powrót pasierba

20.02.08, 14:26
Młody jest u matki na feriach (moc atrakcji - komp, komp, komp i włóczenie się
po mieście - jak w wakacje). Przy jego odbiorze ex nie określiła się kiedy go
przywiezie do domu (błąd mojego M!). Miał wrócić w tę niedzielę, potem w
piątek wieczorem. Kiedy exiara dowiedziała się, że z moim M. wyjeżdżamy na ten
weekend, stwierdziła, że przywiezie go w sobotę. Mój M. rozmawiał z nią,
mówiąc, że wie o naszych planach i żeby Młodego przywiozła do piątku wieczorem
(wyjeżdżamy w sobotę raniutko), albo dopiero w niedzielę. Ewentualnie może
Młodego przywieźć do rodziny, gdzie będziemy (droga skróci jej się wtedy o 100
km x2). Ona stwierdziła, że nie ma innej możliwości, tylko przywiezie mojego
pasierba w sobotę, a jeśli nas nie będzie w domu to pójdzie na Policję. No i
odbierze nam Młodego (wątpię, żeby Młody chciał wrócić do matki. Tylko przez
jej kombinowanie może zawalić szkołę, a kończy podstawówkę i przed nim
egzaminy). Zastanawiamy się co robić. Jesteśmy zaproszeni już od dawna, poza
tym nie zamierzam zmieniać planów. Jestem pewna, że gdybyśmy jej powiedzieli,
że będziemy w dom w sobotę, ona przyjechałaby w niedzielę. To taka głupia
baba! W końcu mój M. nie dał jej sztywnego terminu...
    • msba makao po makale.. 20.02.08, 14:43

      jak się ma złośliwą Ex to trzeba się mieć na baczności, cios może
      nadejść z każdej strony wink na takie baby nie ma innej broni

      Ty najlepiej wiesz do czego ex jest zdolna, czy faktyczne wywinie
      Wam taki numer z policją czy tylko odgraża się?!
      jeżeli jest cwaną bestią to szkoda Twojego pasierba..
      Nasza Ex nie rzuca słów na wiatr..potrafi wysłać smsa o 17 w
      niedzielę, że dzieci zamiast w niedzielę o 18 mamy oddać w
      poniedziałek o 7 rano, niezależnie czy nam to pasuje czy nie. i
      wtedy zazwyczaj dostosowujemy plany do jej zagrań, bo szkoda by
      dzieciaki były stawiane w sytuacjach stresujących..przecież nie
      zostawimy ich pod zamknietymi drzwiami, bo w domu cisza.
      • marusia1 Re: makao po makale.. 20.02.08, 15:03
        Ale jeśli prowadzona jest korespondencja i została poinformowana pisemnie, że
        nas nie będzie, to na miejscu policjanta kazałabym jej popukać się w głowę. Poza
        tym to ona naraża dziecko na bezsensowną podróż. I co chce tym osiągnąć? A Młody
        wie od co najmniej miesiąca o naszych planach. Wystarczy przywieźć go wcześniej
        (a i tak bawi u niej dłużej niż w porozumieniu), albo podjechać do rodziny. Ale
        nie, ona musi pokazać. Tylko co i komu?
        • msba Re: makao po makale.. 20.02.08, 15:34
          marusia1 napisała:

          > Ale jeśli prowadzona jest korespondencja i została poinformowana
          pisemnie, że
          > nas nie będzie, to na miejscu policjanta kazałabym jej popukać się
          w głowę. Poz
          > a
          > tym to ona naraża dziecko na bezsensowną podróż.

          niestety nie wiem co Policja może w takim przypadku zrobić.

          I co chce tym osiągnąć? A Młod
          > y
          > wie od co najmniej miesiąca o naszych planach. Wystarczy przywieźć
          go wcześniej
          > (a i tak bawi u niej dłużej niż w porozumieniu), albo podjechać do
          rodziny. Ale
          > nie, ona musi pokazać. Tylko co i komu?

          rozumiem Cię doskonale. wiem, że to czysta złośliwość i zamierzona
          chęć zepsucia Wam jakichkolwiek planów. to wku...wia. tylko co się
          stanie jeśli faktycznie przywiezie młodego, a Was nie będzie? co z
          nim?
          • marusia1 Re: makao po makale.. 20.02.08, 15:38
            Przecież, jeśli się wybierze w tym terminie, to będzie miała świadomość, że nas
            nie zastanie. Czy ona zastanawia się co zrobi z dzieckiem? Zresztą Młody też
            wie, jakie są plany. Jest na tyle duży, że może powiedzieć co o tym sądzi. Mam
            już dość ustawiania swoich planów pod jej widzi mi się.
            • konstancja16 Re: makao po makale.. 20.02.08, 16:17
              bozzzszzze. pozostaje mi dziekowac niebiosom, ze zsylajac na mnie
              nieszczescie w postaci faceta z przychowkiem uratowaly mnie
              przynajmniej przed zlosliwa Ex... (zartuje z tym 'nieszczesciem'
              oczywiscie)

              glupia sytuacja, myslisz ze ona naprawde go moze przywiezc w
              sobote? a moze byscie ja w takim razie ubiegli i sami odebrali go w
              piatek, podrzucajac tej rodzinie jesli nie macie w planie go
              zabierac na weekend? nie wiem jak sie 'walczy' w takich sytuacjach,
              ale sama nie znosze przymusu wiec chyba probowalabym babce
              wytracic 'bron' z reki. 'bron' w sensie decydowania o tym kiedy
              macie czekac na dziecko... bo moze nastepnym razem poinformuje, ze
              go przywiezie 'w przyszlym tygodniu jak bedzie przejezdzac'. i
              siedzcie caly tydzien czekajac na jej wizyte... trzymaj sie i
              udanego weekendu, wbrew przeciwnosciom!
              • marusia1 Re: makao po makale.. 20.02.08, 17:05
                Mieliśmy jechać sami, bo Młody miał wrócić w niedzielę. Kiedy okazało się, że
                jednak wróci w piątek, to oczywiście pojechałby z nami, bo jedziemy w gości do
                rodziny mojego M., a później do mojej (po trasie). My nie możemy odebrać
                Młodego, bo to w zupełnie przeciwnym kierunku (inne miasta), a gdyby exiara
                przekazała nam Młodego tak jak planuje w sobotę, tylko u kuzyna (przy okazji
                ojca chrzestnego jej córki, ale on o chrześnicy oczywiście ma zapomnieć)
                zaoszczędziłaby 200 km i czas, którego podobno nie ma. Jam już się nie wtrącam -
                zgodnie z sugestiami. Szkoda mi tylko mojego M., gdy widziałam go roztrzęsionego
                po rozmowie z ex. Do tej baby nic nie dociera.
    • reksia Re: powrót pasierba 20.02.08, 16:08
      co zrobić? Proste! Nie dać się szantażować!!!
    • marusia1 No to się narobiło! 28.02.08, 13:34
      marusia1 napisała:
      > No i odbierze nam Młodego (wątpię, żeby Młody chciał wrócić do matki. Tylko
      przez jej kombinowanie może zawalić szkołę, a kończy podstawówkę i przed nim
      egzaminy).

      Ex doprowadziła do tego, co planowała od początku inie odwiozła Młodego. Nie
      doceniliśmy jej jednak - choć moim teściom nie mówi nawet dzień dobry, wybrała
      się do nich, odegrała scenkę z rzewnymi łzami i dziadkowie zrobili, to co
      zamierzali od samego początku - odwieźli Młodego. Mój M. usłyszał, że ona jest
      taaaaaka biedna! Na dodatek my nie byliśmy w ogóle poinformowani, gdzie Młody
      jest, od niego niczego nie można było się dowiedzieć. Gdy wróciliśmy do domu
      wieczorem, dziadkowie przywieźli Młodego i nawet nie weszli do domu. Okazało
      się, że byli z Młodym pod blokiem już wczesnym popołudniem i skomentowali "co z
      nas za rodzice, jeśli na dziecko nie czekamy..." Młody wrócił z wypranym
      mózgiem, zaczął się pakować i stwierdził, że on wraca z dziadkiem do matki, bo
      tam mu lepiej, bo nie musi się uczyć. Poza tym musi się opiekować chorą siostrą.
      Nie będzie nam przeszkadzał, itp, itd. Opadły nam ręce, nie wiedzieliśmy co
      zrobić. Żadne argumenty do niego nie trafiały. Boimy się, że zawali wszystko.
      Mój M. wk**** się na rodziców, bo dolali oliwy do ognia, zostały zerwane
      stosunki, nie chce nawet jechać do nich na święta. Na pytanie dlaczego
      dziadkowie przywieźli Młodego pod blok, a nie przyjechali z nim do nas (do
      siostrzeńca babci), żebyśmy razem spędzili weekend, by Młody miał "przejściówkę"
      po powrocie od matki, a nawet do nas nie zadzwonili. Usłyszałam - każdy się może
      pomylić, nikt nie jest nieomylny.
      Cóż, ja usłyszałam teksty w stylu, że tamta była lepszą synową. Ja im nie
      urodziłam wnuków, nie byli na naszym ślubie, nie było wesela, to tak jakby TO co
      jest nie liczyło się. Ślub wzięliśmy dla siebie, dla Młodego i nie chcieliśmy
      tej całej pompy, tym bardziej, że nie mieliśmy kasy. Wybraliśmy wakacyjną podróż
      ze ślubem - dla nas. Szkoda mi tylko mojego M., że rodzice zamiast stać za nim i
      wspierać go, mają czelność powiedzieć Mu jaka to ex jest biedna. A my? Co my
      przeszliśmy... My jak się okazało jesteśmy tylko przewrażliwieni. To nic, że mój
      M. zapłacił zdrowiem za tamten związek i cały czas płaci przy kontaktach z ex.
      Na dodatek poinformowała GO, że założy sprawę o odebranie MU praw rodzicielskich
      do córki, która jest z nią. Powód - brak zainteresowania. Z racji odległości i
      obowiązków szkolnych Młodego jesteśmy w tamtych stronach raz na jakiś czas. Ex
      zazwyczaj ma inne plany (spędza weekendy u swojego faceta, a M. może widzieć
      córkę tylko przez 2 godz. u niej w domu), a miesiąc temu, gdy pojechali, Młody
      za żadne skarby nie chciał iść do matki. M. sam nie zostałby wpuszczony (o ile
      ex miałaby widzi mi się na tak). KASZANA!
      • chalsia Re: No to się narobiło! 28.02.08, 22:45
        współczuję Wam i dzieciom
      • marusia1 Re: No to się narobiło! 28.02.08, 23:09
        Mój M. uprzedził wychowawczynię Młodego, że mogą być problemy. Jestem po
        rozmowie z nią. Młody już złapał pierwsze jedynki, ma olewający stosunek do
        nauki, zobowiązań szkolnych, których się podjął przed feriami, izoluje się od
        kolegów...
        Nie wiemy co robić. Znowu z nim rozmawialiśmy przez kilka godzin (z przerwami).
        Nam brakuje argumentów, nic do niego nie dociera. Słyszymy tylko "nie, bo nie".
        Wszystko jest głupie i bez sensu, a najbardziej przeszkadza mu, że o niego dbamy
        i się nim interesujemy. Pogubiłam się już w tym wszystkim.
        • elf28 Re: No to się narobiło! 29.02.08, 22:10
          Marusiu, może powinniście na jakiś czas odpuścić rozmowy z nim, dać mu kredyt
          zaufania i zobaczyć co się stanie. Może dla młodego jest to forma zwracania
          waszej uwagi na siebie? Poza tym słuchałam kiedyś audycji w TV z psychologiem
          dziecięcym, który mówił że takie częste pogadanki o nauce wywierają wprost
          odwrotny skutek. Nie potrafię przytoczyć dlaczego, ale może warto poszperać
          gdzieś w necie?
          • marusia1 Re: No to się narobiło! 29.02.08, 22:46
            Wiem, Młody wie, że zależy nam, aby miał dobre wyniki (a jest cholernie zdolny)
            i olewanie przez niego szkoły jest dla nas "karą", sposobem, by nas zranić.
            Dlatego mój M. pyta czy w czymś pomóc. Odpowiedź jest oczywiście, że nie. Do
            tego dziś usłyszałam dużo kolejnych przykrych słów. Też wiem, że mnie dostaje
            się za matkę, która go na każdym kroku zawodzi. Nauczyłam się nie okazywać mu
            emocji, tego jak bardzo mnie rani. Cóż, tak ciężko jednak to wszystko znosić...
            • elf28 Re: No to się narobiło! 01.03.08, 11:16
              Marusiu, może zatem wspólna wizyta by się Wam przydała. Albo przynajmniej Tobie
              i M, po to byście dostali wsparcie i usłyszeli jak sobie z tym radzić?

              Myślę, że jeśli mały próbuje Was karać, to jednak zaprzestanie jakiego kolwiek
              dopytywania o pomoc może sprawić, że sam weźmie się do roboty, bo zobaczy, że to
              co robił do tej pory zwyczajnie nie działa...
              • marusia1 Re: No to się narobiło! 03.03.08, 13:08
                Byliśmy u psychologa. Usłyszeliśmy, że nie jest tak źle, bo nie ćpa, nie ucieka
                z domu, więc chyba nie ma zamiaru wracać do matki. Prawdopodobnie sonduje nas,
                ile dla nas znaczy. Gdy u matki było źle, ojciec podjął kroki, aby przejąć
                opiekę nad synem. Podział majątku i zadowolenie ex przyspieszyło sprawę. Teraz
                Młody zadzwonił do matki z informacją, że będzie u niej jutro, że do niej wraca.
                Minął tydzień i nic. Zero reakcji.
                Zachowujemy się normalnie, przestaliśmy reagować na zaczepki, kupiliśmy Młodemu
                kurtkę na przyszłą zimę. Młody stwierdził nawet, że chce z nami gdzieś jechać w
                wakacje... Wczoraj odrobił lekcje, czegoś się uczył. Powód prozaiczny - zawsze w
                takich sytuacjach działa zakaz komputera. Jeśli dziecko jest roztargnione,
                zamyślone, wciąż gra i nie może się skupić na nauce, to gra staje się nagrodą za
                wyniki. smile)
                • jayin Re: No to się narobiło! 03.03.08, 15:17
                  Czasami dzieciaki mówią różne takie rzeczy. Głównie pod wpływem emocji. W większości - później temat umiera śmiercią naturalną... Albo wraca po jakimś czasie. Ale chyba więcej w tym jest "gadania" niż rzeczywistej chęci przemyślanego działania. A czasem dziecko nawet po czasie żałuje takich "wykrzyczanych" słów. I najchętniej w ogóle by się nie przyznało, że wyskoczyło z takim tekstem, licząc na sklerozę dorosłych.

                  Sama w "młodym wieku" mówiłam rózne takie "głupstwa" rodzicom, za ktore mi do dziś głupio - i chociaż w chwili gadania byłam przekonana, że tak zrobię i już - to po ochłonięciu już nie byłam taka "hej do przodu" w realizacji "groźby" smile

                  może tak jest z waszym młodym też.
                  najlepiej chyba udawać, że nie było tematu.
                  • marusia1 Re: No to się narobiło! 03.03.08, 22:16
                    Jayin, obyś miała rację! Dziś Młody odrobił lekcje bez pytania, był zadowolony,
                    że nie musiał zostać dłużej w szkole, bo był przygotowany do lekcji. Kilkoro
                    dzieci wychowawczyni zatrzymała. Popołudnie minęło mu na graniu na kompie, teraz
                    oglądamy razem film. Może faktycznie przejdzie mu. Dziś nie wspomniał, że chce
                    wyjeżdżać :o)
                    A ja dowiedziałam się, że ex mojego kolegi z pracy wczoraj strasznie pobiła
                    córkę (jest za bardzo "tatusiowata"), powiedziała, że jej nie chce. Kolega
                    załatwił dziś szkołę i pojechał po dziecko. Mała ma chyba 11 lat. Biedne te
                    dzieciaki! Ale faktem jest, że ich szczęście, życie zależy od mądrości dorosłych.
                  • marusia1 Re: No to się narobiło! 07.03.08, 17:47
                    Dziś mieliśmy wizytę u stomatologa. Wieczorem okazało się, że Młody na pierwszej
                    lekcji ma powtórzenie materiału, więc odebrałam go ze szkoły po tej lekcji i
                    zdążył wrócić na ostatnią. Jest już w 6 klasie, więc uważam, że każdy dzień jest
                    dla niego ważny. Wrócił do domu naburmuszony, bo jak sie okazało, myślał, że nie
                    pójdzie dziś w ogóle do szkoły. I zaczęło się, że jemu nie zależy, że on nie
                    będzie się uczyć, bo i tak wraca do matki, a tam nie musi się uczyć, poco ja w
                    ogóle istnieję i na sam koniec usłyszałam, że mnie zabije... Młody od razu
                    wyświetlił się matce. Zadzwoniła po kilku godzinach i zaczął jej świergolić, jak
                    to mu dobrze w szkole idzie, co ma zadane, itp., itd. Ani słowem o sądzie, co to
                    niby exiara miałaby o niego wystąpić. Dobrze, że mam na uspokojenie robótki
                    ręczne. Mój M. niech z nim rozmawia. Ja mam już dość!!! I nich mi nikt nie mówi
                    (włącznie z dziadkami), że to biedne dziecko jest! Bezczelny gówniarz i do tego
                    szantażysta!
                    • marusia1 No to się narobiło! Cdn. 29.03.08, 15:11
                      Właśnie dowiedziałam się, że z piątkowego ucznia (5,0 na koniec 5 klasy) Młody
                      spadł i to znacznie. Bunt po powrocie od matki zaskutkował już zagrożeniem
                      jedynką z jednego przedmiotu. Nie wiem co z resztą. Wywiadówka we wtorek. 8-go
                      kwietnia test kompetencji, a Młody tak jak od miesiąca bawi się klockami i ma
                      wszystko gdzieś. Czuję się strasznie, rozsypałam się, bo Młody moje 2 lata życia
                      i pracy zniszczył w ciągu 1 miesiąca. Straciłam wiarę w sens tego co robię.
                      Poddałam się. Nie wygram z wpływem exiary na jego życie.
                      --
                      • 13monique_n Re: No to się narobiło! Cdn. 29.03.08, 22:16
                        Marusiu,

                        nie zadręczaj się. Dzieciom zostaje w głowie więcej niżby czasem nawet chciały.
                        Moja Młoda też ma test kompetencji 8. I wierz mi, że moim zdaniem pracuje za
                        mało, w porównaniu ze swoim bratem. Ale wyniki na próbnym miała zdumiewająco
                        dobre, za to średnią niekoniecznie.
                        Młody nasiąknął tym, co mu starałaś się przekazać. Będzie dobrze.
Pełna wersja