Witam, jak pewnie wiecie, nie jestem anbi ex, ani macochą. Mam męża, dzieci.
Czyli właściwie normalna rodzina. Ale bardzo często podczytuję i was i
samo0dzielne, bo czasami naprawdę wielu rzeczy przydatnych można się
dowiedzieć.
Mam więc pytanie, którego nie zadam na samodzielnych, bo by mnie zagryzły (
są chyba strasznie na tym pkt przewrażliwione).
Na samodzielnych, ale i u was często przewijają sie wątki na temat wysokości
alimentów. Tam cały czas piszą, ze żądają od ex, lub dostały np 400 sł na 4
miesieczne dziecko. Mówia że to za mało i bedą podwyższać. Ok 400 zł to za
mało, ale mnie sie zawsze wydawało, że alimenty są od obojga rodziców i jak
tata daje 400 zł to i matka powinna tyle dać. No a 800 zł na takiego malucha
to chyba bardzo dużo i jeszcze zostanie?
Moje pytanie sprowokowane jednym z postów ( ojciec pisze ze chce dawać na 2
dzieci 2500 i zostawia zonie mieszkanie, samochód itd, a ona twierdzi, że za
mało ). Jak to więc jest. Oboje rodzice muszą łożyć na dzieci czy tylko jedno?
Przecież 2500 to dużo na dzieci. Ja mam dwoje dzieci i wydaję na nie max 2000
zł miesiecznie ( prywatne przedszkole córki, zerówka syna, angielski dla
obydwojga, przedszkole muzyczne dla obydwojga i lekcje pianina dla syna, no i
wiadomo zabawki, wyjazdy,itd.) Wiec chyba w ten sposób to ojciec zaspokaja
większosć potrzeb materialnych dzieci. A gdzie wkład matki?
Ja rozumiem jeszcze jeżeli by żadała alimentów na siebie, bo poswięciła sie
dzieciom. Ale ona twierdzi podobno że to za mało na dzieci.
Nic już nie rozumiem.
Mam nadzieję że wybaczycie mi moją niewiedzę w tym temacie

i zechcecie
uświadomić, czy matka nie musi nic dokładać, czy alimenty od ojca powinny
pokrywać ponad 50 % kosztów utrzymania dziecka ( nie mówie o przypadkach gdy
to jest dużo mniej ).
Pozdrawiam was serdecznie
Ale tak mi sie jakoś