Powiedział wczoraj: ona musi się zmienić, a nie zmieni się, bo taki ma
      charakter. To co ja mam zrobić??? Jezu, te chłopy takie tępe...

      cleopa: może ja troszeczkę przeginam, potępiając w czambuł mojego Niemęża? Może
      on chce dobrze (odrobinę dyscypliny...)

      Dziewczyny, a co z tym zwracaniem się do mamy i taty? Czy wasze dzieci mówią:
      Mamo, czy możesz mi pomóc... czy Mamo, czy Mama mogłaby mi pomóc...?

      mrs_ka:
      Rodzina i najbliżsi, którzy znają moje dzieci naprawdę dobrze nie uważają, że
      są nieznośne ani źle wychowane. Natomiast ze dwie osoby zwracały mi uwagę na
      charakter Michaliny. że chce rządzić, dyrygować. Ustawiać, kogo się da (to
      znaczy dzieci tych osób). Ale miałam kilka razy w życiu sytuację, ze w nowym
      miejscu, dajmy na to u nowych znajomych, dzieci zrobiły taką popisówę, że było
      mi wstyd. Oczywiście nikt mi wtedy słowa nie powiedział, każdy wtedy myśli z
      ulgą "moje są lepsze".
      Więc moim zdaniem też prawda lezy pośrodku - moje dzieci są jeśli nie
      rozwydrzone, to przynajmniej NIEOBLICZALNE.
      Ale dlaczego własnej nieudolności wychowawczej nie mogę tłumaczyć charakterem i
      temperamentem? Kiedy ona z tego właśnie wynika! Ja nie j
    • magdmaz Re: Macochy, pomóżcie! 01.10.05, 10:17
      Zjadło mi końcówkę. A chciałam powiedzieć, że nie jestem idealną matką. Może
      nawet dobrą nie jestem? Jakby mi ktoś test przeprowadził, to by mi może 3+
      wystawił. Chcę być lepsza, choćby czwórkowa. Ale kursów dla mam nie ma, więc
      proszę Was o wskazówki.
      Jak sie podciągnąć w matkowaniu?
      • cleopa Re: Macochy, pomóżcie! 01.10.05, 14:52
        dzieci sie nie "prowadzi" dzieci sie kocha i wychowuje..moim zdaniem robisz
        wyszystko bardzo dobrze ale twoją prace burzy Niemąż swoim zachowaniem..Mam
        pytanie czy on kiedy kolwiek byl bity?? Czy bil swoje dzieci?? W takim domu i w
        takim zwiazku ,gdy facet milczy ,odgradza sie od dzieci i je wysmiewa,każe do
        siebie mówic Pan nic nie wskórasz ..bo córka ma charakterek i bedzie sie
        starała a potem pęknie..A na szacunek Twój facet musi sobie zasłuzyć...Moim
        zdaniem nie ma tego szcunku u dzieci całkowicie słusznie..bo tyrana sie
        nienawidzi a nie szanuje..
        Twoje dzieci to jeszcze dzieci(!!!) ktore ucza sie i swiata i ludzi i
        wszystkiego a Wy chcecie aby zachowywały sie jak dorosłe i do tego zrównoważone
        osoby..Każde dziecko trzeba zaganiać,przypominać i karać..ale nie wolno
        przegonac pały tak ja twój facet ,ktory moim moze i dobry chlop ale do rodziny
        i wychowywania dzieci zupełnie sie nie nadaje..
        Acha i jeszcze jedno widze że doszukujecie sie na siłę że córak jest
        zła,zlosliwa,niedobra,pyskata....ufffff...
        • mrs_ka Re: Macochy, pomóżcie! 01.10.05, 15:46
          Ok, przeczytałam Twoją odpowiedź.
          Tak, jestem zdania, że nieudolności wychowawczej nie tłumaczy się
          okolicznościami wyższymi, tylko zmienia się ją w udolność. Nie ma czegoś
          takiego, jak obiektywny czynnik, który uniemożliwia nam bycie dobrym/
          konsekwentnym/ szczupłym itd. To są tylko i wyłącznie mechanizmy obronne naszego
          lenistwa. No, może poza ostatnią opcją, w której np. branie leków hormonalnych
          wyklucza nieprzybieranie na wadze.
          Co za tym idzie: piszesz o genach, charakterze itd. Powiem Ci, że psychologia ma
          różne teorie, ale:
          - charakter się kształtuje przez cale życie, a na pewno do okresu wczesnej
          młodości. To, co prezentuje sobą Twoja córka to są zręby, zaczątki charakteru.
          - geny mamy jakie mamy, ale demagogia nie jest genem wink Podobnie wredota nie
          jest genem. Można je uwypuklić dzięki środowisku i okolicznościom- i tyle.
          - powoływanie się na geny jest pójściem na łatwiznę. Twoja córka na pewno jest
          fajnym dzieckiem z pełnią mozliwości i opcją bujnej indywidualności. Jednak
          stosowanie wytrycha "ona ma to po tatusiu" w niczym nie poprawi ani Twojej
          sytuacji, ani sytuacji Twojej córki. Co najwyżej pomoże Ci w osiągnięciu pewnej
          bezradności i rezygnacji wychowawczej, a Twojej córce da poczucie, że ma w sobie
          elementy "zła", na które nie ma wpływu. Chyba nie muszę komentować, jakim
          nieszczęsciem byłoby to dla takiego sześciolatka.

          Co więcej: trudne i buntownicze natury trzeba ukierunkowywac na konstruktywne
          działania, a nie- excuze le mot- brac je za pysk. Zakazy i nakazy nie są tu
          sensowne, sensowne jest wyjasnianie, dlaczego coś działa tak jak działa i
          dlaczego trzeba się temu podporządkować. Dyscyplina? Tak. Ale nie nakaz
          milczenia czy posłuszeństwa bez zrozumienia. Z tego, co piszesz, widac, że
          raczej Twój Niemąz i córka nie dojdą do porozumienia. Co najwyżej osiągną stan
          zawieszenia broni i milczącej tolerancji.
          Nie wiem, do czego dązysz i co jest dla Ciebie stanem akceptowalnym. Żyć można
          różnie. Czasem pomaga zmiana jednego elementu (tj. partnera) i wszystko wraca do
          normy. Czasem wymienia się ten element, a problem pozostje- wtedy oznacza to, że
          źródło lezy w relacjach między matką, a dziećmi, a partner może tylko
          katalizowac problemy.
          Doradzałabym kontakt z psychologiem dziecięcym- i tak terapia czy konsultacja
          polegają na rozmowie z dorosłymi uczestnikami i ocenie sytuacji domowej, a
          dopiero potem włącza się w to dzieci. To pozwoliłoby wysondowac, co jest tutaj
          rzeczywistym problemem i na ile jest szansa to rozwiązać przy takiej postawie
          Twojego Niemęża, jaką prezentuje.
          I jeszcze jedno: czy Niemąz tego chce, czy nie- tworzycie rodzinę. Od tego nie
          da się uciec tylko dzieki deklaracji "mnie to nie interesuje".
          BTW: dzieciaki masz slicznesmile

          pzdr
          Rosa
          • renata491 Re: Macochy, pomóżcie! 01.10.05, 18:23
            O Boże, musialam ochlonac po przeczytaniu Twego postu i az poprosilam o
            przyjecie na to forum (dzieki!), bo nie moge zmilczec! Dziewczyno, jaki Ty
            widzisz w ogole problem? Tu nie ma żadnego dylematu, wyjscie jest tylko jedno -
            zero tolerancji dla Twego partnera!. Nie wyobrażam sobie, żeby zastanawiac sie
            nad wyborem miedzy dobrem dzieci a checia bycia z facetem. Gleboko wspolczuje
            Twoim dzieciom - przeciez to jeszcze naprawde zupelnie male istotki i tak
            bezbronne, jak tylko to w tym wieku mozliwe. Jak Ty w ogole mozesz okreslac swa
            coreczka jako zlosliwa etc., ona jest po prostu inteligentna, zywa i broni sie
            jak moze. Cudne masz te dzieci - widzialam zdjecia, nie wygladajak para
            rozbuchanych potworów, a przeciwnie, budza tkliwosc, a teraz juz wspolczucie.
            Jak mozesz dopuscic do tego, aby ktos obcy rzadzil Twoimi malymi dziecmi i to
            tak okrutnie.! Pozbawilas je najwazniejszego - poczucia akceptacji, milosci i
            BEZPIECZENSTWA. To moze miec straszne konsekwencje w przyszlosci. Albo ucichna i
            w zastraszeniu oraz kompleksach beda poniewierani przez zycie, albo przeciwnie -
            rosnaca w nich agresja i bunt obroca sie przeciwko otoczeniu blizszemu i
            dalszemu, a także w konsekwencji i samym . W kazdym przypadku beda nieszczeliwe.
            A przegońże Ty tego faceta, bo to jest znecanie sie psychiczne nad dziecmi! A to
            ich życie w zastrszeniu..Ciekawe, co na to ich rodzony tatus - czy odleglosc go
            usprawiedliwia? A juz rozwazanie, czy pozbyc sie z domu faceta czy dziecka -
            wybacz, brak mi slow... Pewnie sie obrazisz ale skoro pytasz o rade i zdanie,
            tomozesz sie spodziewac niezbyt pochwalnych wypowiedzi. Na marginesie - jestem
            "macocha" doroslego juz dziecka i nigdy do glowy by mi nie przyszlo "ustawianie"
            go w dziecinstwie czy jakakolwiek forma okazywania mu swej wladzy. Prosze,
            zastanow sie, co robisz.
            • mrs_ka Re: Macochy, pomóżcie! 01.10.05, 18:36
              Hmm, no bez przesady, Mgada jest kobietą myślącą i nie dziwię się Jej, że
              zaczyna od zastanawiania się, jak ten wózek pociągnąc dalej w pełnym składzie.
              Lepiej naprawiać istniejący układ niż iść w nowy.
              Nie wieszczyłabym też dożywotnich traum i tragedii dzieciaków- to jest tylko
              internet, nawet nie wiemy, jaka atmosfera jest w domu i jak to faktycznie wygląda.
              Bo co mogą pokazać słowa? To, co autor zechce, a nawet jak zechce przedstawić
              sprawę obiektywnie, to jednak sam wciąż jest uczestnikiem sytuacji. I to
              wyklucza bezstronność. Dlatego tak wazne są obserwacje kogoś fachowego z boku-
              ale ten ktoś musi pogadać z Magdą, Jej Niemężem i dziećmi, a nie doradzać na
              postawie kilku postów.

              pzdr

              ania
              • zonka77 Re: Macochy, pomóżcie! 01.10.05, 19:29
                myslę i myślę i muszę jeszcze pomyśleć. Na razie mi dwie rzeczy przychodzą do głowy.
                1. Mój mąż nie widział bardzo długo że córka do niego odnosi się jak do kolegi z
                zerowym szcunkiem, i nie tylko do niego ale i wszystkich dorosłych których
                selekcjonowała na tych których toleruje, tych których olewa i tych którym
                nieziemsko włazi na głowę. On to brał za "fajny kontakt" a teraz młodszą swoją
                latorośl by spacyfikował za choćby w połowie tak nieznośne zachowanie wink
                2. Nie piszesz nic o uczuciach do swojego niemęża (Twoich) i o tym czy nie da
                się go nakłonić do pogadania w towarzystwie fachowca (psycholog rodzinny lub
                ktoś taki)
                Muszę poczytać to co napisałaś parę razy bo już sama nie wiem co myśleć i co
                napisaćsmile Wiem tyle że jak ja miałam problemy przeróżne to biegałam do
                psychologa nawet i sama (maż się bronił rekami i nogami wink i pomogło mi to!
                doradzili mi jak postępowąc z mężem i dało to dobry efekt smile
                Teraz już nie biegam bo gadam z małżonkiem ale sobie to wypracowaliśmy ciężką i
                "krwawą" pracą heheh. Też mi się zdawało że jest niereformowalny a jest jest i
                to jak smile
              • renata491 Re: Macochy, pomóżcie! 01.10.05, 20:01
                Mila moja, Mr-ska, dzieki, ze akurat Ty sie odezwalas (Ania Rosa dawniej,
                prawda?), bo z zachwytem zawsze czytalam Twoje wypowiedzi madre, glebokie i
                pelne wdzieku. Niestety, tym razem nie bardzo mi trafia do przekonania Twoje
                stnowisko, że "to tylko slowa" i nie wiadomo jak jest naprawdę. Oczywiscie, ale
                w tej sytuacji mozemy oprzez sie tylko na slowach i ufac w prawdziwe
                przedstawienie problemu. Inaczej te nasze rozmowy nie mialaby wiekszego sensu. A
                ze Magda użyla takich wlasnie slow...
    • magdmaz Re: Macochy, pomóżcie! 01.10.05, 21:01
      Kochane dziewczyny.
      Jeszcze raz Wam dziękuję. Czuję się pokrzepiona. Przez słowa krytyki też, nawet
      bardzo.
      mrs_ka: aleś mi dokopała! Jakbyś wiedziała, że mam kompleks-monstre na tle tych
      dodatkowych kilogramów, hi hi.
      Ja wiem, ze to jeszcze nie charakter. Używam tego słowa w obiegowym
      znaczeniu "charakterek dziecka", ale jestem świadoma, że coś takiego w zasadzie
      nie istnieje.
      Demagogia nie jest genem, ale pewne skłonności są zakodowane genetycznie. To,
      że jest naturą "trudną i buntowniczą" to geny - obserwuję to wzajemne ścieranie
      od czasu, kiedy rok skończyła!
      Wiesz, ja też nie wierzę, że moje dziecko jest "złe". Natomiast są natury
      empatyczne i natury egoistyczne (zawsze przeważa jakiś czynnik) i dwie takie
      natury trafiły się wśród moich latorośli. Być może oceniam ją surowo przez
      porównanie - Filip ZAWSZE pamięta, żeby wziąć drugiego cukierka dla siostry,
      ona nie czuje takiej potrzeby. Pilnuje, żeby brat czasami nie miał czegokolwiek
      więcej. Zawsze dopatrzy się, ze ktoś inny ma lepiej. Przykład: bardzo rzadko
      bywamy w MacDonaldzie -dla zabawek, a nie dla jedzenia. Ostatnio dzieci wybrały
      identyczne zabawki. Różniły się tylko kolorem dołączonego ołówka. I Michalina
      dwie godziny spędziła na przekonywaniu brata, żeby się z nią zamienił, po czym
      rozryczała się straszliwie. Najgorzej jest z jajkami-niespodziankami - zawsze
      niespodzianka brata okazuje się ciekawsza.
      po prostu - dla Filipa szklanka jest zawsze w połowie pełna - dla Michasi - w
      połowie pusta.
      Ale kocham je oboje najbardziej na świecie.
      A poza tym ja się zbyt łatwo nie poddaję i na pewno nie zrezygnuję z
      wychowywania córki, z mojego wysiłku w celu osiągnięcia jakiegoś optimum.
      Kwestia dobrego zrozumienia, co będzie dla córki dobre - jak ukierunkować, a
      nie ograniczyć. A poza tym jeszcze jeden aspekt - to co będzie chwalone w
      środowisku artystycznej bohemy, gdzie obraca się tatuś, nie będzie akceptowane
      w środowisku małego miasteczka (oj, bardzo małego), gdzie obecnie żyjemy. A
      niedobrze by było, gdyby córka została okrzyknięta "odmieńcem". Ja w
      dzieciństwie uczyłam się grać na skrzypcach i wioskowe dzieciaki trochę ze mnie
      szydziły - bolało, póki nie zrozumiałam,że to nie jest powód do wstydu, a wręcz
      przeciwnie. Ale na to potrzeba czasu.
      Rosa, piszesz bardzo, bardzo mądrze. To pokrzepia. A co jest dla mnie
      akceptowalne? Na pewno nie "ciche zawieszenie broni" w rodzinie. Ale "zmienić
      partnera" to też nie takie hop-siup. Ja jestem taka bardziej monogamiczna,
      dziesięć lat byłam z ojcem moich dzieci i nie potrafię częściej zmieniać
      partnerów. A przynajmniej bym nie chciała, ale życie wyprostuje.
      Dziękuję Ci za wszystkie dobre i mądre słowa.

      zonka:1.No więc właśnie biorę pod uwagę, ze ja też nie dostrzegam. Zadaję
      pytania znajomym i analizuję wypowiedzi.
      2. Niemęża kocham po prostu. Zdaje się, ze mam na niego wpływ większy niż mi
      się zdaje (ale po polskiemu!). Dogadujemy się naprawdę dobrze (dotychczas) na
      wszelkie tematy nie tykające dzieci i ex-męża.
      Najważniejsze, ze chce rozmawiać. i że po rozmowie widzę jego konkretne
      działania - stara się. Chyba mu zależy. Więc może się uda wypracować zdrowy dla
      nas wszystkich układ?
      PS: Boję się pójść do psychologa - po doświadczeniach z gminną i powiatową
      służbą zdrowia mam słabe zaufanie do wszelkich fachowców na naszej prowincji.

      Pozdrawiam Was wszystkie baaardzo serdecznie.
      Magda

      Moje Robaki:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=26013313
      • zonka77 Re: Macochy, pomóżcie! 01.10.05, 21:20
        super że chce rozmawiać, wszystko da się zmienić i dogadać jesli jest uczucie i
        chęć zmiany, łatwe to nie jest ale da się wink
        Powodzenia więc życzę z całego serca.
        Jesli chodzi o matkowanie to nikt nie jest doskonały, ja też popełniam kupę
        błędów o których nie mam nawet pojęcia, tak pisałam co myślę bo jak się ma różne
        odpowiedzi i spojrzenia to pomaga w przemyśleniach smile
        Jeszcze raz powodzenia! Jak nie masz zaufania do psychologa to może poszukaj na
        internecie jakiejś literatury fachowej. Ja nie wierzę że jest jakaś recepta
        jedna na dobre wychowanie ani że dzieci można wychować z książką w ręku ale
        poczytanie róznych książek czasem daje do myślenia i plus intuicja może pomóc smile
        pozdrawiam cieplutko!
        Aga
        • zonka77 Re: Macochy, pomóżcie! 01.10.05, 21:33
          I jeszcze jedno mi przyszło do głowy, nie lubię i boję się takich rad typu
          "kopnij faceta i wywal" "ja bym się nie zastanawiała, facet jest be i już" Bo my
          widzimy z Twoich wypowiedzi tylko jedną stronę medalu a wiem z WŁASNEGO
          doświadczenia że jak się zestawi dwie strony to od razu widok się zmienia
          Nie warto łatwo rezygnować i nie warto nie walczyć jeśli się kogoś kocha bo
          można stracić okropnie dużo i nie odzyskać.
          Tyle o tym gadam bo trochę zawirowań przeszłam i wtedy słyszalam dosłownie od
          wszystkich "zostaw go" "nie warto"
          A warto było jak cholera. Dobre małżeństwo, dobre rodzicielstwo to kaawał
          ciężkiej roboty i łatwo nie jest smile ale nigdzie nie znajdziesz faceta
          doskonałego, sama też doskonała nie jesteś i nikt nie jest, z jednym będziesz
          miała taki problem a z innym inny, a zakochać się i być kochanym to chyba nie
          tak łatwo i za rogiem nie czeka 1000 następnych z różą w zębach i doskonałym
          charakterkiem i receptą na wszystko...tak mi się zdaje
          trzymaj się ciepło i mocno!
      • cleopa Re: Macochy, pomóżcie! 02.10.05, 10:57
        Przeczytaj jeszcze raz sama swój własny post (ten pierwszy)....zaczynasz
        przeczyc sama sobie...w obronie faceta??? siebie?? bo nie córki... sad mam
        wrażenie ze nie chcesz ,nie przyjmujesz do świadomości pewnych faktów..
        Ja juz napisałam wszystko nt temat smile nie bedę Cie dręczyc moimi wątpliwosciami
        w nieskończoność..Psycholog by przydał sie ze wzgledu na to abys spojrzała nma
        problem oczami dziecka...
        ścisakam Cie serdecznie
        • zonka77 Re: Macochy, pomóżcie! 02.10.05, 12:19
          Cleopa, czy dla Ciebie wszystko jest czarno-białe? Jak Magdamaz chce mieć
          rodzinę złożoną z 3 członów (ona, niemąż i dzieci) to musi patrzeć z trzech
          stron a nie z dwóch a właściwie jednej czyli dzieci!
          Zgadzam się ze dziecko jest tu bezbronne i trzeba mieć na uwadze jego dobro i
          to że samo się nie obroni ale cholerka nie znamy tego faceta i nie skreślałabym
          go po kilku słowach napisanych prawdopodobnie pod wpływem emocji. Psycholog
          jest tu potrzebny albo rozmowy ale nie tylko ze względu na dziecko ale i na
          magdę i jej niemęża, przecież rodzina nie składa się tylko z dzieci! Jasne że
          to nie są dzieci niemęża ale czy magdamaz ma być sama bo ma dzieci??
          NIE MA DOSKONAŁYCH LUDZI, i wszyscy się uczą a z tego co przeczytałam nie widzę
          żeby magda sobie przeczyła a za to widzę że jej niemmąż wcale nie jest
          niereformowalny najwyraźniej!
          Brrr zimno mi się robi jak słyszę takie zdania "nie chcesz przyjąć do
          wiadomości i oszukujesz siebie..." kurczę ile razy to słyszałam od osób które
          nic nie wiedziały a tylko popatrzyłay z boczku minutkęi nie rozumiały
          straszliwie jak ja tak mogę i czemu ja się tak męczę. A teraz mi te same osoby
          zazdroszczą fajnego chłopa który się nauczył być fajnym mężem, a ja się
          nauczyłam być fajną żoną. Jeśli tylko jest chęć i wola do zmiany to nic się nie
          dzieje w sekundę i nie od razu jest bosko ale za to po jakimś czasie jest
          NAPRAWDĘ super bo jest to wypracowane z chęci i świadomie.
          Jedynym powodem dla którego bym powiedziała z mojego subiektywnego punktu
          widzenia Magdzie że ja bym na jej miejscu pożegnała niemęża to sytuacja gdyby
          on kategorycznie całkowicie i niezaprzeczalnie nie miałby chęci ani nie
          próbowałby rozmawiać i zmienić sytuacji tylko postępował tak jak niektóre z was
          doradzają Magdzie czyli jak ci się nie podoba to papa
          Ludzie, przecież związek to nie jest bułeczka z masłem, może i czasem tak się
          zdarza że wszystko jest pięknie i cacy ale zazwyczaj nie! Ile razy można szukać
          i uciekać jak coś nie wychodzi? To nie jest sposób. Trzeba się starc i próbować
          i zmieniać. Chyba że siętotalnie nie da, ale z tego co mi się zdaje (oczywiście
          tylko zdaje!!!) to tutaj się jednak da!
          Magdamaz - myśl myśli i rozmawiaj! Kup butelkę winka i dobrego sera kawałek i
          rozmawiajcie na luzie a jak nie umiecie bo się kłócicie to rozmawiajcie z kimś
          trzecim - to niesamowicie pomaga! Nawet choćby i z dobrym znajomym,
          przyjacielem, z kimś z boku - to strasznie pomaga, inaczej dociera jak mówi
          osoba trzecia, inaczej jak zaangażowana w problem strona przeciwna!
          Tak ja myślę sobie i jeszcze raz powodzenia, najgorsze to zostawić wszystko jak
          jest albo olać, albo będziesz sama, albo nieszczęśliwa z kimś, więc bądź z nim
          ale walcz wink
          -
          rodzinkap.blox.pl
          • zonka77 Re: Macochy, pomóżcie! 02.10.05, 12:27
            normalnie się zapalam jak nie wiem cosmile Aż w nocy o tym myślałam heh smile
            Wszystko przez to że ja naprawdę wierzę ze ludzie się zmieniają i jak się
            starają to cuda można zdziałać
            • cleopa Re: Macochy, pomóżcie! 02.10.05, 12:55
              "Mój Niemąż uznaje zasadę "dzieci i ryby
              głosu nie mają", mają byc bezgłośne i bezwonne i nie mają praw. Żelazna
              dyscyplina, całkowity posłuch i żadnego "ale". Nie wolno zaadawć pytań.
              Dziecku należy dobrze dać po dupie, bo inaczej będzie miało do rodziców
              pretensje, jak się okaże, że nie jest pępkiem świata."

              "Jeszcze z synem jest w
              miarę, chociaż Niemąż nie potrafi zwracać się do dzieci inaczej jak
              podniesionym głosem i mały po prostu się go boi. Z córką jest gorzej, bo gdy
              syn przerażony umielknie, to ona odpyskuje. Nie da się przegadać i już! "

              "Niemąż nie uznaje metody "tłumaczyć, tłumaczyć, tłumaczyć" Uważa, że jest
              nieskuteczna, a dzieci sobie ze mnie bimbają.."

              "..od powrotu z wakacji - Niemąż traktuje córkę okropnie. Potrafi
              zignorować ją zupełnie, nie odpowiedzieć na pytanie czy "zaczepkę" (ona
              wstydzi się często zwrócić z prośbą bezpośrednio, ukrywa to pod maską
              NONSZALANCJI - nie żartuję. (czasem wydaje mi się że mam w domu
              trzynastolatkę). Sprawia wrażenie, jakby jej nie zależało, a potem mi się
              wypłakuje. Ale duma nie pozwoli jej się "upokorzyć", a Niemąż tylko taką
              postawę dziecka akceptuje. Dziecko ma być pokorne."

              "Jeśli dzieci chwalą się czymś, np obrazkiem czy budowlą, Niemąż ewentualnie
              pochwali synka, ale na pewno wyśmieje córkę." (!!!!!!!!!)

              "Wczoraj zażądał, żeby zwracała się do niego per "pan"..." -bo dziecko mowi do
              niego bez szacunku..na czym tan szacunek ma polegać..na kolanach..??

              "... (córka) i wtrąca pytania: "Mamusiu, a co to
              jest destabilizacja?" Niemąż jest oburzony. W dodatku on nie ma skrupułów
              rozmawiać głośno w trakcie dobranocki, a sam żąda ciszy gdy je kolacje (pokój
              dzieci wychodzi na kuchnie i nie ma drzwi."

              "Moje dzieci nie mogą się go BAĆ -
              widać to w ich oczach, gdy się pojawia lub odzywa. Niemąż uważa, ze dzieci
              MUSZĄ się bać, bo tylko wtedy będą przejawiały szacunek. " (!!!!!!)

              **********

              Powtarzam po raz ostanie nie mam nic do magdy sama jestem matka córki i też
              chadzałam do psychologa, który otworzył mi oczy i mam teraz super relacje..
              Ale zacytowane fragmenty mowia same za siebie..Milość milością..ale nie kosztem
              dzieci na litość boską! A starego psa nowych sztuczek nie nauczysz!!






    • magdmaz Re: Macochy, pomóżcie! 02.10.05, 16:13
      No, kochane moje, dałyście mi do myślenia! Ja mam filozofię jak zonka (choć
      mojemu byłemu mężowi odmówiłam prawa do poprawy i zmiany, ale to była przemoc
      fizyczna). Tu zamierzam walczyć o ten związek do upadłego - ale mojego, a nie
      dzieci. Ale z tym starym psem to prawda, tylko za mało jeszcze zrobiłam w
      kwestii tłumaczenia Niemężowi żeby to wszystko już na straty spisać.
      Faktem jest, że z synem ZACZYNA - dopiero w tym roku (szkolnym)! - nawiązywać
      jakieś tam relacje (sam się przyznał, ze zmienił o nim zdanie i że to
      jest "fajne chłopczysko". No więc z córką też może się udać - pod warunkiem, ze
      i ona troszeczkę zmieni postępowanie. Bo na przykład: wchodzi rano do sypialni -
      Niemąż w łazience - i: "tu spała mama, pachnie ślicznie, a tu spał X, błeee".
      W czasie śniadania też coś palnęła (typu: z X nie będę...), nie pamiętam. U
      ciotki: bawiła się w szukanie pcheł na psie z małą latareczką. Potem szukała
      pcheł na głowie mamie - werdykt: nie ma. Potem X - są.
      Być może w jej zachowaniu nie ma nic niestosownego, może to tylko reakcja na
      nieakceptację, a może zazdrość o mamę. O mamy miłość. Ale ona ma teraz prawie
      6,5 roku i pewnych rzeczy pora się nauczyć.
      Niemąż twierdzi, że wystarczyłby mu szacunek, z jakim normalnie dziecko zwraca
      się do STARSZYCH. Dystans, z jakim odnosi się do pani w przedszkolu czy na
      ulicy. Tylko czy tak może być we własnym domu? Z drugiej strony - czy dom to
      jest miejsce, w którym mamy rozładowywać nasze emocje? Na najbliższych?? Na
      ulicy, w pracy, trzymamy fason, a w domu odreagowujemy? Już to w życiu
      przerabiałam i faktycznie wolałabym wpoić moim dzieciom, że najbliższym należy
      się najwyższy szacunek.
      A moim dzieciom będę się baczniej przyglądać. Syn pojechał na tydzień do ojca,
      jest dobry czas, żeby duuużo rozmawiać z córką. O jej emocjach. Napiszę czasem
      o moich przemyśleniach, dobrze?
      Jeszcze raz bardzo Wam dziękuję.
      Magda
      • marialaskipelna Re: Macochy, pomóżcie! 02.10.05, 18:17
        Przepraszam cie, ale terrorem chcecie egzekwować szacunek?! Ja mam 30 lat i na
        miejscu twojej córki traktowałabym go zupełnie tak samo. Dlaczego on żąda a nie
        niczego nie daje. A ty sie na to zgadzasz w imie twojego szczęścia? Daj spokój.
        Facet nie da dzieciom obejrzeć dobranocki w ciszy, ale niemal sam zabrania im
        oddychac kiedy gapi sie w TV. To jest twoim zdaniem dyscyplina? Moim zdaniem
        dzieci wkrótce zaczną sie jąkać. Ja wiem, że często zdarza sie, że dzieciaki po
        prostu nie lubia nowych osób w rodzinie, ale trzeba zdopbyc ich zaufanie i
        szacunek a nie NAKAZAĆ im to. Dzieci to nie są ryby tylko ludzie nieco mniejsi
        od nas. Poza tym różnia sie tylko wielkością potrzeb, ale cierpliwości wymagają
        tyle samo co wielcy i nie zawsze mądrzy ludzie.
      • poxywka Re: Macochy, pomóżcie! 02.10.05, 21:25
        generalnie wlasnie tak jest - w domu odreagowujemy; robia tak dzieci po
        powrocie z przedszkola, szkoly i wiele osob, ktore wlasnie skonczyly dzionek i
        zarobily na swoja miske ryzu; nie da sie nie odreagowac; dom wydaje sie byc
        najwlasciwszym miejscem tylko trzeba wypracowac jakis ludzki sposob wyrzucania
        tych emocji; ale dzieci dopiero te nauke zaczynaja; moj synek po powrocie z
        przedszkola w domu jest przez 2 godziny trudny do wytrzymania (moj niemaz tez
        to czasem ciezko znosi); slyszalam, ze rodzice dzieci szkolnych skarza sie na
        to samo; w szkole sila spokoju w domu jakby piorun strzelil nagle;
        a z szacunkiem to tak jak z autorytetem; nie mozna nikogo do tego zmusic; na to
        sie zasluguje swoja postawa; Twoja corka moze sie najwyzej odnosic do ojczyma
        grzecznie jesli jej sie to nakaze; ale nie znam przypadku szanowania kogos
        daltego, ze on sobie tego zyczy; po pierwsze niech pomysli za co ona mialaby go
        szanowac ? za to, ze jest starszy ? kiepski powod
        pozdrawiam
        poxywka
    • kasia_kasia13 Re: Macochy, pomóżcie! 02.10.05, 19:38
      Na Twoim miejscu nie pozwolilabym niemezowi a takie zachowanie, a w
      ostatecznosci wywalila go z domu. Niezaleznie od tego jak zachowuja sie dzieci.
      To sa dzieci, moga byc nieznosne, ale rola doroslych jest je wychowac.
      Wychowac, i byc moze bylas tu do tej pory malo stanowcza i malo konsekwentna.
      Ale w wychowaniu nie chodzi o to, aby charakter dziecka stlamsic,
      dzieko "zlamac" poprzez upokarzanie, wrzaski czy bicie, tylko jego cechy dobrze
      ukierunkowac, tlumaczeniem, ukraniem jak trzeba (ale kara ma dziecka nie
      upokarzac!!!) i caly czas kochac. Wychowanie to nie tresura. Choc to bardzo
      ciezka praca.
    • magdmaz Re: Macochy, pomóżcie! 03.10.05, 07:14
      marialaskipelna: no nie, aż tak to z bliska nie wygląda. Np. on im nie zabrania
      oglądać dobranocki, tylko stale do mnie nawija, bo jesteśmy 24 godz na dobę
      pochłonięci pracą. A ja w czasie dobranocki robię dzieciom kolację, więc jestem
      tuż przy ich pokoju. Więc wtedy niemęża wypraszam z kuchni i mówię, ze przyjdę
      pogadać, jak skończę. To nie zła wola czy złośliwość, tylko bezmyślność i brak
      uwrażliwienia na potrzeby dzieci. Gdyby to robił celowo pewnie nie widziałabym
      sensu w "wychowaniu Niemęża do życia w NASZEJ rodzinie".

      poxywka: no i właśnie z tym odreagowaniem to tak jest, obserwuję to od zawsze,
      także u siebie. Kwestia formy, jak mówisz. Bo przez "pozwalanie sobie"
      rozwaliło się moje małżeństwo. Ale to extremum.
      Trafiłaś w sedno! Niech ona będzie dla niego po prostu grzeczna!!!! Wiesz, Twój
      post mnie olśnił. I niech on też będzie dla niej grzeczny, a czy się będą
      szanować? Nie moja broszka. Masz rację - na jej szacunek tylko on może sobie
      zasłużyć.

      kasia_kasia:No właśnie ja Niemężowi nie pozwalam na takie zachowanie, a
      ostatecznie wywalę go z domu, ale wolałabym najpierw mieć pewność, że już nic
      nie da się zrobic. A twoje uwagi o wychowaniu są trafne i mądre, i ja się
      staram jak cholera (przepraszam), ale mnie też czasem nie wychodzi.

      I JESZCZE JEDNO: moja córka ma zwyczaj płakania bez konkretnego powodu -
      wpadania w ton jęcząco boleściwy, co jest potwornie trudne do zniesienia i
      nawet ode mnie wymaga chartu ducha i nieziemskiej cierpliwości. Przyznaję się
      bez bicia - ja czasami wybucham. Proszę ją spokojnie o coś - typu pościelić
      łóżko, umyć zęby - a ta w ryk. A czasem ma po prostu taki dzień, ze GODZINAMI
      jęczy baz sensu. Ja rozumiem, ze jej to poużalanie się nad sobą może być
      potrzebne psychicznie -dodam, ze tak było od ZAWSZE więc nie ma to związku z
      rozpadem małżeństwa, raczej jest to jej sposób odreagowywania na wszelkie stesy
      życiowe. Ale to naprawdę jest trudne do zniesienia. Nie jęczy publicznie, bo
      się wstydzi - więc w przedszkolu jest nieuciążliwa, komunikatywna, wesoła,
      aktywna. W domu - często ślamazarna, a każde polecenie powtarzam trzy razy i
      bardzo szczegółowo, bo myślami błądzi nie wiadomo gdzie. CZY DA SIĘ ODZWYCZAIĆ
      OD NAWYKU JĘCZENIA?
      • lilith76 Re: Macochy, pomóżcie! 03.10.05, 09:45
        CZY DA SIĘ ODZWYCZAIĆ
        > OD NAWYKU JĘCZENIA?

        podobny typ dziecka ma moja przyjaciółka. jak czytałam o tym w necie to nie
        wierzyła dopóki kiedyś nie siedziałyśmy razem na plotkach, a ona nie siedziała
        obok. autentycznie przez bite dwie godziny jęczała. podziwiałam cierpliwość
        matki!
        teraz jej córka ma prawie osiem lat i chyba już jej przeszło, więc bądź dobrej
        myśli. to tylko taki etap.

        córka mojego M (7 lat) za to nie jęczy, ale marudzi. potrafi chodzić po
        mieszkaniu i mówić: "jestem beznadziejna.", "jestem durna", "inne dzieci są
        mądrzejsze niż ja". ani nie ma żadnych przesłanek by tak sądzić, ani nikt z
        dorosłych jej takich rzeczy nie mówi! nie mam pojęcia skąd ona to sobie
        wymóżdża. może potrzebuje dużo akceptacji i potwierdzania przez otoczeie, że
        jest dobra.
      • geos Re: Macochy, pomóżcie! 04.10.05, 07:51
        CZY DA SIĘ ODZWYCZAIĆ
        > OD NAWYKU JĘCZENIA?

        Da się :o))
        Mam nadzieję, że to zabrzmiało pocieszająco :o)
        Nam się udało
        Mały jęczał, płakał, ryczał z byle powodu. Zazwyczaj kiedy miał cos zrobic a
        jemu sie nie chciało, kiedy miał odrabiac lekcje to ryczał, że nie umie - umiał
        doskonale, kiedy nie mół iśc na dwór bo miał karę ryczał, kiedy cos zgubił
        ryczał, kiedy coś zapomniał ryczał. Ryczało wszytsko.
        Pomogło zachowywanie zimnej krwi i nieużalanie się nad nim. WEytłumaczenie, że
        nic starsznego sie nie stało, że umie i zostawienie go z tym rykiem samemu. Może
        to brzmi okrutnie ale Mały ciągle starał się zrobić z siebie malutkiego
        nieporadnego chłopczyka, którego we wszytskim trzeba wyreczac bo on nie umie nie
        potrafi itd. - a w rzeczywistości to było zwykłe lenistwo i chęc wykorzystania
        innych do zrobienia tego co powinien. Ja tez biegałam i wspierałam ale M mnie
        oduczył. Pokazał mi, że Mały swietnie sobie radzi bez wspierania. Wystrczy mu
        pokazać jak ma to robic i kazać dzialać zasemu. I faktycznie tak jest. Od paru
        miesięcy ryki ustały i Mały przekonał sie, że bez ryku zrobi coś szycbiej i
        dzieki temu szybciej wróci do zabawy czy ogladania tv. Wymagało to dyplomacji,
        świetej cirpliwości - trzeba było mu tłumaczyć, że potrafi i że mu się to
        połaca, trzeba było siłą powstryzmać chęc nakrzyczenia na niegho i trzeba było
        być konsekwentnym. Daliśmy radę :o)
        • lilith76 Re: Macochy, pomóżcie! 04.10.05, 09:40
          > Mały jęczał, płakał, ryczał z byle powodu. Zazwyczaj kiedy miał cos zrobic a
          > jemu sie nie chciało, kiedy miał odrabiac lekcje to ryczał, że nie umie -
          umiał
          > doskonale, kiedy nie mół iśc na dwór bo miał karę ryczał, kiedy cos zgubił
          > ryczał, kiedy coś zapomniał ryczał. Ryczało wszytsko.

          identyczny był Mały M (+ dzikie wrzaski, tupanie na środku ulicy) i też dzięki
          konsekwencji jego ojca udało się go z tego wyciągnąć.

          > to brzmi okrutnie ale Mały ciągle starał się zrobić z siebie malutkiego
          > nieporadnego chłopczyka, którego we wszytskim trzeba wyreczac bo on nie umie
          ni
          > e
          > potrafi itd

          podobnie jak Mały, podobnie jak mój młodszy brat przed laty. czasem myślę, że
          to jakaś perfidna strategia, którą przynoszą na świat z genem Y, a która
          pozwala im w miły i sprytny sposób wejść na głowę otoczeniu smile albo tacy bywają
          młodsi bracia, posiadający starsze siostry - w kontraście do samodzielnych i
          wygadanych dziewczynek ustawiają się na pozycji wiecznego bobo. az nagle
          zauważasz, że bobo ma 25 lat, a i tak wszyscy traktują go jak delikatną
          porcelanę (ech, mój rodzinny dom mi się przypomina).
    • nangaparbat3 Re: Macochy, pomóżcie! 03.10.05, 20:32
      Magda, co najmniej dwóch rzeczy nie mogę pojąć w żaden sposób.
      1.
      Teraz przerywnik, opowiem sytuację.
      Moja córka namawia brata, zeby zrezygnował z oglądania dziś swojej ulubionej
      bajki. Zdaje się że dlatego, że w domu kuzynostwa tej bajki oglądać nie można.
      Wchodzę do pokoju, mówię: Jeśli Filip ma zrezygnować dziś z bajki, to ty oddaj
      mi dziś swoją lalkę (jest to wytęskniona, wymarzona lalka baby-born, na którą
      złożyła się rodzina i którą córka dostała przedwczoraj na imeniny, i którą
      opiekuje się namiętnie). I córka wybucha płaczem, ale natychmiast, bez
      sprzeciwu oddaje mi lalkę.
      podsumowanie: Mam wredne, sadystyczne dziecko, lubiące pastwić się nad młodszym
      bratem. Co więcej - po tatusiu (tak uważam!!!) odziedziczyła dar demagogii i
      umiejętność manipulacji.

      Jesli corka namawiała (to TY piszesz: NAMAWIAŁA) brata do nieogladania bajki,
      ktorej zresztą częśc rodziny nie akceptuje, to za co właściwie postanowiłaś ją
      ukarać? Namawiać do nieoglądanie czegokolwiek w TV nie grzech - o co właściwie
      chodziło?

      2. Syn wyjeżdża na tydzień do taty. Córka zostaje z Tobą i z ojczymem, który
      jest jaki jest.
      Czy córka wcześniej była sama przez tydzień u taty? A teraz sie wymieniają? Bo
      żadnej innej opcji pojać nie mogę.
      • magdmaz Re: Macochy, pomóżcie! 03.10.05, 20:48
        W jej przypadku namawianie jest manipulacją - jest starszą siostrą, którą brat
        kocha i słucha i której prędzej czy później ulegnie. Potem mi z łzami w oczach
        opowiada, co oddał Michalince (swój ukochany dekoder z płatków Nestle). Bo to
        taki typ, podzieli sie ostatnia koszulą. A ona tego nie doceni - nie żartuję,
        ona naprawdę jest przekonana, ze jej się należy.
        Chwilę później namówiła go, żeby się niegrzecznie odezwał do mamy. No i
        posłuchał, bo "Michalinka kazała".
        A może przesadzam. Ale przez dziesięć lat jej ojciec mną manipulował,
        namawiając tak długo, aż zgadzałam się wbrew swej woli. Pewnie to moja wina -
        brak asertywności. A może takie typy jak Filip i Michalina.
        A poza tym to jest zawsze punkt wyjścia wszelkich sporów i dziecięcych awantur -
        ona mu dokucza wmawianiem, ze coś, co on robi/lubi/buduje/rysuje jest niewiele
        warte, po czym on w odwecie psuje jej zabawę (lub przeszkadza) i za chwilę cały
        blok słyszy, jak "bawią się "moje latorośle.
        Co do wyjazdu Filipa - ojciec zgodził się go wziąć, bo Filip po chorobie
        jeszcze kaszle, nie może iść do przedszkola, a ja już wydałam majątek na
        opiekunkę i nie mogę siedzieć w domu. Michalina nie chciałą jechać, woli
        chodzić do zerówki. W ubiegłym roku to ona wyjeżdżała częściej i na dłużej,
        ojciec woli spędzać z nią czas, bo jest starsza i można od niej wymagać więcej
        samodzielności. A poza tym ojciec go tylko zawiózł do ukochanych babci i
        dziadka, bo sam ma też tylko trzy dni przerwy w pracy.
        • nangaparbat3 Re: Macochy, pomóżcie! 03.10.05, 21:14
          Słuchaj, chwile później: Przychodzi do mnie Filip z pistoletem i tekstem "DAWAJ
          DZIECKO!".

          To jest to niegrzeczne odezwanie się?
          To przecież zabawa. Mogłaś ja podjąć, pewnie wszystkim Wam poprawiloby to humor
          i zrobiło 100 razy więcej dobrego, niz oglądanie czegokolwiek w telewizji.
          Mogłaś odmowić udziału w zabawie - i koniec.
          Przecież on nie mówił do mamy, tylko do kogoś, kto porwał jego siostrze DZIECKO.
          Wiesz co, bardzo polubiłam Twoje dzieci. I nie wątpię, że oboje bardzo kochasz,
          skoro tak o nich piszesz, że sie je lubi od czytania o nich.
          Ale co do Michaliny - ona wcale nie jest taka duża, to maleństwo, to tylko
          obecność Filipa zmienia Ci perspektywę. Naprawdę 6 lat to jeszcze bardzo,
          bardzo mało.
          Ale mniejsza z tym. Poważniejsza sprawa to to, ze przypisujesz jej cechy swego
          byłego i to te, których nie znosisz. Nie słyszałam o genie manipulowania
          innymi. Mozna za to odziedziczyć umozliwiającą to inteligencję.
          Pamietaj, ze nasze dzieci stają sie takie, jakimi je widzimy, jak o nich
          myslimy (to nie mój pomysł, mądrzy psycholodzy to obserwowali). Na Twoim
          miejscu poradziłabym sie właśnie madrego psychologa, bo jakaś gmatwanina
          okropna powstała, a cenę płaci Michalina - nikt inny. Jak czytam Twoje posty,
          zaczynam sie niepokoić, ze mała moze sie stać - albo już jest - kozłem
          ofiarnym. No, na pewno juz jest rodzinną czarną owcą - jak na sześcioletnią
          dziewczynke spore osiągnięcie.
    • magdmaz Re: Macochy, pomóżcie! 04.10.05, 08:29
      Dzięki za wszystkie słowa. No, mądrze piszesz. Z tą inteligencją to fakt (ale
      to po mamusi, no nie?smile))
      I mimo że czsem jestet tak strasznie zmęczona moimi dziećmi, przeraźliwymi
      wrzaskami z ich pokoju, mimo ze czasem wstydzę się w publicznym miejscu albo u
      znajomych - to to są normalne, zdrowe dzieci. A proces wychowania nie jest
      łatwy - a kto powiedział, ze będzie łatwy?
      A to by oznaczało, że wymyślam problemy. A przyczyną tego jest Niemąż.

      Wczoraj się na niego obraziłam. Do dziś się nie odzywam. Jedziemy samochodem,
      przed nami rowerzyści, jeden zrobił jakąś głupotę (popisywał się ). Niemąż: no
      patrz jaki idiota, widziałaś? Michalina: Który? Niemąż (tonem nieprzyjaznym):
      Rozmawiam z Twoją mamą, a nie z Tobą.
      Noż cholera. Żeby jeszcze ton był jakiś przyzwoity, ale nie! Mam dość!
      • cleopa Re: Macochy, pomóżcie! 04.10.05, 10:05
        żal mi Cie Magda masz nie lada orzech do zgryzienia..Twój Ukochany nie
        akceptuje Twojej córki...wydaje mi sie że przyczyna leży m.in w tym że od
        poczatku mu na to pozwalałaś (w dobrej wierze) a teraz gdy On juz sobie pozwala
        na dobre Tobie się oczy otworzyły..Masz rację mi też by serce pękało gdyby mój
        Niemąż w ten sposób pogardliwy,nieprzyjazny itp. traktował moja córkę..Może za
        bardzo uległaś jego sugestiom że córka jest zła,złośliwa ,ma złe geny,wredny
        charakter tatusia itp ..Przeciez to malutka dziewczynka...6 lat to naprawdę
        mała dziewczynka..Jesteś zmęczona dziećmi to też normalne..a
        dzieciaki ,rodzeństwo często własnie się tak zachowuja jak opisujesz :tłuką i
        wrzeszczą..Naprawdę nie masz jakiś szczególnych dzieci!Bardziej zlych i
        nieznośnych. Bądż dumna że córka jest mądrą dziewczynką i zadaje
        pytania,zobaczysz przy dobrych waszych stosunkach ma szansę byś dobrą
        uczennicą.Moja była zawsze do przodu ..w maluszkach rozwiązywała zadania z
        zerówki..zlościła się że inne dzieci tego nie rozumieją,zaczeła się
        jakać..Chodziłam do pani psycholog i teraz jest super !!...
        Z czasem bedzie coraz lżej i dzieci będą bardziej samodzielne i nie bedą
        wymagały tyle uwagi i zachodu.. smile
    • magdmaz Re: Macochy, pomóżcie! 04.10.05, 12:25
      Dziękuję. Kiwam głową i przyznaję Ci rację. Bo jak tak czytam te wszystkie
      posty i duuużo myślę, to tak naprawdę nie mam o co mieć pretensji do dzieci.
      No, trzeba im stale zwracać uwagę, naganiać, polecenia powtarzać po trzy razy -
      ale to udane, fajne dzieciaki!
      A cholerny Niemąż kochany jest stary wapniak, wychowywany w twardej dyscyplinie
      i trudnych czasach, zresztą wyrósł na odpowiedzialnego i wymagającego od siebie
      człowieka, który w stosunku do mnie psychopatą nie jest, mimo że bardzo się
      różnimy i wiele rzeczy mogłoby mu u mnie przeszkadzać. Ale z dziećmi przegina.
      Przegina i już. I tego nie zniosę, niestety.
      Pozdrawiam, za jakiś czas doniosę, co mu zrobiłam.
      Magda
    • judytak Re: Macochy, pomóżcie! 04.10.05, 12:32
      tak czytam i czytam...
      i mi się tak z całości wydaje, że należałoby uporządkować to wasze życie
      bo jest takie jakieś na wariackich papierach
      takie jakieś z dnia na dzień, chaos, zamieszanie, doraźne kary, innym razem
      doraźne pozwalanie na za wiele, nieprzewidywalność...

      dobrze by wam chyba robiło, jakbyś ustaliła, sama w swoim sumieniu, jakie są
      twoje WAŻNE wymagania względem dzieci (mało! 5-6 spraw, tak na początek, i
      bardzo konkretnych, żeby dało się zapisać na kartce papieru)
      i niech tylko te sprawy będą takie "poważne", z karami, konsekwencjami itp., a
      cała reszta, to sprawy, gdzie nie ma potrzeby, żebyś się wtrącała, co dzieci
      robią, możesz, oczywiście, ale tłumaczeniem, prośbą, propozycją...

      tak samo z mężczyzną: jemu też trzeba powiedzieć wyraźnie, czego od niego
      oczekujesz, też krótko, zwięźle i konkretnie

      no i całe wasze życie wymaga trochę więcej przewidywalności, zorganizowania
      można by np. wyodrębnić sytuacje, kiedy "dorośli rozmawiają i dzieci się nie
      wtrącają" oraz sytuacje, kiedy "rodzina przebywa razem i każdy z każdym
      grzecznie rozmawia"

      w jakimś sensie na pewno to pomoże, nawet jeśli nie rozwiąże podstawowych
      problemów

      warto by też wprowadzić punkty programu pod tytułem "ojczym idzie na spacer z
      pasierbicą", nie będzie wtedy żadnych wymówek, musi porozmawiać ;o)
      możesz przed wypuszczeniem ich z domu zapoczątkować jakiś bezkonfliktowy, a
      ciekawy temat, np. przyrodniczy, lub wysłać ich z konkretnym zadaniem, np.
      kupienie czegoś, to ułatwi im zadanie...

      pozdrawiam
      Judyta
      • magdmaz Re: Macochy, pomóżcie! 04.10.05, 17:59
        żartujesz. Nie tylko nie pójdzie z nią na spacer za nic na świecie, nie pójdzie
        nawet ze mna i dzieć mi w publiczne miejsce, bo sie wstydzi.
        Zreszta ona z nim też nie pójdzie.
        Jeszcze w ubiegłym roku (tzn. wiosna tak się zdarzało (ze dwa razy). Teraz już
        mowy nie ma.
        • nangaparbat3 Re: Macochy, pomóżcie! 04.10.05, 19:49
          magdmaz napisała:

          > żartujesz. Nie tylko nie pójdzie z nią na spacer za nic na świecie, nie
          pójdzie
          >
          > nawet ze mna i dzieć mi w publiczne miejsce, bo sie wstydzi.
          > Zreszta ona z nim też nie pójdzie.
          > Jeszcze w ubiegłym roku (tzn. wiosna tak się zdarzało (ze dwa razy). Teraz
          już
          > mowy nie ma.

          Magda,
          obejrzałam te Twoje Robaki. To z nimi on sie wstydzi iść w publiczne miejsce?
          To Tobie rozum odjęło, że z nim jesteś.
          Nie chodzi mi o to, że sliczne, ale że im dobrze z oczu patrzy, sam miód po
          prostu.
          A bardziej poważnie - albo nas podpuszczasz, albo naprawdę facet nie chce z
          dziećmi sie pokazać. Jeśli to prawda, to chyba za wysoką cene jesteś gotowa
          płacic za bycie z nim.


          • magdmaz Re: Macochy, pomóżcie! 04.10.05, 20:02
            Nie podpuszczam. Ja dojrzewam do decyzji. Bolesnej, jakby nie było.
            • pom Re: Macochy, pomóżcie! 04.10.05, 21:20
              Tylko żeby nie było potem tak, że podświadomie córkę będziesz obarczać za
              nieudane życie osobiste. Pilnuj się.
              • zonka77 oj dłuuugie napisałam :) 04.10.05, 22:21
                ojej...a ja nadal będę namawiała Magdę do rozmów z niemężem i prób "polubienia"
                go z córcią...
                Magda, dzieci masz niezaprzeczalne słodkie i napewno je kochasz. Ale widzisz, ja
                jak czytam to co piszesz to myślę że na niektóre zachowania naprawdę bym nie
                pozwoliła. Kocham moją córkę nad życie ale poglądy mam chyba zbliżone do Twojego
                niemęża a nie jestem potworem a moje dziecko nie jest męczone i katowane. Nie
                pamiętam nawet kiedy jej klapsa dałam! nie muszę, jest tak prowadzona że nie
                potrzebuje klapsów...
                To nie o to chodzi że dzieci mają być idealne. Mogą rozrabiać, mogą dokazywać,
                mogą się kłócić. Ale bezprzecznie muszą wiedzieć dokładnie gdzie jest ich
                miejsce w rodzinie i nie jest to miejsce przywódcy. Uważam że dzieci powinny
                mieć szacunek do dorosłych, osobiście uważam że to co się teraz z dziećmi
                wyprawia to jest głupota. Na codzień mam do czynienia z dziećmi po prostu
                szalenie niegrzecznymi, zaborczymi, akurat wśród rodziny i znajomych takie
                przeważają. I nieraz słyszę ze jak ja tak mogę córcię "krótko trzymać" chociaż
                ja jej wcale "krótko" nie trzymam, tylko trzymam się ustalonych zasad. Cały czas
                mi się wydaje że być może chwytasz każde słowo niemęża i je wyolbrzymiasz.
                Niepotrzebnie upatrujesz się u córki cech jej taty, tu nie chodzi o to żebyś
                stwierdziła jaka ona jest zła, tu chodzi o to żebyś spróbowała zgrać swoją
                rodzinę, bo tylko ty to możesz zrobić..
                No powiem ci tyle że u nas zagrało dopiero wtedy kiedy mój M dostrzegł parę
                rzeczy i zmienił swój sposób wychowania i stosunek do mnie. To nie była
                identyczna sytuacja jak u ciebie więc może nie powinnam porównywać, ale co tam,
                miej jeden glos inny, ku przemyśleniu.
                Dwa pytania:
                1. niemąż ma dzieci tak? Jakie są? jaki mają kontakt z tatą? jak są wychowane,
                czy niemąz jest dobrym ojcem dla nich??
                2. Czy myślisz że jak byś znalazła następnego niemęża to będzie inaczej? Czy
                córka będzie dalej sprawdzała ile wytrzymasz ty i niemąż bo jest zazdrosna (co
                oczywiste!) o ciebie (bidulka!)
                są dwa wyjścia - albo będziesz sama albo uda ci się wytłumaczyć córci i nauczyć
                ja jak ma sobie poradzić. A z tym to już ciężka sprawa napewno, rozumiem że to
                dla niej trudne musi byći dla ciebie
                Straszna szkoda że nie macie kogoś kto mógłby fachowo doradzić i pomóc sad

                Co do jojczenia to popieram sposób ze stanowczym acz ciepłym wytłumaczeniem
                dlaczego nie powinna jojczeć i zostawienie jej z tym jojczeniem. Ja moją córkę
                wysylałam do jej pokoju jak chciała się bez powodu użalać nad sobą ze zwyklej
                nudy lub chęci wymuszenia czegoś. Mówiłam NIE córeczko i koniec. I nie przeraża
                mnie że sobie popłacze w pokoju 10 minut. Wypłacze swoje złości i za 10 minut
                już się bawi w najlepsze. Przychodzi potem i mów "już się uspokoiłam mamuniu".A
                ja ją przytulam i jej tłumaczę dlaczego nie zgadzam sie na to czy tamto a
                przedewszystkim na jojczenie. Jak ona zaczyna mi histerię to ja od razu
                kategorycznie mówię: jękami nic nie załatwisz, najwyżej załatwisz sobie karę.
                I ponieważ w karach jestem konsekwentna do bólu to zazwyczaj wystarczy i
                jojczenie sie ucina i zaczyna się rozmowa.
                A jak się nie ucina, to córcia nie dostanie tego o co jojczy i koniec a jak
                walnie histerię (co się już właściwie nie zdarza) to dostanie karę odczuwalną
                mocno (np brak dobranocki przez kilka dni którą uwielbia i która jest rytuałem)
                Wykluczam w tym wszystkim sytuację kiedy mała jest chora lub bardzo zmęczona,
                wtedy albo ją jak najszybciej kładę albo odwracam jej uwagę i zajmuję się nią
                więcej bo rozumiem że jak się źle czuje to będzie jojczeć bo jest jeszcze za
                mała żeby się opanować.
                Magdamaz, może ja nie doczytałam czegoś ale czy ty rozmawiałać tak poważnie i
                szczerze z niemężem o tym co się dzieje? Czy on wie jakie ty masz dylematy
                wychowawcze? Czy on wie że ty się zastanawiasz czy z nim byc wogóle bo jemu z
                córką twoją nie wychodzi?
                Może by się zatstanowił i przmyślał gdyby wiedział jak poważnie ty myślisz żeby
                z nim nie być
                Kurczę to naprawdę nie może być tak że jak jesteś mamą to już jesteś mamą i
                nikim więcej sad mama nieszczęśliwa nie jest dobrą mamą a bez niemęża chyba
                szczęśliwa nie będziesz skoro go kochasz...? Naprawdę nie da rady z nim
                rozmawiać na zasadzie zróbmy to razem - Ja myślę że tobie samej by się przydało
                ustalić jak chcesz wychowywać dzieci, przmyśleć to dokładnie i poukładać.
                Mówisz że Twojemu niemężowi wystarczy szcunek...a nie jest to tak że on mówi
                między wierszami "jak już nic innego nie mogę to niech chociaż mnie to dziecko
                nie traktuje jak śmiecia" Jeśli ty stajesz za dziećmi przeciwko niemu to niby
                wydaje się to oczywiste ale wierz mi że jemu się tak nie wydaje. Wierz mi że
                jego to boli jak cholera zwłaszcza jeśli on uważa że ma racje i jest przekonany
                że ty postępujesz źle.
                No ja znam to z autopsji - widzisz że dziecko zachowuje się paskudnie...widzisz
                że rodzic powinien zareagować, mówisz coś, zwracasz uwagę a tu - spadaj na
                drzewo, to moje dzieci i ty nie masz nic do gadania. Dzieci są od Ciebie ważniejsze.
                A czy w normalnym związku - rodzice - dzieci, mama jest dla taty mniej ważna niż
                dzieci i tata dla mamy? Czy mężczyzna ma być mniej ważny dla ciebie? Nie uważam
                tak. Powinien być równie ważny i wiedzieć to, powinien się czuć szanowany i
                potrzebny bo jest facetem a faceci tego potrzebują bo taki mają mózg wink
                Milość do dzieci, największa i wspaniała to jedno a do partnera to drugie.
                zdanie typu "żon możesz mieć 10 a dziecko to dziecko" to początek końca.(nie
                mówię tu o sytuacjach skrajnych, dręczenie, molestowania, bicia czy innych
                paskudstwach!!) nie ma sensu żyć w związku gdzie się wartościuje kto jest
                ważniejszy i kogo się bardziej kocha. Nie wiem czy jest aż tak źle u ciebie i aż
                tak nie ma wyjścia że trzeba sobie powiedzieć pa. Ciekawe czy Twój niemąż nie
                czuje się po prostu odrzucony, na drugim planie i bezradny, bez wpływu. Oj to
                dla Faceta jest nie do zniesienia! Zresztą, czy dla kobiety jest...dla mnie nie.
                Oczywiście rozumiem że jeśli mąż, partner, narzeczony krzywdzi dzieci ewidentnie
                to mimo największej miłości do niego kobieta z dziećmi powinna uciekać jak
                najdalej, lub mężczyzna z dziećmi jeśli taka jest sytuacja. Bo dzieci są
                bezbronne i jesli mają być dręczone to pal lich miłość, pal licho ty, pal licho
                niemąż. Ale czy tu jest tak źle NAPRAWDĘ??
                Na koniec jednak napiszę:
                jeśli jesteś w 100% przekonana że twój niemąż krzywdzi Twoje dzieci i nigdy w
                życiu się z nim nie dogadasz i nigdy nie polubi Twojej córci bo jest złym i
                wrednym facetem...no to odejdź od niego. Jeśli NAPRAWDĘ tak uważasz a nie jesteś
                po prostu zła i nie dobierasz sobie każdego słowa do serca bo sytuacja jest
                napięta.
              • magdmaz Re: Macochy, pomóżcie! 05.10.05, 12:54
                Pom! Toć cały tem post powstał właśnie dlatego! Żebym córki nie obarczała.
                Żebym zrobiła, co się da, a jak się nie da - to zrobiła to, co muszę. Od
                początku wiadomo, że jedynym rozwiązaniem jest wyprowadzenie sie Niemąża, ale
                że to najprawdopodobniej pociągnie likwidację zakładu produkcyjnego, który
                prowadzimy, zwolnienie około trzydziestu osób i brak roboty dla następnych
                kooperujących, a do tego koniecznośc spłaty zadłużenia z majątku mojej rodziny
                oraz moją - i dzieci- wyprowadzkę w nowe miejsce, nowe przedszkola,
                poszukiwanie nowej pracy, toteż nie chcę zrobić tego pochopnie. Ale zycie jest
                życiem i toczy się dalej. Czasem jako walec.
                • magdmaz Re: Macochy, pomóżcie! 05.10.05, 13:15
                  zonka, odpowiem jak pomyślę. No i przeczytam parę razy, bo długie faktycznie.
                  Po pierwsze. Jestem zła. Jestem na niego cholernie zła i rozżalona i to mi
                  psuje jasność widzenia.
                  Po drugie. Rozmawiałam ale nie o rozsaniu z powodu dzieci, tylko o tym, co chcę
                  osiągnąć, ze to dla mnie ważne.
                  Po trzecie. On nie chce, zeby było jak w normalnej rodzinie. Czasem myślę, ze
                  mści (?) się na mnie za to, że próbuję z ojcem dzieci utrzymywać jako tako
                  poprawne stosunki, dwa razy już się pakował i wyjeżdżał przez niego (to znaczy
                  przeze mnie, ze wpuściłam ojca moich dzieci do mieszkania). Ponieważ Filip
                  powiedział ojcu, że NM go uderzył (kiedyś go mocno szarpnął i wyrzucił z
                  łazienki, a raz dostał po łapach), mój ex "zażądał, żeby on nie bił jego
                  dzieci"). Ja też przymyślałam i powiedziałam, że on nie może tak reagować i
                  wymierzać im kar. Więc Niemąż podjął decyzję, ze odtąd w wychowanie dzieci się
                  nie wtrąca, niech robią co chcą, on tylko życzy sobie w domu szacunku i
                  spokoju. Na to Michalina, że "tutaj rządzi mama, a ty tylko z nami mieszkasz".
                  Od tego czasu nie odpowiada jej na pytania, odburkuje na "dzień dobry" (które
                  ja na niej wymuszam!), broń boże nie zwróci na nic uwagi, natomiast na każdą
                  jej odzywkę ma jedną odpowiedź: "czy ja mówiłem do ciebie?".
                  No i to właśnie jest przyczyną, dlaczego jestem na niego zła.

                  A tak wogóle - naprawdę mam dni, że wolałabym nigdy więcej chłopa na oczy nie
                  oglądać. Żadnego.
                  • zonka77 Re: Macochy, pomóżcie! 05.10.05, 13:46
                    aha. Więc wojna na całego między córcią a "macochem"
                    Hm, truudna sprawa - Tak naprawdę to nikt tutaj Ci nie może pomóc sad
                    Naprawdę pomógłby Ci tylko psycholog i to bardzo. Napisalaś że masz dość służby
                    zdrowia. A moze prywatnie? To nie jest takie strasznie drogie, zależy gdzie
                    mieszkasz jeszcze - im większe miasto tym drożej.
                    Ja bylam u "psychola" i w większym mieście i w mniejszym. Poza róznicą w cenie
                    nie bylo żadnej - kompetencje mieli takie same i zreszta mówili dokładnie to
                    samo na moją sytuację. Polecam naprawdę bardzo bardzo!! warto poszukać i
                    zapłacić nawet, to pomaga skutecznie.
                    • cleopa Re: Macochy, pomóżcie! 05.10.05, 14:07
                      A ja chodziłam do psychologa do Poradni Psych. dla dzieci i to za darmo smile
                      tylko terminy są długie ale cierpliwie czekałam..no i pomogli smilenawet bardzo
                      pomogli !
                      • zonka77 Re: Macochy, pomóżcie! 05.10.05, 14:23
                        no ja też za darmo chodziłam, tzn zaczęło się od psychologa za darmo ale się
                        zalamałam - przez trzy tygodnie miałam 3 spotkania na każdym wypęłnianie testu
                        i papierków, zero rozmowy, za trzecim razem się dowiedziałam że mam przyjść za
                        następne 3 tygodnie na omówienie wyników testów...a ja potrzebowałam szybko
                        pomocy! I te kolejki...
                        A za pieniążki miałam natychmiast fachowe i bardzo pomocne rozmowy, tak już
                        niestety w naszym pięknym kraju jest sad
                        • cleopa Re: Macochy, pomóżcie! 05.10.05, 14:27
                          ojej a my od razu rozmowy miałyśmy..to znaczy Mloda wypełnila jakis test a
                          potem byly juz tylko rozmowy z nia a potem ze mną-i wtedy mi sie gałki oczne
                          otworzyly i spojrzałam na wszystko oczami dziecka i udzielono mi fachowych
                          porad itp czyli zalezy gdzie się trafi smile
                          • zonka77 Re: Macochy, pomóżcie! 05.10.05, 15:55
                            napewno tak, może nie wszędzie tak jest, może miałam pecha. Potem się śmiałam
                            że jakbym miała skłonności samobójcze to 10 razy bym się zdążyła zabić zanim
                            bym dostała pomoc a zabiłabym się napewno z rozpaczy czekając 2 godziny w
                            korytarzu...czarny humorek ale taka prawda byla
                            • cleopa Re: Macochy, pomóżcie! 06.10.05, 10:25
                              My nie czekałyśmy w korytarzu godzinami bylyśmy umówione na dzień i godzinę!! smile
                              • zonka77 Re: Macochy, pomóżcie! 25.10.05, 13:33
                                Ja czekałam i czułam się okropnie. Byłam w przychodni studenckiej. Zwykle w
                                takich wszystko idzie szybko ale tu było paskudnie. Ale jak pisałam - może
                                miałam pecha i gdzie indziej byłoby lepiej smile
                                Prywatnie było bardzo ok - od razu byłam przyjęta (umówiona wcześniej) i
                                rozmowa była długa i konkretna i od razu następne spotkanie szybko a nie za
                                trzy tygodnie smile
    • magdmaz Re: Macochy, pomóżcie! 06.10.05, 07:54
      No dobra - dojrzewam. To kto powinien iść do tego psychologa? Ja i Niemąż? Ja i
      dziecko? Ja, Niemąż i dziecko? Może w czwórkę (nie zwalajmy wszystkiego na
      Michalinę, mam jeszcze syna!)?
      • zonka77 Re: Macochy, pomóżcie! 06.10.05, 10:09
        Ja bym poszla najpierw sama i się dowiedziała co i jak zrobić dalej, ale z
        dzieckiem u psychologa doświadzczenia nie mam więc może ktoś Ci lepiej doradzi
        kto chodził z dzieckiem
        powodzenia i życzę wytrwania w decyzji i pójścia naprawdę do tego psychologa
        • cleopa Re: Macochy, pomóżcie! 06.10.05, 10:24
          Jak pójdziesz z dzieckiem to uswiadomisz sobie co się dzieje,spojrzysz na
          wszystko oczami dziecka, uwiadomisz sobie swoje błędy a i nauczysz się jak
          eliminować ewentualne braki w wychowaniu,jak postępować aby bylo dobrze
          itp..dalej psycholog juz Ci powie czy ty też i NM macie chodzić..itp
        • nangaparbat3 Re: Macochy, pomóżcie! 06.10.05, 21:20
          Ja byłam u psychologa, bo chciałam zaprowadzić dziecko, bo miało okropny tik.
          Skończyło sie na mojej długiej rozmowie z psychologiem i dwóch prostych
          wskazówkach. Wystarczyło.
      • pom Na początek: Ty i Niemąż. n/tx 06.10.05, 11:28

      • kasia_kasia13 Re: Macochy, pomóżcie! 07.10.05, 20:45
        Na poczatek idz sama. Powodzenia!
    • magdmaz Re: Macochy, pomóżcie! 24.10.05, 12:53
      Wczoraj. Niedzielne popołudnie, niestety - niedziela u nas akurat przepracowana
      (zdarza się). Ja podminowana, bo były przyjechał do dzieci, a on zwykle podnosi
      mi ciśnienie. Jest po obiedzie, ex wyjechał, powinno się we mnie wszystko
      uciszyć i uspokoić, a tu nie.
      Coś we mnie rośnie, jeszcze nie wiem co.
      Niemąż znów odpowiedział na pytanie Filipowi, a Michalinie "nie mówiłem do
      Ciebie, rozmawiam z Twoją mamą".
      Na moją prośbę, zeby jej nie odtrącał, jak go zaczepia - zaciął się, zebym nie
      zmuszała go na siłę do polubienia mojego dziecka.
      Rozryczałam się, jak bawół.
      Po czym zrobiłam awanturę-monstre. Najgorszą - z wyciąganiem wszelkich żalów z
      całego tygodnia, prywatnych, służbowych i wydumanych.
      Po czym za oknem pociemniało i nad Mazurami przewaliła się potworna burza.
      Jestem meteopatką.
      A niemąż pokazał Michalinie, jak się rysuje liść i jabłko.
      Ha!
      • lilith76 Re: Macochy, pomóżcie! 24.10.05, 13:26
        > A niemąż pokazał Michalinie, jak się rysuje liść i jabłko.
        > Ha!

        tzn., że Niemąż się stara przełamać, czy że dziecko znowu tresuje? wink

        PS: twoja córka i córka mojego M mają to samo imię - są w podobnym wieku i
        chyba mają podobne temperamenciki (na innym forum czytałam, że twoja Misia nie
        cierpi swojego imienia - ta to samo big_grin )
        • magdmaz Re: Macochy, pomóżcie! 24.10.05, 13:32
          Niemąż się stara! Już o Filipie nie mówię, bo prawie sielanka, jeszcze trochę,
          a kumplami zostaną. Ale i z Michasią jest lepiej!
          A imienia nie lubi, choć chyba jej już to trochę przeszło.
          • magdmaz Re: Macochy, pomóżcie! 24.10.05, 13:36
            To znaczy BURZA się przydałasmile))
            • mara73 Re: Macochy, pomóżcie! 25.10.05, 13:26
              Jak nie rykniesz, jak nie stukniesz piescia w blat stolu to do faceta nie dotrzewink I bardzo dobrze Magdasmile
              Moimi panowi byli sami w sobote w kiniesmile Ale poprawa nastapil dopiero, rowniez po moim ataku furiiwink
              Pozdrawiam serdecznie i zycze oby tak dalej (odpukuje tez w niemalowane, zeby nie zapeszycsmile
              mara
Pełna wersja