Dodaj do ulubionych

Ciąg dalszy :/

03.02.06, 11:34
Wczoraj mąż rozmawiał z eksią i córką - zaproponował, że będzie płacił 600 zł,
a brakującą resztę niech sobie Magda dorobi, skoro ma takie duże potrzeby.
Skończyło się kłótnią i wygląda na to, że sprawa znajdzie finał w sądzie.
Powiedziały, że wystąpią do sądu o ustalenie wysokości alimentów. Tylko, że
teraz to już się zaczyna małpia złośliwość z ich strony, bo eksia powiedziała,
że w wyliczeniu dla sądu uwzględnią jeszcze opłaty za telefon komórkowy i
podręczniki i wtedy nie wyjdzie 850 tylko 1000 zł.

Czy jakikolwik sąd może zarządzić tak horrendalnie wysokie alimenty? Przecież
to jest 1/3 pensji męża.

I w ogóle sytuacja zrobiła się nieciekawa, mąż powiedział pasierbicy kilka
słów prawdy, pokłócili się, panna się obraziła. Z tego co widzę M chodzi
smutny i przybity, że córka okazała się być taką egoistką i że traktuje go jak
bankomat. Zastanawiam się, czy do niej nie zadzwonić i nie zasugerować, żeby
przeprosiła ojca i zastanowiła się trochę nad sobą, ale nie chcę zaogniać
sytuacji. A w niedzielę mamy taką małą rodzinną uroczystość, a teraz nie wiem
nawet czy Magda przyjdzie, czy nadal będzie demonstrować swoje humorki.
Obserwuj wątek
    • e_r_i_n Re: Ciąg dalszy :/ 03.02.06, 11:36
      Ty lepiej nie dzwon. Nie Twoja rola.
      Sad zasadzic moze wszystko.
      Komorka nie jest uzasanioną potrzeba i raczej pod uwage nie bedzie brana.
      • jula55 Re: Ciąg dalszy :/ 03.02.06, 11:42
        > Ty lepiej nie dzwon. Nie Twoja rola.

        Wiem...tam mi tylko wpadło do głowy, ale chyba masz rację - nie będę się mieszać.

        > Sad zasadzic moze wszystko.

        Ale az 1/3? Gdyby przyjąć, że na drugie dziecko też ma być 1000 zł, mężowi
        zostawałoby 1200, a to chyba oczywiste, że dorosły pracujący mężczyzna ma
        większe wydatki (choćby w związku z utrzymywaniem rodziny, odkładaniem części
        pieniędzy na tzw. czarną godzinę - nie sztuka przehulać wszystko co się ma,
        wydatkami na ubezpieczenia, benzynę itp.). A poza tym ma też prawo do życia na
        poziomie nieco wyższym niż niepracująca studentka.

        > Komorka nie jest uzasanioną potrzeba i raczej pod uwage nie bedzie brana.

        Takich nieuzasadnionych rzeczy jest wg mnie więcej. Podręczniki są dostępne w
        bibliotece i czytelni. 500 zl na jedzenie to razej też nie jest uzasadniona
        potrzeba. Ten dermatolog w sumie też. Mam nadzieję, że trafimy na rozsądnego
        sędziego.
        • m-m-m Re: Ciąg dalszy :/ 03.02.06, 11:51
          A poza tym ma też prawo do życia na
          poziomie nieco wyższym niż niepracująca studentka

          No więc niestetety w polskim prawie dzieci maja prawo do TAKIEGO SAMEGO poziomu
          zucia jak ich rodzice.

          W żadnym wypadku nie dzwńn doniej. To najgorsze co mogłabyś zrobić. Nie myślisz
          chyba, że dorosła dziwewczyna będzie słuchała, co ma do powiedzenia na temat
          jej wydatków obca osoba? To wyłacznie sprawa jej i jej rodziców. Zrobisz sobie
          z niej wroga numer 1, a Ttwoje działanie będzie całkowicie nieskuteczne.
          • lubstej Re: Ciąg dalszy :/ 03.02.06, 12:23
            > No więc niestety w polskim prawie dzieci maja prawo do TAKIEGO SAMEGO poziomu>
            zucia jak ich rodzice.

            taki maly szczegolik rachunkowy mi przyszedl do glowy
            wszystko sie zgadza, dzieci maja prawo do takiego samego poziomu zycia jak rodzice
            tylko ze poziom zycia ojca (jesli placil by corce 1000 zl)to 1200 zl - a corki
            wtedy wyniosl by 2000 - zdaje sie ze jest jednak jakas roznica - ale moze sie
            myle smile

            jula, jakie macie uklady z corka M? pisalas, ze bywa na waszych imprezach
            rodzinnych,wiec chyba niezle - moze wiec uda sie z nia dogadac bez posrednictwa
            jej matki, bo zdaje sie ze ona tu zaognia sytuacje

            • e_r_i_n Re: Ciąg dalszy :/ 03.02.06, 12:24
              Lubstej, wiecej takich paradoksow jest...
            • m-m-m Re: Ciąg dalszy :/ 03.02.06, 12:27
              Maja prawo do takiego samego poziomu życia jak ich rodzice. Czyli oboje
              rodzice. Ojciec daje tysiąc to jest jego poziom, a matka daje np. półtora
              tysiąca i to matka dziewczynie podnosi ten standard, a nie ojciec. Oczywiście,
              że w tym wypadku dziewczyna ma więcej niż ojciec i matka dla siebie, ale ale to
              sa koszty rozwodu rodziców.
              • lubstej Re: Ciąg dalszy :/ 03.02.06, 12:30
                kwestia interpretacji, jak caly krio niestety
                • m-m-m Re: Ciąg dalszy :/ 03.02.06, 12:31
                  a to już nie moja wina
        • chalsia Re: Ciąg dalszy :/ 03.02.06, 12:04
          1200 zł na utrzymanie dorosłego pracującego mężczyzny, który z tej kwoty
          dokłada się do budżetu domowego razem z Tobą (no bo na drugie dziecko już 1000
          też policzyłaś) to dosć i wcale niemało. A odkładać na czarną godzinę kosztem
          dzieci nie powinien. I wcale nie ma powodu by żył na wyższym poziomie niż córka
          studentka - już Ci mmm napisała - dzieci mają prawo do życia na poziomie
          rodziców.
          To jest nie AŻ a tylko 1/3 niemałych przecież dochodów.
          Chalsia
          • jula55 Re: Ciąg dalszy :/ 03.02.06, 12:17
            Nie kosztem dzieci tylko po prostu z rozsadku. Zawsze to jakies
            zabezpieczenie(takze dla tych dzieci), gdyby, odpukac, cos sie stalo. Chodzi mi
            o to, ze nie trzeba wydawac wszystkiego, co sie zarobi co do grosza.
        • e_r_i_n Re: Ciąg dalszy :/ 03.02.06, 12:05
          jula55 napisała:

          > Ale az 1/3? Gdyby przyjąć, że na drugie dziecko też ma być 1000 zł, mężowi
          > zostawałoby 1200,

          No moja droga, drugie dziecko to mozesz Ty w wiekszym stopniu utrzymywac, zeby
          maz mogl placic wiecej na pierwsze... Taki lajf, niestety. Nie oplaca sie
          pracowac macochom wink

          > A poza tym ma też prawo do życia na poziomie nieco wyższym niż niepracująca
          > studentka.

          O tym juz napisalam m-m-m.

          > Mam nadzieję, że trafimy na rozsądnego sędziego.

          Tego Ci zycze wink
        • natasza39 Re: Ciąg dalszy :/ 03.02.06, 12:19
          jula55 napisała:

          >Gdyby przyjąć, że na drugie dziecko też ma być 1000 zł, mężowi zostawałoby
          1200,

          To twój przedszkolak na studia poszedł?
          zdolne masz dziecko, pozazdrościć tylkosmile
          • lubstej Re: Ciąg dalszy :/ 03.02.06, 12:27
            Natasza, Ty jakas krucjate przeciwko Juli uruchomilas, czy co?
            nawet samodzielne potrafia sie czasem wstrzymac od oceniania i udzielic
            rzeczowej informacji smile
            • natasza39 Re: Ciąg dalszy :/ 03.02.06, 12:31
              To nie krucjata, tylko z uporem maniak, jula przyrównuje koszty utrzymania
              przedszkolaka z kosztami studentki.

              Osobiście uwazam, że z telefonem komórkowym przesadziła, to nie jest koniecznść.
              Mozna sobie kartę kupić za 25 zł i dzwonic, ale pisanie o tym, ze jak ojciec na
              studentke dawałby 1000 zł, to tak samo musiałby dawac 1000 na przedszkolaka
              uwazam za gorsza bzdure od tej, ze ojciec nie może dać więcej niz 600 zł, bo
              ma "liczne wydatki" i " na czarna godzine odkłada".

              I jedna i druga strona przesadza w tej konkretnej sytuacji.
              Ale jula sprowadza się do poziomu tej roszczeniowej studentki.
              • e_r_i_n Re: Ciąg dalszy :/ 03.02.06, 12:32
                No wiesz, przedszkole moze kosztowac 1000 zł, dziecko byc przewlekle chore itd.
                Tego nie wiemy smile
              • lubstej Re: Ciąg dalszy :/ 03.02.06, 12:39
                ale pisanie o tym, ze jak ojciec na
                >
                > studentke dawałby 1000 zł, to tak samo musiałby dawac 1000 na przedszkolaka
                > uwazam za gorsza bzdure od tej, ze ojciec nie może dać więcej niz 600 zł, bo
                > ma "liczne wydatki" i " na czarna godzine odkłada".

                no ja tam nie wiem w jakim wieku jest ich wspolne dziecko, za to wiem ile
                kosztuje utrzymanie "przedprzeszkolaka" sama opiekunka w Warszawie to koszt
                srednio 1300-1600 zl - 2000 sie robi z tego spokojnie i jula jako mama w sadzie
                otrzymalaby wiecej niz 50 % od ojca dziecka...

                a ktora strona przesadza - nie pokusze sie o ocenianie - za malo danych smile

                • natasza39 Re: Ciąg dalszy :/ 03.02.06, 13:33
                  lubstej napisała:

                  > ale pisanie o tym, ze jak ojciec na
                  > >
                  > > studentke dawałby 1000 zł, to tak samo musiałby dawac 1000 na przedszkola
                  > ka
                  > > uwazam za gorsza bzdure od tej, ze ojciec nie może dać więcej niz 600 zł,
                  > bo
                  > > ma "liczne wydatki" i " na czarna godzine odkłada".
                  >
                  > no ja tam nie wiem w jakim wieku jest ich wspolne dziecko, za to wiem ile
                  > kosztuje utrzymanie "przedprzeszkolaka" sama opiekunka w Warszawie to koszt
                  > srednio 1300-1600 zl - 2000 sie robi z tego spokojnie i jula jako mama w
                  sadzie
                  > otrzymalaby wiecej niz 50 % od ojca dziecka...


                  Jesli utrzymanie przedszkolaka w Waszawie może wynosic tyle co piszesz, to nie
                  wiem dlaczego oburzacie się na wyliczenia studentki z Krakowa.
                  Byłoby nie było miasta porównywalne kosztami, jak najbardziej.

                  > a ktora strona przesadza - nie pokusze sie o ocenianie - za malo danych smile

                  w tym rzecz, ze po jednej stronie wylicza się aparaty zebowe, dermatologów i to
                  nieszczesne zarcie (tak jestem swinia, bo to tym mi się najbardziej naraziła
                  jula), a po drugiej stronie nic.
                  Nie wiemy o tamtym dziecku.
                  Ale jak nie potrzebuje owego "dermatologa" i nie chodzi jeszcze na angielski to
                  chyba mniej.
                  No badźcie obiektywnesmile
                  >
                • mrs_ka Re: Ciąg dalszy :/ 03.02.06, 13:42
                  Mnie wyliczenia na dziecko malżeńskie nie interesują. Interesują mnie za to dwa
                  aspekty tej sprawy: podręczniki, które można wypozyczyć w bibliotece lub czytać
                  w czytelni oraz te 1000zł (jako całościowa kwota), ale o tym drugim później.
                  Droga autorko.
                  Kiedy zaczynałam studia mój kierunek liczył sobie dwa lata. POdręczników nie
                  było, bo były w trakcie przygotowań. Jedyną możliwością uczenia się było
                  kserowanie kolejnych rozdziałów udostępnianych nam przez wykładowców.
                  Obliczyłam, że koszt JEDNEGO PODRĘCZNIKA wyniósł mnie w trakcie roku ponad sto
                  złotych. A były jeszcze dwa inne kolportowane dokładnie na tej samej zasadzie.
                  Do tego moje studia ściśle dotyczyły kultury. Kupowanie karnetów na przeglądy
                  filmowe i teatralne stało się koniecznością. Taką samą, jak znajomość większości
                  polskich i światowych premier literackich, których biblioteki i czytelnie nie
                  zdążyły jeszcze kupić, zaksięgować i udostępnić.
                  Oczywiście mozna było tego nie robić, a potem siedzieć na zajęciach jak na
                  tureckim kazaniu. Ksera nie można było pożyczyć, bo w tym samym czasie było
                  potrzebne innym studentom. Rocznik starszy sprzedawał swoje egzemplarze po cenie
                  niższej o 20%, ale ze 100zł i tak się nie dało zejść.
                  Do czego zmierzam?
                  Do tego, że rozumiem cięcia kosztow na ubraniach, na telefonie, ale sugerowanie
                  cięć na podręcznikach jest dla mnie- że Cię zacytuję- "małpią złośliwością".
                  Bo Wiesz, naprawdę wszystko można, co pisałam już w poprzednim wątku. Mozna
                  siedzieć pod mostem i jeść kartofle i tez się przezyje. Zauważ jednak, że nauka
                  jest inwestycją- tak zawsze było, jest i będzie. Od jej jakości zalezy
                  przyszłość danego studenta. Im bardziej tę jakość obniżasz tym bardziej żałosny
                  będzie rachunek końcowy.
                  Gwoli ścisłości: aktualnie "moje" podręczniki są nie do wypożyczenia w
                  bibliotece, bo biblioteka posiada aż trzy egzemplarze, a studentów na roku jest
                  ponad setka. Można czytać w czytelni, ale to wyklucza naukę w domu i
                  ugruntowywanie wiedzy.

                  A co do tego 1000zł- powiem Ci, że zrobiłabym tak samo. Żąda się 1000zł aby
                  uzyskać 800 zł i chyba wszystkie piszące tutaj potwierdzą ten znany sądowy
                  mechanizm.
                  Rozliczanie zaś wizyt u dermatologa nie wymaga dla mnie komentarza, bo samo w
                  sobie jest komentarzem najlepszym.

                  a.
                  • e_r_i_n Re: Ciąg dalszy :/ 03.02.06, 14:28
                    Aniu, z tymi podrecznikami to jest tak, ze fajnie miec swoje, ale tez nie mozna
                    przeginac. Gdybym ja chciala kupic wszystkie ksiazki, jakie mi byly potrzebne
                    (albo chociaz skserowac), to pare tysiecy (jak nie lepiej) by na to poszlo.
                    Zwazyszy, ze chociazby dwie ksiazki do jednego przedmiotu, ktory teraz
                    realizuje kosztuja w sumie 120 zl, kazda ma jakies 450 stron.
                    U mnie na roku jest okolo 1000 osob, a ksiazek w bibliotece 100-150 (przy
                    podstawowych przedmiotach, obowiazkowych i realizowanych przez ten tysiaczek
                    w tym samym czasie).
                    Co wiec sie robilo? Ano szlo sie do czytelni, robilo notatki, kserowalo co
                    wazniejsze czesci i W DOMU poglebialo wiedze. Na tym polega studiowanie,
                    podobno wink

                    Od razu zastrzegam - nie kaze oszczedzac na ksiazkach i nauce. Ale akurat ten
                    koszt mozna zminimalizowac bez szkody dla wiedzy.
                    • mrs_ka Re: Ciąg dalszy :/ 03.02.06, 15:36
                      Domali, ja nie mówię o przeginaniu w ŻADNĄ stronę. Ani posiadaniu wszystkich
                      podręczników, ani tez podważaniu sensowności nabywania jakichkolwiek
                      podręczników, co czyni autorka. Sama Wiesz, jaka jest wartośc podręcznika, który
                      możesz zapełnić ołówkowymi komentarzami i zabierać ze sobą wszędzie.
                      Wiesz co mnie w tym poście uderza? Brak pewnej elementarnej elegancji. Nie umiem
                      tego Ci lepiej wytłumaczyć. Ta nieelegancja polega na bawieniu się w ekonoma ( w
                      tym staropolskim rozumieniu), który wylicza wartości cifów, aknemycinów i
                      "socjologii" Znanieckiego. Gdyby któreś z moich rodziców kazało mi się rozliczać
                      z -za przeproszeniem- ilości i marki używanych podpasek, to jedynym uczuciem,
                      którego bym doświadczyła, byłaby głęboka pogarda.
                      Mnie się to nie podoba. Nie podoba mi się to jako człowiekowi, a nie Eksi, bo
                      bycie Eksią nie jest istotnym składnikiem mojego samookreślenia.
                      NIe zgodzę się z Tobą, że ten koszt można zminimalizować bez szkody dla wiedzy.
                      Studiowanie- jak sama dobrze Wiesz- to nie tylko wkuwanie. To cały etap życia,
                      którego celem jest dojrzewanie intelektualne, poszerzanie erudycji i wiedzy.
                      zdobywanie narzędzi. Po trzech dodatkowych fuchach, koneiczności siedzenia w
                      czytelni (bo podręczników w domu niet) któraś częśc tego studiowania musi
                      ucierpieć. I nawet wiem, jaka to część. Rzetelność wiedzy.
                      Uważam, że jak długo młody człowiek posiada determinację, chęc nauki i ambicję,
                      tak długo powinno się go w tym wspierac, bo są to rzeczy wspaniałe i godne
                      podziwu. Pasierbica autorki nie jest leserką, która się miga od nauki i pracy,
                      aby podoić ojca z krwawicy.
                      Szczerze powiedziawszy na miejscu tej pasierbicy podziękowałabym serdecznie za
                      uwagę. Bo jeśli tak ma wyglądac relacja z ojcem, któremu bliższa jest postawa
                      finansowej kontroli i- najwazniejsze- BRAKU ZAUFANIA DO WŁASNEGO DZIECKA niż
                      postawa życzliwo- wspierająca, to doprawdy nie jest godzien tego kontaktu.
                      Jedyny minus tego rozwiązania to ten, że wówczas matka dziewczyny będzie musiała
                      ponieść całość kosztów pozostających po odliczeniu zarobków tej studentki. A to
                      nie jest godziwe.
                      Ostatnia rzecz, Domali- Ty masz męza i ja także miałam męza będąc już studentką.
                      Wobec powyższego aspekt finansowania przez rodziców był tu nieistotny. Ta
                      dziewczyna jest sama i nie ma innego źródła utrzymania poza ojcem i matką.

                      a.
                      • e_r_i_n Re: Ciąg dalszy :/ 03.02.06, 16:12
                        Nie wiemy, ile wg wylcizenia dziewczyna na podreczniki wydaje.
                        Natomiast o tym, ze pewne koszty mozna ciac bez szkody dla wiedzy wiem, bo
                        probowalam. Mysle, ze rzetelnosci w naukach zdobytych mi nie brakuje.
    • mikawi Re: Ciąg dalszy :/ 03.02.06, 14:22
      a ja chciałabym zobaczyć minę studentki_której_się_należy jak już skończy
      studia i pójdzie do pracy. I dostanie w niej 1000 zł pensji. Ciekawe jak
      pracodawcy będzie argumentowac konieczność podwyżki smile Niestety takie panienki
      dostają boleśnie dostają od życia po dupsku. Pożyjecie, zobaczycie.
      • elf28 Re: Ciąg dalszy :/ 03.02.06, 15:01
        Tak jest Mikawi. Dokładnie, jak paniena dostanie pierwszą pracę za 1000 zł to
        może trochę się jej w głowie poustawia.

        Dla mnie takie żądania są paranoją. Mój ojciec płacił na nas z bratem 800 zł.
        Dodam, że oboje studiowaliśmy w prywatnej szkole. Ani mnie ani bratu ani mojej
        mamie nigdy nie przyszłoby do głowy ciąganie taty po sądach, bo za mało kasy
        dostajemy. Dodam, że na studia każde z nas miało przez rodziców odłożone
        pieniądze (z podziału majątku po rozwodzie). Ale ponieważ po rozwodzie nie było
        tak różowo z kasą więc na swoje utrzymanie dostawaliśmy po 1000 zł. Musiało
        wstarczyć na wszystko.

        Więc jak czytam o takiej panience, to mi się normalnie nóż w kieszeni otwiera.
        • kasia_kasia13 Re: Ciąg dalszy :/ 03.02.06, 15:40
          A mnie sie wydaje, ze przez wiele osob przemawia zwykla zazdrosc, ze tata panny
          dobrze zarabia. Bo jak inaczej nazwac argument w stylu "ja na studia dostawalam
          1000", czy " ja pracuje, a tyle nie wydaje"? Co z tego? Ja tez mialam mniej,
          ale nie zzerala mnie zazdrosc, ze niektorzy znajomi mieli wiecej na studiach
          nautrzymanie, bywali tez i tacy co mieli mieszkania i samochody kupione przez
          rodzicow. Mieli bogatszych rodzicow, wiec mieli wiecej niz ja.
          • lilith76 Re: Ciąg dalszy :/ 03.02.06, 15:54
            ja tu nie widzę zazdrości.
            ja też tu widzę zwyczajną ciekawość jak ona wyobraża sobie życie za pierwszą,
            niekoniecznie wysoką pensję.
            sorry, ale ja rzadko spotykałam studentów, którzy do rozdysponowania mieli
            1700 - 2000 miesięcznie.
            • kasia_kasia13 Re: Ciąg dalszy :/ 03.02.06, 16:01
              lilith76 napisała:

              > ja tu nie widzę zazdrości.
              > ja też tu widzę zwyczajną ciekawość jak ona wyobraża sobie życie za pierwszą,
              > niekoniecznie wysoką pensję.


              Ale to chyba problem (o ile nie dostanie lepszej pracy) tej studentki za 5 lat,
              a nie jej macochy, ktora chce, robiac wyliczenia ile i na co powinna wydawac
              obca jej osoba-pasierbica, zaoszczedzic pieniadze ktorych zreszta sama nie
              zarabia, tylko jej maz. Nie jej pieniadze, nie jej wydatki, nie jej dziecko.
              • zonka77 Re: Ciąg dalszy :/ 03.02.06, 16:49
                JEJ mąż, z którym ma penie wspólną kasę, wspólne zobowiązania, rodzinę. Nie
                rozumiesz że w małżeństwie najczęściej jednak ie dzieli się na "moje" i "Twoje" ?
              • balladynka Re: Ciąg dalszy :/ 03.02.06, 16:51
                > Ale to chyba problem (o ile nie dostanie lepszej pracy) tej studentki za 5
                lat,
                >
                > a nie jej macochy, ktora chce, robiac wyliczenia ile i na co powinna wydawac
                > obca jej osoba-pasierbica, zaoszczedzic pieniadze ktorych zreszta sama nie
                > zarabia, tylko jej maz. Nie jej pieniadze, nie jej wydatki, nie jej dziecko.

                Abstrahując od tematu przewodniego i wysokości kwot co do których każdy będzie
                miał inne zdanie, Kasiukasiu, rozumiem, że fakt że Ty ekscytujesz się tą sprawą
                nie mniej niż ta macocha sądząc po ilości Twoich postów w wątkach juli ma nam
                sugerować, że dla Ciebie nie jest to obca osoba czy co? Bo się zgubiłam? Jej
                się nie wolno w tej kwestii wypowiadać a Tobie i nam wszystkim tak? Wyjaśnij mi
                zatem, czy Twoje są pieniądze, wydatki czy też dziecko, że tak tu prym
                wiedziesz?
          • elf28 Re: Ciąg dalszy :/ 03.02.06, 16:10
            Kasiu, zazdrość? Nie, zdrowy rozsądek i doświadczenia własnego podwórka, które
            nauczyły mnie, że z pustego to i Salomon nie naleje, i że rodzice to nie
            maszynka do zarabiania pieniędzy.
          • zonka77 Re: Ciąg dalszy :/ 03.02.06, 16:47
            Zazdrość? Ale ja nie miałam biednych rodzicow, mój tata zarabiał dużo więcej niż
            tata tej studentki smileAle miał też dużo wydatków i innych na utrzymaniu i jakoś
            potrafiłam to zrozumieć i ciągnęłam w przeciwnym kierunku niż ta panna - brać
            mniej żeby odciążyć.
            Kwestia wychowania i charakteru, nie zazdrości smile
        • zonka77 Re: Ciąg dalszy :/ 03.02.06, 16:45
          ano.Mnie też się otwiera, może nie nóż ale szczenka ze zdziwienia nad sposobami
          postępowania młodej damy. Nic mnie nie przekona że to jest ok. Nic. Bo sama
          byłam studentką i nigdy przenigdy bym się tak nie zachowywała.
          I to zachowanie jest TYLKO dla tego że rodzice są po rozwodzie. Nie wierzę że
          przedstawiała by żądania gdyby rodzice byli razem i dostałaby te 1200 zł to
          biegałaby do sądu po więcej.
          Ciekawe jakby to wyglądało jeśliby mama z tym tatą mieli na utrzymaniu jeszcze
          jedno dziecko to by dali córce 1800/mc na studiowanie, baaardzo bym to chciała
          widzieć!
          Też myślę że jej życie wyprostuje ścieżki w umyśle.
          Też uważam że to ona powinna byś stroną oszczędzającą jako studentka na
          utrzymaniu rodziców.
          1200 zł plus to co sobie dorobi to bardzo fajne pieniążki dla studenta w
          Krakowie - wiem bo mieszkam w Krakowie i studiowalam w Krakowie
      • kasia_kasia13 Re: Ciąg dalszy :/ 03.02.06, 15:48
        mikawi napisała:
        > a ja chciałabym zobaczyć minę studentki_której_się_należy jak już skończy
        > studia i pójdzie do pracy. I dostanie w niej 1000 zł pensji.
        >Ciekawe jak
        > pracodawcy będzie argumentowac konieczność podwyżki smile Niestety takie
        panienki
        > dostają boleśnie dostają od życia po dupsku. Pożyjecie, zobaczycie.

        Proponuje przyzwyczajac dzieci juz od kolyski do perspektywy zycia za 1000zl.
        Zero ciuchow, wakacji, zajec dodatkowych, nawet jak rodzice sa maja multum
        pieniedzy. W koncu nigdy nie wiadomo, moze dziecku sie nie poszczeci w zyciu,
        moze nie dostac super pracy, wiec niech sie uczy od dziecka sztuki przezycia za
        minimalna ilosc pieniedzy.

        • mikawi Re: Ciąg dalszy :/ 03.02.06, 16:02
          wybacz ale pensja 3000 to może nie minimum socjalne ale mając na utrzymaniu 2
          dzieci to żadne multum pieniędzy;
          i tu nie chodzi o obcinanie na czym się da, dla zasady byle dać mniej - chodzi
          o jakąś elementarną uczciwość po obu stronach - również studentki, która w tym
          wieku, na takim kierunku spokojnie może dorobić parę groszy a nie machać przed
          nosem listą zakupów jako niezbędne minimum jakie jej się NALEŻY. Ale ja mam
          pewnie jakieś skrzywienie bo nie dość że jestem wredna next to jeszcze od
          skończenia LO regularnie zarabiałam na swoje wydatki. Wystarczało że rodzice
          dawali jeść i dach nad głową, nie przyszłoby mi do głowy że mają mi dawać kasę
          na książki, ciuchy, nie mówiąc o rozrywce. Drugi kierunek studiów także
          oplacałam sama. I nie dlatego że rodzice nie mieli kasy, tylko dlatego że
          byłoby mi wstyd brać od nich pieniądze. Ale to kwestia podejścia do rodziców,
          którego niektórym ludziom brakuje.
          • elf28 Re: Ciąg dalszy :/ 03.02.06, 16:07
            Widzisz Mikawi i znowu muszę przyznać Ci rację. Mądrze godosz smile
            Ale widać kasia_kasia13 nie rozumie tej drobnej różnicy, o której tu rozmawiamy.
            A co macocha ma do powiedzenia? A no ma: bo to teraz on stwarza ojcu tej
            dziewczyny warunki do zarabiania, mają też własne dziecko i pewnie prowadzą
            wspólną kasę. Więc jak najbardziej ma do powiedzenia i pewnie staje tu w
            obronie własnego dziecka, które chociaż jest młodsze i ma mniejsze potrzeby to
            z zasady ma mniej.
            • kasia_kasia13 Re: Ciąg dalszy :/ 03.02.06, 16:24
              >Więc jak najbardziej ma do powiedzenia i pewnie staje tu w
              > obronie własnego dziecka, które chociaż jest młodsze i ma mniejsze potrzeby
              to
              > z zasady ma mniej

              A gdzie jest napisane, ze ma mniej?

              Poza tym, zawsze na tym forum zgodnie twierdzono, ze dzieci jednego ojca nie
              musza zyc na tym samym poziomie. Jesli eks zarabia mniej a macocha zarabia
              dobrze, jest naturalne, ze dziecko z eks ma w sumie mniej pieniedzy a macochy
              wiecej, bo macocha mu to zapewnia. Dzieci mialy dostawac po rowno od ojca, o
              ile pamietam.
              Tutaj mamy na odwrot, ex zarabia nienajgorzej (stac ja na dawanie 850zl)
              dziecku, macocha gorzej. Na dodatek macocha chce, aby jej maz utrzymywal jej
              dziecko z porzedniego malzenstwa. I ta postawa jest w porzadku, wedlug
              niektorych.

              A propos dawania po rowno. Wcale nie uwazam, ze drugie dziecko musi _teraz_
              dostac od ojca dokladnie tyle samo co pierwsze. Studentka ma inne wydatki,
              przedszokal mnie musi np. wynajmowac pokoju. Pod po rowno rozumiem, ze jesli
              ojciec finasuje studiowanie teraz jednemu dziecku, w przyszlosci powinien to
              samo zrobic dla drugiego dziecka.
          • kasia_kasia13 Re: Ciąg dalszy :/ 03.02.06, 16:09
            > wybacz ale pensja 3000 to może nie minimum socjalne ale mając na utrzymaniu 2
            > dzieci to żadne multum pieniędzy

            O multum pieniedzy bylo ogolnie.
            Zarabiajac 3200 mozna 850 przeznaczac na studiujace poza miejscem zamieszkania
            dziecko.


            >i tu nie chodzi o obcinanie na czym się da, dla zasady byle dać mniej -
            chodzi
            > o jakąś elementarną uczciwość po obu stronach - również studentki, która w
            tym
            > wieku, na takim kierunku spokojnie może dorobić parę groszy


            Moze i moze, tylko czy musi? Dorabianie jest zawsze kosztem studiow. O ile
            popieram dorabianie, zeby odciazyc rodzicow to nie widze powodu, aby dorabiac,
            zeby odciazyc finansowa obca sobie osobe, jaka jest macocha.


            >Ale ja mam
            > pewnie jakieś skrzywienie bo nie dość że jestem wredna next to jeszcze od
            > skończenia LO regularnie zarabiałam na swoje wydatki

            Dlaczego dopiero po skonczeniu liceum? wink
            • elf28 Re: Ciąg dalszy :/ 03.02.06, 16:12
              Kasiu, ja nie wiem skąd ta złośliwość u Ciebie?

              > Moze i moze, tylko czy musi? Dorabianie jest zawsze kosztem studiow. O ile
              > popieram dorabianie, zeby odciazyc rodzicow to nie widze powodu, aby
              dorabiac,
              > zeby odciazyc finansowa obca sobie osobe, jaka jest macocha.

              Nie macochę, tylko ojca, który ma drugie dziecko, rodzinę i również swoje
              potrzby. Więc pannica nie jest najważniejsza.
              • kasia_kasia13 Re: Ciąg dalszy :/ 03.02.06, 16:28
                > Nie macochę, tylko ojca, który ma drugie dziecko, rodzinę i również swoje
                > potrzby. Więc pannica nie jest najważniejsza.

                Zapomnialas jeszcze o dziecku macochy z poprzedniego malzenstwa.
                • kwiatek1974 Re: Ciąg dalszy :/ 04.02.06, 17:51
                  Co ty sie czepiłaś tak tego dziecka macochy z poprzedniego związku żal ci d..e
                  ściska że jej mąż chce to dziecko utrzymywać. Czy to dziecko jest jakieś inne
                  wybryk natury czy co jeśli mąż tej dziewczyny wiedział że ona ma dziecko,
                  podiął sie wychowania tego dziecka to dlaczego ma go nie utrzymywać, jeśli
                  chce. Widać że nie możesz tego znieść że zazdrość przez ciebie przemawia.
                  Wiec do twojej wiadomości to dziecko macochy ma takie same prawa jak dziecko
                  męża macochy i nie ważne czy ma jego nazwisko, ważne jest to że mąż macochy
                  pokochał je jak swoje i podjął sie go utrzymywać i być przy nim w każdej
                  sytuacji i że dziecko które idzie do przedszkola moze powiedzieć że ma ojca. To
                  jest najważniejsze a nie jakaś tam studentka która ma swoje kaprysy, i tańczy
                  jak jej ex mamusia zagra.
                  • chalsia Re: Ciąg dalszy :/ 04.02.06, 21:01
                    Kwiatek chrzanisz jak Ci się to ostatnio niestety znów przytrafia (czyżby się
                    coś w życiu nie układało?).
                    Nie jest w tej sytuacji ważne, czy facet się podjął czy nie łożenia na dziecko
                    Julii z pierwszego związku. Ważne jest, że skoro go nie przysposobił, to nie ma
                    obowiązku na nie płacić. W przeciwieństwie do tego, że na swoją dwójkę dzieci
                    musi. I tylko to się z prawnego punktu widzenia liczy.
                    Chalsia
                    • kwiatek1974 Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 15:06
                      to ty chrzanisz a w mojm życiu jest jak w raju .!!!!! A co do tego dziecka to
                      powiem ci tak to ty tak myślisz jak zawsze a w sadach czasami jest inaczej i
                      tak miał mój znajomy który jest w drugim związku i wychowuje dziecko drugiej
                      żony, i nie jest ono jescze przysposobione, przy ustalaniu alimentów na 2
                      swoich dzieci sad to wzioł pod uwage bo stwierdził że to tez jest dziecko, i
                      dlaczego na mu nie pomagać wiec nie piernicz mi tu o prawie. Bo nie zawsze ono
                      jest brane pod uwagę.
                      • chalsia Re: Ciąg dalszy :/ 07.02.06, 14:24
                        To widać nie było adwokata, albo strona przeciwna nie odniosla się do tego, a
                        mogła. Bo jak sąd takie rzeczy gada, to trzeba sądowi przypomniec jakie są
                        przepisy prawa.
                        Chalsia
                • jula55 Re: Ciąg dalszy :/ 05.02.06, 20:38
                  Kasiu, czy wg ciebie mam zroznicowac poziom zycia moich dzieci (mieszkajacych
                  pod tym samym dachem) tylko dlatego, ze na starszego dostaje nizsze alimenty, bo
                  jgo ojciec malo zarabia? Jak to sobie wyobrazasz? Jednemu mam robic kanapki z
                  szynka, a drugiemu pasztetowa? Na kolonie wyslac tylko mlodszego, a starszy
                  niech siedzi w domu, bo biorac pod uwage alimenty, jakie dostaje, nie ma szans,
                  zebuy wystarczylo na oplacenie wakacji i dodatkowych atrakcji? Nie wydaje mi
                  sie, zeby taka sytuacja byla zdrowa i miala dobry wplyw na ktorekolwiek z
                  dzieci. Na szczescie moj maz mysli podobnie i nigdy nie uslyszalam od niego
                  slowa protestu na ten temat. Dla niego to oczywiste, ze stanowimy rodzine, razem
                  mieszkamy, wiec i nie faworyzujemy wspolnego dziecka kosztem drugiego.
                  • chalsia Re: Ciąg dalszy :/ 05.02.06, 21:26
                    To tylko znaczy, że jeśli chcesz wyrównać poziom obydwojga swoich dzieci to:
                    - albo starasz się o wyższe alimenty od eksa
                    - albo sama SWOIMI pieniędzmi wyrównujesz poziom swojego pierwszego dziecka
                    Na pewno nie jest to odpowiedzialność (prawnie) Twojego meża. I taki powód (by
                    nie podnosić alimentów na córkę męża) sąd by zapewne odrzucił.
                    ALe jeśli córka męża dostanie wyższe alimenty (850zł) to problem wyrównania
                    warunków życia Twoich dzieci samoistnie chyba zniknie, bo będzie równanie w dół.
                    Chalsia
                  • kasia_kasia13 Re: Ciąg dalszy :/ 05.02.06, 22:08
                    Kasiu, czy wg ciebie mam zroznicowac poziom zycia moich dzieci (mieszkajacych
                    > pod tym samym dachem) tylko dlatego, ze na starszego dostaje nizsze alimenty,
                    b
                    > o
                    > jgo ojciec malo zarabia? Jak to sobie wyobrazasz?

                    Wobrazam sobie to tak, ze aby podniesc poziom zycia pierwszemu dziecku,
                    Ty "zaciskasz pasa" lub szukasz dodatkowych zdrodel dochodu a nie Twoja
                    pasierbica.
            • mikawi Re: Ciąg dalszy :/ 03.02.06, 16:43
              > Moze i moze, tylko czy musi?
              no właśnie to jest to podejście do rodziców którym się różnimy


              > Dlaczego dopiero po skonczeniu liceum? wink
              Bo w liceum byłam niepełnoletnia i jedyne co mogłam robić to zbierać truskawki
              latem, co zresztą robiłam. A po maturze uznałam, że świadectwo dojrzałości do
              czegoś zobowiązuje i nie wyobrażałam sobie ciagnąć od matki czy ojca pieniędzy
              na koncerty, książki czy nowe ciuchy.
            • zonka77 Re: Ciąg dalszy :/ 03.02.06, 16:54
              dla pasierbicy może jest obca ale dla swojego M nie i pewnie dlatego jakoś
              dziwnie ma facet potrzebę zadbać i o nią i o ich wspólne dziecko a może nawet i
              o jej (macochy) dziecko (o zgrozo) i dlatego stara się aby wszyscy mieli jakoś a
              nie tylko jedna pannica która w dodatku jest już na tyle dorosła że może pomóc
              dorabiając tym bardziej że kierunek studiów ma idealny pod tym względem.
        • zonka77 Re: Ciąg dalszy :/ 03.02.06, 16:51
          Ci rodzice nie mają multum pieniędzy. Przynajmniej ojciec. A to co dziewczyna
          miałaby (1200 - 600+600) dostać to nie minimum ale całkiem dobra kwota
    • magret65 Re: Ciąg dalszy :/ 03.02.06, 21:31
      Hej, przeczytałam różne opinie na ten temat i niektóre naprawdę mnie
      zaskoczyły. Jeżeli, mimo wszystko, nie bierze się pod uwagę Twojego dziecka z
      pierwszego małżeństwa, Julio, to pasierbica i tak nie powinna domagać się
      więcej niż 25% poborów Twojego męża. Mojemu M, podczas rozwodzu, sąd zasądził w
      ramach alimentów na córkę do rąk matki,gdy nie miał żadnych innych zobowiązań,
      33% poborów. Sędzia stwierdził, że jest to bardzo przyzwoita kwota. Po latach,
      gdy przyszedł na świat nasz syn, sąd obniżył do 25%. Eks się odwoływała, ale w
      apelacyjnym wyrok podtrzymali uznając, że sędzina postąpił właściwie i decyzja
      była jak najbardziej słuszna.
      Dziwi mnie twierdzenie, że przedszkolak ma mniejsze potrzeby niż
      studentka! /Studentka może dorobić, maluch nie! Poza tym dzieci częściej
      chorują, rosną, więc większe wydatki na ciuchy, dochodzi przedszkole, witaminy,
      różne zabawki, książeczki edukacyjne dla prawidłowego rozwoju,łakocie i trochę
      jednak inna dieta niezbędna dla prawidłowego rozwoju./
      Poza tym dla mnie jest OKRUCIEŃSTWEM twierdzenie, że matka 2 maluchów może
      dorobić! My kobiety mające małe dzieci nie tylko chcemy, ale po prostu MUSIMY
      pracować, aby rodzinie jakoś się wiodło! Dziwię się samotnym matkom, gdy coś
      takiego piszą, bo przecież właśnie one powinny najbardziej zdawać sobie sprawę,
      jak czuje się dziecko pozbawione rodzica! Jak trudno wychowywać na co dzień
      samemu! / Jestem w związku, ale na co dzień praktycznie sama wychowuję dwójkę,l
      bo sytuacja ekonomiczna zmusiła mojego M do podjęcia pracy 480km od domu!/
      Studentka dorabiająca po godzinach uczy się normalnego życia. Matka
      zostawiająca dzieci, która i tak przecież pracuje ....?! Wyobraźcie Sobie
      dziewczyny stęsknione za matką dzieci, ktore oczekują na wracającą PO
      DODATKOWYCH godzinach pracy do domu! W jakim stanie jest taka kobieta?! A tu
      trzeba jeszcze uprać, ugotować, posprzątać, a gdzie w tym wszystkim czas na
      zabawę z maluchem, przytulenie obu pociech, opowiedzenie bajki?! W jakim stanie
      psychicznym jest taka matka?!
      Macie rację, że Julia powinna wystąpić o wyższe alimenty dla swojego dziecka,
      ale..... nie znamy jej eks i nie wiemy, jakie ma szansę na otrzymanie więcej.
      Skoro wyszła ponownie za mąż, jest logiczne, że w ich gospodarstwie domowym
      jest 2ka, a nie 1 dziecko! Czy to się komuś podoba, czy nie! Skoro sąd bierze
      pod uwagę zarówno zarobki rodziców, jak i ich partnerów, to nie można pominąć,
      że Julia ma na utrzymaniu 2kę, a nie tylko 1 dziecko, które jest współne z
      ojcem naszej studentki.
      Dziewczyny mają rację Julio, nie dzwoń do Magdy, bo będzie jeszcze gorzej!
      Zacznij zbierać rachunki z apteki, przeanalizuj Wasze wydatki, poproś o
      zaświadczenie z przedszkola o wnoszonych opłatach. Jeżeli któreś z dzieci
      choruje przewlekle, to weź takie zaświadczenie od pediatry. Niestety, musicie
      się liczyć ze sprawą sądową. To będzie bardzo trudne dla Twojego męża! Zgadzam
      się z Tobą, że dziewczyna traktuje ojca jak bankomat i jej postawa nie jest w
      porządku. Dla mnie to szantaż. Cała sytuacja jest przykra. Spróbuj też okazać
      trochę więcej zrozumienia swojemu M w tym trudnym czasie, bo pewnie go teraz
      bardziej potrzebuje! Jedno jest jednak dla mnie oczywiste, unikaj rozmów z
      Magdą. Tu ojciec musi rozmawiać sam. Uważam jednak, że Ty masz prawo do swojego
      zdania, nie jako ta niedobra next, ale jako równoprawna,życiowa partnerka.
      Wszystkie zmiany finansowe dotykają przecież całą Waszą rodzinę, więc nie do
      końca to jest tak, że są to tylko sprawy, eks, M i Twojej pasierbicy!
      Teraz dziewczyny ........ czekam na Waszą reakcję i mimo wszystko dziękuję za
      WSZYSTKIE opinie. A jeszcze ukłon w stronę Julii! Bo jak widzicie, też
      przemyślała Sobie nasze sugestie. Jej mąż zaproponował podwyższyć SAMOISTNIE
      alimenty do 600zł.To b. ładny gest. Jeżeli córka, mimo wszystko, uważa, że
      chcialaby więcej, to zupełnie inaczej powinna rozmawiać z ojcem! Ciekawe, czy
      też się tak wydziera na matkę i od niej wymusza?!
      Trzymajcie się wszystkie cieplutko! M
      • ana119 Re: Ciąg dalszy :/ 03.02.06, 23:22
        Zgadzam się z twoją opinią - jesteś obiektywna!
        Ojciec to nie bankomat - podoba mi się to określeniesmile)) To dyskusja na temat
        sytuacja Julii ale dodam tylko, że sama rozumiem ten problem - córka mojego M.
        powiedziała nam ostatnio żeby kupił jej MP3 (11 lat) a za poprzednie
        wymuszone "prezenty" nawet nie umie powiedzieć zwykłego słowa "dziękuję" (dla
        M. to bolesne). Jest jeszcze młoda i kiedyś wypaplała że przecież alimenty
        płacone przez M. idą na opłaty rodziny w której mieszka...

    • magret65 Re: Ciąg dalszy :/ 03.02.06, 21:36
      P.S.
      A skoro Magda bywa jednak w domu swojego ojca, to nie wydaje Wam się
      dziewczyny, że tak naprawdę to jednak chyba dostaje trochę więcej niż tzw.
      alimenty?! A w Julii chyba jednak nie dostrzega tej bee next, skoro zasiadają
      przy wspólnym stole?!
      • barbara001 Re: Ciąg dalszy :/ 04.02.06, 13:03
        Zasiadanie przy wspólnym stole o niczym nie świadczy (ja nie znoszę swojej
        ciotki i tez z nią zasiadam czasami). A postępowanie i żądania studentki od
        początku uważam za zbyt wygórowane (np. srodki czystości - czy ona opiera
        miesięcznie połowę kamienicy, dermatolog- biedni studenci korzystaja z usług
        państwowych przychodni). A kwestia dorabiania- na moich studiach dziennych od
        drugiego roku większosć dorabiała, a program studiów zawsze udawało się tak
        ułozyć żeby wypadły dwa -trzy dni luźniejsze, jeszcze sa weekendy. I tu nie
        chodzi o by nauczyć panienkę, że życie później będzie dla niej łatwiejsze jak
        nauczy sie pracować na siebie, to kwestia moralności tej dziewczyny, by
        mierzyła siły na możliwości, tylko ona nie mierzy ich swoją miara tylko miarą
        możliwości rodziców. I myśli niestety tylko o sobie. I żenujące jest to,że 1
        700 złotych kładzie na szalę dobrych stosunków z ojcem i jego rodziną ( a i
        przyrodnim rodzeństwem). I nawet jezeli Julia i jej mąż ostatecznie mogliby
        dawać jej więcej to oburzająca jest jej postawa roszczeniowa.

        Ps. A jak ktoś studiuje anglistykę (bo taki jest kierunek Magdy?)to naprawdę
        moze sobie nieźle dorobić - przykład moja kuzynka, II rok studiów, korepetycje,
        zajęcia raz w tygodniu w szkółce dla dzieci Helen Doron i dwa, trzy teksty w
        miesiącu do tłumaczenia z jakiejś gazety - i sama wychodziła sobie te zajęcia.
        Osoba do utrzymywania - tylko mama (tata nie żyje - renta po tacie jakieś marne
        grosze). I co by zrobiła koleżanka Magda jakby nie miała do kogo wyciągać łapki
        po kasę?
    • maxxi26 Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 12:56
      Tak sobie myślałam na ile kwota 850 zł jako 1/2 utrzymania jest ok dla
      studentki od ojca który zarabia 3.000 zł. Policzywszy doszłam do takich
      wniosków.

      Studentka w takim razie ma 1700 zł na swoje utrzymanie (850 ojciec, 850 matka).
      Ojcu (parafrazując) przysługuje taki sam poziom życia jak córce studentce-
      czyli ze zwoich zarobków powinien przeznaczyć na swoje utrzymanie 1700 zł. 3000
      zł - 850 zł (alimenty na rzecz studentki) - 1700 zł (utrzymanie tatusia) = 450
      zł . Taka oto kwota pozostaje na drugie dziecko tatusia.
      • e_r_i_n Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 12:58
        Ale to nie problem, poniewaz dziecko Julii z obecnym mezem i tak musi miec
        zanizany poziom, aby miec taki sam, jak dziecko z pierwszego malzenstwa Julii.
        Wiec sprawa zalatwiona wink
        • maxxi26 Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 13:18
          Jasne - w tym ostatnim przypadku akurat wszystko jedno na czym się będzie
          oszczędzać. Czy na wyżywieniu dziecka, czy rozrywce czy innych potrzebach.
          POmija się oczywiscie również fakt, że jako mąż ma też obowiązak przyczyniać
          się do zaspakajania potrzeb rodziny czyli też żony (która ma już na utrzymaniu
          siebie i dwójkę dzieci), która powinna żyć również na tym samym poziomie co
          reszta członków rodziny.
          • e_r_i_n Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 13:23
            Oj tam, a jakie potrzeby ma przedszkolak? wink
            A maz nie ma obowizku utrzymywac zony. W koncu on moze wcinac krewetki, ona
            pasztetowa. Takie maja mozliwosci...
            • pom Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 13:41
              I wychodzi na to, że macocha powinna ZAWSZE mieć własne pieniądze, najlepiej
              wieksze albo podobne do swego męża.
              Przynajmniej spi spokojnie i nikomu kasy nie liczy.
              U nas tak własnie jest - jeśli pójdę na wychowawczy to wiem, że MNIE OSOBIŚCIE
              na to stać. Nie dokładam dziś do wspólnego worka, w związku z czym nie ma
              wiekszej puli do wydania ekstrasy dla dzieci, za to dokładam sobie na czasy, w
              których przyjdzie mi siedzieć w domu bez wiekszych dochodów. I nie będę liczyła
              ile M wydaje na dzieci.
              U nas ustalił się porządek, który bardzo chwalę: dokładam M tylko część moich
              dochodów i z jego pensją, po obcięciu alimentów, stanowi to sumę, z której
              żyjemy. Reszta jest do wyłącznie mojej dyspozycji. Mogę ją przepuścić na ciuchy,
              włozyć w skarpetę - moja wola. M ma alimenty, ja mam swoje odrębne finansowe
              plany - w mniej wiecej tej samej kwocie.
              I to wydaje sie być uczciwy układ, który powoduje, że mnie nie strzyka, jak
              eksia podwyższa alimenty. dodatkowo sprawia, że wątki alimentacyjne tak mnie nie
              pasjonują.

              Czego wzystkim nam serdecznie życzę.
              • maxxi26 Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 13:55
                Ja mam szczęsliwie tak samo. Moja kasa najzupełniej wystarczać mi będzia na
                własne utrzymanie i moich dzieci. Mam przyjamniej taką nadzieję, o ile zdrowia
                wystarczy, bo na nim się to wszystko opiera.Ale takie zadowolenie i brak
                zaangażowania w kwestie alimentów może być, gdy starcza dla wszystkich i nie ma
                problemów kto w rodzinie jest równy a kto równiejszy.

                POmku - masz układ godny pozazdroszczenia. Ale jak ja chciałam zrobić podobnie
                to mój wszczął bunty, że jak to przecież wszystko wspólne etc. Ale i tak się
                szykuje rozdzielność majątkowa. bez dwóch zdań.

                Moim zdaniem u większosci naszą postawa trudno nazwać roszczeniową. Może z
                racji niezależności, dobrego wykształcenia a przez to i pracy i przyzwyczajenia
                do tego żeby liczyć na siebie a nie na innych. Och na tych studiach też
                przecież byłysmy tak strasznie dzielne, co przeciez jest wyjątkiem u studentów.
                A u nas takich przypadków bez liku.. PO prstu chwalicie sie dziewczęta...Ale na
                pewno bezpodstawnie.
                • mikawi Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 14:14
                  hehehe, zapewne sobie wymyśliłyśmy takie bajki i niektórym się w głowie nie
                  miesci, że można być SAMODZIELNĄ kobietą dość wcześnie smile bynajmniej nie z
                  powodu urodzenia dziecka. Tak samo mnie się nie mieści w głowie jak można
                  siedzieć na utrzymaniu rodziców do trzydziestki i wmawiać sobie i innym że jest
                  się samodzielnym wink
              • e_r_i_n Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 14:30
                pom napisała:

                > I wychodzi na to, że macocha powinna ZAWSZE mieć własne pieniądze, najlepiej
                > wieksze albo podobne do swego męża.

                Oczywiscie, ze tak najlepiej smile
                • e_r_i_n Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 14:38
                  I jeszcze rozwine - nie uwazam za korzystna dla rodziny sytuacje, gdy kazdy
                  tylko wrzuca swoje do wspolnego gara, a reszte ma dla siebie. Optimum dla mnie
                  to:
                  - facet ze swojej kasy odklada alimenty, zostawia sobie 'zaskorniaki', reszta
                  jest wspolna;
                  - kobieta odklada sobie zaskorniaki, reszta jest wspolna.
                  • pom Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 15:00
                    To nie jest dobry układ w przypadku, jesli ojciec obok solidnych alimentów łoży
                    na dzieci sam z siebie. Kiedy POZA alimentami opłaca dodatkowo wakacje, dokłada
                    do zachcianek, finansuje rozrywki. Wówczas idzie to ze wspólnego worka, w którym
                    są także pieniadze macochy. A są tacy ojcowie, i M się do takich zalicza, że
                    jeśli tylko ma to da. No więc przez to, że są tak naprawdę trzy budżety, daje
                    wyłącznie swoje.
                    Zresztą, korzystny układ dla rodziny jest rzecza wzgledną. Szczególnie finansowy.
                    I najlepiej by było, zeby mama tata i dzieci byli razem i żyli długo i szczesliwie.
                    • e_r_i_n Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 15:09
                      Lozyc na swoje dziecko facet moze z zaskorniakow.
                      • pom Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 15:13
                        Erin, a niech łoży z czego chce.smile Ważne, żeby wszystkim zainteresowanym
                        starczyło i krzywda się nie działa.smile
                        Nam tak jest dobrze, a jesli ktoś ma z tym problem - wybacz.smile)
                        • e_r_i_n Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 15:16
                          Jasne smile Chodzilo mi raczej o to, ze mozna nie lozyc ze wspolnego z macocha
                          budzetu, bo wlasnie na WLASNE wydatki ma sie zaskorniaki.
                          A ze kazdy ma swoja recepte na zycie, to juz inna sprawa wink
              • zonka77 Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 14:37
                no tak ale to jest twoja wizja bycia razem i małżeństwa (?)
                Dla mnie taki układ między mną i moim mężem byłby chory i dla mnie i dla
                niego.Do czego byśmy doszli jeśli każde z nas swoje pieniądze przepuszczałoby
                na co ma ochotę, jeśli mamy co wkładać do skarpety to będziemy wkładać razem na
                wspólne cele jeśli któreś z nasz ma potrzebę kupienia sobie np ubrania jakiegoś
                wspólnie rozpatrujemy na ile nas stać i kupujemy.
                Ogólnie to w takim układzie jak Twój czułabym się jak w jakimś kontrakcie.
                Pozatym możliwe byłoby wtedy że jeśli byłaby różnica między zarobkami to mój M
                faktycznie łaziłby w markowych ciuchach a ja w ciuchch z lumpeksu. Jak dla mnie
                taka wizja małżeństwa jest przerażająca.
                ciekawi mnie czy zachowałabyś takie podejście mając pensję niższą od M i gdyby
                tobie po dołożeniu się "na życie" nie zostawałoby nic a jemu dużo. Ciekawi mnie
                też czy jeśli byłoby odwrotnie to ze stoickim spokojem wydawałabyś kasę tylko na
                siebie i patrzyłabyś spokojnie jak on nie ma na skarpetki nawet.
                Taki układ jest ok kiedy ma się luźny niezobowiązujący związek bez dzieci i
                wspólnych celów na całe życie. W przypadku małżeństwa takie zasady dzielenia się
                dla mnie nie mają nic wspólnego z rodziną i wspólnotą
                nie kojarzę czy ty pom masz dzieci ale zdaje się mi że nie bo jeślibyś miała z M
                dzieci to myślę że Twoje zdanie byłoby troszkę inne smile
                Na początku mojego małżeństwa miałam taki układ - każe miało swoje i składaliśmy
                się na potrzeby na wspólne konto a resztę każdy sobie trzymał. Wiecznie
                brakowało pieniędzy nie odkładaliśmy nic i wbrew ustaleniom ciągle się
                kłóciliśmy o pieniądze, kto co kupił za "wspóne" czemu tych "wspólnych" brakło i
                czemu i kto ma teraz dokładać z "własnych"
                Tropiliśmy się po wyciągach z banku jak złodzieje - to było okropne i nigdy
                więcej do tego nie chciałabym wrócić. Oboje doszliśmy do wniosku że to chore
                jest i zmieniliśmy te zasady i teraz jest bardzo ok.
                Przedtem czułam się fatalnie - ciągłe licznie i pretensje co kto na co wydał -
                okropność!!
                A co do małej to był koszmar - bo ja kupiłam ze swoich skarpetki a ty ze swoich
                nie kupiłeś nic więc oddawaj teraz - albo na odwrót. Przesyłaliśmy z konta na
                konto i liczyliśmy co kto ma teraz z jakiego konta kupić.
                Jeszcze raz jak sobie przypomnę powtarzam - okropność.
                • zonka77 Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 14:39
                  ten post powyżej jest skierowany do pom
                • pom Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 15:11
                  Jak mówię - u mnie ten schemat się sprawdza bez pudła, bo zarabiamy tyle ile
                  zarabiamy. I z tego co mamy wspólne stac nas na wakacje, remont mieszkania czy
                  ubranie dla każdego.
                  Ten układ bedzie funkcjonował ZAWSZE, jesli tylko to, co ja wkładam do wspólnej
                  kasy będzie w zupełności wystarczało na moje własne utrzymanie. Przeciez nie
                  mówimy o kwotach zasiłku dla bezrobotnych.
                  Jeśli bym zarabiała mniej - mniej mogę dla siebie odłożyć, albo wcale - proste
                  jak drut.
                  Wydaje mi się, że patrzysz na to jednak zbyt czarno-biało.
                  Jeśli M zarabiałby niespółmiernie dużo a ja bym potrzebowała - dostałabym od
                  niego bez mrugnięcia okiem. I jeśli M nie mógłby np. zapłacić alimentów, bo np.
                  stracił pracę - też mógłby na mnie liczyć.
                  Grunt, to zachowywać się wobec siebie przyzwoicie. I tyle.

                  I jeszcze jedno, chyba najwazniejsze - NIGDY, niegdy nie było między nami ani
                  jednej kłótni czy sprzeczki o pieniądze. To chyba czegoś dowodzi.
                  • zonka77 Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 15:15
                    a macie dzieci?
                • kasia_kasia13 Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 15:19
                  To faktycznie okropnosc, co opisujesz.
                • pom Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 15:23
                  A, co do kupowania za własne i wspólne.smile
                  Hehe, Zonka, kwestia też tego, jaki stosunek do pieniędzy w ogólności mają
                  ludzie będzący ze sobą.smile Ze swoich potrafiłam w przypływie impulsu kupić M
                  sweterek za 200zł, za który M mi nawet nie podziękował, jak się dowiedział - ile
                  zapłaciłam. I co z tego, że nie odczuł tego wydatku? Popukał się w czoło, że
                  mozna tyle kasy wydac na głupi sweter. Co nie przeszkadzało mu jak sama coś
                  sobie fundowałam, ewentualnie on mi sponsorował. Bitwa o skarpetki jest dla mnie
                  w sferze totalnej abstrakcji.

                  Zaś co do wydatków, kiedy ma sie wspólne dziecko - przyznaję, że to zmienia
                  postać rzeczy. Rozmawialiśmy o tym z M jeszcze przez ciążą i staneło na tym, że
                  dzieci M mają finansowo nie ucierpieć na tym, że pojawia się kolejne dziecko -
                  to oczywiste. Zatem lwia częśc wydatków na młodego będzie pochodzić z moich
                  pieniędzy. Dopóki starczy nam sił i zdrowia żadne z dzieci nie będzie miało
                  poczucia krzywdy. Wiadomym jest, że na sytuacje losowe nie ma sie wpływu ale to
                  dotyczy wszystkich stron.
      • kasia_kasia13 Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 15:02
        > Studentka w takim razie ma 1700 zł na swoje utrzymanie (850 ojciec, 850
        matka).
        >
        > Ojcu (parafrazując) przysługuje taki sam poziom życia jak córce studentce-
        > czyli ze zwoich zarobków powinien przeznaczyć na swoje utrzymanie 1700 zł.

        A dlaczego? W koncu drugie 850zl daje corce jej matka.
    • maxxi26 Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 14:29
      Jak sobie poczytuję co poniektóre wątki to zaczynam uważać, ze jednak na
      studiach to przewrócone w głowie miałam. Ponieważ wzorem jest student
      niepracujący powinnam wymagać od rodziców i oczekiwać życia na ich poziomie.
      Qrka - domek jednorodzinny w takim razie powinnam mieć na studiach a ja głupia
      w wynajmowanym pokoju mieszkałam, a co gorsze w akademiku. MOje przechwalanki
      co do pracy na studiach prawniczych oczywiście są tylko i wyłącznie bajeczkami
      bo to po prostu NIEMOŻLIWE. Skończyło się to dla mnie oczywiście tragicznie po
      studiach. nauczona szybko samodzielności usamodzielniłam się całkowicie. Co
      straszniejsze śmiem czasmai pomagać rodzicom i mojej siostrze i jej dwójce
      dzieci.

      • mikawi Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 14:34
        a co gorsza pomagasz im mimo że nie masz wyroku sądowego nakazującego płacić
        alimenty rodzicom... zaraz się dowiesz że robisz to kosztem dziecka męża, bo
        gdybyś włożyła te pieniądze w wasz dom, on mógły płacić więcej smile))
        • maxxi26 Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 14:36
          Oczywiście że mam potężnego stresa z tego powodu. drugi stres wiąże sie z
          zamierzeniem wprowadzenia rozdzielności majątkowej. O Boże, przeciez teraz
          połowa z tego co zarabiam powinna wchodzić do majątku mojego męża, a przez to
          do spadku po nim. Co się z tym wiąże obniżam spadek. dziś chyba nie zasnę z
          powodu tych strasznych wyrzutow sumienia.
      • kasia_kasia13 Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 14:59
        >MOje przechwalanki
        > co do pracy na studiach prawniczych oczywiście są tylko i wyłącznie
        bajeczkami
        > bo to po prostu NIEMOŻLIWE


        Praca na studiach prawniczych jest mozliwa, mialam znajomych na prawie. Mieli
        niewiele zajec tygodniowo, poza zajeciami nie robili nic. Tylko w trakcie sesji
        sie uczyli, wiec 2 razy w roku. Nie sa to studia trudne ani czasochlonne, wiec
        pogodzic z praca sie je da.
        • e_r_i_n Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 15:08
          A jakie studia sa trudne i czasochlonne?
          • kasia_kasia13 Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 15:17
            Np. medycyna, fizyka. Trzeba chodzic na zajecia, cos robic. Choc jak sie ma
            zdolnosci w danym kierunku, to jest to sama przyjemnosc.
            Filologie tez zajmuja czas, jesli sie ktos faktycznie chce dobrze nauczyc
            jezyka.
            Latwe sa wszytskie typu pedagogika, socjologia, geografia, rozne podrzedne
            szkolki ekonomiczne itd.
            • lubstej Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 15:19
              a anglistyka?
            • e_r_i_n Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 15:20
              No wlasnie, a moja kolezanka, studentka medycyny i matka dwojki dzieci dorabia.
              Niesamowite smile
              Na geografie z kolei tez sie trzeba niezle przygotowac.
              Moim zdaniem kazdy kierunek wymaga nauki (jesli sie chce z niego cos wyniesc).
              Co nie zmienia faktu, ze jak sie CHCE, to i na najtrudniejszym kierunku mozna
              dorobic bez szkody dla poziomu wiedzy. Trzeba CHCIEC.
              • kasia_kasia13 Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 15:24
                e_r_i_n napisała:

                > No wlasnie, a moja kolezanka, studentka medycyny i matka dwojki dzieci
                dorabia.
                >
                > Niesamowite smile
                > Na geografie z kolei tez sie trzeba niezle przygotowac.
                > Moim zdaniem kazdy kierunek wymaga nauki (jesli sie chce z niego cos wyniesc).
                > Co nie zmienia faktu, ze jak sie CHCE, to i na najtrudniejszym kierunku mozna
                > dorobic bez szkody dla poziomu wiedzy. Trzeba CHCIEC.

                A jak sie ma ok. 40 zajec tygodniowo? To tyle, co tydzien pracy, plus
                przygotowanie do zajec. Tak, zostaja weekendy na prace. A kiedy odpoczynek?
                Mozna dorobic, ale odbije sie to na studiach jak rowniez na zdrowiu.
                • e_r_i_n Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 15:26
                  Kochana, nawet jak sie ma 40 godzin zajec tygodniowo, to sie da. Wiem jak sie
                  fukncjonuje, majac tyle zajec - a studiuje nie na podrzednej uczelni na byle
                  jakim kierunku.
                  Da sie dorobic mniej wiecej tak, jak sie daje pogodzic prace na etat ze
                  studiami zaocznymi/podyplomowymi itd.
                  • kasia_kasia13 Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 15:32
                    e_r_i_n napisała:

                    > Kochana, nawet jak sie ma 40 godzin zajec tygodniowo, to sie da. Wiem jak sie
                    > fukncjonuje, majac tyle zajec - a studiuje nie na podrzednej uczelni na byle
                    > jakim kierunku.
                    > Da sie dorobic mniej wiecej tak, jak sie daje pogodzic prace na etat ze
                    > studiami zaocznymi/podyplomowymi itd.

                    Dokladnie, da sie pogodzic mniej wiecej tak samo. Prowadzilam swojego czasu
                    zajecia wlasnie z takimi pracujacymi studentami zaocznymi. Grupa byla denna a
                    na dodatek nie moglismy ich oblac. Poniewaz uczelnia zarabiala na zaocznych,
                    niepisana zasada byla taka, ze nalezy ich za wszelka cene przepychac na
                    nastepne lata. Ale Ci studenci ze swojego punktu widzenia na pewno
                    switenie "godzili" prace ze studiami, bo w koncu z egzaminu zawsze ta trojka
                    byla.
                    • e_r_i_n Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 15:34
                      Ktos mi kiedys zarzucil, ze wszystko opisuje ze swojego punktu widzenia
                      i uwazam, ze to norma wink
                    • kai_30 Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 22:19
                      kasia_kasia13 napisała:
                      >
                      > Dokladnie, da sie pogodzic mniej wiecej tak samo. Prowadzilam swojego czasu
                      > zajecia wlasnie z takimi pracujacymi studentami zaocznymi. Grupa byla denna a
                      > na dodatek nie moglismy ich oblac. Poniewaz uczelnia zarabiala na zaocznych,
                      > niepisana zasada byla taka, ze nalezy ich za wszelka cene przepychac na
                      > nastepne lata. Ale Ci studenci ze swojego punktu widzenia na pewno
                      > switenie "godzili" prace ze studiami, bo w koncu z egzaminu zawsze ta trojka
                      > byla.

                      Heh. Jako absolwentka anglistyki, obecnie uczaca przyszlych anglistow (no -
                      prawie, ucze w college'u) jednak sie wypowiem, chociaz mialam zamiar nie smile

                      Po pierwsze primo, na studiach dorabialam z nieklamana przyjemnoscia, trzepiac
                      gruba kase na korkach najpierw (kilka godzin w tygodniu, bez przemeczania sie),
                      a od trzeciego roku juz pracujac w prywatnych szkolach jezykowych. Tez kilka
                      godzin w tygodniu, stopniowo coraz wiecej. Od czwartego roku pracowalam juz na
                      pol etatu w szkole + kursy jezykowe dwa razy w tygodniu po pare godzin.
                      Zarabialam przyzwoita prawie-srednia krajowa. Bez problemu laczylam prace ze
                      studiami, malo tego - uwazam, ze jesli chodzi np o metodyke, te zajecia daly mi
                      sto razy wiecej niz wyklady na uczelni.

                      Tyle tylko, ze nie robilam tego dla przyjemnosci, a zeby przezyc - moi rodzice
                      nie byli rozwiedzeni tongue_out i kase na utrzymanie mialam od nich tlyko na pierwszym
                      roku. potem z ulga przyjeli info, ze sobie radze, i dostawalam jeszcze przez
                      jakis czas na mieszkanie, a potem sporadycznie pare groszy "co laska". (Ergo -
                      jestem stachanowcem tongue_out) Porownujac jednak wydatki Magdy do moich - mimo, ze
                      uwazalam, ze niezle zarabiam, nigdy nie bylo mnie stac na ciuchy za 150 zet
                      miesiecznie, o ortodoncie i dermatologu nie wspominam, bo nie bylo takiej
                      potrzeby smile A kurs jezykowy dla studentki anglistyki uwazam za grube
                      nieporozumienie, ew. za przypadek kogos, kto na studia dostal sie jakims psim
                      swedem i dzikim fuksem. No, chyba ze jest to kurs fachowy, np tlumaczen
                      ekonomicznych, ale wtedy kwota bylaby pare razy wyzsza smile


                      Na moje ten medal ma dwie strony. Jedna jest taka, ze dziewczyna niezle sie ceni
                      smile A druga - 30% dochodow to naprawde nie jest az tak zwalajaca z nog kwota
                      alimentow. Moj eks placi mniej wiecej tyle na DWOJE dzieci.
                      • e_r_i_n Re: Ciąg dalszy :/ 07.02.06, 09:03
                        Moja kolezanka, rowniez absolwentka anglistyki, od trzecie roku studiow
                        utrzymywala sie sama (nie dlatego, ze rodzicow stac nie bylo, tylko dlatego,
                        ze chciala). I zyla na takim poziomie, ze tylko pozazdroscic. Anglistyka jest
                        akurat takim kierunkiem, na ktorym mozliwosci dorobienia, a wrecz zarobienia
                        jest od groma. Szczegolnie, jesli sie jest dobrym z jezyka (A to chyba podstawa
                        wyboru takich studiow...).
              • naturella Re: Ciąg dalszy :/ 07.02.06, 17:04
                Ty się Erin nie ciesz, w koncu skonczylas podrzedna szkolke ekonomicznasmile))
                • e_r_i_n Re: Ciąg dalszy :/ 07.02.06, 17:53
                  Kochana, jeszcze nie skonczylam wink
            • m-m-m Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 15:23
              Choc jak sie ma
              zdolnosci w danym kierunku, to jest to sama przyjemnosc.


              To dotyczy każdych studiów.
              • kasia_kasia13 Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 15:26
                m-m-m napisała:

                > Choc jak sie ma
                > zdolnosci w danym kierunku, to jest to sama przyjemnosc.
                >
                >
                > To dotyczy każdych studiów.


                Co nie zmienia faktu, ze sa jednak studia mniej lub bardziej czasochlonne.
                • mikawi Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 15:34
                  jak ktoś bardzo nie chce to każde studia będą ZBYT czasochłonne żeby dorobić,
                  nawet zaoczne smile cuda pani, cuda się dzieją że jednak niektórzy potrafią godzić
                  studiowanie i dorabianie na własne wydatki i nie wyciągają łapki do tatusia i
                  mamusi o kazde 100 zł... ale to pewnie niemożliwe, bo kilka samodzielnych pań
                  nie spotkało się z takimi przypadkami, więc to pewnie wymysł "stachanowców",
                  którzy śmieszą. Może to kwestia charakteru - niektóre mają po prostu mentalność
                  bycia utrzymanką, nie ma znaczenia czy chodzi o rodziców czy męża, byleby był
                  ktoś, kto zapłaci.
                  • e_r_i_n Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 15:37
                    mikawi napisała:

                    > ale to pewnie niemożliwe, bo kilka samodzielnych pań nie spotkało się z
                    > takimi przypadkami, więc to pewnie wymysł "stachanowców", którzy śmieszą.

                    A podobno poslugiwanie sie tylko swoimi doswiadczenia i uwazanie ich za norme
                    jest takie zle i godne potepienia, nie? smile

                    > Może to kwestia charakteru - niektóre mają po prostu mentalność
                    > bycia utrzymanką, nie ma znaczenia czy chodzi o rodziców czy męża, byleby był
                    > ktoś, kto zapłaci.

                    Ja bym to 'moze' zastapiala zapewne wink
                    • kasia_kasia13 Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 15:39
                      > > Może to kwestia charakteru - niektóre mają po prostu mentalność
                      > > bycia utrzymanką, nie ma znaczenia czy chodzi o rodziców czy męża, byleby
                      > był
                      > > ktoś, kto zapłaci.
                      >
                      > Ja bym to 'moze' zastapiala zapewne wink

                      A od kiedy sie utrzymujesz sama, erin?
                      • e_r_i_n Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 15:40
                        kasia_kasia13 napisała:

                        > A od kiedy sie utrzymujesz sama, erin?

                        Zaczne, jak skoncze studia. Nie studiuje na latwym kierunku na podrzednej
                        uczelni, wiec musze dbac o poziom wyksztalcenia smile
                        • kasia_kasia13 Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 15:44
                          > Zaczne, jak skoncze studia. Nie studiuje na latwym kierunku na podrzednej
                          > uczelni, wiec musze dbac o poziom wyksztalcenia smile

                          Jak na razie jednak nie pracujesz, wiec te Twoje wypowiedzi na teamt pracy,
                          charakteru itd. sa malo wiarygodne.
                          Gdy o dorabianiu na studiach pisze osoba, ktora to faktycznie robila, brzmi to
                          inaczej niz podobna wypowiedz w Twoim wydaniu. Jak rowniez Twoj komentarz pod
                          tekstem o utrzymankach byl humorystyczny.
                          • e_r_i_n Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 15:44
                            A skad wiesz, ze nie dorabialam na studiach?
                          • e_r_i_n Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 15:45
                            A jesli chodzi o bycie utrzymanka, to osoby, ktore powinny, wiedza o co chodzi.
                          • mikawi Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 15:50
                            > Gdy o dorabianiu na studiach pisze osoba, ktora to faktycznie robila, brzmi
                            to
                            > inaczej niz podobna wypowiedz w Twoim wydaniu.


                            kasiukasiu - nie doczytałaś - dla niektórych pań brzmi to tak samo śmiesznie,
                            bo to przecież niemożliwe, żeby nie być wiecznie na wyłącznym utrzymaniu
                            rodziców
                • m-m-m Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 15:34
                  Nie zgadzam sie.
                  Znam paru medyków, którzy od 3-ego roku spokojnie dorabiali i geografa -dziś
                  kartografa, który w czasie studiów nie wiedział jak się nazywa, tak dużo miał
                  do zrobienia na swoich studiach. Na fizykę idą tylko pasjonaci, więc siłą
                  rzeczy nie są to dla nich studia trudne.
                  • kasia_kasia13 Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 15:36
                    > Na fizykę idą tylko pasjonaci, więc siłą
                    > rzeczy nie są to dla nich studia trudne

                    Trudne dla nich nie sa, ale sa czasochlonne. To co innego.
                    • m-m-m Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 15:38
                      Każde studia moga byc czasochłonne. Jest przecież tyle białych plam w nauce,
                      czy to o zachowaniu społeczeństw, czy to o prawach rynku, czy to z teorii
                      fizyki.
                      • kasia_kasia13 Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 15:40
                        m-m-m napisała:

                        > Każde studia moga byc czasochłonne. Jest przecież tyle białych plam w nauce,
                        > czy to o zachowaniu społeczeństw, czy to o prawach rynku, czy to z teorii
                        > fizyki

                        I czyz nie wlasnie na to powinno sie czas w trakcie studiow poswiecac?
                        • m-m-m Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 15:45
                          To jest pojecie nie ostre: na co powinno sie poświecac czas w trakcie studiów.
                          Dla jednych studia to środek do celu jakim są większe pieniądze i lepsza
                          posada, a dla innych to czas na grzebanie w teorii fizyki. Zależy od
                          priorytetów. Nie kżzdy student ma zacięcie naukowca, co nie oznacza, że nie są
                          cenionymi fachowcami w swoich dziedzinach.
                          • kasia_kasia13 Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 15:52
                            m-m-m napisała:

                            > To jest pojecie nie ostre: na co powinno sie poświecac czas w trakcie studiów.
                            > Dla jednych studia to środek do celu jakim są większe pieniądze i lepsza
                            > posada, a dla innych to czas na grzebanie w teorii fizyki. Zależy od
                            > priorytetów. Nie kżzdy student ma zacięcie naukowca, co nie oznacza, że nie

                            > cenionymi fachowcami w swoich dziedzinach.


                            Zgadzam sie, nie kazdy musi miec zaciecie naukowca. Ale sa tacy, co je maja, i
                            moim zdaniem ich nalezy w tym wspierac, jesli sie ma mozliwosci. Dla mnie
                            paranoja jest, ze o tym, czy studentka ma poswiecac czas na zglebianie wiedzy
                            czy na dorabianie, chce decydowac za nia macocha. Jak rowniez o tym, ile
                            powinna wydawac na jedzenie itd.
                            • m-m-m Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 17:50
                              Dla mnie
                              paranoja jest, ze o tym, czy studentka ma poswiecac czas na zglebianie wiedzy
                              czy na dorabianie, chce decydowac za nia macocha.


                              Przecież to mąż Julii, a nie ona sama zaproponował owe 600, a nie 850 zł.
                              Julia wyraziła tylko swoje zdanie co mysli o takich alimentach. Ma do tego
                              prawo.
                      • mikawi Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 15:55
                        ale jak wiesz naukowcy co mają zacięcie do nauki, nie rozmieniają się na drobne
                        zarabianiem kasy, tylko żyją nauką a tym samym żyją skromnie - kwestia
                        życiowych decyzji - cos za coś; nie od dzisiaj wiadomo że wielcy naukowcy przez
                        lata klepali biedę, zanim dostali Nobla smile
                        • kasia_kasia13 Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 15:58
                          mikawi napisała:

                          > ale jak wiesz naukowcy co mają zacięcie do nauki, nie rozmieniają się na
                          drobne
                          >
                          > zarabianiem kasy, tylko żyją nauką a tym samym żyją skromnie - kwestia
                          > życiowych decyzji - cos za coś; nie od dzisiaj wiadomo że wielcy naukowcy
                          przez
                          >
                          > lata klepali biedę, zanim dostali Nobla smile

                          Jaka piekna teoria do zwyklej pazernosci ze strony Juli55.
                          • mikawi Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 16:07
                            obawiam się że nie zrozumiałaś - chodzi mi o to że dorosła osoba - a taką jest
                            student - powinien mieć szacunek do pracy innych, z której to pracy on się
                            utrzymuje. I zamiast wyciągać rękę z napisem "daj, bo mi się należy tyle ile
                            żądam" powinien nieco dorobić do swoich potrzeb albo je zweryfikować pod
                            względem "niezbędności". Jesli się chce żyć "na poziomie" to się dorabia po
                            godzinach, jak się chce poświęcić nauce bezgranicznie to ma to drugą stronę
                            medalu. Na moich studiach asystenci-pacjonaci mieszkali w hotelu asystenckim.
                            Ci, którzy chcieli mieć apartament w śródmieściu uciekali do różnym korporacji
                            i tam zarabiali prawdziwe pieniądze. Każdy w dorosłym życiu podejmuje takie
                            decyzje.
                          • maxxi26 Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 16:07
                            Wedle zaprezentowanych wyliczeń - uzyskanie wysokości żądanej kwoty przez
                            studentkę spowodowałaby, ze miałaby ona najkorzystniejsza sytuacje w rodzinie
                            Julii. To właśnie postawę owej studentki trudno nazwać inaczej niż postawą
                            roszczeniową (vel bardziej dosłownie "pazernością"). Jednak jak sądzę, to nie
                            owa studentka prezentuje taką postawę.
                      • kasia_kasia13 Re: Ciąg dalszy :/ 07.02.06, 14:28
                        m-m-m napisała:

                        > Każde studia moga byc czasochłonne.

                        Kazde studia moga byc czasochlonne, ale sa takie co zawsze czasochlonne SA.
                        • maxxi26 Re: Ciąg dalszy :/ 07.02.06, 14:32
                          MOże tak ranking stopnia trudności i czasochłonności określonego rodzaju
                          studiów i na jakich studiach można i nie można dorabiać wg kasia-kasia....
                          Ciekawe..
                          • kasia_kasia13 Re: Ciąg dalszy :/ 07.02.06, 14:34
                            maxxi26 napisała:

                            > MOże tak ranking stopnia trudności i czasochłonności określonego rodzaju
                            > studiów i na jakich studiach można i nie można dorabiać wg kasia-kasia....

                            Nie ma takiej potrzeby, bo jak na razie na zadnych studiach dorabiac nie trzeba
                            wg prawa...
                            • e_r_i_n Re: Ciąg dalszy :/ 07.02.06, 14:36
                              kasia_kasia13 napisała:


                              > Nie ma takiej potrzeby, bo jak na razie na zadnych studiach dorabiac nie
                              > trzeba wg prawa...

                              Nie wszystko, co w prawie 'siedzi' jest sluszne z innego punktu widzenia.
                              • kasia_kasia13 Re: Ciąg dalszy :/ 07.02.06, 14:39
                                e_r_i_n napisała:

                                > kasia_kasia13 napisała:
                                >
                                >
                                > > Nie ma takiej potrzeby, bo jak na razie na zadnych studiach dorabiac nie
                                > > trzeba wg prawa...
                                >
                                > Nie wszystko, co w prawie 'siedzi' jest sluszne z innego punktu widzenia.
                                >
                                Tak, alimenty z macoszego punktu widzenia to okropna niesprawiedliowsc. Wiem.
                                • e_r_i_n Re: Ciąg dalszy :/ 07.02.06, 14:44
                                  Tak samo jak prawo macochy do posiadania wlasnego dziecka, nawet kosztem tego
                                  z pierwszego zwiazku z faceta (w koncu KRiO narodziny kolejnego dziecka uznaje
                                  za argument do obnizki alimentow...).
                            • maxxi26 Re: Ciąg dalszy :/ 07.02.06, 14:39
                              Nie mówiłam o tym co trzeba, ale o tym co można... Dobra wola - znasz takie
                              pojęcie. POwątpiewam.
                          • lubstej Re: Ciąg dalszy :/ 07.02.06, 14:46
                            > MOże tak ranking stopnia trudności i czasochłonności określonego rodzaju
                            > studiów i na jakich studiach można i nie można dorabiać wg kasia-kasia....
                            > Ciekawe..

                            oj, takie rankingi to nasza kasiuchna moze przedstawiac na dowolny temat ze
                            szczegolnym uwzglednieniem tematyki macochowej i zawsze uzasanionych wszelakich
                            potrzeb najpierwszych dzieci...
                            sorki za sarkazm, ale juz mi uszami wychodzi autorytarnosc tej pani
                        • m-m-m Re: Ciąg dalszy :/ 07.02.06, 15:06
                          ale sa takie co zawsze czasochlonne SA.



                          Wracamy do punktu wyjścia: zależy priorytetów.
                    • naturella Re: Ciąg dalszy :/ 07.02.06, 17:12
                      No, to jeśli wszyscy piszą o sobie, to ja też się wetnę. Studiowałam
                      politologię, a od 2 roku studiów PRACOWAŁAM. Nie dorabiałam sobie
                      hostessowaniem, czy rozdawaniem ulotek, nie, ja po prostu pracowałam, na umowę
                      zlecenie, jako dziennikarz w redakcji. Pisałam ponad 100 tekstów miesięcznie,
                      makietowałam stronę, robiłam korekty. Tyle, że gdy moi znajomi z roku szli
                      sobie na trawkę w czasie "okienka" i relaksowali się po wykładzie, to ja
                      wsiadałam w 18-letniego Malucha i zachrzaniałam do redakcji, żeby wrzucić do
                      komputera teksty, które napisałam o 5 rano. zamiast jednej, wymaganej
                      specjalności na studiach robiłam dwie, co oznaczało siedzenie na uczelni
                      praktycznie od rana do nocy, a w czasie "okienek" pracę. Pisałam zresztą też na
                      brudno podczas co nudniejszych wykładów, jak już wspominałam, rano w domu,
                      nierzadko w nocy. A weekendy? No cóż. Wymyśliłam sobie prywatną szkołę reklamy,
                      zaocznie, i sama sobie ją opłacałam. Co drugi weekend miałam wolny, co za
                      rozpusta.

                      Moi rodzice są i byli zamożnymi ludźmi, nie musiałam pracować. Ale chciałam, bo
                      wiedziałam, że z samym dyplomem to ja kariery nie zrobię. Zarabiałam ok. 600-
                      1000 zł miesięcznie, w zależności od ilości tekstów. Wydawałam to na swoje
                      potrzeby - rozrywki, ciuchy, kosmetyki.

                      Studia skończyłam z 4 na dyplomie, pracę mgr obroniłam na 4, a po pierwszym
                      wysłanym cv dostałam dobrą pracę w Warszawie. I zapewne istotne było w tym to,
                      że mając 24 lata miałam 4 lata doświadczenia zawodowego.
                      • maxxi26 Re: Ciąg dalszy :/ 07.02.06, 17:23
                        Rzeczywiście odsetek macoch pracujących na studiach jest zadziwiający, przy
                        przyjęcie że jednak wielu studentów nie pracuje. A tu.. Ja kończąc studia też
                        już miałąm 3 lata doświadczenia zawodowego i co co znalenienia pracy luzik...
                        MOże to własnie zestaw cech macoch sprawia, ze jesteśmy w stanie związać się z
                        facetem z przeszłością i bądź co bądź z obciążeniem. Bo przyzwyczajone jesteśmy
                        liczyć na siebie.
                        • e_r_i_n Re: Ciąg dalszy :/ 07.02.06, 17:55
                          maxxi26 napisała:

                          > Rzeczywiście odsetek macoch pracujących na studiach jest zadziwiający, przy
                          > przyjęcie że jednak wielu studentów nie pracuje.

                          Eee, to tylko taka sciema - zeby miec argument za minimalizacja alimentow na
                          studiujace dzieci naszych facetow wink

                          > MOże to własnie zestaw cech macoch sprawia, ze jesteśmy w stanie związać się
                          > z facetem z przeszłością i bądź co bądź z obciążeniem. Bo przyzwyczajone
                          > jesteśmy liczyć na siebie.

                          Pewnie niektorzy faceci szukaja przeciwnosci byłych żon.
                          • chalsia Re: Ciąg dalszy :/ 07.02.06, 18:29
                            > Pewnie niektorzy faceci szukaja przeciwnosci byłych żon.

                            Tiaa. Albo podobieństw.
                            Jak skończyłam studia dzienne (przez cały ich okres dostawałam stypendium za
                            dobre wyniki) to miałam 4,5 roku doświadczenia w swoim zawodzie (co również
                            miało przełożenie na fakt, że na własne fanaberie wydawałam z własnych
                            pieniędzy), potem prowadziłam działalność gospodarczą, co pomogło w
                            zatrudnieniu na stałe w dobrej firmie.
                            Next też prowadzi własną działalność gospodarczą (i na bank dorabiała na
                            studiach w sposób powiązany z jej kierunkiem studiów) i nieżle jej się powodzi.
                            Chalsia
                            • e_r_i_n Re: Ciąg dalszy :/ 07.02.06, 18:49
                              Zauwazyłas słowko "niektórzy" w moim poscie?
                              Chociazby faceci tych macoch, o ktorych pisałam w ktoryms poscie smile
                            • e_r_i_n Re: Ciąg dalszy :/ 07.02.06, 18:50
                              chalsia napisała:

                              > Jak skończyłam studia dzienne (przez cały ich okres dostawałam stypendium za
                              > dobre wyniki) to miałam 4,5 roku doświadczenia w swoim zawodzie (co również
                              > miało przełożenie na fakt, że na własne fanaberie wydawałam z własnych
                              > pieniędzy), potem prowadziłam działalność gospodarczą, co pomogło w
                              > zatrudnieniu na stałe w dobrej firmie.

                              BTW pewnie miałas farta z tym zatrudnieniem, bo na bank poziom Twojej wiedzy
                              ucierpial przez to, ze pracowalas. Albo konczylas marny kierunek/marna
                              uczelnie smile
                              • chalsia Re: Ciąg dalszy :/ 07.02.06, 23:18
                                Chyba mało jasno napisałam. Otóż moja praca w czasie studiów była w 100%
                                związana z ich kierunkiem, dlatego też kończąc studia miałam 4,5 roku
                                doświadczenia zawodowego zgodnego z kierunkiem studiów.
                                Chalsia
                                • e_r_i_n Re: Ciąg dalszy :/ 08.02.06, 09:33
                                  Dawanie korepetycji z angielskiego tez jest scisle zwiazane z kierunkiem
                                  studiow.
                                  Ale wiesz, zdaniem kasi_kasi JAKAKOLWIEK praca NA PEWNO negatywnie wplynie na
                                  poziom wiedzy.
                                  • kasia_kasia13 Re: Ciąg dalszy :/ 08.02.06, 09:52
                                    e_r_i_n napisała:

                                    > Dawanie korepetycji z angielskiego tez jest scisle zwiazane z kierunkiem
                                    > studiow.
                                    > Ale wiesz, zdaniem kasi_kasi JAKAKOLWIEK praca NA PEWNO negatywnie wplynie na
                                    > poziom wiedzy.

                                    Zdaniem kasi w wiekszosci przypadkow wplywa.
                                    Przede wszytskim, to Magda musi zadecydowac, czy chce dorabiac na studiach, a
                                    nie jej macocha za nia.
                            • balladynka Re: Ciąg dalszy :/ 08.02.06, 19:35
                              chalsia napisała:

                              > > Pewnie niektorzy faceci szukaja przeciwnosci byłych żon.
                              >
                              > Tiaa. Albo podobieństw.

                              Hehe, wypraszam sobie!smile))

                              Mialam sie nie wypowiadac w tym watku ale akurat sie zbieglo w czasie wiec
                              wspomne (moja wypowiedz dotyczy tylko kwestii zarobkowania w czasie studiow).
                              Otoz moj 22-letni brat wlasnie nam wszystkim zakomunikowal, ze sie wyprowadza z
                              domu rodzinnego na swoje i zamierza wynajac male mieszkanko. Chyba tez chcialby
                              mieszkac sam, zeby mu nikt nie przeszkadzal i gitary nie zawracal jak sie uczyc
                              bedzie albo balowac. Oczywiscie jako studentowi, ktory juz zdazyl zaliczyc
                              praktyki w kilku renomowanych firmach i od jakiegos czasu pracuje jednoczesnie
                              studiujac (dziennie) jest mu zdecydowanie latwiej finansowo niz innym jego
                              kolegom czy kolezankom. O dofinansowanie rodzicow poprosil ale mama mu
                              zakomunikowala ze niestety nie beda mogli mu pomoc - chce to niech sobie radzi
                              sam. Jako ze bylam swiadkiem tej rozmowy zaproponowalam mu, zeby ich zatem
                              podal o alimenty ale chyba sie nie zdecydujesmile Dochod kazdego z rodzicow z
                              osobna jest wyzszy niz meza juli wiec raczej nie kierowaly nimi pobudki
                              oszczednosciowe.
                              Dodam, ze brat studiuje na jednej z najbardziej wymagajacych uczelni
                              technicznych w Polsce, nie na zadnej tam jak to bylo: socjologii, antropologii
                              czy innej geografii, gdzie wedlug kasi zbija sie tak zwane baki, i jest jednym
                              z najlepszych studentow na roku. I raczej nie grozi mu kamizelka mpo, jak tu
                              ktos sie zamartwil, z racji tak razacego zaniedbania studiow. To juz raczej
                              takiej Magdzie bez zadnego doswiadczenia grozic moze zostanie kiedys jego
                              sekretarka, zamiast szefem.
                              A rodzice? Coz, wredni kapitalisci, wyzysk, skandal i drobnomieszczanstwo.
                              Zamiast sie wstydzic swego hitlerowskiego, stachanowskiego podejscia do
                              wlasnego dziecka, debile, dumni sa nie wiadomo z czego i ciesza sie jak glupi
                              do sera. Bardzo przepraszam, ale tekst o stachanowcach w kontekscie dyskusji o
                              tym, czy studentka moglaby dorabiac czy tez nie, mnie zabil. Nie spodziewalam
                              sie tego akurat po, zazwyczaj obiektywnej i wywazonej, Ani. Jakby ktos nie
                              czytal poczatku pomyslalby ze chodzi o czteroletnie dzieci z Chin pracujace w
                              pocie czola po dwadziescia godzin dziennie przy tasmie rozpedzonej do
                              nieprzytomnosci.
                              Ja tam zycze wszystkim dzieciom, swoim i cudzym, takze dzieciom M, szacunku do
                              pracy i pieniadza oraz stosownej dozy pracowitosci i mierzenia sil na zamiary
                              bo to im po prostu pomoze w zyciu i w ostatecznym rozrachunku, kiedy juz nikt
                              nie bedzie mogl czy chcial im pomoc, dadza sobie rade bez niczyjej laski.
                              • e_r_i_n Re: Ciąg dalszy :/ 08.02.06, 19:41
                                balladynka napisała:

                                > Jako ze bylam swiadkiem tej rozmowy zaproponowalam mu, zeby ich zatem
                                > podal o alimenty ale chyba sie nie zdecydujesmile

                                Głąb. Rodzice maja tylko jego na utrzymaniu, mogłby sie po 30 % domagac.
                                Jak byk minimum 2000 zł by miał.
                              • zonka77 Re: Ciąg dalszy :/ 09.02.06, 00:21
                                hoiihihihhii - fajna odpowiedź balladynko. Kasia i tak zeżre ale ja się uśmiałam
                                smile Zdanie popieram jak najbardziej
          • chalsia Re: Ciąg dalszy :/ 07.02.06, 14:25
            na przykład medycyna. Nie da się zostać lekarzem nie chodząc na zajęcia
            praktyczne.
            Chalsia
            • e_r_i_n Re: Ciąg dalszy :/ 07.02.06, 14:30
              Na medycynie zajecia sa nie tylko praktyczne, nie trwaja 24 h/dobe, siedem dni
              w tygodniu, pracowac mozna nie tylko na cały etat z nadgodzinami.
            • m-m-m Re: Ciąg dalszy :/ 07.02.06, 15:09
              A ja już pisałam, że znam kilku medyków, którzy w trakcie swoich studiów
              dorabiali i na imprezki chodzili...pojecie studiów czasochłonnych jest więc
              wzgęedne. Zależy od konkretnej osoby.
        • maxxi26 Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 15:29
          A to dobre. 6-8 godzin dziennie to naprawdę znikoma ilość pracy... Dlatego
          właśnie większość studentów prawa była niepracująca.A co do stopnia trudności,
          to wybacz, ale musiałabyś być studentem prawa żeby o tym w tak przemądrzały
          sposób się wypowiadać.
        • pom Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 15:34
          To zależy na jakim roku.
          Jeśli Twoi znajomi przyswoili sobie np. taki banalne prawo cywilne w trakcie
          sesji li i jedynie, to zazdroszczę im pamięci i szybkości abstrakcyjnego myślenia.
          ale na V roku mozna było już odpocząć, przynajmniej ja się relaksowałam.smile
    • sadelko_pimpka Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 16:08
      Wspolczucia. Z opisu tej Twojej pasierbicy jest ona podobna do ,,mojej,,.Te
      same żadania-daj.Tylko,,moja,, jest bardziej obrotna ciagnie kaske od obojga
      tatusiow(moj post ponizej) z tym,ze tego drugiego tatusia(mojego partnera)
      odwiedza średnio raz-dwa razy w miesiacu-raz byla sytuacja,ze byla w naszym
      miescie(jest z innego miasta)i nie miala czasu,zeby spotkac sie pozniej z
      ojcem,ale za to chetnie odebrala z mieszkania przygotowany wczesniej telefon
      komorkowy.Niestety moj partner ma dobre serce i nie widzi nic niestosownego w
      tym,ze wydaje naprawde niemale pieniadze na osobe,ktora nawet go w swieta nie
      odwiedzi(woli spedzac czas z drugim,biologicznym ojcem i chlopakiem) Ciekawe
      czy mozna mu jeszcze otowrzyc oczy?
    • magret65 Re: Ciąg dalszy :/ 06.02.06, 23:54
      Hej, dziewczyny!
      Trochę się pogubiłam czytając ostatnie posty, bo wątków było dużo. Wydaje mi
      się jednak, że w tym wszystkim gdzieś się trochę zagubił problem Julii! A więc
      na moment chcę jeszcze dołożyć parę słów od siebie na ten temat!
      Dla mnie jasne, że to nie Julia próbuje dyktować naszej studentce, co ma robić
      i jak ma żyć, ale po prostu opisała sytuację swojej rodziny i wątpliwości,
      ktore ją nękają. Oczekiwała też reakcji z naszej strony i wyjaśnienia, co
      sądzimy o reakcji sądu w jej konkretnej sytuacji.
      Wcale nie dziwię się, że trochę ją zabolało, że jej dziecko z pierwszego
      małżeństwa traktuje się tu trochę po macoszemu nie uznając jako pełnoprawnego
      członka ich rodziny. A przecież tak naprawdę jest! Mam takie wrażenie, po stylu
      pisania,że część osób, która tu zabrała głos, to samotne mamy oburzone,
      że "obce dziecko" może odbierać ich dziecku wchodząc stając się członkiem
      rodziny ich eks. Stąd to pytanie: "Bo niby dlaczego odbierać prawowitemu
      potomkowi, skoro dziecko drugiej żony nie jest przecież jego?!" A w moim
      odczuciu właśnie takim się staje przez związek eks z jego matką! To podobna
      sytuacja, jak w przypadku dzieci adoptowanych! Samotne dziewczyny, spojrzyjcie
      na ten problem z drugiej strony. Czy nie chciałybyście, aby Wasz przyszły
      wybranek, decydując się na związek z Wami,w taki sam sposób zaakceptował Wasze
      dziecko, jak to zrobił mąż Julii?!Każda "macocha" biorąc sobie faceta z odzysku
      musi godzić się z tym, że również jej zarobki, przy ustalaniu alimentów dla
      potomków eks, są dokładnie lustrowane przez sąd. A to przecież, nie ukrywajmy,
      jdnak dla niej mimo wszystko OBCE DZIECI. Jednak taka kobieta godzi się z tym,
      że dom musi być zawsze otwarty dla pociech/y/ męża. Jak zdrowe układy, to i się
      zajmie NIE SWOIM dzieckiem itp. Oczywiście brzydko mówiąc "wiedziały gały, co
      brały" i jak się taki związek wchodzi, to się łaski nie robi! I tak samo
      powinno się patrzeć na kobietę z dzieckiem, czy z dziećmi. Facet wolny, czy po
      przejściach też musi mieć świadomość, że jego wybranka nie jest sama. Decydując
      się na związek z nią przygarnia również jej dzieci!A to dokładnie odzwierciedla
      dla mnie sytuację Julii. Biorąc ją, jej mąż, wg mnie, podjął się również opieki
      nad jej dzieckiem z pierwszego małżeństwa. Ja bym na jego miejscu, w
      uzasadnieniu na pozew Magdy o podwyższenie alimentów, jeżeli taki dziewczyna
      jednak złoży, wyraźnie zaznaczyła, że w skład mojego gospodarstwa domowego
      wchodzą 4, a nie 3 osoby. Doliczyłabym jednak do dochodów te 300zł alimentów od
      ojca dziecka. Też, skoro już podjął taką decyzję, zaczęłabym od razu dawać te
      600zł, a nie 500zł pomimo kłótni i waśni.
      To taka malutka dygresja. Trzymaj się cieplutko, Julio! Rozumiem Twoje
      wątpliwości i rozterki. Często dużo trudniej być "tą stojącą z boku macochą"
      niż ojcem, którego ta cała sytuacja tak naprawdę dotyczy! Pozdrawiam Wszystkich
      zaangażowanych w naszą dyskusję! M
      • e_r_i_n Re: Ciąg dalszy :/ 07.02.06, 09:06
        magret65 napisała:

        > Samotne dziewczyny, spojrzyjcie na ten problem z drugiej strony. Czy nie
        > chciałybyście, aby Wasz przyszły wybranek, decydując się na związek z Wami,w
        > taki sam sposób zaakceptował Wasze dziecko, jak to zrobił mąż Julii?!

        Czytajac wypowiedzi samodzielnych akceptacja i traktowanie dziecka prawie jak
        swojego jest jednym z podstawowych kryteriow doboru partnerow. Chyba teraz juz
        rozumiem, dlaczego wiele samodzielnych chce, zeby ich wybranek był
        bezdzietny wink.
        • maxxi26 Re: Ciąg dalszy :/ 07.02.06, 10:42
          Czytając wiele wypowiedzi zauważyłam, ze postawa życiowa rodziców która chce
          skłonić swoje dzieci do niewielkiej samodzielności na studiach jest wielce
          krytykowana. A życie wiekszości z dziewczyn właśnie koncentrujące sie na
          zdobywaniu już na studiach szlifow zawodowych za godne pożałowania lub
          ewentuaalnie jako wynikające z wybujałej wyobraźni w celu skłonienia pasierba
          do odciążenia budżetów macoch.

          Oczywiście godnym poklasku jest stwierdzenie jest "wylicz ile potrzebujesz i
          przedstaw rodzicom rozliczenie". Broń Boże nie poświęcaj cennego czasu
          naukowego na pracę.

          Rzeczy nie do pomysłenia w "normalnej rodzinie" są tu pochwalane jako
          najbardziej właściwe. Jako dziecko wychowane w pełnej rodzinie przecieram oczy
          ze zdziwienia. Współczuje takiemu dziecku, które nie dość że nie miało szansy
          na poznanie niejako "normalnych" realacji rodzinnych to jeszcze utrwala sie w
          nim postawy życiowe polegające na instrumentalnym traktowaniu rodziców ( typu
          20 % twoich zarobków jest moje bo tyle mi sie nalezy z ustawy i już). Mam
          nieodparte wrazenie, ze przybranie takiej postawa taka jest służy określonym
          celom, a dziecko sluży do osiągnięcia tego celu. Cóż - nauczone takiej postawy
          do 26 roku życia dziecko(bo do tylu można ciągnać kasę przy zwykłym niby toku
          studiów)nie zmieni jej nagle. Tylko ciekawe kto głównie poniesie konsekwencje
          takiego wychowania.

          • maxxi26 Re: Ciąg dalszy :/ 07.02.06, 10:56
            Qrcze - spytajcie się dziecka z pełniej rodzicie, czy ,mogłoby iść do
            ojca "dawaj 20-30%" dochodów bo moje i do matki z takim samym tekstem - jaka
            byłaby reakcja rodzica. Chyba szok byłby najmniejszą reakcją.
            • ashan Re: Ciąg dalszy :/ 07.02.06, 11:01
              maxxi26 napisała:

              > Qrcze - spytajcie się dziecka z pełniej rodzicie, czy ,mogłoby iść do
              > ojca "dawaj 20-30%" dochodów bo moje i do matki z takim samym tekstem

              a słyszałaś o konkretnym przypadku takiego tekstu w rodzinie rozbitej? Bo
              przyznaję, że ja nie...
              pozdr
              a.
              • mikawi Re: Ciąg dalszy :/ 07.02.06, 11:03
                dokładnie tym jest machanie ojcu listą wydatków studentki ze słowami "masz
                płacić 850"
                • maxxi26 Re: Ciąg dalszy :/ 07.02.06, 11:05
                  mikawi napisała:

                  > dokładnie tym jest machanie ojcu listą wydatków studentki ze słowami "masz
                  > płacić 850"


                  "(...) a to jest niewiele bo stanowi 25 % dochodów, a jak nie zapłacisz to
                  pozwę cie o 30 % dochodów"...

                  • ashan Re: Ciąg dalszy :/ 07.02.06, 11:51
                    aaaaa... no to przepraszam, nie wiedziałam, że byłyście tego świadkami wink
                    bo ja wiem tyle, co przeczytałam w poście od kobitki (?), która usłyszała to
                    prawdopodobnie od swojego męża, do ilu przekłamań doszło po drodze mogłaby
                    pewnie powiedzieć owa Magda... smile
                    miłego dnia
                    a.
                    • mikawi Re: Ciąg dalszy :/ 07.02.06, 11:54
                      załóżmy w takim razie że każdy post na forum jest kłamstwem i na pewno jest
                      inaczej niż opisuje to autor
                      • ashan Re: Ciąg dalszy :/ 07.02.06, 12:34
                        Mikawi, zawsze wpadasz tak ze skrajności w skrajność? Trochę dystansu do słowa
                        pisanego na forum nie zawadzi smile zwłaszcza, gdy to nie jest opis odczuć osoby
                        piszącej, tylko wersja, że jedna pani powiedziała panu, który to powiedział
                        uczestniczce forum wink
                        pozdrawiam smile
                        a.
                        • mikawi Re: Ciąg dalszy :/ 07.02.06, 12:52
                          ashan - ale to nie jest "wersja że jedna pani powiedziała panu który to
                          powiedział uczestniczce forum" tylko - że zacytuję julę "Niedawno dostalismy z
                          mezem od jego corki i bylej zony wyliczenie, ile pieniedzy miesiecznie corka
                          wydaje na utrzymanie i szczerze mowiac jestesmy lekko zszokowani."
                          I dalej wyraźnie jest napisane że panie DOMAGAJĄ się 850 zł z tego wyliczenia.
                          Więc jest to dokładnie machanie ojcu listą wydatków z ŻĄDANIEM by je
                          współfinansował właśnie w takiej wysokości jakiej DOMAGA się studentka. Ja wiem
                          że jestem tylko śmiesznym stachanowcem, ale dziwi mnie to niepomiernie (chyba z
                          maxxie załozymy "Klub Zdziwionych Stachanowców"), że w pełnych rodzinach działa
                          to trochę inaczej - to student się dostosowuje do kwoty jaką dają rodzice a jak
                          mało bo chce się mieć więcej, to się dorabia. No, ale ja kocham moich rodziców
                          i nie traktuję ich jak bankomatu do spełniania moich życzeń i oddawania mi po
                          30% swoich dochodów BO MI SIĘ NALEZY. Nalezy to się IM bo to oni ciężko
                          pracowali.
                          • m-m-m Re: Ciąg dalszy :/ 07.02.06, 12:59
                            A ja myślę, że nie ma co rozważać nad prawdziwością lub nieprawdziwością postów
                            na forum.
                            Traktujmy je jako swoiste PRZYKŁADY problemów, ktore mogą mieć macochy.
                            Moja opinia o tym ąatku jest taka, że nie uważam, że jest to problem wydumany.
                            Wygląda całkiem prawdopodobnie i jest jednym z wielu przykładów problemów jakie
                            można mieć z alimantami na dzieci z wcześniejszych związków.
                          • ashan Re: Ciąg dalszy :/ 07.02.06, 13:10
                            to ja zakładam klub "wiecznie zdziwionych", że są osoby, które jak objawienie
                            samej prawdy traktują posty na forum i wyciągają na tej podstawie daleko idące
                            wnioski. Naprawdę, jak żywo, nie widzę w Twoich cytatach: machania wyliczeniami
                            przed nosem, żądań "należy mi się x% z twoich zarobków". Widzę natomiast
                            pytanie macochy, czy nie są to wyliczenia zawyżone i zastanawianie się, o jaką
                            kwotę można je obniżyć, bo ojciec i macocha mają duże wydatki smile Zauważyłam
                            też, że w początkowych postach macocha nie pisze o stanowisku pana X, jako
                            ojca, tylko pana X, jako swojego męża, który ma kupę wydatków na głowie.
                            Dystansu życzę, dystansu smile. O ile sobie przypominasz moja sytuacja rodzinna
                            jest baaaardzo zbliżona do tej, którą ma założycielka wątku. Chodzę w podobnych
                            butach wink i jednocześnie lekko bawi i także zniesmacza, wyliczanie ile owa
                            Magda może wydać dziennie na jedzenie, ile miesięcznie na kosmetyki, przy braku
                            jakiejkowiek refleksji na temat oszczędności macochy smile. No, ale pewnie ona
                            nie musi oszczędzać wink Taki sobie wniosek wysnułam smile, a bo co, wolno mi smile
                            pozdrawiam smile
                            a.
                            • maxxi26 Re: Ciąg dalszy :/ 07.02.06, 13:42
                              Ja osobiście jestem zdziwiona, że propaguje się jako wzrocowe - postawy dla
                              mnie wątpliwie słuszne i które gdyby miały miejsce w pełniej rodzinie
                              spotkałyby się z ogólną dezprobatą. Gdyby ułożyć poost inaczej typu: "przyszła
                              do nas córka studentka przedtswiając wyliczenie swojego utrzymania na studiach
                              na 1700 zł i żadając tyle, bo to stanowi 40 % naszych zarobków i to jej się po
                              prostu należy jako że jest naszą córką. Stwierdziłą też że studia musi
                              poświecić na naukę więc na anglistyce nie może dawać korepetycji... " Ciekawe
                              jakie byłyby reakcje społeczeństwa na taki post. A tu sytuacja jest identyczna -
                              tylko że - no własnie - na utrzymanie dziecka ma się złożyć każde z rodziców z
                              osobna. Ja widzę ewidentnie wypowiedzi "takkk to super - bo to tylko 25 %
                              zarobków ojca" - tyle musi dostać i już. Propaguje sie zatem postawę, no jak ją
                              tu nazwać inaczej, jak roszczeniową i bierną niezalezie od okolicznosci. A co
                              do macochy - to ma chyba prawo wypowiedzi i zapytania się na ile taka kwota
                              znajduje swoje uzasadnienie. Przy czym za zabawne uważam wypowiedzi typu -
                              obciąż 100 zł na jedzenie, 150 zł na coś innego... Mamy do czynienia z kwotą
                              niemala bo 1700 zł. MOżna z niej raczej pokryć różne potrzeby. W jednym
                              miesiacu na to, w innym na tamto. Przecież gospodarowanie pieniędzmi też jest
                              normalną zyciową czynnością a nie czymś super sczególnym. A jak by miała 1200
                              zl na siebie + możliwość dorobienia np 300 zł (czyli 6 godzin korepetycji) to
                              raczej takiej studentce nic by się nie stało strasznego. I nie sądze, ze
                              możnaby mówić o zawalaniu przez nią z takiego powodu studiów.

                              A co do wypowiedzi macochy - to raczej ma prawo sie spytać jako że tworzy
                              rodzinę z ojcem pasierbicy czy kwota 1700 zł (żądana wręcz pod rygorem
                              zażądania 1000 zł) nie jest kwotą zwyt wysoką biorac pod uwagę wszystkei
                              okolicznosci.

                              Jednak jak patrze napostawę swojej siostry, która jak wiecie jest samodzielną
                              mamą 2 dzieci (gimnazjalisty i studenta) to jestem pełna podziwu. Sama była
                              świadkiem jak gimnazjalista chciał na jakieś potrzeby, mówi do nich - , ze
                              wiesz, ze ja sama nie mam, ale możesz iśc do taty i spytać sie czy ci nie da...
                              I dzieci teżm ają świadomość tego, ze tata ma też dziecko z drugą żoną. Pracują
                              też same w wakacje. Nie widzę u nich innej postawy niż jaką prezentowałyby
                              gdyby rodzice byli razem.
                              • kasia_kasia13 Re: Ciąg dalszy :/ 07.02.06, 14:08
                                Gdyby ułożyć poost inaczej typu: "przyszła
                                > do nas córka studentka przedtswiając wyliczenie swojego utrzymania na
                                studiach
                                > na 1700 zł i żadając tyle, bo to stanowi 40 % naszych zarobków i to jej się
                                po
                                > prostu należy jako że jest naszą córką.

                                Ale ona nie oczekuje 40 % zarobkow rodzicow.
                                Nie wiem, czy umiesz liczyc, ale jesli dostanie 20% zarobkow matki i 20%
                                zraobkow ojca to otrzymujemy dalej 20% procent zarobkow rodzicow (a nie 40%,
                                jako sobie sprytnie dodalas).
          • kasia_kasia13 Re: Ciąg dalszy :/ 07.02.06, 14:06
            > Rzeczy nie do pomysłenia w "normalnej rodzinie" są tu pochwalane jako
            > najbardziej właściwe. Jako dziecko wychowane w pełnej rodzinie przecieram
            oczy
            > ze zdziwienia. Współczuje takiemu dziecku, które nie dość że nie miało szansy
            > na poznanie niejako "normalnych" realacji rodzinnych to jeszcze utrwala sie w
            > nim postawy życiowe polegające na instrumentalnym traktowaniu rodziców ( typu
            > 20 % twoich zarobków jest moje bo tyle mi sie nalezy z ustawy i już)

            Tylko, ze jakos sady tez uwazaja, ze studiujacemu dzieku sie nalezy. Inaczej
            nie ustalano by alimentow tylko wszystkich studentow posylano do pracy.
            • e_r_i_n Re: Ciąg dalszy :/ 07.02.06, 14:15
              kasia_kasia13 napisała:

              > Tylko, ze jakos sady tez uwazaja, ze studiujacemu dzieku sie nalezy. Inaczej
              > nie ustalano by alimentow tylko wszystkich studentow posylano do pracy.

              Nikt nie twierdzi, ze sie alimenty dziewczynie NIE naleza. Kwestia tylko, w
              jakiej wysokosci.
              • kasia_kasia13 Re: Ciąg dalszy :/ 07.02.06, 14:18
                e_r_i_n napisała:

                > kasia_kasia13 napisała:
                >
                > > Tylko, ze jakos sady tez uwazaja, ze studiujacemu dzieku sie nalezy. Inac
                > zej
                > > nie ustalano by alimentow tylko wszystkich studentow posylano do pracy.
                >
                > Nikt nie twierdzi, ze sie alimenty dziewczynie NIE naleza. Kwestia tylko, w
                > jakiej wysokosci.

                Ja w jej wyliczeniach nie widze nic nadzwyczajnego. Pamietaj, ze ona ma sporo
                wydatkow medycznych, wiec stad ta kwota.
                • e_r_i_n Re: Ciąg dalszy :/ 07.02.06, 14:20
                  Ja w tych wyliczeniach tez niczego złego nie widze. A ze podejscie do zycia mam
                  inne, to i krytyczne mam zdanie o osobach, ktore nawet uzasadnione, ale
                  NIEZBĘDNE pozycje MUSZĄ miec sfinansowane przez rodzicow.
                  • kasia_kasia13 Re: Ciąg dalszy :/ 07.02.06, 14:26
                    e_r_i_n napisała:

                    > Ja w tych wyliczeniach tez niczego złego nie widze. A ze podejscie do zycia
                    mam
                    >
                    > inne, to i krytyczne mam zdanie o osobach, ktore nawet uzasadnione, ale
                    > NIEZBĘDNE pozycje MUSZĄ miec sfinansowane przez rodzicow.

                    Nie wiem, czy osoba, ktorej potrzeby byly finansowane kosztem nieplacenia
                    alimnetow na pierwsze dziecko meza, ma prawo tak krytycznie patrzec na ta
                    studentke.
                    • e_r_i_n Re: Ciąg dalszy :/ 07.02.06, 14:29
                      Ja SWOJE zobowiazania wypełniam i alimentow na nikogo płacic nie musze.
                      A moje podejscie do zycia jest MOIM ZDANIEM słuszne.
                      • kasia_kasia13 Re: Ciąg dalszy :/ 08.02.06, 23:14
                        e_r_i_n napisała:

                        > Ja SWOJE zobowiazania wypełniam i alimentow na nikogo płacic nie musze

                        Ta studentka tez swoje zobowiazania wypelnia (bo ich nie ma) i alimentow na
                        nikogo placic nie musi.
                        • e_r_i_n Re: Ciąg dalszy :/ 08.02.06, 23:23
                          Kasiu, zdecyduj sie o czym i do kogo piszesz, ok?
      • kasia_kasia13 Re: Ciąg dalszy :/ 07.02.06, 14:00
        > Wcale nie dziwię się, że trochę ją zabolało, że jej dziecko z pierwszego
        > małżeństwa traktuje się tu trochę po macoszemu nie uznając jako pełnoprawnego
        > członka ich rodziny

        Chodzi tylko o to, ze ojciec nie ma obowiazku utrzymywania tego dziecka.
        Natomiast ma ten obowiazek w stosunku do Magdy. Wiec nie mozna argumentowac
        nizszych alimentow wydatkami na to dziecko. Ma zobowiazania w stosunku do
        dwojki swoich dzieci, z tym co mu zostanie moze sobie robic co chce,
        przechulac, sponosorowac syna zony z poprzedniego malzenstwa, placic na cele
        charatywtne jak ma tak wielkie serce- jego sprawa. Ale najpierw te dzieci,
        ktore ma obowiazek utrzymywac. A ze syn maochy z ex bedzie mial gorzej, coz,
        uzyje ulubionego sformuowania macoch "takie sa koszty rozwodu". Nigdy nie ma
        problemu, gdy te koszty ponosi ich paiserb. Problem dla macoch powstaje, gdy te
        koszty ma poniesc ich dziecko.

        Poza tym jest niesamowite to, ze macochy tak latwo uwazaja za zupelnie normalne
        to, ze ich maz utrzymuje ich dziecko a swojego pasierba. Niesamowite przy tymn,
        ze one same nigdy nie dolozylyby ani zlotowki do swoich pasierbow (bo jak
        slusznie pisza, nie maja takiego obowiazku), i pilnuja, aby ich maz rowniez
        dawal jak najmniej. Innymi slowy, wszystkie moje dzieci sa nasze, a Twoje sa
        Twoje (a wlasciwie to nawet nie Twoje, tylko ich matki)
        • maxxi26 Re: Ciąg dalszy :/ 07.02.06, 14:22
          Nie ma mowy o tym, że ojciec ma przeznaczać zaoszczedzone kwoty na dziecko
          macochy. Jest tylko mowa o fatalnej z mojego punktu widzenia postawie, która
          sprowadza się do wyciągania niemałej kwoty od rodziców, przy biernej swojej
          postawie, a po drugie do stwierdzenia że określony procent zarobków rodzica
          jest po prostu NALEŻNY dziecku. Rodzic zdaniem niektórych mimo wielu lat swojej
          pracy nie ma prawa żyć na nieco lepszym poziomie niż dziecko BO NIE. I mylisz
          się też Kasiu co do tego, ze ojciec Magdy nie ma żadnych obowiązków wobec nowej
          rodziny - prawnie nazywa się to obowiązkiem zaspokajania potrzeb rodziny -
          CAŁEJ RODZINY. Co dziwne, a słusznie zauważyła Erin - taka postawa jest
          potepiana, a dziwne bo samodzielne mają właśnie swoje dzieci i bardzo pragną,
          żeby ich dziecko nie było na bocznym torze gorzej traktowane przez obecnego
          patrnera. Ale anormalnego rozumowania można w tym przypadku mnożyć i mnożyć. .
        • zonka77 Re: Ciąg dalszy :/ 07.02.06, 14:50
          kasiu ja jestem macochą z tego forum i z przyjemnością oświadczam ci że co
          miesiąc ponoszę koszty połowy alimentów. Z M zarabiamy po równo mniej więcej
          (ja niby 200 zł mniej zarabiam w pracy ale niemal co miesiac biorę fuchy
          sprawiające że odemnie na rodzinę idzie ze 200 - 300 zł wiecej niż od M)
          Kasę mamy wspólną - po przesłaniu na wspólne konto są płacone zobowiązania.
          spłaty kredytów, zapłata rachunków i alimenty. Idą ze wspólnych pieniędzy i są
          liczone jako koszt calej rodziny.
          Nie pilnuje też M żeby wydawał jak najmniej wręcz sama nieraz kupuję coś dla
          młodej. Kupowałam też wtedy kiedy rozliczaliśmy się na pół i liczyliśmy
          procentowo jak w banku ale także i wtedy liczyliśmy jako domowe wydatki rachunki
          jedzenie i ...alimenty.
          Sczerze mówiąc nigdy nie powiedziałam M że alimenty to jego sprawa i niech sobie
          je płaci ze swoich pieniędzy teraz to nawet nie wiem z jakich "swoich" pieniędzy
          skoro kasę mamy na wspólnym koncie ...
          Co do utrzymywania czy raczej współutrzymywania dziecka macochy to czym tutaj
          się różnią macochy od samodzielnych które się wiążą z nowym partnerem? Czy
          samodzielne stające się niesamodzielne wszystkie skrupulatnie robią zakupy
          osobno dla swojego dziecka z ex a osobno dla swojego dziecka z M???
          NAPRAWDĘ sobie wyobrażasz mając dwójkę dzieci że robisz różnice między nimi w
          zależności od tego który tatuś ci ile daje???
          A jeśli sobie nie wyobrażasz i jeden daje mniej a drugi więcej a ty dajesz
          dzieciom po równo to w toku twojego myślenia krzywdzisz dzieci bo jednemu
          zabierasz a drugiemu dajesz.
          I dlaczego uparcie twierdzisz że w sprawie rodziny julii chodzi o n i e p ł a
          c e n i e alimentów??
          • e_r_i_n Re: Ciąg dalszy :/ 07.02.06, 14:53
            zonka77 napisała:

            > I dlaczego uparcie twierdzisz że w sprawie rodziny julii chodzi o n i e p ł
            > a c e n i e alimentów??

            Przeciez KAZDA macocha dazy do tego, zeby W OGÓLE nie płacic alimentow.
            • naturella Re: Ciąg dalszy :/ 08.02.06, 08:08
              No to ja też dorzucę swoje dwa grosze - też jestem z tego forum i do wspólnego
              budżetu naszej rodziny (ja, mąż i 11-tygodniowe dziecko) dokładam dokładnie
              trzy razy tyle, co mój mąż. Dlatego, że więcej zarabiam i dlatego, żeby mąż ze
              swojej puli mógł zapłacić alimenty, kupić synowi buty, jak stare mu z nóg
              spadną (a z czego ma mu kupić nowe matka, która siedzi na rencie w domu?!),
              prezent na urodziny, czy zapłacić za wycieczkę szkolną.
    • natasza39 Ja jeszcze w kwestii sum-konkretnie. 07.02.06, 23:41
      jula napisala, że ojciec dziewczyny zapreoponował 600 zł i zapytała, czy to
      mozliwe że sąd może zasadzić 1/3 pensji.
      Przykład mojego sąsiada, exa mojej kolezanki.
      Obie ich córki-bliźniaczki studiuja w Krakowie, własnie.
      On zarabia ok. 2500 zł netto. Przedstawił w sądzie kwity, że spłaca kredyt.
      Fakt-faktem, po rozwodzie kupił za ok 85 tys mieszkanie ex i córkom, więc ma co
      spłacać.
      Sąd zasądził mu alimenty w kwocie 650 zł na każda z córek.
      Razem o jest ponad połowa jego netto (nie licząc oczywiście kwot kredytu).
      Na pytanie z czego ma żyć? Sad odpowiedział, żeby "dorobił", bo jest z
      wykształcenia pedagogiem i moze dawać korepetycje.
      JAkoś dziwnym trafem, nie kazał dziś prawie 23-letnim dziewczynom dorabiac.
      Obie sa na dziennych na AGH.
      No to by było tyle na temat tego co "SĄD MOŻE".
      Acha, jeszcze jedno....
      Córki wniosły sprawę o alimenty na siebie, zaraz jak rozpoczęły studia.
      To było jakies cztery lata temu a tatuś był jeszcze oficjalnie małzonkiem.
      Wykazywał wtedy dochody na poziomie 1800 zł/mc a sad zasadził na dziewczyny po
      500 zł. Sedzia był FACEEM.

      A zatem....
      Jesli twój M, jula ma dwoje dzieci, to sąd, posługując się przypadkiem powyżej
      opisanym MOŻE zasądzić na jego studiujaca córke jak najbardziej żądaną kwotę tj
      pomiędzy 800 a 850 zł.
      Bo jesli twój M zarabia 3200 to na pół jest 1600 (na dzieci) z tego połowa na
      studentke i jak BYK wychodzi 800 zł. Pzy czym jak jedno dziecko studiuje i
      wydaje na skrypty, a drugie jest w przedszkolu i wymaga kupna co
      najwyzej "malowanki", to sąd może jak najbardziej zróżnicowac te potrzeby.
      I zapewniam cie, ze sad nie MUSI a przewaznie NIE CHCE brac pod uwagę tego, że
      macie kredyty, raty, wydatki.
      Na dobra sprawe moglibyscie wziaśc jeszcze więcej kredytów i spłacac ich w
      kwocie 3000 zł/m-c. Czy myślisz, że sąd wtedy obciałby kwotę alimentów
      studentce do 100 zł.mc, bo tatus z macocha sie zadłuzyli?
      Raczej watpię....
      • ajmj Re: Ja jeszcze w kwestii sum-konkretnie. 08.02.06, 07:02
        i to się wszystko zgadza. Ale jak ktoś jest CZŁOWIEKIEM to nie bedzie przeginał
        w żądną stronęwinkBo takie córeczki, które oprócz placonego mieszkanka przez
        tatusia (chyba dobrowolnie ten kredyt zaciągnął)ma płacić dość wysokie JAK NA
        NIEGO alimenty. To niech się cieszą teraz. Może przyjdzie czas, jak i One będą
        musiały tatusiowi w świetle prawa płacic alimentywink
        • m-m-m Re: Ja jeszcze w kwestii sum-konkretnie. 08.02.06, 08:55
          To niech się cieszą teraz. Może przyjdzie czas, jak i One będą
          musiały tatusiowi w świetle prawa płacic alimentywink


          Tak jest.
        • natasza39 Re: Ja jeszcze w kwestii sum-konkretnie. 08.02.06, 15:39
          ajmj napisała:

          > i to się wszystko zgadza. Ale jak ktoś jest CZŁOWIEKIEM to nie bedzie
          przeginał
          >
          > w żądną stronęwinkBo takie córeczki, które oprócz placonego mieszkanka przez
          > tatusia (chyba dobrowolnie ten kredyt zaciągnął)ma płacić dość wysokie JAK NA
          > NIEGO alimenty. To niech się cieszą teraz. Może przyjdzie czas, jak i One
          będą
          > musiały tatusiowi w świetle prawa płacic alimentywink

          Gwoli wyjaśnienia on to mieszkanie kupił, bo mu tak z "podziału majatku" między
          ex a nim wyszło.
          Obiektywnie rzecz biorąc zachował się przyzwoicie, choć gdyby doszło do
          procesu, ex więcej by ugrała.
          A że chciał się dzwieczyn z chałupy pozbyć, to szybko to załatwił, aby matka
          dziewczyny ze soba wzięła i w diabli poszła.

          To czy alimenty sa wysokie czy nie wypowiadac się nie będę.
          Ale widac sąd się nie pomylił, akurat w jego przypadku, bo nie widzę aby z
          głodu przymierał, a po wyprowadzce ex i dziewczyn remonty uskutecznia, więc
          chyba go staćsmile
      • e_r_i_n Re: Ja jeszcze w kwestii sum-konkretnie. 08.02.06, 09:42
        Twój tok wyliczania bardzo mi sie podoba wink
        Pragne tylko zaprotestowac, ze dziecku w wieku przedszkolnym moze przydac sie
        troche wiecej niz kolorowanka...

        natasza39 napisała:

        > I zapewniam cie, ze sad nie MUSI a przewaznie NIE CHCE brac pod uwagę tego,
        > że macie kredyty, raty, wydatki.

        Raty i kredyty moze rzeczywiscie pominac. Ale wydatki chyba niekoniecznie,
        prawda?
        • natasza39 Re: Ja jeszcze w kwestii sum-konkretnie. 08.02.06, 15:44
          e_r_i_n napisała:

          > Twój tok wyliczania bardzo mi sie podoba wink
          > Pragne tylko zaprotestowac, ze dziecku w wieku przedszkolnym moze przydac sie
          > troche wiecej niz kolorowanka...

          Tok wyliczenia dotyczył akurat pomocy naukowych.
          Zatem dołózmy studentce oprócz skryptów "ksera" i zeszyty a
          przedszkolakowi "Pierwsze literki" i kolorowe kredki.
          Dla ścisłości miałam na mysli skalę, a nie konkretny rodzaj wydatków.
          Wiadomo bowiem że małe dziecko mniej kosztuje, niż większe dziecko i mam
          nadzieję że wiesz o tymsmile
          Inaczej okrutnie się rozczarujesz jak młody do szkoły pójdzie.


          > Raty i kredyty moze rzeczywiscie pominac. Ale wydatki chyba niekoniecznie,
          > prawda?

          Oczywiście, tylko, że nie da się powiedzieć, że "my mamy rózne wydatki"
          Trzeba je przedstawić.
          Jak się liczy innemu to trzeba zaczać od samego siebiesmile

          • e_r_i_n Re: Ja jeszcze w kwestii sum-konkretnie. 08.02.06, 15:49
            natasza39 napisała:

            > Tok wyliczenia dotyczył akurat pomocy naukowych.

            Aha smile

            > Wiadomo bowiem że małe dziecko mniej kosztuje, niż większe dziecko i mam
            > nadzieję że wiesz o tymsmile
            > Inaczej okrutnie się rozczarujesz jak młody do szkoły pójdzie.

            Tak. Zakladam skok o 200 % wink

            > Jak się liczy innemu to trzeba zaczać od samego siebiesmile

            Oczywiscie - zgadzam sie. Konrekty ponad wszystko, nie 'szacunki' smile
          • e_r_i_n Re: Ja jeszcze w kwestii sum-konkretnie. 08.02.06, 16:03
            A powaznie, tak sobie patrzac na moje wydatki zwiazane z dzieckiem, po jego
            pojsciu do szkoly odpadnie koszt przedszkola, a wiec te 300 zl co miesiac
            zostanie przekazane na wydatki szkolne + dodatkowe wyzywienie + jakies inne
            wydatki - to jest w sumie 3600 zl rocznie.
            Mysle wiec, ze ogromnego skoku kosztow w porownaniu z dzieckiem chodzacym do
            przedszkola nie ma.
            • natasza39 Re: Ja jeszcze w kwestii sum-konkretnie. 08.02.06, 16:07
              e_r_i_n napisała:

              > A powaznie, tak sobie patrzac na moje wydatki zwiazane z dzieckiem, po jego
              > pojsciu do szkoly odpadnie koszt przedszkola, a wiec te 300 zl co miesiac
              > zostanie przekazane na wydatki szkolne + dodatkowe wyzywienie + jakies inne
              > wydatki - to jest w sumie 3600 zl rocznie.
              > Mysle wiec, ze ogromnego skoku kosztow w porownaniu z dzieckiem chodzacym do
              > przedszkola nie ma


              Najważniejsze jest pozytywne myśleniesmile
              W tym toku, to koszty maleją z roku na rok, bo:
              Jak pójdzie do liceum to nie trzeba na świetlicę wydawać, bo juz duże, a jak na
              studia, to przecież może iść do pracy.
              Tyle tylko, ze jeśli podstawowy koszt wydatków na dziecko to koszty
              przedszkola, to okazałoby się że dziecko najwięcej "kosztuje" w wieku od 0 do 6
              lat, co jest bzdurą dla każdej osoby posiadającej dzieci.
              • e_r_i_n Re: Ja jeszcze w kwestii sum-konkretnie. 08.02.06, 17:13
                No oczywiscie, ze podstawa to pozytywne myslenie smile
                Pragne zauwazyc (po raz n-ty), ze na bezludnej wyspie nie zyje i mam w swoim
                otoczeniu rodzicow uczniow szkol i studentow, wiec wiem, jakiego typu wydatki z
                jakim okresem sie wiaza.
                Ale jak bedzie, sie okaze smile
                • ashan Re: Ja jeszcze w kwestii sum-konkretnie. 08.02.06, 19:17
                  e_r_i_n napisała:

                  > Pragne zauwazyc (po raz n-ty), ze na bezludnej wyspie nie zyje i mam w swoim
                  > otoczeniu rodzicow uczniow szkol i studentow, wiec wiem, jakiego typu wydatki
                  z
                  >
                  > jakim okresem sie wiaza.
                  absolutnie tego nie sugeruję smile jednakowoż wiedzieć o potrzebach, a odczuć
                  wypływ gotówki z własnego portfela to spora różnica. Dodaj do tego naturalną
                  chęć zapewnienia swojemu synowi tego co uznasz za konieczne (a co uznałabyś za
                  zbędne w przypadku koleżanki-studentki czy odległego kuzyna).
                  Pożyjesz-zobaczysz smile, ja, póki co, stwierdzenie o podobnym poziomie wydatków
                  na przedszkolaka i ucznia i studenta uważam za niezły żart smile
                  pozdrawiam
                  a.
                  • e_r_i_n Re: Ja jeszcze w kwestii sum-konkretnie. 08.02.06, 19:25
                    ashan napisała:

                    > Pożyjesz-zobaczysz smile, ja, póki co, stwierdzenie o podobnym poziomie
                    > wydatków na przedszkolaka i ucznia i studenta uważam za niezły żart smile

                    Alez ja nigdzie nie napisalam, ze to jest ten sam poziom i utrzymuje sie przez
                    całe zycie dziecka smile
                    Napisalam tylko, ze nie mysle, zeby w momencie pojscia do szkoly wydatki na
                    moje dziecko zwiekszyly sie ogromnie. Jesli teraz wydaje na przyklad 700 zł, to
                    nie zaczne nagle wydawac 1200 zł. Pewne koszty odpadna, pewne sie pojawia, ale
                    wzrostu o kilkaset procent chyba slusznie nie przewiduje smile
                    Co do wydatkow na studentke, to jak juz wspomnialam, ja sie utrzymywalam na
                    pierwszym roku za około 700-800 zł.

                    A jesli chodzi o wydatki ekstra, czyli zakupy dla przyjemnosci dziecka, to tak
                    jak teraz bede je do mozliwosci dostosowywac smile
                    • ashan Re: Ja jeszcze w kwestii sum-konkretnie. 08.02.06, 19:41
                      e_r_i_n napisała:

                      >>
                      > nie zaczne nagle wydawac 1200 zł. Pewne koszty odpadna, pewne sie pojawia,
                      ale
                      > wzrostu o kilkaset procent chyba slusznie nie przewiduje smile

                      i znowu chyba inne forum czytamy, bo nigdzie tutaj o postulowanym wzroście
                      wydatków na dziecko rzędu kilkuset procent (czyli idąc Twoim tokiem rozumowania
                      z 700,00 PLN do przynajmniej 2100,00 PLN - czyli wzrost o 200%) nie czytałam.
                      Nie bardzo mam czas na szukanie (wpadam dosyć często, ale na bardzo krótko),
                      więc jeśli możesz - podeślij mi linka, będę wdzięczna.
                      pozdrawiam
                      a.
                      • e_r_i_n Re: Ja jeszcze w kwestii sum-konkretnie. 08.02.06, 19:44
                        Nie czytałas, bo przeczytac nie moglas. Ja odniosłam sie do wypowiedzi Nataszy,
                        ktora stwierdzila, ze sie zszokuje wzrostem wydatkow wraz z pojsciem mojego
                        dziecka do szkoly. Wzrostu owych sie spodziewam, ale raczej nie szokujacego.
                        Tylko tyle smile
                        • ashan Re: Ja jeszcze w kwestii sum-konkretnie. 08.02.06, 20:06
                          e_r_i_n napisała:

                          > Nie czytałas, bo przeczytac nie moglas.


                          acha, chili to tylko taki chwyt retoryczny wink, tak jak wcześniejsze słowa np.
                          mikawi:

                          "(...)> dokładnie tym jest machanie ojcu listą wydatków studentki ze
                          słowami "masz
                          > płacić 850" (...)

                          big_grin

                          Pax, pax, dziewczyny, mimo, że temat poważny i interesujący to cały ten wątek
                          stał się nonsensowny big_grinDD, i w sumie całkiem zabawny (a może mam spaczone
                          poczucie humoru smile). Moim zdaniem obie prezentowane tu skrajne postawy (od:
                          full wypas 100% utrzymania dla studenciaka, po: złotówki ci nie dam, hartuj się
                          jako ta stal) są równie absurdalne. Najśmieszniejsze jest to, że chyba
                          najbardziej zdecydowane poglądy mają osoby nie mające dzieci lub mające
                          niemowlęta/dzieci w wieku przedszkolnym big_grinDD.


                          pozdrawiam wszystkich serdecznie smile
                          a.

                          ps1. studentka dorabia, nieprawdaż? nie jest więc chyba ohydnym pasożytem? więc
                          ossochozi? za mało wink?
                          ps2. jak rozumiem tytułowa sprawa znajdzie finał w sądzie. Mam nadzieję, że
                          autorka zaspokoi pospolitą i płaską ciekawość forumowego tłumu wink i napisze,
                          jaką decyzję wydał sąd.

                          • natasza39 Re: Ja jeszcze w kwestii sum-konkretnie. 08.02.06, 20:28
                            ashan napisała:

                            >Moim zdaniem obie prezentowane tu skrajne postawy (od: full wypas 100%
                            utrzymania dla studenciaka, po: złotówki ci nie dam, hartuj się jako ta stal)
                            są równie absurdalne. <

                            I proponowałabym owym zdaniem zakończyc ów watek, bo faktycznie ashan ujeła
                            dokładnie absurdalnosc obu postaw.
                          • kasia_kasia13 Re: Ja jeszcze w kwestii sum-konkretnie. 08.02.06, 20:52
                            > ps1. studentka dorabia, nieprawdaż? nie jest więc chyba ohydnym pasożytem?
                            więc
                            >
                            > ossochozi? za mało wink?


                            Autorka na Samodzielnej mamie napisala cos o tym dorabianiu w stylu, ze szkoda,
                            ze tych korepetycji nie da sie przed sadem udowodnic. Tak, pewnie szkoda, bo
                            wtedy bylyby podstawa do dawania mniej. Przyznam, ze to mnie bardzo zrazilo do
                            Juli55. Zalozmy, ze studentka dostaje od rodzicow na podstawowe potrzeby (ktore
                            sa wyzsze niz przecietne, ze wzgledu na koszty medyczne) i chce sobie dorobic
                            na "ekstrasy". I guzik, bo zaraz jej tak obnizamy alimnety, zeby wciaz miala
                            tylko na podstawowe potrzeby. W sumie jej nie "oplaca sie" dorabiac przy takim
                            podejsciu.
                            • maxxi26 Re: Ja jeszcze w kwestii sum-konkretnie. 09.02.06, 11:35
                              kasia_kasia13 napisała:

                              Zalozmy, ze studentka dostaje od rodzicow na podstawowe potrzeby (ktore
                              >
                              > sa wyzsze niz przecietne, ze wzgledu na koszty medyczne) i chce sobie dorobic
                              > na "ekstrasy". I guzik, bo zaraz jej tak obnizamy alimnety, zeby wciaz miala
                              > tylko na podstawowe potrzeby. W sumie jej nie "oplaca sie" dorabiac przy
                              takim
                              > podejsciu.

                              No właśnie. Kasia-kasia chyba dotkneła istoty problemu. Takiemu studentowi NIE
                              OPŁACA SIE PRACOWAĆ, bo - może to przecież obniżyć wysokość uzyskiwanych
                              alimentów, a chciałby mieć tę kasę jako "ekstras".

                              I tu jak bumerang wraca - w rodzinie pełnej taka sytuacja byłaby nie do
                              pomyslenia. Mną jako takim dzieckiem przy dorabianiu kierowało, nie to "po
                              cholere pracuje, przecież starzy mi mniej dadzą" - tylko - "fajnie, odciążę
                              trochę rodziców, będzie im lżej", ale też czułam się już na tyle dorosła, że
                              skoro mogę dorobić, to dlaczego nie mam tego robić. Nadto chciałam być właśnie
                              konkurencyjna na rynku pracy i miałam świadomość, że pierwsze szlify WARTO DLA
                              MNIE SAMEJ zdobyć już na studiach. I dopiero wówczas, zarabiając 500 złotych
                              doceniłam wartość każdej stuzłotówki.

                              Oczywistym jest dla mnie, ze takie nastawienie dziecka do rodzica , jest
                              wynikiem wieloletniego powtarzania przez matkę (czy ojca) to ci się należy, on
                              (ona) ci musi dać. Gorzej jak taki student budzi się po studiach jako kolejny
                              bezrobotny z wyższym wykształcenim. Nie sądzę, że bedzie to dotyczyć studentki
                              anglistyki, bo dla anglistów pracy full, ale brak dobrej woli córki może
                              nieszczególnie wpłynać na jej relacje z ojcem. Wybór córki czy nastawienie
                              przez matkę. Nieodmiennie mam wrazenie, ze dziecko służy w takim przypadku do
                              zemsty na byłym "tak długo jak się da". Moja siostra jest jednak inna, mimo że
                              ewidentnie została skrzywdzona przez exa.
                              • kasia_kasia13 Re: Ja jeszcze w kwestii sum-konkretnie. 09.02.06, 12:10
                                >No właśnie. Kasia-kasia chyba dotkneła istoty problemu. Takiemu studentowi
                                NIE
                                > OPŁACA SIE PRACOWAĆ, bo - może to przecież obniżyć wysokość uzyskiwanych
                                > alimentów, a chciałby mieć tę kasę jako "ekstras".
                                >I tu jak bumerang wraca - w rodzinie pełnej taka sytuacja byłaby nie do
                                > pomyslenia.

                                W noramalnej, pelnej rodzinie,gdzie rodzice w miare dobrze zarabiaja student
                                dostaje od rodzicow na _podstawy_.
                                W wakacje moje dziecko zarobilo pierwsze pieniadze, sasiadka zaplacila jej za
                                wyplewienie ogrodka. I uwazasz, ze powinnam corce obciac kieszonkowe? Dla mnie
                                jest oczywiste, ze nie, bo daje jej kieszonkowe takie, jakie ustalilysmy. A
                                gdyby jej cos wpadlo do malenkiej glowki i sama sie zrzekla tego
                                kiesoznkowego, nie zgodzilabym sie na to.

                                Mną jako takim dzieckiem przy dorabianiu kierowało, nie to "po
                                > cholere pracuje, przecież starzy mi mniej dadzą" - tylko - "fajnie, odciążę
                                > trochę rodziców, będzie im lżej", ale też czułam się już na tyle dorosła, że
                                > skoro mogę dorobić, to dlaczego nie mam tego robić.

                                Ale widziesz to inna sytuacja. Tutaj to od Ciebie wyszla inicjatywa pracy ani
                                odciazyc wlasnych rodzicow. Chyba, ze Ci wypominali kazdy grosz i od poczatku
                                studiow nagabywali do pracy.
                                Tutaj mamy sytuacje, gdy macocha robi drobiazgowe wyliczenia pasiebicy i chce,
                                zeby owa paeierbica do pracy poszla, aby odciazyc ja, macoche.

                                Naprawde jest roznica miedzy normalnymi rodzicami, ktorzy straja sie jak moga i
                                chca dla Ciebie dobrze. Wtedy chec pomocy im jest naturalna. Nie ma sie tej
                                checi pomocy w stosunku do macochy czy ojca, ktory wlasnie na corce z bylego
                                zwiazku chce robic glowne oszczednosci. Z nowa rodzina ojca nie ma sie poczucia
                                wspolnoty. Macocha z reguly nie ma jej rowniez. Wez np. taka sytuacje. Ojciec z
                                macocha splaca kredyt, ale mieszkanie jest zapisane na macoche, jak to czesto
                                bywa, aby bron boze pasierb nic nie odziedziczyl. I w tej sytuacji pasierb
                                slyszy, nie moge Ci dawac pieniedzy, bo splacamy kredyt. Generalnie macocha
                                robi co moze, aby dziecko z pierwszego malzenstwa dostalo jak najmniej, a gdy
                                dziecko zaczyna sie bronic, oskarzane jest o rozczeniowsc, pasozytnictwo itd.
                                • maxxi26 Re: Ja jeszcze w kwestii sum-konkretnie. 09.02.06, 12:34
                                  Przykro mi, ze relacje dziecka z rozbitej rodziny są niewątpliwie trudnejsze.
                                  Ale nie usprawiedliwia to egoizmu i oczekiwania podporządkowania wszystkich
                                  własnym potrzebom. Zwalasz wszystko na macochę, ze ona chce żeby płacić mniej
                                  bo kieruje się własnym interesem etc. Ale zauważ, ze nie ta kwestia jest tutaj
                                  podważana przez macochy. Większość z nas zauważ, pracowała. Wiemy co oznacza
                                  praca na studiach. Dla wszystkich przyniosła ona wymierne korzyści. To
                                  oczywiście nie oznacza obowiązku pracy przez studenta, bo w ogóle nie ma
                                  obowiązku pracy przez nikogo. Ale mnie zawsze poraża postawa - MNIE SIĘ NALEŻY.
                                  Jeżeli widzę, ze ktoś daje coś z siebie, stara się choćby trochę pomóc -
                                  wszystko jest ok. Ale postawa studentki anglistyki byłaby nieco nie w porządku
                                  (chyba ze dotyczy 1 -2 roku). Sama z siebie np dawałam wiele prezentów mojej
                                  siostrzenicy - szczególnie różnego rodzaju ciuszków, czasami kasa. czasmi było
                                  to pożycz to czy tamto. Ale ostatnio - usłyszałam - to co ostatio miałaś -
                                  przyślij bo chcę ubrać, ok, za 2 tygodnie to samo i jeszcze raz... I trochę
                                  mnie to usztywniło. Lubie dawać, ale jak ktoś ma wyłącznie oczekiwania, to...
                                  • kasia_kasia13 Re: Ja jeszcze w kwestii sum-konkretnie. 09.02.06, 12:39
                                    Ale postawa studentki anglistyki byłaby nieco nie w porządku
                                    > (chyba ze dotyczy 1 -2 roku).

                                    To dotyczy studentki pierwszego roku.
                                • e_r_i_n Re: Ja jeszcze w kwestii sum-konkretnie. 09.02.06, 12:35
                                  kasia_kasia13 napisała:

                                  > W noramalnej, pelnej rodzinie,gdzie rodzice w miare dobrze zarabiaja student
                                  > dostaje od rodzicow na _podstawy_.

                                  No własnie, na podstawy smile

                                  > Tutaj mamy sytuacje, gdy macocha robi drobiazgowe wyliczenia pasiebicy i
                                  > chce, zeby owa paeierbica do pracy poszla, aby odciazyc ja, macoche.

                                  Ale ona o tym PISZE_NA_FORUM, nie dzwoni do dziewczyny i nakazuje jej isc do
                                  pracy.

                                  > Generalnie macocha robi co moze, aby dziecko z pierwszego malzenstwa dostalo
                                  > jak najmniej, a gdy dziecko zaczyna sie bronic, oskarzane jest o
                                  > rozczeniowsc, pasozytnictwo itd.

                                  A matka takiego dziecka robi, co moze, aby to dziecko mialo jak najwiecej.
                                  Tu nie chodzi o robienie cos przeciwko dzieciom (w wydaniu macochy przeciw
                                  pasierbowi, w wydaniu samodzielnych przeciw dzieciom z drugiego zwiazku).
                                  Tu jest DBANIE o SWOJE dziecko - skoro samodzielne maja prawo myslec TYLKO
                                  o swoich dzieciach, macochy maja to samo prawo wzgledem swoich dzieci.
                                  • kasia_kasia13 Re: Ja jeszcze w kwestii sum-konkretnie. 09.02.06, 12:47
                                    > No własnie, na podstawy smile

                                    Ona chciala na podstawy.

                                    A matka takiego dziecka robi, co moze, aby to dziecko mialo jak najwiecej.
                                    > Tu nie chodzi o robienie cos przeciwko dzieciom (w wydaniu macochy przeciw
                                    > pasierbowi, w wydaniu samodzielnych przeciw dzieciom z drugiego zwiazku).
                                    > Tu jest DBANIE o SWOJE dziecko - skoro samodzielne maja prawo myslec TYLKO
                                    > o swoich dzieciach, macochy maja to samo prawo wzgledem swoich dzieci.

                                    Ok, ex dba o swoje dziecko, macocha dba o swoje. Ale macocha nie moze oczekiwac
                                    w takiej sytuacji, ze pasierbica zrezygnuje z czegos dla niej.
                                    Ty tak dbalas o swoje dziecko, ze nie przeszkadzalo Ci, ze czasowo pasierb nie
                                    dostawal wcale alimntow. Wiec chyba trudno, zebys potem oczekiwala, ze pasierb
                                    sam z siebie pojdzie wczesniej do pracy, aby Waszej rodzinie zylo sie lzej.
                                    W normalnej rodzinie wszystcy dbaja o siebie nazwajem. Ex, M i machoca plus ich
                                    potomstwo nie tworza rodziny. W rozbitej rozbitej kazdy dba o swoje wlasne
                                    interesy. Niestety.
                                    • e_r_i_n Re: Ja jeszcze w kwestii sum-konkretnie. 09.02.06, 13:05
                                      kasia_kasia13 napisała:

                                      > Ona chciala na podstawy.

                                      Twoim zdaniem smile

                                      > Ok, ex dba o swoje dziecko, macocha dba o swoje. Ale macocha nie moze
                                      > oczekiwac w takiej sytuacji, ze pasierbica zrezygnuje z czegos dla niej.

                                      Macocha sobie opisuje, czego by chciala. Na forum opisuje. Co ma sie nijak do
                                      tego, co sie w realu dzieje.

                                      > Ty tak dbalas o swoje dziecko, ze nie przeszkadzalo Ci, ze czasowo pasierb
                                      > nie dostawal wcale alimntow.

                                      Skad wiesz, ze nie przeszkadzalo? Wrecz odwrotnie, ale majac wybor moje
                                      dziecko - cudze dziecko, JA niestety zawsze wybiore swoje.

                                      > Wiec chyba trudno, zebys potem oczekiwala, ze pasierb sam z siebie pojdzie
                                      > wczesniej do pracy, aby Waszej rodzinie zylo sie lzej.

                                      Naszej rodzinie bedzie sie zylo tak, jak na to zapracujemy. Do pracy nikogo na
                                      sile nie wysylam, ale tez na pewno nie dopuszcze do sytuacji, by ktos mial cos
                                      kosztem mojej rodziny. Taka wredna jestem.

                                      > W rozbitej rozbitej kazdy dba o swoje wlasne interesy. Niestety.

                                      Wiec skad takie zdziwienie wyrazane w Twoich postach w watkach takich, jak ten?
                                      • kasia_kasia13 Re: Ja jeszcze w kwestii sum-konkretnie. 09.02.06, 17:14
                                        > Naszej rodzinie bedzie sie zylo tak, jak na to zapracujemy. Do pracy nikogo
                                        na
                                        > sile nie wysylam, ale tez na pewno nie dopuszcze do sytuacji, by ktos mial
                                        cos
                                        > kosztem mojej rodziny. Taka wredna jestem.

                                        Tak samo jak pasierbica Juli55 nie chce, aby ktos mial cos jej kosztem. Taka
                                        wredna jest smile
                          • kasia_kasia13 Re: Ja jeszcze w kwestii sum-konkretnie. 08.02.06, 20:59
                            >Moim zdaniem obie prezentowane tu skrajne postawy (od:
                            > full wypas 100% utrzymania dla studenciaka, po: złotówki ci nie dam, hartuj
                            się
                            >
                            > jako ta stal) są równie absurdalne

                            Chcialam tylko napisac, ze nie jestem za opcja full-wypas, jesli tak odczytalas
                            moje posty. Jestem tylko za nieskapieniem dziecku na podstawowe potrzeby, jesli
                            nas na to stac.
                        • natasza39 Re: Ja jeszcze w kwestii sum-konkretnie. 08.02.06, 20:10
                          e_r_i_n napisała:
                          > Nie czytałas, bo przeczytac nie moglas. Ja odniosłam sie do wypowiedzi
                          Nataszy,
                          >
                          > ktora stwierdzila, ze sie zszokuje wzrostem wydatkow wraz z pojsciem mojego
                          > dziecka do szkoly. Wzrostu owych sie spodziewam, ale raczej nie szokujacego.
                          > Tylko tyle smile


                          Napisałam, że sie "rozczarujesz", z nie "zszokujesz".
                          A ozczarujesz sie to jestem tego pewna, jesli myslisz, ze koszty tego, ze młody
                          nie bedzie chodził do przedszkola zostana ci zrekompensowane tym, że bedzie
                          uczeszczał do "bezpłatnej" szkoły.
                          Oczywizda mozna nie płacić za komitet rodzicielski (wszak nieobowiazkowy),
                          mozna nie płacic za dodatkowe plastyki, gimnastyki, angielskie, niemieckie,
                          korekty.
                          Mozna powiedziec że dziecko do kina nie pójdzie jak reszta klasy, na wycieczke
                          nie pojedzie jak reszta klasy.
                          Mozna młodemu spakowac kromke ze smalcem do torby na drugie sniadanie i
                          powiedziec ze nie bedzie jadł obiadów w szkole, a niech zaczeka o głodzie jak
                          koledzy beda jedli a matka albo ojciec wróca z pracy i około 17-stej uda im sie
                          cos tam upichcic.
                          Mozna ksiazek nie kupić. Przeciez moze jakies uzywane po kims mieć.
                          To, ze przez cała podstawówkę 3/4 ksiażek to ćwiczenia które się zuzywaja, to
                          przeciez nie problem, bo mozna jakas znajoma miec w księgarni, ćwiczenia takie
                          pozyczyc od kogos jak jeszcze czyste i ksero zrobić na papierze "darmowym" we
                          własnym biurze.
                          No po prostu mozna w cholere rzeczy "zaoszczedzic", odkładac te 300 zł za
                          przedszkole i kajac sie w luksusie na koniec roku.
                          Po prostu erin, pogadamy, jak juz sobie odłozysz te 3600 zł/rok jak młody
                          pójdzie do szkoły i wtedy. mam nadzieje, pochwalisz się nam, co sobie za to
                          kupiliscie "wspólnie" rzecz jasnasmile
                          • e_r_i_n Re: Ja jeszcze w kwestii sum-konkretnie. 08.02.06, 20:40
                            Wiem, Nataszo, ze lubisz pisac spektakularne posty, ale jednak przeczytaj
                            najpierw tresc tej wypowiedzi, na ktora odpowiadasz.

                            Ashan --> kpienie, ze wypowiadaja sie osoby nie majace dzieci - studentow jest
                            odwiecznym i sorry, idiotycznym, argumentem. Tak jak ukochane przez nas gały.

                            I przychylam sie do zdania, ze czas zakonczyc temat.
                            • ashan Re: Ja jeszcze w kwestii sum-konkretnie. 08.02.06, 21:20
                              nie kpię z osób bezdzietnych czy "małodzietnych". Śmieszy mnie definitywność
                              ich wypowiedzi, a to różnica. Nie śmieszą mnie TE OSOBY, ani fakt, że się
                              wypowiadają, tylko kategoryczność ich sądów. Każdą z osób, które personalnie
                              poczuły się moją wypowiedzią urażone, obrażone tudzież ośmieszone, czy też
                              poczuły się przeze mnie wykpione solennie zapewniam, że nie było to moim
                              zamiarem. Zupełnie serio.

                              i pozdrawiam nieodmiennie serdecznie smile
                              a.
                              • e_r_i_n Re: Ja jeszcze w kwestii sum-konkretnie. 08.02.06, 21:42
                                Ashan, wiesz, ze ja gruboskorna jestem, jesli chodzi o forumowe wypowiedzi,
                                wiec to nie tak, ze sie urazona poczulam i teraz zasnac nie moge smile
                                Chodzi mi po prostu o to, ze marny jest argument, ze nie przezylas, to nie
                                wiesz. Bo czlek wielu rzeczy w swoim zyciu nie przezyl, a na ich temat ma
                                jakies tam zdanie wyrobione i jest go pewien (bo zazwyczaj na jakichs tam
                                podstawach to zdanie buduje).
                                Zreszta, ja osobiscie w tym watku kategorycznych wypowiedzi w swoim wydaniu nie
                                widze - napisalam, ze nie sadze/nie przypuszczam, cos w tym stylu. A to co
                                innego, niz kategoryczne 'na pewno nie'.
                                Wiem tez, ile kosztuje utrzymanie dziecka w szkole
                                podstawowej/gimnazjum/liceum/na studiach, chociazby dlatego, ze moje osobiste
                                rodzenstwo w wieku szkolnym jeszcze.
                                Wiem tez, ze mozna za normalne pieniadze zapewnic to, czego dziecku potrzeba -
                                nie tylko kanapke ze smalcem i patrzenie na kolegow, ktorzy ida do kina.
                                Mozna, bo wiem, ile zarabiaja moi rodzice i co ma moje rodzenstwo.
                                A mało nie ma, a rodzice zarabiaja przecietnie.
                                Wiem wiec, ze wydatki nie musza wzrastac z wiekiem o kilkaset procent.
                                Chociaz patrzac na przyklady z zycia, moznaby sie tego spodziewac wink.
                                Bo jest dokladnie tak jak mowie - pewnych wydatkow przybywa, pewnych ubywa.
                                Małe dziecko kosztuje sporo ze wzgledu na opieke, duze, bo sporo kosztuje nauka
                                + dodatkowe zajecia na przyklad.
                                WIEM, ze wraz z wiekiem koszty sie zmieniaja, ale NIE ZGODZE SIE, ze te koszty
                                od siebie astronomicznie odbiegaja. Tylko tyle. I teraz owszem, kategorycznie
                                to mowie wink
                                • natasza39 Re: Ja jeszcze w kwestii sum-konkretnie. 08.02.06, 22:16
                                  e_r_i_n napisała:

                                  > Wiem tez, ze mozna za normalne pieniadze zapewnic to, czego dziecku potrzeba -

                                  > nie tylko kanapke ze smalcem i patrzenie na kolegow, ktorzy ida do kina.

                                  Przykro mi erin, ze nie zrozumiałas przekąsu wypowiedzi o "kanapkach ze
                                  smalcem".
                                  Cel jednak osiagnęłam. Bo przykro jest czytac, że ktoś pisze że mozna tak
                                  oszczedzac na dziecku jesli mówi sie o swoim dziecku.
                                  Jak nie o swoim, to jakos mozna wymyslac "chińszczyzny" celem wyzywienia na dwa
                                  dni.

                                  > WIEM, ze wraz z wiekiem koszty sie zmieniaja, ale NIE ZGODZE SIE, ze te
                                  koszty
                                  > od siebie astronomicznie odbiegaja. Tylko tyle. I teraz owszem, kategorycznie
                                  > to mowie wink

                                  Nie widziałam w wątku wiodacym tej astronomicznych róznic pomiedzy dziecmi
                                  juli, a pasierbica.
                                  Z tej prostej przyczyny, że ich NIE PRZEDSTAWIŁA.

                                  Za to wiekszośc starała się wykazac, łacznie z jula, ze każdemu dziecku
                                  obojetnie na wiek nalezy się tyle samo.
                                  A z tym to ja sie kategorycznie nie zgadzam, bo to prawda nie jest.
                                  • e_r_i_n Re: Ja jeszcze w kwestii sum-konkretnie. 08.02.06, 22:25
                                    natasza39 napisała:

                                    > Przykro mi erin, ze nie zrozumiałas przekąsu wypowiedzi o "kanapkach ze
                                    > smalcem".

                                    Przykro mi, ze Ty nie zauwazylas przenosni w mojej wypowiedzi o tym smalcu.

                                    > Cel jednak osiagnęłam. Bo przykro jest czytac, że ktoś pisze że mozna tak
                                    > oszczedzac na dziecku jesli mówi sie o swoim dziecku.
                                    > Jak nie o swoim, to jakos mozna wymyslac "chińszczyzny" celem wyzywienia na
                                    > dwa dni.

                                    Niebardzo rozumiem te czesc...
                                    Chinszczyzna była 'hasłem'.
                                    Oszczedzac na dzieciach nie nalezy (tzn. one powinny ostatnie odczuwac problemy
                                    finansowe rodzicow). Ale tez trzeba byc rozumnym i wydatki dostosowywac do
                                    mozliwosci. A nie PODOBNO wydawac na dziecko dwa razy wiecej, niz sie zarabia.

                                    > Za to wiekszośc starała się wykazac, łacznie z jula, ze każdemu dziecku
                                    > obojetnie na wiek nalezy się tyle samo.
                                    > A z tym to ja sie kategorycznie nie zgadzam, bo to prawda nie jest.

                                    Owszem. Do pewnego wieku koszty utrzymania dziecka rosna, a potem powinny
                                    zaczac malec. Dla mnie ta granica jest mniej wiecej drugi rok studiow.
                                    • e_r_i_n Re: Ja jeszcze w kwestii sum-konkretnie. 08.02.06, 22:26
                                      Aha, no i nadal wszystko sie rozbija o tempo tego wzrostu.
                                    • kasia_kasia13 Re: Ja jeszcze w kwestii sum-konkretnie. 08.02.06, 23:06
                                      >A nie PODOBNO wydawac na dziecko dwa razy wiecej, niz sie zarabia.

                                      Jezu! Dziewczyna chciala 25% a Ty piszesz jako o 200%.

                                      > Owszem. Do pewnego wieku koszty utrzymania dziecka rosna, a potem powinny
                                      > zaczac malec

                                      Az w koncu maleja do zera. A potem dziecko, jak kazda inwestycja, zaczyna
                                      generowac zysk. Wiec jesli dobrze zainwestujesz to na stare lata bedziesz
                                      miec "full-wypas".
                                      • e_r_i_n Re: Ja jeszcze w kwestii sum-konkretnie. 08.02.06, 23:07
                                        kasia_kasia13 napisała:

                                        > Az w koncu maleja do zera. A potem dziecko, jak kazda inwestycja, zaczyna
                                        > generowac zysk. Wiec jesli dobrze zainwestujesz to na stare lata bedziesz
                                        > miec "full-wypas".

                                        Jakbym miała dziecko - pijawke, to kto wie, jak bym sie mu odwdzieczyla wink
            • mikawi Re: Ja jeszcze w kwestii sum-konkretnie. 08.02.06, 16:09
              zapomniałaś tylko że to dotyczy wyłącznie dzieci w pełnych rodzinach. Dzieci
              matek samodzielnych generują koszty w postępie geometrycznym: raz - z chwilą
              rozwodu, dwa - z chwila pójścia do szkoły, potem jeszcze kilka skoków w trakcie
              nauki, no i oczywiscie - sławetne studia.. to z 600% normy się wyrabia jak
              nic smile)) że też w dorosłym życiu nie ma czegoś takiego jak podwyżka sukcesywnie
              z wiekiem pracownika - w końcu z wiekiem potrzeby rosną smile
            • ashan Re: Ja jeszcze w kwestii sum-konkretnie. 08.02.06, 16:59
              erin, sama się przekonasz smile mam na bieżąco porównanie kosztów utrzymania
              przedszkolaka i ucznia. Chyba, że masz jakiś patent to się nim podziel smile Z
              góry dziękuję smile
              a.
            • kasia_kasia13 Re: Ja jeszcze w kwestii sum-konkretnie. 08.02.06, 23:40
              e_r_i_n napisała:

              > A powaznie, tak sobie patrzac na moje wydatki zwiazane z dzieckiem, po jego
              > pojsciu do szkoly odpadnie koszt przedszkola, a wiec te 300 zl co miesiac

              Az 300zl na przedszkole? A widzisz, moja znajoma nie posyla dziecka do
              przedszkola, bo przychodzi do niej babcia sie opiekowac wnuczkiem i nic nie
              bierze. Poza tym sa przedszkola tansze niz 300zl. Mozna tez poprosic Rumunke z
              ulicy o przypilnowanie dziecka. Moze i dziecko przy okazji cos dorobi?

              To powyzej to byl tylko przyklad na to, w jaki sposob Ty argumentujesz.
              • e_r_i_n Re: Ja jeszcze w kwestii sum-konkretnie. 09.02.06, 00:05
                kasia_kasia13 napisała:

                > To powyzej to byl tylko przyklad na to, w jaki sposob Ty argumentujesz.

                Tak idiotycznych argumentow nie uzywam, wybacz. Nawet bym na takie nie wpadla smile
                Ta forma opieki jest najtansza z dostepnych.

                Koncze odpowiadanie na Twoje posty. Przestalo to juz byc zabawne.
                • kasia_kasia13 Re: Ja jeszcze w kwestii sum-konkretnie. 09.02.06, 08:55
                  > Tak idiotycznych argumentow nie uzywam, wybacz

                  Uzywasz wlasnie. Np. argument o zapchaniu sie chinskim zarciem na dwa dni. Lub
                  pisanie, za ile Ty sie utrzymujesz na studiach czy Twoi znajomi.
    • magret65 Re: Ciąg dalszy :/ 08.02.06, 07:48
      No tak, z tymi wyrokami bywa różnie. Sąd praktycznie może wszystko! Ale ......
      Mojego M były szwagier płaci TYLKO 480zł na dziecko przy poborach netto ponad
      2000zl. /Dokłdnej sumy nie znam,więc nie będę zmyślać!/ Facet pracuje w policji
      w tej samej miejscowości,co jego eks. Z dzieckiem w ogóle nie chce utrzymywać
      kontaktów. Poza alimentami, które wysyła regularnie, zupełnie nic nie dokłada.
      Nie ma innych zobowiązań, dobrze sytuowany. Matka dziecka jest
      sprzedawczynią.Ma niskie pobory.Doszło 2-gie dziecko.Wystąpiła o wyższe
      alimenty i procentowo,ale Sędzina powiedziała, że ma dosyć i NIE MA POTRZEBY
      zasądzać alimentów procentowo!Nie dołożyła ani złotówki! Fakt,że facet zjawił
      się na sprawie z adwokatką!Sprawa była dla eks horrorem!Dziewczyna dostaje
      gęsiej skórki na myśl o sądzie! Nie wiem,czy prędko wystąpi z podobnym
      wnioskiem! Aby było ciekawiej,najważniejszy wydatek, który podał /poza opłatami
      za mieszkanie /, to było prywatne leczenie zębów!
      No i jeszcze ciekawostka.Mój też mundurowy.Ma podobne zarobki.Dodatkowo na
      utrzymaniu 2ka dzieci i do pracy dojeżdża około 500km.Nasza córka przewlekle
      choruje, syn też ma problemy zdrowotne, więc b duże sumy idą na aptekę. Czasem
      naprawdę ręce opadają! Mała, ze względu na choroby, nie może do przedszkola,
      więc większe wydatki.W tej chwili M płaci na dziecko z pierwszego związku
      418zł, PROCENTOWO.Przez złośliwości eks,co udowodnił w sądzie,dochodzą
      inne,duże wydatki.Eks ma więcej niż była szwagierka. Dzieci z pierwszych
      związków są rówieśnikami.W tym samym sądzie, inna sędzina, nie udalo się znieść
      procentowego płacenia.Sąd uznal, że NIE MA TAKIEJ POTRZEBY!Sąd nie zajmował się
      naszymi kłopotami spowodowanymi przez eks, ani nie wziął pod uwagę naszych
      wydatków.
      I jeszcze jeden przykładzik! Córka znajomej, w mojej miejscowości, ma 20lat.
      Jest studentką na pedagogice. Dostawała w szkole średniej na rękę 450zł. Ojciec
      ma jeszcze 1 dziecko. Stracił pracę. Jest na jakiejś pomostowce. Teraz jeździ
      do Niemiec i tam całkiem dobrze dorabia,ale nie wykazuje w dochodach. Sąd
      obniżył dziewczynie do 200zł. Sędzina powiedziała, że może sobie dorobić, bo
      jest studentką i w ogóle powinna się cieszyć,że w ogóle jeszcze ma jakieś
      alimenty od ojca,bo jest pełnoletnia!Apelacja nic nie dała. Dziewczyna jest na
      pedagogice.
      Tak więc trudno, naprawdę trudno przewidzieć, jaką decyzję podejmie sąd!Tam też
      siedzą ludzie i wszystko zależy od ich " widzi mi się"!
    • kleo1 Re: Ciąg dalszy :/ 09.02.06, 09:21
      Tak sobie czytam to wszystko, no może nie wszystko, bo jak tu zajrzę, to nagle
      jest z 15 odp., a niektóre długie.
      Po 1. Na upartego każdy mógłby dorobić(chociażby w weekendy na promocjach jak
      moja koleżanka(7 zł za godzinę), w tygodniu uczelnia, jeszcze nam proponowała
      (jeśli mamy książeczki zdrowia) bo im brakuje dziewczyn.
      Mam przyjaciółkę na anglistyce, która pracowała na Callanie(czy jakos tak) i
      zarabia na siebie. Jest dobra z englisza. Ona po prostu chce.
      Po 2. Prawda jest taka, iż zależy z jakiej rodziny pochodzi dziecko. Jeżeli
      mówimy tu o rodzinie, gdzie jest tato, mama i dziecko, to jest się w stanie
      powiedzieć, dorób sobie, albo posłuchaj, postaraj się oszczędzić, bo naprawdę
      nie mamy, spłacamu kredyty, pomożemy ile mkożemy, ale jeżeli jest sytuacja,
      dziecko z exia i ex z next itd. to już jest mowa, że ex musi dać. Od małego
      (zależy kiedy było rozstanie) a nawet jak już dzieci są nastoletnie matka
      (kirowana złością, że została sama, nie ważne, jaki to był związek) uczy
      dziecko, że ojciec ma dać i koniec. Ludzie po rozwodzie nie sa w stanie
      porozmawiać(nie wszyscy), że słuchaj, młoda jedzie na studia, ja się postaram
      wspomóc, Ty też byś mógł, ani tez z dzieckiem, żeby spróbowało pooszczędzać, bo
      sąinne wydatki. Tu już bierze sie pod uwage możliwości zarobkowe mężczyzny i
      niekiedy kobiety. Nie bierze się pod uwagę wydatków, ma dac i koniec bo jak nie
      to zero kontaktów(bo skoro zarabia węcej). A gdyby to była opcja 1(tzw. pełna
      rodzina) to by się uzupełniło(czyli ona mniej on więcej ale wspólna kasa) i by
      się powiedziało damy ile możemy.
      Tak myślę.








      Cokolwiek pomiędzy ludźmi kończy się, znaczy nigdy się nie zaczęło.
      Co było a nie jest nie pisze się w rejestr.
      • magret65 Re: Ciąg dalszy :/ 09.02.06, 17:45
        Hej, kleo!
        Tak właśnie jest! Poruszyłaś bardzo istotną kwestię! Większość samotnych matek,
        nie ważne z czyjej winy i dlaczego był rozwód, szantażuje ojca uniemożliwiając
        mu widzenia z dzieckiem, jeżeli coś im się nie podoba! I to nie tylko w kwestii
        pieniądza! Np. matka może wygadywać do dziecka o ojcu różne wyssane z palca
        bzdury, ale niechby ojciec spróbował, nawet w b. delikatny sposób, coś
        sprostować, to zaraz ogromna awantura i szlaban na widzenia, bo niby ojciec ma
        zły wpływ na dziecko i próbuje nim manipulować!
        Trudno się dziwić dzieciom, że są nastawione roszczeniowo, jak rodzic, z którym
        mieszkają, po prostu utwierdza ich jeszcze w tym przekonaniu: "TOBIE SIĘ TO
        NALEŻY, BO ......." To naprawdę smutne, ale właśnie taką rzeczywistość znam z
        autopsji! Dzięki, że o tym przypomniałaś!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka