Musze sie gdzies rozpisac. Sprawa dotyczy mojej siostry, nie mnie i nie jest
problemem macochowym, ale jest tak bulwersujaca, ze warta poruszenia.
Moja siostra ma dwie coreczki - 2,5 i 1,5 roku. Kiedy zaszla w ciaze z drugim
dzieckiem, tesciowa, ktora mieszka z nimi zaproponowala, ze zajmie sie
starsza, poniewaz ciaza siostry byla zagrozona. Po porodzie starsza spala w
pokoju u babci prawie przez rok i wydawalo sie, ze wszystko jest dobrze. Od
pewnego czasu siostra zaobserwowala dziwne zachowanie u starszej z
dzieczynek - zaczela sie boczyc, uciekala od niej, zaczela z niechecia, a
nawet czasami agresja traktowac mlodsza siostre, z ktora do tej pory swietnie
sie rozumiala i dla ktorej byla szalenie opiekuncza. Pojawil sie temat
powrotu starszej pod wzgledem spania do pokoju dziecinnego. Nagle zaczal sie
koszmar. Starsza ciagle plakala, zachowywala sie jakby sie bala swojej mamy,
po pewnym czasie zaczela ja kopac, odpychac, a jednoczesnie przy tym plakala.
Siostra delikatnie pytala ja co sie stalo, to malutka stwierdzila ze "boli ja
brzuszek i nie moze spac z Didi" - Didi to mlodsza. Siostra powiedziala, ze
ma lekarstwo na brzuszek - przytulanie - no i poskutkowalo

... ale nie na
dlugo. Mala powiedziala, ze Babcia jej mowi, ze mama jest niedobra i ja
skrzywdzi, a jednoczesnie kazala sie jej "wynosic natychmiast, won mi stad"
do mamy wlasnie!!!
Siostra poszla i zapytala tesciowa co to ma wszystko znaczyc i dlaczego tak
krzywdzi dziecko - ona na to jej odpowiedziala "nie trzeba wierzyc we
wszystko co dzieci mowia".
Dzien poxniej siostra nakryla tesciowa jak szeptala cos malej w lazience, a
mala na poczatku cichutko pisnela "boje sie!" a za chwile zaczela glosno
krzyczec "boje sie". Siostra wpadla jak burza do lazienki, mala w placz i
zaczela od niej uciekac.
Moja siostra - madra kobieta - w ciagu kilku godzin spakowala sie i kazala
mezowi sie odwiesc do mieszkania naszej kuzynki (jedyne miejsce gdzie
znajdzie troche spokoju). Zabrala obie dziewczynki i postawila mezowi
ultimatum, ze albo zatroszczy sie o oddzielne mieszkanie dla ich czworki, ale
bedzie sobie radzila sama - ale tam nie wroci. Dodam, ze szwagier do tej pory
zbywal ja w temacie oddzielnego zamieszkania, liczac, ze jakos to bedzie, a
koncentrowal sie na rozwoju firmy i tam szly wszelkie pieniadze.
Teraz jeszcze wizyty u psychologa... niestety nie wiemy jak dlugo trwalo
pranie mozgu dziecka

Siostra jest madra, silna kobieta, ukonczyla
zarzadzanie i pedagogike, ma dobre podejscie do dzieci, mysle, ze wyciagnie z
tego swoje dziecko, ale na pewno jakies rany zostana

Ale czy ktoras z Was rozumie o co tutaj chodzi??? !!! O co chodzi kobiecie,
ktora deklarowala, ze kocha "swoje wnusie"??? Jak mogla tak krzywdzic
dziecko, straszyc je, straszyc je wlasna mama, nastawiac przeciwko
siostrzyczce??? !!!
Czy to juz choroba psychiczna czy jeszcze "tylko" zimna perfidia????
Czy moe ktoras z Was wie, jakie to moze miec konsekwencje dla dziecka?
Siostra zareagowala dosc szybko... mam nadzieje