Dodaj do ulubionych

Troche bylo nam przykro w swieta

26.12.06, 09:32
No bo tak, eksia zlozyla zamowienie na konkretne prezenty dla dzieci na dwa
tygodnie przed swietami, jak co roku. Nie bylo problemu, z przyjemnoscia
pojechalismy na zakupy, starannie kupilismy co eksia zamowila, plus jeszcze
jakies male drobiazgi od nas. Jak juz wszystko bylo kupione, pieknie
zapakowane i gotowe do wyslania, to dostalismy tel od niej, ze zmienia zdanie
i zamiast tego mamy kupic gry komputerowe. Niestety juz bylo za pozno na
zmiany, po pierwsze czas nas gonil i chcielismy to wyslac by doszlo na
Gwiazdke, a po drugie nie bylismy przygotowani na drugi wydatek. Chlop
spoznil sie do pracy, wyslal najszybsza i najdrozsza przesylka (dzieli nas
ocean, wiec dwa tygodnie to nie tak duzo czasu). W wigilie dzwoni do dzieci
spytac sie jak im sie prezenty podobaly, a tu sie okazalo, ze ich mama wcale
tej paczki nawet nie odebrala z poczty. Domyslamy sie, ze powodem bylo to, ze
jej sie nie podobaly prezenty, ktore sama wczesniej zamowila...
Chlop sie poplakal.
Obserwuj wątek
    • tropicana Re: Troche bylo nam przykro w swieta 26.12.06, 09:41
      A to paskuda!
      No chyba że nie zdążyła (samochód się popsuł, autobus miał wypadek itp).
      A na przyszłość lepiej skorzystać z dostawy do domu.
      • babe007 Re: Troche bylo nam przykro w swieta 26.12.06, 14:00
        A masz pewność, że paczka doszła i nie została odebrana? Bo teraz przed
        Świętami poczta działała beznadziejnie (priorytetowa paczka nie doszła z
        Gdańska do W-wy w dwa tygodnie)
        • babe007 Re: Troche bylo nam przykro w swieta 26.12.06, 14:01
          Ja nie chcę nikogo bronić, ale do mnie paczki zza oceanu zawsze przyjeżdżają do
          domu, więc to może opóźnienie poczty a nie zła wola ex.
          • sabra210 Re: Troche bylo nam przykro w swieta 26.12.06, 14:33
            Mam pewnosc, bo eksia powiedziala, ze paczka doszla, ale jej nie odebrala.
    • reksia Re: Troche bylo nam przykro w swieta 26.12.06, 15:19
      Trochę to dziwne, że Exia decyduje lub sugeruje jakie prezenty macie kupić .W
      sumie prezent to prezent, po części też i niespodzianka.
      Równie dziwne jest stwierdzenie

      >Domyslamy sie, ze powodem bylo to, ze
      > jej sie nie podobaly prezenty, ktore sama wczesniej zamowila...

      Bo w sumie ocenianie czyjegoś zachowania, postawy czy nawet wydarzenia na
      podstawie domysłów, jest w stosunku do danej osoby bardzo nie w porządku, wręcz
      świadczy o jakimś wrogim nastawieniu do tej osoby.


      Jesli ona nie powiedziała "nie dam dzieciom prezentów bo uważam że są np
      niewłaściwe" a Wy nadinterpretowujecie fakt, że nie odebrała ich z poczty na
      czas.Moim zdaniem to świadczy o waszym negatywnym nastawieniu w stosunku do
      niej.

      Bo tak jak ktoś sugerował wyżej możliwe że nie zdąrzyła z przyczyn
      niezależnych. Niezależnych od jej być może dobrej woli.

      Macie prawo być poirytowani faktem częstej zmiany decyzji, ale macie tez prawo
      jej powiedzieć o tym, że taka jej niestabilność sprawia Wam problem.

      Jesli jasno i wyraźnie nie stawiacie granic dajecie drugiej osobie możliwość
      ich przekraczania.Wówczas moim zdaniem jednak to wy jesteście odpowiedzialni za
      tą sytuację.Bo wy daliście jej takie prawo.O co wiec macie pretensje? O to, że
      skorzystała z prawa które sami jej daliście?

      Piszesz "domyślamy się", a brzmi to jak "nakręcamy się".Gdy istenieją jakieś
      wątpliwości, to wydaje mi sie, że cywilizowany człowiek dzwoni i grzecznie je
      wyjaśnia, zanim zacznie się "domyślać".

      Kobieta faktycznie nie grzeszy taktem, skoro narzuca rodzaj kupowanych
      prezentów byłemu partnerowi.

      Miałabyś chyba prawo irytować się, że w jakiś tam "zawoalowany" sposób sprawuje
      kontrole nad np zakupem prezentów, ale nie masz moim zdaniem prawa "domyslania
      się", a tym samym robienia facetowi rozdartemu emocjonalnie sieczki z mózgu.

      Skoro płakał to potrzebuje wsparcia, a nie parcia.


      • babe007 Re: Troche bylo nam przykro w swieta 26.12.06, 15:53
        reksia napisała:

        > Trochę to dziwne, że Exia decyduje lub sugeruje jakie prezenty macie kupić .W
        > sumie prezent to prezent, po części też i niespodzianka.
        > Kobieta faktycznie nie grzeszy taktem, skoro narzuca rodzaj kupowanych
        > prezentów byłemu partnerowi.
        >

        Ja odniose sie tylko do tej części. Jezeli ojciec na stałe jest za granicą to
        zakładam, że z dziećmi widuje się niezbyt często (tak jak moi rodzice, a
        dziedkowie moich dzieci, ze swoimi wnukami). Naturalną sprawą jest wtedy
        zapytać co dzieci chciałyby dostać pod choinkę (mama mając je na codzień
        orientuje się lepiej). W końcu to im ma się tem prezent podobać, a nie
        kupujacym. Także nie zgadzam się, że matka nietaktownie narzuca swoją wolę (no
        chyba, że wymyśla wyłącznie rzeczy niezwykle kosztowne). Ja swoich rodziców też
        (na ich prośbę) instruowałam "co ma przynieść Mikołaj". A co do zmiany decyzji
        w ostatniej chwili - no cóż ex chyba musiała sie liczyć z tym, że zakupy juz
        mogły być dokonane. Przykre, ze nie zdążyła ich odebrać (może zastała awizo w
        skrzynce 22/12 bedąc w szale świątecznych przygotowań), ale może niesłusznie
        oskarżacie ją o premedytację? Nie znam Waszych układów, ale z własnego
        doświadczenia wiem, że negatywne nastawianie się do kogoś i wewnętrzne
        eskalowanie, może niezbyt wielkiego problemu, nie prowadzi do niczego dobrego.
        • reksia Re: Troche bylo nam przykro w swieta 26.12.06, 16:22
          babe 007 napisała:

          >Naturalną sprawą jest wtedy
          >zapytać co dzieci chciałyby dostać pod choinkę (mama mając je na codzień
          >orientuje się lepiej).


          Tak naturalną rzeczą jest zapytać( gdy ktoś ma np problem z wyborem prezentu smile)

          Natomiast nienaturalną( czy precyzyjniejsmile- nietaktowną) rzeczą jest sugerować,
          co powinno znaleźć sie pod choinką, gdy ktoś nie pyta.
          • babe007 Re: Troche bylo nam przykro w swieta 26.12.06, 17:04
            Ale z tego, co zauważyłam, "składanie zamówienia" nie jest problemem, tylko
            zmienianie go w ostatniej chwili.

            A tak swoją drogą kupowanie prezentu dziecku, którego zainteresowań i marzeń
            się nie zna, (bo ciężko znać dynamicznie rozwijające się dziecko, jeżeli widuje
            się je niezbyt często), bez konsultacji, czy to z zainteresowanym (jak starsze
            i nie wierzy w Mikołaja), czy z osobą, która te marzenia zna, (czyli w tym
            przypadku mamą)jest robieniem SOBIE dobrze. Oczywiście może się zdarzyć, że
            trafisz - i wtedy wszyscy są szczęśliwi, ale może być też odwrotnie, (ale w
            sumie kupującego to nie bardzo wtedy interesuje - prezent kupiony, a ze nie
            trafiłem - trudno, ja swoje zrobiłem).

            Także pozwolisz reksiu, że się z tobą nie zgodzę. Nie widzę nic zdrożnego w
            informowaniu nieobecnego rodzica, co obecnie jest marzeniem jego dziecka.
            Posunę się nawet dalej i stwierdzę, że brak pytania ze strony "oddalonego"
            rodzica(na zasadzie, co radzisz) byłby przejawem, hmmm, no nie wiem, może
            egoizmu, zadufania w sobie ("kupię to, co JA uważam za stosowne, a jak się nie
            będzie podobało to nie mój problem"). Powtórzę, jedyne to, co może być w tym
            przypadku niestosowne (moim zdaniem) to sugerowanie WYŁĄCZNIE bardzo drogich
            zabawek.

            • reksia do Babe 27.12.06, 10:49
              Mam nieco inne zdanie w tej sprawie .Uważam, że to ojciec powinien odpowiednio
              wczesniej wypytać dziecko o czym marzy.
              To ojciec powinien miec "swój świat z dzieckiem" i matce dziecka nic do tego.
              Matka dziecka nie musi kontrolować ojca, jeśli nie jest patologiem.

              Ja sie troszkę uprę.Uważam jednak, że rozwód powinien być bardzo świadomą
              decyzją.
              Taką za którą obie strony biorą pełną odpowiedzialność.
              Uprę się również przy tym, że konsekwencją rozwodu jest całkowieta utrata
              więzi między małzonkami.
              Moim zdaniem jesli wyglada to inaczej to zaczyna sie .....
              -dziwne konkubinaty, gdzie do końca nie wiadomo, jakie kto ma prawa i jaką i za
              co bierze odpowiedzialnośc itd.

              Rozwód jest rozwodem i znaczy tyle, że dane osoby nie łączy już nic.

              Wejdź na samodzielne i zobacz ile z nich rozwiodło sie "w ferworze" i nagle są
              zdziwione, że rozwód nastapił.
              Zobacz ile osób bierze odpowiedzialności za zaistniały rozwód, ile ma taka
              nature, że pragnie drugą stronę, jej kieszeń, czy też emocje nadzorować nadal.
              Nadal sprawować nad partnerem (juz w tym wypadku byłym) jakąkolwiek
              kontrol.Itd ,Itp.

              Więc wielokrotnie naciskam i będę naciskac na to, iż rozwód powinno się brać w
              odpowiedzialny sposób i ponosić pełne tego konsekwencje.

              Zaznaczam jedno rozwodzą sie osoby dorosłe, a nie rodzic z dzieckiem.


              A to nie ma nic wspólnego z egoizmem, zadufaniem czy "robieniem sobie
              dobrze"przez jednego z rodziców.

              Natomiast pewna asertywność względem "byłych" jest niezbędna dla dobrych i
              zdrowych relacji , szczególnie w przypadkach gdy jedna ze stron nie wzieła
              PEŁNEJ odpowiedzialności za rozwód i nie godzi sie na konsekwencje rozwodu.

              Konsekwencją rozwodu jest rozpad całkowity związku miedzy dwojgiem osób.
              • babe007 Re: do Babe 27.12.06, 10:59
                Niby tak, ale nie do końca. Bo choćby skały srały i choćby żadna ze stron sobie
                tego nie życzyła to tych dwoje ludzi bedą do końca życia łączyły ich wspólne
                dzieci, a później wnuki. I jest to więź, choć nie ma nic wspólnego z miłością,
                czy pociągiem fizycznym. No chyba, że tatus się wypnie, albo mamusia ucieknie z
                dzieckiem i zniknie skutecznie. Ale chyba nie mówimy o patologiach....?
                • reksia Re: do Babe 27.12.06, 15:56
                  babe007 napisała:

                  > Niby tak, ale nie do końca. Bo choćby skały srały i choćby żadna ze stron
                  sobie
                  >
                  > tego nie życzyła to tych dwoje ludzi bedą do końca życia łączyły ich wspólne
                  > dzieci, a później wnuki. I jest to więź,



                  No i tu chyba doszłyśmy do różnicy w naszym spojrzeniu na tą sprawę.
                  Ja myślę, że wręcz nie powinno ich juz nic łączyć.

                  Są osoby które zdecydowanie nie chcą posiadać jakiejkolwiek więzi z byłym
                  partnerem i mają prawo odciąć się kompletnie od byłego partnera. Tak jak
                  oddzielasz się np od byłego chłopaka sprzed lat którego np juz nawet imienia
                  nie pamietasz.Mijasz na ulicy, odpowiadasz "cześć", ale jest to już zupełnie
                  obca osoba.

                  Relacja matka-dziecko i ojciec-dziecko, to po rozwodzie powinny być
                  zdecydowanie dwie odrębne relacje.
                  Moim zdaniem nie ma juz nic wspólnego.
                  Każdy z rodziców powinien mieć prawo , wręcz obowiązek do układania z dzieckiem
                  swej własnej relacji, niezależnej od byłego partnera.


                  • babe007 Re: do Babe 27.12.06, 16:23
                    To ja zdecydowanie wole swój układ. Więzi emocjonalnej z exem nie mam (po tym,
                    ze własnie sie wprowadziła do niego kobieta mniemam, że on ze mną tez nie), ale
                    mimo wszysko łącza nas dzieci. Spotykamy się na szkolnych uroczystościach
                    (siedzimy wtedy razem - oczywiście nie trzymając sie za rączki wink ),
                    zebraniach. Kiedy urodziny któregoś z dzieci są organizowane u mnie - zapraszam
                    i ojca i babcię (ponieważ w tym roku była juz partnerka (taka na stałe) - a
                    wiem, że jest dla moich dzieci miła - to i ona również została zaproszona -
                    wymówiła sie pracą - co rozumiem). Kiedy urodziny wypadają u taty - wtedy
                    zaproszona jestem ja. Nie skaczemy sobie do gardeł i nie udajemy, ze jesteśmy
                    sobie zupełnie obcy - bo to nieprawda. Przestalismy być małżonkami, kochankami,
                    ale ciagle jesteśmy rodzicami dwójki dzieci. Nie jesteśmy przyjaciółmi (raczej
                    nie będę się jemu żalić na swojego facea, ani nie spodziewam się, żeby on
                    wylewała swoje żale związane z obecna kobietą), ale jesteśmy w stanie całkiem
                    przyjemnie porozmawiac o dupie maryni, polecić sobie ostatnio przeczytaną
                    książke czy obejrzany film. Kontaktujemy sie wyłacznie w sprawach dotyczących
                    dzieci i ponieważ okres nienawiści mamy juz za sobą to jeżeli na polu "dzieci"
                    żadna ze stron nie robi nic głupiego to darzymy się "życzliwą obojętnością".

                    Czy w związku z tym uważasz, że w naszym układzie jest coś złego? Bo cytuję "Ja
                    myślę, że wręcz nie powinno ich juz nic łączyć. "

                    Aha, moim skromnym zdaniem porównanie z byłym chłopakiem nie trafione. Nie mam
                    dzieci z byłymi chłopakami. Z byłym mężem i owszem smile.
                    • reksia Re: do Babe 27.12.06, 16:47
                      Babe zastanowiłam się nad tym co napisałaś.Nie myślę by było coś złego w takich
                      relacjach jakie ty opisujesz.Myśle jednak, że każda sytuacja jest faktycznie
                      indywidualna. Myślę również, że bardzo wiele zależy od tego z jakiego powodu
                      nastąpił rozpad związku. Dużo zależy od tego na ile kto został w trakcie
                      małżeństwa skrzywdzony, jaka został wychowany, jaki ma próg odporności
                      emocjonalnej itd, itp.
                      Mnie z moim byłym nie łączy kompletnie nic. Gdybym miała nawet możliwość nie
                      zamieniłabym z nim ani słowa. Bo nie miała bym po co. Nie miałabym o czym z nim
                      rozmawiać. Na samą myśl o takiej rozmowie czuje ciarki na ciele.Wydarzyło się
                      zbyt dużo zła pomiedzy nami.

                      W momencie gdy mój M zaczyna np rozmwiac ze swoją byłą , jej automatycznie
                      włącza się "pepe wróć". Zawsze potem wynikają ciągnące się problemy.
                      Mam więc takie, a nie inne doświadczenia .

                      Pozwolisz więc, że zostanę przy swoim spojrzeniu na tego typu sprawy .
                      A Tobie gratuluje umiejetności utrzymania tak radosnych i pozytywnych relacji.
                      Niestety chyba nie w każdej sytuacji, da się takie zachować. Ludzie są bardzo,
                      ale to bardzo różni i nie ma dwóch identycznych sytuacji.

                      A swoją drogą nie boisz się ze np Twoje pozytywne relacje, wasze spotkania
                      (chodzby nawet na występach dziecka) z byłym mogą np w jego partnerkach budzić
                      lęk, niepokój?
                      • chalsia Re: do Babe 27.12.06, 16:55
                        > A swoją drogą nie boisz się ze np Twoje pozytywne relacje, wasze spotkania
                        > (chodzby nawet na występach dziecka) z byłym mogą np w jego partnerkach
                        budzić
                        > lęk, niepokój?

                        a to już problem tychże i w pewnym stopniu również eksa Babe. I rozwiązać go
                        może tylko eks Babe.
                        Chalsia
                      • babe007 Re: do Babe 27.12.06, 17:01
                        > A swoją drogą nie boisz się ze np Twoje pozytywne relacje, wasze spotkania
                        > (chodzby nawet na występach dziecka) z byłym mogą np w jego partnerkach
                        budzić
                        > lęk, niepokój?

                        Hmmm, to juz byłby ich problem wink (świadczący zreszta moim zdaniem o niskiej
                        samoocenie i niepewności co do uczuć ze strony swojego misia ;-P)
                        Ja wiem, że etap romantyczny w stosunkach z moim ex minął już dawno i
                        bezpowrotnie. On nie jest dla mnie mężczyzną, tylko ojcem moich dzieci. Czujesz
                        różnicę?

                        Rozumiem, że są takie sytuacje, kiedy tej drugiej osoby nie chce się znac,
                        widzieć i mieć z nią nic wspólnego (też mam za sobą taki związek - na szczęście
                        bez dzieci!). Ale w przypadku kiedy są dzieci chcąc nie chcąc nie unikniesz
                        pewnej więzi (nawet jeżeli pod słowem więź nie kryje sie nic pozytywnego). Czy
                        tego chcesz, czy nie twoje dziecko (dzieci) noszą w sobie połowe genów swojego
                        ojca i patrząc w ten sposób nie zrywając więzi z dziecmi nie pozbędziesz się
                        tego faceta ze swojego życia już nigdy. Bo to syn spojrzy na ciebie dokładnie
                        tym samym wzrokiem co ex. A to córka zrobi jakiś charakterystyczny gest -
                        jedyny w swoim rodzaju, zupełnie taki sam jak ojciec. Przed tym nie uciekniesz.
                        ZAWSZE będą was wiązać dzieci. Może tylko, a może aż.
                        • reksia Re: do Babe 27.12.06, 17:16
                          babe007 napisała:
                          >
                          > Hmmm, to juz byłby ich problem wink (świadczący zreszta moim zdaniem o niskiej
                          > samoocenie i niepewności co do uczuć ze strony swojego misia ;-P)


                          No widzisz Babe i tu jest ta odpowiedzialność za drugiego człowieka, o której
                          ja mówię.
                          Manipulowanie byłym partnerem może być bardzo, ale to bardzo zawoalowane i
                          maxymalnie wyrafinowane. Delikatne jak niewidzialna mgiełka, ale jednak
                          istniejące...

                          ... i tu jest kwestia tego, kto na ile sobie pozwala.
                          • babe007 Re: do Babe 27.12.06, 17:42
                            A cóż to ma być za odpowiedzialność i konkretnie za którego człowieka (w tej
                            szczególnej sytuacji). Ja nikogo do niczego nie zmuszam (czasem siebie, bo
                            wizyta w moim dawnym mieszkaniu, z którego wyszłam z dziećmi i przysłowiową
                            walizką mimo, że wniosłam w nie wielki - nie tylko materialny wkład, nie należy
                            do przyjemności, ale jeżeli jestem zaproszona na urodziny któregoś z moich
                            dzieci to nie będę robić fochów). Nie robię nic złego, a że twoim zdaniem jakaś
                            zupełnie obca mi kobieta ma się z tego powodu źle poczuć dlatego, że nie
                            potrafi sobie poradzic ze swoimi emocjami? No sorry, ale to juz zadanie jej
                            partnera, żeby ją przekonać, że jest najważniejsza na świecie a ja znaczę dla
                            niego tyle co zeszłoroczny śnieg. W końcu tu chodzi o ważne wydażenia w życiu
                            dzieci, które chcą pochwalić się rezultatem swojej wielotygodniowej pracy przed
                            mama tak samo jak i tatą. Z tego co wiem nie było to do tej pory problemem, ale
                            jeżeli partnerka mojego ex ma sie z tego powodu poczuć bezpieczniej, to
                            zapraszam serdecznie również i ją! Mi to tam rybka. Możemy sobie na ławeczce
                            posiedzieć w trójkę wink
                        • reksia Re: do Babe 27.12.06, 17:23
                          Babe, czy dla Ciebie jest jakas różnica w stwierdzeniu;
                          -ojciec dzieci,
                          a stwierdzeniu:
                          -ojciec moich dzieci?
                          • babe007 Re: do Babe 27.12.06, 17:33
                            Dziwne, że się pytasz?

                            Oczywiście, że tak. Ojciec dzieci - to jakiś abstarkcyjny facet ojciec
                            abstrakcyjnych dzieci. A ojciec moich dzieci (no jeszcze mogłabym napisać
                            naszych - co również byłoby zgodne z prawdą) to jeden konkretny facet (no i
                            bardzo konkretne dzieci, których jestem matką).

                            Skąd to dziwne pytanie?
                            • reksia Re: do Babe 27.12.06, 17:37
                              smile)))) inaczej je rozumiemy
                              • babe007 Re: do Babe 27.12.06, 17:44
                                A jak jeszcze można to zrozumieć? Serio, ciekawa jestem. Może twoja
                                interpretacja jest prawdziwsza i zmienię zdanie (w końcu nie jestem krową wink )
                                • reksia Re: do Babe 27.12.06, 17:58
                                  Babe dla mnie słowo "mój" oznacza jakąś przynależność , posiadanie , własność,

                                  Dokładnie w myśl definicji

                                  Mój-«zaimek przymiotnikowy dzierżawczy odpowiadający zaimkowi osobowemu ja»
                                  a) «oznaczający, że to, co jest wyrażone przez rzeczownik, którego dotyczy,
                                  należy lub odnosi się do osoby mówiącej»: Moje mieszkanie. To pewno moja wina.
                                  b) «oznaczający, że to, co wyraża rzeczownik, któremu towarzyszy, jest
                                  szczególnie lubiane przez osobę mówiącą»: Zielony to mój kolor.

                                  Były partner nie jest "mój".
                                  • babe007 Re: do Babe 27.12.06, 18:03
                                    Czy ja gdzieś napisałam, ze on jest mój (brrr, uchowaj Boże ;-P)? Dzieci sa
                                    moje (i jego) i tak się kurde składa, ze on tych MOICH dzieci jest ojcem. Cos
                                    się nie zgadza?

                                    Oczywiście możemy pójść w takie dywagacje, że dzieci nie są własnością
                                    rodziców, tylko należą do szeroko pojętego "świata" (czy coś w tym rodzaju)ale
                                    myślę, ze zarówno ja jak i ty rozumiemy stwierdzenie "moje dzieci"
                                • reksia Re: do Babe 27.12.06, 18:01
                                  babe007 napisała:

                                  > A jak jeszcze można to zrozumieć? Serio, ciekawa jestem. Może twoja
                                  > interpretacja jest prawdziwsza i zmienię zdanie (w końcu nie jestem krową ;-
                                  )
                                  > )


                                  Babe ja nie chcę byś zmieniała zdaniesmile
                                  Zostań przy swoim .To interesujące, że ten świat jest taki różnorodnywinkŻe kazdy
                                  z Nas jest inny.

                                  Muszę już zmykać Miłego wieczorkuwink
                  • dzk35 Re: do reksi 28.12.06, 08:09
                    > No i tu chyba doszłyśmy do różnicy w naszym spojrzeniu na tą sprawę.
                    > Ja myślę, że wręcz nie powinno ich juz nic łączyć.

                    > Relacja matka-dziecko i ojciec-dziecko, to po rozwodzie powinny być
                    > zdecydowanie dwie odrębne relacje.
                    > Moim zdaniem nie ma juz nic wspólnego.
                    > Każdy z rodziców powinien mieć prawo , wręcz obowiązek do układania z
                    > dzieckiem swej własnej relacji, niezależnej od byłego partnera.

                    ja też twierdzę reksiu, że nie masz racji - dla dzieci lepiej jeśli rodzice
                    potrafią się w ich sprawach porozumieć, po rozwodzie nie powinno być tak że
                    dziecko ma osobno ojca a osobno matkę, tylko ojca i matkę nie żyjących i nie
                    mieszkających razem ale rodziców a nie dwoje osobnych ludzi! jeżeli tak
                    traktujemy sprawę to w efekcie wychodzi na to że dla matki ojciec dzieci staje
                    się jedynie dawcą nasienia (no i alimentów) a dla ojca matka jest macicą (i
                    opiekunką) a to chyba nie jest zbyt dobre i zdrowe...
                    no i poza tym jest jeszcze zjawisko synergii... warto korzystać, dla dobra
                    własnych dzieci (oczywiście jeśli się da, nie wbrew zdrowemu rozsądkowi, bo nie
                    można się dogadywać z kimś kto tego nie chce lub może to źle wykorzystać)
                    • reksia Re: do reksi 28.12.06, 13:39
                      dzk35 napisała:
                      > jeżeli tak
                      >traktujemy sprawę to w efekcie wychodzi na to że dla matki ojciec dzieci staje
                      >się jedynie dawcą nasienia (no i alimentów) a dla ojca matka jest macicą (i
                      >opiekunką) a to chyba nie jest zbyt dobre i zdrowe...

                      To ja czegoś nie rozumie .Niby czym ma się stać mężczyzna po rozwodzie? Opoką?
                      Podporą byłej żony?
                      O jakim dawcy nasienia i alimentów ty mówisz?
                      O jakiej macicy i opiekunce? Bo ja nie rozumię.

                      Po rozwodzie alimenty to prawny obowiązek np ojca. Tak jak w przypadku matki
                      łożenie na dzieci i opieka jeśli jej została przyznana.

                      Ale o jakim związku po rozwodzie, macicy i nasienia my mówimy? Domyślam sie, że
                      to jakiś skrót myślowy.Przybliż, bo ja nie łapię.

                      Piszesz o synergii ,nie sądzę aby była wskazana jeśli nie jest podbudowana np
                      szczerością czy spontanicznością w działaniu.

                      Mój były partner sprawił mi tak wiele krzywdy, fizycznej i psychicznej.Nie do
                      przyjęcia, że w np moim wypadku jakakolwiek wspólna rozmowa nie wchodzi wogóle
                      w grę, bo mój organizm juz poza moją świadomością reaguje w taki sposób, że
                      rozmowa jest niemożliwa.
                      Nie chce publicznie wchodzić w szczegóły, bo nie ma sensu.Ogólnie:
                      Dla mnie rozmowa z tym człowiekiem oznacza fizyczne cierpienie.Gdy ten człowiek
                      się zbliża ja się duszę, nie mogę oddychać, mam silne nerwobóle, moje dłonie
                      drżą jakbym miała dostać padaczki.Moje plecy oblewa zimny pot , mam gęsią
                      skórkę.I nie jestem w stanie powstrzymać tych panicznych reakcji w żaden
                      sposób.Przy jakiejkolwiek wyjatkowo dobrej woli.

                      Gdy dodatkowo nie ma jeszcze przy mnie kogokolwiek, a ten człowiek sie zbliża
                      mnie strach paraliżuje.Ja jeszcze nie radzę sobie z paniką, która mnie ogarnia.
                      Wiem ,że może to być trudne do zrozumienia dla kogoś kto nie odczuwa tak
                      intensywnych doznań na widok byłego mężą .


                      Więc być może w takim układach jest możliwe nazwijmy to "współdziałanie
                      rodziców na rzecz dzieci"
                      Ale nie zawsze jest to możliwe i nie zawsze wskazane.Tak mysle na podstawie
                      mojej sytuacji.


                      Mój przykład jest być moze skrajny, ale podam dla odmiany przykład mojego M.


                      Za kazdym razem gdy dojdzie do jego rozmowy z byłą żoną .Pomimo tego, iż ona
                      wie o tym, iz jest on mężem juz drugiej kobiety. Za każdym razem jakikolwiek
                      jego ciepły, czy ludzki gest w jej stronę, jest odbierany przez nią jak
                      nadzieja na powrót tamtego związku.
                      Zaczyna sie wówczas akcja "pepe wróć" i wypychanie dzieci na pierwszą linię. O
                      jakim w takich wypadkach mozna mówić współdziałaniu? Manipulowała i zniszczyła
                      już w ten sposób jego kilka związków .Facet ucieka od niej gdzie pieprz rośnie.


                      Mamy wszyscy wokół "porozwodowi" żyć w związkach "bigamicznych"?
                      Wiesz taki ukryty bigamizmsmile ?
                      To w takiej sytuacji mądrzejszym było by ograniczenie możliwości dawania sądom
                      tak wielu rozwodów.
                      Rozwody powinny być możliwe tylko i wyłącznie w przypadkach szczególnych.
                      • chalsia Re: do reksi 28.12.06, 14:05
                        jeśli tak reagujesz na osobę swojego eksa to się Reksiu lecz tzn. skorzystaj z
                        pomocy np.psychoterapeuty.
                        Twoja sytuacja tak rzutuje na Twoje postrzeganie, że rzadko widzisz inne
                        możliwości.

                        Zgadzam się z Dzk i Babe (a także to samo twierdzą psychologowie dziecięcy) -
                        bardzo zle dla dzieci (zwłaszcza młodszych) jest gdy rodzice nie utrzymuja ze
                        soba jakichkolwiek kontaktow, mają totalnie inne zasady wychowawcze, bo
                        wprowadza to min. niebezpieczeństwo manipulacji przez dziecko.
                        Dla dziecka naprawdę ważne jest by móc w istotnych dla niego chwilach miec obok
                        siebie oboje rodziców.

                        Czyli, by jednak dla dzieci było lepiej, potrzebny jest jakiś rodzaj kontaktu
                        czyli innymi słowy więzi - więzi opartej na fakcie, że jest się rodzicami
                        wspólnego dziecka i że chce się by dziecko dobrze sie rozwijało i wychowywało.
                        Chalsia
                        • reksia do Chalsi 28.12.06, 14:22
                          >jeśli tak reagujesz na osobę swojego eksa to się Reksiu lecz tzn. skorzystaj z
                          >pomocy np.psychoterapeuty.
                          >Twoja sytuacja tak rzutuje na Twoje postrzeganie, że rzadko widzisz inne
                          >możliwości.


                          Dzięki Chalsiu ."LECZĘ SIĘ" wink Z tym, że mój psycholog stwierdził, iz to czego
                          ja potrzebuję to terapia wspierajaca ( z której korzystałam ) a nie LECZENIE.

                          Mylisz się też znacznie, jeśli twierdzisz że moja sytuacja tak rzutuje na moje
                          postrzeganie iż ogranicza moje widzenie.
                          Wydaje mi sie iz wyraźnie podkresliłam, że możliwe są inne rozwiązania. Uważam
                          jednak że było by miło gdyby ktokolwiek zauważył iż istnieja takie sytuacje jak
                          moja gdzie kontakt między rodzicami jest wręcz niewskazany albo z pewnych
                          względów kompletnie niemożliwy.
                          • chalsia Re: do Chalsi 28.12.06, 14:31
                            > jednak że było by miło gdyby ktokolwiek zauważył iż istnieja takie sytuacje
                            jak
                            >
                            > moja gdzie kontakt między rodzicami jest wręcz niewskazany albo z pewnych
                            > względów kompletnie niemożliwy.

                            oczywiście, że istnieją. Ale nie jest to "zalecany" model, bo są lepsze.
                            Chalsia

                            ps. psychoTERAPIA to także forma leczenia
                            • natasza39 Re: do Chalsi 28.12.06, 15:00
                              chalsia napisała:

                              > oczywiście, że istnieją. Ale nie jest to "zalecany" model, bo są lepsze.

                              NAjbardziej "zalecana" ze względu na dzieci to jest chalsiu pełna rodzina z
                              mamą, tatą kochającymi się na zabój i na doczepke z dziadkami też kochającymi
                              się.
                              Model jaki ma reksia zdarza się niestety dość często.
                              Szczególnie wtedy gdy rozwód odbywał się w drastycznych okolicznościach, albo
                              jest nastepstwem drastycznych wydarzeń.
                              Osobiście nie wyobrażam sobie współpracy jakiejkolwiek po rozwodzie z moim
                              śp.męzem. Jeśli pod koniec jego życia nie mogłam się dogadać z nim w
                              jakichkolwiek kwestiach i reagowałam równie alergicznie na jego osobę watpię
                              aby w przyszłości mogłoby się to zmienić.
                              Z przerazeniem obserwuję również, jak w jakichkolwiek sprawach nie mogą się
                              dogadać mój M i jego ex.
                              Zawsze było im trudno, ale po akcjach które zafundował ostatnio ex watpię,
                              znając uparta naturę zodiakalnego barana, aby kiedykolwiek było to możliwe.

                              Na szczęście dzieci są na tyle duże, że kwestoe ich dotyczące mogą omawiać
                              bezpośrednio z ojcem, bo ostatnia sprawa z wyborem gimnazjum młodszego
                              dziecięcia skończyła się totalną awanturą rodziców.
                              Zaproponowałam zatem nieśmiało, aby na razie, omawiał pewne sprawy bezpośrednio
                              z dziećmi, bez udziału matki.
                              Mam nadzieję, że dzieciaki nie będą nastręczać żadnych problemów poważnych w
                              przyszłości, bo nie wyobrażam sobie jak ci dwoje ludzi kiedyś dogaduje się ze
                              sobą ze spokojem, choćby temat dotyczył ich dzieci właśnie.

                            • reksia Re: do Chalsi i Dzk35 28.12.06, 15:20
                              Jako osoba wg Chalsi teorii"CHORA", bo korzystajaca z TERAPII WSPIERAJĄCEJ po
                              rozwodzie z patologicznym alkoholikiem, wielokrotnie nara żającym moje zycie na
                              niebezpieczeństwo, nie będę sie już sprzeczać, odnośnie tego tematu, bo rozumie
                              ze zostanę z góry znegowana.

                              Z ciekawości przed chwilką spytałam mojego M, jak on widzi tą sprawę.Czy była
                              para po rozwodzie powinna się wspierać w wychowaniu ich wspólnego potomstwa i
                              utrzymywać kontakt w przyjacielskim tonie?

                              Mój M popatrzył na mnie i stwierdził, że chyba mam gorączkę.Że np w jego
                              przypadku, nikt go nie zmusi, nawet siłą do kontaktu z jego byłą, bo on tego
                              kontaktu kompletnie nie chce i nie czuje najmniejszej potrzeby. Nie widzi tez
                              zasadności, dlaczego taki kontakt miałby być zdrowy dla dzieci.Chyba, że co
                              niektóre dzieci miały by byc skazane na ogladanie kłótni miedzy rodzicami, az
                              do swej pełnoletności.

                              Próbuje zrozumiec skad wynika ta róznica w naszym mysleniu i nie wierze ze
                              tylko z powodu korzystania przeze mnie z terapii wspierajacej.

                              Mozliwe ze predzej działa tu zasada "punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia.?
                              Mam pytanie do Chalsi i Dzk35 jeśli mozna. W jakich żyjecie związkach? Czy są
                              to związki stałe? Czy jesteście osobami samotnie wychowujacymi dzieci? Czy
                              jestescie macochami? Czy macie pasierbów? Jesli tak to w jakim wieku?i czy
                              macie z nimi kontakt?
                              • chalsia Re: do Chalsi i Dzk35 28.12.06, 15:27
                                > Mam pytanie do Chalsi i Dzk35 jeśli mozna. W jakich żyjecie związkach? Czy są
                                > to związki stałe? Czy jesteście osobami samotnie wychowujacymi dzieci? Czy
                                > jestescie macochami? Czy macie pasierbów? Jesli tak to w jakim wieku?i czy
                                > macie z nimi kontakt?

                                wystarczy wrzucić nick w wyszukiwarkę by się dowiedzieć.

                                Ale ułatwię Ci co do swojej osoby - jestem eks-samodzielna mama. Reszta pytań
                                pozostanie bez odpowiedzi, bo ma się nijak do tematu.

                                > Mój M popatrzył na mnie i stwierdził, że chyba mam gorączkę.Że np w jego
                                > przypadku, nikt go nie zmusi, nawet siłą do kontaktu z jego byłą, bo on tego
                                > kontaktu kompletnie nie chce i nie czuje najmniejszej potrzeby. Nie widzi tez
                                > zasadności, dlaczego taki kontakt miałby być zdrowy dla dzieci

                                No jasne, że on sam nie chce. Mnie też OSOBIŚCIE, dla mnie samej, kontakt z
                                eksem jest zbędny.
                                Tylko, że to o dzieci chodzi a nie o nas - dorosłych.
                                A to, że Twój M nie widzi zasadności czemu taki kontakt miałby być zdrowy dla
                                dzieci, to tylko świadczy o tym, że mało na ten temat wie.
                                Chalsia
                                • reksia Re: do Chalsi i Dzk35 28.12.06, 15:41
                                  chalsia napisała:

                                  > > A to, że Twój M nie widzi zasadności czemu taki kontakt miałby być zdrowy
                                  dla
                                  > dzieci, to tylko świadczy o tym, że mało na ten temat wie.
                                  > Chalsia

                                  Mój M walczy już od ponad roku, o to by wogóle mieć kontakt z własnymi dziecmi,
                                  wiec negowanie go w jakikolwiek sposób jako ojca uważam za niezasadne.
                                  Ojczymem jest fantastycznym.Widziałam tez jego wczesniejszy kontakt z dziećmi
                                  jego własnymi był bardzo dobry.Do tego stopnia ze starszy syn chciał zamieszkac
                                  z nami.Wówczas kontakt jego z dziecmi został uciety przez "kochającą mamę".

                                  Ma więc chyba prawo nie chciec widywać sie z "kochajacą mamą"
                                  • dzk35 Re: do Chalsi i Dzk35 28.12.06, 15:52
                                    reksiu, odbierasz za bardzo osobiście, Wam się tak poukładało ale to nie znaczy
                                    że inny model rodziny jest zły, nie zasklepiaj się w swoim spojrzeniu na świat,
                                    ja też bym nie chciała mieć nic wspólnego z takim człowiekiem jak opisujesz
                                    swojego byłego ale gdyby on był inny to najlepszym rozwiązaniem byłoby
                                    gdybyście oboje dbali o dobro swoich dzieci...
                                    mój partner nie ma kontaktu z żoną, wewnętrznie się cieszę bo jak jeszcze mieli
                                    (zerwany jest z jej inicjatywy i niemożliwy do nawiązania - ucina wszelkie
                                    kontakty) to nam nieźle namieszała ale widzę że brak porozumienia między nimi
                                    odbija się na dzieciach, brak jednolitego wychowania zaczyna wychodzić... i
                                    wybacz ale nie uwierzę że ta sytuacja jest lepsza niż gdyby przynajmniej w
                                    podstawowych sprawach się porozumiewali i współdziałali
                                    • reksia Re: do Dzk35 28.12.06, 16:14
                                      Dzk35 piszesz o tym, że brak jednolitego wychowania zaczyna "wychodzić" .......
                                      .... ale taki brak również wystepuje bardzo często w pełnych rodzinach. W
                                      takich rodzinach nastolatkowie równiez wykorzystują taka sytuację, gdyż
                                      normalnym stanem dla odcinającego sie nastolatka jest wzmożony egoizm własny.

                                      i na litość przestańcie mi wmawiać moje zasklepianie sie, bo gdybym sie
                                      zasklepiała, wogóle na tym forum nigdy by mnie nie było
                                      • chalsia Re: do Dzk35 28.12.06, 16:29
                                        > Dzk35 piszesz o tym, że brak jednolitego wychowania
                                        zaczyna "wychodzić" .......
                                        > .... ale taki brak również wystepuje bardzo często w pełnych rodzinach. W
                                        > takich rodzinach nastolatkowie równiez wykorzystują taka sytuację, gdyż
                                        > normalnym stanem dla odcinającego sie nastolatka jest wzmożony egoizm własny.

                                        ale przy rodzicach będących razem (a także przy rodzicach nie będących ze sobą
                                        ALE współpracujących) szybko się takie zapędy nastolatka (i młodszego dziecka
                                        tez) WERYFIKUJE i sprowadza "delikwenta do parteru".
                                        Nigdy nie ma tak, aby rodzice oboje w 100% trzymali jedną, tę samą linię
                                        wychowawczą, ale ilość rozbieżności wzrasta zawsze przy nieumiętności
                                        współpracy.

                                        Taki Ci prosty przykład podam - moje dziecko ma ciężką alergię pokarmową. W
                                        domu dieta jest ściśle przestrzegana, a u ojca przytrafiają się całkowicie
                                        świadome "wpadki", mimo iż jest dokładnie poinformowany czego dawać nie można a
                                        co można. No i jak potem takiemu dziecku mam tłumaczyć, że produktu X nie może
                                        jeść, skoro ojciec mu go dał? I ile to to kosztuje wysiłku?
                                        Chalsia
                                  • chalsia Re: do Chalsi i Dzk35 28.12.06, 15:52
                                    > Ma więc chyba prawo nie chciec widywać sie z "kochajacą mamą"

                                    Tiaaaaa, nie ma jak pozostać w piaskownicy ...
                                    Chalsia
                              • dzk35 Re: do Chalsi i Dzk35 28.12.06, 15:28
                                jestem next, bez własnych dzieci; mój partner nie ma żadnego kontaktu z matką
                                dzieci; znam pasierbów i lubię, mają po kilkanaście lat
                      • dzk35 Re: do reksi 28.12.06, 15:12
                        kochana reksiu, to że Wam (ani Tobie ani Twojemu mężowi – obecnemu) się nie
                        udało stworzyć niczego dobrego po rozwodzie, to nie znaczy że stan taki jest
                        jedyny ani najlepszy! ponieważ wypowiadasz się kategorycznie że po rozwodzie
                        należy zerwać wszelkie związki i to jest jedynie słuszne rozwiązanie, to
                        ponieważ mam inne zdanie, przekazałam je – ja nie twierdzę że, wbrew zdrowemu
                        rozsądkowi, należy przyjaźnić się z byłym tylko że pokojowe współdziałanie dla
                        dobra dziecka jest rozwiązaniem, moim zdaniem, najlepszym i powtarzam jeszcze
                        raz: tylko jeśli w ogóle jest możliwe (a uwierz, że bywa możliwe)
                        • reksia Re: do reksi 28.12.06, 15:30
                          dzk35 napisała:

                          > kochana reksiu, to że Wam (ani Tobie ani Twojemu mężowi – obecnemu) się n
                          > ie
                          > udało stworzyć niczego dobrego po rozwodzie, to nie znaczy że stan taki jest
                          > jedyny ani najlepszy! ponieważ wypowiadasz się kategorycznie że po rozwodzie
                          > należy zerwać wszelkie związki i to jest jedynie słuszne rozwiązanie, to
                          > ponieważ mam inne zdanie, przekazałam je – ja nie twierdzę że, wbrew zdro
                          > wemu
                          > rozsądkowi, należy przyjaźnić się z byłym tylko że pokojowe współdziałanie
                          dla
                          > dobra dziecka jest rozwiązaniem, moim zdaniem, najlepszym i powtarzam jeszcze
                          > raz: tylko jeśli w ogóle jest możliwe (a uwierz, że bywa możliwe)

                          W to DZK35 to ja wierzę smile
                          i tak jak napisałam duzo, duzo powyżej w rozmowie jeszcze z Babe, jestem pod
                          wrażeniem osób,które potrafią utworzyć takie związki.

                          Nie potrafie jednak w takiej sytuacji zobaczyć tej samej relacji, gdy zjawiają
                          się partnerzy ojca czy matki .
                          Nie widzę tego, jak ma z ich strony wyglądać akceptacja tych "dobrych relacji",

                          ale WIERZĘ że w momencie, gdy załóżmy cała czwórka to ludzie wyjątkowo
                          dojrzali emocjonalnie to WIERZĘ IŻ JEST TO MOZLIWE.
                          Obawiam się jednak ze jest to jakiś niedościgniony ideał.
                          • chalsia Re: do reksi 28.12.06, 15:36
                            to małej wiary jesteś smile)
                            Pierwszy przykład przychodzący mi do głowy, znany z tego forum - Merska (mam
                            nadzieję, że się Merska nie obrazisz za podanie Cię za przykład) - ma drugiego
                            męża, dziecko z pierwszego małżeństwa, a ojciec dziecka jest w drugim związku.
                            Inny - Burza.
                            I jest takich przykładów WIELE !!
                            I jesli dobre układy RODZICIELSKIE między byłymi partnerami PRZESZKADZAJĄ
                            nexiom/nextom, to tylko źle o tych nexiach/nextach świadczy.
                            Chalsia
                          • babe007 Re: do reksi 28.12.06, 15:51
                            Co prawda to było nie do mnie, ale się wtrącę. Są takie przypadki jak Wasze (ty
                            reksiu, czy Natasza)ale są też takie jak mój (daleki od ideału, ale z
                            perspektywy dzieci nie najgorszy - tak nawiązując do tematu pierwotnego to my z
                            exem przed wszystkimi "prezentowymi" okazjami zdzwaniamy sie, żeby ustalić kto
                            co kupuje - marzenia dzieci znamy obydwoje - po to, zeby uniknąć takiej
                            sytuacji, kiedy dziecko dostaje wymarzony prezent - ale w dwóch egzemplarzach ;-
                            ) ). Znam też taką nieco starszą ode mnie parę, gdzie zarówno jej, jak i jego
                            rodzice są rozwiedzeni i w ponownych związkach. Ta czwórka spotyka sie bez
                            żadnych problemów na wszystkich rodzinnych uroczystościach swoich dzieci i
                            zgodnie dzieli się pomocą w opiece nad wnukami. Czyż nie to powinno być
                            standardem, do którego chcielibyśmy dążyć? Chyba lepiej być w takich układach,
                            żeby dziecko podczas własnego ślubu mogło cieszyć sie tym ważnym dniem, a nie
                            mieć wielkiego "stresa" czy zaprosić matkę, czy ojca, z przyległosciami czy bez
                            i czy nie będzie wielkiej awantury, bo ktoś się obrazi.

                            Ja nie twiedzę, że tak się da zawsze. Zgadzam się, że są przypadki, kiedy
                            poprostu sie nie da. Ale nie zgodzę się z twierdzeniem, że porządaną normą
                            powinno być coś zupełnie odwrotnego (zupełne zerwanie kontaktów).
                            • reksia Re: Do Babe 28.12.06, 16:09
                              Babe, ale skoro z Ex mężem potrafisz sie porozumieć i macie z tego co piszesz
                              ciepły i normalny kontakt.Bo tego ja właśnie nie rozumię.
                              Dlaczego wystąpiliście o rozwód? Czy nie warto było powalczyć??

                              To czy dla dobra własnie waszych dzieci nie było warto walczyć o to małżeństwo?
                              Czy w takim wypadku nie powinniście byc nadal małżeństwem?
                              • babe007 Re: Do Babe 28.12.06, 16:21
                                No nie przesadzaj z tym ciepłym. Do obcych ludzi tez sie odzywam grzecznie. No
                                i to, że ktoś jest niezłym ojcem nie jest równoznaczne z tym, że jest dobrym
                                mężem i partnerem. A tak poza wszystkim to on się zmienił na lepsze jako ojciec
                                w momencie kiedy jego kontakty z dziećmi ograniczają sie w 95% do przyjemnych
                                spotkań weekendowo - wakacyjnych. Raz na dwa tygodnie przez 2 dni mozna się
                                sprężyć i nie okazywać zniecierpliwenia. Na codzień trochę trudniej.
    • sabra210 Re: Troche bylo nam przykro w swieta 26.12.06, 21:27
      Zgodzilabym sie z Reksia, ze nakrecam sie i niepotrzebnie eskaluje problem, ale
      historycznie rzecz biorac takie rzeczy zdarzaly sie w przeszlosci, gdy jeszcze
      byli razem (to wiem do chlopa).
      Prezenty od dzieci musialy byc zawsze zamowione przez nia, zaakceptowane, w
      przeciwnym razie jesli chlop kupil sam cos spontanicznie od siebie, ladowaly
      nierozpakowane w piwnicy, zostaly wynoszone na balkon itd, a na pewno nie
      dostawaly ich dzieci. Nie komentuje tego, ale to daje nam podstawe myslec, ze
      tak bylo i w tym wypadku.
      Ok, nie bede sie domyslac, ze tak bylo i tym razem, moze faktycznie nie miala
      czasu. Jesli tak, no to pol biedy, dzieci dostana je pozniej i nie bede sie
      nakrecac. Wszystko dobrze sie zakonczy.
      A jesli nie, no to wespre chlopa jak mowi reksia, ale nerwy mnie biora, ze
      czyjs wysilek moze byc po prostu kompletnie zlekcewazony...
      Ale nie mialam sie nakrecac...
      • latortura Re: Troche bylo nam przykro w swieta 26.12.06, 22:44
        a ja powiem tak,

        co do wyboru prezentów przez exię - ok, rozumiem ten fakt, bo rzeczywiscie
        orientuje sie na bieżąco, dlaczego tata ma kupic misia skoro dziecko ma ich 10
        a chciało lalkę ( to tylko przykład taki),
        ale ztego co widze sabrze o to nie chodzi tylko zmianę zdania w ostatniej
        chwili - przykre i bezmyslne, biorąc pod uwage ze rzeczywiscie wysyłając paczki
        daleko trzeba kupic przezenty odpowiednio wczesnie,

        a co do dobrej czy złej woli exi, co do jej "byc moze" zapomnienia odebrania
        paczek w "rozgardiaszu" światecznej gorączki, powiem krótko:

        exia CHCĄ TYLKO I WYŁĄCZNIE DOBRA DZIECI, wszystko co robią (nawet jesli jest
        to złe) ROBIĄ DLA DOBRA DZIECI, wiec niech mi nikt nie mówi, ze skoro exia
        otrzymała wezwanie do odebrania paczki a wiedziała co w niej jest,
        to "zapomniała" jej odebrac, wiedząć ze dla dzieci swieta toprzede wszystkim
        dostawanie prezentów, tym bardziej od ojca który mieszka daleko i którego zadko
        widują,
        bzdura totalna,
        dzieci niby NAJWAZNIEJSZE, ojcowie zawsze najgorsi, ale o takiej rzeczy jak
        przekazanie dzieciom czegos o co zawsze exie "walczą" czyli zainteresowania ze
        strony ojca, mozna zapomniec tak?

        bez sensu


        dzieci NM były u nas w pierwszy dzien swiąt,
        miały byc w drugi ale...nie mogły doczekac sie prezentów,
        i tak tez ułozylismy swoje plany, zeby w swieta było tak jak sobie marzą,


        sabra, wesprzyj faceta,
        na nic Twoje nerwy,
        wysiłek ojca moze byc zlekcewazony, wierz mi,
        oni zawsze robią źle, przecież "odeszli"...
        • sabra210 Re: Troche bylo nam przykro w swieta 27.12.06, 04:45
          No nie? Wspieram go jak moge, ale w takich chwilach jak chlop placze to nawet
          ja nie wiem co powiedziec.
          zreszta dzisiaj poszedl do pracy i humor mu sie polepszyl przynajmniej na
          pierwszy rzut oka, chociaz takie rany to sie dlugo sacza pod skora.

          pozdrawiam cieplutko.
          Jak samopoczucie? stawiam na dziewczynke...
        • reksia do Latortury 27.12.06, 10:03
          latortura napisała:

          > wysiłek ojca moze byc zlekcewazony, wierz mi,
          > oni zawsze robią źle, przecież "odeszli"...


          Latortura tu zgadzam sie z Tobą w pełnismile

          W żadnym wypadku nie tłumaczę tego, ze matka nie dała dzieciom prezentów od
          ojca.też uważam że nie powinno się tłumaczyć takich działań w żadnym wypadku.
          Mój M ma ten sam problem i ja rozumię go lepiej niż cokolwiek.


          Natomiast nadal twierdzę, że nalezy wpierw wytłumaczyć sprawę zanim człowiek
          zacznie się "nakręcać", ale ogólnie ja biorę stronę sabry.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka