maraskino
18.10.06, 09:02
popełniłam na nowej rodzince taki malutki tekst, powiedziano mi że trafiłam
nie do tych co trzeba i że raczej na Was mogę liczyć, więc pozwólcie że
powtórzę:
Mam problemy, związane i z dziećmi i z pieniędzmi. Exia zgodziła się na
rozwód bez orzekania o winie (wiem, że w każdej chwili może się z tej zgody
wycofać). Wszystkim opowiada, że ma go dość i chce to jak
najszybciej mieć za sobą. Chyba tak się nakręciła że rzeczywiście chyba chce
zacząć nowe życie kiedy tylko się da, najchętniej wczoraj. Właściwie to już
zachowuje się jak wolna: flirty, randki. Zaznaczam, że uważam że to dobrze,
chciałabym by sobie ułożyła życie bo sama z siebie jej źle nie życzę, piszę
to tylko dla jasnego określenia sytuacji.
Ale... wymyśliła ograniczenie ojcu kontaktów z dziećmi. Mój NM jest bardzo
mocno z dziecakami związany, one też bardzo go potrzebują, a ponieważ ona nie
jest przychylnie nastawiona do jego kontaktów z nimi to podejrzewamy, że
spotykały się z nim za plecami matki (było lato, dzieciak zawsze mógł
powiedzieć ze idzie na podwórko a pójść osiedle dalej do parku gdzie czekał
ojciec). I teraz jest pytanie czy sąd może ograniczyć spotkania ojca z 13-,
14-letnim dzieckiem, które przecież już nie jest malutkie i nie przebywa pod
stałą opieką dorosłych, ma już wykształconą własna wolę, tęskni za tatą i
umie to wyrazić. Co będzie jeśli ojciec mając ograniczone widzenia do dajmy
na to raz w tygodniu będzie się widywał z dzieckiem częściej, np. jak ono
wychodzi ze szkoły?
Druga sprawa to finanse, wyszedł z domu tak jak stał, nawet walizki nie
wziął, wszystkie, w które się spakował, oddał. Potem długo się tułał po
rodzinie. Teraz mieszkamy u moich rodziców, bo to co jemu zostaje i moja
pensja nie pozwala nam na wynajęcie czegokolwiek, nawet malutkiego. Ustalona
między nimi kwota alimentów to prawie 50% jego dochodów. Po kilkunastu
miesiącach takiego życia dojrzał do tego by pogadać na temat obniżenia tej
kwoty, tak by przynajmniej był w stanie się utrzymać. Ale ona chce
oficjalnego ustalenia alimentów właśnie na takim poziomie. Nie twierdzę że
jej zbywa ale to co mu pozostaje nie pozwala mu przeżyć, przecież dorosły
mężczyzna nie może być cały czas dotowany przez rodziców bo pół pensji oddaje
na ich wnuki (póki mieszkał z rodzicami to nie chcieli od niego pieniędzy za
jedzenie tylko część płatności), teraz mamy tak że 20 nie ma śladu po
pieniądzach, wykorzystane limity w bankach, czy pożyczki od zaprzyjaźnionych
nam rosną straszliwie (nie wiemy już na czym jeszcze oszczędzać - moi rodzice
nie mogą nas dotować, zresztą byłoby to dla niego już za duże upokorzenie).
Czy może się zdarzyć, że sąd przyzna jej tak wysokie alimenty wychodząc z
założenia że jak płacił to znaczy że jest w stanie?
A i jeszcze jedno: za złożenie pozwu zapłacił mój NM ale w odpowiedzi na
pozew ona zażądała by sąd jego obciążył kosztami bo ona ma złą sytuację
materialną. Tak mi się wydaje że tych kosztów może być jeszcze sporo,
przecież jeśli się będziemy żreć o te alimenty to ilość rozpraw wzrośnie. Co
teraz? On jeszcze jakieś koszty będzie płacił? Przecież oboje chcą rozwodu a
i on jest bez pieniędzy!
Teraz wyskoczył nowy pomysł - ona chce by dołożył się do książek do szkoły bo
jej nie wystarczyło i czegoś dzieciom brakuje. Ja wiem ze są drogie ale czy w
naszej sytuacji on nie powinien do niej wystąpić o alimenty na zimowe buty,
bo nie ma a z tego co mu zostaje to nigdy sobie nie kupi?
Ja wiem, że problemy wynikają z tego że mamy wszyscy mało, bo gdyby mi na
życie wystarczało to do głowy by mi nie przyszło ograniczać słusznych potrzeb
jego dzieci ale po prostu nie wiem co dalej... A poza tym jej złośliwości
powodują że mam obawy że walka o pieniądze jest częścią batalii przeciw niemu
(nam)
Nie wiem czego od Was oczekuję, może ciepłego słowa, może jakiejkolwiek
rady...