26.03.07, 12:57
Witam wszystkich. Dawno mnie tu nie było ale widzę że nic się nie zmieniło.
Może znajome twarze zatem coś poradzą.
Gwoli streszczenia: mój M jest wreszcie, po 7miu latach, rozwiedziony,
przeszliśmy straszny kryzys w okolicach tego rozwodu, było naprawdę źle i
niewesoło, krótko mówiąc było blisko rozstaniasad
A teraz niby sytuacja się ustatkowała ale jest następna rzecz, której nie
umiem rozwiązaćsad I już sama nie wiem czy szukam dziury w całym, czy powinnam
wyluzować. Może wy na to spojrzycie neutralnym okiem.
Otóż mój M chce kupić dom/mieszkanie, jak tam zwał (na razie wynajmujemy).
Problem jest taki, że znowu wszystko dzieje się jakby poza mną, nie mówię, że
od razu po rozwodzie chciałabym aby się ze mną żenił, wręcz przeciwnie, mam
coraz mniejszą na to ochotę, ale jest mi przykro, że w ogóle między nami nie
ma wspólnoty celów i dążeń. Żyjemy dwoma oddzielnymi życiami. M tak naprawdę
szuka domu dla siebie i swoich dzieci, nie dla nas, chociaż mogłabym się
dołożyć ze swoich środków i kupić coś razem to w ogóle nie ma o tym mowy, on
nie chce i już. No i w sumie go rozumiem, bo rozwód i podział majątku był
dość traumatyczny, więc srał go pies. Nie muszę być współwłaścicielem jak ma
takie złe wspomnienia. Ale jest mi strasznie przykro, że tak niedelikatnie
podchodzi do tej kwestii i ciągle daje mi do zrozumienia, że będę tam tylko
gościem (a w momentach kłótni to nawet potrafi mi powiedzieć, że on chce mieć
święty spokój i musimy się rozstać i nie jestem w takim razie zaproszona żeby
się tam przeprowadzić z nim). Te kłótnie to zazwyczaj reakcja M na moje
pytania, czy przewiduje tam pokój dla trzeciego dziecka bo jakoś wspomina
tylko o planach na dwa pokoje dziecięce - o te, to nawet już urządził w
myślach. Nie umiem z nim w ogóle rozmawiać na takie tematy, zaraz się na mnie
wścieka i krzyczy, że tylko wszyscy coś ciągle od niego chcą i mają wymagania
a on ma ich uszczęśliwiać (czyli np. mi dać dziecko, dom, pierścionek, można
dopisać cokolwiek). A ja bym tylko chciała mieć jakieś poczucie stabilizacji
i czuć się kochana i wiedzieć jaki jest plan na przyszłość. I nie bardzo mi
to poczucie stabilizacji da mieszkanie w domu, który de facto jest M i jego
dzieci. Jak ja mam się cieszyć z tego jego zakupu jak nie czuję się zupełnie
częścią tego Wielkiego Planu, nie będę miała na nic wpływu, w każdej chwili
daje mi się do zrozumienia czyj ten dom jest, jakim cudem mam się zatem
cieszyć i planować kolor zasłonek jak ja nawet nie wiem czy i na jak długo
znajdzie się tam dla mnie miejsce? Dochodzi do absurdów, M widząc, że ten
temat jest dla mnie nieprzyjemny raz ma do mnie pretensje, że się nie
angażuję w wyszukiwanie ofert i pomaganie mu w znalezieniu tego domu, a z
drugiej strony czasami już zupełnie jest chora sytuacja bo on tego domu
jeździ i szuka ze swoimi kolegami lub dziećmi. Nie wiem jak on planuje potem
to przeprowadzić: powie mi pakuj się, przeprowadzamy się tu i tu? Przecież to
jest jakieś chore. Nie umiem z nim w ogóle rozmawiać na ten temat i
wytłumaczyć mu, że nie chodzi nawet o kwestie finansowe czy materialne, ale
nawet gdybyśmy nie kupowali nic wspólnie to nie powinien się tak zachowywać.
Że zawsze można tak sie zachowywać, żeby ta druga osoba czuła się tam również
mile widziana, chciana i żeby była w stanie nazwać to miejsce swoim domem. Ja
już naprawdę czasem nie wiem czy to ja szukam problemów tam gdzie ich nie ma
czy też powinnam wreszcie przejrzeć na oczy i stwierdzić, że może mój M po
prostu najzwyczajniej w świecie, planów żadnych co do mnie nie masad Dodam, że
na codzień jest dla mnie bardzo miły, stara się sprawić mi przyjemność w
drobnych rzeczach, tylko wtedy kiedy mowa o sprawach fundamentalnych zupełnie
się odmienia. Także dochodzi do tego, że rozmawiamy o pierdołach, pogodzie,
pracy, znajomych i newsach z TV, a zupełnie nie jesteśmy w stanie zamienić
dwóch słów na temat wspólnego życia, domu, dziecka, bo każdy ma inny pomysł
na nie i zaraz dochodzi do klótni. Co ja mam zrobić? Czy w ogóle można kogoś
nauczyć zastąpnienia sformułowania "ja" sformułowaniem "my" bo wynika to z
jakiejś jego niedelikatności w obejściu czy też smutna prawda jest taka,
że "my" samo przychodziło by mu na język gdyby tak po prostu czuł?
Powiem Wam, że jestem tak zmęczona tym wszystkim, że w ogóle mnie ta wiosna
nie cieszy.
Obserwuj wątek
    • barbara001 Re: dom 26.03.07, 13:09
      Także dochodzi do tego, że rozmawiamy o pierdołach, pogodzie,
      pracy, znajomych i newsach z TV, a zupełnie nie jesteśmy w stanie zamienić
      dwóch słów na temat wspólnego życia, domu, dziecka, bo każdy ma inny pomysł
      na nie i zaraz dochodzi do klótni. Co ja mam zrobić? Czy w ogóle można kogoś
      nauczyć zastąpnienia sformułowania "ja" sformułowaniem "my" bo wynika to z
      jakiejś jego niedelikatności w obejściu czy też smutna prawda jest taka,
      że "my" samo przychodziło by mu na język gdyby tak po prostu czuł?

      No właśnie. Od zawsze było tak, że mieliście inne pomysły na przyszłość? Moim
      zdaniem, jak ktos myśli "my" to też w ten sposób postępuje. A tutaj...? Nie mam
      prawa robić psychoanalizy Twojego związku, ale wiem, że ja w takim układzie
      czułabym się zbędna.
      • claairee Re: dom 26.03.07, 13:18
        barbara001 napisała:

        > Także dochodzi do tego, że rozmawiamy o pierdołach, pogodzie,
        > pracy, znajomych i newsach z TV, a zupełnie nie jesteśmy w stanie zamienić
        > dwóch słów na temat wspólnego życia, domu, dziecka, bo każdy ma inny pomysł
        > na nie i zaraz dochodzi do klótni. Co ja mam zrobić? Czy w ogóle można kogoś
        > nauczyć zastąpnienia sformułowania "ja" sformułowaniem "my"

        Wygląda na to, Twoje plany na szczęśliwą przyszłosć są inne niż jego.

      • balladynka Re: dom 26.03.07, 13:37
        Od zawsze było tak, że mieliście inne pomysły na przyszłość?

        No właśnie chyba tak, tylko ja tego nie widziałam, naiwnie zakładając, że on
        też siedzi i roztacza romantyczne wizje o tym, jak to żyli długo i szczęśliwie.
        Dodam jeszcze, że jak tylko zaczyna się jakakolwiek rozmowa na takie tematy, to
        pierwsze co, to M wyciąga temat jego dzieci, co mnie po prostu doprowadza do
        szału. Ja wiem, że rodzic musi takie rzeczy też brać pod uwagę, ale mógłby
        doprawdy czasem zamilknąć. Próbuję rozmawiać o domu - nieważne gdzie, jaki, czy
        nam się będzie podobał, czy go potrzebujemy, pierwsze co, to najważniejsze,
        żeby było tam miejsce dla jego dzieci, albo musi kupić taki, zeby była dobra
        lokata kapitału żeby dzieci w przyszłości miały z niego pożytek. Próbuję podjąć
        rozmowę o wspólnym dziecku - dla M w całej tej dyskusji nieważne jest, że
        byłoby fajnie zobaczyć co wyrośnie z takiej naszej mieszanki, że Balladynka by
        też chciała być matką, nie, od razu jest najważniejsze, jak się będą czuły jego
        dzieci, czy nie poczują się odsunięte, a jak ja je będę potem traktować, a czy
        eksia się nie wkurzy, a czy on będzie miał dla nich wystarczającą ilość czasu
        itd itp. Może to niepoprawne politycznie co napiszę, ala naprawdę mam wrażenie,
        że zaraz wyskoczą i z lodówki.
        Ciągle muszę coś udawadniać, na coś czekać, na coś sobie zasłużyć, wszystko
        rozpatrywac pod kątem jego dzieci. Całe moje życie jest "pod warunkiem,
        że...dzieci"
        • nini6 Re: dom 26.03.07, 14:15
          Moim zdaniem jesteś zadrosna o dzieci Twojego M.
          Czy nie jest tak, że Wasze wpólne dziecko oprócz "mieszanki" Was miało by być
          widocznym znakiem scementowania Waszego związku? Oraz przeciwwagą dla jego
          dzieci, czymś, co przyciągnie go do ojcowania razem z Tobą? Masz nadzieję,że
          zacznie mówić o Waszym dziecku przynajmniej połowę z tego, co mówi o tamtych
          dzieciach i tego z przyjemnością będziesz słuchać?
          Jest duża szansa,ze "jak się będą czuły jego
          >
          > dzieci, czy nie poczują się odsunięte, a jak ja je będę potem traktować, a czy
          > eksia się nie wkurzy, a czy on będzie miał dla nich wystarczającą ilość czasu
          > itd itp."
          będzie przedkładane nad Wasze wspólne dziecko, bo ono ma oboje rodziców na
          miejscu a tamte nie i trzeba im to wynagrodzić. Sytuacja może się pogorszyć.
          On zostanie skierowany w stronę wynagradzania dzieciom i łagodzenia Eksi a Ty
          będziesz miała nadal żal do niego o to samo + dodatkow, że Wasze wspólne
          dziecko go mało obchodzi.

          Z tego,co piszesz dla mnie wynika,że on nie bardzo widzi Was razem, z wspólnym
          dzieckiem. Dobitnie daje Ci to do zrozumienia. Najważniejsze są dla niego jego
          dzieci z poprzedniego związku. To świetnie dla nich ale nie dla Ciebie.

          Może być też tak, że Twój pęd do macierzyństwa jest spowodowany zegarem
          biologicznym, bardzo chcesz być matką. Zazdrość o jego dzieci nie ma tu nic do
          rzeczy..
          Ja na Twoim miejscu nie pakowałabym się w dziecko z tym facetem. Z żadnych
          pobudek. Może być tylko gorzej dla Ciebie. Bedziesz dalej samotna tylko z dzieckiem.
          To moje zdanie, mam nadzieję,że Cię nie uraziłam.
          Pozdrawiam.
          • balladynka Re: dom 26.03.07, 14:38
            No pewnie, że jestem zazdrosnasmile M o to dba codziennie z dużą werwą i
            wytrwałościąsmile
            Wspólne dziecko miałoby być tylko i wyłącznie wspólnym dzieckiem, bo bardzo
            chciałabym być mamą, i nie ma to nic wspólnego z odciąganiem M od tamtych
            dzieci, nie taki mój plan. To chyba jednak ten zegarsmile Pewnie, że chciałabym
            żeby trochę dla odmiany pomówił ze mną o naszych planach i słuchałabym tego z
            przyjemnością. A co w tym złego? Ja już dawno sobie uświadomiłam, że miałabym
            to dziecko tak naprawdę sama i musiałabym się nieźle nagimnastykować, żeby to
            działało. Co do reszty Twojego postu to wyraziłaś moje największe obawy,
            niestety. Dlatego jestem stałą klientką pobliskiej apteki póki cosmile
            Pozdrawiam.
            • nini6 Re: dom 26.03.07, 14:48
              Pewnie, że chciałabym
              > żeby trochę dla odmiany pomówił ze mną o naszych planach i słuchałabym tego z
              > przyjemnością. A co w tym złego?

              Nie ma w tym nic złego. Jest to naturalna czynność ludzi, którzy MAJĄ wobec
              siebie plany. Ty z nim chcesz planować, on z Tobą nie...
              Życzę Ci mężczyzny, który chętnie będzie z Tobą rozmawiał na temat wspólnej
              przyszłości.
              Pozdrawiam ciepło.
    • claairee Re: dom 26.03.07, 13:14
      Moim zdaniem nie szukasz dziury w całym.
      Mężczyzna, któremu naprawdę zależy na kobiecie, będzie chciał mieć z nią wspólne
      plany i przedsięwzięcia i będzie troszczył się o jej poczucie bezpieczeństwa.

      Rzucane w kłotniach teksty o tym, ze możecie sie rozstać i że nie jesteś do jego
      domu zaproszona, świadczą niestety o tym, że jemu tak bardzo nie zależy na
      Tobie, no i o tym niestety, ze Ciebie nie szanuje, tak mi się wydaje. Bo facet,
      któremu naprawdę zależy na kobiecie, nie bedzie tak przeciągał struny, a nuz ona
      się obrazi i odejdzie. On się nie boi, że Ty się odejdziesz, wiec albo chce
      ciebie do tego sprowokować, albo jest mu wszystko jedno, albo wie, ze Tobie tak
      zależy, że nie odejdziesz i zniesiesz bardzo dużo.
      To oczywiscie tylko moje przypuszczenia, nie zanm wszej historii dokładnie.
      Ale patrząc z boku tak jakos to wygląda.

      pozdrawiam

      • elf28 Re: dom 26.03.07, 13:21
        Balladynko, moje zdanie od ostatniego razu nie zmieniło się. Uważam, że nie
        jest to mężczyzna dla tak ślicznej, mądrej i wrażliwej kobiety jaką jesteś.
        Niestety. Poza tym wszystkim kochający i dojrzały mężczyzna tak się nie
        zachowuje, nie miej więc wyrzutów sumienia, że szukasz dziury w całym.
    • kati27 Re: dom 26.03.07, 13:55
      hej, a może czas na swoje plany. Musisz przecież mieć poczucie, że masz swój dom
      i swoją przystań. Może warto, w miarę możliwości finansowych, kupić sobie własne
      mieszkanie? trudno mówić coś o was wiedząc tylko to co napisałaś. Twój M jest
      chyba grubo uprzedzony do kobiet - to problem który dotyka nawet mądrych
      facetów, ale oni potrafią sobie z nim poradzić i ułożyć sobie na nowo życie z
      kimś kogo kochają. A może on już nie chce sie wiązać z kimś poprzez ślub,
      wspólne dobra i dzieci? Jeśli tak chyba czas na ewakuację. Jeśli nie to czas na
      poważną rozmowę i na podjęcie własnych działań. Jeśli wszystkie znaki wskazują,
      że nie będziesz z nim szczęśliwa czy jest sens dalej to przeciągać?? Jeśli
      uważasz że tak wypnij się na to, że w jego domu masz być gościem i zadbaj o swój
      dom w którym on również będzie gościem.
      Nie dołuj się wiosna jest piękna smile wink
      • balladynka Re: dom 26.03.07, 14:19
        Hej. Jestem osobą niezależną finansowo, mam swoje mieszkanie więc to nie o taki
        rodzaj stabilizacji mi chodzi. Przeszłam już etap takich posunięć, że nie to
        nie, ja sobie kupię swoje, przeszłam fazę urządzania i wybierania kafelków
        (sama), tylko, że to nie o to w życiu chodzi. Mieszkanie stoi puste i co z
        tego, że je mam? Ja bym chciała wybierać te kafelki razem i widzieć jakiś sens
        po co to robię. Ja z tych co to pod mostem, byle razem. A tego poczucia właśnie
        mi brakuje u M.
        • kati27 Re: dom 26.03.07, 14:28
          no to klops sad chciałoby się powiedzieć to rzuć go i tyle, ale ja wiem jak to
          jest jak kogoś się kocha. Czasami są to problemy które można wspólnie rozwiązać,
          czasami jest to walka z wiatrakami.. Niestety..
          Ja miałam też trudny okres z moim M. Udało się nam go wspólnie przejść i jest
          bardzo dobrze, choć miałam momenty że chciałam skończyć ten związek - teraz z
          perspektywy czasu żałowałabym. Musisz sama ocenić czy jest on mądrym człowiekiem
          z którym warto spędzić całe życie. A wspólne cele są podstawą trwałego związku..
          Więc dziś ich nie ma a czy niedługo będą??
        • poxywka Re: dom 26.03.07, 14:52
          balladynka, ludzie czasem tak sie zapatrza w jeden punkt, ze trzeba im dac po
          glowie zeby sie ockneli; co prawda Twoj NM dlugo juz tak patrzy ale moze po
          prostu nie wydarzylo sie nic co by go obudzilo
          pojecia nie mam czy to zadziala ale obserwowalam juz sporo przypadkow, gdy
          zadzialalo wiec moze sprobuj ? - znaczy zrob zdecydowany krok bo slowa tylko
          zagrzewaja go do walki i buntu; pokaz jak bardzo Ci to nie odpowiada nawet
          jesli mialoby to oznaczac wyprowadzenie sie, na jakis czas, do swojego
          mieszkania; nie wiem czy pamietasz ale ciemnanocka tez miala problemy wlasnie
          tego typu; ze exia, ze dziecko, ze wszystko tylko nie jej potrzeby byly wazne;
          prawie sie rozstali i wtedy chlop sie obudzil; po rozwodzie czlowiek ma w sobie
          tyle poczucia winy i zalu, ze nie potrafi normalnie myslec;
          wydaje mi sie ze rozmowa nic a nic nie zmieni chyba, ze prowadzona przez kogos
          obcego; tylko konkretne dzialanie; nie chodzi mi o szantaz 'chce byc
          wspolwalscicielka bo inaczej sie wyprowadzam' ale samo 'wyprowadzam sie - nie
          potrafie byc szczesliwa w takim zwiazku'; juz on dokladnie bedzie wiedzial o co
          chodzi; byc moze nie musi to byc wyprowadzka ale na pewno cos dosc radykalnego;
          jednak rozstanie na kilka dni czesto pomaga obu strona przemyslec; nie ma wtedy
          klotni i nakrecania sie, tylko wlasne mysli, ktore w koncu uswiadamiaja nam
          czego chcemy
          i na pewno w zadnym wypadku nie moze tak byc, ze bedziesz unikac tematu dla
          swietego spokoju i dla swietego spokoju godzic sie na traktowanie, ktore Ci
          calkowicie nie odpowiada; im dluzej tak bedzie tym bardziej Ty bedziesz
          nieszczesliwa a on przekonany, ze ma racje! raz Ty zakoncz taka rozmowe mocnym
          akcentem i nie daj sie - nastepnym razem bedzie juz latwiej
          pozdrawiam serdecznie
          poxywka
          • balladynka Re: dom 26.03.07, 15:17
            Wstyd się przyznać, ale ja parę miesięcy temu zrobiłam już taki krok,
            wyprowadziłam się na trzy tygodnie, M najpierw wysyłał jakieś sygnały, że
            tęskni, że mu źle, ale bez konkretnych deklaracji, a potem mu się odwidziało
            jak zaczęłam prosić o konkrety, i już przestał tęsknić a wpadł w swoją stałą
            nutę, że będzie miał święty spokój i zero kolejnych problemów, będzie mógł się
            poświęcić dzieciom i nikt mu nie będzie ględził w tej kwestii, no trudno, nie
            było nam pisane. No a potem niestety zżarła mnie tęsknota i wróciłam ja z
            podkulonym ogonkiem więc nie doczekałam tego co by ostatecznie z tego wynikło
            gdyby to zależało od niegosad Także obawiam się, że ja się nie nadaję do takich
            blefów. Jak teraz sobie przypomnę tamte upokorzenie to aż mi się słabo robi ze
            wstydu i bezsilności.
            • dominika303 Re: dom 26.03.07, 15:19
              Sorry, ale wy nie jesteście sobie pisani sad(((

    • mikawi Re: dom 26.03.07, 14:42
      Balladynko, napiszę to samo co elf - daj sobie z nim spokój, bo facet nie mysli
      o WAS tylko o SOBIE i jakoś nie widzę szans na spektakularne zmiany w tej
      kwestii, szkoda czasu.
    • natasza39 Re: dom 26.03.07, 14:53
      balladynka napisała:


      >Co ja mam zrobić? Czy w ogóle można kogoś
      nauczyć zastąpnienia sformułowania "ja" sformułowaniem "my" bo wynika to z
      jakiejś jego niedelikatności w obejściu czy też smutna prawda jest taka,
      że "my" samo przychodziło by mu na język gdyby tak po prostu czuł?<


      Wiesz balladynko....
      On Cię nie kocha.
      Jemu jest z Toba pewnie bardzo dobrze, ale on Cie nie kocha.
      Zauważ, ze jemu jest dobrze,ale na jego zasadach, a nie na Twoich.
      Jak się kogoś kocha, to nawet nie umie sie myśleć "ja". Zawsze myśli sie "my".
      To nie kwestia charakteru, ale uczuć.
      Przykro mi, ale ja to właśnie tak widzę.
    • lilith76 Re: dom 26.03.07, 15:35
      Balladynko,
      doskonale wiesz, że bardzo dobrze cię rozumiem, ale...
      Z boku, obiektywnie wygląda to tak, że was nie ma.
      Jakiś czas temu dałaś sygnał, że można cię ignorować, nie brać pod uwagę, a i tak nic się nie stanie.
      Wiem, jak ciężko coś z tym zrobić.
    • triss_m7 Re: dom 26.03.07, 16:41
      Niestety, z tego co piszesz to wynika jedno - nie macie wspolnej przyszlosci.
      Nie ma Was. On ma swoje zycie, do ktorego Ciebie tylko w wygodnych sytuacjach
      dopuszcza, Ty masz swoje zycie do ktorego otwierasz mu drzwi szeroko tylko on
      nie chce tam wejsc tlumaczac sie traumatycznymi przejsciami.
      Twoj facet nie bierze Cie pod uwage w swoich planach. Jak chciec planowac
      dziecko skoro on wspolnego domu nie planuje??
      To naturalne ze chcesz byc kochana, ze chcesz byc zona, matka tylko... Twoj
      facet nie przewiduje dla Ciebie takiej roli.
      W ogole to niesprawiedliwie Cie traktuje bo bez wzgledu na to co bylo miedzy
      nim a ex, nie wolno mu przenosic na Ciebie odpowiedzialnosci za to, ze kiedys
      sie sparzyl.
      To raczej nie ma przyszlosci.
      Trzymaj sie i powodzenia.
      • barbara001 Re: dom 26.03.07, 17:15
        Ku pokrzepieniu dodam: jak tez miałam kiedys takiego narzeczonego, bez dzieci,
        kawaler, ale typ podobny. Zmarnowałam dwa i pół roku na samodzielne budowanie
        naszego zwiazku. Pokreślał swoja odrębność i swoje potrzeby zawsze i wszędzie.
        Doprowadził do tego, że cieszyłam się tym co dawał mi z jednego dnia, bo jutra
        i jego pomysłów na życie nigdy nie byłam pewna. W jego mniemaniu ważni byli
        przyjaciele, pies, kot, telewizor, aktualnie ulubiona książka i ......gdzies
        tam ja (byc moze bo nie czesto to słyszałam). Co najlepsze był mistrzem w
        budowaniu poczucia winy, i ja czułam się winna, że ...w zasadzie nie wiem
        dlaczego, ale cała wine zawsze byłam gotowa wziąc na siebie. Az przyszedł taki
        dzień, kiedy sobie rano wstałam i popatrzyłam na niego to zobaczyłam jakiegos
        obcego faceta, na dodatek wcale nie fajnego. Którego znam jak zły szeląg, a on
        mnie wogóle. Mimo to przezyłam bardzo to rozstanie(hura, hura, hura!!!!!)i
        tylko na dobre mi to wyszło. Życzę co Balladynko nagłego przebudzeniasmile
    • geos Re: dom 27.03.07, 09:14
      (a w momentach kłótni to nawet potrafi mi powiedzieć, że on chce mieć
      > święty spokój i musimy się rozstać i nie jestem w takim razie zaproszona żeby
      > się tam przeprowadzić z nim)

      Gdyby facet rzucił mi taki tekst pierwszy raz - zapytałabym czy on wie co mówi i
      zostawiła temat.
      Przy drugim razie zapytałabym czy on chce, żebym odeszła?
      W zależności od odpowiedzi albo bym wytrzymała do trzeciego razu i spakowała
      manatki albo zrobiłabym to za drugim razem.
      Różne rzeczy można znieść ale takiego zachowania, które ja nazywam męskim
      chamstwem - NIE!

      Facet sie musi pozbierać po tym rozwodzie - SAM! I albo chce być z tobą i cię
      szanuje, i wie, że jest mu trudno ale jest ktoś kto na niego czeka i wie ile ta
      osoba jest warta albo traktuje drugą osobe jak dodatek, który jest mu potrzebny
      bo boi sie byc sam!
      Tylko, że to nie jest najlepszy powód do wspólnego bycia.
      Mądry terapeuta powiedział mi kiedyś, że człowiek który sie rozwiódł nie potrafi
      za pierwszym razem stworzyć stałego związku bo sie go boi!
      Na sobie sprawdziłam, że to prawda.Tez byłam z kimś kto mów mówił, że teraz to
      on mi nic obiecac nie może bo on sie rozwodzi, potem będzie musiał zatroszczyć
      się o dzieci i dlatego innych dzieci już nie chce itd.. Wszystko miało być na
      jego zasadach, doszło do tego, że jak eksia zadzwoniła do mnie z wyzwiskami i ja
      mu to powiedziałam to on się wkurzył, że mu głowę zawracam.
      W każdym bądź razie facet, który tak rani kobietę w rozmowach, wali w nią chcąc
      odreagować nie jest dobrym kandydatem do związku.
      Sama sobie tez musisz odpowiedzieć na pytanie czy jesteś z nim bo go tak
      strasznie kochasz czy dlatego, że boisz sie samotności?
      Ten mój terapeuta powiedział mi też, że najpierw trzeba nauczyć sie byc samemu
      żeby potem być z kimś w partenerskim związku.
      Bo strach przed samotnością powoduje, że godzimy sie na zbt wiele krzywdzenia
      byle tylko nie być samemu.
      Dasz radę!
      Mądra kobitka z ciebie
      Rozstanie mocno przeztłam
      • anastazjapotocka Re: dom 27.03.07, 10:42
        Co za dzień?
        Popieram przedmówczynie.
        Dodam tylko, że warto się zastanowić nad jedną sprawą: a gdybyś (nie daj Bóg)
        ciężko zachorowała i potrzebowała stałej opieki przez kilka miesięcy, 24
        h/dobę - mogłabyś na niego liczyć?
        Mogłabyś?
        Uwierz mi, nie warto żyć z mężczyzną, który nie jest gotowy umrzeć dla Ciebie.
    • maxxi26 Re: dom 27.03.07, 14:49
      Popieram dziewczyny. Facet myśli tylko o tym co dobre dla niego, a Ciebie
      dopuszcza do siebie na ile mu wygodnie. Uwikłałaś się w bardzo toksyczny
      związak, ale miłość do niego powoduje że nie potrafisz go zostawić. Widzę
      tylko dwa rozwiązania, jedno lepsze, drugie gorsze (ale moze łatwiejsze dla
      Ciebie).
      Pierwsze - najsensowniejsze, ale bolesne - koniec z tym facetem. Cierpienie
      krótkie (pewnie ze 2 miesiące) aczkolwiek intensywne. Ale zważywszy na Twój
      wcześniejszy powrót - zastanawiam się czy będziasz miała na to siły.

      Drugie rozwiązanie - to dziecko. MOcno to sprzeczne z moimi poglądami co w tym
      miejscu powiedziałam, ale tak to widzę. Chcesz dziecka a po drugie, biorac pod
      uwagę jego uczucia dla dzieci, może i Ciebie i nowe dziecko dojrzy w tym
      wszystkim. No i jeśli go tak kochasz, to w jakimś sensie zawsze będziecie ze
      sobą związani. Ale jest to rozwiązanie egoistyczne, bo moim zdaniem kazde
      dziecko ma prawo do pełnej rodziny a tu nie wiadomo co z tego wszystkiego
      wyniknie.
      • chalsia Re: dom 27.03.07, 14:58
        > Drugie rozwiązanie - to dziecko. MOcno to sprzeczne z moimi poglądami co w
        tym
        > miejscu powiedziałam, ale tak to widzę. Chcesz dziecka a po drugie, biorac
        pod
        > uwagę jego uczucia dla dzieci, może i Ciebie i nowe dziecko dojrzy w tym
        > wszystkim. No i jeśli go tak kochasz, to w jakimś sensie zawsze będziecie ze
        > sobą związani. Ale jest to rozwiązanie egoistyczne, bo moim zdaniem kazde
        > dziecko ma prawo do pełnej rodziny a tu nie wiadomo co z tego wszystkiego
        > wyniknie.

        bardziej idiotycznej sugestii daaawno nie widziałam.
        Chalsia
      • triss_m7 Re: dom 27.03.07, 15:49
        > Drugie rozwiązanie - to dziecko. MOcno to sprzeczne z moimi poglądami co w
        tym
        > miejscu powiedziałam, ale tak to widzę. Chcesz dziecka a po drugie, biorac
        pod
        > uwagę jego uczucia dla dzieci, może i Ciebie i nowe dziecko dojrzy w tym
        > wszystkim. No i jeśli go tak kochasz, to w jakimś sensie zawsze będziecie ze
        > sobą związani. Ale jest to rozwiązanie egoistyczne, bo moim zdaniem kazde
        > dziecko ma prawo do pełnej rodziny a tu nie wiadomo co z tego wszystkiego
        > wyniknie.

        Maxxi26, chyba zartujesz!?
        Sama jak piszesz daleka jestes od takiego rozwiazania wiec po co to. Sorry ale
        wyjatkowo glupie.
        Pozdrawiam,
        • maxxi26 Re: dom 27.03.07, 16:03
          Wiesz Triss, rozsądkowo rozwiązanie najgorsze z możliwych. szczególnie biorąc
          pod uwagę przypadek mojego m. Jedynym rozsądnym jest rozstanie, ale tego
          Balladynka nawet nie zakłada. Więc albo będzie sama we dwoje,albo będzie miała
          choć dziecko... Egoistyczne to,ale nie raz tak właśnie kobiety zdecydowały.
          • balladynka Re: dom 27.03.07, 16:59
            Nie no, kurde, takiego rozwiązania to nawet nie zakładam. Jeszcze mi tego
            brakowało.
            Na razie mam jeszcze trochę czasu zanim jak to ktoś tu kiedyś pięknie określił,
            mi jajniki zwiędną, więc sobie daruję takie rozwiązania i albo się M zmieni
            albo ktoś inny będzie kiedyś szczęśliwym tatusiem i się będzie z tego cieszył.
            Poza tym jak by się miało skończyć tak by się skończyło, na to bym miała
            niewielki wpływ, ale jednak jestem zdania, że jeśli chodzi o dzieci to
            przynajmniej zaczynać trzeba dobrze a tu jak widać nie rokuje najlepiej więc
            nie będę sobie całkiem prawdopodobnej pętelki ukręcać własnoręcznie.
            Wkurzam się tylko sama na siebie bo czas jednak leci i nie wiem ile mi go
            jeszcze pozostało i wypadałoby coś z tym zrobić a ja nie umiem. I to mnie
            strasznie wkurza.
            • chalsia Re: dom 27.03.07, 17:04
              nie umiesz???
              Nie chcesz umieć.
              Jak sobie będziesz wmawiać, że nie umiesz - to nie będziesz.
              Wkurzasz się na siebie. Dobrze, bo może się w końcu tak strasznie wkurzysz, że
              starczy Ci samozaparcia by ponownie nie wrócic z podkulonym ogonem.

              Na takie sytuacje nie ma innej rady, jak skoczyć na głęboką wodę.
              To, co pomaga, to takie zorganizowanie sobie życia na 2-3 miesiące po rozstaniu
              by wyeliminować do maksimum możliwośc kontaktu - np. wyjedź za granice na 3
              miesiące.
              Chalsia
            • maxxi26 Re: dom 27.03.07, 18:04
              I dobrze, ze takiego rozwiązania nie widzisz, bo byłby to już akt
              desperacji wink. Ale Balladynko, poza rozstaniem innego wyjścia nie widzę,
              żeby Twoje problemy się skończyły. PO ukończeniu pewnego wieku w kwestiach
              zasadniczych faceci się po prostu nie zmieniają. A to wszystko trwa już
              stanowczo za długo, byłozbyt wiele prób dojścia do porozumienia. Jeśli chcesz
              dziecka i to nie w taki sposób, to jestem przekonana, ze to nie on będzie
              szcześliwym ojcem. Ale musisz dać sobie szansę znalezienia tego szczęściarza.
        • maxxi26 Re: dom 27.03.07, 16:14
          A - chyba że widzisz, jeszcze szanse w psychoterapii. Ala je mocno powątpiewam
          czy coś akurat tego faceta jest w stanie zmienić.
      • kati27 Re: dom 27.03.07, 20:00
        no tym sposobem to nasza koleżanka przeniesie się niedługo na forum
        "samodzielnych mam" tongue_out
    • geos Re: dom 29.03.07, 08:03
      > uważaj na jedną sprawę - co prawda czasu jeszcze masz pod dostatkiem, ale
      > proces wychodzenia z toksycznego związku, gdzie zainwestowałaś tyle serca, nie
      > jest ani prostym ani krótkim procesem. Zanim się otrząśniesz, zanim na nowo
      > pokochasz życie - bez niego; zanim znowu będziesz gotowa pokochać - minie parę
      > lat.

      To prawda! Burza ma rację.
      Mnie to zajęło 3 lata.
      • elf28 Re: dom 29.03.07, 10:00
        oj dziewczyny nie przesadzajcie z tymi latami wychodzenia ze związku. Każdy ma
        swój czas. Średnio trwa to około roku a psychoterapia z pewnością pomaga.
        Szkoda Balladynko, ze ja przerwałaś....
        • chalsia Re: dom 29.03.07, 16:50
          > oj dziewczyny nie przesadzajcie z tymi latami wychodzenia ze związku. Każdy
          ma
          > swój czas. Średnio trwa to około roku

          się mylisz.
          Kazdy psycholog Ci powie, że 2 lata są potrzebne na dojście do równowagi.
          Chalsia
          • m-m-m Re: dom 29.03.07, 17:54
            Czas wyjścia ze związku (nie tylko toksycznego, także z tego, który przerwała
            śmierć i nie tylko związku damsko-męskiego : też związku z rodzicami, czy
            innymi bliskimi - co wiem po sobie) zależy od indywidualnych możliwości
            człowieka. Ja jeszcze 5 lat po śmerci mamy miałam gulę w gardle jak o niej
            myślałam - a ponoć żałoba zwyczajowo trwa tylko rok.
            Faktem jest jednak, że Twój związek Balladynko absolutnie nie okuje niczego
            dobrego.
            Ten facet sie NIE ZMIENI. Skoro nie dokonał zmian wcześniej, to tym bardziej mu
            wygodnie w tym co ma teraz.
            Teraz jeszcze czujesz dyskomfort tej sytuacji, ale za kilka lat wrośnie ona w
            Ciebie, być może pojawią się problemy ze snem, albo opadniesz z sił życiowych,
            albo pojawi się depresja niewiadomo skąd. Otóż wiadomo: to będa mogły być
            teraźniejsze problemy, których nie rozwiążesz radykalnie i tak one z Ciebie
            wyjdą w postaci właśnie tych dolegliwości. Nic w przyrodzie nie ginie. Nawet
            jeśli na jawie i w rozumie stłamsisz ten dyskomfort, ktory masz teraz, on
            wyjdzie później, pod inną ostacią i będziesz chodziła leczyć ciało, a to nie
            ciało będzie chore, tylko Twoja psychika da znać o przeciążeniu.
            Życie jest zbyt krótkie by tracić je na złudzenia bez pokrcia. Pomyśl, że za
            drugie tyle lat co masz dziś - będziesz już panią po 60-ątce, na emeryturze być
            może, albo tuż przed nią. Drugie tyle lat co masz teraz zostało Ci na twórcze
            wykorzystanie życia. Ja nie uważam, że po 60-ątce będziesz staruszką, o, nie.
            Ja uważam, że po 60-ątce nie będzisz już miała takich dylematów jak dziś i być
            może będziesz sobie pluła w brodę, że nic z tym kiedys nie zrobiłaś.
    • erlich3 Re: dom 12.04.07, 10:22
      ja też jestem z facetem z przeszłością, który ma dzieci z poprzedniego
      małżeństwa, ale nie wyobrażam sobie żeby mnie tak traktował. Jeśli chce sie w
      pełni realizowac jako ojciec dla dzieci z pierwszego małżeństwa, to niech ci
      wyraźnie powie, że ty w tym planie nie pasujesz. Bo tak naprawdę nie pasujesz.
      Facet jeśli chce układać sobie życie z tobą powinien raczej myśleć o tobie i o
      waszych dzieciach. Daj sobie z nim spokój. Nic z tego nie będzie. Zamęczysz się
      z ta jego miłością do pasierbów.
    • dyderko Re: dom 12.04.07, 12:12
      Chyba nie wyrwiesz się sama, już próbowałaś i, jak sama napisałaś, wróciłaś z
      podkulonym ogonkiem. W Twojej sytuacji zrobiłabym więc inaczej. Mieszkając z
      nim powoli odseparowywałabym się, tj. zajęła swoim życiem, swoimi
      zainteresowaniami, znajomymi. Robiłabym to na co JA mam ochotę i to co MI
      sprawia przyjemność. Wręcz szukałabym tego, czego nie mogłabym zrobić z nim
      (np. mój NM nie lubi chodzić do kina, zaczęłabym oglądać wszystko co nadaje się
      do oglądania, i sama, i w towarzystwie jakie by się trafiło, najchętniej
      nielubianym przez niego). Po jakimś czasie musi się coś wydarzyć... albo on
      zareaguje i zacznie Ciebie na nowo zdobywać (ale lepiej nie nastawiać się na to
      bo jak się tak nie stanie to możesz się znowu wycofać) albo odejdziesz od niego
      emocjonalnie i problem sam się rozwiąże.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka