Cudze dziecko

05.09.03, 09:23
To dzisiaj ja się powywnętrzam...
Bardzo trudne dla mnie jest to, że dziecko małża to właśnie cudze dziecko.
Nie wiem, jak to napisać, ale tak czuję, nie zniosłabym gdyby to dziecko
korzytało z naszego domu, nie chciałabym, żeby chodziło po moim trawniku,
wpadłabym w szał, gdyby zaplamiło dywan albo zniszczyło wartościowy
przedmiot. Irytowałyby mnie zabawki należące do dziecka...
Właśnie bo to cudze dziecko.
Zresztą dlatego namawiałam małża do kontaktów z dzieckiem u eksi. Wydawało mi
się, że to jedyna alternatywa dla czarnej wizji cudzego dziecka w domu.
Zdecydowanie wolałam brak małża.
Trzeciej możliwości w ogóle nie brałam pod uwagę, nie pomyślałam nawet że
można przestać być ojcem, jak pewnie żadna kobieta nie pomyśli, że można
przestać być matką.
Z drugiej strony, gdyby to samo dziecko mogło być nasze, capnęłabym
natychmiast. Zawsze marzyłam o dużej rodzinie, jestem jedynaczką i chętnie
rozpoczęłabym od odchowanego czterolatka. Po pół roku nie miałoby dla mnie
znaczenia, że urodził to dziecko kto inny. Myślę, że potrafiłabym kochać je
nie tylko jak swoje ale po prostu jako swoje. I nie zrzucałabym niepowodzeń
wychowawczych na fakt, że urodził je kto inny.
Ale żaden facet nie był w stanie zrozumieć różnicy między swoim i cudzym
dzieckiem. Jak powiedziałam bratu, co czuję, to on stwierdził, że widocznie
swoich dzieci nie będę chiciała mieć, czyli myślał, że tak jak nie kocham
cudzego, tak nie będę kochać własnych.
Małż natomiast doszedł do wniosku podobnego, choć bardziej optymistycznego i
powiedział, że jak będę miała swoje to pokocham i tamto, czyli znowu zrównał
stosunek do swojego i cudzego, tym razem na skutek miłości do własnego miała
się poprawić relacja z cudzym. A ja intuicyjnie czułam, że pojawienie się
własnego sprawi tylko, że cudze będzie jeszcze bardziej cudze i obce.
I tylko mam uwagę, żebyście Samodzielne nie przenosiły tego, co tutaj kobitki
piszą na facetów, nie wiem jak oni czują, ale na pewno jakoś inaczej...
    • domali Re: Cudze dziecko 05.09.03, 10:16
      Wiesz, badia, u mnie było odwrotnie... to znaczy na początku nie było mi
      najlepiej ze świadomością, że mój facet ma dziecko... i nie potrafiłam sobie
      wyobrazić np wizyt Kuby u nas, jeśli do takich miałoby dojść.
      Ale wszystko zmieniło się, kiedy urodził się nasz Wiktor. Nie wiem, czemu tak
      się stało, ale myślę o synku męża ciepło, chciałabym Go poznać... i myślę, że
      jeśli doszłoby do wspólnych naszych spotkań, byłoby mi dobrze...
      Tylko czy kiedykolwiek dojdzie??? Oto jest pytanie...
      Dominika
    • chalsia Re: Cudze dziecko 05.09.03, 13:40
      badia napisała:

      > To dzisiaj ja się powywnętrzam...
      > Bardzo trudne dla mnie jest to, że dziecko małża to właśnie cudze dziecko.
      > Nie wiem, jak to napisać, ale tak czuję, nie zniosłabym gdyby to dziecko
      > korzytało z naszego domu, nie chciałabym, żeby chodziło po moim trawniku,
      > wpadłabym w szał, gdyby zaplamiło dywan albo zniszczyło wartościowy
      > przedmiot. Irytowałyby mnie zabawki należące do dziecka...
      > Właśnie bo to cudze dziecko.

      > Z drugiej strony, gdyby to samo dziecko mogło być nasze, capnęłabym
      > natychmiast. Zawsze marzyłam o dużej rodzinie, jestem jedynaczką i chętnie
      > rozpoczęłabym od odchowanego czterolatka. Po pół roku nie miałoby dla mnie
      > znaczenia, że urodził to dziecko kto inny. Myślę, że potrafiłabym kochać je
      > nie tylko jak swoje ale po prostu jako swoje. I nie zrzucałabym niepowodzeń
      > wychowawczych na fakt, że urodził je kto inny.


      Badia, czuję, że szarpią Cie przeciwstawne emocje i nie bardzo "wiesz gdzie
      jesteś". Czy, gdyby te same rzeczy robiło dziecko jakis super dalekich krewnych
      będące przypadkiem u Ciebie, tez bys czuła się tak samo????
      Czy raczej chodzi o to, że to dziecko nie jest cudze tak naprawdę, bo jest
      Twojego małża i jakiejś innej kobiety, która była kiedyś w jego zyciu równie
      ważna jak Ty (przynajmniej przez jakis czas) a potem Twojego ukochanego bardzo
      skrzywdziła (choć jak kiedyś pisałaś to i dobrze, suma sumarum, bo dzieki temu
      masz ekstra faceta).
      Piszesz,że gdyby to samo dziecko mogło być z Wami (np. w najgorszym przypadku -
      brak jego matki), to mogłabyś je pokochać. Czy to nie tak, że ten cały czas
      istniejący "pierwiastek" matczyny, jej obecność w Waszym życiu poprzez dziecko
      ma tu najwieksze znaczenie?
      Bo przecież w obu przypadkach jest to to samo dziecko, a róznica wynika z
      obecności lub nie jego matki w zyciu dziecka (i pośrednio przez to w Waszym).

      Pozdrawiam,
      Chalsia
      • badia Re: Cudze dziecko 06.09.03, 10:10
        chalsia napisała:

        > Czy, gdyby te same rzeczy robiło dziecko jakis super dalekich krewnych
        > będące przypadkiem u Ciebie, tez bys czuła się tak samo????
        Nie. Bo byłoby to obce dziecko, lub znajome dziecko a dzieci generalnie bardzo
        lubię.
        > Czy raczej chodzi o to, że to dziecko nie jest cudze tak naprawdę, bo jest
        > Twojego małża i jakiejś innej kobiety, która była kiedyś w jego zyciu równie
        > ważna jak Ty (przynajmniej przez jakis czas) a potem Twojego ukochanego
        bardzo
        > skrzywdziła (choć jak kiedyś pisałaś to i dobrze, suma sumarum, bo dzieki
        temu
        > masz ekstra faceta).
        Chalsia, ono jest "cudze" nie dlatego, że urodziła je inna kobieta i te geny i
        zazdrość. Nie czuję zazdrości. To pewnie kwestia głębokiej więzi z małżem. Ale
        czuję tak w stosunku do tego dziecka, bo jakoś odbieram je jako
        potencjalnego "rywala" swoich. Zresztą dopiero teraz to sobie uświadomiłam
        (choć czułam wcześniej). Widziałam, że któraś dziewczyna na samodzielnych
        napisała, że my jesteśmy wredne baby. Może. Ale chciałam trochę pokazać, że tak
        samo jak pragnę własnych dzieci i nie potrafię wymienić tego na "bycie
        przedszkolanką", tak samo czuję niechęć do "cudzego" i to jest bardzo, bardzo
        silne uczucie, a nie prosty egoizm czy wygodnictwo.
        > Piszesz,że gdyby to samo dziecko mogło być z Wami (np. w najgorszym przypadku
        > brak jego matki), to mogłabyś je pokochać. Czy to nie tak, że ten cały czas
        > istniejący "pierwiastek" matczyny, jej obecność w Waszym życiu poprzez
        > dziecko ma tu najwieksze znaczenie?
        Nie, bo gdyby to dziecko było nasze, to stałoby się elementem naszego świata, a
        nie "konkurencją" dla niego, wtedy umiałabym zrobić tak (mam nadzieję), żeby
        wszystkim było dobrze, żeby wszyscy zyskiwali.
    • stepmum Re: Cudze dziecko 05.09.03, 14:33
      Badia a tu podam ci reke, bo mniej wiecej mam takie same odczucia. Tylko tak
      jak napisala chalsia nie chodzi o to, ze to cudze dziecko a dziecko mezczyzny
      ktorgo kocham z inna kobieta... I o ta kobiete wcale nie jestem zazdrosna
      teraz, mam swiadomosc, ze on byla kiedys czescia jego zycia, ale to tak jak z
      wszystkimi bylymi dziewczynami, czyli teraz to zlewam, bo on pokochal mnie
      (bylej nie kochal, ale to juz inna historia).
      I sadze, ze kobieta, ktora nie byla w takiej sytuacji jak my, tzn. zwiazala
      sie z 'dzieciatym' facetem zanim miala swoje dziecko i nie jest z rozbitej
      rodziny, nie bedzie w stanie zrozumiec naszych uczuc. Swoja droga, ze kazdy
      jest inny i jedne beda to uwazaly za nic prostrzego zaopiekowac sie takim
      dzieckiem a inne beda innego zdania...
      Ja juz dawno powiedzialam sobie, ze gdyby jego matki zabraklo (odpukac w
      niemalowane) to ja bardzo chetnie sie nim zaopiekuje najlepiej jak moge... ale
      nie wierze, ze pokocham go jak wlasne dziecko.
      • ashan Re: Cudze dziecko 05.09.03, 15:16
        Załamałam się - skasował mi się taki długi post sad((((
        No to od początku
        POdziwiam odwagę głoszenia niepopularnych poglądów.
        Ja sama dzieci nigdy nie lubiłam. Moja mama, co mi wprost powiedziała, nigdy
        nie widziała mnie w roli matki (a tym bardziej żony - cały czas wietrzy w tym
        wszystkim jakiś podstęp - może córkę jej podmienili?) NIe mam żadnych
        predyspozycji do bycia dobrą matką i pewnie dzieci bym nie miała, gdyby
        nie "wpadka", dzięki której mam najukochańszego syna pod słońcem. Nawet nie
        wiem czy mam instynkt macierzyński, bo nie wiem co to jest. Gdy pojawił się
        problem syna mojego męża to pomna własnych doświadczeń z bycia samotną mamą i
        obserwacji rozwoju mojego syna starałam się, żeby mały nigdy nie odczuł, że
        jest źle u nas widziany. Taki status specjalnego gościa. Ale oczywiście powoli
        dziecko się oswajało i stawało się domownikiem. I to wcale nie na początku
        doprowadzało mnie do szału. Wtedy był grzeczny, nieśmiały i CICHY! Teraz
        puszczają mi nerwy, gdy krzyczą, biegają, rozrzucają, świnią przy posiłkach
        etc można długo. No i oczywiście :mamo on mnie bije, ciociu on mi zabiera
        samochód, płacze najmłodszego, bo starsi nie chcą go dopuścić do zabawy...
        Wszyscy trzej doprowadzają mnie czasem do rozpaczy. I do tego mój mąż, który
        jest ponad to (nie toleruje tylko hałasu, całą resztę i owszem). Dodam, że
        mieszkamy na pięćdziesięciu metrach, a to stanowczo za mało dla trzech
        szaleńców. Pod koniec dnia jestem naprawdę wykończona. Ale kiedy mąż odwozi
        swojego syna jest mi szkoda, że to już koniec dnia.
        A dodam, że inne dzieci nadal traktuję z lekkim obrzydzeniem i nie chcę mieć z
        nimi nic wspólnego (a przynajmniej nie za dużo).
        pzdr
        ashan
        • badia Re: Cudze dziecko 06.09.03, 12:38
          ashan napisała:

          > A dodam, że inne dzieci nadal traktuję z lekkim obrzydzeniem i nie chcę mieć
          > z nimi nic wspólnego (a przynajmniej nie za dużo).
          hi, hi, hi,

          Wiesz, ja z poprzednim facetem nie chciałam mieć dzieci. Wydawało mi sie, że
          dzieci to taki nieopłacalny wysiłek, takie staranie się nie wiadomo po co, no
          chyba głównie dlatego, że wszyscy inni też się męczą...
          Teraz chcę i jak się "odetkałam", to mogłabym założyć od razu przedszkole, hi,
          hi, hi, i już się nie mogę doczekaćwinkMoja mama też mnie nie poznajewinkI to nie
          jest uczucie do faceta, tylko, że dzięki temu uczuciu odezwało się coś, co
          wcześniej było pewnie ale jakieś martwe.
          Małż jest przerażony jak mówię o przedszkolu, hi, hi, hi...
          A ja piszczę, że chcę przynajmniej bliźniaki. Ostatnio poważnie zapytał mnie,
          czy mam na te bliźniaki jakiś wpływwink
          Dzieci inne lubię ale bez przesady a od potencjalnej "konkurencji" niestety
          odpycha mnie równie silnie, co ciągnie do własnych.
          • mamaadama4 Re: Cudze dziecko 06.09.03, 12:55
            Mnie też odpowiada model wielodzietnej rodziny. Ale a propos cudzych dzieci. U
            nas zaczęło się od tego, że ja miałam swoją córkę a on swoich 2 synów. dzieci
            były w podobnym wieku. Nawet fajnie to wychodziło, może dlatego, że
            rzeczywiście były to wizyty a nie mieszkanie u nas.
            U mnie to nie jest problem zazdrości o uczucia, bo jestem na tyle "duża", że
            potrafię odróżnić uczucia do dzieci od uczuc do kobiety. Tym bardziej, że jakoś
            mi tych mężowych uczuć nie brakuje. U mnie problem cudzych dzieci sprowadza się
            do tego, że nie umiem, nie potrafię ustalić właściwie na jakich prawach oni w
            naszym domu przebywają. Bo to, że są dziećmi męża, to nic nie oznacza.
            Powtarzać się nie będę, bo dużo już na ten temat napisałam. Generalnie nie mam
            wpływu na ich zachowanie u nas. Mąż - zarówno z braku czasu jak i
            prawdopodobnie z poczucia winy(dziwne, bo to ich mama rozbiła małżeństwo) nie
            potrafi ich wychowywać. Własnie wczoraj o tym rozmawialiśmy - wyrośli na
            leniwych, konsumpcyjnie do zycia nastawionych chłopców, którzy bezwzględnie
            wykorzystują sytuację. I to mi przeszkadza w cudzych dzieciach - że w naszym
            układzie są same prawa (nadmierne) natomiast nie ma żadnych obowiązków. Myślę,
            że w wielu wypadkach tak jest, że rodzice chcąc wynagrodzić dzieciom to, że się
            rozeszli zapominają, że nawet w takim układzie pewne zasady powinny pozostać
            niezmienne. A dzieci jak zaobserwowałam w ciągu tych 8,5 roku - w miarę
            dorastania potrafią świetnie dla siebie taką sytuację wykorzystać.
            danka
            • badia Re: Cudze dziecko 06.09.03, 13:04
              mamaadama4 napisała:

              > I to mi przeszkadza w cudzych dzieciach - że w naszym
              > układzie są same prawa (nadmierne) natomiast nie ma żadnych obowiązków.
              Myślę,
              > że w wielu wypadkach tak jest, że rodzice chcąc wynagrodzić dzieciom to, że
              się
              >
              > rozeszli zapominają, że nawet w takim układzie pewne zasady powinny pozostać
              > niezmienne.
              Danka, mnie właśnie o to chodziło, tylko nie potrafie tego wyrazić. Diecko
              przychodzące ma inny dom a twój dom "wykorzystuje", biorąc z niego coś i
              niczego nie wnosząc. Dlatego mogęsobie wyobrazić więcej dzieci ale razem na
              wspólnych zasadach, a nie na "dochodne", bo te Twoje to one jednak są dochodne.
              Chyba żadna mama nie napiasałaby, że nie ma wpływu na to jak dzieci zachowują
              się u niej w domu. Jakto nie masz wpływu, nawet mnie to jakoś zastanowiło,
              przecież to Twój dom i Ty ustalasz zasady, które w nim panują.
              No a konsumpcyjne, egoistyczne jednostki, nauczone jak grać na konflikcie
              między mamą a tatą przecież takie zostaną i będziecie ich mieć na głowie, bo
              samodzielnośc wymaga wysiłku, a to co piszesz, to jakoś nie najlepiej brzmi...
              Może więc warto przynajmniej teraz walczyć?

              badia
              • chalsia Re: Cudze dziecko 06.09.03, 13:39
                badia napisała:

                > Diecko
                > przychodzące ma inny dom >

                Bardzo bym chciała by moja "obecna" też tak myślała i starała się na taki tor
                myślenia nawrócić mojego eksa (bo on ma zdanie, że dziecko może mieć równolegle
                dwa domy i 2 rodziny, fantasta jeden, nawet nie zdając sobie sprawy, ze to
                niedobrze, bo człowiek powinien mieć JEDNO miejsce, które w duszy identyfikuje
                jako dom).

                A do Danki - ja, jako "była" też bym nie chciała by moje dziecko uprawiało
                takie rozgrywki jak synowie Twojego małża i wygrywało sytuację bycia w dwóch
                różnych domach. W domu matki powinny obowiązywać pewne zdroworozsądkowe zasady
                (zupełnie przykładowo - pranie skarpetek, wkładanie do zmywarki, wyrzucanie
                śmieci) (choć wiem, że w przypadku Twojej byłej tak nie jest) i podobnych
                rzeczy należy egzekwować w domu ojca.

                Pozdrawiam,
                Chalsia
                • badia Re: Cudze dziecko 06.09.03, 13:50
                  chalsia napisała:
                  > on ma zdanie, że dziecko może mieć równolegle
                  > dwa domy i 2 rodziny, fantasta jeden, nawet nie zdając sobie sprawy, ze to
                  > niedobrze, bo człowiek powinien mieć JEDNO miejsce, które w duszy
                  > identyfikuje jako dom).
                  No i on nie bierze pod uwagę tego, że nawet jeśli on będzie sprawiedliwy dla
                  swoich dzieci, to tego się nie da w prosty sposób połączyć - dla tamtej kobiety
                  ważne będą jej dzieci, a dla Ciebie ważne będzie Twoje dziecko. Konia z rzędem
                  temu, komu uda się z tej łamogłówki wyjśc obronną reką.
                  Ja dzięki zachowaniom bywszej małża daję sobie spokój, ale przemyślałam to
                  wszytko "od spodu" i ...
                  Jedno tylko, Chalsia Tobie będzie ławiej, bo jeśli odnajdziesz faceta swego
                  życia, a na prawdę w to wierzę, to Ty stworzysz dom dla swego dziecka, dla
                  waszych dzieci i dla niego. A on te dzieci będzie po ojcowsku sprawiedliwie
                  traktował i powinno być dużo łatwiej niż z nami kobietami, bo przecież każda
                  matka kocha SWOJE dzieci.
                  • chalsia Re: Cudze dziecko 06.09.03, 14:00
                    badia napisała:

                    > Jedno tylko, Chalsia Tobie będzie ławiej, bo jeśli odnajdziesz faceta swego
                    > życia, a na prawdę w to wierzę, to Ty stworzysz dom dla swego dziecka, dla
                    > waszych dzieci i dla niego. A on te dzieci będzie po ojcowsku sprawiedliwie
                    > traktował i powinno być dużo łatwiej niż z nami kobietami, bo przecież każda
                    > matka kocha SWOJE dzieci.


                    No chyba,że on będzie po ojcowsku sprawiedliwie traktował (jak mój eks, jak
                    napisałaś) moje, nasze i SWOJE wink)))). I znowu konia z rzędem temu, kto...

                    Ale przynajmniej jak trafię (jak Wy) na faceta z dzieckiem, to będę w pełni
                    uprawniona by na tym forum pisać co chcę, kiedy chcę i jak chcę smile))).

                    Pozdrawiam,
                    Chalsia

                    PS. niestety, raczej nie będą mi już pisane wspólne z next dzieci (wiek,
                    niestety oraz to,że nexta jeszcze nie ma)

                    • badia Re: Cudze dziecko 06.09.03, 14:08
                      chalsia napisała:

                      > No chyba,że on będzie po ojcowsku sprawiedliwie traktował (jak mój eks, jak
                      > napisałaś) moje, nasze i SWOJE wink)))). I znowu konia z rzędem temu, kto...
                      Kochana jesteś kobitka, jak jeszcze nie napisałam, że Cie uwielbiam za ten
                      dystans, to niniejszymwink))

                      > Ale przynajmniej jak trafię (jak Wy) na faceta z dzieckiem, to będę w pełni
                      > uprawniona by na tym forum pisać co chcę, kiedy chcę i jak chcę smile))).
                      Chalsia - pisz co chcesz, gdzie chcesz i kiedy chcesz a next na pewno się
                      znajdziewink
                      Zresztą u mnie tak zawsze było, że jak chciałm w góry pojechać, to najpierw
                      kurtkę puchową kupowałam, a potem wyjazd to już się jakoś sam robił.
                      To może i z Tobą tak będzie, że jak się zaczniesz na "macochowym" forum
                      udzielać, to wywołasz nexta z przychówkiem i przetestujesz na sobie nasze
                      dylematywink))

                      > niestety, raczej nie będą mi już pisane wspólne z next dzieci (wiek,
                      > niestety oraz to,że nexta jeszcze nie ma)
                      No ale na pewno się znajdzie a czegóż panie teraz ta technika nie umożliwiawink))

                      Buziakiwink))
                • mamaadama4 Re: Cudze dziecko - do chalsi 06.09.03, 17:31
                  To czy twoje dziecko nie będzie prowadziło takich rozgrywaek zależy wyłącznie
                  od ciebie. Bo tak naprawdę to matki wychowują dzieci przez codzienne zycie.
                  Pamietam jak przez pierwsze kilka lat wystarczało im bycie z tatą. Teraz
                  ważniejsze jest to co tata im zaproponuje. I nie jest to tylko kwestia wieku.
                  A wakacje poniżej "kurs nurkowania w Chorwacji" są już nudne i lepszy jest obóz
                  z rówiesnikami. A jeszcze nie tak dawno wystarczył namiot w Bieszczadach.
                  Ona swoja roszczeniową postawą wobec ich ojca - nie kryła się z tym, "rozmowy"
                  były przy dzieciach - doprowadziła do tego, że i dzieci nabrały takiego
                  zwyczaju.
                  W tej chwili - gdyby tak dobrze się temu przyjrzeć to i oni tak podchodzą -
                  chcesz mieć nas w domu, na wakacjach to płać. A on ich naprawdę kocha. Okropne
                  to. I chyba dlatego ja mam do tych "cudzych dzieci" coraz mniej sympatii.
                  danka
                  • badia Re: Cudze dziecko - do chalsi 06.09.03, 17:54
                    mamaadama4 napisała:

                    > To czy twoje dziecko nie będzie prowadziło takich rozgrywaek zależy wyłącznie
                    > od ciebie. Bo tak naprawdę to matki wychowują dzieci przez codzienne zycie.
                    > W tej chwili - gdyby tak dobrze się temu przyjrzeć to i oni tak podchodzą -
                    > chcesz mieć nas w domu, na wakacjach to płać.
                    Danka, z naszą ex było tak samo. Chcesz moje dziecko to płać, rób to, rób
                    tamto, przywieź, wywieź... I jeszcze słuchaj, że i tak się do niczego nie
                    nadajesz a poza tym, to dziecko nie powinno mieć z tobą kontaktu, bo jesteś
                    szkodliwy, potem dziecko nerwowe, zestresowane, nie taki wzorzec męskości
                    reprezentujesz (to tylko z tego, co "przaśniejsze" zapamiętałam)...
                    Ehhh, szkoda gadać.
                    • ka.ga Re: Cudze dziecko - do chalsi 06.09.03, 19:00
                      Badia, Danka, czyzbysmy mialy te sama ex? Poczatkowo moj maz "kupowal" sobie
                      kontakty z corka. Pozniej skonczyla sie plynnosc finansowa, a zaczely schody
                      przy spotkaniach z dzieckiem. Niestety, postawa roszczeniowa zostala
                      wszczepiona tez corce meza.
                      Nasunela mi sie taka refleksja. Wlasciwie nic odkrywczego, bo o roznicach
                      marsjansko-wenusjanskich mezczyzn i kobiet. Facet potrafi sobie wyobrazic taka
                      wielka rodzine - jego dzieci, jej dzieci i ich wspolne dzieci - bo oddziela
                      fakt posiadania dziecka od tego, z kim je ma. Moj maz niejednokrotnie
                      wspominal, ze ma corke z niewlasciwa osoba. A nam, babkom, chyba trudniej
                      oddzielic te dwie osoby. No przynajmniej mi jest trudno, choc sie staram. Dla
                      mnie corka meza nie bedzie "cudzym" dzieckiem, tylko dzieckiem, ktore ma TE
                      wlasnie konkretna matke. Cudze dziecko jest "neutralne" uczuciowo, dziecko
                      meza - nie. A jeszcze jak widac zachowania czy postawy matki powielane w
                      naszym domu przez dziecko, to naprawde trudno achowac stoicki spokoj i udawac,
                      ze wszystko jest ok. No, a facet, jak wspomnialam, tego nie widzi. On widzi
                      tylko dziecko.
                      • mamaadama4 Re: Cudze dziecko - do chalsi 06.09.03, 20:12
                        ka.ga juz parę razy wydawało mi się, że wiekszość z nas pisze o tej samej ex.
                        Już dawno mówiłam mężowi, że ona mu nic nie zrobi i może wreszcie sie postawić,
                        dzieciom też, ale nie wierzy. A dzieci rosną i robią się coraz bardziej cwane.
                        gdyby były moja - tzn. gdybym miała mozliwość np karania ich, to z pewnymi
                        problemami dawno bym sobie poradziła, np z paleniem tego starszego. Ale właśnie
                        tego nie mogę, bo po pierwsze -
                        1. albo słysze, że jestem wredna i ich nie lubię/nie kocham (a niby dlaczego
                        mam kochać?)
                        2. oni są pokrzywdzeni i im więcej wolna - qrczę - dlatego, że tatuś wybrał im
                        na mamę głupią dziewuchę?

                        No własnie - robicie czasami awantury dzieciom waszych mężów? Macie mozliwość
                        nakładania kar? Co tak naprawdę możecie im zrobić, żeby cokolwiek wyegzekwować?
                        danka

                        • ka.ga Re: Cudze dziecko - do chalsi 06.09.03, 20:43
                          Ja osobiscie nie zrobilam nigdy awantury corcce meza. Owszem, mowilam mu, ze
                          jakies zachowanie jego corki mi sie nie podoba, ale spotykalam sie z reakcja
                          podobna jak u Danki - a bo ty nie lubisz Kasi. Mialam jednaj szczescie, ze na
                          pewne zachowania malej zwrocil uwage znajomy, kompletnie nie zaangazowany po
                          zadnej za stron. I on powiedzial o tym ojcu. Dziwna rzecz, te uwagi maz
                          przyjal ze zrozumieniem. Czyzby milosc do dziecka i "poczucie winy" za
                          niecodzienna obecnosc tak zaslepiaja nawet inteligentnych facetow?
                          • mamaadama4 Re: Cudze dziecko - do chalsi 06.09.03, 20:54
                            No właśnie ka.ga. jak to zrobić? U mnie problem jest techniczny. Chłopcy sa
                            prawie codziennie. Wpadki - nawet te wiekszego kalibru zadrzają się często. I
                            co? Mam czekać aż ich ojciec wróci z pracy, poczekac na odpowiedni moment i
                            wtedy powiedzieć. A potem jeszcze poczekać, aż im powie? Jakaś paranoja.
                            Miałam taką sytuację. Siedzę w pokoju, czytam Adasiowi książeczkę. Nagle czuję
                            z pokoju chłopaków dym papierosowy. Miałam ochotę wejść i walnąć starszego w
                            łeb. Powstrzymałam się, bo właściwie nie wiedziałam co zrobić. Czy mogę
                            zareagować tak ostro jak miałam ochotę czy nie. W końcu nie weszłam.
                            Poczekałam kilka godzin aż mąż wrócił z pracy. Wtedy już oni poszli spać, rano
                            do szkoły. W efekcie rozmowa na ten temat odbyła się między ojcem i synem kilka
                            dni później. Efekt żaden. Do dziś żałuję, że wtedy mu nie dałam w łeb.
                            No i jak w takich sytuacjach postepować?
                            danka
                            • ka.ga Re: Cudze dziecko - do chalsi 06.09.03, 22:58
                              Danka, sytuacja jest pewnie patowa. Chociaz jesli zdarza sie u Ciebie w domu,
                              to mysle, ze mozesz chlopakom powiedziec, ze nie tolerujesz takiego
                              zachowania. Tylko bez rekoczynow. Podobnie jak nauczyciel, ktory tez musi
                              trzymac emocje na wodzy, bo nie wolno mu uderzyc dzieciaka. Powstrzymac sie
                              trudno, ale mozna i trzeba. Gdzie to tylko pozniej odreagowac?
                              Nie wiem, czy dobrym wyjsciem, jest zwracanie uwagi dziecku w obecnosci ojca.
                              Nigdy nie probowalam. Wtedy taki ojciec musi jakos zareagowac: albo poprze
                              ciebie, albo bedzie sie staral zalagodzic sytuacje. Wole nie gdybac, po prostu
                              nie wiem. No i zalezy to od stosunkow ojciec-dziecko. Jesli ojciec jest tylko
                              od przyjemnosci - widuje sie z dzieckiem tylko na miescie, jak proponuje
                              Badia - trudno bedzie mu skarcic dziecko. Taka uwaga popsuje jego wizerunek
                              jako tego "dobrego". Jesli jednak stara sie nie tylko slodzic dzieciakowi, ale
                              tez wychowywac, latwiej wtedy zwrocic dziecku uwage na niestosownosc pewnych
                              zachowan.
                              Wydaje sie, ze stosowana przez nas metoda "skarzenia" na dziecko za plecami
                              dziecka w ogole nie zdaje egzaminu.
                              • joana74 Re: Cudze dziecko - do chalsi 07.09.03, 22:17
                                witam,
                                a u nas jest tak, ze gdy przyjezdza do nas corka meza( 10 lat) to ja sie juz
                                kompletnie nie odzywam, nie jest to normalne ale wole nie slyszec slow "nie
                                czepiaj sie jej" albo uwzielas sie na nia" wypowiadanych na dodatek przy
                                dziecku.szlag mnie trafia ale nic nie moge z tym zrobic. on uwaza ze kazda
                                moja uwaga wynika z mojej glebokiej nienawisci do kingi. to absurd. mamy dwoje
                                wspolnych dzieci ktorym tez zwracam uwage i nie traktuje ich jak jajka
                                wydmuszki, ale do kingi mam byc mila i slodka jak ulepek. zeby bylo smiesniej
                                uwagi od innych przyjmuje ze zrozumieniem i powaga, ja musze kontrolowac kazde
                                slowo ktore wypowiadam na jej temat. i wiecie co, ta sytuacja powoduje ze
                                zaczynam myslec o Kindze z coraz wieksza niechecia, jako o przyczynie naszych
                                konfliktow...a kiedys naprawde b. sie staralam aby ja polubic...
                                • mamaadama4 Re: Cudze dziecko 07.09.03, 22:34
                                  Po raz kolejny okazuje się, że tak naprawdę to wina leży po stronie rodziców
                                  dzieci, którzy zrezygnowali z bycia pełna rodziną. Nie chcą, nie potrafia się
                                  ze soba dogadać, nie wiedzą czego chcą, a z dzieckiem obchodzą się jak z
                                  jajkiem, któremu z racji ich błędów należą się szczególne względy - od
                                  wyrodnego ojca (tak sądzi matka) czy od drugiej zony (tak sądzi ojciec).
                                  Póki te dwie strony nie przestaną mieć do siebie negatywnych uczuć i nie
                                  zrozumieją, że bez wzgledu na układy rodzinne rozwój i wychowanie dziecka
                                  podlega określonym regułom, to nic z tego nie będzie. A my - tak naprawdę nie
                                  mające z tym nic wspólnego - będziemy sfrustrowane i ponosimy najwieksze
                                  konsekwencje.
                                  danka
                                  • chalsia Re: Cudze dziecko 07.09.03, 23:20
                                    mamaadama4 napisała:

                                    > A my - tak naprawdę nie
                                    > mające z tym nic wspólnego - będziemy sfrustrowane i ponosimy najwieksze
                                    > konsekwencje.
                                    > danka

                                    1). Tak. (Moje życie jako samodzielnej jest dużo "łatwiejsze", niż
                                    Wasze, "obecnych".)

                                    2). Największe konsekwencje - na równi z tymi eksa dziećmi (choć one tego mogą
                                    nie być świadome, a wtedy to tak nie boli, jak również te konsekwencje mogą
                                    dopiero w przyszłości się uzewnętrznić).

                                    3). Ale niektóre (tak statystycznie oraz z mojego własnego doświadczenia) mają
                                    z tym coś wspólnego.

                                    Pozdrawiam,
                                    Chalsia
                                    • mamaadama4 Re: Cudze dziecko 07.09.03, 23:30
                                      chalsia napisała:

                                      >
                                      > 1). Tak. (Moje życie jako samodzielnej jest dużo "łatwiejsze", niż
                                      > Wasze, "obecnych".)
                                      > Ale ja mówię o problemie "cudzych dzieci". To, że one nie mają pełnej rodziny
                                      a ojciec z matka nie potrafia się porozumieć to nie jest sprawa tych drugich,
                                      trzecich czy dziesiątych. A poza tym moja wypowiedź odnosi się do tematu wątku
                                      a ty znowu uogólniasz, trywializujesz i rzucasz pustym hasłem.

                                      > 2). Największe konsekwencje - na równi z tymi eksa dziećmi (choć one tego
                                      mogą
                                      > nie być świadome, a wtedy to tak nie boli, jak również te konsekwencje mogą
                                      > dopiero w przyszłości się uzewnętrznić).

                                      Jeszcze raz powtarzam - to są WASZE dzieci, a nie dzieci tych kolejnych. I to
                                      jest wasz problem.

                                      > 3). Ale niektóre (tak statystycznie oraz z mojego własnego doświadczenia)
                                      mają
                                      > z tym coś wspólnego.
                                      Znowu uogólnienie a do tego kolejne odwołanie się do sibie. Co znaczy - "ale
                                      niektóre statystycznie..."? Z życia wynika, że główną przyczyną jest to, że
                                      dwoje ludzi juz się nie kocha, nie chce z soba być, nie potrafi żyć z soba itd.
                                      Gdyby tak nie było nie byłoby rozwodów. A najlepszym przykładem tego, że
                                      problem tkwił w niemożności porozumienia się jest to, co dzieje sie po
                                      rozwodzie.

                                      A na koniec - to jest forum "macochy" i nasze problemu i nasz punkt widzenia są
                                      tu wiodące. Po to jest to forum. Jakoś nie rozumiem dlaczego przy każdym
                                      problemie mam pochylać się nad tymi pierwszymi.
                                      danka
    • badia Re: Cudze dziecko 08.09.03, 11:25
      Danka, myślałam o tym Twoim przypadku. Tatuś wpakował Cię w rolę mamy na pół
      etatu dla cudzych dzieci i z tym na razie nie bardzo da sie coś zrobić, bo
      nawrót do kontaktów weekendowych jest możliwy ale... (mało realny)
      Pisałaś, że z takiego układu u Ciebie w domu zadowolona jest tylko ex. Mnie sie
      tak nie wydaje. Owszem ona jest pewnie zadowolona, skoro nic do tej pory nie
      rozbiła, żeby to zmienić. Tatuś też, jak sądzę, jest zadowolony, bo gra
      rolę "znakomitego tatusia", który wychowuje dzieci przez połowę czasu (tylko,
      że wszystkie ciężary spadają na Ciebie, co tym bardziej pewnie poprawia jego
      samopoczucie)
      Dzieci też są tym pewnie zachwycone, bo kto nie chciałby być "świetą krową",
      nietykalnym, któremu wszytko sie należy i od kogo nieczego nie wolno wymagać.
      I tylko Tobie jest z tym źle, a co gorsza masz rację, że jak sytuacja się nie
      zmieni, to chłopcy wyrosną na dorosłych kombinatorów, egoistów i
      wykorzystywaczy.
      I znowu nie sądzę, żeby ktokolwiek podjął tu jakiekolwiek działania. Pomijając
      to jaka jest ex - wiem, że Ciebie głównie ona złości, ale jest jaka jest i
      jeśli jej pasuje taki układ, to nie należy sądzić, że coś się zmieni - ona
      niczego nie zrobi.
      Tatuś, jeśli kierują nim opisane przez Ciebie emocje, też niczego nie zmieni.
      Tymczasem chłopcy nie rozpłyną się w niebycie po swoich 20 czy 24 urodzinach,
      jak skończą studia. Jeśli staną się kombinatorami, egoistami i
      wykorzystywaczami to głównie wy będziecie ponosić tego konsekwencje...
      I ja tak sobie dumam, że to jednak Ty musisz podjąć działania - z konieczności.
      Nikt poza toba tego nie zrobi.
      Skoro jesteś mamą na pół etatu, to bądź mamą i wymagaj. Nie może być tak, że
      chłopcy mają same prawa żadnych obowiązków, bo to kształtuje skrzywione osoby,
      są u Ciebie w domu i muszą dostosować sie do panujących w nim obyczajów. Może
      uda Ci się ich nieco "zmodyfikować", jeśli nawet nie - w najgorszym układzie
      przestanie im się tak bardzo u was podobać, jak zostaną pozbawieni
      statusu "świętych krów". A na dogadywanie się ex i małża nie licz, bo jakby się
      mięli dogadać, to dawno by to zrobili...
      Buziakiwink))
      • mamaadama4 Re: Cudze dziecko 08.09.03, 11:42
        Badia egzekwowanie z mojej strony przynosi tylko doraźne efekty. Niestety, nie
        mam wpływu na ich wychowanie, zachowanie, podejście do życia itp. bo nie jestem
        dla nich autorytetem. Tym jest ojciec i matka - to naturalne. Żeby cos wyszło z
        moich uwag musieliby mnie słuchac, a tego nie robią. Jak zapowiedziałam
        starszemu szlaban na komputer za zaśmiecenie mi stronkami z gołymi babami, to
        tatus ograniczył mu to tylko w tygodniu, w wekeendy już mógł. No i tyle.
        A co do ex - ja nie mam do niej żadnych uczuć ja jej się po prostu dziwię i nie
        moge przestać się dziwić. Acha, młodszy będzie u nas w tym roku już od wtorku
        (dzień wczesniej) bo mu sie basen zaczyna wcześniej (o 6.30)i mamusia się
        martwi, że od niej ma dalej.
        Ja mam trochę inna koncepcję wychowywania chłopców niż mąż. Po prostu uważam,
        że nie ma czegos takiego jak podział na babskie i męskie obowiązki. Prać,
        sprzatać, gotowac, wkręcić żarówkę czy wbic gwóźdź powinien umieć każdy bez
        względu na płeć. No właśnie w stosunku do mojego syna mogę wytyczać linię
        wychowania, w stosunku do cudzych dzieci niestety nie.
        danka
        • mag_p Re: Cudze dziecko 08.09.03, 11:56
          Danka!
          Wybacz je jestem ta pierwsza, ale wydaje mi sie, jakby nie bylo, ze problem
          Wasz w duzej mierze poleag nie niedogadaniu sie Twoim i meza.. Mozesz zrzucac
          to ne pierwsza , ale.. W Twoim domu powinny panowac warunki ustalone przez
          Ciebie i twojego meza.. , ktory , sprawy wychowacze ustala z eks..
          Ale jedank pewne podstawowe zasady powinny byc przestrzegane..
          I tak pwoinnac porozmawiac z mezazem i jasno mu to wytlumaczyc...
          Powiedziec , ze w jednym domu ,trudno stworzyc dwa odrebne swiaty dla Ciebie i
          dziecka i dla jego dzieci.., a trudnosc ta wynika rowniez z ilosc czasu
          spedzanego w waszmy domu przez dzieci jak i z tego , ze masz duzo pracy
          zwiazanej z ich bytnoscia...

          Mysle , nie gniewaj sie, ma pozycje "cudownego taty" torche Twoim kosztem...

          Porozmawiaj z Nim , a On powinien jasno wytlumaczyc to chlopcom .
          Jesli uwazasz , ze za duzo przebywaja w waszym domu - zprponuj , zebyscie
          przejeli opiejkie nad chlopcami - a u matki - wizyty - skoro i tak wiecej czasu
          spedzaja u Was...

          Pozdrawiam
          Mag
        • badia Re: Cudze dziecko 08.09.03, 12:05
          Danka, szczerze....
          U mnie byłaby wojna z chłopem i to po całości - on ma prawo mieć swoje
          skrzywione męskie wyobrażenie na temat domu, ale dom tworzysz TY. Ty sie na to
          godzisz, a nie jest to rozsądne.
          Jakaś dzisiaj buntownicza jestem okropnie - ja wiem, że to trudno, ale dalej tą
          drogą, która jest donikąd nie zajedziecie
          Gołe baby na komputerze?????!!!! Zabiłabym gnoja!!!!
    • badia Re: Cudze dziecko 08.09.03, 12:09
      Ale się wkurzyłam, po prostu nie jestem w stanie wyobrazić sobie (jak to
      dziwczyny często pisząwink), że mój syn za kilkanaście lat przegląda strony
      pornograficzne. Przecież to wszystko wykrzywia. I nie chcę sobie wyobrażać,
      jaką on sobie babę znajdzie, jak się tych stron naogląda i dojdzie do wniosku,
      że to, co tam widać, to jest super!
      • mamaadama4 Re: Cudze dziecko 08.09.03, 12:33
        Konsumcyjny stosunek do zycia i wykorzystawanie ojca to wynik postepowania
        mamusi. A mój mąż ma do wyboru albo tez olać i zobaczyc kto pierwszy zmięknie,
        albo robić to co robi. Ja byłabym za tym pierwszym, ale niestety on nie. Kiedys
        już tak było, raz jeden - efekt - dziecko - wówczas 7 letnie przysło do nas w
        listopadzie bez majtek pod spodniami bo wszystkie były brudne a mama im nie
        wyprała. To jeden z "kwiatków". Właśnie, tu jest problem. Ja jestem z nimi od
        dawna - jeden miał 3,5 roku drugi 8,5. Wtedy jak byli mali było mi ich po
        prostu żal. Przychodzili do nas brudni, zaniedbani, w brudnych, przymałych
        rzeczach, chorzy. Tak było. Żal mi sie ich robiło. Widziałam jak ich ojcu jest
        z tym źle. Ale gdzies po drodze oni stali się juz duzi i umknął moment, kiedy
        trzeba było stawiać warunki. Niestety moja wina - a mąż - cóż to są w końcu
        jego dzieci.
        danka
        • badia Re: Cudze dziecko 08.09.03, 13:19
          mamaadama4 napisała:

          > Konsumcyjny stosunek do zycia i wykorzystawanie ojca to wynik postepowania
          > mamusi. A mój mąż ma do wyboru albo tez olać i zobaczyc kto pierwszy
          zmięknie,
          > albo robić to co robi. Ja byłabym za tym pierwszym, ale niestety on nie.
          Wiesz, ale jak on nie potrafi olać tego, że dzieci są brudne i źle ubrane, to
          już pewnie nie bedzie potrafił. Ja myślałam o tym, żebyś Ty się wzięła za te
          chłopaki, co im ojciec kupi to kupi, ale one przecież mogą same włożyć rzeczy
          do pralki, dbać o porządek w mieszkaniu, chodzić czyści i myć sie tak czesto,
          jak trzeba, sprzątając po sobie łazienkę. Nie oglądać gołych bab na Twoim
          komputerze, pomagać w porwadzeniu domu, skoro z dóbr tego domu korzystają, no i
          takie tam. A jak by poszli do taty na skargę, a tata miałby do Ciebie
          przetesje, że oni tacy biedni, tobym sobie z chłopem solidną awanturę
          urządziła, wywalając mu po koleji to wszytko, co teraz nam piszesz...
    • mag_p Re: Cudze dziecko 08.09.03, 13:26
      Badai zgdzam sie z Toba - zmienilabym tylko kolejnosc.. Najpeirw ustalila z
      mezem - jaike zasady panuja u nas w domu.. i ze to co robimi to dla dorba
      dzieci- bo w koncu to sluzy wychowaniu ich.. a potem zaczela razem z mezem
      poplna prace... ktora nie bedzie latwa.. i powinn sie zaczac od rozmowy ..
      pomiedzy Toba , Twoim mezem i chlopcami - by wyjasnic zasady itd... By oni
      mogli zrozumiec dlaczego zasady sie zmienily .. i mysle , ze Ciebie tez....
      Wiem , ze moge sie mylic.. I wiem , ze nie znam jedynej sluszendrogi.. Ale
      zastanow sie moze znajdziesz rozwiazanieposrednie..
      Wiesz czuje , ze jestes juz zmeczona ta sytuacja i nie dziwe Ci sie.. Dlatego -
      powiedz i zacznij dzialac niczym wybuchniesz !

      Pozdrawiam
      Mag

      • mamaadama4 Re: Cudze dziecko 08.09.03, 13:31
        Dziewczyny ale ja stosowałam już wszystko o czym piszecie. I nic. Efektem były
        awantury albo ostre wymiany zdań między nami.Sprawa nie do wygrania. Tyle
        mojego co się wam wygadam. Świete krowy mam w domu. (Dzisiaj rano wpadł starszy
        wydrukować sobie coś - małe kilkanascie stron- u mamy tez ma komputer tylko
        może papieru im zabrakło.)
        danka
    • e.beata Re: Cudze dziecko 08.09.03, 13:29
      >Niestety, nie mam wpływu na ich wychowanie, zachowanie, podejście do życia
      itp. bo nie jestem dla nich autorytetem. Tym jest ojciec i matka - to naturalne

      Nie!! Bycie autorytetem nie zależy od tego kim jesteśmy dla dzieci.
      No rodzice są "automatycznie" autorytetem dla dzieciaków góra paroletnich.
      Potem zdarza się bardzo, bardzo często że przestają być.
      Autorytet trzeba sobie u dziecka wyrobić.
      Przykład niektórych drugich, pokazuje że można.
      A jż. drugie żony dla świętego spokoju usuwają się we WŁASNYM DOMU w cień... to
      niech się nie dziwią, że są potem wykorzystywane, traktowane jak obsługa
      hotelowa. Same sobie taką rolę narzuciły. Same sobie prawa decyzyjne odebrały.
      Jż. w domu się nie pali, to nikt nie pali.
      Jż. się nie zgadzam aby nieletnie dzieci w moim domu paliły, to obojętnie czy
      to koledzy moich dzieci czy dzieci męża.
      No i trzeba zdecydować czy dzieci z poprzedniego związku traktujemy jak
      gości /wtedy full obsługa i specjalne warunki p.s. gość nie zostawia brudnych
      skarpetek do prania/ czy jak domowników. I to dwie osoby zakładające nową
      rodzinę powinny szczegółowo uzgodnić.
      • mamaadama4 Re: Cudze dziecko do ebeaty 08.09.03, 14:09
        W cień się nie uwuwam.
        Natomiast nie moge pojąc postepowania tej kobiety, która świadomie i z
        premedytacja, powoli przez te kilka lat nauczyła dzieci, że on jest mama i tyle
        a jak problem, potrzeba czy cokolwiek innego to do taty.
        danka
        • badia Re: Cudze dziecko do ebeaty 08.09.03, 14:28
          Danka, ja sobie nogdy nie zadałam trudu, żeby pojmować moją poprzedniczkę.
          Była tu jeszcze ilustracja, tzn krótka opowieśc o jej postępowaniu ale przecież
          nie o to chodzi, są różne kobiety i różne matki. I tyle. Jakby Twój trafił na
          lepszą to nie miałabyś fajnego faceta.
    • badia Re: Cudze dziecko 08.09.03, 13:39
      Danka, nie poddawaj się. Szkoda, przecież powinnaś być dla Adasia radosną,
      zadowoloną z życia kobietą. No i wpakowałaś w to tyle lat. Sama widzisz, co
      opozycja pisze o Twojej roli. Masz pełne prawo do buntu na całej liniii - a jak
      nie chcą sami prać i gotować, to niech chodzą do MackDonaldsa.
      Oj, chłopu bym bunt zrobiła - bo on myśli, że Tobie też jest z tym dobrze, tak
      jak wszystkim... I powiem szczerze nie wyobrażam sobie, żeby chłop na ostre
      postawienie sprawy po jakims czasie nie zmiękł, no bo tatuś to on owszem jest
      ale kobieta też mu przecież potrzebna...wink))
      No i trzeciej już sobie szukał nie będzie, bo z tyloma pociechami już żadnej
      nie znajdziewink))
      • mamaadama4 Re: Cudze dziecko 08.09.03, 14:15
        badia tak wogóle to ja jestem radosna, zadowolona z życia kobietą. Tylko
        zmęczona i nieco zirytowana całą sytuacją. To wygadanie się tutaj tez pomaga.
        danka
        • badia Re: Cudze dziecko 08.09.03, 14:32
          No, pomaga, mnie tez pomogło, cmoookwink
    • macochciala Re: Cudze dziecko 09.10.03, 00:22
      alez sie ciesze, ze Was znalazlam!
      Jestem w podobnej - jak wiele z Was - sytuacji. Drugi maz, dzieci moje z
      poprzedniego malzenstwa, i jego z jego poprzedniego malzenstwa. Wspolnych nie
      mamy. Dawno temu wyobrazalam sobie - o ludzka naiwnosci! - ze mozliwe jest
      stworzenie takich warunkow, zeby dzieci wszystkie mogly sie dobrze czuc. Nie
      oczekiwalam, ze natychmiast sie ze soba dogadaja, ale nadzieje mialam, ze
      przyjdzie taki czas, ze dotra sie, dogadaja. A nawet jesli nie, to moze jak
      zupelnie dorosna, jak dojrzeja, uznaja, ze fajnie jest miec duza rodzine, ze
      takie "darowane rodzenstwo" moze byc wartosciowe. Uwierzycie, ze naprawde bylam
      pelna wiary? Smiac mi sie dzis chce ze mnie samej...

    • kocikk1 Re: Cudze dziecko 09.11.03, 19:43
      ja tez mam ten problem. Dziecko jest male, ale nie wiem ile mi wolno z nim, a
      ile nie. Wiem, ze reguly ustalam ja. Jeszcze nie zaczelam. Dziecko bylo dopiero
      pierwszy raz u mnie i przygladalismy sie sobie badawczo. Jedno mnie wkurza, ze
      jak ojciec mowi mu nie, to ono probuje obejsc jego zakaz zwracajac sie do mnie
      z prosba. Czy dzieciak jest taki glupi, czy gra w cos myslac, ze bede podwazac
      autorytet jego ojca??
      Najchetniej chcialbym zeby go nie bylo!! Nie mam ochoty spedzac z nim
      weekendow, ktore moglibysmy spedzic razem M i ja, nie mam ochoty przesuwac
      naszych planow bo jego mamuska z nowu nie liczyla sie z naszym wolnym! Dlaczego
      mam kochac to dziecko? Nawet go za bardzo nie lubie! Probowalam sie zmusic do
      sympatii, ale to nic nie daje, to robienie czegos wbrew sobie! Niby niczemu
      dziecko nie jest winne, ale przez niego moj M musi kontaktowac sie z ex. A ta
      kobieta o mnie nie mowi inaczej jak uzywajac slow niecenzuralnych!! Wprawdzie
      nawet nie wiem jak ona teraz wyglada, bo od 2 lat jej nie wiedzialam, ale
      podejrzewam, ze im wieksze bedzie dziecko tym bardziej bedzie judzic i ustawiac
      je przeciwko mnie!
      A w ogole witajcie! Tez musialam sie wyzalic!
      • konkubinka Re: Cudze dziecko 10.11.03, 19:12
        witaj Kucikk,podyskutuj o tym z nami
    • alfa36 Re: Cudze dziecko 23.11.03, 14:18
      A ja w zasadzie liczę na to, że kiedy urodzę nasze dziecko, to pokocham owo
      cudze (dziecko męża). A jesli nie pokocham, to może nie bede sie nim
      przejmowala, jego zachowaniem, uwagami itp. Tylko czy to dla tego dziecko
      będzie dobre? Chciałabym przeciez, żeby było mu dobrze, przecież nie jest winą
      dziecka, że nie ma prawdziwej mamy, tej, która go urodziła, tylko macochę (tak
      jest w moim przypadku)asia
Pełna wersja