coccolona
20.07.07, 09:03
Dwojka mioch parierbow przyjezdza do nas nocowac srednio 2 razy w miesiacu.
Teraz maja wakacje, wiec sa na caly tydzien. Uswiadomilam sobie, ze chyba nie
moglabym byc z moim NM, gdyby mial dzieciaki na stale. Tzn nie moglabym byc
macocha calodobowa 365 dni w roku. Nie mam wlasnych dzieci, dla wygody, zeby
nie musiec poswiecac tyle czasu dzieciom. Tymbardziej nie usmiecha mi sie
uslugiwac dzieciom innej baby, nadskakiwac im, przygotowywac jedzonko, myc po
nich gary, sprzatac co chwile, bo bardzo lubie porzadek i denerwuje mnie
nawet, gdy buty czy zabawki leza gdziekolwiek. Moj cudowny krysztalowy stolik
w salonie ciagle jest upackany tlustymi lapami i takie tam.
Ale te kilka dni w roku jestem jeszcze jakos w stanie przezyc. Traktuje ich po
prostu jak gosci w domu.
Ale raczej nie zgodzilabym sie zostac macocha full time. A jak to jest z Wam
macoszki weekendowe i rzadsze? Gdyby zycie postawilo Was w sytuacji, gdzie
dzieci Waszego M musialyby przyjsc pod jego skrzydla na stale? Zostalybyscie
macocha calodobowa?