khaldum
02.10.08, 09:49
nie daję rady...
od 3 dni jestem na antybiotyku, tydzień leczyłam aspiryną "przeziębienie"
które w poniedziałek u lekarza okazało się zapaleniem płuc.
2 dni temu wybuchłam, wykrzyczałam chłopu, że ich nienawidzę...
/po wyciszeniu się zadzwoniłam do psychologa, idę się nastawiać pokojowo w
sobotę... na kij mi to wszystko????/
czuję jak mi się gotuję w środku jak zbliża się starszy.
Nie trawię jego egocentryzmu, dostaję wysypki jak słyszę ja, mój, moje...
mierzi mnie jego nazwijmy to po imieniu GŁUPOTA, przykłady pytań 13 latka:
- o żelazko, jak to działa?
- co to jest order ?
- gdzie mógłbym znaleźć coś o jakimś tam kodeksie magurabiego? (wypowiedź
oryginalna) - przed kompem spędza połowę dnia, ale google jest tylko do
wyszukiwania gierek.
Przeszkadza mu WSZYSTKO, młodsi jak się bawią, telewizor jak gra (potrafi
wejść do pokoju i ściszyć kiedy coś oglądam), pracujący mikser, zmywarka i
pralka. Wczoraj się dowiedziałam, że ściany są za cienkie, a drzwi
beznadziejne, bo wszytko przez nie słychać.
Autobusy MZK są beznadziejne, bo jest w nich tłok - i to niesprawiedliwe, że
po maluchy o szkoły jeździmy a on musi autobusem wracać. ( do szkoły jest 15
minut drogi samochodem, maluchy do 16 są w świetlicy, a my w pracy, on kończy
około 14,30)
To po czym wybuchłam:
Ma świetną skórzaną kurtkę, ale w jego opinii jest ona beznadziejna i w tym
chodzić nie będzie bo to obciach. Sobota godzina 10 wyjazd całą rodziną na
zakupy. Plan kurtki i buty na jesień dla dzieciaków. Zakupy dla młodej razem
20 minut. Zakupy dla młodszego 20 minut.
Maraton po około 30 sklepach z ubraniami w poszukiwaniu kurtki dla 13 latka,
zaczynając od Reserved i Reportera, poprzez Levisy, Alpinusy, po sklepy dla
skeytowców. Razem jakieś 100 modeli - wszystkie "beznadziejne, złe, niemodne i
do dupy" 3 godziny latania.
Wychodzi na to, że chłop, ja, zaopatrzeniowcy w sklepach, projektanci to banda
nieznających się palantów.
Zakup butów = 55 minut malkontenctwa nad 4 parami które "ewentualnie mogą być"
- wróciliśmy bez butów.
Po tym zakupy spożywcze i do domu. Bagażnik po sufit wyładowany, a smarkacz
wysiada z samochodu i oświadcza, że idzie odpocząć bo go kręgosłup po tym
chodzeniu boli. Rurka z młodszym rozpakowali samochód. Zostało kilka cięższych
rzeczy, zawołałam go do pomocy. Cedował to na Rurecką.
Szlak mnie trafił, jak kazała Rurce wyjąć z bagażnika walizkę o wadze 10 kg, i
zanieść do domu.
Uzasadnienie: przecież walizka ma kółka, więc o co mi chodzi?
Młodszy nie wie nic, życie składa się z bajek, po powrocie do domu pilot, i
świat przestaje istnieć. Na jakiekolwiek pytanie odpowiedź brzmi "nie wiem"
lub "nie pamiętam". Przykłady pytań
- odrobiłeś lekcje?
- rozpakowałeś torbę po basenie?
- gdzie masz klapki na basen?
- zabrałeś Rurce batonik z szafki?
W pokoju mają taki bajzel, że ręce mi opadają, mieszkamy w nowym domu 3
tygodnie - nie wykazują najmniejszych chęci nauczenia się gdzie stoi kosz z
brudnymi rzeczami - brudne ciuchy zalegają pod biurkami, łóżkami i na półkach.
Pomijam takie oczywiste rzeczy jak powieszenie kurtek na wieszakach, a nie
rzucanie ich na łóżka.
Garderoba w której rzeczy wiszą na wieszakach jest bez sensu, wrzucają rzeczy
jakkolwiek na półki - zastanawiam się po cholerę je prasuję.
Zabierają jedzenie do pokoju /dzień w dzień chłop informuje, że je się przy
stole, ale oni "jedli zawsze przed kompem i maja swoje nawyki"/ Żeby zapełnić
zmywarkę znoszę z ich pokoju talerze, kubki, szklanki.
Chłop przeprowadza z nimi pogadanki kilkanaście razy dziennie, jak grochem o
ścianę... MY mamy "dziwne wymysły"
Pomijam zwroty typu "bądź łaskawa wziąć pod uwagę, że byłem inaczej
wychowywany" - 13 latek kiedy zwracam mu uwagę, że ton roszczeniowy w stosunku
do osób starszych jest niedopuszczalny , tryb rozkazujący typu: wyłaź, klej!
(czytaj, czy możesz mi podać klej), zamknij się, spadaj itd... to jedyna forma
w jakiej się komunikują ze sobą i Rurką.
Zastanawiam się czy nie widziałam tego w trybie weekendowym, czy też oni w
trybie weekendowym się hamowali ?
Młoda się burzy, że nic nie robią w domu - i ma rację. Żadnego wkładu w życie
domowe.
Jak ich nauczyć, żeby używali szczotki w wc i wytarli po sobie muszle jak nie
trafią?
no i jeszcze klika rodzynków typu:
co tak długo się obiad robi?
przecież czekolada ze spodni się spierze więc dlaczego nie mogę rąk wycierać o
spodnie?
podłoga się umyje, więc po co mam ścierać to co rozlałem?
wc się umyje więc po co ta szczotka?
jak ujechać?
z chłopem niemiłe rozmowy na pograniczu kłótni dzień w dzień...
atmosfera w domu tak nie miła, że najchętniej to zamykam się w sypialni...
jak długo takie coś trwa?
czy są jakieś szanse na normalność?