Dodaj do ulubionych

jak postępować?

04.12.05, 01:07
Witam.Na tym forum dominują Kobiety.No i dlatego tutaj zapytam-jak postępować?
Kolejnośc -.Sam tata,dorosła córka/samodzielna/,13-to letni syn/mama płaci na
niego alimenty/i tata,który chce poznać Panią,zamieszkać z nią i być razem.
No dobrze.Jak ma postępować tata?Czy nadal sam zajmuje się synem,a Pani jest
"jego i dla niego?"tata nie chce żeby Pani była "opiekunką" do syna,z matką
syn nie ma spotkań/odebrane prawa/.Kurde mol.I jak tu żyć?Ten tata,to ja,syn
chce żeby była w domu Pani,córka mówi -tata,nie bądż sam,a tata chce żeby tej
Pani było dobrze-i nie chce jej obarczać sprawami dzieci.No i czy tak się da?
A jeśli się da-to jak,żeby uczciwie! pomóżcie tata9347
pytałem już o kilka rzeczy,były odpowiedzi,ale o byciu z Panią nie pytałem,ale
ta Pani jest teraz realna--i co?
Obserwuj wątek
    • lideczka_27 Re: jak postępować? 04.12.05, 01:56
      Tata, czy Ty spać nie możesz? winkWłaśnie skończyłam robótkę na dziś, chyba do
      końca roku się nie wygrzebię, do tego postępująca ślepota, szkoda gadać. A Ty
      jeszcze spacji po przecinkach nie robisz, biedne te moje ślepia wink

      Ja Ci powiem prawdę: popytaj nas tu personalnie, to usłyszysz skrajne
      wypowiedzi. Przecież to, jak się układa w rodzinach zrekonstruowanych, zależy
      od postaw wszystkich: dzieci, rodzica i nowego członka rodziny. Możesz sam się
      zajmować synem, ale skąd pewność, że to jej będzie odpowiadało? A może właśnie
      chciałaby uczestniczyć, zwyczajnie Ci pomagać? Ona Twoja i dla Ciebie - a jeśli
      syn będzie chciał je towarzystwa i bliskości? Nie chcesz obarczyć, a może ona
      poczuje się odrzucona, niepotrzebna? Będziesz się spodziewał pomocy a może ona
      odbierze to jak atak na wolność i chęć przykucia do pralki i garów? Wiesz o co
      mi chodzi? Mam nadzieję, bo jestem bardzo zmęczona i piszę chaotycznie. Mam dla
      Ciebie złotą radę: poważnie z nią POROZMAWIAĆ NA TEMAT WZAJEMNYCH OCZEKIWAŃ co
      do Waszych ról w tym związku. Jak ona siebie widzi w Waszej rodzinie, jak Ty
      ją, jak ona chłopca, jak on ją. Gadać, gadać, szczerze i wyjaśniać sobie
      wszystko ze szczegółami - gdyby wszystkie macochy miały odwagę albo chociaż
      refleks pozwalający na odpowiednio szybkie zdjęcie różowych okularów, to połowy
      tematów by tu nie było, a tak jest podejście "jakoś to będzie, przecież kocham"
      i potem pod górę. Tata, ja Ci chcę pomóc, ale wymiękam przed tym monitorem już,
      jak pośpię to może mi coś do głowy jeszcze wpadnie wink

      dobrej nocki
      lidka
    • pom Re: jak postępować? 04.12.05, 10:27
      Tata, jest juz rano ale temat chyba nadal wciaż aktualny.
      Lideczka dobrze gada: porozmawiaj z Nią. O swoich obawach co do waszych
      wzajemnych relacji w przypadku wspólnego mieszkania.
      Z tego co piszesz, jesteście i tak w dobrej sytuacji po po pierwsze: syn chce,
      by Twoja Pani mieszkała razem z Wami, córka też nie chce byś był sam - czyli
      akceptacja Twoich dzieci co do samego pomysłu wspólnego mieszkania. Po drugie:
      Twoje podejście. Nie szukasz opiekunki dla syna ale partnerki dla siebie a to
      bardzo ważne. Myślę, że jesli bedziesz nadal wypełniał obowiązki jako ojciec a
      Twoja partnerka z własnej i nieprzymuszonej woli będzie Cie w tym wspierać, to
      najlepsze co może się trafić i Tobie, Jej i Twojemu synowi. Oczywiście nie
      znaczy to nieustającej sielanki - w KAŻDEJ, pełnej, czy zrekonstruowanej
      rodzinie czasem wybuchają konflikty i drobne sprzeczki. No i trzeba bedzie się
      jakoś dotrzeć wzajemnie, prawda?
      Macie wszyscy duży kapitał na starcie: dobrą wolę by się udało. O wiele trudniej
      byłoby wszystko poukładac, gdyby dzieci tego związku nie akceptowały. Syn
      potrzebuje kobiety jako wzorca osobowego by prawidłowo się rozwijać. Może, taka
      jak pisze Lideczka, potrzebuje zwykłego kobiecego ciepła. Niewykluczone, że
      Twoja partnerka będzie chciała je Twojemu synowi dać, tak po prostu.

      Ale o tym wszystkim porozmwawiaj z Twoją Panią. Ona pewnie też zachodzi w głowę,
      jak to wszystko poukładać.smile
    • pom Re: jak postępować? 04.12.05, 10:48
      Ale, ale, w sumie nie do końca odpowiedziałam na Twoje rozterki.
      Pytasz, czy sie da to jakos poukładać. Wprawdzie nie mieszkam z dziećmi mojego
      męzczyzny (dwóch synów: 9,5 i 11 lat) a mam z nimi tylko weekendowy kontakt, to
      uważam, że się da.
      Pytasz - jak to zrobić. Według mnie najlepszym rozwiazaniem jest robienie
      wszystkiego co wiązało się z dziećmi tak jak do tej pory. Jesli jednak Twoja
      Pani wykazywałaby chęć pomocy, nie rezygnuj z tego. Ona też musi sie czuć
      potrzebna i przynależna do Twojej rodziny. Niemniej musi uważać: wkracza do do
      domu, gdzie juz został ustalony pewien porzadek - każda zmiana musi być
      wprowadzona łagodnie i z dużą dozą cierpliwości.
      Konflikty bowiem mogą się pojawić na linii: Ona-Twój syn, gdy będzie chciała
      narzucić Twojemu synowi inne reguły postępowania w domu. Przykładowo: zmywanie
      naczyń po sobie, mówienie Jej gdzie wychodzi i o której wróci, wypełnianie próśb
      (to powinny być prośby, nie polecenia) typu "wyrzuć smieci", "poodkurzaj". To sa
      przykłady oczywiście, bo jak macie rozłożone obowiązki - nie wiem.
      Myślę, że o tych drobnych ale jakże ważnych detalach musicie wspólnie
      porozmawiać i także porozmawiać wspólnie z Twoim synem. Żeby na starcie każdy
      wiedział, co robić i jak sie zachować. Że kiedy Ciebie nie ma w domu, Twój syn
      ma traktować prośby Twojej Pani jak Twoje. Natomiast wyjaśnić Pani, że
      wyciąganie konsekwencji za złe zachowanie syna należy wyłącznie do Ciebie i że
      od Ciebie należy wymagać zmiany zachowania syna. To wiele ułatwia, bo synowi
      łatwiej zaakceptować skarcenie od ojca niż od obcej, skądinąd, kobiety. Zresztą,
      dlaczego miałaby w ogóle to robić. I w ten spoósb unikasz głębszych zatarć w
      rodzinie. Poza tym w ten sposób nie obarczasz swojej Pani obowiązkiem
      wychowywania nastolatka, co przecież proste nie jest nawet dla rodziców.

      Pewnie inne macochy, bardziej doświadczone, dorzucą więcej wskazówek.
      • tata9347 Re: jak postępować? 04.12.05, 13:21
        Bardzo uważnie czytam.Wszystkie wypowiedzi wnoszą pomoc do poukładania
        wszystkiego.Jest południe/no trochę po/,pomyślę,a napewno będą też następne
        Panie,i się odezwę.Dziękuję.
        tata9347
        • geos Re: jak postępować? 04.12.05, 14:19
          Tata< dziewczyny dobrze radzą.
          Da się to poukładać. Bo ja jestem taką panią jak twoja Pani. Nastałam w domu
          gdzie był tata i jedna małolata i jeden małolat. Na początku to tata się
          wszytski zajmowała ja pomagaam przy pracach domowych teraz po roku po
          ślubiedzielimy sie wszytskimi obowiązkami po równo. I opieka nad dziecmi - co
          wynika tez z musu , taka praca mojego męża - i naszych chęci. Powoli
          wprowadzaliśmy ten model. Najpierw tak jak pisze pom , prośby sugestie o
          wykonanie czegoś, moje rzmowy z dziecmi żeby je przekonać. A dziśkiedy wszystko
          się podopasowywało. Ja tez czasem nakrzyczę, zakaże czegoś, nakaże cos innego.
          Jestem z dziecmi, opiekuję sie nimi kiedy nie ma ojca i siłą rzeczy nie da się
          inaczej. Ale do tego tez doszłam. Powoli. Ja nie umiałabym się znaleźc w tej
          rodzinie gdybym nie miała prawa nic zadecydować w sprawach dzieci. Mam wrażenie,
          że oni by tego nie akceptowali bo sami czuliby się wtedy nie akceptowanie przeze
          mnie. My stworzyliśmy rodzinę. Dziś dzieciaki nazywają nas "rodzicami" choć
          doskonale pamietają swoja zmarłą matkę.
          Ale my tez ustalaliśmy wcześniej jak to może wyglądac, jak byśmy chcieli żeby
          wygladało. To były długie i potrzebne rozmowy. Zycie je trochę skorygowało ale
          ogólnie, wprowadzaliśmy nasze plany.
          Bez uzgodnień się nie da. Wiedzieliśmy czego chcemy i wiedzieliśmy tez ze
          dojdziemy do tego powoli.
          Chetni jeszcze coś dopisze popytaj jak chcesz.
          Dzis po prostu nie mam czasu i dopiero w czwartek cos się znajdzie :o)
          Pozdrawiam
    • m-m-m Re: jak postępować? 05.12.05, 09:36
      Widzisz, nie bez znaczenia moim zdaniem jest wiek Twojego syna. Lada moment
      zacznie się jego dojrzewanie. Mój pasierb dziś lat 16 i mój pasierb, gdy miał
      13 lat to niebo i ziemia. Taka różnica.
      Porozmawiaj z synem na temat tego jak on sobie rolę tej pani w domu wyobraża.
      Mój pasierb wyobrażal sobie, że będę jak jego babcia: tylko go obsługiwała i
      tylko mu dawała, a on nic nie bedzie musiał robić w domu. Pomylił się. Ma stałe
      obowiązki i z każdym rokiem kolejne, konsekwentnie egzekwowane przez jego ojca.
      Zdecydowanie wychowanie syna oraz utrzymanie go to Twój obowiązek. Także
      karcenie go i nagradzanie.
      Nie powinien też kojarzyć osoby Twojej nowej kobiety z karceniem go. Czyli nie
      powinno być tak, że zwracasz mu uwagę, bo ona jest w pobliżu. Zwracsz mu ZAWSZE
      gdy na to zasłuży i najlepiej bez jej obecności. Żeby czuł, że nowe reguły ( a
      wraz z pojawieniem się pani na pewno takie nastaną) nie są tylko jej pomysłem,
      ale głównie Twoim.
      Ona nie będzie miała tyle tolerancji dla Twojego syna co Ty. Mój M. dopiero
      teraz widzi jaką krzywdę zrobiła jego synowi matka: też obecnie ma odebrane
      prawa rodzicielskie i też płaci alimenty. Funkcja matki jest nie do
      zastapienia.
      I o ile szybciej uda Ci się to zaakceptować tym szybciej uda się Wam pomyślnie
      zrekonstruować rodzinę.
      To tak na gorąco kilka rad macochy całodobowej 16-latka. Powodzenia!
      • gosza26 Re: jak postępować? 05.12.05, 12:26
        Myślę,że możesz dużo dobrego zrobić dla swojej rodziny, która źle została potraktowana przez życie.Z pewnościa dużo łatwiej będzie wypracować relacje, jesli uda tez sie określić swoje uczucia. Tak naprawdę to ona budują rodzinę. Nawet najlepiej skonstruowany podział obowiązków, nie zastąpi tego co w rodzinie najważniejsze:począwszy od zwykłej akceptacji danego stanu rzeczy a skończywszy na poważnych deklaracjach.

        Skądinąd pod radami geos i pom podpisuje się bezapelacyjnie.Dzieci sa w trudnym wieku a Pani w trudnej stytuacji. Potrzeba wile dobrej woli by to wszytko poukładać.
        Aha nic na siłę!To potrafi zniszcyc wiele(a sa na to jasne przykłady), ale tez nie proponuje pójścia na żywioł. Kosztowało mnie to nie potrzebnie wiele nerwów, podobnie jak moich chłopaków(bo ja też jestem jak Twoja Paniwink
        W tej chwili doszło do sytuacji,że nawet jeśli syn doprowadzi mnie do szału, nie pozwoliłabym na wyrządzenie mu krzywdy. Nawet ograniczyłam kontakty ze swoimi rodzicami,którzy nie potrafili tego zrozumieć.

        P.S A teraz idę robić ciasto bo dzisiaj kończy 15 latsmile
        • m-m-m Re: jak postępować? 05.12.05, 13:50
          W tej chwili doszło do sytuacji,że nawet jeśli syn doprowadzi mnie do szału,
          nie pozwoliłabym na wyrządzenie mu krzywdy


          Myślę, że do tego nie trzeba byc macochą całodobową. Tak powinno być, jeśli
          macocha akceptuje pasierba.
          • tata9347 Re: jak postępować? 05.12.05, 14:04
            dziękuję.Czytam wypowiedzi Pań,analizuję b.dokładnie a traktuję jak wykłady na
            uczelni,albo rozmowy z rodziną.Jeszcze nie jestem gotów na następne
            pytania.Muszę przeanalizować te "rozmowy",a czas mam,bo z Panią dopiero się
            poznajemy/nie widzieliśmy się.Taki jestem.Szkoda że wiele osób/ głównie
            panów/-kończy kurs prawa jazdy.Ale nie wpada jakoś do głowy zrobienie kursu
            opieki nad dzieckiem-i szacunku dla jego mamy. Pozdrawiam Panie.
            tata9347
            • tata9347 Re: jak postępować? 11.12.05, 11:46
              Witam Panie.
              Gdyby za każde czytanie wpisów Pań,płaciło się-to już bym stracił majątek.
              Czytam je kolejny raz,za każdym razem znajduję odpowiednie fragmenty do sytuacji
              i.....jest coraz lepiej.Poznałem Panią,z dziećmi uzgodniłem dużo/najpierw
              córka-póżniej syn, a na ostatku oboje/.No i zgodnie ze wskazówkami Pań-rozmowa z
              Panią.Ponieważ jest dzień,syn "podał "objad-to muszę usiąść do stołu.
              Pozdrawiam wszystkie Panie,i gdyby tak można było,to wszystkie zaprosiłbym w
              rewanżu za pomoc,co najmniej na ciacha.A i tak dopiszę wieczorem. tata
              • geos Re: jak postępować? 11.12.05, 12:56
                No to bardzo sie cieszę :o)
                Smacznego
                • tata9347 Re: jak postępować? 11.12.05, 18:19
                  jakie miłe zaskoczenie! A takie miłe,że wbrew pewnym zasadom forumowym-wysyłam
                  "cmoknięcie w policzek" do geos.Taki wpis, właściwie całkowicie spontaniczny!!!
                  Kobiety, jak Was nie szanować? Pozdrawiam tata9347
                  naprawdę dużo Panie pomagacie podpowiadając.To wszystko nie jest wcale łatwe!
                  • chalsia Re: jak postępować? 11.12.05, 22:58
                    >To wszystko nie jest wcale łatwe!

                    Bo życie w ogóle nie jest łatwe wink)
                    Chalsia
                  • geos Re: jak postępować? 12.12.05, 08:36
                    Miły poranek jak tam mnie z rana internetowe pozdrowienia witają :o)
                    • tata9347 Re: zaczęły się schody 13.12.05, 22:38
                      Kłaniam się Paniom.Pozdrawiam,i znowu proszę o pomoc. Te "schody",to pierwsze
                      spotkanie Pani,syn ja. Pani z ilove,miła kulturalna i cieplutka.Zaproponowała
                      spotkanie, Mc Donalda etc. Syn,wyszedł ze szkoły poznał Panią, /byłem i ja
                      oczywiście/,poszliśmy,doszliśmy i..słup. Syn nie ma ochoty na papu,na rozmowę na
                      nic.Nie wybuchałem,Pani się zachowała i wróciłem z synem do domu.Tylko o co tu
                      chodzi?.Niby powinienem rozumieć, a nie pojąłem.Prawda że od około 5-lat syn i
                      ja nie byliśmy z obcą Kobietą "gdzieś".Zdziwaczeliśmy obaj. No ale ja mam
                      kontakty, bo praca,urzędy itd. Syn szkoła dom,tata i już.A nowe znajomości? Ma
                      uraz do Kobiet,a ja chcę aby to zmienił. /uraz -bo zachowania mamy/.Przecież tak
                      się nie żyje. Poproszę. Doradzcie Panie jak przezwyciężyć syna uraz do Pań.
                      tata9347
                      • sara98 Re: zaczęły się schody 14.12.05, 08:26
                        Od kilkunasatu miesiecy uczestniczę w życiu samodzielnego taty z 2 dzieci (10
                        lat chłopiec i 12 lat dziewczynka). Spotkałam ich, tzn. najpierw tatę a potem
                        młodych kilka miesiecy po śmierci mamy, która również dziwnie sie zachowywała.
                        Pierwsze spotkanie była to wycieczka krajoznawcza, wyprawiliśmy się na spacer
                        lesną drogą oglądać kamienne kręgi, pomniki przyrody. Stres młodych i mój
                        równiez wyparował, spotkanie sfinalizowaliśmy obiadem. Było miło. Moja
                        refleksja - młodzi straszne gaduły. Młodych przemyslenia - macochy (albo raczej
                        kandydatki na nie) nie są takie złe. Wybierz sie z Panią i synem gdzieś na
                        łono przyrody, tudzież pozwiedzać pooglądać jakieś ciekawe miejsce a może
                        integracyjny wypad do kina w moim przypadku to zdało egzamin.
                        Pozdrawiam
                      • lilith76 Re: zaczęły się schody 14.12.05, 09:18
                        a rozmawiałeś z synem po tym spotkaniu?
                      • geos Re: zaczęły się schody 14.12.05, 09:49
                        Sara dobrze radzi. JA tez tak miałam pierwsze spotkanie to kino, a drugie to
                        wycieczka w góry na dodatek ze znajomymi, zeby dzieci nie były skazane tylko na
                        kontakt z nami. To drugie spotkanie zdało egzamin do tego stopnia, że potem
                        dzieci same mnie zaprosiły do swojego domu, bez ingerencji M. Zaytaj syna
                        dlaczego tak zareagował. U nas Mały tez sie wycofał po pierwszym spotkaniu i
                        dopiero rozmowa M z nim wyjasniła, ze bardzo się bał iż zakaże mu sie pamietac
                        mamę. M. uspokoił dziecko i wyjasnił, obiecał, że zrobi wszytsko by nikt nigdy
                        nie zabronił mu pamietac i kochac mame. To był nasz przypadek ale rozmowa
                        powinna pomóc. Może po prostu przestraszył się realnej osoby? Opowiadanie to
                        jedno a rzeczywistośc to drugie. Mysle, że łatwiej bedzie ich zapoznać z Pania
                        jeśłi nie beda zmuszeni tylko na wasze towarzystwo. Będa mogli was poobserwować
                        nie zmuszeni do bezposredniego kontaktu. Tak mi sie wydaje, że to może być
                        dobry pomysł. Ale koniecznie porozmawiaj z synem.
                        • m-m-m Re: zaczęły się schody 14.12.05, 10:09
                          M. uspokoił dziecko i wyjasnił, obiecał, że zrobi wszytsko by nikt nigdy
                          nie zabronił mu pamietac i kochac mame.


                          Ale nie zapominaj Geos, że Twój pasierb jest duuużo młodszy niż syn Taty oraz
                          jego matka żyje i ciągle stanowi dla niego otwarta ranę.
                          Nie sądze, by w tym wypadku spotkania na wycieczce i pare zdań ojca załtwiły
                          wszystkie problemy narosłe przez tyle lat.
                          Twoi pasierbowie matkę stracili w drodze naturalnej, to jakościowo zupełnie co
                          innego, wręcz śmiem twierdzić, że "luksus" na przeciwko straty ciągle żyjacej
                          matki.
                          • geos Re: zaczęły się schody 14.12.05, 10:28
                            > Nie sądze, by w tym wypadku spotkania na wycieczce i pare zdań ojca załtwiły
                            > wszystkie problemy narosłe przez tyle lat.

                            wcale nie twierdze, ze to cos załatwi. U nas tez nie załatwiło, ale pozwoliło
                            dziecku sie uspokoić i polubic mnie na zasadzie "nowej cioci" Więc uważam, że
                            tak czy siak rozmowa sie przyda aby sie dowiedzieć o co chodzi i móc zadziałać a
                            kolejne spotkania pozwila sie chłopcu oswoić . Przecież życzymy Tacie aby mu sie
                            ułożyło. Rozmowa i spotkania mogą pomóc sytuacji się rozwijać. W jakąkolwiek
                            strone to pójdzie pozowli reagować. Myśle, że rozmowa jest tym bardzej wazna bo
                            chłopiec jest starszy i może więc wyjasnić niż 8 latek.
                            Najtrudniej bedzie nauczyc ich, że sytuacja z matka jest taka a nie nna i to nie
                            przeszkadza by ich ojciec ułozył sobie zycie.
                            Mojego M. to kosztowało kilka długich rozmów z dziecmi.
                            Może turdniej jest pogodzic się z odejściem żyjącej osoby niż zmarłej ale przy
                            tej róznicy wieku myslę, że problem pod wzgledem emocjonalnym jest równie silny
                            mimo iż "odejście" jest rózne
                            • m-m-m Re: zaczęły się schody 14.12.05, 10:40
                              Może turdniej jest pogodzic się z odejściem żyjącej osoby niż zmarłej ale przy
                              tej róznicy wieku myslę, że problem pod wzgledem emocjonalnym jest równie silny
                              mimo iż "odejście" jest rózne

                              Matka Twoich pasierbów nie wykazała sie zapewne żadnym okrócieństwem wobec
                              swoich dzieci, tak jak to zrobiła matak mojego pasierba i matka syna Taty.
                              Te dzieci nie maja tej stale otwartej rany, do tego sprawa jej nieobecności w
                              domu jest definitywnie zamknięta...Natomiast matka mojego pasierba i matka syna
                              Taty stale jest obecna w ich życiu. Dla Taty i mojego M. był żona to rozdział
                              zamknięty, ale nie dla synów tych byłych żon.
                              Skoro tyle rozmów w tej sytuacji kosztowało Twojego M i to przy dzieciach
                              duuużo modszych od syna Taty i bez traumy rozwodowej, to ile ich będzie miał
                              Tato i jaką cierpliwość i wiedzę psychologiczną musi mieć nowa Pani.
                              Uważam, że sprawa jest zo załatwienia przy ogromnym wysiłku Taty, psychoterapii
                              dla syna i wiedzy o życiu Pani.
                              • geos Re: zaczęły się schody 14.12.05, 10:59
                                Te dzieci nie maja tej stale otwartej rany, do tego sprawa jej nieobecności w
                                > domu jest definitywnie zamknięta...

                                Dlaczego uważasz, że nie maja otwartej rany?
                                Nie chce wyjasniac całej naszej sytuacji, bo to nie jest tematem tej dyskusji,
                                powiem tyle, że widze i obserwuje co dzieje sie z dzieckiem i jak cały czas jego
                                powoli stabilizująca sie psychika jest naruszana przez to co niesie ze soba
                                zwykłe codzienne zycie, konfrontacja z kolegami, paniami w szkole.
                                Nie przecze, że rodzaj rozstania i sedno traumy jest inne ale ona jest.
                                I dla naszego Smyka - to jeszcze temat otwarty na długie lata.
                                NIe da sie porównac sytuacji pod pewnymi wzgledami. Ja tylko uważam, że być może
                                nasze pomysły mogą cos przynieśc. Tonie tylko ja poradziłam rozmowę z synem i
                                wspólna wycieczke. Co oznmacza iż więcej dziewczyn podobnie uważa ia nie mają
                                takich "przypadków" jak ja czy ty.
                                Osobiśąci uważam, że WIEDZA DALCZEGO jest podstawa do DALSZEGO DZIAŁANIA
                                Nie wiem na razie dlaczego chłopiec tak zareagował możemy tylko gdybac. i nie
                                wiem czy to chodzi o matke czy brak oswojenia się z kobietą.

                                Skoro tyle rozmów w tej sytuacji kosztowało Twojego M i to przy dzieciach
                                > duuużo modszych od syna Taty i bez traumy rozwodowej, to ile ich będzie miał
                                > Tato i jaką cierpliwość i wiedzę psychologiczną musi mieć nowa Pani.

                                Tego nie da sie teraz okreslić, ale wydaje mi się, że ilośc rozmów
                                niekoniecznie musi być wieksz skoro chłopiec jest starszy ale inna bedzie miała
                                treśc. Zasada jest podobna przekonac dziecko do prawa ojca w kwestii ułożenia
                                sobie zycia na nowo. Nie wiem czy wiedza psychologiczną musi byc ogromna - na
                                pewno trzeba ją nabyć co i ja robiłam - spotykałam się z psychologiem czytałam
                                co się dało, dowiadywałamsię, analizowałam zachowanie dzieci i korygowałam swoje
                                postępowanie tak by było im latwiej. Panią czeka dokładnie to samo. Nie miałam
                                ogromnej wiedzy - ja chciałam, kierowałam się intuicją, byłam gotowa na
                                lubienie, miłośc.

                                Nie można teraz zakładac, że psychoterapia jest konieczna bo nie wiemy jak sie
                                Tacie udało pewne sprawy dotyczące ich matki z dziecmi wyjaśnić.

                                więc zdaje się kolejny krok dla niego to rozmowa i niepoddawanie się, danie
                                czasu synowi na osowjenie sie z sytuacją.
                                A reszte się zobaczy
                                • m-m-m Re: zaczęły się schody 14.12.05, 11:13
                                  Tego nie da sie teraz okreslić, ale wydaje mi się, że ilośc rozmów
                                  niekoniecznie musi być wieksz skoro chłopiec jest starszy ale inna bedzie miała
                                  treśc. Zasada jest podobna przekonac dziecko do prawa ojca w kwestii ułożenia



                                  Nie Geos do końca zToba zgodzić sie nie mogę. To, że chłopak jest starszy WCALE
                                  nie znaczy, że więcej da mu się wytłumaczyć. Ma też w związku z tym wiecej lat
                                  bycia w sytuacji on + ojciec, a matka (kobieta) to był "be".
                                  Geos, jak wiesz jestem dzieckiem ludzi rozwiedzionych , mało tego jestem też
                                  dzieckiem człowieka, który zmarł gdy ja byłm w okresie dojrzewania. Naprawdę,
                                  śmierć takiego rodzica to "lusuks", koniec złudzeń dla pasierba. Zaakceptowanie
                                  nowej osoby jest wtedy o wiele łatwiejsze.
                                  Jest czas żałoby i jej końca. A po rozwodzie i ciągłych stalych kontaktach z
                                  matką konńca nie ma.
                                  to, że ktos inny też radził wycieczkę, to mały argument (szczególnie, że sam
                                  nie jest dzieckiem ludzi rozwiedzionych i jako dziecko nie przeżył śmierci
                                  jednego z rodziców tak jak ja), ja też moge tak radzić, ale nie uważam, że to
                                  będzie działanie skuteczne. Spróbowac można. Ja uważam, że problem jest duuuużo
                                  głębszy i nie mogę zgodzić sie z Tobą, ze wiedza psychologiczna nowej Pani może
                                  byc pobieżna. To nie ta waga problemu co u Ciebie, naprawdę.
                                  • geos Re: zaczęły się schody 14.12.05, 11:22
                                    ze wiedza psychologiczna nowej Pani może
                                    >
                                    > byc pobieżna.

                                    Poczekajmy z sądami na to co napisze Tata. Bo jak na razie to podchodzisz do
                                    tego od razu kwalifikując problem według pewnych kategorii.
                                    Wydaje mi się, że dooki nie wiemy co dalej i dlaczego tak a nie inaczej. Nie
                                    można nic powiedziec na pewno.
                                    Z tego co napisałas wynika, że każda Pani która nie bedzie miała dogłebnej
                                    wiedzy psychologicznej sie nie nadaje?
                                    Wiekszośc z nas nie ma takiej wiedzy.
                                    Mozna mieć chęc do pokonania problemu i chęc wspólnego działania Taty z Panią.
                                    Jesli tak to nawet "duuuużo głębszy" problem da się w końcu załatwić.

                                    Zaakceptowanie
                                    >
                                    > nowej osoby jest wtedy o wiele łatwiejsze.

                                    Zgodzę się, że często tak jest, ale nie generalizujmy. Bo nie znamy TEGO przypadku.
                                    Ja po prostu bronię sie przed ustawieniem sytuacji z góry i radzeniem pod pewnym
                                    katem kiedy nic pewnego nie wiemy. Nasze historie nie są tutaj najważniejsze ale
                                    pomysły które mogą pomóc.
                                    Ja czekam co napisze Tata
                                    • m-m-m Re: zaczęły się schody 14.12.05, 12:00
                                      Z tego co napisałas wynika, że każda Pani która nie bedzie miała dogłebnej
                                      > wiedzy psychologicznej sie nie nadaje?
                                      > Wiekszośc z nas nie ma takiej wiedzy.



                                      Między innymi stąd problemy w relacjach z pasierbami.
                                      Ja uważam, że jeśli ktoś decyduje się na bycie pod jednym dachem z dziećmi
                                      swojego M. to nie może być ignorantem (co nie oznacza, że Ty jesteś
                                      ignoranetem wink, musi wręcz tej wiedzy szukać, szczególnie jeśli jego
                                      dotychczasowe doświadczenie życiowe nie zawiera rozwodu własnych rodziców i ich
                                      przedwczesnej śmierci.


                                      Ja po prostu bronię sie przed ustawieniem sytuacji z góry i radzeniem pod pewny
                                      > m
                                      > katem


                                      Bronisz się, bo i Twoja sytuacja jest inna niż Taty. Moja też na pewno nie jest
                                      taka sama, ale na pewno bardziej zbliżona co do podstaw.
                                      Ja też czekam co napisze Tata, co nie wyklucza postawienia pewnych
                                      uniwersalnych moim zdaniem hipotez.


                                      Jesli tak to nawet "duuuużo głębszy" problem da się w końcu załatwić


                                      I to jest generalizacja, Geos. Ja Ciebie nie atakuję, jedziemy na podobnym
                                      (podobnym, bo NIE takim samym) koniu, jakim jest bycie z facetem dzieciatym i
                                      jego przychówkiem pod jednym dachem.
                                      Podając moje hipotezy nie kieruję sie "ustawieniem" sytuacji, tylko podaję
                                      możliwe powody takiej sytuacji. Powody być może warte przemyślenia przez Tatę.
                                      Niekoniecznie prawdziwe w sytucji jego syna, acz bardzo moim zdaniem
                                      prawdopodobne.
                                      • geos Re: zaczęły się schody 14.12.05, 13:43
                                        "Uważam, że sprawa jest zo załatwienia "

                                        Ja zacytowałam ciebie :o)
                                        I zalatwienie problemu uzalezniłam od chęci oby stron
                                        Bo uważam, że chęc i uswiadamianie sobie rodzaju kłopotów to już bardzo dużo.
                                        Plus cierpliwośc i da się dogadać.
                                        • m-m-m Re: zaczęły się schody 14.12.05, 13:58
                                          Uważam, że sprawa jest zo załatwienia przy ogromnym wysiłku Taty, psychoterapii
                                          dla syna i wiedzy o życiu Pani - tak brzmiało w całości zacytowane przez Ciebie
                                          moje skromne zdanie. Warunkuję to powodzenie smile))
                                          • geos Re: zaczęły się schody 14.12.05, 14:01
                                            tak samo jak ja je warunkowałam :o) Zdaniem powyżej.
                                            W sumie chodzi nam o to samo tyle, że ja proponuję zacząc powoli i nie starszyć
                                            najgorszymi scenariuszami
                                            • m-m-m Re: zaczęły się schody 14.12.05, 14:04
                                              Ja nie straszę. Tak było u mnie. Udało się to wyprostować. Ale lepiej być
                                              realistą niż optymistą czy pesymistą.
                                              • geos Re: zaczęły się schody 14.12.05, 14:13
                                                Jasne!
                                                Po prostu uważam, że lepiej jest reagować na to co sie dzieje - nie przewidując
                                                zbytnio - bo czasem w przewidywaniu można sie zbytnio "zakręcić" a przeoczy sie
                                                proste styuacje i rozwiązania - co wskazała mi nie raz pani psycholog.
                                                • m-m-m Re: zaczęły się schody 14.12.05, 14:30
                                                  nie przewidując
                                                  zbytnio - bo czasem w przewidywaniu można sie zbytnio "zakręcić"

                                                  Przy realistycznym poglądzie, a taki uważam - reprezentuję, możliwość
                                                  zakręcenia jest niewielka. Zresztą są to moje propozycje, ewentualnie do
                                                  przemyślenia jak już pisałam.
                                  • sara98 Re: zaczęły się schody 14.12.05, 13:47
                                    Przeczytałam wasza polemikę ze sporym zaciekawieniem ponieważ temat z
                                    oczywistych powodów interesuje mnie. Doradziłam Tacie spacer, stopniowe
                                    przyzwyczajanie syna do osoby Pani pomimo iż "sama
                                    > nie jest dzieckiem ludzi rozwiedzionych i jako dziecko nie przeżyłam śmierci
                                    > jednego z rodziców tak jak m-m-m". Podzieliłam sie swoim doświadczeniem
                                    które pozytywnie zaplusowało na moich kontaktach z młodymi. Pomimo, iz mój
                                    przypadek jest mixem przedstawionych okolicznosci tzn. matka dzieci zmarła, to
                                    jednak wcześniej była "złą kobieta" z powodów mało istsnych w tej kwestii.
                                    Dzieci były świadkiem bezustannych kłótni itp itd i jak sądze przez ładnych
                                    parę lat były świadome, iż taki stan rzeczy nie jest normalny dla rodziny. Ich
                                    reakcja na błyskawiczne (1,5 mies. po śmierci matki, dowiedziały sie później
                                    trochę) pojawienie się nowej kobiety w życiu ojca, mogła być nieprzewidywalna.
                                    Ojciec przygotowywał ich rozmowami do spotkania i to one pierwsze wyszły z
                                    inicjatywą, że chcą mnie w końcu poznać. My po zaczerpnieciu rady przyjaciół
                                    wymyśleliśmy formułę spotkania.
                                    Oczywistym jest, że dziecko nie może czuć sie zagrożone. Tata musi popracować
                                    nad przekonaniem, że jego związek z Panią nie odbierze mu miłości i
                                    zainteresowania ojca, z którym ma na pewno bardzo silna wieź. Każy przypadek
                                    jest inny, indywidualny i im większe przytgotowanie teoretyczne albo poglądowe
                                    tym większa wiedza i mniejsze prawdopodobieństwa popełnienia znaczących błędów.
                                    Jednakże uważam, że chyba nie można demonizować.
                      • m-m-m Re: zaczęły się schody 14.12.05, 10:04
                        Niby powinienem rozumieć, a nie pojąłem.Prawda że od około 5-lat syn i
                        ja nie byliśmy z obcą Kobietą "gdzieś".Zdziwaczeliśmy obaj. No ale ja mam
                        kontakty, bo praca,urzędy itd. Syn szkoła dom,tata i już.A nowe znajomości? Ma
                        uraz do Kobiet,a ja chcę aby to zmienił


                        Przypuszczam, że moja sytuacja jest najbliższa: jestem "ta druga", weszłam
                        pomiędzy syna i ojca ...7 lat temu. Matka mojego pasierba ma odebrane prawa
                        rodzicielskie i też płaci alimenty.

                        Syn, mówisz się naburmuszył: ja widzę tu dwie przyczyny: dotarło do niego, że
                        ta Panie jest naprawdę. Poczuł się zagrożony. Nie wiem, jak wyglądały Twoje
                        kontakty z synem przez te 5 lat, ale w wypadku mojehgo M. i jego syna panowie
                        stworzyli symbiotyczny związek: syn mojego M. uczestniczył w dorosłym życiu,
                        brał udział w spotkaniach z kolegami ojca, ogladał filmy dla dorosłych facetów,
                        i niestety co było największym błędem M. - był powiernikiem tajemnic ojca.
                        Gdy ja nastałam sytuacja zmieniła się pasierbowi o 100 % - zaczął być dzieckiem
                        w tym układzie, a nie starym malutkim.
                        No, był problem: dopiero po dwóch latach udało się ustawić nowe zasady, a M.
                        wychodził ze skóry by swoje poprzednie błędy naprawić.
                        Druga przyczyna to moim zdaniem może byc taka, że syn jest zazdrosny o czas i o
                        nową osobę w Twoim, Tato życiu. Już jednego rodzica stracił. Paradoksalnie boi
                        się być może utraty drugiego.
                        Sytuacja jest dla niego zupełnie nowa: do tej pory tyle lat obywaliście się bez
                        osób trzecich w tym układzie, a tu nagle taka zmiana.
                        Nie chcę Cie martwić, ale obawiam się, że synowi będzie potrzebna psychoterapia
                        (nasz pasierb był na takowej) i ogromnie dużo wysiłku z Twojej strony, by to
                        naprawić, co popsuła matka Twojego syna.
                        Naprawa jest możliwa, ale niestety "resztki: zachowań jego matki zostaną w nim
                        do końca życia i naprawdę nie wiadomo, w jakich okoloicznościach nagle się
                        ujawnią. Szczególnie w okresie dojrzewania, na którego progu już stoi Twój syn.
                        Musisz z nim rozmawiać, rozmwaiac jak najwiecej, rozmawiac też z Pania, bo
                        widzę, że czeka ja to samo co mnie: pokonywanie złego obrazu kobiety w głowie
                        twojego syna. Ona naprawdę musi mieć mnóstwo cierpliwości i ogromną tolerancję.
                        Dobrze też by poszukala w fachowej literatuzrze opisów zachowań dzieci ludzi
                        rozwiedzionych.
                        • tata9347 Re: wróciłem tata 23.12.05, 20:36
                          Kłaniam się Paniom.Nie było mnie jakiś czas i dopiero dzisiaj wszystko
                          /oczywiście uważnie / czytałem. Potężna dawka rozsądku. Tak tylko mogę nazwać
                          treść wypowiedzi Pań. Teraz / tj.o 20,30 syn czeka na grę / a ja usiądę w nocy i
                          napiszę to co uważam za istotne. Dziękuję za treść już przeczytaną -mam nad czym
                          myśleć. tata
    • johana2 Re: jak postępować? 28.12.05, 11:10
      Tata! Czekamy na Twoje relacje i przemyślenia. Byłam kilka lat temu w roli
      takiej Pani. Ciekawi mnie, jak u Was to wszystko się ułoży, jaką drogą pójdzie.
      Swoich doświadczeń nie opisuję, bo dziś z perspektywy czasu wiele rzeczy
      zrobiłabym inaczej.
      • tata9347 Re: jak postępować? 28.12.05, 23:27
        Witajcie Panie.
        Kilka, lub kilkanaście razy miałem pisać, ale ciągle nie wiedziałem co napisać?
        jahana2 mnie zmobilizowała. I słusznie. No to jest tak że Panie zrozumiecie a ja
        -nie rozumiem. Pani -nazwę Ją , nowopoznana, kiedy poznała mojego syna
        -----zniknęła. Najpierw, kiedy były spotkania we dwoje /Pani +ja/ były plany
        górsko - sylwestrowe. Pewnie że fantazja Pani bo ja mogę, ale zrobić lepszą
        kolację na święta. Pózniej "pianka "pękła" a Pani widocznie uznała że to nie to.
        Zresztą i tak nierealne bo---mężatka. Nie przeżywam i nie wiązałem się w żaden
        sposób. Tylko co i jak myśleć o takich "poszukiwaniach"?.
        Ale się nie zniechęcam /chłopy mają swoje doświadczenia/.A wszystkim Paniom na
        tym forum i nie tylko ------spokojnego i bezwydarzeniowego życia od już do
        zawsze. A nowy rok = musi być. tata9347
        • m-m-m Re: jak postępować? 29.12.05, 08:40
          Najpierw, kiedy były spotkania we dwoje /Pani +ja/ były plany
          górsko - sylwestrowe.


          I dobrze, że sobie poszła.
          Chciała mieć romans, a nie zobowiązania.
          A poszukiwania są różnorodne, aby unknąć na przyszłość takich sytuacji,
          najlepiej jak najszybciej zawiadom taką osobę o istnieniu Twwojego syna i o
          tym, że to Ty sprawujesz opiekę i mieszkasz z nim na codzień.
          To od razu odetnie część nieodpowiednich kandydatek.
          • tata9347 Re: jak postępować? 29.12.05, 09:51
            m-m-m , dziękuję. Ja postępuję uczciwie. O tym w jakiej jestem sytuacji -
            informuję w skrócie - ale uczciwie. Szkoda mnie czasu i byłoby to poprostu
            wstrętne. Nie opisuję tutaj szczegółów, ale jakoś nie jest łatwą sprawą spotkać
            osobę, która myśli podobnie. Szkoda. A ten przypadek przydał się, bo jest
            pouczający. Mimo wszystko jestem optymistą, i uważam że warto szukać. podobno
            "szukajcie a znajdziecie". Z przyjemnością pozdrawiam. tata9347
            • jayin Re: jak postępować? 02.01.06, 17:11
              tata9347 napisał:
              > podobno "szukajcie a znajdziecie".

              Ja raczej sądzę, że "dajcie się znaleźć, a będziecie znalezieni"smile Bo szukanie nie dość, że męczące i czasochłonne, to bywa nieskuteczne najczęsciej...
              Ale powodzenia życzę w poszukiwaniach smile Albo po prostu DAJ SIĘ ZNALEŹĆ. Bez poszukiwań. Tej Twojej "Zaginionej Arki"smile Samo się pojawi i będzie, któregoś dnia. Znienacka w dodatku.

              serdecznie pozdr. już w Nowym Roku

              J.
    • tata9347 Re: Szczęśliwego Nowego Roku 31.12.05, 12:37
      życzę Paniom wszystkiego czego same Panie oczekujecie. Oby się te życzenia
      sprawdzały.
      A nie piszę często, bo wydarzenia z życia osobistego, tak mnie się spiętrzyły
      /na minus/ że "ganiam" żeby je uporządkować. No i zakończenie roku!
      Kiedy już będzie 2006 - będzie o czym pisać, i o co - pytać.
      Za rok się ukłonię. tata
      • tata9347 Re: b.skuteczne rady 09.01.06, 08:35
        Witam i dziękuję.
        Rady Pań,-a zawsze czytałem je b.uważnie -okazały sie być skuteczne.
        Dzięki nim, powoli - ale za to - "przygotowany" do ew. niespodzianek, brnę przez
        próby poznania Kobiety. Szkoda że nie powinno się na forum opisywać "podchodów"
        i metod, stosowanych /dla jasności - nie przeze mnie/ w czasie tego.Ale fajnie
        jest. A swoją drogą. Zrozumiałem dzięki temu ileż problemów musi pokonać Kobieta,
        i jaką wykazać intuicję, żeby pułapki jakie są dla Niej przygotowane - ominąć.
        Jednak mężczyżna łatwiejszą ma drogę. Pozdrawiam Panie i ponowne dzięki.
        Pomogłyście. tata9347
        • lilith76 Re: b.skuteczne rady 09.01.06, 09:35
          na pocieszenie napiszę ci, że mam koleżankę, która twierdzi, że mam super -
          dwoje dzieci bez żadnych ciąż, żadnych strasznych porodów, nocnego wstawania,
          bieganiny, nie na co dzień. chyba zacznie szukać "garbatego" smile
          • tata9347 Re: b.skuteczne rady 09.01.06, 10:42
            witam lilith76- czy jeśli nic nie rozumiem, to mogę poprosić o wyjaśnienie?
            Może zacznę od "garbatego" - bo problemów porodowych i ciąż nie znałem i nie
            poznam. Nie traktuj tego jako ironii. Ja naprawdę nie rozumiem o co chodzi.
            Wytłumacz proszę. tatabok
            • lilith76 Re: b.skuteczne rady 09.01.06, 13:34
              "garbatość" jest tu używana w sensie neutralnym jako pewien bagaż życiowy (np.
              dziecko z poprzedniego związku), który zawsze jakoś będzie się pojawiał w
              związku.

              moja koleżanka dostrzegła pozytyw w mężczyźnie z dziećmi z poprzedniego
              związku, gdyż to - jako potencjalnej jego nowej partnerce - daje jej możliwość
              bez wyrzutów sumienia samej nie zostawać matką osobiście (są takie kobiety).
          • m-m-m Re: b.skuteczne rady 09.01.06, 12:32
            że mam super -
            dwoje dzieci bez żadnych ciąż, żadnych strasznych porodów, nocnego wstawania,
            bieganiny


            Coś w tym jest Lilith...
            • tata9347 Re: b.skuteczne rady 09.01.06, 13:58
              Dziękuję.
              Ja dopiero po ponownym przeczytaniu , trochę lepiej zrozumiałem sens.
              A teraz rozumiem w całości. Natomiast czekając na to wytłumaczenie, też /jak m-m-m
              myślałem, jak to jest bez "zasiania" - mieć owoce. Jak je cenić? "ten tylko się
              dowie---" - kto je spłodził!
              tata9347

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka