Dodaj do ulubionych

Mam pytanie - Alimenty

23.02.07, 16:56
Witam, jak pewnie wiecie, nie jestem anbi ex, ani macochą. Mam męża, dzieci.
Czyli właściwie normalna rodzina. Ale bardzo często podczytuję i was i
samo0dzielne, bo czasami naprawdę wielu rzeczy przydatnych można się
dowiedzieć.
Mam więc pytanie, którego nie zadam na samodzielnych, bo by mnie zagryzły (
są chyba strasznie na tym pkt przewrażliwione).
Na samodzielnych, ale i u was często przewijają sie wątki na temat wysokości
alimentów. Tam cały czas piszą, ze żądają od ex, lub dostały np 400 sł na 4
miesieczne dziecko. Mówia że to za mało i bedą podwyższać. Ok 400 zł to za
mało, ale mnie sie zawsze wydawało, że alimenty są od obojga rodziców i jak
tata daje 400 zł to i matka powinna tyle dać. No a 800 zł na takiego malucha
to chyba bardzo dużo i jeszcze zostanie?
Moje pytanie sprowokowane jednym z postów ( ojciec pisze ze chce dawać na 2
dzieci 2500 i zostawia zonie mieszkanie, samochód itd, a ona twierdzi, że za
mało ). Jak to więc jest. Oboje rodzice muszą łożyć na dzieci czy tylko jedno?
Przecież 2500 to dużo na dzieci. Ja mam dwoje dzieci i wydaję na nie max 2000
zł miesiecznie ( prywatne przedszkole córki, zerówka syna, angielski dla
obydwojga, przedszkole muzyczne dla obydwojga i lekcje pianina dla syna, no i
wiadomo zabawki, wyjazdy,itd.) Wiec chyba w ten sposób to ojciec zaspokaja
większosć potrzeb materialnych dzieci. A gdzie wkład matki?
Ja rozumiem jeszcze jeżeli by żadała alimentów na siebie, bo poswięciła sie
dzieciom. Ale ona twierdzi podobno że to za mało na dzieci.
Nic już nie rozumiem.
Mam nadzieję że wybaczycie mi moją niewiedzę w tym temaciesmile i zechcecie
uświadomić, czy matka nie musi nic dokładać, czy alimenty od ojca powinny
pokrywać ponad 50 % kosztów utrzymania dziecka ( nie mówie o przypadkach gdy
to jest dużo mniej ).
Pozdrawiam was serdecznie

Ale tak mi sie jakoś
Obserwuj wątek
    • m-m-m Re: Mam pytanie - Alimenty 23.02.07, 17:09
      Z tego co wiem, to nie ma czegoś takiego jak 50 na 50. Jeśli dziecko jest
      bardzo małe i wymaga osobistej opieki matki, to sąd może uznać, że wykonuje ona
      swój obwiązek alimentacyjny w naturze w całości i wtedy ojciec ponosi 100%
      kosztów. podonbnie jeśli dziecko jest starsze, ale niepełnosprawne.
    • mamba30 Re: Mam pytanie - Alimenty 23.02.07, 17:14
      Arweno,
      temat długi i szeroki.....Kwota alimentów jest zależna od wieku, od potrzeb
      dziecka, od dochodów rodziców, Na razie skupie sie na mamie - po mamy stronie
      na ogół po rozwodzie/rozstaniu spoczywa opieka nad dzieckiem. tatus może sie
      interesować, albo i nie. Taka opieka to codzienne wyrzeczenia czasowe, to
      pranie, gotowanie, sprzątanie, wizyty u lekarza i opieka w chorobie,
      zabawianie, przewijanie, odrabianie lekcji, chodzenie na wywiadówki, kupowanie
      zabawek, cała masa codziennycg rzeczy i spraw... To jest niewymierne finansowo,
      aczkolwiek Sąd i mądry sędzia powinien to równiez wziąć pod rozwagę. Takie
      rzeczy na oigól właśnie zapewnia matka, oczywiście są tatusiowie, którzy biorą
      czynny udział w życiu dzieci, ale myslę niestety, że jest ich mniejszość.

      Teraz kwestia zarobków - inna kwota zostanie zasądzona, jeżeli tata zarabia
      kilka tys. a inna jeżeli 1.000 zł. Czasami bywa tak, że matka nie może podjąć
      pracy, bo dziecko jest chore i wymaga stałej opieki - koszty w większości
      powinien pokryć ojciec, to oczywistę. Matka taka nie ma mozliwości pójścia do
      pracy, może dorobić w domu najwyżej. Sytuacji jest tyle, ile ludzi. Jeżeli tata
      ma się całkiem dobrze finansowo, to dlaczego jego dziecko ma wegetować?
      Przeciez może i powinno żyć na takim samym poziomie jak wczesniej, bądź jak
      rodzice. Jeżeli tata zarabia skromnie i jak mniemam w trakcie małżeństwa też
      tak było, to dziecko jest przyzwyczajone do skromnego bytu. Trudno tu wymagać
      od ojca oddania większości, bądź nawet całej pensji ex żonie. Trzeba to
      wszystko wypośrodkować.
    • kicia031 Re: Mam pytanie - Alimenty 23.02.07, 22:43
      Alimentacja dziecka to caloksztalt swiadczen, jakie dziecko otrzymuje. Codzienna
      opieka, chodzenie na wywiadowki, do lekarza to tez swiadczenia i sad na ogol
      slusznie uwaza, ze jesli jeden rodzic bierze na siebie wiekszosc wkladu
      opiekunczego, to drugo powinien wniesc proporcjonalnie wiekszy wklad finasowy.
      Zwalaszcza jesli jest to matka niemowlecia, ktora czesto nie ma mozliwosci
      podjecia pracy, a nie zapracowala sobie na macierzynski.
      I jeszcze jedna uwaga - z twojego wyliczenia odnosnie wlasnych dzieci wynika, ze
      one tylko chodza na zajecia, a nie jedza, nie ubieraja sie, nie mieszkaja ani
      nie zuzywaja pradu, gazu ani wody. Niestety, dla wiekszosci samotnych matek
      wymienione przez ciebie ( prywatne przedszkole córki, zerówka syna, angielski dla
      > obydwojga, przedszkole muzyczne dla obydwojga i lekcje pianina dla syna, no i
      > wiadomo zabawki, wyjazdy,itd.)
      pozostaja w sferze nieosiagalnych marzen, a problemmem jest, by wystarczylo na
      zarcie i by im nie odcieli pradu.
      I wiesz co - nie zycze ci, zebys sie znalazla w sytuacji samotnej matki, ale
      zyczylabym, zebys sobie przyswoila odrobine, odrobineczke empatii dla tych,
      ktorym w zyciu nie powiodla sie tak milo jak tobie i ktorzy borykaja sie z
      samotnym wychowywaniem dzieci.
      A jeszcze co do wysokosci alimentow: dla jednych 300 zl to luksus, inni tyle
      wydaja co miesiac na perfumowany designerski papier toaletowy. Jedni chca by
      dzieci chodzily do prywatnych przedszkoli i na lekcje muzyki, innych zwyczajnie
      na to nie stac. A poziom zycia powinien odzwierciedlac poziom zycia rodzicow, a
      nie minimum socjalne, lub tez poziom zycia twoich dzieci.
      Powiem ci, ze zniesmaczylas mnie naprawde poteznie.
      • mrs_ka Re: Mam pytanie - Alimenty 23.02.07, 23:33
        "Ja mam dwoje dzieci i wydaję na nie max 2000
        zł miesiecznie ( prywatne przedszkole córki, zerówka syna, angielski dla
        obydwojga, przedszkole muzyczne dla obydwojga i lekcje pianina dla syna, no i
        wiadomo zabawki, wyjazdy,itd"

        w Warszawie za tę kwotę nie zapewnilabyś dzieciom ww. poziomu życia. To
        pokazuje, jak relatywne jest pojęcie "wysokich alimentów".

        a.
        • arwena_11 Re: Mam pytanie - Alimenty 24.02.07, 09:07
          Ja mieszkam w Warszawie na Ursynowie, poza tym, faktycznie nie włożyłam do tej
          kwoty wszystkich tych rzeczy o których piszecie ( czynsz jedzenie energia
          itd ), bo jakoś o nich nie myślałam, sa tam tylko ujęte pieniądze na wyżywienie
          dzieci w szkole i przedszkolu ( wychodzi ok 400 zł ), inne pozycje mam ujęte w
          kasie na tzw "życie". Więc może faktycznie jakbym pododwawła to wyszłoby
          wiecej. Ja bardzo współczuję samotnym matkom i jak mogę to im pomagam ( wiele z
          was pewnie wie, że jestem moderatorem forum pomocne emamy ), zresztą mam kilka
          koleżanek samotnych.
          Ja po prostu rozpatrywałam kwestię alimentów w aspekcie "na dziecko i jego
          potrzeby". Zastanawiałam się też, czy matka w takim wypadku ( nie pracuje bo
          zajmuje sie dzieckiem )nie powinna wystąpić o alimenty na siebie. Z tego co się
          orientuję ma taką możliwość ( rozwód z winy męża i gorsza niż przed rozwodem
          syt, aterialna ).
          Ja wiem, że wszystko to teoria, bo są różne przypadki. Sama pomagałam przed
          gwiazdką dziewczynie, która miała sprawe w sądzie o ustalenie ojcostwa na
          bliźniaczki. Pracuje, ale bardzo jest jej cieżko i o ubrankach czy zabawkach na
          gwiazdke nie miała co marzyć. Przyjechała do mnie po prezenty z drugiego końca
          Warszawy. Podziwiam ją za to, bo wiele osób "potrzebujących" z którymi się
          spotykam nie pofatygowałoby sie, twierdząc że im pomoc to się należy nieomal
          z "dostawą pod drzwi". Udało mi sie jednocześnie skontaktowac ją z osobą, która
          pomogła jej w kwestiach pomocy od państwa ( uświadomiła ją o co moze sie starac
          i jak to załatwić ).
          Moje dzieci też uczę, ze są inni którym jest gorzej i życie toczy sie różnie.
          Poza tym, ostatnio mąż przyniósł info, ze rozwiódł sie jego kolega z pracy(
          prawnik ). Są na 2 dzieci zasądził 1500 zł. Kolega sie śmiał, że ex żona wyszła
          w swojej chęci dowalenia mu jak zabłocki na mydle, bo w ugodzie z żoną
          zaproponował rozwód bez ożekania o winie i 3000 alimentów. Ona odrzuciła to i w
          sądzie chciała i rozwodu z winy męża, i alimentów większych.
          Nie dostała dostała mniej, i jaka tu logika. Czy naprawdę sie liczy wtedy dobro
          dziecki, czy urazone ambicje. On odszedł ale nie do innej, był chyba ze 3 lata
          na kontrakcie, przyjeżdzał na urlop do Polski, ona z dziećmi czasami do niego,
          no ale odległość zrobiła swoje. Okazało sie ze jak wrócił to nie moga się
          dogadać, są sobie obcy, po roku prób, zaproponował rozwód.

          Z dziecmi ma bardzo dobre układy, poza tym to nie maluchy tylko takie dzieci ok
          10 letnie. A matka pracuje ( tez prawnik ).

          Dlatego tez rozpoczęłam ten temat, bo u nas jakoś się ostatnio często zaczął
          pojawiać w rozmowach. Dziwne mi się wydało postepowanie tej kobiety. Robienie
          sobie na złość nigdy nie kończy sie dobrze. Przecież gdyby nie jej upór to
          miała by dwa razy tyle. A tak wyszło, które z nich jest lepszym prawnikiem ( a
          może w nim było mniej emocji i wtedy człowiek lepiej działa?).

          Pozdrawiam was mocno i lecę na spotkanie do szkoły syna, z przyszłą
          wychowawczynią I klasy.

          Ps Bardzo sie cieszę, że na mnie nie nakrzyczałyście ( tego bardzo obawiałam
          się na samotnych i dlatego wam zawróciłam głowy ) za moje głupie pytania i
          niewiedzę. Dziękuję za pomoc zrozumienia tematu. Moze dzięki temu będę mogła
          też lepiej pomóc innym.
          • konkubinka Re: Mam pytanie - Alimenty 24.02.07, 10:59
            alimenty i ilosc wydawanych pieniedzy na dziecko to sprawa bardzo indywidualna
            i tak tez powinna byc rozpatrywana.Niestety zarowno sądy jak i osoby osadzające
            poza nim czesto generalizuja temat.
            Kiedys bardzo mnie bolało , ze sedzina powiedziała mi na sprawie , ze w glowie
            mi sie poprzewracało żądając 600 zl , bo niektorzy tyle zarabiają a skoro
            wynajmue na czarno mieszkanie to ona moze jeszcze tego wynajmujacego wezwac
            przed sad.Takim gadaniem tylko sie tatusiów utrzymuje w prtzekonaniu , ze nic
            nie muszą.
            Teraz wisi mi to i uwazam , ze za te 350 zl ktore otrzymuje kupie dziecku dwie
            trzy gry na Playstation , niech ma a my łaski nie potrzebujemy.
            Jednak nie kazdy moze sobie na takie myslenie pozwolic.A kazda matka ma prawo
            chciec dla dziecka jak najlepiej.
            teraz moj eks wraz z zona splacaja kredyt na mieszkanie - pewnie 1500 zl
            miesiecznie a na dziecko , ktore jest zywa istota miesiecznie daja 350 zl.To
            tylko swiadczy o ich przyzwoitosci i tyle.

            I kazda z osob moglaby tak pisac o swojej indywidualnej sytuaji godzinami bo
            nie ma dwoch takich samych zyc.
            • reksia do Konkubinki;) 24.02.07, 11:07
              konkubinka nie gniewaj sie ,ale czy gdyby zamiast spłacać kredyt za mieszkanie
              z nową żonąsmile Twój były mąż zamieszkał w kartoniku pod mostem, a tobie płacił
              1500 miesiecznie na dziecko, rozumie że DUŻO BARDZIEJ BY CIE TO
              SATYSFAKCJONOWAŁO ;PPP
              • konkubinka Re: do Konkubinki;) 24.02.07, 11:19
                hehehesmile
                satysfakcjonuje mnie postawa gdy wszystkie dzieci jednego ojca sa traktowane
                równo.
                Moj byly mąż zamienil mniejsze wlasne mieszkanie (nie kartonik) na wieksze zeby
                mu bylo wygodniej, ze rosna potrzeby dziecka i , zeby bylo synowi wygodniej ,
                nie ma w zwyczaju mysleć.
                Ja na szczescie nie potrzebuje myslec na temat jego portfea i
                przyzwoitosci.Wiem, ze mojemu synowi potzrebny jest zdrowy kontakt z ojcem i
                brak konfliktu miedzy nami.A z jego alimetami czy bez nich i tak mojemu synowi
                sie nie pogorszy.
                Takze nie do tej osoby pijesz Reksiu.Napisalam to wylacznie w kontekscie, ze
                kazda sytuacja jest indywidualna i nieładnie jest osadzac czy 400 zl to duzo
                czy mało.
                • dominika303 Re: do Konkubinki;) 24.02.07, 11:22
                  Spór stary jak świat sad
                  I chyba nie ma jednego dobrego rozwiązaniasad

                  Ale 400zł na dziecko gdy ojciec zarabia 1100zł to chyba całkiem przyzwoicie?
                  Natomiast, 400zł na dziecko gdy ojciec zarabia 10tyś to chyba pomyłka ?
                  • konkubinka Re: do Konkubinki;) 24.02.07, 11:24
                    wiec o to wlasnie chodzi.temat alimentow podobnie jak pare innych jest
                    nieskonczony i dziwi mnie zakladanie coraz to kolejnych watkow na ten
                    temat.Przeciez alimentacja nie polega wylacznie na pieniadzach.
                    • mamba30 Re: do Konkubinki;) 24.02.07, 11:30
                      konkubinka napisała:

                      > wiec o to wlasnie chodzi.temat alimentow podobnie jak pare innych jest
                      > nieskonczony i dziwi mnie zakladanie coraz to kolejnych watkow na ten
                      > temat.Przeciez alimentacja nie polega wylacznie na pieniadzach.


                      dla części "dobrych tatków" niestety na pieniądzach się kończy, ale to jest
                      również temat rzeka...
                      • konkubinka Re: do Konkubinki;) 24.02.07, 11:36
                        dlatego to sprawa indywidualna.Ja dalam spokoj pieniadzom ale wymusilam u eksa
                        to aby sie interesowal dzieckiem.I tak nie robi tego co w jego mocy ale widze
                        ze sie stara.O wiele to lepsze niz teraz walczyc o kolejna stówke i wszystko
                        zepsuc.
                        Powtarzam nie ma dwóch takich samych zyc tzn , że nie mozna określic czy 400 zl
                        to duzo.
                • reksia Re: do Konkubinki;) 24.02.07, 13:31
                  Konkubinka ja do nikogo nie pije , ja delikatnie tongue_out sygnalizuje, że nalezy brać
                  pod uwagę potrzeby dwóch stron , chodź przyznam sama z tym mam też kłopoty;P


                  p.s.
                  ale w sumie skoro jak piszesz, że twemu synowi "czy z alimentami Exa, czy bez
                  sie nie pogorszy" to rozumie, że ten kredycik solą w oku Ci nie stoi,


                  ja tak nawiązuję, bo np moja exia chodzi i wypytuje płatników M o jego zarobki
                  i szczegółowo o każde dodatkowe pieniądze, mam wiec jako obecna żona w sobie
                  drobny zgrzyt w tym temacie, wybacz smile razi mnie patrzenie byłych żon jakoby
                  facetowi po odejściu od jednej czy drugiej, nic już w życiu nie zostało, tylko
                  łożenie na nią i dzieciaki,
                  stąd ten muj n9eprzyzwoity sarkazm , ale zaznaczam nie był on kierowany do
                  Ciebie , ot to taka wolna myśl po przeczytaniu stwierdzenia "powyżej"
                  • reksia Re: do Konkubinki;) 24.02.07, 13:33
                    *mój nieprzyzwoity



                    sorrrry literówka mi sie wkradła
                  • konkubinka Re: do Konkubinki;) 24.02.07, 13:39
                    Reksiu moja sytuacja nijak sie ma do wielu na tym forum.Kredycik mi nie stoi
                    sola bo dzieki temu lepsze warunki ma tez moj syn jak jedzie do nich.
                    ZReszta my jak niewiele osob dogadujemy sie jako tako (bywaja gorsze chwile) a
                    dziecko nas łaczy nie dzieli.
                    Dziecko mojego eksa traktuje jak siostre mego syna , nic nie winna i ucze syna
                    kochac ja tak jak moja córke z obecnym.
                    Nie mam klopotu i nigdy nie mialam z braniem pod uwage dwoch stron , takze przy
                    corce mojego obecnego partnera.Jestem tylko przeciwna bogaceniu sie kosztem
                    dziecka-rowniez takiemu gdy mamusia otrzymuje alimenty a wydaje je na wlasne
                    widzimisie jak i zmniejszaniu alimentow w celu podniesienia sobie
                    standardu.Dlatego wcale niezlosliwie zycze aby choc jeden miesiac ojciec mego
                    syna wydal na swoja corke 350 zl i nie uczestniczyl w jej codziennym wychowaniu
                    i opiece.
                    Ale rownoczesnie wiem, ze sa osoby , ktore potrafia 400 zl przeznaczone na
                    dziecko trwonic na co innego niz jego potrzeby i razaco je zaniedbywac .
                    • reksia Re: do Konkubinki;) 24.02.07, 18:32
                      Konkubinko i oby jak najwięcej takich kobiet z tak zdrowym podejściem jak Ty!
                      Tego własnie sobie i innym macochom życzę.I pozdrawiam gorącosmile
                      • konkubinka Re: do Konkubinki;) 25.02.07, 12:45
                        nie uwazam aby to byla kwestia zdrowego podejscia.Poprostu wplywa na to wiele
                        czynnikow:
                        1.mam wsparcie w ojcu najwieksze ze wszystkich wspierajacych mnie-ojciec
                        zostawil mame dla innej kobiety ale nigdy nie zostawil mnie.Potrafie
                        obiektywnie patrzec na osobe mojej mamy mimo ze byla i jest maks toksyczna i do
                        dzis samodzielna.Uwazam ze moja macocha i moj ojciec to ludzie dla siebie
                        stworzeni .Z mama ojciec nigdy nie bylby szczesliwy a szczesliwy ojciec to
                        bardzo wiele dla córki.

                        2.I dzieki ojcu z alimentami czy bez napewno mojemu synowi nie grozi bida choc
                        narazie staram sie nie uzalezniac od pomocy taty
                        3.zyjemy z eksem na podobnym poziomie, tak naprawde jedno drugiemu nie ma czego
                        zazdroscic i niezazdroscic.

                        4.moje uczucie do eksa chyba nigdy nie bylo tak wielkie zeby plakac po nim
                        dlugo i cuda wyczyniac aby na siebie uwage zwrocic.
                        5.w mojej sytuacji lepiej zajac sie spokojnym zyciem niz sprawami eksa ,bo
                        wojnami i roszczeniami mniej bym zyskała niz nerwow stracila
                        6.macoche mojego dziecka przeswielilam, poznalam, nawet na panienskim wspolnej
                        kolezanki spedzilysmy razem mily wieczor przy drinku wiec kazda z nas wie na
                        czym stoi.Wiem, ze mojemu dziecku jest u nich dobrze a stowka mniej czy wiecej
                        dla mojego syna nie ma znaczenia.Poza tym znam dobrze eksa i czasem moge jej
                        tylko wspolczuc wyboru.

                        Tak to wyglada.
    • mira59 Re: Mam pytanie - Alimenty 24.02.07, 12:14
      A ja mam przyznane po 350 zł na dwóch synów (6 i 8 lat)."Tatuś" pracuje w
      Belgii,ale płacić nie zamierza.W moim przypadku uważam kwotę za śmiesznie
      niską.Państwo może mi "dołożyć" świadczenie pielęgnacyjne (całe 420 zł) w
      zamian za niepracowanie.Wybieram jednak pracę.
      M płaci 600 zł na 17 letniego syna.Dodatkowo spłaca kredyt za samochód (którym
      jeździ ex).I nie uważam tego za zdzierstwo.Przy jego zarobkach.
      Inaczej myślałabym gdyby zarabiał najniższą krajową.
      • arwena_11 Re: Mam pytanie - Alimenty 24.02.07, 13:07
        Moje dzieci są jeszcze małe, więc ich potrzeby zamykają sie w kwocie ok 2000,
        syn ma duzo zajęc dodatkowych w szkole ( w ramach czesnego ), córka w
        przedszkolu. Jednak faktycznie na wakacje czy ferie z tej kwoty bym nie
        odłożyła. Lekarstw też nie wliczam w to i jak się okazuje wielu innych rzeczy,
        o których piszecie.
        Ale mimo wszystko wydaje mi się, że w razie rozwodu pogarsza sie sytuacja
        wszystkich. I rodzina nigdy nie będzie taka sama. Czy wtedy nie powinno
        się "obniżyć" troche standardu ( chyba, ze ojciec zostawia rodzinę dla jakiejś
        podrywki, wtedy powinien moim zdaniem zapłacić dużą karę ( w postaci np
        alimentów na ex żone ) za rozwalenie rodziny ) zycia?.
        A jeśli chodzi o np. alimenty, to czy jak facet zarabia np 10 czy 15 tyś. to
        powinien oddać matce np 5 czy 8 tyś ( no bo ma przecież możliwosci?) Czy może
        realnie do potrzeb dzieci? Bo przecież te alimenty są na dzieci. Nie trzeba
        wybierać najdroższej szkoły w okolicy ( nie daleko mnie jest chyba jeszcze
        droższa szkoła nież wspomniane przez burzę 3,5 tyś, bo samo przedszkole tam na
        ok 5-6 h dziennie kosztuje ok 600 usd, ale to nie znaczy że muszę tam posłać
        dzieci). Moze to być coś pośredniego. Dzieci nie muszą ganiać w firmówkach po
        200-300 zł ( ceny z Mothercare ), bo sama też bym dzieciom tam ciuchów nie
        kupuję, nawet jesli mnie stać, bo po prostu nie widzę potrzeby, kiedy dzieci
        wyrastają z rzeczy w tempie rekordowym. Ja nie oszczędzam tylko na butach ( ale
        to z musu, bo syn ma kłopoty z koślawoscią kolan i musi mieć buty bardzo dobrze
        dopasowane).
        Ja wiem że można wydać i 10 tyś na dziecko, tylko czy jest to uwarunkowane jego
        potrzebami czy naszym widzimisiem?
        Poza tym, co w sytuacji jak pojawi sie u taty kolejne dziecko, czy ono ma być
        pokrzywdzone?
        Bo np tata zarabia 1000 zł ( i nie ma żadnych innych możliwości lepszej pracy,
        bo mieszka w bardzo biednym regionie, lub po prostu niewiele umie), płaci na
        dziecko z 1 małżeństwa np 400 zł, to jak rozumiem powinien według równości
        dawać 400 do budżetu 2 rodziny na kolejne dziecko. Zostaje mu 200 zł. To co
        jego druga żona powinna go utrzymyać? Bo przecież ona podobnie jak i I żona
        wnosi zamiast kasy opiekę nad dzieckiem. Jak czytam wasze posty to
        rzeczywistosc, jest diametralnie różna. To wy w wiekszosci, jako drugie zony
        utrzymujecie wasze rodziny, bo wasz mąż płaci większość swoich dochchodów jako
        alimenty na 1 dziecko. A gdzie równosć konstytucyjna?
        Przecież, tak rozumując to nikt nie miałby więcej niż 1 dziecko, bo każde
        nastepne obniżastandard zycia 1 dziecka ( jak mam 2000 do wydania na 1 dziecko,
        to potem muszę te kwote podzielić na nastepne ).
        Ja wiem że sprawiedliwości na tym świecie nie ma, ale jak was czytam, to
        zastanawiam sie dlaczego jest tak, że jedne osoby muszą zrezygnowac z
        macieżyństwa ( bo same nie dadzą rady utrzymać dziecka, a tata się niewiele
        dołoży bo płaci na dzieci z poprzedniego związku ), a inne mają luksus
        posiadania dziecka i już nic więcej nie muszą robić, poza ciągnieciem kasy od
        ex ( to są oczywiście drastycznie skrajne przypadki, i wiem ze jest dużo
        pomiedzy ).
    • reksia Re: Mam pytanie - Alimenty 24.02.07, 13:37
      moje dzieciom zostały przyznane alimenty w kwocie 70 zł na jedno i 80 zł na
      drugie

      a jakie maja potrzeby? do CH........ JASNEJ, TAKIE SAME JAK TE DZIECI KTÓRYM
      PRZYZNANO PO 2500 ZŁ!!!!!!
    • mama.zuzy Re: Mam pytanie - Alimenty 24.02.07, 14:05
      > tata daje 400 zł to i matka powinna tyle dać. No a 800 zł na takiego malucha
      > to chyba bardzo dużo i jeszcze zostanie?

      Niekoniecznie. W przypadku tak malego dziecka matka zaspokaja swoja czesc
      swiadczen w duzej czesci przez bezposrednia opieke. W innym razie do kosztow
      utrzymania (jedzenie, srodki czystosci, ubranka, udzial w czynszu, leki)
      nalezaloby doliczyc pensje niani lub oplate za zlobek.

      > Przecież 2500 to dużo na dzieci. Ja mam dwoje dzieci i wydaję na nie max 2000
      > zł miesiecznie ( prywatne przedszkole córki, zerówka syna, angielski dla
      > obydwojga, przedszkole muzyczne dla obydwojga i lekcje pianina dla syna, no i
      > wiadomo zabawki, wyjazdy,itd.)

      Obawiam sie, ze to co wymienilas to dla wielu samodzielnych rodzicow tzw.
      ekstrasy, czesto nieosiagalne. Przewazajaca wiekszosc srodkow jest zapewne
      przeznaczana na jedzenie, oplaty, ubrania, ksiazki do szkoly. Bez tego nie
      mozna zyc w przeciwienstwie do prywatnego przedszkola czy lekcji pianina.
      Mysle, ze gdybys uczciwie podliczyla wszystkie wydatki zwiazane z utrzymaniem
      dzieci, wyszloby Ci znacznie wiecej. I wtedy kwota 800 zl juz nie wydawalaby
      sie taka wysoka.
      • dominika303 Re: Mam pytanie - Alimenty 24.02.07, 15:53
        Juz chyba wiem do czego zmierzasz,
        że po rozwodzie nagle okazuje się, że utrzymanie dziecka wzrasta?
        a exie zapominaja, ze tak jak one płaca czynsz to ich ex tez musi opłacić
        czynsz?
        Czy o to ci chodzi???
        No i chyba jeszcze czy po rozwodzie można miec druga rodzinę i nie klepac biedy
        mimo, że facet zarabia tak samo jak przed rozowdem z exią?

        Wszystko zalezy od układów w starej i nowej rodzinie!

        Powiem tak, gdybym ja zarabiała 800zł, NM zarabiałby 1000zł i z tego płaciłby
        500zł lub nawet 600zł alimentów , to gdyby urodziło nam sie dziecko posłałabym
        go do sądu o obniżenie tychże alimnetów sad( takie życie.

        Ale dbym zarabiała 2tys, NM 5tyś i płaciłby 2tyś alimentów to jeszcze robiłabym
        paczki dla pasierbów smile))

        Wszystko zalezy o jakim przedziale pałcowym mówimy !
        I nie da sie rozpatrywać skrajnych przypadków i wypośrodkować i udawać że
        wszytko jest cacy, bo gdy ma się najniższa średnią to sorrki ale g**no mnie
        będzie obchodziło ile exia dołoży do dziecka, bo moje myśli będa krążyć wokół
        tematu jak tu przeżyć do wypłaty a nie czy exia ma na aparat czy okularytongue_out

        Takie życie!

        I śmieszne jest to, ze w takich przypadkach wszyscy krzyczą , że taki facet
        rzuca ochłapy zamiast alimentów, ale juz zapominają, ze ten facet jak był mężem
        exi to tez dawał jej ochłapy nie pieniądze na życie , więc on nagle nie
        ukradnie, zeby dać exi na dziecko 600zł miesięcznie skoro sam zarabia 1tys zł a
        czasami na jeszcze drugie dziecko z drugie związku!

        Czy to jest w porządku ??
        Dla jednych tak, dla innych nie!


        Pozdrawiam
        • arwena_11 Re: Mam pytanie - Alimenty 24.02.07, 16:07
          Dominika, właśnie o to mi chodziło, tylko nie za bardzo wiedziałam jak to ująć.
          Trafiłaś w sedno. Nazwałaś to czego ja jakoś nie umiałam, wyrazić i dlatego tak
          to zagmatwałam.
          Zauważyłam, że często w alimenty jest wliczona "kara" za rozwód ( nie mówie tu
          o przypadku np zdrady męża i jego odejściu z tego powodu ). I że często ona
          rośnie w sytuacji, kiedy tenże mężczyzna sobie zaczyna jakoś układać życie, a
          nie daj Boże, pojawia sie dziecko.
          I to jest troszkę niezrozumiałe, ale staram sie nie osądzać, bo nigdy nie
          wiadomo jak człowiek zachowa sie w jakiejś sytuacji, jak nigdy jeszcze tego nie
          przeżył.
      • arwena_11 Re: Mam pytanie - Alimenty 24.02.07, 15:58
        Wiecie co, doszłam własnie do wniosku, że w takim razie nie za bardzo wiem ile
        konkretnie kosztują mnie dzieci. Więc wieczorem postaram się to obliczyć (
        czynsz, jedzenie, i jutro podam wam realną kwotę.
        Qurcze dochodzę do wniosku, że ja naprawdę niewiele wiedziałam na ten temat.
        Pewnie jak każdy inny mający pełną rodzinę. I dlatego mam jakieś dziwne
        wiadomości, że alimenty to po 50%. Faktycznie macie rację, ze wkład matki jest
        niewymierny ( a sama przecież czasami kłócę sie z moim M, jak on twierdzi że
        ja "siedzę w domu", a sprzątnie sie samo, ugotuje, dzieci same pojadą do
        przrzedszkola i szkoły, same się odbiorą i pojadą na dodatkowe zajęcia ).
        Kiedyś czytałam, że przy rozwodzie mąż chciał większość majątku zachować ( nie
        po 50%), bo tylko on pracował, a żona była w domu. Sąd uznał, że żona ułatwiała
        mu zarabianie ( nie miał trosk o pranie, prasowanie, chore dzieci ), czyli że
        przyczyniła się swoją pracą, do jego statusu majątkowego. Policzył chyba ok
        1500 zł miesięcznie za ok 20 lat małżeństwa. Wyszło że właściwie to mąż jeszcze
        jej powinien dopłacić, nie tylko podzielić się połową majątku.
        Jak to czytałam, to się śmiałam z mojego męża, ze on by mi też musiał dopłacić,
        zwłaszcza ze nie byłoby podziału majątku ( mieszkamy w moim mieszkaniu sprzed
        ślubu i jeździmy moim samochodem też sprzed ślubu, więc obie rzeczy nie wchodzą
        w skład wspólnoty )i jeszcze musiałby mi dopłacać za pracę w domu, wiec
        wyszłabym na tym całkiem całkiemsmile.
        To że ja siedzę w domu było najpierw koniecznością, bo zagrożone ciąże,
        macieżyński itd, a potem naszym wyborem, no bo dzieci nie chcięliśmy oddawać
        komus obcemu pod opiekę. Poza tym, jak tu iść do pracy jak dzieciaki chorują (
        ostatnie 1,5 miesiąca siedzę z nimi w domu, bo sym miał zapalenie płuc potem
        córka złapała ospę i teraz syn ma ospę, bo oczywiście nie mogą mieć na
        raz smile ). Kto mnie przyjmie. Dopiero teraz zaczynam myśleć o powrocie do zawodu.

        W sumie dziewczyny to ja was podziwiam. Macie wiele problemów, których ja nawet
        nie jestem w stanie sobie wyobrazić, bo mnie nie dotyczą. Mam męża, który robi
        wszystko by było nam jak najlepiej i rodziców, którzy w razie czego staną za
        mną murem i mi pomogą. Wiem, że jak sie zostaje samemu, to tzreba sobie radzić,
        zwłaszcza jak są dzieci.

        Jednego tylko nie mogę zrozumieć, jak to jest, ze ojciec miga sie od płacenia
        na dzieci i opieki nad nimi, a nasze prawo na to pozwala. Podobnie jak nie
        rozumiem matki utrudniającej ojcu kontakty z dziećmi jeżeli on chce. No ale
        pewnie to wszystko zależy od emcji przy rozstaniu.

        Inna rzecz, że teraz mając własne dzieci patrzę na wiele spraw inaczej. Właśnie
        przez perspektywę dzieci. Dochodzę czasami do wniosku, że kobieta powinna mieć
        własne dzieci, jeżeli chce sie wiązać z facetem mającym już dzieci. Ponieważ
        nie chcemy aby ktoś skrzywdził kiedyś nasze dzieci, powinnyśmy inaczej patrzeć
        na potrzeby innych. Przynajmniej tak jest u mnie.
        Zanim wyszłam za mąż za mojego M, miałam narzeczonego ( zresztą tez prawnik jak
        mój M ), który był rozwodnikiem ( ale nie miał z żoną dzieci ) i miał córkę
        sprzed małżeństwa. Z matką dziewczynki chyba nic go nie łączyło, poza jedną
        nocą na jakiejś imprezie. Ona stwierdziła, że to jego dziecko ( on nawet tego
        nie sprawdzał ), płacił jej jakieś pieniądze ( tyle że nie było nic ustalane
        sądownie ) na które nie miał pokwitowań. Matka dziewczynki nie pracowała ( była
        chyba plastyczką czy coś takiego i pójście pracować np do przedszkola uczyć
        dzieci plastyki to poniżej jej godności ) i mieszkała z matką.
        Ja chciałam to uregulować prawnie w sądzie. Przed ślubem miała być intercyza,
        rozdzielnosć majątkowa. NIe miałam nic przeciwko dziecku ( ale nie poznałam
        dziewczynki, bo wtedy w ogóle na myśl o dzieciach jakichkolwiek dostawałam
        dreszczy ), ale nie chciałam utrzymywać matki. Nawet proponowałam, żeby w
        sądzie dać jak najmniejsze alimenty w gotówce i resztę w miarę potrzeb dziecka
        w naturze ( ubrania, książki, itd ). Planowaliśmy również wykupić małej polisę
        tzw posagową, którą by otrzymała jak skończy 18 lat ( i to nawet zostało
        zrealizowane jeszcze przed naszym rozstaniem i myślę że mała bedzie na
        przyszłość zabezpieczona ).
        Jak teraz tak na to patrzę, to się zastanawiam, czy on mnie tak kochał że sie
        na wszystko bez mrugnięcia zgadzał? Bo przecież, to wszystko było moimi
        pomysłami, a nie jego. Jemu nie zależało na uregulowaniu prawnie tego stanu. Ja
        byłam wtedy bardzo młoda i myślałam o zabezpieczeniu siebie ( istnienie córki i
        jej potrzeb przyjmowałam do wiadomosci i rozumiałam że to kosztuje, ale nie
        miałam najmniejszego zamiaru utrzymywać jej matki ) i moich ewentualnych dzieci
        ( dlatego rodzielnosć i umowa, ze wszystko co kupimy w małżeństwie będzie na
        mnie i nasze dzieci, co by ułatwiło wewntualne sprawy spadkowe ).
        Jak patrzę na to teraz, z perspektywy posiadania własnych dzieci, to dziwię mu
        się. I widze że chyba byłby złym ojcem, dla moich dzieci. Zgadzał się przecież
        na wszystko co chciałam, nawet jeżeli w jakiś sposób ( teraz to widzę )
        godziłoby to w dobro jego pierwszego dziecka. A z drugiej strony widzę że aż
        taka okropna nie byłam, bo w konicu wymusiłam na nim aby wykupił tę polisę (
        matka dziewczynki o tym nie wiedziała nic ) na dosyć dużą kwotę ( aby mogła
        sobie kupić tak ok 2 pokojów ), tyle ze nie wiem, czy płaci ją dalej ( a minęło
        już 9 lat i mała ma teraz jakieś 15 ).


        Pozdrawiam was Marta

        Ps Reksiu, dla mnie kwota alimentów na twoje dzieci jest kuriozalna.
        Zastanawiałam sie na co bym wydała taką ogromną kwotę i doszłam do wniosku, że
        nie mam pojęcia, może dałabym dzieciom na kieszonkowe, bo raczej na nic więcej
        nie starczy. To przecież jest śmieszne. Może sędzia powinien sam spróbowac sie
        utrzymać za taką kwotę to by pomyślał.
        • dominika303 Re: Mam pytanie - Alimenty 24.02.07, 16:17
          Arweno,
          ale przeciez miałas narzeczonego??
          i się z nim rozstałaś?
          więc wiesz jak to jest po rozstaniu!
          Miałaś poczucie krzywdy ?
          Chciałaś go za to ukarać?
          Rozwód to rozstanie!
          A jak się po rozstaniu zachowujemy to już inna bajkasmile))

          Wszystko zalezy od ludzi, od ich charakteru, są padalce i ludzie!

          Pozdrawiam
          • arwena_11 Re: Mam pytanie - Alimenty 24.02.07, 17:43
            Tak, na marginesie to ja odeszła, bo jednak przerosła mnie sprawa faceta
            z "dorobkiem". NIe poniosłam żadnych kosztów rozstania, nie mieszkaliśmy razem,
            nie mieliśmy wspólnej kasy.
            A co do tej "kary", to po prostu mam takie wrazenie, czytając żądania
            alimentów. I nie chodzi mi o to, co sąd nakaże, ale o to co niektórzy chcą
            dostać. Bo to często są rozbieżne kwoty i to nawet bardzo.
            Poza tym, jak patrzę na sytuacje reksi, to mam wrażenie że jej M, został
            ukarany za odejście. Przecież w żadnym wypadku nie powinien płacić alimentów,
            wiekszych, niż dochody. A ona nie ma obowiązku jego utrzymywać. Ciekawe, czy
            gdyby nie wzięła ślubu, to jej mąż też by miał takie wysokie alimenty? A żyłby
            powietrzem, czy w noclegowni?. To chore.
            Pytanie ile jest takich osób. Bo pewnie jest ich trochę.
            Ciekawi mnie tez, ale wy raczej na to pytanie nie odpowiecie, co kieruje
            naszymi sądami. Na jakiej podstawie zasadzają alimenty. Czy wyrok byłby inny
            gdyby sędzią był mężczyzna?. Bo przecież wszystko powinno mieć ręce i nogi. A u
            nas jakoś wszystko stoi na głowie. NIby alimenty nie mogą chyba przekraczać 60%
            dochodów, a jak widać to jest fikcja, bo mogą i ponad 100%.
            Qrcze, jak se czyta kodeks rodzinny, to właściwoe wszystko jest takie iękne.
            Kazdy ma prawa i obowiązki. Ale ak przychodzi do rzeczywistości, to jakby
            przepisy przestały istnieć. I własciwie sprawa sprawie nie równa. jak ma sie
            szczeście i trafi się na sędziego ok, to alimenty będą na poziomie dającym
            godne zaspokojenie potrzeb dziecka, a jak nie ma sie szczęścia, to alimenty są
            takie, ze nie wiadomo na co je przeznaczyć, bo i tak na nic nie starczy.
            A jakby każdy sie kierował przepisami to było by tak pięknie. A jak mówi mój
            mąż utopia jest nierealna i mięlibyśmy raj na ziemi.

            Poza tym, czasami dochodzę do wniosku, ze prawników, deprawują już na studiach.
            Jak czasami dyskutujemy na jakieś tematy drażliwe ( kara śmierci, ciężkie
            roboty dla skazanych, aby zarobili na swoje utrzymanie, bo nie moge pojąć jak
            można wydawać na utrzymanie bandyty 1500 zł, a tyle rodzin cierpi biedę ), to
            mam wrazenie, że mojemu M wyprano mózg na studiach. Takie jest prawo i tak ma
            być. A sędziego tłumaczy, że takie okoliczności, tak trzeba itd.

            Jedno muszę przyznać po tej dyskusji z wami i czytaniu waszych. Zaczęłam na te
            wszystkie sprawy patrzeć inaczej. Nie wszystko jest czarne i białe. raczej sa
            różne odmiany szarości. Tyle że jak się tego nie ma w swioim otoczeniu, to
            człowiek nie zwraca na takie sprawy uwagi i może swoimi poglądami opartymi
            tylko na teorii kogoś skrzywdzić i zrobić mu przykrosć ( mam nadzieję że ja
            żadnej z was nie uraziłam, jeśli tak to niechcący i przepraszam ).
            Dlatego też, dziekuję za tzw "otwarcie oczu" na wiele spraw, które do tej pory
            traktowałam bardzo lekko.
            Mam nadzieję też że pozwolicie mi od czasu do czasu pomęczyć was różnymi
            pytaniami, które wam mogą sie wydawać dziwne.
            Pozdrawiam Marta
        • reksia Re: Mam pytanie - Alimenty 24.02.07, 19:35
          to akurat alimenty zasądzone od dziadka , bo ojciec jest nieściągalny, stąd ta
          symboliczna suma, i tu rozumie decyzję sadu

          chodź w związku z tym, że w takich przypadkach jak mój - nie ma żadnej prawnej
          ochrony takich matek jak ja, czuje żal i czuje sie krzywdzona takim
          postępowaniem "oraganów" sad bo niestety, ale cały ciężar utrzymania moich
          dzieci spada na mnie,

          moje dzieci nie otrzymują nawet rodzinnego, bo im sie nie należy z uwagi na to
          że jestem ponownie zamężna i nikogo nie interesuje, że M płaci na swoje dzieci
          alimenty wysokości swojej całej emeryturysmilewięc pomocą finansową nie jest mi
          żadną sad bo nawet jak dorobi do emerytury to zeby jej nie utracic mówimy o
          kwotach, które co najwyżej pokryją jego utrzymanie,



          • arwena_11 Re: Mam pytanie - Alimenty 25.02.07, 12:07
            Tak jak obiecałam obliczyłam wszystkie wydatki na dzieci, z czynszem, energią i
            jedzeniem i jakimiś ciuchami i wyszo mi ok 2800-2900 ,miesiecznie na dwoje
            dzieci.
            Pozdrawiam
    • dominika303 Re: Mam pytanie - Alimenty 24.02.07, 17:13
      No chyba , ze już podczas trwania małżeństwa taka kobieta sobie kogoś juz
      wyrwała smile)

      A facet po rozwodzie to tez nie jest super partia, okrojona jego pensja,
      okrojony czas dla rodziny bo musi tez go poświecać dziecku z poprzedniego
      związku, pewnie jeszcze nie możnośc ślubowania w kościele, bo już takowe exi
      złożył itp

      Jak na mój gust to rozwodnicy mają równe szanse na znalezienie kogoś nowego !!
      • babe007 Re: Mam pytanie - Alimenty 24.02.07, 18:02
        No cóż twój gust to jedno a statystyki drugie. Mimo wszystko jakoś bardziej
        wierzę statystykom (i moim obserwacjom całkiem nieźle je dokumentującym).
        • dominika303 Re: Mam pytanie - Alimenty 24.02.07, 18:10
          a skad masz te statystyki??
          a moje obserwacje róznią się od twoich , co wcale nie oznacza , ze nie masz
          racji smile
          • babe007 Re: Mam pytanie - Alimenty 24.02.07, 18:24
            Nasza dyskusja to co prawda bicie piany, ale tak na chłopski rozum.
            1. Facet w naszym kręgu kulturowym jest zazwyczaj tym, który podejmuje
            inicjatywę w kwestiach damsko męskich (o podryw mi chodzi wink )
            2. Kobiet od pewnego wieku jest więcej niż mężczyzn (wymierają ;-P), na dodatek
            Ci, którzy są wiekowo zbliżeni do 30paroletnich kobiet (zakładam, że w tym
            wieku - i później - rozwodzimy się)często przeżywają "kryzysy" i
            wybierają "wczesne dwudzieski" (albo nawet nastolatki).
            3. Zajmując się dziećmi na co dzień kobieta ma poprostu bardzo mało wolnego
            czasu (w przeciwieństwie do faceta, który po pracy jest "easy rider")

            Także w teorii to szanse może są i takie same w praktyce zaś jest jak jest.
            • dominika303 Re: Mam pytanie - Alimenty 24.02.07, 18:41
              Babe,
              ja ciebie z ciekawości zapytałam, bo jakby co (tfu tfu tfu przez lewe ramię)
              tzn rozwód mi się trafił, to jakoś nie widze siebie na pozycji przegranej -
              moze to i grzech pychy, ale na ostatnią pokrakę nie wyglądam mimo że 30ki
              dobiłam smile)
    • reksia Re: Mam pytanie - Alimenty 24.02.07, 19:13
      burza4 napisała:


      średnio jest to raczej przedział
      > pomiędzy 300-400 zł, co trudno uznać za godziwy wkład w utrzymanie dziecka.

      burza WYPŁATY WIELU OSÓB TO 1000ZŁ DO 1500ZŁ z tego wpłata nawet tych 400 zł
      to spory wydatek -niekoniecznie jałomużna, wiec problemem jest średnia płac w
      naszym kraju, a nie zła wola biedynych rodziców!




      > Dorosły facet - jeśli ma zwiększone obciążenie - ma znacznie większe
      możliwości

      mozliwości sa zależne od WYKSZTAŁCENIA, DOŚWIADCZENIA ZAWODOWEGO,prezentowanego
      zawodu A NIE PŁCI!

      > Matka - nawet niesamotna - znacznie
      > mniejsze, bo jako pracownik kobieta w ogóle jest na gorszej pozycji,

      bzdura i nieprawda moim zdaniem smilepracodawca zawsze ocenia na codzień
      kwalifikacje i zaangażowanie w pracę, matki niestety czesto brak starań ze
      swojej strony i umiejętności zasłaniają faktem posiadania dzieci zamiast
      spojrzeć realnie- PRACODAWCY ZALEZY NA DOBRZE ZROBIONEJ PRACY I RESZTA GO NIE
      INTRESUJE chyba że ktoś zaczyna swe braki w pracy tłumaczyć namietnie "bo mam
      dzieci"


      > jeszcze bardziej, a dzieciata i samotna ma przesrane.

      BZDURAsmile i piszę Ci to jako samotna, która została z dzieckiem niespełna
      rocznym więc praktycznie dzieckiem na ręku i 3-4 letnim sama i zawsze miałam z
      tego powodu wiecej forów niz problemów,


      > Na marginesie - ona ma znacznie mniejsze szanse ułożenia sobie życia na nowo,
      > bo dziecko atutem nie jest,

      hmmm... ja miałam dwojesmile zanim związałam się z moim M oświadczyło mi sie prócz
      M dwóch innych panówwink śmiem wiec twierdzić, że nie od ilości dzieci to zależy
      ( bo ja często prócz swoich byłam otoczona dodatkowymi) a od tego jakim jesteś
      człowiekiem

      >pomijając już kwestię organizacyjną, że między
      > pracą a przedszkolem trudno kogoś wyrwać

      smile tez sie z tym nie zgodzęsmile)) bo w moim życiu najwieksza ilośc adoratorów to
      był okres gdzie pracowałam od 7 do 21 i wówczas miałam w swoim życiu taki
      okres, gdy adorowało mnie 3 panów smile)chodziłam bez makijażu a oczyska miałam
      podpuchniete z niedospania

      jednocześnie, kazdy z mężczyzn wiedział, że
      primo MAM DWÓJKĘ DZIECIsmile
      dwa poza nim jest dwójka pozostałych panów obok ubiegających sięsmile

      kazdemu z nich mówiłam uczciwie "nie mam czasu sie nawet wyspać wiec tym
      bardziej zastanowić z którym z was się związać"smile


      wiec ja jestem zwolennikiem twierdzenia, że DZIECI NIE SĄ ŻADNĄ PRZESZKODĄ smile
      a uleganie tego typu tłumaczeniom zwalnia kobitki z dbania o SIEBIe i nie
      chodzi mi tu o makijaż, a o swój własny rozwój i poczucie własnej wartości




      • burza4 Re: Mam pytanie - Alimenty 25.02.07, 14:22
        reksia napisała:

        > burza WYPŁATY WIELU OSÓB TO 1000ZŁ DO 1500ZŁ z tego wpłata nawet tych 400 zł
        > to spory wydatek -niekoniecznie jałomużna, wiec problemem jest średnia płac w
        > naszym kraju, a nie zła wola biedynych rodziców!

        nie chce mi się polemizować z tą kwestią, bo rozmawiamy o alimentach w
        kontekście "kary" za odejście, co przy takim poziomie jest śmieszne.

        > > Dorosły facet - jeśli ma zwiększone obciążenie - ma znacznie większe
        > możliwości mozliwości sa zależne od WYKSZTAŁCENIA, DOŚWIADCZENIA
        ZAWODOWEGO,prezentowanego zawodu A NIE PŁCI!

        nie zgodzę się. Mam możliwości z racji wykształcenia, zaradności itd. - ale się
        nie rozerwę, bo dziecko czeka w domu i ktoś musi się nim zająć. I tak eks miał
        pretensję, że za długo pracujęsmile; i przykro mi niezmiernie, bo córka robi mi
        wyrzuty, że zaniedbanym dzieckiem była, bo matka wiecznie w robocie. Tyle, że
        ktoś musiał zarabiać.
        Facet ma większe możliwości choćby dlatego, że to nie on musi lecieć z
        wywalonym językiem żeby zdążyć odebrać dziecko z przedszkola, nie on musi
        poświęcać czas po pracy na opiekę nad dzieckiem. Żeby dorobić - trzeba mieć
        czas przede wszystkim.
        >
        > PRACODAWCY ZALEZY NA DOBRZE ZROBIONEJ PRACY I RESZTA GO NIE
        > INTRESUJE chyba że ktoś zaczyna swe braki w pracy tłumaczyć namietnie "bo mam
        > dzieci"

        guzik prawda, niestety. Pomijam moje osobiste doświadczenia, bo mam wręcz
        przeciwne, mimo że nikt się moim dzieckiem nie przejmował, kiedy w WOLNĄ sobotę
        kończyłam pracę o 23. Taka jest ogólna sytuacja w kraju, podnoszona przez
        ekspertów i organizacje kobiece. W firmie którą znam nowa szefowa HR oficjalnie
        poprosiła dyrekcję o wyjaśnienie, dlaczego na tym samym stanowisku kobiety
        zarabiają znacznie mniej. Mój osobisty mąż zastanawiając się kogo awansować na
        kierownika działu miał do wyboru 3 równie dobrych pracowników. Wybrał
        kobietę... z prostej oszczędności - bo ona nawet po podwyżce zarabiała mniej,
        niż facet, jej podwładny. I mowimy o dużych firmach, gdzie podobno jest nacisk
        na brak dyskryminacji płacowo-płciowej.
        >
        >
        > > jeszcze bardziej, a dzieciata i samotna ma przesrane.
        >
        > BZDURAsmile i piszę Ci to jako samotna, która została z dzieckiem niespełna
        > rocznym więc praktycznie dzieckiem na ręku i 3-4 letnim sama i zawsze miałam
        z > tego powodu wiecej forów niz problemów,

        to mów za siebie - nie jest to trend ogólnokrajowy. Niestety - raczej
        przeciwnie. Ja osobiście w rozmowie o podwyżkę, kiedy mogłam zaprezentować
        skończony z sukcesem projekt usłyszałam argument "bo ty masz dziecko", i krew
        mnie zalała. Jakoś ten fakt nie stanowił problemu, kiedy musiałam w nocy
        pilnować instalacji. Nie brałam zwolnień na dziecko, jak była chora; nie miałam
        jak bywać na rozpoczęciach i zakończeniach szkoły, zaledwie ze dwa razy udało
        mi się być na akademii w przedszkolu.

        > hmmm... ja miałam dwojesmile zanim związałam się z moim M oświadczyło mi sie
        prócz M dwóch innych panówwink śmiem wiec twierdzić, że nie od ilości dzieci to
        zależy > ( bo ja często prócz swoich byłam otoczona dodatkowymi) a od tego
        jakim jesteś człowiekiem

        poniekąd - jednak trzeba do tego również łutu szczęścia. Miałam duże wzięcie,
        bo nieskromnie mówiąc - problemu z adoratorami nie mialam nigdy - ale czym
        innym jest koleś, który smali cholewki, a czym innym kandydat na partnera.
        Pomijam sytuację, kiedy napalony amant stygł na wieść o dziecku, widać było
        panikę, bo taki układ rodzi komplikacje, łatwiej zacząć nowy romans z kimś, kto
        obciążenia nie ma. Reasumując - byłam super materiałem na kochankę, na przyszłą
        żonę - lekko wybrakowanym, bo z garbem.

        >pomijając już kwestię organizacyjną, że między
        > > pracą a przedszkolem trudno kogoś wyrwać
        > > smile tez sie z tym nie zgodzęsmile))

        fakty są proste i logiczne - jak się dobiega 30tki to obracasz się zazwyczaj w
        miarę uregulowanym środowisku, gdzie większość panów jest już żonatych. W pracy
        mozliwość poznania kogoś sensownego jest ograniczona zazwyczaj, szczególnie jak
        są pozajmowani. A poza pracą pozostaje bardzo mało możliwości, bo nie masz
        wolnego czasu i nie bywasz, przecież jako samotna matka nie bardzo masz jak
        latać po klubach.

        • reksia Re: Mam pytanie - Alimenty 25.02.07, 14:53
          burzo wniosek z tego prosty- punkt widzenia zależy od punktu siedzeniasmile i tak
          moje zdanie jak i twoje, obiektywnym nie jest niestety, sa to co najwyzej nasze
          stronnicze odczucia , przefiltrowane dodatkowo poprzez pryzmat naszych
          okrojonych indywidualnych doswiadczeń wink))pozdrawiam
    • aga-aga3 Re: Mam pytanie - Alimenty 01.03.07, 12:40
      "wszystko można, tylko CZEMU? czemu dziecko ma przestać chodzić w
      firmówkach i zacząć jeździć na ferie do Białki Tatrzańskiej, a nie do Austrii?
      za karę, bo rodzice się rozwiedli? "
      dlatego zmienia , że rozwiedzeni rodzice muszą osobno się utrzymywac i takie
      życie jest cięższe finansowo także dla ojca dziecka( co poniektóre mamy
      uważają oczywiście to za słuszną karę). Pozatym ojciec może załozyc drugą
      rodzinę i tez wiele się zmienia.zarówno matka może miec nowego partnera i now
      dziecko i tez finansowo temu pierwszemu sytuacja się pewnie zmieni . Naiwnością
      jest myślenie , że rozwód nic nie zmienia w życiu dziecka także finansowo,
      gdyby tak było to ludzie nie zostawali by latami w związkach dla " dobra
      dzieci".
    • domisia26 Re: Mam pytanie - Alimenty 01.03.07, 13:03
      U mnie wyglad to inaczej. Przy sprawie rozowdowej sedzina wydała wyrok w
      sprawie alimentów kwota, od ojca i drugie tyle ponosic ma matka. Przy czym
      matka utrzymuje sie z pieniedzy dziecka. przy czym my płacimy długi z ich
      małżeństwa i partycypujemy w innych kosztach. Dziecko jest cześciowo uznane za
      niepełnosprawne, wada wymowy, klasa integracyjna. Ex nie rechabilituje małej,
      nic nie robi aby było lepiej z jej mową, ma wpisane ze ta wada jest do
      wyleczenia ale jej sie nie chce bo otrzymywać kase na dziecko z Mopsu to dla
      niej frajda. + alimenty od nas i co roku wyprawka do szkoły, dodatkowe
      pieniążki z pracy jak mój dostaje idą dla małej. Prezenty, kazdy wyjazd zakupy
      dla niej itp. My na wszystko mamy kwitki ex nie miała. Sedzina bardzo była zła
      ze ona kłamie wiec przyznala koszty utrzymania dziecka, 50%na 50% i tak mamy
      zapisane w wyroku. Teraz my spłacamy jeszcze długi, mamy synka ja niestety nie
      pracuje, na dzień dzisiejszy ale cały czas pomagamy małej, dostaje to co chce.
      Mamy zamiar podnieśc jej sami alimenty ale jaka to bedzie wwota to nie wiem
      licze ze koło 50 zł. bo tyle na dzień dzisejszy jestesmy w stanie.
      Ex nie ma zamiaru iśc do pracy, bo po co, ma kase małej to moze sobie nie
      pracować.
      • atrust Re: do Domisia26 01.03.07, 21:28
        Nie wiem jakim trzeba byc czlowiekiem,by miec za zle Ex,ze nie pracuje,zeruje
        na alimentach dziecka,samemu czyniac podobnie.Siebie usprawiedliwiasz,ze masz
        synka,a Ex to ma dziecko czy "pieska"?Nie jestes w niczym lepsza od
        Ex,powiedzialabym,ze nawet gorsza.Masz "moralnosc kalego".
        • dominika303 Re: do Domisia26 01.03.07, 22:46
          ufffffff ale ostro smile)
          a moze chodzi o różnice wiekową dzieci. Co innego zostawić niemowlaka w żłobku,
          a co innego podjąć prace jak dziecko na 10 lat - chyba smile)

          pozdrawiam
          • domisia26 Re: do Dominika303 02.03.07, 00:22
            Dominiko mój synek ma cztery latka, córka mojego M 11. Tu nie chodzi o różnice
            wiekowa dzieci. Ja pracowałam nawet do 8 miesiąca ciąży, niestety nie miałam
            wyjścia, długi były i sa nadal duże, wzielismy to na siebie zeby ex miała
            wiecej pieniędzy i zajeła sie wymową małej, dostawała dodatkowa kase od nas na
            prywatne wizyty u specjalistów, przez dwa lata bylismy pewni ze to czyni,
            niestety nie ani kasy ani postepów ani zadnych wizyt. szydło wyszło z worka.
            przyznała się i co powiedziała ze jej sie nie chciało ze mała ma lekarzy w
            szkole. Mamy żal do siebie że wcześniej tego nie sprawdziliśmy.

            Na dzień dzisiejszy nie pracuje moje zdrowie mi na to narazie nie pozwala, i
            bardzo sie tym martwie bo z jednej pensji nie jest łatwo zyć płacąc jeszcze
            długi. Ale mam nadzieje ze szybko wróce do zdrowia i powróce do pracy, i
            bedziemy mogli jeszcze bardziej pomagac małej.
            Co do ex mojego M nie pracowała wogóle, ani przed dzieckiem ,ani po ani przez
            te 11 lat, do czasu kiedy zdradzała mojego i mój nie wiedział miała jego
            pieniądze, potem kiedy sie rozstali, miała alimenty i poeniadze z opieki, teraz
            też ma pieniądze i nie pracuje, bo jak mi mówiła nie ma sensu pracowac jak kase
            mozna ciagnąć za darmo. Mnie to nie obchodzi, mamy swoje życie, płacimy
            alimenty dodajemy od siebie ile możemy wszystko dzielimy po równo, i na małą i
            na naszego synka, to jest nasza rodzina. Pozdrawiam cie cieplutko. Gdybys
            chciała porozmawiać napisz na priv.
    • babe007 Re: do Domisia26 02.03.07, 09:46
      domisia26 napisała:

      > I jeszcze jedno jak cie dawno żaden facet nie prz.....ł to nie wyżywaj sie na
      > innych bo ten post nie był kierowany do ciebie ale do autorki wątku.
      >

      Pozwolę sobie zwrócić uwagę (mimo, ze ja na tym forum mam status gościa, ale
      myślę, że i rezydentki sie ze mna zgodzą), ze tego typu argumenty są na
      rynsztokowym poziomie, którego (mniej lub bardziej skutecznie wink ) staramy sie
      unikać. Nie mówiąc już o tym, ze troszkę zgrzytnęło kiedy po czymś takim
      piszesz o kulturze... Może następnym razem ogranicz się do argumentów
      merytorycznych.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka