youla77
26.10.07, 18:05
Witam Was wszystkie :o)Jestem tu Nowicjuszką i dziękuję losowi, że
znalazłam to forum, bo po roku poruszania się po omacku jako ciocia
synka mojego narzeczonego i borykania się z ważnymi dla mnie
problemami, wreszcie znalazłam miejsce, gdzie są kobietki w sytuacji
podobnej do mnie i dzięki temu mogę znaleźc odpowiedzi na nurtujące
mnie tematy. Pozwolicie Moje Drogie, że na początku przedstawię się
pokrótce. Mam 30 lat, od roku mieszkam ze swoim Narzeczonym, w
przyszłym roku planujemy ślub i dziecko. Mój N ma 5 - letniego synka
z nieformalnego związku, który zakończył się, kiedy Mały miał 2
latka. N to wspaniały człowiek, opiekuńczy, troskliwy - marzenie
każdej kobietki. Taki sam jest w stosunku do swojego dziecka,
potrafi się nim zając jak mało który ojciec - to, oprócz innych
oczywiście przymiotów, urzekło mnie bardzo na początku naszej
znajomości. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie... weekendy. Czuję
się odsunięta co drugi weekend, kiedy przyjeżdza do nas 5 letni
synek mojego Narzeczonego. I nie upatruję tu problemu w dziecku,
tylko w moim Mężczyźnie. W tym czasie staję się kucharką i
sprzątaczką, a ojciec 100% czasu poświęca synkowi, nawet nie śpimy
razem w tym czasie, bo mój Narzeczony czuje, że musi spac z
Maluchem. Na nic moje rozmowy o tym, jak ja się czuję, na nic
przykłady, że chyba nie chce, by nasze dziecko, kiedy będziemy je
mieli, spowodowało, że on będzie musiał wyprowadzic się z sypialni
(oczywiście ja nie chcę tego, chcę byc mądra i nie odsuwac
mężczyzny, gdy pojawi się niemowlę). On tłumaczy, żebym nie
porównynwała normalnej sytuacji,gdy rodzice są razem. A mi jest
bardzo ciężko, czuję autentyczny ból w klatce piersiowej i często
płaczę zasypiając sama w sypialni. Chcę dodac, by obraz był
pełniejszy, że nie jestem jakąś tam egoistyczną suchotnicą chcącą
zawłaszczyc mężczyznę dla siebie. Mam wspaniały kontakt z Małym
(podobno żadna inna z poprzednich partnerek nie akceptowała synka
mojego Narzeczonego), chłopiec przepada za mną, kiedy Narzeczony go
odbiera na weekend, pierwsze słowa jego, to czy będzie w domu
ciocia. Choc na codzień jestem niegotująca - tryb życia i pracy, to
w TE weekendy gotuję, smażymy z Małym naleśniki - bo on to lubi
(matka podobno herbatę tylko umie zaparzyc). Często się we mnie
wtula. Chłopiec jest dosyc absorbującym dzieckiem i że tak powiem
niesfornym i nieposłusznym - ojciec po weekendzie jest wykończony.
Ja to rozumiem - ma zamęt, jego matka nie do końca dobrze go
wychowuje, często źle nastawia go do ojca, do mnie również. I ojciec
tez nie nie jest bez winy, bo nie potrafi ustanowic reguł. Małemu
wszystko wolno - nie muszę mówic, co za tym idzie, poza tym wszystko
u Małego jest na NIE. Czytam różne książki, oglądam "Nianię", by byc
mądrzejszą i jakoś potrafic z chłopcem postępowac. Udaje mi się, raz
lepiej raz gorzej. Za swój sukces uznac mogę, że Mały Nie zje z
Babcią, nie zje z ojcem, a pałaszuje kanapki robione przez ciocię,
aż się mu uszy trzęsą. To samo z kąpaniem - u ojca płacze, z ciocią
kąpiel to zabawa. Staram się jak mogę i bardzo przykro mi jest, że
mój Narzeczony tak kategorycznie mówi, że w sprawie syna nie będzie
żadnych kompromisów i będzie tak, jak było zawsze, kiedy mnie
jeszcze z nimi nie było. Nie chcę słyszec i czytac, że to są TYLKO
dwa weekendy w miesiącu (bo z tym się już spotkałam), bo to są AŻ
dwa weekendy odtrącenia. Tym bardziej mi ciężko, bo dla niego
wyprowadziłam się z mojego rodzinnego miasta, zostawiając pracę,
mieszkanie, całą rodzinę, przyjaciół. On jest zaborczy, chce miec
mnie dla siebie, przy sobie, też wtedy, gdy jest Mały a jednocześnie
pozostawia mnie samą. Ostatnio po prostu w TE weekendy wyjeżdżam. Do
swoich bliskich. Jego rodzina mówi mi, bym była cierpliwa, że
on "znormalnieje", kiedy pojawi się drugie dziecko (bo teraz ma
ewidentnie fioła na punkcie syna). Planujemy starac się o dziecko w
przyszłym roku. Zastanawiam się, czy on się zmieni pod wpływem teg
nowego Człowieczka. Chcę dodac, że ja osobiście pragnę Maleństwa,
nie dlatego, żeby się N zmienił ale chciałabym miec swoją Kruszynkę.
Mam więc do Was pytanie, jak sądzicie,czy jest szansa, że drugie
dziecko spowoduje, ża N zacznie zachowywac się normalniej? I czy mam
prawo prosic go, by przychodził spac do mnie, kiedy uśpi Malucha? Po
takich nocach jest niewyspany, bo chłopiec się kręci i śpi zazwyczaj
niespokojnie. N po takiej nocy minę cierpiętnika i narzeka, że
dziecko mu spa nie dało i ogólnie ma przez to zły humor. W ostatni
weekend nie wytrzymałam, kiedy tak marudził i powiedziałam, że
niewyspany jest na własne życzenie - obruszył się. Powiedziałam, że
rozumiem, że chłopiec jest stęskniony, że on też za synem ale chyba
nic się Małemu nie stanie, jeśli zasypiac będzie przy ojcu, który
potem pójdzie spac do mnie. A ojciec skorzysta na tym, bo się wyśpi
i będzie miał humor i siłę bawic się z dzieckiem nastepnego dnia.
Moja znajoma - matka dwójki juz nastoletnich dzieci, powiedziała, że
dzieci mają to do siebie, że w nocy się kręcą, a nie śpią jak mumie.
Proszę, oświećcie mnie.
Jola