Dodaj do ulubionych

rozterki całodobówki - baardzo długie i pełne żalu

02.10.08, 09:49
nie daję rady...

od 3 dni jestem na antybiotyku, tydzień leczyłam aspiryną "przeziębienie"
które w poniedziałek u lekarza okazało się zapaleniem płuc.

2 dni temu wybuchłam, wykrzyczałam chłopu, że ich nienawidzę...
/po wyciszeniu się zadzwoniłam do psychologa, idę się nastawiać pokojowo w
sobotę... na kij mi to wszystko????/

czuję jak mi się gotuję w środku jak zbliża się starszy.
Nie trawię jego egocentryzmu, dostaję wysypki jak słyszę ja, mój, moje...
mierzi mnie jego nazwijmy to po imieniu GŁUPOTA, przykłady pytań 13 latka:
- o żelazko, jak to działa?
- co to jest order ?
- gdzie mógłbym znaleźć coś o jakimś tam kodeksie magurabiego? (wypowiedź
oryginalna) - przed kompem spędza połowę dnia, ale google jest tylko do
wyszukiwania gierek.

Przeszkadza mu WSZYSTKO, młodsi jak się bawią, telewizor jak gra (potrafi
wejść do pokoju i ściszyć kiedy coś oglądam), pracujący mikser, zmywarka i
pralka. Wczoraj się dowiedziałam, że ściany są za cienkie, a drzwi
beznadziejne, bo wszytko przez nie słychać.

Autobusy MZK są beznadziejne, bo jest w nich tłok - i to niesprawiedliwe, że
po maluchy o szkoły jeździmy a on musi autobusem wracać. ( do szkoły jest 15
minut drogi samochodem, maluchy do 16 są w świetlicy, a my w pracy, on kończy
około 14,30)

To po czym wybuchłam:
Ma świetną skórzaną kurtkę, ale w jego opinii jest ona beznadziejna i w tym
chodzić nie będzie bo to obciach. Sobota godzina 10 wyjazd całą rodziną na
zakupy. Plan kurtki i buty na jesień dla dzieciaków. Zakupy dla młodej razem
20 minut. Zakupy dla młodszego 20 minut.
Maraton po około 30 sklepach z ubraniami w poszukiwaniu kurtki dla 13 latka,
zaczynając od Reserved i Reportera, poprzez Levisy, Alpinusy, po sklepy dla
skeytowców. Razem jakieś 100 modeli - wszystkie "beznadziejne, złe, niemodne i
do dupy" 3 godziny latania.
Wychodzi na to, że chłop, ja, zaopatrzeniowcy w sklepach, projektanci to banda
nieznających się palantów.
Zakup butów = 55 minut malkontenctwa nad 4 parami które "ewentualnie mogą być"
- wróciliśmy bez butów.
Po tym zakupy spożywcze i do domu. Bagażnik po sufit wyładowany, a smarkacz
wysiada z samochodu i oświadcza, że idzie odpocząć bo go kręgosłup po tym
chodzeniu boli. Rurka z młodszym rozpakowali samochód. Zostało kilka cięższych
rzeczy, zawołałam go do pomocy. Cedował to na Rurecką.
Szlak mnie trafił, jak kazała Rurce wyjąć z bagażnika walizkę o wadze 10 kg, i
zanieść do domu.
Uzasadnienie: przecież walizka ma kółka, więc o co mi chodzi?

Młodszy nie wie nic, życie składa się z bajek, po powrocie do domu pilot, i
świat przestaje istnieć. Na jakiekolwiek pytanie odpowiedź brzmi "nie wiem"
lub "nie pamiętam". Przykłady pytań
- odrobiłeś lekcje?
- rozpakowałeś torbę po basenie?
- gdzie masz klapki na basen?
- zabrałeś Rurce batonik z szafki?

W pokoju mają taki bajzel, że ręce mi opadają, mieszkamy w nowym domu 3
tygodnie - nie wykazują najmniejszych chęci nauczenia się gdzie stoi kosz z
brudnymi rzeczami - brudne ciuchy zalegają pod biurkami, łóżkami i na półkach.
Pomijam takie oczywiste rzeczy jak powieszenie kurtek na wieszakach, a nie
rzucanie ich na łóżka.
Garderoba w której rzeczy wiszą na wieszakach jest bez sensu, wrzucają rzeczy
jakkolwiek na półki - zastanawiam się po cholerę je prasuję.
Zabierają jedzenie do pokoju /dzień w dzień chłop informuje, że je się przy
stole, ale oni "jedli zawsze przed kompem i maja swoje nawyki"/ Żeby zapełnić
zmywarkę znoszę z ich pokoju talerze, kubki, szklanki.
Chłop przeprowadza z nimi pogadanki kilkanaście razy dziennie, jak grochem o
ścianę... MY mamy "dziwne wymysły"

Pomijam zwroty typu "bądź łaskawa wziąć pod uwagę, że byłem inaczej
wychowywany" - 13 latek kiedy zwracam mu uwagę, że ton roszczeniowy w stosunku
do osób starszych jest niedopuszczalny , tryb rozkazujący typu: wyłaź, klej!
(czytaj, czy możesz mi podać klej), zamknij się, spadaj itd... to jedyna forma
w jakiej się komunikują ze sobą i Rurką.

Zastanawiam się czy nie widziałam tego w trybie weekendowym, czy też oni w
trybie weekendowym się hamowali ?

Młoda się burzy, że nic nie robią w domu - i ma rację. Żadnego wkładu w życie
domowe.

Jak ich nauczyć, żeby używali szczotki w wc i wytarli po sobie muszle jak nie
trafią?

no i jeszcze klika rodzynków typu:
co tak długo się obiad robi?
przecież czekolada ze spodni się spierze więc dlaczego nie mogę rąk wycierać o
spodnie?
podłoga się umyje, więc po co mam ścierać to co rozlałem?
wc się umyje więc po co ta szczotka?


jak ujechać?
z chłopem niemiłe rozmowy na pograniczu kłótni dzień w dzień...
atmosfera w domu tak nie miła, że najchętniej to zamykam się w sypialni...
jak długo takie coś trwa?
czy są jakieś szanse na normalność?
Obserwuj wątek
    • khaldum PS 02.10.08, 10:10
      do tego 4 - 5 razy dziennie telefony exiary z pytaniami:
      gdzie byłeś, po co angielski dodatkowy i ile to kosztuje, co było na śniadanie,
      co było na obiad, co było na kolację, co robisz, czytasz? co czytasz? skąd masz
      tą książkę itd? a skąd ona ma tą książkę?

      W wakacje potrafiła przez 2 tygodnie ani razu do dzieci nie zadzwonić, teraz
      kilka razy dziennie...


      CZY JA ŻYJĘ W DOMU WIELKIEGO BRATA?
      • cleopa Re: PS 02.10.08, 10:16
        o jezusss!
    • chalsia Re: rozterki całodobówki - baardzo długie i pełne 02.10.08, 10:29
      > Przeszkadza mu WSZYSTKO, młodsi jak się bawią, telewizor jak gra
      (potrafi
      > wejść do pokoju i ściszyć kiedy coś oglądam), pracujący mikser,
      zmywarka i
      > pralka. Wczoraj się dowiedziałam, że ściany są za cienkie, a drzwi
      > beznadziejne, bo wszytko przez nie słychać.

      a może on ma nadwrazliwośc słuchową? Moje dziecko ma i rzeczywiście
      czesto zwykły (dla nas) poziom dźwięków jest za wysoki dla niego.
      • khaldum Re: rozterki całodobówki - baardzo długie i pełne 02.10.08, 10:35
        z pewnością wybiórczą .... techno które serwuje z kolumn 120 mu nie przeszkadza,
        choć słychać je przed domem...
        • chalsia Re: rozterki całodobówki - baardzo długie i pełne 02.10.08, 10:52
          khaldum napisała:

          > z pewnością wybiórczą .... techno które serwuje z kolumn 120 mu
          nie przeszkadza
          > ,
          > choć słychać je przed domem...

          no to w takim razie nadwrażliwośc słuchową można z całą pewnością
          wykluczyć.
      • betti_domino Re: rozterki całodobówki - baardzo długie i pełne 02.10.08, 10:38
        w takiej sytuacji,jak już nie wytrzymuję nerwowo ,biorę sobie od
        moich wolne-jadę do przyjaciół,albo rodzinki(ew.dużego miasta
        polatać po księgarniach,wystawach)-nawet jeden dzień przeznacony
        tylko dla siebie i swoich fanaberii,działa cuda.POLECAM
    • chalsia Re: rozterki całodobówki - baardzo długie i pełne 02.10.08, 10:32
      o rany, wspólczuję.

      A może by coś pomogło, jakbyś z Rurecką na 2 tyg zostawiła chłopa w
      domu z synami samych. To se zobaczą jak "podłoga się umyje".
    • m-m-m Re: rozterki całodobówki - baardzo długie i pełne 02.10.08, 10:35
      Powtórze do znudzenia:
      90% tego co opisałas należy do obowiązków ojca.
      Tylko on tak naprawdę może wziąć obu chlopaczków w karby. Co do
      marudzenia na zakupach: mój mąż nigdy sobie nie pozwolił na
      marudzenie syna na zakupach typu kurtka i buty dla niego. Dawał mu
      kilka krótkkich wyborów: to, to, albo to drugie i ZAWSZE podkreślał,
      że nie ma czasu na jego muchy w nosie. Nie podoba się - to nie
      będzie miał w ogóle, bo on ma kilka ważniejszych spraw na głowie niż
      tracenie czasu na wielkokrotne jeżdżenie po zakupy butów, bo akurat
      spośród 4 par zaproponowanych pasierbowi żadne mu się nie podobają.
      To działa: pasierb nauczył się już dawno, że jak jadą z ojcem po
      buty to ma być nsatawiony na wybór konkretnej pary, bo kolejnej
      jazdy i tracenia czasu na jego marudzenie w tej sprawie nie będzie.
      Sprawa porzadków i czystości wokół siebie: też trzeba ścigać
      tatusia, to on ma im nakazać natychmistowe zebranie brudnych garów
      po sobie, to ona ma nakazać sprzątanie po sobie ubikacji (dobrze
      działa przykład: wchodzisz do czystej to i po sobie czystą
      zostawiaj), dobrze jest podkreslać, że dom jest wspólny i póki co
      młodych dżentelmenów na służbę nie stać. Ale to oczywiście ma im
      mówić ojciec.
      Ty zaś broń swoich granic: jeśli któryś bez pytania ścisza Ci
      telewizor powiedz mu, że Ty mu tego nie robisz i w związku z tym
      niech on też tego nie robi Tobie.
      Jeśli powie Ci, że masz łaskawie wziąć coś pod uwagę, to zawsze
      możesz mu odpowiedzieć by sam łaskawie wziął pod uwagę, że sytuacja
      się zmieniła, i musi dostosować się do nowych warunków. Przy czym
      podkreśl, że Ty też jesteś w podobnej sytuacji co on i nie marudzisz
      tylko strasz się do nich dostosować.
      Mężowi podkreślaj, że oni sa w takim wieku, że choć z oporami to
      jednak nawyki można jeszcze u nich wyplenić i tak naprawdę teraz
      oni "się próbują" na ile wygodnicko w nowej rodzinie się osadzą,
      muszą też poznać konkretne wymagania i niestety żelzną konsekwencję
      w ich egzekwowaniau przez rodzica biologicznego.
      Generalnie Twoja sytuacja jest trudna: są to dzieci Twoje i Moje pod
      jednym dachem, tak naprawdę to kilka lat ciężkiej wychowawczej
      pracy, a bywaja i przypadki, że przy indolencji wychowawczej rodzica
      biologicznego, braku wsparcia z jego strony i głownie braku lub
      niewielkim w stosunku do potrzeb wychowawczych jego wysiłku - takie
      rodziny się rozpadaja lub kończą się nieuchronną nerwica macochy.
      • khaldum m-m-m 02.10.08, 10:58
        Tylko chłop im zwraca uwagę, ja sobie odpuściłam, zgodnie z sugestią psychologa.
        Moje starania wychowawcze to było w ich odczuciu wieczne czepianie się.
        Listę przekazuję chłopu memu, co doprowadza do sprzeczek, bo jest tego
        codziennie kilka pozycji, co więcej na okrągło powtarzające się, a chłop będąc
        połowę dnia /on nadzoruje w firmie produkcję/ poza domem nie jest wstanie
        interweniować od razu. Ja wracam do domu o 15 i robię obiad, on odbiera dzieci
        zjada obiad i o do 17,30 jest w firmie żeby "zamknąć" dzień.

        bez sensu to wszystko, bez sensu
        • m-m-m Re: m-m-m 02.10.08, 11:15
          Moja droga, sprzeczek z chłopem nie da się uniknąć. Faceci z
          definicji nie lubia nudnych i powtarzalnych zadan do tego
          niewdzięcznych, gdy rezulatu nie widac od razu. Faceci sa bardzo
          wygodni i na pewno twój mąż z trudem pojmie, że ci chłopcy to tak
          naprawde wyłącznie jego zadanie. Trudno. Nie poddawaj sie, na
          sprzeczki sie uodpornij.
          poza tym moim zdaniem on jako ojciec musi inaczej zorganizowac
          dzien, bo póki co to ja widzę, ze cały obowiązek spada na Cievbie:
          ty ponosisz konsekwencje jego wygodnictwa: niech ktos inny zamyka
          dzień w firmie. No niestey cos za coś: albo jest on dysozycyjny dla
          firmy, albo wychowuje swoich synów. sama sobie absolutnie nie
          poradzisz, mowy nie ma, bo to nie Twoje dzieci, do tego wyrośniete,
          a wrzody żołądka masz gwarantowane. Walcz o swoje granice, mąż musi
          tak ustawić czs pracy by być w domu wcześniej, ewentualnie by
          pogonić chlopaków do obowiązków. Nie ma innej rady, wierz mi. On
          MUSI znaleźć na to czas. Jeśli go nie ma to po kiego licha zabrał
          chłopaków do siebie? Na co liczył: że będziesz się użerała z jego
          synami, a on sobie przyjdzie, nos wsadzi w talerz i zadowolony wróci
          do swoich prac?
          Nie da rady żyć jak poprzednio: on musi przeorganizować swoje
          zawodowe życie i zdecydowanie zabrać się za wychowanie synów,
          inaczej Ty zapłacisz za to niewspółmiernie wysoką cenę w stosunku do
          zysków z inwestycji emocjonalnych w wychowywanie pasierbów.
          • chalsia Re: m-m-m 02.10.08, 11:30
            > a wrzody żołądka masz gwarantowane. Walcz o swoje granice, mąż
            musi
            > tak ustawić czs pracy by być w domu wcześniej, ewentualnie by
            > pogonić chlopaków do obowiązków. Nie ma innej rady, wierz mi. On
            > MUSI znaleźć na to czas. Jeśli go nie ma to po kiego licha zabrał
            > chłopaków do siebie? Na co liczył: że będziesz się użerała z jego
            > synami, a on sobie przyjdzie, nos wsadzi w talerz i zadowolony
            wróci
            > do swoich prac?
            > Nie da rady żyć jak poprzednio: on musi przeorganizować swoje
            > zawodowe życie i zdecydowanie zabrać się za wychowanie synów,

            zadaj eMowi pytanie - czy gdyby był sam, to także by wziął do
            siebie synów, bo eksia ich nie chciała, czy oddałby ich do domu
            dziecka? Jesli wziąłby ich, będąc sam. to MUSIAŁBY przeorganizować
            swoje życie zawodowe by móc zając się synami (jak i większość
            samodzielnych rodziców musi). Twoja obecnośc to jedynie BONUS dla
            niego, że ma partnerkę, kobietę, i nie powinna mieć znaczenia w
            wychowywaniu synów. Obowiązki spadają na niego, Ty możesz pomóc, a
            nie odwrotnie.
    • jayin Re: rozterki całodobówki - baardzo długie i pełne 02.10.08, 10:57
      khaldum - ciężka sytuacja.

      jak dla mnie (tzn. GDYBYM ja tak miała w domu), to na razie rozwiązanie jest takie (może skuteczne, może tylko trochę skuteczne, może u was nie... ale może do wypróbowania?). dyżury. każde robi coś w domu. jedno zajmuje się pomocą w kuchni dzisiaj, to inne pomaga w sprzataniu łazienki i przedpokoju, inne - pokoju. plus każde swoj pokoj sprzata. jak nie sprzatna - to bedzie bałagan. w ich pokoju - kij im w oku. zamknij drzwi, nie patrz. niech ojciec się tym zajmie, jeśli mu zależy (!). jak bałagan zostanie w "części" wspólnej - to sprzatnij to co twoje, Rurki, ewentualnie męża - resztę zanieś do pokojów młodych, albo podmieć śmieciuszki - w koncu to ICH obowiązek tego dnia był, wiec niech obowiązek sobie trzymaja u siebie, skoro go nie wypełnili.

      ale ja to zołza jestem, i gdyby mi pyskowały dzieci w domu, że nie włożą SWOICH naczyń po obiedzie do zmywarki, "BO NIE", albo nie przyniosą prania do pralki, albo nie pomogą - to bym nie robiła za nich, tylko pokazała "naocznie" na ich terenie (w pokojach), co sie dzieje, jak nie chce sie im sprzatać.

      Zakupy.
      Niech jadą tylko z ojcem.
      Załatwią zakupy bardzo szybko.
      Jak nie załatwią - to czym się martwisz? To oni beda chodzic w starych i za małych rzeczach.
      Jak się młody burzy, ze to co ogladacie jest do d..., to niech sam wybierze sobie cos w sklepie w kwocie od... do... - i potem wam pokaze, a wy zaplacicie. Ale potem niech nie miauczy, ze mu sie nagle przestalo podobac, albo mu w tym za zimno.

      A odzywki i pyskowanie samo w sobie?
      Za dobra jestes chyba i za łagodna dla nich smile
      Ojciec powinien egzekwować kulturę od synów. A jak nie egzekwuje - to ty egzekwuj szacunek dla siebie i córki. Od córki potrafisz to egzekwować na pewno. Nie widzę powodu, żeby innym dzieciom dac sobie wejśc na głowę i milczeć.

      Dzieci to dzieci. Mają prawa, ale i powinny mieć obowiązki, oczywiście na miarę dziecka. Na pewno nie są to święte krówki do chuchania i głaskania. I te nasze i te nie nasze. Nie ma to znaczenia. Nie można mieć jakichś dziwnych skrupułów, wymuszonych presją otoczenia, kiedy inne dziecko do ciebie pyskuje, albo do twoich dzieci, czy też przewraca ci dom do góry nogami, albo olewa wszystko i ty bierzesz na siebie całą robotę. No, chyba, że są takie osoby, które lubią robić wszystko za wszystkich. Ale ty chyba raczej nie jesteś taka "poświęcająca się" - dlatego ci to przeszkadza.
      • kopina77 Re: rozterki całodobówki - baardzo długie i pełne 02.10.08, 11:40
        Zgadzam się z dziewczynami...
        Twój mąż ma podobnie jak mój...Rozumie Twoją złość i frustrację,
        pomaga Ci ale tak na prawdę przez wiekszość dnoia go nie ma więc ma
        święty spokój.
        Ty jako macocha jesteś z góry na przegranej pozycji.Przypomnij sobie
        jak byłaś w te weekendy kiedy chłopaki byli i was.Może więcej rzeczy
        przemilczałaś byłaś milsza, cierpliwsza...Teraz z racji tego że są
        na stałe na Twoim terytorium bardziej się wściekasz i ...jest tak
        jak napisałaś...Zołza się straszna z Ciebie zrobiła...Wiem co piszę
        bi u mnie było tak samo.Zanim nie zamieszkałam z mężem i jego
        dziećmi, byłam cool wesoła, skora do zabawy i wszelkich
        ustępstw.Póxniej z racji tego że stałam się z dnia na dzień ich
        fizycznym opiekunem prawie przez cały dzień(mąż od świtu do nocy w
        pracy)musiałam stawiać ich do pionu.Więc starsza doznała wielkiego
        rozczarowania.Myślała że będę jej ciuchy kupowała za kilkaset zł.a
        tu każe kibel sprzątać.Wredna macocha...
        Rada...
        Nie potrzebujesz jej bo silna z Ciebie kobieta i sama to wszystko
        załatwisz...Brawa za wykrzyczenie złości...
    • ywwy Re: rozterki całodobówki - baardzo długie i pełne 02.10.08, 11:49
      Tak mi przyszło do głowy, że problem może tkwić w tym ,na ile Ty
      sama tę sytuację akceptujesz? Sama jestem od paru lat całodobówką i
      właśnie doszłam, że tak naprawdę trudno mi się z tym pogodzić - cóka
      m ma matkę, która sobie żyje w komfortowych warunkach, a ja muszę
      się z młodą gnieździć. Ponieważ jej to także nie odpowiada, więc
      trudno mówić, żeby to wspólne pomoieszkiwanie dawało nam satysfakcję!
      To wszystko co piszesz miałam w domu na początku! Wszystko młodej
      się nie podobało, chciała się po prostu rządzić, tatusia za wszelką
      cenę urobić na swoją stronę. Do tego jeszcze dochodziło, że
      dosłownie wieszała się ojcu na szyję, brała go pod rękę, a ja sobie
      miałam dreptać z tyłu smile Ech, szkoda nawet to wspominać!

      Musisz być po prostu pewna, ze dom jest twój! To są dzieci, które po
      prostu muszą się dostosować na panujących reguł, które wyznaczają
      rodzice i opiekunowie!

      Po prawie roku ( tak, jeszcze potrwa) chłopcy powinni się zmienić,
      powoli zapomną o tym, jacy byli. Może uda Wam się zaprzyjaźnić, może
      lepiej się zaczniecie rozumieć! Życzę Ci tego z całycj sił!

      U mnie pasierbica zamknęła sie po prostu w sobie i w swoim pokoju.
      Nie jestem z tego zadowolona, ale ... mam spokój! Czasami trudno
      zauważyć, czy jest w domu, czy wyszła....
    • mamaika Re: rozterki całodobówki - baardzo długie i pełne 02.10.08, 12:54
      Jak ja to dobrze znam smile . Odpowiedź krótka i treściwa : albo ich
      chłop weżmie w ryzy i niestety tu nie ma miejsca na : bo tak do tej
      pory jedliśmy ,żyliśmy - to się zmieniło i koniec kropka albo
      wysiądziesz . Jako całodobówka przy mniej więcej takim układzie a
      może i jeszcze gorszym wytrzymałam ok. 1,5 roku i w zasadzie z
      każdym miesiącem zachowanie moich pasierbic było coraz gorsze przy
      czym czuły się totalnie bezkarne . To niestety wina mojego chłopa,
      który nie potrafił i nie potrafi zmienić pewnych rzeczy . Więc
      skończyło się jak się skończyło . Życzę Ci z całego serca mnóstwo
      siły, pozytywnych zmian . I nie zbieraj za nich rzeczy to błąd
      podstawowy , nie wrzuci do kosza na brudy - nie ma czystych i tyle ,
      nie zniesie naczyń - nie ma na czym jeść, bajzel w ich pokoju to ich
      problem a nie Twój . Chłop ma pretensje : to NIECH COŚ Z TYM
      WRESZCIE ZROBI A NIE CZEKA PT. JAKOŚ TO BĘDZIE .Chłopy są bardzo
      wygodne niestety .
    • hamerykanka Re: rozterki całodobówki - baardzo długie i pełne 02.10.08, 16:30
      Witam, i pozdrawiam serdeczniesmile
      Calkowicie cie rozumiem. Bylam macocha trzylatka przez poltorej roku
      i nie dawalam sobie rady. Maly byl nauczony przez tatusia ze est
      ksieciem, mial same wymagania, zero obowiazkow. To ja sprzatalam
      jego zabawki-ktore zreszta zaraz po sprzatnieciu zwalal z polek
      jednym ruchem, patrzac na mnie. Przez juz 4 latka mialam peknieta
      szczeke, "w czasie zabawy" uderzyl mnie z calej sily metalowym
      rondlem. Czulam sie piatym kolem u wozu przy tym duecie "tatus-
      dziecko".
      Jedyne co moge poradzic to zmobilizowanie ojca dzieci, tak radza
      inne kobietkismile
    • marusia1 Re: rozterki całodobówki - baardzo długie i pełne 02.10.08, 21:54
      Podpisuję sie pod dziewczynami - obiema rękoma! Pamiętacie moje problemy?
      Przestałam być matką, zrozumiałam, że jestem TYLKO macochą (a podobno to druga
      żona oca, o ile matka nie żyje). Postawiłam się i powiedziałam, że koło 2 latka
      bym robiła, bo nie miałabym wyjścia, ale koło 12 latka - nie zamierzam. A jeśli
      cokolwek zrobię, to dlatego, że chcę, a nie, bo muszę. Mój M. twierdził, że się
      czepiam i prowokuję awantury. Do czasu... Po całym tygodniu padał na "ryj"
      (pisałam już kiedyś), a od rana - zakupy. Młody w łóżku - czekał na śniadanie.
      Więc ja też nie wyszłam i leżałam tak do godz. 13-tej. Młody też. Gdy w końcu
      wstałam i poszłam do pokoju, gdzie byli obaj, mój M. walnął książką kucharską o
      stół -i zaczął się żalić, że on zasuwa, a my... Powtórzyłam m żelazne zdanie i
      poiedziałam, że jeśli nie daje rady, to należy podzielić obowiązki na 3.
      Zapytałam Młodego, czy bierze w tym udział. Oczywiście było NIE. Pinformowałam
      go, że w takim razie my z tatą robim dla siebie, a on dba siebie - włącznie z
      prasowaniem, robieniem sobie posiłków. Poskutkowało. Przedyskutowaliśmy, kto co
      może robić, albo w czym jest lepszy i powiesiłam na lodówce grafik. Młody na
      początku bardz go pilnował (nie powiem - migał się), ale teraz nikt do grafiku
      nie zagląda i wszystko jakś się robi. Młody nawet naleśniki nam usmażył, gdy my
      całe popołunie biegaliśmy w poszukiwaniu książek. smile
      Ale jak sobie przypomnę co było. Z uporem maniaka wyrzucałam mu ciuchy, książki
      z półek, pościel też lądowała na podłodze, włosy w zupie (te ze stołu).
      Obowiązują w domu pewne zasady - wszyscy dbają o czystość wspólnych rzeczy,
      pomieszczeń, jemy tylko przy stole w pokoju przy wyłączonym TV. Jeśli dzieci
      chcą zjeść posiłek, to muszą pomć, choćby rozłożyc naczynia. Jeśli marudzą przy
      jedzeniu - żarcie ląduje w koszu. Marudzenie podczas zakupów - musi znaleźć to
      co go interesje, a później poprosić, aby z nim jechać w wolnej chwili - musi się
      dostosować do nas. W domu rządzą dorośli, a nie dzieci. Tak jest skonstruowany
      świat. Decydujący głos ma ojciec, choć ja ni mogę się oprzeć pogadance (słyszę
      wtedy - znów te psychologiczne gadki). My prowadzimy rozmowy przy stole, każdy
      ma prawo się wypowiedzieć i omawiamy problem. Oby nie zapeszyć - po dwóch latach
      ciężkiej walki przyszedł czas na efekty, jest OK. smile Przede wszystkim - zasady
      i konsekwencja w egzekwowaniu.
    • liz-beauty Re: rozterki całodobówki - baardzo długie i pełne 03.10.08, 13:11
      Khaldum, masz prawo byc wsciekla i zmeczona. Przeprowadzka, totalna zmiana trybu
      zycia - to wielki stres. Ale chlopcy, ktorzy z Wami zamieszkali, tez wlasnie
      przezyli duza traume. Nagle, zamiast mamy i brata zamieszkali z tata, macocha i
      jej corka. Moim zdaniem maja prawo do zachowan budzacych kontrowersje, a nawet
      oburzenie. Moj Mlody tez mnie nieraz doprowadza do szalu swoja niezaradnoscia
      (bardzo podobne zachowania do Twojego pasierba, nie rozpakowuje swoich rzeczy,
      gubi, zapomina, buja w oblokach). Kurcze, dziecko od drugiego roku zycia
      wychowuje sie bez mamy - no to jak ma byc "normalne"? Z tego co zrozumialam,
      chlopcow wychowywala (nie wiem jak dugo) mama, ktora miala trojke dzieci i, jak
      sadze, malo czasu na dopilnowanie wielu spraw. Widze to po Mlodym - samotny
      ojciec woli wiele rzeczy zrobic sam, bo szybciej, latwiej, pewniej. Oczywiscie
      ze szkoda dla dziecka (i otoczenia!), bo Mlody jest wybitnie niesamodzielny i
      wymaga nieustannego dopilnowania. Pracuje nad tym od jakiegs czasu, powoli
      idzie, ale sa sukcesy. No ale Ty masz teraz w domu trojke dzieciakow, wiec chyle
      czola. I trzymam kciuki!
      • 333a13 Re: rozterki całodobówki - baardzo długie i pełne 03.10.08, 13:42
        Szczerze współczuję, ale myślę że takie problemy zdarzają się także
        w tzw. "normalnych" rodzinach... Do pewnego momentu moja mama
        zajmowała się wszelkimi obowiązkami domowymi i pracą, a cała reszta
        (ja też) uważałam, że taki układ jest normalny i nikt się nie
        zastanawiał nad tym co mama czuje i przeżywa...
        Pewnego razu mama zwołała rodzinną naradę, gdzie wygarnęła nam jak
        się zachowujemy, co ona czuje itd... Oczy się wszystkim otworzyły...
        Został stworzony grafik...
        Fakt, że człowiek nie był na początku zadowolony ale konsekwencja
        działa cuda... smile

        Uważam tak jak poprzedniczki:
        1. grafik
        2. kary za niewykonywanie obowiązków (brak telewizji, kieszonkowego
        itd)
        3. zrzucenie części obowiązków na tatusia
        4. pozostawienie pokoi chłopaków w ich gestii i egzekwowanie
        dbałości tylko o "części wspólne"
        5. pozostawienie "facetów" na jakiś czas samych bez obiadków w
        zamrażarce smile
        6. zakupy ubraniowe z ojcem...
        7. wyznaczenie godzin w oglądaniu TV i grania na kompie

        Bądź twarda i nie daj się...
        Poza tym teoria niektórych fachowców od wychowania jest taka, że
        dzieci robią to na co im pozwalamy... a jeśli coś jest nie tak, to
        winne nie są dzieci, a nasze metody...

        Pozdrawiam i życzę cierpliwości smile
        • aldonakatarzyna Re: rozterki całodobówki - baardzo długie i pełne 03.10.08, 15:04
          ja tez wspieram
          chlopcy sa po prosty niewychowani i nie maja zadnych dobrych nawykow
          przypominaja mi moich pasierbow, ale ja mam ich tylko co 2 weekend i chwala Boguwink)
          moj pasierb 12 latek
          nie umie jesc sztuccami
          je jak prosie, leci mu z buzi, palce wyciera w krzeslo
          krytykuje cokolwiek bysmy nie przyrzadzili, na codzien je fastfoody przed TV
          nie spuszcza po sobie
          nie umie wiazac butow- mama mu kupuje na wf na rzepy zeby sie dziecko nie
          zestresowalo
          nie czesze sie, czesto gesto ma wszy
          nie umie sie przywitac, nie pozdrawia znajomych
          trzaska drzwiami
          wszystko rzuca na podloge
          za kazdym razem do kapiel bierze czysty recznik i rzuca go potem na ziemie
          robiac w lazience potop
          placze jak nie moze zmienic na swoj kanal tv
          siedzi na grach non stop, juz jest gruby od tego i tych fastfoodow
          i wiele wiele innych.......................

          jego matka go kompletnie nie wychowuje

          • konstancja16 Re: rozterki całodobówki - baardzo długie i pełne 03.10.08, 15:19
            aldonakatarzyna napisała:
            > jego matka go kompletnie nie wychowuje

            a ojciec?
            • aldonakatarzyna Re: rozterki całodobówki - baardzo długie i pełne 03.10.08, 17:35
              hej Konstancjosmile)

              no ojciec cos tam upomni jak trzeba ale generalnie wychodzi z zalozenia ze w 2
              dni nie da sie zmienic nawykow takim duzym dzieciom i chyba troszke ma racje,
              boi sie tez ze nie beda lubieli do nas przyuchodzic jak zaczniemy ich
              wychowywac, u nas to tylko rozrywki maja bycwink
              ja sie juz nie wtracam
              • konstancja16 Re: rozterki całodobówki - baardzo długie i pełne 03.10.08, 18:28
                hej wink

                moim zdaniem nie ma racji, tylko idzie na latwizne.

                wiem, ze tak jest, bo juz pisalas. ale - musze przyznac -
                nieustannie mnie wkurza to podejscie, z ktorego wynika ze ojciec nic
                nie mogl zrobic. dzieci maja dwoje rodzicow, z ktorych oboje sa W
                ROWNYM stopniu odpowiedzialni za to co z tego talatajstwa wyrosnie.
                jesli jedno (z reguly ojciec) ma mniej czasu z dzieciakami to
                powinien na maksa ten czas wykorzystac. no i - sorry Winnetou - ja
                po prostu nie wyobrazam sobie NIKOGO kto przy moim stole
                zachowywalby sie w taki sposob jak opisalas. dopuszczam do
                wspolnego korytka LUDZI, nie swinki.

                nie wiem jakie kontakty mial Twoj Maz z dzieciakami jak mialy 4 czy
                6 lat, ale najwyrazniej troche pokpil sprawe. jesli matka od nich
                nie wymagala to powinny byly miec od poczatku jasne, ze dom ojca nie
                jest domem matki i obowiazuja w nim reguly cywilizacji, a nie
                buszu. inna sprawa, jesli probowal i polegl, bo matka miala wiekszy
                wplyw. ale - z reka na sercu - czy probowal za wszelka cena? dawal
                dobry przyklad, nagradzal, karal i rozmawial? zabieral na
                wycieczki, wyglupial sie, przytulal, pokazywal swiat? czy zostawial
                samopas z komputerem, bo tak byly przyzwyczajone u mamy? no, nie
                wiem, dzieci sa rozne, niektore moze ciezej wychowac niz inne, ale
                chyba kazdy srednio bystry stwor ludzki moze byc przystosowany do
                zycia w spoleczenstwie. do jedzenia przy stole przy uzyciu sztuccow
                i zbierania swoich brudow. skoro mamusia jest taka jaka jest to
                ojciec powinien sie sprezyc za trzech, zeby ich wyprowadzic na
                ludzi.

                nie wiem czy dobrze pamietam, Ty chyba tez masz dziecko? naprawde
                az tak ciezko jest nauczyc podstawowych zasad zachowania?
                szczegolnie ze ten kontakt Twojego faceta z dzieciakami jest
                REGULARNY. nie dwa razy do roku, tylko co dwa tygodnie. tu jest
                miejsce i czas na wychowywanie. i psi obowiazek. tak mysle.

                pozdrawiam,
                K.

                PS. acha, i jeszcze o tym, ze Twoj Maz sie boi, ze go 'przestana
                lubic'. hm... raz, ze rece opadaja na taki argument, a dwa, ze
                dzieciaki nie przestaja lubic ludzi, ktorzy od nich wymagaja. jesli
                atrakcyjnie spedzaja czas to ucza sie szacunku do nowych zasad.
                patrze na 'naszego' Malego: u dziadkow jest udzielnym ksieciem,
                zabawki za nim zbieraja, przygotowuja mu do jedzenia co sobie
                wymysli, znosza wszystkie jego kaprysy. u nas ma jasne zasady:
                zabawki musi pozkladac, bo inaczej nie idziemy na plac zabaw. jak
                jedzenie nie pasi to poczeka do nastepnego posilku. w przygotowaniu
                posilku uczestniczy albo przynajmniej nakrywa do stolu. i mimo
                wszystko Maly 'lubi' tate. lubi, ale i szanuje, slucha (duuzo
                bardziej niz dziadkow) i doskonale wie, ze to co przejdzie u
                dziadkow (przy pomocy zalosnego placzu) i nas nie zrobi na nikim
                wiekszego wrazenia, bo zasady stanowia dorosli, a nie malolaty.

                PS 2. moze jestem taka mocna w teorii, bo mamy pieciolatka na
                skladzie. a i ten mnie wkurza czasem, bo uparty jak osiolek (po
                tatusiu). i wiem, ze nastolatek to zupelnie inna bajka. ale mam
                nadzieje, ze jako tako ustawionego / konsekwentnie ustawianego
                Malego wyrosnie cos, co bedzie do opanowania, a nie to co
                opisujesz. bo widzialam tez rozwydrzone pieciolatki, ktorym sie
                ustepuje. nie chcialabym spotkac sie z nimi za 10 lat.
                • aldonakatarzyna Re: rozterki całodobówki - baardzo długie i pełne 03.10.08, 21:49
                  Zgadzam sie Konstancjo zgadzamsmile)
                  mnie tez takie podejscie drazni, bo maz chce miec owego 12latka z glowy, a
                  propos komputera to wlasnie mi oznajmil ze pozwala wziac komputery chlopakom na
                  3 dniowy wypad w gory. Odpowiedzialam ze oczywiscie any way..
                  co do zachowania sie przy stole to ja jak mam dobra energie to ucze Mlodego,
                  rozsmieszam ze pewnego dnia zaprosi swoja narzeczona do restauracji i jak
                  wypadnie itd.. jak mam zla energie to udaje ze nie widze
                  <z reka na sercu - czy probowal za wszelka cena? dawal
                  > dobry przyklad, nagradzal, karal i rozmawial>
                  nie, nie widzialam
                  nie ma czegos takiego jak kary, sa tylko nagrody
                  Mlody dostal nowego laptopa bedac strasznie uzaleznionym od gier i zawalaja
                  kompletnie szkole, malo tego maz ukryl przede mna list ze szkoly, ukrywa przede
                  mna wszelkie porazki swoich dzieci.
                  Nie powinien, zna mnie, wie ze nigdy nie wytykam a wrecz przeciwnie pomoglabym
                  chetnie.
                  Wiem tez doskonale ze dzieci lubia dyscypline, czuja sie bezpieczne i zadbane,
                  ze rodzicom na nich zalezy itd i nie ma sie co bac tego nielubienia.
                  Ten temat jest drazliwy i maz unika go jak ognia. Cos go boli.

                  Musze uciekac bo moj polroczniak sie budzi.
                  Pozdrawiam goraco i dzieki za refleksjesmile)
                  • chalsia Re: rozterki całodobówki - baardzo długie i pełne 04.10.08, 12:58
                    > Musze uciekac bo moj polroczniak sie budzi.


                    na Twoim miejscu obawiałabym się, że niestety podobne metody
                    postępowania (czyli głowa w piasek, brak konsekwencji i pobłażanie)
                    będzie się powtarzało przy Waszym wspołnym dziecku.
                    • aldonakatarzyna Re: rozterki całodobówki - baardzo długie i pełne 04.10.08, 16:37
                      z mysli mi to wyjelas chalsiu..
                      na razie sie zajmuje malym calkiem fajnie, nawet do mojego starszego syna ma
                      calkiem inne podejscie, ciekawe jak to bedzie..
    • kicia031 tylko jedna sugestia 04.10.08, 20:25
      kiedy zrozumiesz dlaczdego cos sie dzieje, jakie sa przyczyny - te prawdziwe,
      nie te wyimaginowane przez ciebie - wtedy mozesz zaczac pewne rzeczy zmieniac.

      Atakujac objawy, dorobisz sie tylko frustracji.

      I jeszcze jedno - zobacz czy cos w ogole w tej sytuacji wam sie udaje i tez sie
      zastanow, dlaczego to akurat? Wtedy bedziesz mogla wykorzystac pozytywne
      doswiadczenia w innych sytuacjach.
    • kamiliannaonline Re: rozterki całodobówki - baardzo długie i pełne 06.10.08, 07:05
      Nie mam własnego dziecka mam te "cudze"
      Na początku siedziałam z nią w domu 6ms żeby nasza rodzina nabrała oswojenia ...
      po tych 6 ms nie wiedziałam jak się nazwyam.
      Wziełam za dużo na siebie i nie rozumiałam dlaczego moja"walka "przynosi marne
      efekty.
      NP.3ms zajeło mi nauczenie młodej mycie rąk po toalecie + spuszczanie wody.(9lat)
      4 ms żeby zasypiała przy zamkniętych drzwiach ... + nie właziła nam do wyra w
      nocy i nie budziła jak sobie wstanie ok 5 nad ranem.
      Pewne przyzwyczajenia i brak konsekwencji jak mieszkali z ojcem u jego mamusi
      .Nie mówiąc już jaką kurw... przeżywam przy posiłkach .
      Chleb musiał idealnie byc posmarowany masłem inaczej ... smile
      itd itp.
      Wypowiedziałam wojnę teściowej (wtedy jeszcze nie)i matce która wpadała sobie i
      zabierała na 2 dni 2razy w roku.
      Grzecznie uświadamiałam teściową poprzez rozmowę jakie młoda ma braki .Ojciec je
      też miał mieszkał pod kloszem mamusi (broń żeby mamisynej z niego był!nie)i nie
      miał świadomości swojej pociechy .
      Po 6 ms. chciałam się pakowac i wyjechac jak najdalej ...
      na szczęście los spowodował , że babcia nie dała rady z młoda i odpuściła w
      większej części wpierdzielania się .. ojciec w końcu zaczął wyciągac
      konsekwencje ...
      Chciałam jedynie Ci powiedziec , że powinnaś wziąśc urlop zabrac swoje dziecko i
      odpocząc - a ojciec jak odczuje na własnej skórze swoje małe potworki to może
      się weźmie za nich porządnie .
      Z tego co opisujesz jest mu wygodnie ... bo nie czarujmy się same ich do tego
      przyzwyczajałyśmy .
      Dziś mam dla siebie czas ... siedze nad nauką z młoda sporadycznie ... to do
      niego należy .
      Pozdrawiam i życzę powodzenia i zacznij kobieto walczyc o siebie !
      • aldonakatarzyna Re: rozterki całodobówki - baardzo długie i pełne 06.10.08, 10:44
        www.dziennik.pl/swiat/article178216/Dzieci_z_Wysp_jak_jaskiniowcy.html
        ooo wypisz wymaluj moj pasierbwink)z tym ze my mieszkamy w Danii
        czyli to szersze zjawisko
      • mar_go7 Re: rozterki całodobówki - baardzo długie i pełne 06.10.08, 10:47
        Khaldum - nie mam pojęcia jak Ty to wytrzymujesz i jakim cudem
        jeszcze nie posłałaś ich w "kosmos".
        Podpowiedź kamiliannaonline o spokojnym wyjeździe i wyciszeniu się
        oraz poświęceniu czasu tylko sobie i swojemu dziecku jest świetnym
        pomysłem na postawienie ojca "pasierbów" na ziemi i pokazaniu mu co
        Ty masz każdego dnia i że nie jest to takie proste jak mu się
        wydaje - bo przecież Ty wszytsko robisz a on...no cóż...
        Na moje szczęście mam dużo łatwiej chociaż czasami też łapię się na
        tym że swojego faceta rozpieściłam do granic przyzwoitości i chyba
        powinnam mu przypomnieć czym są obowiązki przy dziecku - 3 letnim
        synku z jego poprzedniego związku, którego mama niestety nieżyje.
        W moim przypadku tworzy się nowy dom na tym co pozostało z jego
        życia i co mi było dane-zabrane. Czasami doprawdza mnie do szału to
        że dziecko od śmierci matki było trzymane pod kloszem i wyręczane
        dokładnie we wszytskim łącznie z oddychaniem. Ma straszne opóźnienia
        w stosunku do swoich rówieśników wynikające z zaniedbania sad a
        nadrabianie tego to praca iście heroiczna i czasami porostu
        wymiękam. Niestety mój facet był przez ogromną większość czasu
        wyręczany w opiece nad dzieckiem przez nianię - btw tragiczną i
        spędzającą czas z dzieckiem przed tv - oraz babcię, która starała
        się dać dziecku wszytsko co tylko możliwe oraz niemożliwe co
        niestety poskutkowało totalnym brakiem jakichkolwiek umiejętności
        normalnie przyswojonych już przez młodsze dzieci.
        Dodam tylko że obecnie młody chodzi pierwszy rok do przedszkola i
        pomimo ogromnego wysiłku włożonego w wychowanie dziecka od czasu
        wspólnego zamieszkania ( wiosna tego roku )nadal dziecko odstaje od
        grupy rowieśniczej sad i czasami mam ochotę poprostu się poddać ale
        wiem że nie mogę bo to co wypracuję dziś zaprocentuje ze kilka
        miesięcy. Oczywiście jeśli ojca w tym wszytskim nie będzie to moja -
        tak jak i Twoja praca - pójdzie na marne. Ja niestety średnio co
        tydzień, czasami nawet dwa razy w tygodniu przypominam swojemu
        facetowi jak, co i dlaczego należy robić z dzieckiem i po co to
        wszytsko robimy. Bez jego pomocy - nawet tej małej - to co ja
        przepracuję wziełoby w łep więc nie mam pojęcia jak Ty sobie radzisz
        jeśli Twój mężczyzna zamiast Cie wspierać i stać za Tobą murem (
        jego dzieci są "dorosłe" i ciężej z nimi pracować niż z "moim"
        3latkiem ) jest "nieobecny" w tym wszytskim.
        Odpocznij, zrzuć na jego barki jak najwięcej - nawet jeśli na
        początku ma Cie trafiać szlag - a może się wsyzstko unormuje. Może
        sprzątanie toalety po swoich dzieciach będzie dla niego
        wystarczającym powodem do zauważenia problemu i zajęcia się nim?
        Pozdrawiam i trzymam kciuki za szybkie podjęcie przez ojca
        obowiązków.
    • kolina74 Re: rozterki całodobówki - baardzo długie i pełne 06.10.08, 13:46
      Jesli masz jakies lokum to sie wyprowadz, jesli nie to wynajmij. Jesli nie
      chcesz sie wyprowadzic to poprostu nie rob dla nich nic. Mieszkasz w domu wiec
      pewnie macie dwie lazienki, jedna przeznacz dla nich, nie sprzataj ich rzeczy
      nie scieraj podlogi tylko ja omin, zawsze moze posprzatac ich ojciec.
    • kamiliannaonline Re: rozterki całodobówki - baardzo długie i pełne 06.10.08, 16:53
      no właśnie jak zobaczyłam pokój młodej u babki (jak wspomniałam mieszkali tam z
      2 lata) to myślałam że dostane zawału ... nie mówiąc o moim M.
      Więc robiłam im to co mi kiedyś mama jak mi się nie chciało posprzątac chociażby
      za własną dupą.
      Wywalałam wszystko na środek pokoju i wychodziłam ... M wieszałam majtasy i
      skarpety na żyrandolu , buty na klamkach itd itp
      poskutkowało ... dziś sprzątają o tyle o ile ale sprzątają.
      Bo dom to nie harówka dla 1 a dbanie o siebie na wzajem .
      Młoda nie myje garów itd. musi dbać o siebie i o swój pokój .
      • kamiliannaonline Re: rozterki całodobówki - baardzo długie i pełne 06.10.08, 16:58
        ps.dziś wychodząc do pracy jak są w domu wiem że mi posprzątają ... kurna nie ma
        jak tresura smile))żartowałam ale do cholery dlaczego ja mam być 3 etatowcem?
        czasem trzeba się wyzbyć wrażenia że jak czegoś nie zrobimy to chałpa się zawali!!!!
        oj my baby czasem to głupiutkie jesteśmy.
        Co do ciuchów chodzi w tym co jej kupujemy co do jedzenia .. gdzie 98%potraw
        było fuj! jak nie chcesz nie jedz ale nic innego nie dostaniesz... jadła ... co
        do brudzenia się .. jak poszła w tym stanie do szkoły na drugi dzień to się jej
        poprawiło ...
        a jak prała czasem swoje fartuszki , bluzki POPLAMIONE CZYMKOLWIEK!!!!
        SZCZEGÓLNIE U BABKI !!!!!z pół godz. to zrozumiała , że mimo iż automat ! to
        woda , proszek , prąd kosztuje ...
        Dziś po 3 latach chodzi w miarę czysta!
    • coccolona Re: rozterki całodobówki - baardzo długie i pełne 21.10.08, 17:09
      Wspolczuje. Jak czytam niektore posty na tym forum, to wychodzi na to, ze ja
      mimo wszystko moge sie uznawac za szczesciare smile Ja ostatnio widzialam poczwary
      na poczatku lipca, gdy byli u nas na krociutkich wakacjach. Gdyby nie
      comiesieczne podatki, to ich istnienie by umknelo zupelnie mojej uwadze.
      Mielismy z misiem jechac w niedziele do nich, ale misio wstal i stwierdzil, ze
      mu sie tak bardzo nie chce i baraszkowalismy do poludnia w lozku. Na razie nie
      wiadomomo, kiedy dojdzie do spotkania. Prawdopodobnie pod koniec roku.
      • chalsia Re: rozterki całodobówki - baardzo długie i pełne 21.10.08, 22:48
        coccolona napisała:

        > Wspolczuje. Jak czytam niektore posty na tym forum, to wychodzi
        na to, ze ja
        > mimo wszystko moge sie uznawac za szczesciare smile Ja ostatnio
        widzialam poczwary
        > na poczatku lipca, gdy byli u nas na krociutkich wakacjach. Gdyby
        nie
        > comiesieczne podatki, to ich istnienie by umknelo zupelnie mojej
        uwadze.
        > Mielismy z misiem jechac w niedziele do nich, ale misio wstal i
        stwierdzil, ze
        > mu sie tak bardzo nie chce i baraszkowalismy do poludnia w lozku.
        Na razie nie
        > wiadomomo, kiedy dojdzie do spotkania. Prawdopodobnie pod koniec
        roku.

        zieeeeeeew
    • pucia14 Re: rozterki całodobówki - baardzo długie i pełne 23.10.08, 22:13
      ojej rozumiem Cie dobrze bo sama mam 13 latka... tylko że mój jest
      własny i osobisty więc nawet ponarzekać nie moge gdy zapytany czy
      mył żęby odpowie po co?? a skarpety znajdę upchniętę pod łóżkiem
      albo pełen pretensji oznajmi ze on tego jeść nie będzie, do tego mam
      dwie nastolatki naq podobnym etapie rozwoju.ja na szczęscie pamiętam
      jacy kochani byli jeszcze rok temu i żyje nadzieją ze za rok będzie
      lepiej. aby przetwać

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka