Mała za kilka miesięcy przystąpi do Pierwszej Komunii i z tego powodu wynikła sprawa niedzielnej mszy. Eks poprosiła żeby w czasie weekendów u nas chodzić z nią do kościoła. M oświadczył, że jego noga tam nie postanie, bo jest ateistą.
Pamiętam z dzieciństwa jak katechetka przepytywała nas na religii z obecności na mszy, a ja nie umiałam kłamać i z tego nieumienia chodziłam co niedziela do kościoła nie cierpiąc tego straszliwie. Moja mama wysyłała mnie na mszę, a gdy spytałam się dlaczego ona ze mną nie idzie twierdziła, że "ona już się w życiu nachodziła". Nie dziwne, że po kilku latach byłam z Kościołem na bakier

Dlatego pomyślałam, że ja będę z Małą chodzić. Jak nie będzie chciała, to zmuszać nie będę, ale być ona też - jak ja w dzieciństwie - woli być na mszy i mieć czyste sumienie